wtorek, 19 września 2017

Wtorek #1244

    Wracając do piątku to po występie Alchemii Światła poszliśmy do lokalu branżowego. Znajomy od 825 zaprowadził do lokalu przy Hah-u w katosach. Nie pamiętam jego nazwy, ale przyjmijmy "Geriatrion". Otóż ten Geriatrion jest połączony przejściem z Hah-em, ale w przejściu jest krata, zamknięta. Mało tego by wejść do Geriatriona trzeba bulnąć 10 zyla + 2 zyla za szatnię. Nie było by w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, iż jakbym chciał iść do Hah-a to musiałbym zapłacić drugie 10 zyla. Czy właściciel tam pogłupiał? Mało tego, stworzenie Geriatriona powoduje, że jest on w zasadzie pusty. Z pt./sob. max., czyli ok. 23:30 było tam 25 osób jednocześnie, a przestrzeń to jakieś 300m2 więc rozłożenie tych osób na takiej przestrzeni to pustka. Po cóż więc jest ta krata, skoro 97% jest w Hah-u, a na górze niewykorzystana powierzchnia do użytku? Nadto rozgraniczenie lokali, gdzie w każdym trza bulić osobne wejście, jakby był przynajmniej bilet, to można by było z nim przejść do drugiego, to poroniony pomysł. Niby ta krata jest tam nad ranem otwierana, ale co z tego, jak góra tego lokalu za pewne ledwo się bilansuje. Na tyle osób, tylko barmana i jeszcze 3 osoby bym przeleciał, reszta się nie nadawała. Może były jakieś głosy bywalców geriatrycznych z Geriatriona, by ich odciąć od reszty, ale nie zawsze słuchanie ludzi jest korzystne, a jeżeli już to powinno to być zweryfikowane. W sumie to nie wiem czy tak jest od początku, czy próby łączenia lokali były i jakie były tego efekty. Jak tam jeszcze kiedyś wyląduje, to zapytam.
   Jakoś przed 01:00 zwinęliśmy się z 825. Odwiozłem go do domu, a sam pojechałem na stację macierzystą. Trochę pod wrażeniem sytuacji posiedziałem jeszcze przy kompie do 02:00 i wyglebiłem spać.
  Niedziela przeleciała smętnie, pogoda też taka była, to nie ma co opisywać, może oprócz tego, że 979 wymyślił nowy kierunek ekspansji - Czechy. W dotychczasowej firmie ma złożyć do końca m-ca wypowiedzenie i wyjechać tam do pracy. Trochę z nim o tym dyskutowałem, nad sensem takiego działania, ale co on tam myśli to nwm. do końca.
  Natomiast wczoraj pojechałem do dyr. z-du PKP PLK w So-cu i tu rozmowa odbyła się fajnie. Gdyby taka odbyła się w T.G. to o urządzenia w nastawni byłbym spokojny, tak nie wiadomo jak się się zakończy.
  Za to w przyszły pn. dwie sprawy jednocześnie. Wizja lokalna w terenie oraz wizyta u z-cy prezydenta m-ta w sprawie idei drezynowania, przejęcia terenu i włączenia w to miasto, a także wywiedzenie się planów odnośnie terenów, które chcemy zająć.
  Trochę przystopowało moje działanie, ale muszę się przygotować odnośnie wizyty w mieście, a także nacisnąć co do naszego przebywania na terenie kopalnianym. Tu cały czas jest spychologia dyr. filii w Rudzie Śl. z centralą w Bytomiu.
  Oczywiście w tym wszystkim jeszcze muszę znaleźć czas dla szczurów. Małe, max widziałem 5 na raz, ale może jest ich 6 lub 7. Pomimo otwarcia drzwi do kuchni, on przebywa na grupie A niechętnie chodząc do kuchni. To już prędzej ona przychodzi do niego, jak dziś, trochę się ze sobą pobawiły, ale niewiele po czym jakby ją olał, czy ona jego. W każdym razie przebywały osobno. Ona zwiedzała grupę A. Odświeżała wiadomości i sprawdzała co się zmieniło. Za to małe zaczynają się już rozłazić po spiżarce i trochę kuchni. No i dylemat co z nimi zrobić? Niby można je wystawić na jednej ze stron, na której daje się ogłoszenia o adopcji szczurów, ale one wychowują się we względnej wolności. Już teraz chodzą po kilku m2 powierzchni i po półkach spiżarki i gratach które tam są. Oddać by je można za najszybciej tydzień, a w zasadzie powinno się za dwa. Wtedy to już swobodnie będą się poruszały po kuchni nie znając w ogóle zasad zamknięcia w klatce. Jak teraz zrobić im coś takiego, że polezą w niewolę, mało tego do jakiegoś np. wariata. Przecież to skazanie ich na długotrwałe męki dla czyjejś przyjemności. Wąż jak je zje to chwila, po za tym tego widzieć nie będę, a po fakcie to nie będzie się nad czym rozmyślać. Natomiast oddanie je w adopcje, to stałe myślenie czy im jest dobrze, jakie mają warunki, jak są traktowane. Kto oprócz mnie ma zwierzęta puszczone na mieszkaniu, po którym mogą swobodnie chodzić? Ma tak jeszcze 821 i nikogo więcej nie znam. A u większości to klatka i złe traktowanie jak się znudzi, a to dziś u wielu następuje szybko. Niestety opcja wąż wydaje się być w tych okolicznościach mniejszym złem. A może czytelnicy mają jakieś zdanie i propozycje?
   Wiem, nie powinno ich być, bo to moja wina. Właśnie ta wolność doprowadziła to podtrzymania gatunku, co w przyrodzie jest naturalne. Niestety szczur nawet mały może podtrzymać gatunek, ale do zabiegu kastrowania jeszcze się nie nadaje. Tak się tu też stało. Już potrzymał gatunek, a na kastracje musiał poczekać.
  Tyle, bo nie dość że dziś notka prawie wieczorem, to na stację wszedł 834 to wiele już nie dopiszę. Narka.

niedziela, 17 września 2017

Niedziela #1243

   Wczoraj się tyle działo, że wyjdzie z tego chyba jedna wielka monstrualna notka.
   Pojechałem wpierw do biura pracy na teremin, bo poprzednio zawaliłem i musiałem przynieść L4. To wszystko przez załatwianie spraw związanych z przejęciem układu torowego kop. Pokój 1. Teraz już pamiętałem o terminie. Prosto z biura pracy z pismem wydrukowanym przez 979 w pracy pojechałem wpierw do SRK By-m, ale osób wskazanych przez filię w Rudzie nie było, to wybrałem się dalej do T.G. do dyr. Kwiatkowskiego.
   Już kiedyś miałem "przyjemność" z nim rozmawiać. No tak drętwą osobę to rzadko można spotkać. To coś w stylu, czemu tu w ogóle jestem, nie przeszkadzajcie mi, dajcie mi spokój i oddyndajcie się. Po krótkiej rozmowie, w której pozacinałem sie kilka razy stwierdziłem, że to są te chwile, kiedy chce się wejść do pokoju przesłuchań i zacząć wszystko od nowa, ale niestety w życiu drugiej szansy często nie ma.
   No nic, w aucie porozmawiałem jeszcze z byłym zawiadowcą, ale jak przekazałem, że w sumie mogliśmy tam jechać razem, to powiedział:
- ja bym do niego na pewno nie jechał.
  Pracownicy też mają o nim dobre zdanie. Pojechałem ponownie do SRK i tu rozmowa była już na zupełnie innym poziomie. Z osoba, którą mi wskazano, rozmawiałem ok. 20min. Przekazała mi istotne w spr. informacje. Główna to czas oczekiwania na decyzję dot. przekazania nam terenu. To, z pkt. widzenia tych pod zarządem, jest sprawa kwestii czasu kiedy to otrzymamy. Czyli w najbardziej optymistycznej wersji 1,5 m-ca, w pesymistycznej 4 m-ce. Natomiast po dłuższym wątku naszego przebywania na terenie i włączenia się do ochrony mienia udało się dojść do porozumienia, bo przecież, co już wskazywałem w filii, rozwiązanie jest proste. Otóż mamy dostawać przepustki jednorazowe na przebywanie na terenie na zrobienie jakiejś pracy i tyle. No przecież więcej do cyca nie jest nam potrzebne, spać tam nie będę więc każdego dnia zjeżdżam na stację macierzystą, a następnego mogę pojawić się ponownie. I by takie proste rozwiązanie zastosować to musiałem 4 dni jeździć za tym i się prosić... Zresztą ten, z którym rozmawiałem w centrali rozmawiał przy mnie przez tel. z dyrektorem filii w Rudzie Śl. więc w razie czego dyr. się nie ma czego wyprzeć.
  Na stacji macierzystej w ogóle byłem wczoraj gościem. Krótko po wejściu na stację, i gdy szykowałem żarcie zadzwonił 230, by pomóc mu przewieźć pralkę do mieszkania, w którym już mieszka po rozstaniu z poprzednią laską, ale jak to u ładnych mięśniaków, spotyka się już z następną.
  W zasadzie krótko po przyjeździe na stację macierzystą odezwał się 979, iż trza go szybko zawieźć do kato, do lokalu, w którym pracuje jego niby laska, bo ma tam być bileterem. Prosto z kato na stację macierzystą, bo jeszcze karmienie szczurów, ubranie kreacji, zeżarcie właściwie w biegu i ponowny wyjazd do kato. Na pokaz laserów, efektów specjalnych i taneczny przed UW w kato. - "Alchemia Światła". Budynek od strony Placu Sejmu Śląskiego przygotowano do efektów świetlnych, choć na każdym skrzydle było jedno nieoklejone okno. Ktoś zawalił. Choć staliśmy w dobrym miejscu, bo przy wejściu do wydziału Filologicznego UŚ, czyli na podwyższeniu, to sam pomnik Wojciecha Korfantego i konstrukcja dla akustyka, i operatora świateł zasłaniała widok. W ogóle miejsce średnio wybrane, bo prawie z każdej strony ktoś miał przeszkodę do patrzenia, a Ci co byli blisko nie widzieli z kolei skrzydeł budynku. I tak my widzieliśmy cały budynek, ale bez sceny. Ci przy scenie widzieli scenę, środkowy segment UW i tyle, Ci przy lewym skrzydle nie widzieli prawego, Ci przy prawym nie widzieli lewego. W sumie nasze msc. było najlepsze. Sam pokaz...,hmm. tylko dwa fragmenty mi się podobały, reszta przereklamowana, chyba, że na scenie było fajnie, ale to bym zaś nie widział budynku w całości. To już lepszą wizualizację widziałem kiedyś w Gliwicach na rynku. Choć na znacznie mniejszym budynku, to bardzo mi się podobała i odpowiednia muzyka do tego dobrana. Na Alchemii Światła trochę zanudzali i w efekcie mała część ludzi wychodziła pod koniec przedstawienia. Zasadniczo Ci źle ustawieni.
   Reasumując jak dla mnie przereklamowany pokaz. Po nim poszliśmy z 825 i jego znajomym do lokalu branżowego, ale to opiszę następnym razem.
   Dobra, tyle bo na stacji już 834 i 979 to nie chcę przeginać. Narka.

piątek, 15 września 2017

Piątek #1242

   Dziś o 00:26 pierwszy raz zobaczyłem małego szczurka, który wszedł na dno szafki. Jak zwykle co małe to piękne, to też byłem zauroczony małym. Tuż przed spaniem słyszałem w kuchni jakieś hałasy, to przetoczyłem się z grupy A tam i okazało się, że ona wzięła je na spacer. Jeden był przed szafką, jeden na jej dnie, ale jak wszedłem, mimo iż mnie zna, to nakazała im pochowanie się i one tak zrobiły. W krótkim czasie oba były ponownie pod szafką. Czyli w 19 dniu są już dość ruchawe.
   Rano, jak wstałem to też poruszenie w gnieździe, bowiem śniadanie, to ona jak zwykle łaziła wokół mnie, po mnie, co też jest do żarcia. Część zeżarła na msc., a część jak zwykle norowała dla nich. Słyszałem, że już biegają wzdłuż szafek i nawet dochodzą do piecyka gazowego, tzn. pod niego. Jeszcze 3 dni i zaczną biegać po kuchni. Uczulam już 979 by zwracał uwagę na nie, jak będzie wchodził do kuchni.
  Przy okazji. 979 wymyślił, że tym razem pojedzie za granicę, ale do Czech. Bliżej, będzie mógł się bez problemów dostać, niby więcej zarobi, ale też mu wczoraj tłumaczyłem, że zasadniczo kapitalizm daje robotnikowi tyle wypłaty, by nie zdechł i jutro przylazł do roboty ponownie. Jeżeli gdzieś tam w rusach dostają 2$ na dzień, to oni się tam za to utrzymają. Podobnie u nas. Za 1500zł też się człowiek utrzyma i nie zdechnie, a dla rusów to by była astronomiczna wypłata. Idąc dalej na zachód podobnie. Tam standard to 2000 eurosów, za które oni się utrzymują, dla nas tyle na m-c, to także astronomiczna kwota, to też tam jeździmy zarabiać. Fakt, im kraj bogatszy tym stopa życiowa wyższa, ale też koszty życia rosną.
   Te koszty życia u nas też rosną i może nie wszyscy pamiętają, ale do dziewięćdziesiątego któregoś roku woda z kranu była za darmo, a dziś jest to jeden z poważnych składników opłat. Podobnie ze śmieciami, które dziś są dość drogie, w sensie wywóz.
  Jak zwykle może bym i więcej napisał, ale kolejne zajęcia w drodze, a dopiero wróciłem z PKP PLK T.G. i SRK w Bytomiu, ale to opiszę w następnej notce. Narka.

czwartek, 14 września 2017

Czwartek #1241

   Wczoraj jak jechałem na kopalnie w południe to wiatr wiał mi w pysk. Na szczęście dopiero zaczynałem to powoli sunąłem, gdzie się dało i nie wiało to szybciej. Jak wracałem z kopalni, to już fest wiało, ale w plecy, to jechało się zajebiście, tym bardziej, że byłem głodny i lekko zmęczony.
   Wczoraj był obecny dyr. SRK, i, co ciekawe, inżynier któremu zlecił rozpatrzenie sprawy naszego przebywania na terenie, musiał iść do niego na konsultacje. Z konsultacji wyszło, że skomplikowane przepisy uniemożliwiają nam zasadniczo legalne przebywanie na terenie. Niby zasugerował, że może my tam przebywać na własną rękę, czyli może chodziło o dogadanie się z ochroną, co dziś będę chciał zrobić.
  Ponieważ przedwczoraj nie miałem aparatu foto, to wczoraj zabrałem i m.in. sfociłem drugą nastawnię, którą chcemy przejąć, tym razem we wnętrzu.

Natomiast układ torowy na schemacie wewnątrz nastawni, jak na zdjęciu poniżej:
No jest trochę torów i jest wajch do obracania. Może uda się to pochytać, choć im dłużej to trwa, tym więcej problemów wychodzi. Niekiedy odnoszę wrażenie, że rozkradzenie tego terenu przez złomiarzy to lek na wszelkie zło związane z terenem, który SRK musi zrównać z ziemią, by oddać miastu. 
  A tak, był układ torowy - nie ma układu torowego. Odpowiedni protokół strat wypisuje się wraz z ochroną i po sprawie. A tu my przychodzimy i zaburzamy ten sielankowy stan. 
   W ogóle to nie wiem jak oni działają. bowiem SRK przejęło na stan majątku np. nastawnię wykonawczą CL1, która się tak nazywała do ok. 1974r, później zamieniono nazwę na RCL1 a fizycznie jej budynek nie istnieje od około 2000r, jak nie wcześniej. Kto w takim razie przejmuje to na stan i kto się pod tym podpisuje, to jest ciekawa sprawa. I tu nie ma winnych, ale jak chcemy wejść na teren i ratować ich mienie, bo na dziś niczego nam nie przekazano, to nagle okazuje się, że to niemożliwe, bo przepisy. A to przepisy nie regulują przekazywania nieistniejących obiektów i przejmowania ich bezwiednie na stan? Jak oni chcą się rozliczyć z budynku, który przejęli, a którego nie ma?
  Po za tym małe szczury już co raz bardziej słyszalne. Nadal ich nie widziałem, bowiem pod szafką są. Za to wczoraj na wieczór jak był 230, to patrzałem na szczurzycę i wydawało mi się, że jakaś taka gruba jest i czyżby znowu w ciąży? Czy wtedy na minutę jak mi uciekły to już to zrobiły? 
  Rano jakby zeszczuplała, może faktycznie się nażarła, ale będę ją obserwował. Przyroda jakoś dziwnie te szczury skonstruowała. Zaraz po porodzie dostaje rujki i w naturalnych warunkach pewnie jest zapłodniona, bo jakby inaczej, jak stado samców za nią biega. Czyli odchowuje jeden miot przez 4 tyg i w po 28 dniach rodzi następne młode. Samice to chyba długo nie żyją, bo nie dość, że karmi, czyli więcej musi żreć, by jeszcze mieć na wykarmienie licznych miotów, to jeszcze jest ponownie w ciąży, czyli jeszcze więcej musi żreć, bo rosną w jej brzuchu kolejne małe szczury. Choć tak teraz myślę u ludzi jest podobnie, wszak u 972 wychodziły co roku, czyli jedno karmiła, a drugie już się rozwijało. 
  A szczurek po zabiegu śpi dłużej, wczoraj i dziś obudził się o ok 11:00, kiedy ona była już po śniadaniu. To dobrze, bo jak śpi to regeneruje się i goi się rana. 
  Miało być k/południa, ale coś z netem robili w wiosce, to dopiero tera. Narka.

środa, 13 września 2017

Środa #1240

   Nawet jak niewiele się dzieje w załatwianiu spr. związanych z legalnym przebywanie na terenie układu torowego stacji RCL, to i tak dużo jest na stacji macierzystej.
   Wczoraj szczur poszedł do kastracji. Zakładałem więc czas na posprzątanie grupy A, bowiem szczury nie lubią hałasu, to przy jej wolnych torach mogłem to zrobić i z zrobiłbym, gdyby nie ona - tzn. szczurzyca, która go przyszła szukać, ponieważ nie doszedł jeszcze do niej od rana. Misterny plan poszedł się jeba*. Nic, zrobiłem porządek na biurku, bo już tonąłem w papierach i innych gratach,a to też czasochłonne. Ona oczywiście stale się przewijała, również na biurku szukając - gdzie on jest. Po 3h zadzwonił weterynarz z odbiorem. Jeszcze wyniosłem butelki z piwa na kartki do sklepów, odebrałem paczkę w Ruch-u z alledrogo i poszedłem go odebrać.
   Wszedłem na stację, ale on był jeszcze pod wpływem narkozy. Poruszał się jak małe szczury, nie mając koordynacji ruchowej. Jak przewrócił się na plecy, to nie umiał się obrócić ponownie, musiałem mu pomagać. Szybko ustaliłem, że wejdę z nim, jak dawniej, do łóżka i tam będzie dochodził do siebie. W znacznej ciemności i bez zewnętrznych, zupełnie mu w tym momencie niepotrzebnych, bodźców. Tak też zrobiłem, rozebrałem się i wszedłem do łózka, zabierając go pod kołdrę. Jednak cały czas obserwowałem co robi, bo jak się przewracał na plecy, to delikatnie obracałem go na brzuch. Częściowo jeszcze leżał, czy przysypiał, ale jak się rozbudził, to zaraz pełzał (byle) do przodu. Po półtorej godziny już bardziej doszedł do siebie, a ja musiałem się zbierać, bowiem stacja zwrotna zgłosiła załadowanie składu cystern. Wsadziłem go do dużego kosza na chleby, czy owoce i przykryłem dyktą na wymiar, ale z małym otworem. Otwór przykryłem ręcznikiem i CD-romem, by tak łatwo nie wylazł. Zakładałem, że jak już stamtąd wylezie, to będzie dość silny, by w miarę normalnie się przemieszczać. Na stacji został 979, który wszedł krótko przed moim odejściem.
     Po powrocie ze stacji zwrotnej, załadowali pomidorową, wpierw zgrzałem ją i myślałem, że on jest nadal w skrzynce i śpi, bo cicho. Po zgrzaniu i zeżarciu okazało się, że już wylazł z niej, ale 979 nie pamięta, bo sam przysnął przy filmie, a jak wszedłem na stację macierzystą to spał przy nim.
   Wdrożyłem poszukiwania i okazało się, że dotarł aż do spiżarki i wylazł jak wołałem na jedzenie szczurzycę. Nie udało się go złapać, bowiem spierdolił. Na wieczór jednak wyszedł i zabrałem go ponownie pod kołdrę. Był tam może 10min, a następnie polazł pod łóżko.
   A co do torów kop. Pokój - schody, schody się robią co raz większe. Dyr z z-du sosnowieckiego na urlopie, ale wymyśliłem, że złożę jeszcze w tym tyg. pismo do z-du Tarn. Góry, a we wtorek pojadę do So-wca na rozmowę, bowiem w pn. wraca z urlopu, to może się dostanę.
  Dziś ma się niby pojawić dyr. d/s technicznych w kop. Pokój, który ma wydać zgodę na poruszanie się po terenie.
  Aktualizacja 15:00.
   Oficjalnej zgody nie ma, ale inż. odpowiedzialny zasugerował rozmowy z ochroną. Na piśmie nie dostaniemy, ale ustnie to może być załatwione. Resztę opiszę jutro. Zrobiłem dziś kolejne zdjęcia, też jutro coś wkleję. Narka.

poniedziałek, 11 września 2017

Poniedziałek #1239

   Dziś to się nawet o 05:00 obudziłem, ale jak 979 odszedł do pracy, pozostawiając na grupie C niby laskę, to jeszcze na godzinę zasnąłem.
   Wczoraj też byłem na układzie torowym i opornica, choć odkręcona i przygotowana do wyniesienia to jeszcze była.
Dla większości to jest ta blacha przy lewej szynie tylko na śrubach. Nakrętki już odkręcone.
Taka sama była po prawej stronie, pozostały tylko otwory mocujące.

   Na nd. raczej trefnych rzeczy nie biorą, to albo dziś już jej nie ma, albo oni (złomiarze) mieli wczoraj jeszcze imprezki w ramach przedłużonego weekendu i dziś może uda się ją zespawać.
   Tu jeszcze jedna zwrotnica - ręczna, kiedyś tam będzie do odkopania z mułu, by można ją było przestawiać i wjechać na skrajny tor.

     Rano dzwoniłem do sekretarki to pismo zaaprobowane przez dyr. wyszło do działu TM i ok. 11:00 mam dzwonić (piszę wcześniej). Na terenie wczoraj pogadałem z ochroniarzem, jakieś 30min, ale nie dostali info i przedłużeniu o 50m, bo to tyle trzeba by dojść do zwrotnicy, by ją przez te dwa dni chronić. W nocy tam jest ciemno jak w du*ie, zresztą co się dziwić, jak latarnie na tych torach nie świecą, ale same słupy z oprawami stoją. Wpadłem więc na pomysł, że może jak na ulicach, kabel zasilający puścić górą po słupach i je uruchomić. Po wycięciu krzaków będzie teren oświetlony. W ogóle dziś, jak już będę miał tą zgodę to jak się zrobi ciemno to pojadę tam zobaczyć co świeci i gdzie i jakie miejsca doświetlić tym co jest lub innymi lampami, by tam się tak łatwo nie poruszali.

   Nietypowo, ale nie wiem jak wypadnie jutro to wieczorem pchnę notkę. Co do dnia, to zaczęły się schody. Niby do tej pory wyglądało z góry, ale teraz się zmieniło. Otóż spawanie tego rozjazdu będzie opóźnione, bowiem nastawnia, z której teoretycznie miał iść prąd jest bez niego. Kiedyś tam uszkodzono kabel 380V, którym była zasilana i zmieniono na zasilanie 500V z pobliskiego zwałowiska. Jak zwałowisko zakończyło pracę wraz z odjazdem ostatniego pociągu, to zwałowisko zostało odłączone od prądu, wraz z nastawnią. Jest na przeciw niej, latarnia, która oświetla teren, jeszcze działa, odległość to 30m. Dziś ściągnąłem kabel nieużywany ze słupów wioskowych i nim będę chciał przepuścić prąd do nastawni, by przynajmniej w nocy ją doświetlić, póki jest jeszcze cała.
   Po za tym, okazało się, iż urządzenia w srk, w środku nastawni są nadal własnością PKP PLK, co w rozmowie w dziale energetycznym wyszło, bowiem wąskotorówka upomniała się o te urządzenia, też nie wiedząc za pewne, że one nie są z kopalni. Potwierdził mi to później były zawiadowca, bowiem sprawę mu przedstawiłem i faktycznie są one wpisane do środków trwałych PKP PLK z-d Tarn. Góry. No nic, teraz trzeba będzie przegonić wąskotorówkę w wyścigu i przed nimi złożyć pismo do PKP PLK o pozostawienie tych urządzeń na nastawni.
  Jest jeszcze druga nastawnia stricto kopalniana, ale co z nią chcą zrobić - nie wiem, postaram się jutro dowiedzieć w trakcie ponownego wyjazdu do kopalni.
  Reszta jutro, bo już późno, a ostatnio nie dosypiam, to dziś chcę się wcześniej położyć. Narka.

niedziela, 10 września 2017

Niedziela #1238

  Nie będę ukrywał, że dostaję już pierdolca na myśl, że jutro (tak sądzę) dostanę zgodę na legalne przebywanie na terenie układu torowego kop. Pokój, czyli rejonu nastawni "RKP" i "Jan Karol". Z tego powodu dziś nie śpię już od 06:00 obmyślam plany zabezpieczenia zwrotnicy z tyłu stacji, z której niestety wyniesiono już jedną opornicę, druga jest odkręcona i gotowa do zabrania. Byłem z tego powodu wczoraj u dowódcy warty, by wzmogli nadzór nad terenem, ale nie wiem na ile to jest realne. W każdym razie na jutro na prace na stacji zwrotnej są już umówieni 230, 899 i 979. Wczoraj jak byłem na układzie torowym to wymyśliłem, że prąd do spawania poprowadzę z nastawni kablami do silnika, który skradli, ale kable na szczęście zostały, to nimi, tj. jakieś 650m podłącze 230V do spawania na msc. 230 zajmie się wycinką drzew, co by było lepiej teren widać, a dziś jeszcze pojadę na teren w spr. ewentualnego umieszczenia kamery internetowej. Musze znaleźć punkt, na którym ją umieszczę, by móc obserwować teren. Rozmawiałem w tej spr. już z 373 i jest szansa, że znajoma sieć od niego nas podepnie do radiówki.
  Na stacji macierzystej przygotowałem przedłużacz do spawania. Ma zamontowane nowe podwójne gniazdo z lutowanymi kablami, by nie śniedziały i dobrze przewodziły. Jeszcze spawarka przejdzie przegląd, konkretnie uchwyt do masy, bo już był robiony, ale niestety w trakcie używania rozlazł się.
  Biedne tylko będą szczury, bowiem teraz jestem z nimi i nadal poświęcam im czas, a od jutro to będzie już trudne. Tyle, że mają wolność wewnątrz, nie siedzą w żadnej klatce i jak chcą to mogą łazić po terenie, a nie jak inne siedzą cały czas w jakiś małych klatkach.
  Wczoraj był 172. Wpadł na 1,5h. Zrobiliśmy szybką flachę i miałem to szybko z nim zrobić. Problem w tym, że szybko (tzn. z presją czasu) to mi nie wychodzi. No i nie wyszło. Tzn. męczyłem go jakieś 20min, W normalnych warunkach to trwa może 5-10min, a tu nie dość, że tyle, to jeszcze bez efektu. Może też dlatego, że trochę mu się przybrało, co od razu działa na mózg i ten nie czerpie przyjemności z widoku, takiego jak kiedyś. Choć nie tak dawno robiłem "wk" z jego "udziałem" to wczoraj nie wyszło. Co za czasy, że wszytko na szybko, nawet spotkania.
  Tyle, bo jeszcze na stacji macierzystej trza zrealizować coś z zaległości, bo od jutro to one się będą tylko pogłębiać.

sobota, 9 września 2017

Sobota #1237

   Porównując świat zwierząt (obecnie mam na stacji dwa szczury - parkę) i homo sapiens wielkich różnic nie ma. Jak szczurzyca miała rujkę, to on nawet na lampy właził. Obecnie jak już nie ma, to on nie ma co z sobą zrobić. Owszem trochę się ze mną bawi, na tyle na ile mam czas, łazi, zeżre i tyle. Po za tym jego sens bytu się skończył, do następnej jej rujki.
   U homo sapiens jest podobnie. Mimo otoczki cywilizacyjnej zachowania samców są podobne. Wystarczy jak patrzę na 979 to podobnie jak szczur w czasie jej rujki się zachowuje. Goni za samicą jak głupi, byle tylko spuścić z krzyża. Jak by już nie miał gdzie spuścić z krzyża, w sensie samicy, to zszedł by na drogę jałową i bez jakiegoś większego celu, oprócz bieżącego bytowania tak by trwał. Widać to doskonale u 230, który obecnie rozszedł się z laską i oprócz pracy nie ma co z sobą zrobić, jak i u innych. Niestety przyroda nas tak skonstruowała, że popęd płciowy rządzi nami i cobyśmy nie mówili tak jest. Praca jest dla większości tylko środkiem do pozyskania funduszy na bytowanie, a reszta czasu jest, zasadniczo, poświęcana na szukanie i przelatywanie samic. No chyba, że ktoś ma jakieś zainteresowania to wtedy jeszcze może w nie uciec i się nimi zająć. Gorzej, jak ich nie ma i pozostaje praca i samica lub praca i nicość. To pierwsze to przeważnie jest, bo musimy jakoś bytować, to drugie też, bo jednak samce biegają za tym intensywnie, jak mój szczur i w większości je znajdują, zresztą one nie są w tym bierne, szczurzyca też. Niby nie chce, ale ciągle za nim goni.
  Jak już osiągną zjednoczenie z samicą, to po jakimś czasie wspólnego bytowania, przeważnie okazuje się, że możność ciągłej i nieustającej kopulacji mija dość szybko i bytowanie sprowadza się na jałowe tory, jak w przypadku 672, młodszego o 4 lata od 979, a jednak, co w rozmowie ostatnio podniósł, jest już monotonnie.
  To czy po tańcu godowym pozostaje już monotonia życia, nawet w wieku dwudziestu paru lat?
  Dziś odchudzając się w Wiadomościach Handlowych czytałem art. nt. zakazu handlu w nd. Już obliczono, choć on jeszcze nie wszedł w życie, że branża handlowa straci rocznie ponad 9 mld złotych. Jak oni to obliczyli to nie wiem. Ale to co? Jak nie będę mógł w nd. iść do sklepu tzn., że będę głodował? Jak mi się pralka zjebie to pozostaje mi tylko nd. na jej kupienie. Co Ci ludzie w mediach (bo to też ta gazeta) bredzą? A już sformułowanie Roberta Krzaka Prezesa Forum Polskiego Handlu o ustawie, która nie powinna wyznaczać Polakom kiedy mają robić zakupy, bowiem "jest to wolna decyzja, a żyjemy w wolnym kraju". To na co te wszystkie kodeksy: KK, KC, KW i inne skoro żyjemy w wolnym kraju i możemy robić co chcemy. W miarę wolnie to może żyją niektóre plemiona w Afryce. Ale wracając do tej "niby" wolności. W Belgii obowiązuje zakaz handlu w nd. to dla tego Pana, w takim razie, tam żyje zniewolone społeczeństwo? To jest tak samo idiotyczne sformułowanie jak np. "w życiu trzeba wszystkiego spróbować" co niekiedy mówiły mięśniaki-głuptaki. Wtedy im odpowiadałem:
- to się wypnij i zapnę Cię od tyłu.
  Od razu oburzenie, choć tłumaczyłem, że w sformułowaniu "wszytko", to się też mieści. A w zasadzie po tym, powinienem powiedzieć, czy nawet na końcu kiedy spuszczam się do otworu:
- co Cię nie zabije, to Cię wzmocni.
  I tyle dają takie pieprzenia bzdur w mediach, w których wiadomości nie oglądam. Czasem sięgnę przy odchudzaniu do jakiejś gazety, ale po chwili też mi się dźwiga.
  Tyle, bo ciepły dzień dziś, to trochę roboty jest, za chwilę żarcie i wyjazd na układ torowy kop. Pokój 1, sprawdzić co tam poznikało. Narka.

czwartek, 7 września 2017

Czwartek #1236

    Dziś miałem sen erotyczny, niby nic dziwnego, ale może od początku. 979 ostatnio na stacji macierzystej w nocy stacjonuje w kratkę. Tzn. te noce kiedy nie śpi na stacji macierzystej, śpi na stacji zwrotnej K-ce Ligota. Ale wczoraj zjechał na st. macierzystą i to dość wcześnie ok 22:50, aż się zdziwiłem. Po niedługiej chwili rozebrał się do klaty, trochę to dziwne, bo zazwyczaj robi to tuż przed wejściem do łóżka, a tu prawie zaraz po przyjściu i jeszcze się przechadzał po stacji w klacie. Może jakaś rekompensata, za jego nieobecności - nie wiem, co mu chodziło po głowie. To zawsze fajny widok, który zostaje mi w pamięci. Tak też było i tym razem.
  Jakoś przebudziłem się ok. 06:00 to poszedłem do ubikacji. Wróciłem i chciało mi się w.k. w oparciu o to co zapamiętałem, ale on jeszcze spał. Pozostało czekać. Ok. 07:00 budzik na telefonie, ale wyłączył, go czy przestawił, w każdym razie do 07:26 ponownie się nie odezwał, to wstałem, podszedłem do niego i dotykając go w rękę, miał ją po za kołdrą, spytałem się:
- masz na 08:00? bo jest już 07:30.
  Od razu się obudził, choć widziałem jeszcze w letargu. Odszedł ze st. macierzystej po jakiś 10min. To ja po spermochłonkę i zrobiłem w.k. Zasnąłem dalej, choć wcześniej przyszedł mnie szczur odwiedzić. Mimo tego po jakiś 20min udało się. Sen zaczął się wpierw od 973, z którym byłem bodajże na grupie C na ławie. Leżałem na nim w poprzek, a po podłodze nadchodził duży pająk. Fakt, jest gdzieś taki na grupie A, no mi nie przeszkadza, ale leżąc w poprzek na 973 widziałem jego reakcję. Powiedziałem by nogi podniósł do góry, to on sobie przejdzie. Klik.
  Następna scena to w kuchni. 973 oparty o stary kredens, ja napieram na niego z naprężonym organem. On jest w białej koszulce na ramiączkach. Napierając na niego i przyciskając go do kredensu, on się pytał, czy nas nikt nie zobaczy. Powiedziałem mu, że jak będzie szedł 979, a drzwi do kuchni były zamknięte, to go odepchnę w moje lewo, że niby on coś tam robił. Zacząłem rękami od pasa w górę przesuwać po jego bokach klaty i podnosić koszulkę do góry, odkrywając co raz większą przestrzeń klaty. Oczywiście biodrami napierałem na jego biodra, a organ spoczywał na jego płaskim brzuchu. Nacisk był spory, mało nie wkomponowałem go w ten kredens. Jak już koszulkę prawie z niego ściągnąłem do kuchni wchodził 979. Odepchnąłem w lewo 973, jak wcześniej ustaliliśmy. To mózg zadziałał, bo jeszcze chwila i było by po śnie, ale część odpowiedzialna za podniecenie nie dawała za wygraną. Klik.
  Następna scena. Siedzę na 172. Pozycja tradycyjna, on związane ręce pod spodem, znaczy się za plecami. Wyżyłowany, w najlepszym swoim okresie. Co jakiś czas ładuje klepę na jego klatę, on na to reaguje napięciem mięśni klaty, widać żyły na niej. Mnie już organ miało rozsadzić, to też przebudziłem się, bo koniec byłby niekontrolowany. Oczywiście po obudzeniu ściągnąłem z poczty jego zdjęcia i dokończyłem nocne wyobrażenia. Dawno nie miałem snu erotycznego, tym bardziej dziwne, że jednak po w.k., czyli powinno być spokojnie.
  Szczury są rewelacyjne. Choć obserwując je muszę reagować, bo ona np. ma niesamowity apetyt. Karmi młode, to też przyroda ją tak zaprogramowała, że żre jak głupia. Czasem się tak nażre, że wygląda jakby była w ponownej ciąży. Muszę wtedy ją odsunąć od żarcia. Nadto ma włączony instynkt norowania. Też temu przeciwdziałam, bo żarcie ma dziennie, to nie musi tak norować, jakby to było w świecie realnym, w którym może pożywienia nagle zabraknąć. Po za tym to norowanie, to też nie wszystko zeżre, część się zepsuje, a młode za ok. tydz. powinny już się przemieszczać i mogą na te resztki zepsute natrafić. Zastanawiam się jak tam zrobić porządek, by właśnie w to nie weszły niepotrzebnie. Na razie przenoszenie na nowe miejsce stanęło, choć coś tam przygotowywała. To było by najlepsze wyjście, bo czysto od początku i żadnych starych resztek pożywienia.
   Ponieważ takie czasy, że większość pożywienia przechowujemy w reklamówkach, to też ich dźwięk zarejestrowała doskonale. Wystarczy poruszanie jakąś reklamówką, by zaraz wylazła od nich i patrzała co też się przygotowuje do żarcia lub co się w ogóle dzieje. Tzn, bardziej węchem bada i słuchem, bo wzrok to one mają słaby. Blaty w kuchni mają opanowane, także przejście między nimi po parapecie okna. Mają wejście na każdy blat i przejście po parapecie między nimi, więc z niczym nie jestem w stanie się przed nimi ukryć.
  W przyszłym tyg. we wtorek on idzie do kastracji. Ona na razie karmi, to też nie ma rujki, ale w nocy śpią osobno. Nie trzeba ich rozdzielać. On sam lezie na grupę A i jak włączam procedury wyłączeniowe, to w zasadzie jest już na grupie A. Rano jak się budzę to otwieram drzwi do kuchni i przez cały dzień są otwarte. Trochę mi go szkoda kastrować, bo jednak straci męskość, ale jej częste rujki, co 4, 5 dni to za często. Jakby to było raz na 3 tyg. to jeszcze, ale tak, to musiały by być prawie ciągle osobno, bo po rujce on jeszcze szaleje przez 2 dni, a tu już za 3 następna. Po za tym ona sama go prowokuje. Jak on włazi na nią to piszczy i ucieka. Jak on odchodzi, to ona po chwili biegnie za nim znowu go prowokując. Prawie jak w życiu realnym u homo sapiens.
  Jeszcze sprawy kolejowe. Wczoraj byłem zawieźć pismo do centrali SRK. Wpierw je złożyłem i wyszedłem, ale w drodze od SRK pomyślałem, iż nie spytałem się czy prezes w ogóle jest, czy jakiś urlop, wyjazd itp. Wróciłem i pytam się Pani:
- czy prezes w ogóle jest na miejscu i czy jutro z poranną pocztą dostanie pismo?
- dzisiaj je jeszcze dostanie, DZISIAJ!
  Aż chciałem przeprosić, że w ogóle zapytałem. Podziękowałem i wyszedłem. Prawie jak w "Misiu" - jem przecież; albo - no przecież muszę wstać i poszukać gdzie to jest. Cholera jasna.
  Napisałem też do działacza TEK-u, czy jak dostaniemy zgodę na przebywanie na układzie torowym stacji RCL, to mają jakieś plany, co zabezpieczamy w pierwszej kolejności i co w ogóle robimy? Bo coś mi się wydaje, że zgoda może być zaskoczeniem dla reszty.
  TOZK z Pyskowic starało się (nawet nie wiedziałem) na uratowanie linii piaskowej w Zabrzu, też pod drezynowanie, ale Kolej piaskowa powiedziała im - spierdalać.
http://www.www.nz24.pl/publicystyka/zmierzch-kolei-piaskowych/
  Więc jak mnie się uda, praktycznie spoza środowiska na uratowanie układu torowego dawnej stacji RCL z nastawnią i części torów kopalnianych z ich nastawnia, to będzie ewenement na skalę. Jeszcze jedno zdjęcie układu torowego samej kopalni.

