niedziela, 3 stycznia 2016

Niedziela

  (dokończenie z piątku)
  Oczywiście adrenalina rosła wraz z podnieceniem. Sytuacja była napięta jak baranie jaja. Nadto mózg, a właściwie część odpowiedzialna za popęd seksualny chciała jeszcze więcej, choć nawet w tej sytuacji jego przebudzenie mogło być groźne. On leżał częściowo na plecach bowiem nogi miał jeszcze ułożone na boku, to też biodra miał skręcone w stronę ściany. Przesunąłem mu je trochę podnosząc go lekko za plecy i ułożyłem w miarę prosto. Oczywiście chciałem siąść na nim, ale część mózgu z instynktem samozachowawczym protestowała. Wiadomo co wygrało. Samiec to samiec, nawet ten modliszki jak głupi lezie do zżerającej go samicy. Wpierw siadłem na biodrach, lekko się opuszczałem, aby nagle go nie przygnieść. Rękami na początku podpierałem się o łóżko, aby wybadać czy się zacznie rozbudzać. Reakcji niepożądanej nie było. Obniżałem się przeto bardziej i co raz większym ciężarem napierałem na jego biodra, no i jego organ, który na razie nie był wzbudzony. Gdy już w zasadzie prawie całym ciężarem siedziałem na nim, bo jednak część podpierała się na lewej nodze, która spoczywała na podłodze, to jego rękę ponownie położyłem na swoim organie. W przeciwieństwie do jego organu mój był cały czas na max obrotach, zresztą mózg też nieustająco analizując jego mowę ciała. Ta na szczęście nie zdradzała oznak przebudzenia, albo dobrze się kamuflował. Trochę poruszałem jego ręką, jednak co obca dłoń na organie to obca, inne ciepło i inny dotyk. Długo nie chciałem przeciągać tej sytuacji to jednak wziąłem sprawę w swoje ręcę, a właściwie prawą dłoń. Wcześniej podwinąłem mu koszulkę pod pachy, aby ukazała sią klata i brzuch. Opuściłem mu też spodenki prawie na uda, a sam pozbyłem się swoich i ponownie delikatnie siadłem na nim. Ciepło rozchodzące się od jego bioder, uczucie jego organu pomiędzy moimi pośladkami - bezcenne. Do tego jeszcze widok ręki umięśnionej (lewą miał pod poduszką i głową to jej prawie nie widziałem, a nie chciałem jej wyszarpywać), którą można było nieskrępowanie ściskać. Zabrałem się do "pracy" nadal obawiając się jego ewentualnego przebudzenia. Siedząc na nim i podniecając się, inna część mózgu cały czas rozmyślała, jak to jest, że siedzę na nim, ruszam nim, a on leży jakby nieprzytomny. To przypomniało mi scenę z pingwinów z Madagaskaru, kiedy król Julian chciał zdjąć Kowalskiemu hełm dający moc z głowy, jako swoją nową koronę. W tym celu zakradł się w nocy do bazy pingwinów aby pozyskać ów hełm. Po lekkim przebudzeniu się Kowalskiego wkomponował się w obraz ryby, na drzwiach do tunelu. Kowalski dalej poszedł spać. Po minucie ściągnął Kowalskiego z posłania, majzlem i młotkiem usiłował zdjąć, następnie młotem pneumatycznym, walił nim o ścianę i nic. Hełm nie ustąpił, ale Kowalski też się nie obudził. Tu scena podobna. Wlazłem na 174, tyle z nim robiłem, a on nic. Leżał jakby nieprzytomny Kowalski, tyle że 174 dość sporo wypił, dlatego pilnowałem się, aby nie siąść mu na brzuch. Siedząc na nim, odczuwając jego ciepło, organ pod sobą, czasami trzymając w dłoni jego umięśnioną rękę długo nie trwało do momentu kulminacyjnego. Sama świadomość siedzenia na jednym z większych wojowników z wioski robiła chyba więcej niż jego wygląd. Po wszystkim poszedłem opłukać rękę do kuchni, a po wejściu na grupę A przykryłem go kocem, a sam położyłem się spać, bowiem było już k/ 08:00.
   Robiąc wpis nie wiem czy cieszyć się z tego co zrobiłem czy nie. Raczej zrobiłem na co miałem ochotę od dłuższego czasu, ale jakiegoś szału z tego powodu nie ma. Jednorazowy incydent. Być może on doprowadzając do takiej sytuacji spodziewał się więcej. Mnie po iluś tam podchodach nie bardzo chce się robić komuś dobrze kosztem siebie, to też w tym przypadku nawet nie pokusiłem się do postawienia mu organu, jednak podczas pisania i przypominania jak było organ ponownie zaczął się wzbudzać. W sumie to z nim już drugie podejście, przy pierwszym, też gdzieś to tu opisałem, spasowaliśmy razem. On się i przebudzał, i nie. Tzn, niby się przebudzał, po czym znowu stawał się nieczynny. Może pomny tego co było kiedyś teraz chciał doprowadzić do czegoś więcej, wszak teksty, które walił trochę na to wskazywały, pokazy mięśni ud też, no i samo spożywanie alko tak na siłę. A może tylko ja nadinterpretowuje to co się działo i doprowadziłem do takiej sytuacji, a on w ogóle nie chciał. Tego się już nie rozwikła, jak zwykle z lokalnymi skurwielami zostanie to pogrzebane głęboko w mule.
   W święta było +10C, a tu dość szybko przeszliśmy do -10C i nawet więcej, bowiem wczoraj jak kładliśmy się spać (nadal u mnie śpi 979) to na placu było -13C i po wyjściu z łóżka o 11:00 nadal tyle było. Współczuję na Mazurach ludziom, bo spr. pogodę i w Giżycku -17C. Tam to dopiero mają... Dlatego też wczoraj tylko jedno wyjście z 979 po prezent dla jego bratanicy, a ja po masło. Mrozy uratowały chleby przyniesione od 972. Tak były by do wyciepnięcia, tak nadal nadają się do konsumpcji po rozmrożeniu, a musiały być na dworze, bo w zamrażalniku nie było miejsca. W poszukiwaniu prezentu oblecieliśmy okoliczne markety, w których mało ludzi było. Po świętach i sylwestrze ludzie się wydali z kasy, z żarcia chyba jeszcze mają to nie łażą kupować, a wypłaty dopiero będą dla większości.
   Na stacji ruch (można by napisać jak w dni świąteczne przyrównując do np. komunikacji miejskiej, ale akurat w dni świąteczne stacja ma większy przerób) niewielki. Spowodowane to imprezkami wioskowymi. Na początku roku kilku ludzi się starzeje, to wchłaniają innych do siebie przeto tu tory stacyjne przez większość dnia było wolne oprócz zajętego przez 979. Odpoczęliśmy od składów i on, i ja, a korzystając z tego zagrałem w symka kolejowego. Mimo jakiegoś bezruchu, choć o 21:00 wszedł jeszcze 834, odszedł 22:30, poszliśmy spać po północy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz