sobota, 22 września 2018

Sobota #1425

  Ja to mam szczęście, że z przeróżnych zdarzeń, ich ciągu przyczynowo-skutkowego mam dostęp do mięśniaków w wystarczającym zakresie. Był dziś 172. Rozłożony na pufach, z przywiązanymi rękami robi takie wrażenie, że mało z niego nie spadam. Sam moment dojścia przeciągam, jak mogę, no ale nie da się. No bo czyż nie wygląda pięknie?

  I, co ważne, nie jest tak odstraszający głupotą jak 826. Choć pewnie ich poziom jest podobny, to od tego drugiego to aż emanuje i może dlatego po głębszym poznaniu mało ludzi go trawi. Coś, co na początku może być uznane za specyficzne, radosne zachowanie, na dłużej staje się uciążliwe i nieznośne. Nadto jego zawalatość jest przerażająca. Jak nadchodzi 826 to ostatnio używam określenia jak tytułu w filmie : Nachodzi Jaś Fasola - totalny kataklizm, tylko zamiast Jaś Fasola jest 826. Nawet jakbym miał coś robić z 826 to musiałby wyłazić jeszcze szybciej niż 172.
   Zlewałem ostatnio wino z 979 i jakoś mało go wyszło. Nie analizowałem jeszcze błędów jakie zostały popełnione, ale będę się musiał za to zabrać. Jakościowo też może być gorzej. Nie włożyłem w jego produkcję "serca" i to chyba wychodzi. Było robione szybko, bez przygotowania i tak trochę z przymusu. Wyjdzie paradoks, że przy roku, który obfitował w owoce wyjdzie dupiate wino.
   Był ostatnio tez 972. Przylazł po cysternę z obiegu, ponieważ w rodzinie u niego panuje dziwna rozdzielność majątkowa. Ona gotuje i owszem, ale tylko dla siebie, ewentualnie dla małych skurwieli jak są, ale dla niego już nie. On musi się stołować sam, więc kupuje żarcie w słoikach i to wdupia. W ogóle to odbyła się sprawa w sądzie i, sam nie wiem dlaczego, ale może tu wsadziło łapy państwo, małe skurwiele, te dwa najstarsze mają wrócić do domu. Piszę, że państwo wsadziło łapy, bowiem w budżecie ciągle brakuje kasy, a pingwiny na małych skurwieli, co pisałem już kiedyś, dostają 3 klocki (jakieś 3150 w/g tego co podał 972) miesięcznie. Czyli jak, z powodu wytycznych państwa, sądy zwolnią np. w skali kraju 100 małych skurwieli to miesięcznie 300.000 tysi zaoszczędzone. No jest o co walczyć. W sumie w rodzinie nic się nie zmieniło od czasu jak ich odebrali, a tu nagle taka zmiana postanowienia sądu. Czyżby sąd stwierdził, że rodzicie nagle zmądrzeli i są po wyższych studiach? Poczekamy na uzasadnienie wyroku, zresztą kiedyś się tam przejadę, to przeczytam pisma, będę wiyncyj wiedział.
   Przyjdzie ciężki okres dla rodziców i małych skurwieli. Oni teraz są na minusie, mimo tego, że oboje pracują, a co dopiero jak do domu wbiją dwa małe żarłacze? Oczami wyobraźni widzę, że szkół nie skończą, a zacznie się wyścig za kasą, ale nie uprzedzajmy tego co być może.
  Notka zaś taka na szybko, bo zara muszę (nie muszę, ale co zrobić, jak se wziąłem takiego przybranego syna) iść do 979 pomóc mu w malowaniu mieszkania od matki, w którym mieszka on, a matka mieszka w jego mieszkaniu. Ma to się zmienić do zimy i matka ma wrócić na swoje, a on z niby laską na swoje. Ostatnio nie dzieje się między nimi za dobrze, ale to taki okres. Nadto dochodzi odwieczny aspekt finansowy, bo teraz na prawie 5 miesięcznym L4 kasy mniej, a wydatki jeszcze większe, bo jakby nieustająca imprezka wymaga większych nakładów.
  We wczorajszym obiegu z cysternami głowa to mi się ciągle kręciła na lewo i na prawo. Nawet tak szybko nie jechałem, ale podziwiałem mięśniaków w drodze. Dziś wiem czemu tak mózg działał. To był ostatni tak ciepły dzień. Dziś już tylko 15C, a idzie dalsze ochłodzenie, więc mózg chciał się jeszcze napatrzeć na to co było do obejrzenia. Pisałem to wielokrotnie, że wioska tym góruje nad miastami, że tu jest na czym oko zawiesić. Tu nie ma jak w mieście przewalających się po chodnikach morświnów, wielorybów i bezkształtnych kloców. Tu mięśniaki naturale, wyrzeźbione pracą, genetyką przekazywaną z pokolenia na pokolenie i na razie nie zaburzonym tym przekazem.
  Tyle, bo 979 za chwile zacznie ujadać, gdzie jestem? To narka.

środa, 19 września 2018

Środa #1424

    Jak napiszę, że nie pamiętam takiego ciepłego września, to część pomyśli, kolejny nawiedzony jak w tych mediach. Ale faktycznie ten m-c, nawet jeżeli od przyszłego tyg. nastąpiło by załamanie pogody i tak będzie jednym z cieplejszych w ostatnich latach. 19 września na termometrze ma być 25-27C i nie by to był taki jeden dzień, ale temp. powyżej 20 C utrzymują się w zasadzie od początku sierpnia. Podawali statystykę za sierpień i był najcieplejszym od iluś tam lat, z wrześniem będzie podobnie. W ub. roku w połowie września leciało już centralne, bo było tak zimno.
   Się cieszę, bo z tych ciepłolubnych, nadto zaoszczędzona kasa na ogrzewaniu, a ciepłownie mają wiyncyj czasu na przygotowanie się do sezonu grzewczego. Kiedyś on był od 15 października, jednak z czasem przepisy włączające ogrzewanie zmieniono, a utarło się, że jak są 3 kolejne dni ze średnią temp. (chyba) 10C i gdy w mieszkaniach spada ona do 16C to włączają.
   Wczoraj na stacji wieczorem i do 22:30 w zasadzie pełno. Na grupie A prawie wszystkie tory zajęte. Zebrała się stare składy, na to weszły na stację nowe składy i tak czas leciał. Jako że stare składy to sprawdzili kto ile dźwiga. Sztanga poszła w ruch i są wyniki, ale nie pamiętam nr-ów składów, to przy okazji napiszę.
  Na nieszczęście drużyny trakcyjne 832 i 834 są na L4 i przed południem zajmują czas na stacji. Denerwuje mnie to, bo jakoś przy zajętych torach stacyjnych, to nie to jak stacja jest pusta i źle mi sie cokolwiek robi. Czuję się jak sprzątaczka w maku.
   979 wczoraj, jako że ma przedłużone L4 pojechał do Goczałkowic Zdroju, a 230, jako że poszukuje pracy, pojechał ze swoją laską do Pszczyny do rezerwatu bizonów. Za to wczoraj na stacji 832, na szczęście krótki, ale za to dłużej już 834. Dziś mam nadzieję 834 wypchąć ze stacji, bo obieg po wiosce muszę zrobić i wywieźć cysternę z wczorajszego obiegu. Tam tak dobrze gotują, że jak tu się ochudzać? Ale coś trza będzie zrobić z tym, bo robi się nieciekawie.
   Zaś taka notka na szybko, na różne tematy, ale zajął już szlak 834, to później nie wiem o kiery bym ją pchnął, więc teraz tyle i do zaś. Narka.

poniedziałek, 17 września 2018

Poniedziałek #1423

   Powinny być notki, ale ich nie ma z kilku powodów. W tym roku lato jest wybitnie długo przeciągnięte. W ub. roku w połowie września leciało już centralne. Dziś jest 25C, jutro ma być 28C i w środę podobnie. W związku z tym postępują trochę (to dobre określenie) prace uszczelniające nadal stację macierzystą, a na to nakładają się bieżące zajęcia. Np. dziś, przy pomocy 979 było zlewane wino z wiśni, jutro ma być lana czerwona porzeczka. To oczywiście zajmuje kilka godzin, bo trza wymyć naczynia na zlew, wybrać owoce do wyciepnięcia, umyć baniak i ponownie wlać zawartość. Ale, satysfakcja w własnego wina, do tego w pięknym kolorze, klarownego, średnio mocnego (ok. 13-15%) jest duża, a i starcza go na lata. W ub. roku z powodu przemarznięcia drzew owocowych i cen owoców na rynku nie było robione a do dziś mam jeszcze butelki z przed dwu lat. W sumie wtedy wyszło 40 ltr. wina.
   Do tego jeszcze bieżąca obsługa składów. 172 ostatnio jest znowu w szczytowej formie, jak był wczoraj to znowu prawie dygotałem na jego widok, nadto jest opalony z budowlanki, w której raz robi, raz nie robi, ale opalenizna i rak robi wrażenie. Wchodzi również na stację 826, u którego również organoleptycznie sprawdzamy poziom umięśnienia, 230, który fajnie wygląda, ale te mięśnie to nie to co u 172 i 826, mimo tego fajnie się na niego patrzy.
   Czyli standard na stacji, bez jakiś większych wydarzeń. Wieczorami, przeważnie po obiegu z cysternami włączamy symka kolejowego, bowiem w TV przeważnie same powtórki, to ileż można to samo oglądać. Nie wiem czy pisałem, ale 979 ma przedłużone L4 do końca tego tyg. Zaproponowałem mu dziś, by na koniec tak długiego lata zrobić w skromnym gronie grilla w środę, co wyjdzie się zobaczy, bo on ma dość, jak zresztą zwykle, napięty grafik.
   Notki w innych tematach, które chciałbym poruszyć czekają na deszczowe i chłodniejsze dni.
   Tyle, bo muszę jeszcze baniak po winie wypłukać, a następnie tam zlać wino, by zanieść je do piwnicy, by tam doczekało wiosny. Narka.

czwartek, 13 września 2018

Czwartek #1422

   Wczoraj ostatni chyba taki ciepły dzień. Wiem pisałem to już kilka razy w tym roku, ale pogoda jest niesamowita. Wczoraj naciągnęło do ok. 28, 29C. Tylko żałuję, iż nie było mnie na st. mac. i nie mogłem nagrzać murów, bowiem robiłem tą instalację elektryczną. Trudno, nagrzałem trochę nie swój budynek, bowiem tam też pootwierałem wszystko, choć za mną zamykali, bo niby beton, który miał juz 11 dni nadal miał schnąć powoli. Mieszkanie to parter w domku o powierzchni 81 m2. 3 pokoje z kuchnią i łazienką w Katowicach Ochojcu więc b. dobra lokalizacja.
   Za projekt wnętrz tzn. tylko jednej strony mieszkania, czyli przedpokoju, łazienki pokoju dziennego i kuchni brat od 895 dał 3,5 tysia. Ogrzewanie podłogowe (to fajna rzecz) kosztowało go z wylewką 12 tysi, a za samo mieszkanie dał 105 tysi, wiec znacznie poniżej ceny rynkowej. Handlarz nieruchomościami z ręki chciał mu dać 150 tysi, a sam wyceniłem to mieszkanie na 200 tysi, bo do tego jest jeszcze garaż i ziemia, czyli ogródek przy domu no i piwnica pod całością domu dla 3-ch rodzin.
  Ponieważ zaś czasu brak, to na szybko jeszcze sprawa dot. 826. Zaczął chodzić ponownie na treningi piłki nożnej. Mimo tego, iż ma trwale nie wyleczone lewe kolano i na pierwszym treningu zaś mu tam coś przeskoczyło. Pytam się go dziś:
- ale masz tam jakieś ubezpieczenie w klubie
- tak, klubowe,
- a co to jest ?
- nie wiem, musiałbym się dowiedzieć
- to się dowiedz czy masz zdrowotne płacone do ZUS-u, nim staniesz się inwalidą. (dziś nie ma zdrowotnego, bo nie pracuje, nie jest zarejestrowany nigdzie i nikt tej składki za niego nie odprowadza)
  Oczywiście jemu się nudzi, bo nie pracuje, jako ostatni mięśniak z wioski, ale opiekuje się babcią. Żaden w to, jak to wygląda, nie wnika, ale kiedyś jak z nią jechał na badania to ją, oczywiście przypadkowo, ściepł z wózka inwalidzkiego. W pierwszej chwili się uśmiałem i nawet nie mogłem powstrzymać tego śmiechu, bo oczami wyobraźni widziałem jak on z nią zadupia, podjeżdża pod krawężnik, wózek nagle staje, a babcia inercją leci dalej. Oczywiście szkoda babci, ale co ta biedna ma zrobić? Kto inny będzie się nią "opiekował"? Napisałem to w nawiasie, bo 826 nie umie się sam sobą dobrze zająć, a co dopiero starszą osobą. 
  979 dostał jeszcze tydzień L4 w związku z tym imprezek c.d. - jutro wyjazd do Cz-wy. Najdłuższe wakacje w jego życiu, do tego płatne.
  Tyle, bo stację mac. trza zamykać i udać się obieg po wiosce. Narka.

środa, 12 września 2018

Środa #1421

   W ogóle ostatnio nie piszę o szczurach, a one się mają dobrze, choć zwlekam znowu z wywozem, a zdaję sobie sprawę, że to będzie miało ciężkie konsekwencje. W nocy przychodzą do mnie, to żyrafka, to myszak. Dziś nad ranem, właściwie po moim przebudzeniu przyszedł myszak, wkomponował się pod kołdrą w nogi i trochę go pogłaskałem. Miałem wrażenie, że zasnął częściowo na nodze, tzn. miał na niej położoną samą głowę. Poleżałbym z nim dłużej, ale inaczej działamy. Kiedy on jest po nocy, to ja zaczynam dzień. Jemu się chce spać, mnie wyjść z łóżka i zabrać się do czynności. Trochę poszedłem na kompromis, bowiem poleżałem jeszcze z 10 min, po czym wysunąłem się z pod kołdry i zostawiłem go pod nią. Zdjąłem jeszcze z niej poszewkę, bowiem ona im zawsze spada na łby, przeto kiedyś ją gryzły. Teraz ściągam i jest ok. Wybrał sobie ciepłe msc. po mnie i w takim ciepłym leżał jeszcze z 20 min. Następnie wylazł, bo one wiedzą, że jak wstanę to daję im jeszcze żreć, po czym idą już nieodwracalnie spać. Te godzinę z rana jeszcze funkcjonują czekając na żarcie, czasem na picie, jak w nocy wszystko łykną.
   Dziś 895 bierze nas na instalację elektryczną do nowego lokum. Tak średnio na jeża mi się tam chce robić, tym bardziej, że prace na st. mac. jakoś postępują, a tu zaś będzie zatrzymanie. Oczywiście gdzieżby tam jakieś oględziny wcześniej zrobić, oni myślą, że wszystko mam w głowie i przyjadę tam i od razu będę robił. Co za dzieciarnia bez pomyślunku, a to dorośli ludzie. Mało tego, ostatnio zgłosił się też 230, by mu kafelki położyć w łazience. Zaczyna się u mięśniaków nadganianie lata. Co do 230 to wczoraj trochę wymasowaliśmy go, ale..., no właśnie - figurę ma fajną, ale to nie te mięśnie co u 826 i 172, kiedy się dotknie to są twarde, takie jak powinny być. U niego wygląda, ale jak się dotknie to takie gąbczaste trochę. Fajnie się go trzyma w rękach, ale jednak brakuje mi tej twardości mięśni. W każdym razie ostatnio pisałem, że zrobił se w firmie wolne, tak po prostu nie polazł do pracy, a wczoraj mi powiedział, że zwolnił się za porozumieniem stron, a bumele zostały wciągnięte w urlop do wybrania. Czyli jest bez pracy i bez jakiejś większej rezerwy finansowej, choć w rozmowie jak się pytałem czy jest zabezpieczony finansowo to powiedział, że tak, ale to tak, to tylko pół wypłaty, które musi odebrać z firmy. No powiedzmy, że 1500zł. To co to za rezerwa finansowa? Najlepsze jest to, że nie ma innej pracy na oku i w zasadzie nie wie co chciałby robić. Ma jakieś tam preferencje, tzn. wie gdzie nie chciałby robić, ale też niczego nie znalazł i nawet nie wiem czy się rozgląda, bo nie podpytałem. Fakt, że pracy jest dookoła pełno, ale wiadomo, trza se coś lepszego znaleźć, a to wymaga trochę czasu. Cóż, będziemy obserwować co robi.
   W ogóle to wnet na stację wejdzie, po 5 letniej przerwie, 973. Ciekawi mnie jego wygląd, bo kiedyś to jak 826 wyglądał, a jak z nim coś robiliśmy, to aż dygotaliśmy. Zresztą opisy, jak kiedyś stacjonował na st. mac. na grupie C, gdzieś tu są [nawet znalazłem pierwsze spotkanie: https://baltazar221.blogspot.com/2015/09/grudzien-2014.html , notka z  2014.12.30 10:32, bo to z przeniesienia z interii (jak przeczytałem ten opis, to nwm, czy dziś bym taki umiał spłodzić)]. Kiedyś to było z tymi mięśniakami. Jak w opisie wyżej, ta adrenalina, jak się do nich dobierało, to było coś. Zresztą czytałem ten opis, to jakbym się z powrotem umiejscowił przy 973. 
  Tyle z notki dziś, bo za chwilę muszę zamknąć stację dla ruchu, więc procedury wyłączeniowe czas wdrożyć. Narka.

sobota, 8 września 2018

Sobota #1420

  Ja prdl. Czy znaleźli już wyłącznik popędu seksualnego?
  Był jakieś 30 min temu 826. No ten jego wygląd, to rozpierdol.
  Oczywiście wymasowaliśmy go, jak rozebrał się do klaty. Ćwiczył sztangielkami, a w tym czasie staliśmy za nim i dotykaliśmy napinających się mięśni pod wpływem ćwiczeń. Zastanawiam się czasem czy aby nie robi tego specjalnie by mnie drażnić, czy on z tego też ma jakąś przyjemność.
    Jak głaskałem kiedyś 222, choć na początku to się zapierał, to z czasem przyznał, że pod moimi rękami jest mu przyjemnie. Nawet szczury lubią jak je głaszczę, psy na stacji zwrotnej też, zresztą pisałem już to kiedyś - jest mało zwierząt, które nie ulegają moim działaniom. Choćby opisywany koń w stadninie koni (nie umiem znaleźć tej notki, jakoś ta wyszukiwarka dziwnie działa). Wiec może i 826 coś z tego odbiera, ale to rozbieranie się? Czyżby jakiś ekshibicjonizm? No mnie jest miło mieć takie widoki i mało tego, kontakt bezpośredni.
   Wczoraj wszedł na st. mac. 230. Ponieważ trochę łyknęłiśmy do obieg z cysternami zrobiony składem 230. W drodze, jako, że już łyknęłismy, spytaliśmy się go jak sytuacja. Pisałem wczoraj, że dopytam. Faktycznie jest średnio, choć wrócił do laski, ale to co ich poróżniło nadal istnieje, jak powiedział - pracują nad tym. Po za tym problemy finansowe, które niestety ciążą i to one potrafią skutecznie wypaczyć bieżące życie. Najważniejsze, że jest w miarę ok, nic sobie nie chce zrobić, a przekazałem też info, że zawsze możemy pogadać i to zostanie tylko między nami.
   Jak tu się odchudzać, jak wczoraj zjechał na stację zajebisty żur. Jeszcze nam zostało żarcie z czwartkowego obiegu, a tu już zjechał następny. Mało tego w nocy na stację, kiedy już jedna imprezka się przewinęła przez nią i trochę się polało, wszedł 979, 895 i niby laska. Jakby mało było żarcia wbili z bagietami do żarcia. Jeszcze do tego udzielałem się w symku na ts-ie, bowiem po tym łyknięciu mój wróg się tam udzielał, więc nie wytrzymałem i wkroczyłem. Po alko język się rozwiązał, ale gadanie dwugodzinne bez wulgaryzmów, tylko w miarę rzeczowe treści. Zaskoczyli mnie jednak przy mikrofonie i włączyli się do gadania 979, 895, a później jeszcze niby laska. Na szczęście, mimo iż oni też byli pod wpływem, było kulturalnie jak na możliwości, więc większego przypału nie było. Trochę info wypłynęło niepożądanego, jak moje imię, ksywa, ale to myślę nie jest tak istotne, ale wyszło też że pracowałem, czy pracuję, bo oni nie wiedzą, na kolei. Zobaczę co będzie dalej. Zawsze uważałem, iż im mniej wiedzą tym lepiej, teraz, przynajmniej dla części trochę info wyszło.
   Już po wszystkim zostałem właściwie do końca w symku, a od ok. 02:00 do 03:17 gadałem z 18 latkiem, który chodzi do szkoły sportowej w kierunku siatkówki, ma 185 wzrostu i chodzi do szkoły w Ostrzeszowie. Rozłączyłem się z nim, bowiem na stację miał wejść jeszcze 172, ale nie doszło do tego, mimo jego wcześniejszych obietnic.
  Za to później wciągnąłem się do przesłuchania przez sejmową komisję reprywatyzacyjną. No dramat, ale o tym napiszę może jutro. Kończę, bo 815 pod wjazdem już, to tyle w na szybko spłodzonej notce. Narka.

piątek, 7 września 2018

Piątek #1419

  979 pozyskał srajfona od niby laski i jest na razie zabezpieczony telefonem. Widać nadwyżka srajfonów w społeczeństwie już też nastąpiła.
  Ruszyły obiegi z cysternami. To chyba pierwszy rok, kiedy nie wiem czy się cieszyć, czy nie. Problemem jest nadwyżka darmowego żarcia. Przez wakacje miałem schudnąć, bo pomyślałem nie ma obiegów, to jakoś to poleci. A gdzież by tam wystąpiły jakieś niedobory żarcia. Jego ciągle jest za dużo i już nawet chyba szczury są przejedzone. Dziś byłem na wadze, no może 2 kg. spadły, ale z tymi obiegami, to szybko nadrobię. Nawet w zamrażalniku mam obrzydliwie dobrego loda i nie mam go kiedy zeżreć. Myślę nad jakimś rozwiązaniem, ale nie wiem co zrobić.
   Wczoraj pomalowaliśmy drzwi wejściowe do stacji mac. Mam je jeszcze uszczelnić, ale to zostawiłem na później, bowiem lepiej jak przy pogodzie je pomaluję, przy czym zawsze drzwi do malowania wyciągam i kładę na kozły i dopiero na płasko są malowane, przeto musieliśmy siedzieć na stacji do czasu zestawienia składu na obieg z cysternami, bo stacja otwarta dla wjazdów składów. Samo zgłoszenie obiegu przyszło wcześniej, ale przesunęliśmy RJ odejścia na szlak o 1,5h, dla wyschnięcia lepszego drzwi. Przy okazji uszczelki w nich przykleiliśmy na farbę, to najlepszy klej dla uszczelek do drzwi, okien. Pozostanie jeszcze drugie malowanie i uszczelnianie.
  Po obiegu z cysternami wywieźliśmy jedną do mamy od 979, ale w drodze powrotnej uczepił się nas mały skurwiel od 174. No cóż, jesteśmy miętcy, to zabraliśmy go w składzie na stację mac. Dobrze, że nie mam larw. No przecież można oszaleć. Zainteresowanie jedną rzeczą to jakieś 5 -10 sek, następnie następna. Wybawieniem było wejście na stację 895, dalej 834, 826 i gadającej laski. Odciążyło mnie to od zajmowania się nim, a on był rozradowany, bo tyle składów na raz i każdy się nim w jakimś stopniu zajmował. Jak przystało na dziecko mega wioskowego skurwiela dźwignięcie sztangi 16kg. w wieku 5 lat to nie problem. To dopiero będzie kiedyś skurwiel, jak nic nie zaburzy wioskowego rozwoju. To co pisałem przy małych skurwielach od 972. Tylko pierwszy przeszedł jakoś szczęśliwie i wygląda, trzeci, niestety, przez "system" (cokolwiek to znaczy) został zeszpecony. No cóż... Pewnie nigdy tego nie zrozumie, jak mu się powie za 2 lata, że mógł być z wyglądu, mega przejebanym mięśniakiem.
   Dzieci są mega angażujące. Tak se myślę, że przy małych larwach to rodzice się trochę uwsteczniają. Cały wolny czas zeżerają larwy i kiedy się dokształcać, utrzymać poziom. Do tego są, jak to larwy, zaborcze. Jak TV to bajeczki, jak komp, to bajeczki, a jak jest cicho, to trza iść sprawdzić co właśnie larwa potajemnie rozwala. 
   Dziś wyjazd na kolejny zastrzyk p. wściekliźnie, a następnie dalej praca przy st. mac., bo wnet zima nas zaskoczy. Idzie to strasznie wolno, ale pocieszam się, że w ogóle jest coś robione, bo jakby kopalnia pykła, to nic nie było by zrobione, a szczury również żyły by ponownie bez nadzoru.
  Na śniadanie obiad z obiegu z cysternami, na obiad też będzie obiad, a na kolacje się zobaczy, bo jeszcze nam pozostało żarcie zgromadzone przed obiegami. Wczoraj nim zgłosili zapotrzebowanie na pusty skład cystern, to zeżarliśmy dobre naleśniki ze stonki (te od tyłu), do tego śmietana (też od tyłu z terminem oczywiście do 22-09, a naleśniki do 19-09) więc nasze użyliśmy tylko przyprawy, cukier i cynamon. Jak już się obżarłem, to zgłosili obieg. Pomyślałem - no pięknie qrwa, gdzie to odchudzanie. Oczywiście po wejściu na st. mac. wdupiliśmy od razu w zupę, szczury też, bo one również są koneserami żarcia z obiegów. Mają swoje preferencji kulinarne, znaczną część lubią, ale część im nie podchodzi, co zresztą jest naturalne. Wczorajszą lubią, to też mlaskały wybitnie głośno.
   Znikł nam 230. Ma ostatnio jakieś problemy z sobą, z otoczeniem i trochę dziwnie funkcjonuje. Przestał chodzić do pracy (niby do dziś se wziął wolne, a jak szef będzie się ciepać, to się zwolni), od pn. ma wrócić. Mimo iż widzę czasami, że z tymi mięśniakami się coś dzieje, to nie chcę, czy coś mnie hamuje przed rozmową, taką głębszą z nimi. To wszystko są takie powierzchowne gadania:
- sie ma, co dzieje?
- nic, po staremu
- to zajebiście...
  Jedynie z 979 z wiadomych względów wchodzimy czasem w głębsze tematy, czasem on zacznie, czasem ja, więc się uzupełniamy, ale niewiele jest takich rozmów. Czasem nie mam natchnienia, by go ciągnąć za język i mimo iż np. spędzamy w aucie 30 min w czasie których jakiś temat można by ruszyć, to to nie następuje. Może jak wejdzie na stację następnym razem, będą warunki i będę na tyle sprawny umysłowo, by rozpocząć dialog, to zacznę. 230 zawsze był specyficzny. Trochę stroni od ludzi (w sensie jest wśród nich, ale ciałem, nie duchem), ale mnie traktuje bardzo przyjacielsko, co wnioskuję po tematach na które gadamy. Może właśnie powinienem to wykorzystać i dopytać się co dzieje?
  Tyle, bo wyjście ze stacji trza zorganizować, tym bardziej, że na 13:00 już się zapowiedział pierwszy skład - 815. Chciał wejść wcześniej, ale daliśmy info, że stacja nieczynna do 13:00.
   Narka.

czwartek, 6 września 2018

Czwartek #1418

   Te skurwiele-mięśniaki nawet z pod mojej ręki wychodzą jakieś myślące inaczej.
   Mamy świat komórek. W zasadzie bez telefonu dziś funkcjonować jest b. ciężko, szczególnie osobom towarzyskim żyjącym w ciągłych imprezkach spotkaniach itp.
   979 zepsuł się telefon. Już nie gubi jak kiedyś, ale tym razem te nowe dotykowe srajfony się psują. No ma już tyle lat, że pomyślałby dla siebie o jakimś rezerwowym telefonie. Ciągle to ja mam być gwarantem zabezpieczenia jego łączności. Wczoraj jak był to zaś musiałem mu wypożyczyć flagową Nokię 2600, z których sam korzystam. Nie potrzebuje w telefonie internetu, mam go na kompie, a i tak za dużo momentami siedzę przy  nim, więc jeszcze telefon z netem by mnie już w ogóle ograniczył. Samo pisanie na klawie tradycyjnej jest o niebo szybsze od walenia paluchami w ekran dotykowy. Czasami odnoszę wrażenie, że to ciągłe, nieustające pisanie na telefonach, to wytracanie czasu przez wielu, z którym nie mają co zrobić, jak zagospodarować.
   Jak pojechaliśmy na basen do Tychów, a później do Pszczyny, to na rynku większość była zachwycona jak tam ładnie (bo jeszcze tam nie byli). Mnie jakoś ten rynek nie szczególnie brał, ale już np. stacja kolejowa Pszczyna bardziej by mnie ruszyła. Ten wyjazd to taki typowy dla ludzi, którzy nie mają sprecyzowanych zainteresowań, wchodzą na rynek jakiegoś m-ta i mówią:
- jak tu pięknie,
  choć rynek jak rynek. Jakby byli w stanie opowiedzieć o kamieniach, zabudowie, chodnikach, ulicach, cokolwiek rozwinąć, to wiedziałbym, że ich dana dziedzina interesuje, tak chodzą tylko i mielą oczyma bezwiednie po okolicach. Jakbym ich zaprowadził na stacje kolejową Pszczyna, to mógłbym im godzinami opowiadać o tym co tam jest, porównując to z innymi rozwiązaniami w PL, na innych stacjach. No ale trudno. Jest znaczna część społeczeństwa, która nie ma sprecyzowanych zainteresowań, pomijam tu kibicowanie drużynom piłkarskim, bo to podobnie jak wejście na rynek m-ta i powiedzenie:
- jak tu ślicznie,
  to jakby się spytać o historię np. danej drużyny piłkarskiej kibica, to niewiele by mógł powiedzieć, nawet nie wiem czy wymieniłby pełny skład drużyny. To kibicowanie to takie na siłę zabicie czasu, jak walenie paluchami po ekranie dotykowym. No i zawsze można się pochwalić, że jednak się czymś interesuje. To, że to zasadniczo wlk. ściema to co innego, ale nie należy wnikać w szczegóły, bo w ryja można dostać.
  Oglądam czasem teledysk, który tu umieściłem kiedyś: Paul Kalkbrenner - Cloud Rider i jak patrzę na tego Erica (aktora), to dopiero dziś mózg jakby wypluł z siebie info, że przecież jakby zrobić twarz no-name, to reszta to idealnie 979. Nawet chyba taką koszulkę miał, ten sam wzór, te same kolory. W zasadzie może to info nie wypłynęło wcześniej, bo dla znacznej części mózgu było to oczywiste więc nie rozpowszechniał tego dalej, a ja patrzałem i nie wiedziałem co mnie tak ciągnie do tej sylwetki. Muszę to puścić niby lasce od niego i ciekawe co powie.
   Zaś się zasiedziałem. Zabieram się za działania na stacji, bo tory, jak na razie, wolne, to drużyny trakcyjne nie będą przeszkadzały. Narka.
 (nie robiłem korekty, bo chcę coś już robić, to jakieś literówki lub stylistyka może być walnięta)

środa, 5 września 2018

Środa #1417

   Byliśmy na basenie w Tychach. 4 zjeżdżalnie, jedna niby z pontonami, ale dwa razy zjechałem tam bez pontonu. Raz ratownik w sensie taki młody szczupły mięśniak nie przyczepił się, ale już na popołudniowej zmianie laska do mnie podeszła i spytała się,czemu bez pontonu, jak to jest z pontonami:
- właśnie przypłynąłem po ponton, by go zabrać na górę.
  W ogóle ratowników na basenie na zmianie ok. 10-ciu. Wybór niestety słaby. Dwu na pewno, trzeci jeszcze by uszedł, reszta nie nadawała by się do łóżka. Jeden na mnie zrobił duże wrażenie, taki mój typ. tzn. zmieścił się w widełkach wyglądowych. Ale od początku. Przed kasami, był dylemat, czy na dwie, czy trzy godziny. Dwie - 27zl, trzy - 35 zł. Upierałem się, by na trzy, bo w wannie siedzę czasem dwie, a co dopiero tu. W końcu przeforsowałem 3h i to była dobra decyzja. Przy dwu byśmy musieli się sprężać, a tak na luzie do 3-ch żeśmy dobili. Cena taka akurat przy 3h. Godziny też były dobre, bo raz zaczął sie rok szkolny, więc dzieciarnia w szkołach, ale też młodych mięśniaków było mało. Jak już to w okolicach 20-ki i to z laskami. Takie zakochane pary. Z tych par 3-ch by się też nadawało, ale generalnie takiego jednego, który by mnie powalił na kolana nie było. W ogóle wśród ratowników też nieszczególnie. Kiedyś jak chodziłem na basen w godzinach dla ratowników, to było co wybierać. 80% by się nadawała, dziś w Tychach przynajmniej, to kiepściutko.
   4-ry zjeżdżalnie [pomarańczowa, zielona (ta z tymi pontonami), niebieska i czerwona], ale byłem tylko na 3-ch. Zaskoczyła mnie niebieska, bo długa, przez to na końcu dość spora prędkość, za to hamowanie w zasadzie w ciągu jednej sekundy w takim wydłużonym basenie do hamowania. To przejście z prędkości 17m/s na 0m/s spowodowało, że błędnik mi trochę oszalał i mózg prawie wypadł. Po chwili mnie już głowa bolała. Pomarańczowa, to zjeżdżalnia dużej prędkości, krótka, ale za to hamuje się w takim ślimaku, więc nie ma tego nagłego zatrzymania, a z tego ślimaka spada się, przeważnie głową w dół, przy 4 zjeździe udało się spaść bokiem. Zielona z pontonem, czy bez niego dość przyjemna. Tzn. bujało w środku, prędkośc ok, a hamowanie na kółku dłuższe niż bez niego, ale i tak nie to co w niebieskiej. Na czerwoną z zapadnią nie poszedłem w trosce o swój, ostatnio niećwiczony, błędnik.
  Wracając do godz. wejścia jeszcze to 13:40 była idealną porą. Większość kończy szkoły jest jeszcze w pracy, po której żre, a tu było pusto, przez to dostępność urządzeń w 100%. Bez kolejek, jakiejś zajętości i czekania, bez tłoku w basenie z falą. Przy okazji skala idiotyzmu tablic informacyjnych sięga zenitu. Napis przy wejściu do basenu, że należy uważać, bo pływanie w wodzie wymaga wysiłku fizycznego i by w związku z tym nie nastąpiło niepożądane zdarzenie. Serio?! Pływanie wymaga wysiłku fizycznego? To jest dla części społeczeństwa nieoczywiste? Gdzie my żyjemy. Za 5 lat tam napiszą, że wejście do wody wiąże się z bezpośrednim kontaktem z nią i należy uważać, by w związku z tym nie nastąpiły niepożądane zdarzenia.
  Za to, jak dla mnie, hitem były podgrzewane metalowe poręcze. Pierwszy raz spotkałem się z tym, by takie coś wystąpiło. To dotknięcie zimnej poręczy jest już dużym utrudnieniem? Mało tego, praktycznie nikt tego nie zauważył i musiałem 979, nibylasce, koledze w wawki pokazywać, że poręcze jednak są podgrzewane, bo dla nich ta temp. metalu była naturalna, a jak w niektórych msc. grzałki działały mocniej i poręcz była ewidentnie cieplejsza, to mówili, widocznie ktoś się dłużej w tym msc. jej trzymał.
  Chyba faktycznie trza napisać, że wchodząc do basenu decydujemy się na kontakt z wodą.
  Basen nowy, a już niektóre kafelki na zewnątrz luźne, przecieki przez podłogi nieudolnie poprawiane farbą, zacieki na schodach, podobnie maskowane i oczywiście, to też hit!, kafelki śliskie na podłodze, jakby konstruktor nie mógł położyć gresu, tylko jakieś na wpół lakierowane kafelki dookoła których na całym basenie duże napisy: Uwaga ślisko! Qrwa, to nie ma w XXI w kafelek nie śliskich? No są. Jak 824 robił remont w łazience u siebie, to wybrałem mu gresowe, na których nie da się ujechać nawet jak jest woda pod stopą. Da się? - da się. Oczywiście 824 wybrał inne, ale wytłumaczyłem mu delikatnie, że ładne kafelki to nie znaczy funkcjonalne. No ale wydaje się, że projektant basenu powinien o tym wiedzieć. Jak widać tylko wydaje się nam.
  Kończę, bowiem na grupie B śpi 979, a wnet wejdzie na stację 834. Był już kilka godz. w stacji 230, który chyba będzie zmieniał pracę. Zawodzi komunikacja w firmie na linii szef - pracownicy, a 230 jest jednym z dwu, którzy ciągną robotę w firmie, ze względu na uprawnienia. Pozostałe 3, 4 osoby są delegowane do każdego z tych dwu, do pomocy. Odejście 230 rozłoży jedną ekipę. A szef zamiast z nim gadać, rozmawia z nim przez księgową. Czy on nie zauważył, że czasy się zmieniają? 
   Tyle, bo za chwilę ten 834 stanie pod wjazdowym i zaś nie wypchnę tej notki. Narka.