  Dobra, tyle, bo, jeżeli będzie ta zgoda, to ostatnie dni na zrobienie czegoś na stacji macierzystej. Później to przez najbliższe tygodnie będzie stacja zwrotna RCL.

poniedziałek, 4 września 2017

Poniedziałek #1235

    Faktycznie urodziłem się nie w tej szerokości geograficznej co miałem. Na placu 14C, a w wiosce niektórzy wietrzą mieszkania otartymi oknami na oścież. Może mają gorące żródełka geotermalne od ojca dyrektora, to se nagrzeją ponownie, ale niestety takich nie mam.
    Szczurki są rewelacyjne. Oprócz tego, że ona w karmiąca to ma taki apetyt, że wczoraj się tak nażarła, iż myślałem, że ponownie jest w ciąży, to żre dwa razy szybciej od niego. Nadto ma jeszcze włączone norowanie żarcia i co porwie, to od razu leci norować. Na noc drzwi do kuchni zamykam. Wczoraj jak przed spaniem jeszcze wlazłem tam, to słyszałem, że jakby mości nowe gniazdo dla małych w latarniach kolejowych. No koty też tak mają, że po czasie przenosza młode do innego gniazda i dalsze wychowanie na nowym ternie. Po za tym one chcą, mimo wolności, bo przecież stację macierzystą mają do dyspozycji, przebywać ze mną. Wczoraj on nawet zasnął mi na ręce i miałem ją uwięzioną przez ok. 10min, nim kolega z Belgii go nie obudził przemieszczając się po grupie A.
  No dobrze, bo ja tu tak o szczurach, a dziś była rozmowa z dyr. oddziału SRK przy kop. Pokój 1 i ewentualnego przejęcie terenu, również tego co co poniżej.
 Na tym zdjęciu widać drugą nastawnię nazywającą się "Jan Karol".
  Otóż, osiągnąłem to co chciałem. Tzn. nie wyciepli nas, mówiąc, że pomysł jest do dupy i idźcie stąd, a jeszcze nie dajecie koperty to już w ogóle, ale byli przychylni, wręcz sugerowali, że mogą nam ten teren, jeżeli nie będzie innych zainteresowanych za grubą kasę, przekazać nieodpłatnie, bowiem likwidując go wiąże się to z kosztami dla nich. No i też, jeżeli m-to nie chce tam postawić kolejnego supermarketu robią "dobrze" mieszkańcom, tak jak z aqua parkiem, do którego w tym roku dopłacają 8mln 300 tysi, a my na start nie potrzebujemy żadnej kasy od nikogo, tylko zgodę na przebywanie i jeżdżenie drezynami po układzie torowym, to mogą nam go pchnąć. Pozytywna jest też umowa z ochroną chroniącą teren, która jest do 2019r. czyli nie jest tak, źle jak sądziłem, że np. w styczniu 2018 powiedzą nam:
-  a teraz pilnujcie se tego sami i wypierdalać od nas,
  bo byśmy tego w ogóle nie upilnowali. Pozostaje teraz spłodzenie pisma, wciągnięcie się poczet członków stowarzyszenia i jutro lub pojutrze zawiezienie go do dyrekcji, do Bytomia.
   Po za tym, ze spraw stacyjnych to dzwonił do mnie wczoraj ok. 22:00 979 bym go odebrał z kolejnej imprezki terenowej - beer fest w chorzowskim parku o 00:00. Powiedziałem, że nie, bo ta rozmowa dziś i muszę wstać o 05:00, jednak budzik, po analizie, ustawiłem na 05:20. Oczywiście ujadał do telefonu, jak to on, ale w końcu się rozłączył.
  O 05:03 telefon, na linii 979:
- przyjedziesz po mnie na Ligotę, bo do pracy, a tak musiałbym iść na środki masowego rażenia?
- daj mi 10 min i dam Ci znać, bo muszę się zastanowić.
  Analiza wykazała, że skoro obudził mnie 18 min wczesniej to mam te 18 min, ale pomyślałem, że w takim razie zrobi mi śniadanie w czasie moich procedur i opóźnienie, które wyniknie prawie się wyrówna. Tak też zrobiłem, jak już wsiadłem do auta i ruszyłem to info do niego, że jadę i puszczę sygnała, jak będę w pobliżu.
   W drodze powrotnej jeszcze tankowanie i na stacji macierzystej włącznie procedur rozruchowych c.d., a śniadanie pozostało dla niego.
  Dobra, teraz tyle, bo trza dzwonić dalej i załatwiać sprawy. Może do jutra, narka.