wtorek, 4 września 2018

Wtorek #1416

  Ja prd. No nie ma kiedy pisać tyle się dzieje. Dziś też za chwilę, no jakieś 30 min jadę z 979 jego nibylaską i kolegą z wawki na basen do Tychów, a później do Muzeum Browarnictwa.
   Może zdążę opisać. W nd. ok. 09:00 wszedł na stację 172. Ma ostatnio znowu okres zajebistego wyglądu, to też na jego widok, aż dygoczę. Zabraliśmy się do robienia. Wpierw siadłem mu na brzuch, ale ponieważ ostatnio robiliśmy to w tej pozycji parę razy, to postanowiłem zrobić to na plecach. Wpierw zachwycałem się jego plecami, barkami, bicepsami i w ogóle rękami, ale później przesiadłem się i siadłem przy szyi, odwrócony w stronę dupy. Postanowiłem zrobić spanking na dupę. Na początku nie, ale później, jak mu się ruszałem na plecach, zaczął ją napinać. Klapsy w takie napięte pośladki, do tego takie fajne małe jak orzeszki, to mi mózg zaczął wariować. On opalony, od pasa w górę, a pośladki białe, choć z czasem zaczęły się robić czerwone. W zasadzie przy końcówce sygnał dźwiękowy. Jakiś skład stanął pod wjazdowy. Qrwa, że też to musiało nastąpić teraz. Chwila przerwy i zacząłem kontynuować. Sądziłem, że to 826 pod wjazdem i po chwili odejdzie na inny szlak. Nadal podniecałem się widokiem naprężonych pośladków, trochę już czerwonych i nastąpił finał kiedy sygnał dźwiękowy przypomniał, że pod wjazdem nadal stoi skład. Na szybko procedury, by się zebrać i poszedłem sprawdzić który to niedzielny skład bez zapowiedzi stanął pod wjazdem i okazało się, że 230. Ten nie przekieruje się na inny szlak i trza go będzie wpuścić. Ja mokry, bo stacja nagrzana, 172 musiał się pozbierać i ubrać, i na koniec trza jeszcze wymyślić sytuacje techniczno-ruchową, która uniemożliwiła przyjęcie w normalnym czasie składu na stację, dla przedstawienia 230. Wymyśliliśmy, że byłem się odchudzać, a 172 walił konia przy kompie. Oczywiście kompa należało szybko uruchomić. Po wstępnym przygotowaniu stacji poszedłem wpuścić na tor główny dodatkowy 230. Lekko spocony, nawet nie wiem jak wyglądałem, przywitałem drużynę trakcyjną. 172 w tym czasie włączył już porniole i... nie wiem czy ta wersja przeszła, ale co zrobić...?
   172 zwalil se konia na grupie A, bo skoro ta wersja padła, to jakby trza było zachować pozory, a my daliśmy gadać 230, bowiem nie chciałem zgrzany, na wyższych obrotach gadać do 230, by jeszcze bardziej się nie pogrążyć. A 230 wszedł na stację, bowiem odebrali mu z loka dowód rejestracyjny i teraz w ciągu 10 dni musi jechać na stację diagnostyczną, zrobić przegląd i z tym do niebieskich. Problem w tym, że w jego loku, jest tyle usterek, zgłaszanych przeze mnie już wcześniej i popominanych, żeby się z tym dobrze obznajomił, przegadanych, że to się w dwójce zamknie, a on przed wypłatą i oczywiście kasy brak. Gospodarka finansowa mięśniaków-skurwieli to w ogóle osobny temat. Pomimo relatywnie dużych wynagrodzeń (230 zarabia ok. 3 tysi miesięcznie) kasa rozchodzi im się na ciulstwa, ewentualnie w ogóle jej nie oszczędzają. Tzw. rezerwa finansowa u nich, niezależnie od poziomu wypłat, nie istnieje.
  172 po zrobieniu w.k. odszedł ze stacji na szlak, a my zostaliśmy z 230. Lato się kończy i też do niego, jak oczywiście nikt nie widzi, bardziej lgniemy. Nawet ostatnio wynegocjowaliśmy, co po stacji przechadzał się w klacie. Nie jest źle, praca pomaga mu utrzymać dobry wygląd fizyczny, ale to nie to co 826, czy 172. Tam jednak te mięśnie wyżyłowane, przyjemnie się patrzy i dotyka również.
  Dobra, tyle i to na szybko, bowiem muszę zamknąć stację i wyprawić się na szlak, bo za chwilę zaczną ujadać, że mnie jeszcze nie ma i nie przygotowany do cyca!
   Narka.

czwartek, 30 sierpnia 2018

Czwartek #1415

   Może się uda na szybko spisać, bowiem prace w planach, choć troszkę przesunięte z powodu 979, ale stacja już zamknięta dla ruchu, by nam nie przeszkadzali.
   Profil trzeci w biurze pracy, ten dla życiowo nieudolnych i społecznie nieprzydatnych jest rewelacyjny. Wchodzi się i w zasadzie po krótkiej bajerze z panią po drugiej stronie biurka podpisuje się następny termin. Pani, zresztą z którą bajeruje trochę, pyta się jak się nazywam, idąc do szafy po moją, już grubą, teczkę, a ja jej pierwszą literę i nr, bo teczki są w/g tych nr-ów poukładane, a nie alfabetycznie. Pani odpowiedziała, że to już trochę jak w "Ja robot", pyta się mnie o nazwisko, a ja jej kod literowo cyfrowy. Odpowiedziałem, że to w ogóle zmierza w stronę numerków, bo pesel i NIP stają się najważniejszymi i identyfikującymi nas cyframi. Następny termin za m-c.
    W pokoju, który jest dopiero co po remoncie zamontowano nowe oświetlenie. Właściwie to powinny już być promowane nowe rozwiązania sekcji oświetlania pokoju, a tu ledy, ale rozwiązania stare. Tzn. w pomieszczeniu kwadratowym sa 4-ry oprawy oświetleniowe, dwie przy dwu oknach i dwu stanowiskach biurkowych, i dwie przy ścianie od korytarza, czyli przy wejściu i szafie z teczkami. W zasadzie na podwójnym włączniku powinny być osobno te przy oknie i osobno przy szafie i drzwiach, bowiem jak robi się ciemno, to wpierw w tylnej części pomieszczenia (dalej od okien), a dopiero później przy oknach. Oczywiście zrobiono inaczej. Zapalają się pojedynczo przy stanowiskach i równolegle przy ścianie. Czyli nawet jak będzie jedna pani, to zaświeci wszystko, bo będzie miała, albo przy drzwiach, albo przy szafie ciemno. A tak mogło by być przy oknach osobono, to zapalały by, teoretycznie, to światło później. I znowu będzie wypierdalany prąd, bo ktoś nie pomyślał i to w całym urzędzie, bo cały urząd pewnie tak zrobili. Co za mózgi...
   Wczoraj byłem u lekarza, bowiem szczur "iwalidka", która była już chora i na skraju żywota, w poprzednią noc przylazła do łóżka i niechcący mnie użarła. Tzn. przesuwałem nogę, na śnie i nie wiedziałem, że ona tam jest. Być może wzięła to za atak, choć sama przylazł i mnie ugryzła w palec. Dość mocno. Ponieważ było to praktycznie na spaniu, to nie wyszedłem z łóżka, nogę wyciągnąłem na chwilę na pobliski stół, by rana się zasklepiła bez ciśnienia krwi, ale i tak pościel i kołdra pozostały poplamione krwią. Okazało się, że w przychodni nie szczepią już przeciw tężcowi, a poprzedni zastrzyk miałem coś ok. 5 lat temu i niby tyle są one ważne. Będe musiał sprawdzić na blogu, bo tu chyba najszybciej znajdę ów wypadek, któremu wtedy uległem.
  Inwalidka miała w ogóle dziwne odruchy. Zdrowe szczury, to kryją się po norkach, zakamarkach i ciemnych miejscach. Ona będąc już kilka dni chorą wychodziła na wierzch, tak jakby chciała, by ją coś zeżarło i zakończyło jej żywot. Miała swoje miejsca okryte w których przebywała, ale było ją widać przez większość dnia. Wczoraj, w dniu wywozu, rano jej nie było, w zasadzie do południa i już myślałem, że padła w nocy i trza ją będzie szukać gdzie, ale pojawiła się. Po godzinie złapałem ją do pojemnika, by później już jej nie szukać. Oprócz niej wyjechało potomstwo od żyrafki. Niestety w kuchni nic nie udało się chwycić, a szkoda, bo właśnie kuchnia miała ulec zmniejszeniu ilostanu, bo tam najstarsze młode szczury latają i znowu może być groźnie, choć pilnuję się jak mogę, by panować nad sytuacją. W przyszłym tyg. łapanie w kuchni, bo dziś już nie, jutro też nie, w sob. odpada, do dopiero przyszły tydz.
 Kończę, bo 979 zgłosił zajęcie szlaku, to trza kończyć, bo nie było sytuacji podbramkowych z blogiem. Narka.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