niedziela, 3 września 2017

NIedziela #1234

   Nie wiem jak to się stało, ale wczoraj zgubiłem jeden dzień, dokładnie sobotę. Od samego rana, jeszcze w czasie rozruchu porannego myślałem, że niedziela. Nawet przy śniadaniu patrząc na chleb pomyślałem, dziś jeszcze starczy, a jutro, bo pn. to kupię rano, jak będę wracał z rozmowy na kop. Pokój 1, następny. W tym przekonaniu o nd. trwałem do ok. 12:30 kiedy to na stację wszedł 834 i w rozmowie padło, że jest sobota. Trochę mnie to wprowadziło w konsternację, bo jakby musiałem plany zmienić w tym zakupowe, wszak do pn. trzeba przeżyć.
   Szczury wczoraj miały już dostęp do siebie, bowiem ona pozbyła się ruji i on nie wykazuje zainteresowania nią, to pozostawiłem im drzwi do kuchni otwarte, by mogły ze sobą egzystować. Oczywiście jemu jakieś napastowanie jej pozostało, ale myślę już bez konsekwencji. Na noc jednak drzwi zamknąłem, bo przeczytałem, że szczurzyce często rujke mają w nocy, czyli po 22:00 do rana. Opanowują prawie wszystkie powierzchnie płaskie, a w spiżarce wspinają się na półki na wysokości 2,40m. Czasem je asekuruję, bo, nie wiem czy przy mnie, niekiedy są zbyt odważne, co powoduje czasem oderwanie się od jakiegoś elementu i muszę je chwytać odpadające. Wczoraj jego musiał chwycić, bo odpadł od półki. Źle obliczył.
  Po za tym staram się wyleczyć z symka td2. Zaczyna się tam robić co raz większa dziecinada, i nie wiem czy pisanie o tym jeszcze symulator ma sens, raczej jest to kolejna gra opanowana przez "dzieci", która uważają, że coś tam wiedzą i są nieomylne. Wykasowało to ludzi wartościowych, którzy utrzymywali sobą jakiś poziom, wnieśli nowe wartości do gry. Jak pokazuje historia działania autodestrukcyjne w PL nie są niczym nowym i, jak widać, dopadły także tą grę. Dlatego co raz mniej ją uruchamiam, choć ostatnio jeszcze jakieś tam podrygi były, to od wczoraj, kiedy to nastąpił przełom, stwierdziłem, że nie, muszę dać sobie z tym na razie, bo może kiedyś sytuacja się unormuje. Wystarczy popatrzeć na filmiki na yt. z przed maja, czy jeszcze krótko po maju, a na obecne, jaki nastąpił regres.
   Jutro przeniesiona rozmowa z dyr. SRK oddział przy kop. Pokój 1 i okaże się czy inicjatywa przejdzie.

piątek, 1 września 2017

Piątek #1233

   Spotkanie z dyr. w spr. drezyn przeniesione na pn. na 08:00. To dopiero bydzie rozpierdol z wstawaniem o 05:00. Dziś obudziłem sie o 06:50 bo 979 przyniósł klucze do auta, by jechać po zawiadowcę, ale o 05:00..., jeszcze do tego po weekendzie, no będzie przejebane.
   Szczurzyca zaczęła wczoraj budować nowe gniazdo w kuchni, bo tam przebywa, ale wieczorem działo się. Rano małe jeszcze były na msc., ale przygotowania już trwają. Tamto miejsce faktycznie jest nie takie jak być powinno i chyba jest najgorszym wyborem, ale co zrobić, jak on ciągle za nią gonił, a nie wiedziałem kiedy poród ma nastąpić. Nowe gniazdo jest robione w latarniach kolejowych, są składowane w kuchni, w kącie, ale na szczęście w tym cieplejszym, co przy nadchodzącym ochłodzeniu jest jak najbardziej dobrym działaniem.
  Wczoraj też zamieniły się miejscami. Tzn. wpierw miały widzenia na stole, bo tu jakby mam je pod ręką i nie będą się kopulować. On lizał ją od tyłu, to widziałem jej się b. podobało. Stała znieruchomiała, natomiast jak zaczął wchodzić na nią, to ona - nie i zaczęła spierdalać, to też zaniosłem ją do kuchni. Jednak przyroda dla zwierząt jest prosta. Żarcie i podtrzymanie gatunku przeto on chodzi i ciągle wącha jej ślady, na mnie też, ona tak samo, po jego przejściu przez kuchnie od razu idzie w ślad za nim i wącha miejsca, gdzie poznaczył teren. Ale spotkanie z nim ją rozochociło. Ona chciała ponownie na grupę A, on do kuchni. Jego wziąłem na ręce i jak ona pobiegła na grupę A, to jego puściłem w kuchni, jednocześnie zagradzając dostęp do małych, bo nie znam zwyczajów i co by mogło się stać. Efekt, praktycznie 1h z głowy. Sprawdzałem tylko gdzie które jest i on szukał jej w kuchni, a ona wyczekiwała i chodziła po grupie A. Niestety ostatni dzień lata, to musiałem zakończyć te podchody i zamieniłem je miejscami, przy okazji zamykając drzwi do kuchni, by już nie spotkały się bez nadzoru.
  On, w trakcie jak ona w większości przebywa kuchni, penetruje stację. Ostatnio zaskoczył mnie, bowiem jak się odchudzałem przy grupie D, to patrzę, a on wchodzi do łazienki. Byłem w szoku, bo jednak to dość sporo do pokonania. No ale, jak w spiżarce wchodzi na półkę na wysokości 2,40 to jest to wyczyn. Wczoraj obserwowałem jak tam się dostaje, nawet wiele mu to nie zajmuje.
Zabrałem się za malowanie, powtórne, progów na grupie B i C i słupka między tymi drzwiami, jak również po przyjściu 979 wymieniliśmy okno na grupie D, bowiem kolejnej zimy mogło by nie przeżyć, a miast jego zostało wsadzony oryginalne z kuchni, niestety z pękniętą szybą, ale za to pomalowałem dolną listwę zabezpieczając przed szkodliwym działaniem opadów atmosferycznych. Ogólnie budynek stacyjny został nagrzany, ciepło teraz będzie akumulowane.
  W ostatnich dwu dniach napłynęły dwie skrajne wiadomości. Wpierw 979 przekazał, że jest plan, by z niby laską zamieszkać razem w Cho-wie i on dojeżdżał by do pracy i ona też. Wczoraj jak mówił o 3 leciu poznania się ich i prezencie dla niej, to powiedziałem w trakcie rozmowy:
- no przecież jesteś zakochany w niej
- już nie. Ja nie będę się prosił.
  Zapewne chodziło o wspólne mieszkanie, co na razie nie wypaliło. Mimo tego wczoraj ponownie, bo przedwczoraj też, pojechał spać do niej.
  Pierwsza informacja ponownie mnie zmroziła, jak każda oznajmiająca jego zmienienie stacji macierzystej. Choć wiem o nieuniknionym nastąpieniu tego, to chciałbym, by nastąpiło to jak najpóźniej. Zresztą kto by nie chciał mając pod ręką takiego mięśniaka-skurwiela mieszkać z nim jak najdłużej.