Poniedziałek #1414

No to się będzie działo. Kiedyś to musiało nastąpić. 826 wyglebił na grupie A trochę pod wpływem, a my, byliśmy wcześniej pod wpływem, ale przespaliśmy się od ok. 16:00, to teraz jesteśmy gotowi i możemy działać, a on ma zgon. Oczywiście leży w klacie. Już sam widok leżącego, prawie nieżywego mięśniaka w klacie robi wrażenie, zwłaszcza na dolnej gowie, która domaga się działań już. Daliśmy jednak czas na zaśnięcie 826 30 min i po nim będziemy atakować. W ogóle to wczoraj tyle wygłaskaliśmy go, że to chyba nigdy tyle nie było. My po alko, to nam hamulce puściły, a on na to jakoś przystawał. Oczywiście mówiłem mu, że jak coś nie tak, to by zgłosił, ale zgłoszenia nie było. Może to brak laski, czy jakiegokolwiek partnera tak działa, że oni potrzebują kontaktu cielesnego. Ostatnio jak byłem u 972 to on też lgnął do mnie, no bo z żoną nic nie robi od dłuższego czasu, to ciągnie do kontaktu fizycznego. Robi na dwa etaty, to nie ma kiedy, a tu ja przychodzę i prawie by było, ale jakoś chyba bym jego syna machnął szybciej. No pierwszy skurwiel się udał. A 826 wreszcie zostanie zaatakowany. Czekałem na ten moment długo. Pisze notkę jeszcze przed, to se wyobrażam, a co będzie..., opiszę rano. Te jego mięśnie mnie zniewalają. Wychodzące żyły na wierzchu, twarde mięśnie, wyćwiczone, w dotyku rewelacyjne, żadne tam flaczki, no rewelka. Do tego brzuch płaski, umięśniony, przyjemny w dotyku.
   Dziś (jest już po północy) miałem coś zrobić na st. mac., ale nie wiem jak będzie. Ile czasu zajmie mi "zabawa" z 826.  Na szczęście funkcjonuje mi się dobrze, bowiem popo po pierwszej dawce alko ruchem manewrowym przestawiłem się na grupę B, na której spałem do 22:00, o której mnie obudzili, bo składy opuszczały stację w tym 826, który po ok. 30 min wrócił z kolejną flachą, z której jednak nic nie łykliśmy. Łyknął on sam, i dobrze. Pisałem o tym wielokrotnie, alko naszym przyjacielem. Ach, a taki 826 to obiekt pożądania. Poniżej na zdjęciach na grupie A.
I jeszcze inne ujęcie.
  W zasadzie się tego nie spodziewałem. Więcej z nim robię na trzeźwo, a przynajmniej jak funkcjonuje, jak w czasie kiedy prawie nie funkcjonował. Jak przylgnąłem do niego, to ciągle miał odruchu na mój dotyk. Głaskałem go, to reagował, kładłem rękę - reagował, odklejałem się od niego - reagował. Tak se myślę, że może to być związane z, po części, byciem biseksem z przewagą branżowstwa dobrze ukrywanego, by nie wyszło to na światło dzienne. Pamiętam siebie, jak dobrze musiałem się ukrywać, by to nie wypłynęło na powierzchnię. Może tu być podobnie, bo przecież ileż przez moje ręce przeszło mięśniaków-skurwieli i żaden się tak nie zachowywał. W 826 jakby cały czas były właczone mechanizmy obronne i sprawnie działały. No bo przecież ileż za dnia z nim robię, brakuje jeszcze tylko finału, a tu w nocy prawie nic. Za dnia to go wymacałem całego od łydek, przez uda, brzuch, klatę, barki, ręce. Przytulałem się do niego itp. i w zasadzie nic, ale jego wersja jest taka, że mi na to pozwala. W nocy coś się przełącza, bo to już drugi raz i nie da się zrobić nawet tego co za dnia. Czyli, jak to robiłem ze 174 to trochę "świadomie" mi na to pozwalał. Skończyło się, że po iluś tam próbach wygasiłem loka na grupie A i zasnąłem.
   Około południa bez problemu mogłem go ponownie pogłaskać, pomasować itp. Bardziej sensowne wytłumaczenie zachowania, jak podane wyżej nie przychodzi mi do gowy.

sobota, 25 sierpnia 2018

Sobota #1413

  Poniższa część notki miała iść wczoraj, już nie będę przerabiał określników dnia.  
   "Fajnie. Piątek i 13-ka w tytule. Nim piątek, to jeszcze wczoraj. Przyszedł 172. Ponieważ na stacji tory tradycyjnie zajęte, choć godzinę były wolne o czym powiadomiłem 172, to on po spożyciu chyba mniej czaił. Wyciągnął mnie ok. 22:30, by go odprowadzić, bo w stacji 230. Polazłem. Iście przez wioskę ze 172 to prawie jak łażenie z obstawą. Kłaniają mu się w pół, w końcu faither w czołówce więc co mają inni zrobić. Przy sklepie nocnym szedł jakiś mięśniak w klacie i z drugiej strony ulicy krzyczy - cześć. 172 do mnie czy go znam - nie, on nie i pyta się mnie czy mu przyjebać, bo nie lubi jak ktoś nieznajomy mówi mu - część. Ponieważ mięśniak w klacie był ładny, to powstrzymałem 172, do tego szedł jeszcze młodszy brat od 974, który też załagodził sytuację mówiąc, iż te w klacie to niegroźny okaz i nie lubi się napierdalać. Niezależnie od sytuacji, mięśniaka bym machnął. No piękny był. Szkoda, że się lato kończy. Takie widoki przejdą do historii, następne dopiero za rok. Teraz nam się mięśniaki poubierają i zostaną tylko widoczne karki i ręce, i to tylko w części.
   W mieszkaniu 172 zrobiliśmy to, ale jeszcze przed tym chwilę pogadaliśmy. Oprócz rozmowy, tak se pomyślałem, że od czasów Titanica, nic się nie zmieniło. To co mówił di'Caprio. Dziś jest tu, jutro tam, a teraz żre kolacje w gronie, w którym nigdy nie przyszło by mu do gowy, że by ją żarł. Podobnie 172. Załapał się na mieszkanie umeblowane, w średnim standardzie no wypas, tylko że on i jego nawyki, to nie wiem jak to długo podziała. Za to na nim - no wyjebka. Jeszcze do tego świadomość jego pozycji w światku faiterów robi swoje. Jednak mózg sobie pewne rzeczy dopowiada, co go dodatkowo rajcuje, podnieca. Podobnie jak byłem na 174. Może nie tyle jego wyglą, co podobnie jego pozycja w wiosce. I to, że ja, taki mało znaczący nagle siedzę na nim i dzieje się.
   Dziś pogrzeb ojca od 897. W sumie w średnim wieku gość, a tak szybko go pozamiatało. Jeszcze 4 dni temu witałem się z nim na ulicy, choć chodził już ociężale. Rozmawiałem o tym z 230 i mówiłem mu, że w sumie to chyba większość by tak chciała, a nie np. męczyć się z rakiem przez 2 lata i zwijać z bólu.
    Wczoraj kolejna wywózka szczurów. Pojechały tylko 4 odrośnięte młode, ale za to małych młodych więcej. Pozostawiłem matkom po 3 sztuki, by miał im kto ściągać mleko. Śmieci po szczurach pełno. To jest niesamowite, jakim producentem śmieci one są. 4 duże reklamówki wydobyte z pod szafek w kuchni. Ale muszę się przyznać - dawno tam nie sprzątałem, to też one tego tam naprodukowały. Na grupie A szczury zostały ułaskawione, ale ostatnio tu było przerzedzenie. Nie chce już dopuścić do sytuacji, jaka miała miejsce wcześniej, choć i tak balansuje na krawędzi."

   Nie poszła notka wczoraj, bowiem byłem na pogrzebie w zasadzie rówieśnika, w każdym razie różnica wieku niewielka. To ojciec od 897, który pracował na kopalni, przeszedł na emeryturę, tam mają taki wczesne i na tej emeryturze, jakoś tak mniej ruchu, sporo jedzenia i przybrał na wadze jakieś 30kg, co w takim wieku nie jest dobre. Przeniosło się to na kolana, stawy u nóg, czego efektem było powolne i mozolne chodzenie. Jakieś 5 dni przed pogrzebem jeszcze mijałem w terenie i machnąłem mu część. Pozamiatało go w dwa dni. Poszedł do jednego szpitala, do drugiego i po chłopie. W sumie, nie długo się męczył. Sporo ludzi było w kościele. Oczywiście spóźniłem się jakieś 10 min, co u mnie jest normalką. Zdążyć gdzieś planowo to nie lada wyczyn.
  Ostatni ciepły dzień wczoraj. Do popołudnia było jeszcze 29C, a po pierwszych opadach temp. zaczęła się obniżać. W nocy było już 19C, a rano dziś 11C. Fajny uskok temperatury. Trudno. Doroczny przegląd mięśniaków w klatach zakończony, teraz przyjdzie czekać do przyszłego roku. Przy temp. do 25C rzadko wyskakują w klatach, to nie ma się co spodziewać pięknych widoków.
  W ciągu dnia zmobilizowałem się i zabrałem za rozmrażanie lodówki, bowiem zamrażalnik już opróżniony z mrożonek, reszta też w zasadzie w małej ilości, a w lidlu przecenili obrzydliwie dobre lody, wiec jest plan kupna dwu opakowań.
  Stacja tradycyjnie przepuściła składy przez tory główne zasadnicze i te boczne, w tym 230, który na L4, 826, 834, 979. Wieczorem 826 jakoś w rozmowie spytał się czy nie tęsknię za 371.
- nie, bowiem na stacji ruch panuje jak poprzednio. Co innego jakby nastąpił bezruch, główki szyn zaszły by rdzą, ale tak, Jeden skład mniej, to nie jest odczuwalne. Zresztą drużyna trakcyjna 371 była drażniąca, więc brak tego składu na stacji nie powoduje niedogodności. Co innego taki 977. Ten okresowo mógłby się zjawiać.
  Nwm, czemu od rana mam wrażenie, iż dziś niedziela. Ciągle przewija mi się nd. i rozplanowanie dnia w związku z nią, a tu sobota. Może ta pustka na stacji, choć przewinął się już 826 i przerwał oglądanie porniola, w związku z tym myślałem o rozebraniu go do klaty, wszak budynek stacyjny nagrzany, to nie było by problemu, ale zrezygnowałem po jakiejś burzy mózgu - rozbierać, czy nie rozbierać? - o to jest pytanie.
  Wieczorem, wczoraj, na stacji w miarę pusto, to uruchomiłem symka. Nawet nie najgorzej się grało. Mogłem się skupić, ale to tylko przez jakieś 1,5h, bowiem później ponownie weszli na stację 230 i 826, a później jeszcze wciągnął się na tor stacyjny 230.
  W wcześniejszego iścia spać zakończyło się na 00:40, co i tak jest wcześniejszą godziną.
  Tak tak, pamiętam notka o trochę innym temacie czeka na realizacje na bocznym torze.
  Tyle, bo zaś tego nie pchnę, jak wczoraj. Nigdy nie wiadomo kiedy jakiś skład stanie pod wjazdowym. Narka.

wtorek, 21 sierpnia 2018

Wtorek #1412

    Oglądacie na pewno filmy. W nich jest często dużo bzdur, to też trudno oddzielić fikcję od prawdy. W ogóle chyba jest w ostatnich produkcjach więcej fikcji niż prawdy. Pokazywane są różne zachowania np. takie, że Amerykanie na różne złe informacje reagują rzyganiem. Ale są też i takie ukazujące np. mdlenie z bólu. Czy to jest tak faktycznie trudno ocenić.
   Wczoraj wybrałem się do stomatologa. Ostatnimi czasy jak się z nią umawiam to..., wiedz, że coś się dzieje... (jak mawiał o. Natanek). Ale to wiedz, że coś się dzieje włącza się już po wstępnym umówieniu się, kiedy jej mówię, że wszystko jest ok, i w zasadzie to tylko kontrola. Jakby uzębienie dostawało informację:
- teraz się możecie psuć, bo za "chwile" Was naprawią.
    Ostatnio po umówieniu się, dwa dni później z powodu bólu zęba miałem problemy z zaśnięciem. Na szczęście to taka pierwsza fala i weekend udało się przeżyć bez tabletek przeciwbólowych, choć po nocy były w planie do kupienia. Wczoraj od 13:00 zaczęło mnie już rwać w szczęce mocno, ale miałem szczęście, bo umówiona wizyta więc myślałem sobie - jeszcze trochę.
   Ok. 14:00 jak wszedł na stację 230 jeszcze wywóz szczurów. Te łapanki, co już pisałem wielokrotnie, mnie już męczą, ale też wynikają z moich zaniedbań. Bycie prozwierzęcym i łapanie ich, to mózgowa masakra. W tym tyg. jeszcze jeden kurs muszę zrobić, bo znowu może być groźnie.
   Po przyjeździe z odwozu szczurów na st. mac. zmiana loka, numeru poc. i jako 49213 do stomatologa. Na korytarzu czekałem 2 min, bo akurat pacjent wychodził więc nawet nie zdążyłem książki otworzyć. Zreferowałem co jest nie tak, ale wstępne oględziny niczego nie wykazały. Mało tego zęby poplombowane i teraz który to jest. Opukiwania zębów też nic nie dały, bo żaden się na to stukanie nie zgłaszał. Nadto ona i jej syn, u którego robię kanałówki i poważniejsze rzeczy, wyjeżdżają na koniec tyg. do Grecji na wczasy. Zszedłem z fotela stałem przy biurku i znowu proces decyzyjny po mojej stronie. Rozwiercać? Ale który? Już nie raz było tak, że bolało na górze, a to był dolny, albo na odwrót. Teraz zewnętrznie było ok, nie reagował, jak nie rozwiercę, to mnie chuj strzeli w następnych dniach i będę musiał iść do innego dentysty, a to w stanach bólowych jest obarczone wadliwym wyborem. Jeszcze się pomacałem po szczęce i padło na dolną 7-kę. Siedząc na fotelu zastanawiałem się:
- a co, jak to nie ten tylko 6-ka obok? Grecja już tusz.
  Zaczęło się wiercenie w plombie, bo ją trza było wypierdolić. Niestety plomby są ostatnio silniejsze od zębów i plomba nie dawała za wygraną, moja wytrzymałość na ból też. W drugim podejściu udało mi się wynegocjować znieczulenie, choć powiedziała mi, że ząb i tak będzie reagował na zimne powietrze z wiertła. No spoko, ale może ze znieczuleniem mniej. Po zaaplikowaniu 10 min pogawędki, by zaczęło działać. Następnie nadal wiercenie i mocowanie się z plombą, która nie chciała stamtąd wyjść, czy się dać wywiercić. Od tego zimnego podmuchu, rósł u mnie poziom bólu, jednostajnie wzrastał, ale ciągle sobie mówiłem - wytrzymam. I nagle wydarzyło się coś, co miało miejsce pierwszy raz w moim życiu. Z powodu zbyt wysokiego poziomu bólu zresetowałem się. Zemdlałem na fotelu stomatologicznym, na 1, czy 2 sek. W czasie resetu, jak przy komputerach zgasł ekran, tzn. straciłem obraz i miałem czarny ekran. Po ocknięciu się zarejestrowałem, iż nie ma obrazu, następnie pojawił się obraz, jakoś ucieszyłem się, że widzę drzewa za oknem, ale jeszcze nie wszystko zaczęło działać. Wiercenie nadal trwało, lekarka nie zauważyła mojego odjazdu. Mało tego w trakcie uruchamiania funkcji, nie ruszyły jeszcze receptory bólu i pierwsze sekundy wiercenia po resecie, odbywały się zupełnie bezboleśnie. Pomyślałem - no i takie znieczulenia powinni dawać. Z upływem kolejnych sekund poziom bólu znowu rósł, ale nie dobijał już do wartości z przed. Być może odpłynięcie sekundowe, czy dwusekundowe, reset trochę przyśpieszył operację, bowiem się nie wiłem na fotelu. Wiercenie się zakończyło. Teraz jeszcze przedmuchanie, założenie fleczera (leku na ząb) i koniec wizyty. Po zejściu z fotela powiedziałem jej o moim odpłynięciu, ale nie uwierzyła w to, choć mówiłem całkiem serio, choć znacznie krócej niż tu się z tym opisałem. Jeszcze w tym tyg. powiem jej, że faktycznie to miało miejsce.
    A nie wiem czy pamiętacie, ale to ten gabinet, gdzie wiertło jest napędzane paskami klinowymi, kiedyś to tu opisywałem. Następnym razem zrobię zdjęcia tego urządzenia, bo to już antyk, jak moje pralki czy lodówka.
   Tradycyjnie notka miała być zupełnie o czymś innym. Temat, choć dziś nie ruszony, nadal aktualny, na razie odstawiony na tor boczny, może jutro uda się go wyciągnąć.
   Dziś rano ząb, a przynajmniej szczęka mnie nie boli. Jeżeli to się utrzyma przez następne dni, to będzie oznaczało trafny wybór. Kończyć trza, bo 979 zgłosił zajęcie szlaku, a prace techniczne do wykonania na st. mac., to muszę się przygotować. Narka.

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Poniedziałek #1411

   Chyba o tym pisałem, ale może przypomnę. Wydaje mi się, że 979 coś ostatnio za dużo łyka. Pojechał do Rybnika z nibylaską na koncert. Wyjechał z wioski autem, ale dalej jechali pociągiem. Więc pojechał popo trzeźwy. Po 21:30 zadzwoniła nibylaska, że on jest nieżywy i trza by go zholować. Problem w tym, że nie było tu auta, a też wykończyłem 1/3 flachy żołądka klasycznego.
   Ok. 22:30 wyłączyłem telefony, a oni jeszcze napierali o 01:53, ale i tak nie było ich czym zholować. 979 się urwał film i częściowo coś tam pamięta, częściowo nie (jakoś więcej nie pamięta). Wracając do sprawy, to już raz go zaczepiłem delikatnie, bo z CS-ami to tak trzeba, czy nad tym jeszcze panuje? Oczywiście odp. była twierdząca, ale śmiem wątpić. L4, lato, imprezki, wyjazdy, to wszystko skłania do nieustającego imprezowania, co zresztą u niego widać. Nurtuje mnie, w którym momencie zacząć więcej naciskać, jak najbardziej delikatnie, bo tu podobnie jak z innymi sprawami, nie ma co robić drastycznych ruchów. Jakoś udało się mu zmienić nawyki jeżdżenia, może i tu uda się coś wskórać.
   Po takim łyknięciu jak on w Rybniku to miałbym tydz. przerwy, a wczoraj wszedł na stację 979 wraz z nibylaską i piwami. W stacji już był 897, 230, 834. Wypiłem jedno kurtuazyjnie z nimi. Otwarłem je ostatni i to pod delikatnymi przypomnieniami 979. Po otwarciu wiedziałem czemu, bo zaczął mi ukradkiem podpijać moje, po spożyciu już dwu swoich. Tzn. ukradkiem przed nibylaską, bo robił to przy mnie.
   Mogę zrozumieć taki spicie się raz na jakiś czas. Sam też tak czasem robię, ale to raz na m-c (chodzi o takie mocniejsze spicie), ale u niego to jest zbyt często.
   Obecne czasy i promocja piwa trochę cofa nas w czasy lat. 80-ych, kiedy dużo się piło i to często w zakładach pracy. Ileż to osób jeździło na podwójnym gazie, ile osób pracowało w hutach, kopalniach po iluś tam %? Alkohol był popularny. Dziś popularyzuje się piwo. Szczególnie w lecie kiedy jest ciepło, a jest to zimny gazowany napój. Ludzie doją od przedpołudnia w barach, na weekendy to masowo na ogródkach, na ulicach łażą z piwami, pija w tramwajach, autobusach.
  Ten mięśniak, chudy, ładny, którego opisywałem jak wracałem od 824 autobusem przegubowym, też jechał spożywając piwo. Jest jeszcze jeden aspekt picia piwa i w sumie innych napoi kupowanych jako gotowe. Obserwuję, że im się nie chce robić np. herbaty, czy jakiś innych napoi i w domu, no oprócz kawy, bo to se czasem zrobią. Po za tym wygodniej, łatwiej jest kupić coś po drodze. Przy zwiększających się zarobkach, owe 2 zł na butelkę czegoś gotowego do picia wydaje się być mało, co mi często mówią. Pa to, za jedyne 2zł (pokazując co kupili do picia). Z tym ciągłym robieniem herbaty, to chyba traktują mnie jak dinozaura. Nawet na podróże biorę herbatę, przeważnie w 2 ltr. but. po coca coli, bo po co kupować jakąś chemię, jak tu napój wiadomy z czego zrobiony, lekko słodzony, w podróży już zimny, a nawet jeżeli nie, to herbatę można pić jako ciepłą. W tych gotowych napojach zawiera się piwo, które często jest wybierane.
   Na którymś spotkaniu klasowym rozmawiałem z kolegą z klasy, który miał problem alkoholowy. Zaczęło się już w szkole średniej, kiedy dziennie schodziły 2 piwa. Po szkole imprezki się nasiliły, aż po kilku latach cienka granica została przekroczona. Od tego momentu, dziennie do organizmu musiała być zapodana dawka alko.
  Po za tym wczoraj dość dobry dzień. Spora wydajność. Po kopalni zdecydowanie otrząsam się i idzie to w dobrym kierunku. Co pisałem, jakby kopalnia przeszła, to stacja macierzysta została by olana zupełnie. W części przeprowadziłbym się na kopalnię i tam mieszkał zaniedbując st. mac. na rzecz stacji zwrotnej. To proste przykłady plusów i minusów naszych decyzji, których w życiu podejmujemy sporo.
   Na fali energii do zajęć na razie tyle wpisu i pcham notkę taka jaka jest, bo później to czas dopiero wieczorem jakiś wolny będzie. Narka.

sobota, 18 sierpnia 2018

Sobota #1410

    Jak jechałem wczoraj do 824 to w autobusie, w którym jest co raz mniej ludzi, jechał też 899 z matką na dworzec, na poc., do Poznania. To jest nadal masakra jak on wygląda. Wziął bym go w tym autobusie, no może nie przy matce, ale resztę pasażerów bym już olał. Te mięśniaki wioskowe to rozwalają swym wyglądem. Spróbuję namówić go na sesję zdjęciową (chyba zbyt optymistycznie napisałem), ale np. jedno lub dwa zdjęcia w klacie, były by rewelacyjne do archiwum.
  Był wczoraj 826, ostatni raz wszedł na stację o 23:10 na flachę, którą miał przynieść ze sobą, ale nie przyniósł, to zaproponował, że dołoży się do mojej. Nie wiem po co ta operacja była, skoro jemu to łykanie nie szło, a mnie też tak średnio. W sumie 1/3 flaszki poszła. W trakcie łykania zastanawiałem się czy nie rozebrać go z koszulki, ale powstrzymałem się. Jednak jak się już położyłem to, znowu po niewczasie, doszedłem do wniosku iż trza go było rozebrać. No bo w końcu, jak się straci 826 kiedyś, to kto się przed nami taki umięśniony będzie rozbierał? Następnym razem go rozbierzemy. To podobnie jak teraz mam takie samo wrażenie, iż trza było coś zrobić ze 174, wtedy jak przylazł pół przytomny. Nie zrobiliśmy nic i... chuj.
   W poprzedniej notce załączyłem teledysk z ładnym aktorem (Erik Gersovitz), ale nie napisałem, że ten teledysk, to trzecia część i oglądając już tą ostatnią, można nie wiedzieć o co chodzi, bo klip wydaje się trochę chaotyczny, szczególnie scena kiedy Florian wychodzi na scenę i "tańczy" przed publicznością. Widząc to pierwszy raz zastanawiałem się kim są ci ludzie, bo jury to na pewno nie jest. Wyjaśnienie w części pierwszej i tu ją podaję, by lepiej zrozumieć to co zobaczyliście. Aktor ten sam, bo to trylogia.
 Jakby się kiedyś straciło, to nazywa się to: Paul Kalkbrenner - Cloud Ride
  Dziś, jeszcze przed spłodzeniem notki wszedł na stację, po jej wcześniejszym opuszczeniu ok. 07:00, 826. Ponieważ ostatnio zrobiliśmy ten błąd z jego rozebraniem, choć wczoraj wieczorem łaził w klacie, to rozebraliśmy go. No oczywiście trochę się do niego przytuliłem, trochę wyściskałem bicepsa. Ach jaki przyjemny w dotyku, nie żaden tam flaczek, ale wyćwiczony, twardy w dotyku - no sama przyjemność. Podobny pewnie był u mięśniaka, który wsiadł w drodze jak wracaliśmy od 824. Z twarzy średni, ale reszta, no masakra. Szczupłe ręce, wręcz chude, ale wyrzeźbione. Cienka skóra, bez tkanki tłuszczowej, przeto większość żył na wierzchu, szczególnie pięknie się układały te na bicepsach. Widząc go na przystanku, może bym i tej reszty nie zauważył, ale ciepły mi się w oczy jego piękne łydki, na których, co już jest rzadkością, właśnie widoczne było ich użyłowanie. Mózg od razu zanalizował info - skoro ma takie łydy, to reszta też musi być ok. Trudno było zająć dobre msc. w autobusie by móc go obserwować, ale po trzech przemieszczeniach udało się. Najlepsze w tym, że w sumie nawet się nie ukrywałem, że się gapie na niego; staliśmy praktycznie na przeciw siebie w przegubie autobusu, a nasz wzrok przez 30 min podróży, ani razu się nie skrzyżował. To mi się jeszcze nie zdarzyło. Przeważnie mięśniaki wyczuwają, że ktoś gapi się na nich i być może tak było i w tym przypadku, ale wiedząc to, sprawnie omijał mój wzrok. Z innymi, jak mi się wzrok krzyżował, to nawet wyczuwałem jakąś sympatię, jak kiedyś, co pewnie opisałem, jechałem do kato na poc. i w tram jechał mięśniak, z którym wzrok mi się wiele razy skrzyżował, a mimo tego nie było czuć w jego spojrzeniu wrogości, która emanuje do większości mięśniaków-skurwieli. Wtedy, a było to chyba z dwa lata temu lub nawet więcej, dokładnie to do dziś pamiętam. Niestety on był z żoną i wózkiem, ale ten przyjazny wzrok, mnie wtedy rozbroił.
  No i jeszcze dzisiejsza noc i wczorajszy wieczór. 979 pojechał na spotkanie z laskami z kolegium, którego nie ukończył, ale z laskami się spotyka. Zawiozłem go na nie, a później o 22:50 odbierałem. W sumie chodzi już bez padaunga, ale powiedziałem, by na spotkanie go założył i pod naciskiem ubrał go. Było jak przewidziałem. Laskom się podobało i włączyło im się współczucie i opiekuńczość. Po spotkaniu nie narzekał, że go ubrał, ale przed samochodem od razu go ściągnął.
      Jadąc po niego postanowiłem pociągnąć go trochę za język odnośnie jego związku wiedząc, że będzie już po kilku piwach. Tak też zrobiłem. Potwierdził, że dzieje się źle, czy nawet bardzo źle. Ma na to wpływ wiele drobnych czynników, jak zresztą w wielu związkach, kiedy się coś psuje, i nie ma jednego, który byłby za rozpad, czy wejście w stan trwania z rozpędu, odpowiedzialny. On w wielu sprawach jej ulega, choć chciałby zrobić inaczej. Jednak jest o nią zazdrosny i nie chce jej puszczać samej, przeto jeździ z nią, ale się z tego nie cieszy, jak np. dziś (wyjazd do Rybnika). Oczywiście zwróciłem mu uwagę, iż wzajemne kajdankowanie się nie ma sensu, ale mimo tego, jak widzę robią to, czy bardziej on to robi. Nadto po raz kolejny przypomniał mi, iż ma depresję od 3-ch lat, choć zgodził się ze mną, że po oficjalnym rozpoczęciu związku na fb, na jakiś czas mu przeszło.
   Już kiedyś usiłowałem zrozumieć podstawy jego depresji, ale jakoś nie umiem. Patrząc z boku, ma niezłe życie, choć może to jest taka maska radosnego życia i zagłuszania, ciągłymi imprezkami i życiem w biegu, pewnych niedostatków, których nie umiem wychwycić. Może brak mu tego, co wykształciłem u siebie, czyli przekuwaniem w sukces niepowodzeń. To na prawdę jest dobre i skutkuje. Faktycznie bez takiej umiejętności może i mnie było by trudno. Tak, akceptuję w pełni swoje życie, nawet cieszę się z niego jakim jest i nie chcę go zmienić (za wyjątkiem kopalni, ale o tym było), a porównując z innymi jest nawet bardzo dobrze. Brakuje czasu, by z 979 porozmawiać o tym dłużej. Z wiadomych przyczyn on ma niechęć do rozmowy w tym temacie, a wczoraj jak zwykle brakło czasu, bowiem z nim pojechałem odebrać jego nibylaskę z innej impry u koleżanki. Przy okazji jej odbioru wyszedł brak zaufania do siebie. Staliśmy pod blokiem, o czym on ją poinformował, a wcześniej o tym, że jedziemy i będziemy za 5 min, wcześniej, że w ogóle wyjechaliśmy. Odesłała mu sms-a, że obudziła się koleżance larwa i coś tam z nią muszą zrobić. Już po jej zejściu do samochodu, okazało się, że nie obudziła się larwa, tylko musiały dopić jeszcze wino.
  Nosz do cyca. Co jest nie tak? To właśnie takie drobnostki powodują narastanie spięć. Co pisałem wielokrotnie między mną, a 979 została ugruntowana relacja, że się nie okłamujemy. Czasem on zadaje mi pytania, jakby sprawdzające, ale niekiedy po takim pytaniu się go pytam, czy wszystko z nim ok, bo nic nie wiem o tym, by się coś miało zmienić i miałbym mu ściemniać lub on mnie. I działa to już od lat. Ciekawe, czemu tego w związkach nie potrafią wypracować? A może się nie da, bo zachodzą inne relacje, a tu też inne.
   No i zaś nie opisałem nocy. Może uda się jutro. Muszę przerwać pisanie, bowiem praca czeka, sprzątanie i inne, a ostatnio mam sporo dni straconych. Tym bardziej, że lato się wnet skończy, bo moga być ostatnie takie ciepłe dni. Trudno, odrywam się od kompa, a notka zostanie niedokończona. Narka.
  

czwartek, 16 sierpnia 2018

Czwartek #1409

   Może się uda popełnić notkę, bez jakiś nagłych wejść na stację składów, bo ostatnio z tym jest trudno.
   Zabrałem się za zlikwidowanie okienka w starych drewnianych drzwiach wejściowych. W sumie te drzwi, jak byłem w wawce 2 lata temu, rozwalił 979 (pewnie o tym tu pisałem), jak mu na imprze coś dodali i mu się mózg przestawił w działaniu. Więc i tak były już naruszone. W ramach przygotowań do zimy postanowiłem się nimi zająć, bo to taki słaby punkt, jeżeli chodzi o szczelność. Rozebrałem je przedwczoraj, już po raz drugi, ale tym razem bardziej. Po rozebraniu stałem nad nimi jakieś 20 min i zastanawiałem się jakie rozwiązanie zastosować by było dobrze. Oczywiście drużyny trakcyjne z innych składów miały swoje pomysły, ale z totalnej prowizorki zrezygnowaliśmy, bo ich pomysły to do dupy wrazić. W każdym razie po około pół godzinnym kwitnięciu przy nich, na szczęście w słońcu, postanowiłem je złożyć, a nad rozwiązaniami, które przychodziły mi do głowy, zastanowić się później. Nie po raz pierwszy w życiu stanąłem nad czymś, czego nigdy wcześniej nie robiłem, przeto nie mam doświadczenia, wzorców działań itp. To takie ciekawe uczucie bezsilności umysłowej. Stoi się i zastanawia, co by tu zrobić, by było dobrze i bym nie musiał za 3 lata ponownie wsadzać w to rąk, albo zasypiać z myślą, że zrobiłem to źle i za jakiś czas trza to ponownie rozebrać.
   Od jakiegoś już czasu staram się robić wszystko pod kątem wytrzymałości na najbliższe 20 lat. Dlatego wolę coś robić wolniej, dokładniej, by następnie mieć to już z gowy, a przynajmniej nie wpadać w cykliczność wymiany. Nie mam zamiaru zarabiać na to, co ma w sobie zaprogramowane zdupienie się po określonym czasie, choć zdaję sobie sprawę, że np. do pralki Polar PS663 bio części już nie dostanę, podobnie jak do lodówki Mińsk 16.
  Drzwi miały z założenia być robione z 979, ale ten tradycyjnie w 4-tym m-cu L4 nadal nie ma czasu, choć obecnie ma rehabilitacje, co go trochę usprawiedliwia. W każdym razie drzwi po przemyśleniach czekają na dalsze działania, które chyba dopiero w sobotę nastąpią. Jutro wyjazd do 824, a dziś inne prace porządkowe, bo zaczyna być nieprzyjemnie.
  No i jeszcze jedna refleksja przyszła mi do gowy. Otóż, ktokolwiek ma kogoś znajomego w markecie, to zapytać się ile tam jest wyciepowanych produktów, tych spożywczych, przemysłowych, no wszelkich. Zatrzymamy się trochę przy spożywce. Ponieważ markety wyciepują pełno żarcia, to pod naciskami zewnętrznymi nie obniżono cen na to co za chwile ląduje w koszu (no kto by pomyślał, że jest coś takiego jak przecena) tylko wywala się to nadal, ale odbierają to auta "Ree food" (Chciałem nawet tą firmę znaleźć na necie, ale krótkie szukanie nie przyniosło rezultatu. Nawet zdjęć aut nie ma. Będę musiał sam zrobić.) I obecnie wygląda to tak, że markety nadal wywalają, skrzętnie zamykając śmietniki przed oczami i rękami innych, ale w razie nacisku tzw. opinii publicznej są kryte bowiem, teraz odbiera to firma, która coś z tym robi. Oczywiście jakby się dalej zastanowić, to ceny w marketach na spożywkę są z narzutem ok. 100% i więcej, to nawet jak coś przecenią o 30%, co czasem im się zdarza, ale nie dot. to warzyw i owoców, to nadal są do przodu. Wiem, ten system jest zły i nie wymyślono lepszego, jednak chodząc do marketów i płacąc w cenie tego co kupujemy % tego co oni wywalają, ma się uczucie wysysania od nas kasy. W ramach nie wywalania kasy postanowiliśmy przejść, już jakiś czas temu, na drugą (ciemną) stronę. Takich rezultatów nie spodziewałem się. Jest to nie do przeżarcia. Nawet z pomocą 172 i 230, który obecnie jest bez laski i taki zawieszony w przestrzeni, jeszcze i tak wywalam wtórnie na śmietniki. Cieszą się również szczury z przysmaków.
   Ciekawi mnie czy ree food jest samowystarczalne, czy czasem utrzymują ją markety, co zostało doliczone do ceny art. spożywczych. Byłby to już zupełny absurd, gdybyśmy płacili w cenie art. spoż. jeszcze utrzymanie firmy, która to utylizuje.
   Na koniec ładny aktor. Też bym mu głowę chętnie umył.

poniedziałek, 13 sierpnia 2018

Poniedziałek #1408

   Wczoraj byłem na ogródku od brata od 979, który pojechał na wczasy. W sumie to na tym ogródku byłem już w piątek na pierwszej imprezce, a wczoraj taka poprawinowa w celu zeżarcia tego co zostało i tradycyjnie flachy poleciały, ale nikt nie streamował. Taki ogródek dla ludzi mieszkających w bloku bez balkonu, do tego blisko bloku to wybawienie. Już o tym kiedyś pisałem, że w bloku bez wyjścia na teren zielony przy nim to strasznie się mieszka, jak w klatce dla kur. To też taki ogródek z laubą, basenem z wodą, zadaszeniem przy laubie na wypadek przelotnego deszczu to rewelka, taki mały dodatkowy własny teren na którym można wypocząć, na trawie, wokół trochę owoców do zeżarcia. No generalnie fajnie. Mnie też się podobało, choć wczoraj musieliśmy po piątku kiedy ten mięśniak od tej koneserki długich szyi skoczył do wody, a za nim reszta, to trochę się wody straciło w glebie. Woda była chłodna, więc za długi w niej nie poleżałem, a mogło być tak fajnie. Inną sprawą są chłodne noce ostatnimi dniami, to też woda się chłodzi naturalnie. No i jeszcze zaczyna się jesień, to nas tradycyjnie napylają z nieba. Wczoraj chemitralle znowu latały i napylały. Równo od linijki w odstępach. Trudno, nie chcą byśmy obciążali system emerytalny.
   Coś się dzieje niedobrego między 979 a nibylaską. Już to też pisałem, że jak on łyknie to się chce z nią rozstawać, choć dziś aż tyle nie odebrał, a odnosiłem wrażenie, że mówi poważnie. Nie wiem w związku z tym na ile poważnie mówi, ale jak mówił o. Natanek:
- to wiedz...., że coś się dzieje...
  Niby w czwartek mamy coś łyknąć z 979 i porozmawiać o ich związku, ale z tym umawianiem się z nim to jest b. różnie. Przeważnie nie ma czasu i tak to leci całymi miesiącami. Dziś trochę powiedział, że ją ogranicza, że bez niego mogła by robić o wiele więcej, w sensie jeździć na koncerty spotykać z ludźmi, samcami też, a tak CS ją ogranicza, bo jak one się za bardzo zbliżają (w sensie te samce), to trzaska ich po ryjach. To co ostatnio w pt. rozmawiałem właśnie z nibylaską od 979, że skurwiele z wioski jak wezmą samice to mają przeświadczenie, że jest ona ich własnością i żadnym innym samcom nie wolno się do niej zbliżać, bo inaczej - w ryja.
   Po za tym nad ranem w sob. o 05:05 po wjazdowym stanęli 230 i 826 z jakiejś imprezki nocnej. 230 nas wyciągał, ale po piątkowej potrzebowaliśmy się wyspać, nadto w sobotę miałem dzień z dupy i oprócz czynności podtrzymaniowych prawie nic nie zrobiliśmy. Rozumiem 230, że po rozstaniu z laską potrzebował takiej imprezki, na której się znietrzeźwi, zapomni, to też film mu się urwał i nawet jakbyśmy z nim coś robili to by nie pamiętał, ale nic takiego nie miało miejsca. Czy żałuję? Nie. Nie wiem czy się aż tak starzeje, czy może utrata znajomych w tle się przewija. Co innego 172, gdzie to odbywa się za obopólna zgodą, albo taki 826, ale z 230 nigdy nic nie wyszło i to z jego strony, to też nie napieramy, a ponieważ relacje mamy dobre, to chyba nie chcemy ich zepsuć i to przeważyło, by go zostawić w spokoju, mimo tego, iż widziałem, że jest ciężko i faktycznie mógłby niewiele pamiętać z nocy.
   Tyle, bo zaś nie ma czasu, a na stacji 230 i 834, więc wiyncyj już nie napisza. Narka.

sobota, 11 sierpnia 2018

Sobota #1407

   W ostatnim dniu ciepła udało się zorganizować grilla na ogródku brata od 979. Jest tam m.in. basen, stały grill (murowany) i duża lauba z zadaszeniem przeciw opadowym. W skład osób, które byly na msc. wchodzili  230, 897 z laską i larwą, 979 z nibylaską, 832 z laską, 834, a później doszła jeszcze koneserka długich szyi, która kiedyś nawijała do 979, jednak ma specyficzne potrzeby seksualne, a 979 to nie odpowiadało, to nic z tego nie wyszło. Za to wczoraj była z ładnym mięśniakiem, łysym. No było na czym oko zawiesić, aż się dziwiłem, że taki mięśniak lubi taki seks, ale skoro jedne strony lubią, to po drugiej stronie powinny być odpowiedniki i jak widać się znajdują. Jak zwykle żarcia aż nadto, co mnie już nie dziwi. W czasie obecności larwy muza za głośno nie napierdalała, tym bardziej, ze larwa popo oddała się w sen to muzę wyłączyli zupełnie. Jak odeszła, to po 2 min krzykłem do 979:
- odkręć gałą, larwa pojechała,
z czego część się zaczęła śmiać, choć używane przeze mnie określenie jest już dość długo w obiegu.
W trakcie grilla grali w 33, przywiezione z woodstocku i wypadło na mięśniaka by wskoczył do wody. Ale woda ciepła to nie było tego efektu jakiego by oczekiwali. Za nim większość wskoczyła do basenu z wodą. Moja kolej wypadła później za to byłem dłużej w wodzie wraz z nibylaską od 979, bowiem była cieplejsza od temp. powietrza. Pogadaliśmy o preferencjach seksualnych i wyborach partnera. Otóż, co już kiedyś mówiła mi 811, a co tu pisałem, laski mają inaczej jak my, a przynajmniej ja. One ulegają swego rodzaju zauroczeniu przez faceta i wygląd nie jest aż tak istotny, a przynajmniej nie na pierwszym msc.. Mogą w nim iść na odstępstwa, co u mnie np. nie następuje. Wpierw musi nastąpić weryfikacja wyglądowa, następnie ta mózgowa. Np. mięśniak nibylasce się nie podobał, a dla mnie jak najbardziej.
   Z grilla wróciliśmy ok. północy. Na stacji pozostał 230, choć wracał z nami również 834. Pozostało mi jeszcze noszenie parkietu, bowiem obok w mieszkaniu, po jego kupnie właściciele stwierdzili iż wywalą stary, acz dobry parkiet z podłóg i położą panele podłogowe. No idioci, ale co zrobić. Znosiłem więc przez 3 dni parkiet z klepek drewnianych, by w kuchni, która właśnie czeka na remont podłogi położyć częściowo nowy, częściowo staroużyteczny parkiet. Zastanawiałem się kiedyś co tam położyć, bo 34 letni gumolit (kiedyś to robili trwałe rzeczy) dożył swoich dni i nie z powodu jego złej jakości, bo mógłby być dalej, ale ścierania się podłogi pod nim, przeto zaczęły wychodzić kamienie z wylewki a te uszkadzać go od środka. Jakby podłoga była dobrze zrobiona, to nie trza by było robić remontu podłogi i mógłbym cieszyć się gumolitem do końca swoich dni. Tyle imprez co on przeżył i w zasadzie pozostał w stanie w jakim był, to aż niemożliwe. Dzisiejsze gumolity, to jakaś porażka, ale co zrobić...., takie czasy.
   Ciepłe dni na razie się skończyły, dziś na zewnątrz 17C. Fajny skok, wczoraj 30C, dziś 17C. No zimno do cyca. Dobrze, iż nagrzaliśmy budynek stacyjny i w środku mamy 26C to się wygrzewamy i nie otwieramy okien. Niby jeszcze ma być ciepło, się okaże, bo jednak bliżej zimy niż dalej.
   Można rzec, że wyspałem się, bo do 10:30 zalegałem na grupie B, bowiem na A pozostał 230 z jakąś laską, to by nie czekać na ich przetoczenie się gdzieś - krótka analiza i wybraliśmy grupę B i to był dobry wybór. Słanianie się przy nich nie miało sensu, a spać mi się chciało bardzo, tym bardziej, że ostatnio z tym jest tak na styk.
   Tyle, bo jednak obowiązkowe zajęcia czekają, a z realizacją może być kiepsko. Nie bym się źle czuł, ale jakoś uruchomiłem się na 60% i brakuje mocy. Narka.

czwartek, 9 sierpnia 2018

Środa #1406

   W wiosce jak wiadomo są mięśniaki i to w ilościach znacznie większych niż gdzieś indziej, zwłaszcza w miastach. Czasami w stonie mijam takiego jednego. No piękny qrwa. Facet po 30-ce, zdający sobie sprawę z wyglądu przeto chodzi w koszulce na ramiączkach, pokazując swoje wyżeźbione ręce i część ciała. Wysoki, postawny, oczywiście krótkie spodenki. Nogi umięśnione tak prawie, żadne tam przerosty. No powala wyglądem, choć nie młody i w tej białej koszulce na ramiączkach, takich dużych ramiączkach, drażni członków obojga płci. Mijając go kilka razy zastanawiałem się, czy ma babę. Dopiero jakieś 4 dni temu widziałem go na ulicy jak szedł z dziewczynką od strony stony, a wyglądało na to, że rozłaczył się ze swoją babą, która z drugą córką szła dalej do stony. To jak ona wyglądała, to temat stary jak blog. Ona niższa do niego o gowę, ruba, łydy takie napuchnięte, że aż rozstępy na nich prawie miała. W sumie szersza jak wyższa.
   Co te wioskowe mięśniaki-skurwiele widzą w tych morświnach. Tu jedynie 172 kiedyś miał ładną kobietę. Reszta to takie przeciętne predatory jakieś wieprzowiny. To aż dziw, że geny męskie są tak silne, by następnie, jeżeli proces wzrastania nie jest zaburzony jak u skurwieli od 972, wyrosły z nich piękne mięśniaki.
  Przy okazji 972, to bylem u nich w sobotę. Standard. 3-ci skurwiel tylko na tydz. przyjeżdża w roku z ośrodka, a ta mu robi sztubę. No wariatka. I jeszcze mówi wprost do niego, że jutro (w sensie w nd.) trza Cię będzie zawieźć jak najwcześniej by mieć spokój. Jak nic u nich dzieci to produkt uboczny seksu. Zastanawiałem się czy go gdzieś nie wyciągnąć na rowerze, bo ośrodek kupił mu koło za 3,5 tysia i oczywiście nie ma z kim jechać i gdzie, ale z drugiej strony, to czy to moje dzieci do cyca? Czy to ja mam im robić dobrze, czy od tego są rodzice? No i co z tego będę miał, jak się np. 3-cim zajmę?
   Wczoraj trochę oglądałem, bo przyjechał ten z Belgii (cholera nadałem mu nr. ale nie wpisałem do bazy danych i teraz nie pamiętam jaki) stream  Daniela Magicala. To jest coś na czym można by napisać pracę socjologiczną lub psychologiczną. Wieczorem o 23:00 oglądało to na żywo 7,4 tysia ludzi. Przecież to małe miasteczko. Dziś jak oglądam to jest 3,5 tysia. W sumię jak to oglądam to przypomina mi się film "Truman show", tylko że tu akcja dzieje się w mieszkaniu. Stream leci już 14 dzień, ten z Belgii jest fanem bohaterów, i na bieżąco, jak może ogląda co się tam dzieje.
   Kolejna sprawa to ile na tym zarabiają. Od wczoraj od 20:00 czyli przez 12 h ludzie wpłacili do nich 2000zł. W sumie obecnie jest 2448,76zł. Biorąc pod uwagę jeszcze wczorajsze wpływy do 19:00 było to ok. 1400zł, czyli w ciągu doby nazbierali 4 tysie. Stream trwa 14 dzień. Wpływy rzędu 2000 tysi są dziennie z tego co mówi ich fan. Można by to rozpatrywać jeszcze pod kątem ich zmiany pod wpływem wpływów gotówkowych, ile jest z tego grania, ale ile pozostało jeszcze naturalnych zachowań. Nwm. ile z tego co wyświetla się na ekranie idzie do nich (jaki %), bo pewnie część zeżera yt. ale nawet jeżeli zeżarło by 1/3 to ok. 1,5 tysia dziennie to nie mało.
   Tyle, bo info o zajęciu szlaku dał już 172 i dziś robimy drzwi wejściowe do budynku stacyjnego. Widzę, że podchodzi pod wjazdowy, to kończę i narka.  (jest bez korekty, bo nie ma na to już czasu)