środa, 30 sierpnia 2017

Środa #1132

  Ostatnie podrygi lata, też mam ostatnie podrygi robienia czegoś na stacji i dobrze, bo przynajmniej na końcówce jest coś robione. Np. wycięliśmy w pn. blat do kuchni, w miejsce lodówki, która poszła do kontenera. Wreszcie skończył się deficyt powierzchni płaskich. Tak cięgle brakowało, a nowy blat jest do ściany, trochę głębszy więc jestem bardzo zadowolony.
   172 został wciągnięty w budowlankę, gdzieś tam jeździ na delegacje, tam takich łosi potrzebują, podobnie jak na msc. 972, który poszedł robić do auchan na piekarnie, gdzie w sob. i nd. by dojechać do pracy na 06:00, musi wsiąść w komunikacji o 04:06. Pieszo by się tam szybciej dostał, mapa pokazuje 1,5h marszu. Ale trudno, wszak to nie mój czas, a wszystkich mięśniaków-głuptaków się nie uratuje. Mało tego dostał tam 2100 brutto, czyli najniższą krajową. Tak miał z urzędu 860, na lewca na budowlancy by pyknął jakieś 1800 i w życiu takiej kasy nie miał na rękę.
  Szczury opanowują już prawie całą stację. Tzn. głównie on, ponieważ ona z młodymi jest odcięta w kuchni dla własnego dobra. Ciąża w trakcie karmienia to mogło się źle skończyć. Tymczasem on, oprócz notorycznego wąchania mnie jak wrócę z kuchni, penetruje grupy stacyjne i idzie mu to co raz lepiej. Za niedługo cała stacja będzie w jego rażeniu. Teraz oprócz czasu poświęcanego zbiorczo na oba, musze go dzielić lub wydłużać na dwa. Trza się zająć nim, trza się zająć nią. Oba tego chcą i dają to znać. To też więcej czasu w ciągu dnia, którego i tak mam mało poświęcam im. Jakaś ogólna masakra. Jeszcze nie wiem, i pewnie się szybko nie dowiem, ile w ogóle jest tych małych żywych, bo ile się urodziło to już w ogóle się nie dowiem.
  Niestety ona ma nadal ruję, przez co musza być oddzielone, ale jakieś tam krótkie widzenia im robię. Ona ciągnie do niego, on do niej. Przyroda to jakoś tak ustawiły, że tylko my w to ingerujemy. Nie wiem, czy normalnie one zachodzą w trakcie karmienia znowu w ciążę i jeszcze tych nie odkarmią, a już rodzą następne? To by były bardzo niesprawiedliwe.
  No i zawaliłem termin w biurze pracy, ale z pomocą przyszła służba zdrowia i na razie sprawa załatwiona, nadal jesteśmy zarejestrowani i korzystamy z przywilejów osób ubezpieczonych.
  Tyle, bo ostatnie ciepłe dni, nadto przychodzi zaraz z pracy 979, to trza z nim coś zrobić. Narka.

niedziela, 27 sierpnia 2017

NIedziela #1231

  Dopiero co wczoraj pisałem, że ona jest chyba w ciąży, a dziś rano wchodzę do kuchni, on śpi na grupie A, a tam słyszę młode szczurki. Oczywiście nie mam do nich dostępu, bowiem wczoraj słyszałem jak targała gazety i robiła (dziś już to wiem, a wczoraj przypuszczałem) gniazdo, ale pod szafką pod zlewem, więc nie jestem w stanie się tam dostać bez demolowania szafki i przeszkadzania jej. Trzeba pozostawić to naturze.
  Niestety jemu musiałem odciąć dostęp do kuchni, no bo po porodzie lepiej jakby jej nie przeszkadzał, ale on na grupie A dostaje wiariacji. Biega wszędzie i jej szuka, ale domyśla się, iż jest w kuchni, zresztą pewnie słyszy piskanie maluchów. Jak leze do kuchni to on za mną, zamykając drzwi muszę patrzeć, czy czasem nie lezie gdzieś k/nich, by go nie wpuścić, problem byłby ze złapaniem, by go nie zgnieść. Z tej całej sytuacji to nawet na śniadanie przyszedł tylko dwa razy spojrzeć co ciepli i zaraz poleciał dalej penetrować mieszkanie. No pewnie je słyszy, skoro nawet ja je słyszę, a szczury mają b. dobry słuch.
  W ogóle to chyba jakiś rekord. Czytam na forum o dojrzałości hormonalnej w okolicach 5-8 m-ca, a one mają może 3m-ce i już są małe. Ale też przeczytałem, że w 5 tyg. małe samczyki już mogą zapłodnić mamusię, przeto powinno się je odłączyć. Jego też miałem na kilka dni przed porodem już odstawić na boczny tor, a tu do wczoraj jej przeszkadzał w budowaniu gniazda. Noc miała chyba spokojną, bo słyszałem, jak (właśnie nie wiem, o której) wszedł na grupę A, przeszedł przez łóżko i poszedł do biurka.
  No, a rano, jak tylko usłyszałem dźwięki małych szczurków, to jeszcze bez czytania na necie podjąłem decyzję o odcięciu kuchni. Teraz trza będzie składy wchodzące na stację zapoznać z nowym, tymczasowym regulaminem jazd stacyjnych, by szczur się nie przedostał tam. No i czeka go niestety kastracja w przyszłym tyg. Ona będzie się zajmowała młodymi, on dochodził do siebie po zabiegu.
  No tyle, bo na stację już wszedł 826 to jakby wiele nie napiszę, po za tym jakby dziś jadę do Ogrodzieńca po 979 zholować go w aucie, bo wczoraj zabalował na koncercie, zresztą nawet dzwonił w nocy, czy może więcej łyknąć i czy po niego przyjadę autem wraz z 230.

sobota, 26 sierpnia 2017

Sobota #1230

   Wesele u biedaków w wiosce to i o 09:10 taniego chleba w sklepie już nie było. W ogóle jak byłem w sklepie po chleb, to zastanawia mnie jak prosto można manipulować społeczeństwem, a przynajmniej jego większością. Otóż, jak wymyślono reklamówki jednorazowe, później już wielorazowe i do tego płatne, to nadal ludzie nie mogą, z jakiś tam względów, iść do sklepu z własną siatką. Zdecydowana większość, jakieś 8/10 kupuje nieustająco w sklepach reklamówki, miast iść z siatką po zakupy. A może chodzenie z siatką jest niemodne dziś, za to obrywająca się pod ciężarem zakupów reklamówka, a czasem nawet lądujące na glebie zakupy z niej, są bardziej cool, niż siatka, w której można bezpiecznie przenosić nawet ciężkie zakupy. Mało tego, jak na sklepach są, takie bardziej delikatne, ale zawsze można wziąć dwie lub trzy, darmowe reklamówki to przy drobnych zakupach i tak kupują przy kasie. Co z tymi ludźmi jest nie tak? A może to ze mną jest nie tak, bo oszczędzając żyję jakoś normalnie, a reszta nadupia do roboty, by później przez m-c rozdupić to co zarobiła, do tego na ciulstwa jak reklamówki. To taki przykład, ale je można mnożyć, zresztą na podstawie wioskowych mięśniaków opisywałem to wielokrotnie. Oni by zarabiali 10 tysi na m-c, to rozdupili by te 10 tysi, a jeszcze czasem by im brakło do ostatniego.
  Szczury podzieliły się. Tzn. w ogóle to ona jest, mimo tego co twierdził weterynarz, chyba w ciąży. On śpi na grupie A w biurku. Ono ma nie do końca sklejkę jako podłogę w jednym pionie szuflad zrobioną, biurko w ogóle jest mega stare, i tamtędy wchodzą szczury do szuflad, a ona w kuchni, w szafce pod zlewem przy wyziewach z kanalizacji. Takie swojskie klimaty.
   To jego spanie w biurku nie jest głupie, bowiem śniadanie jem właśnie na biurku, bo tu komputer i poranne informacje, to też jak zaczynam żreć, to słyszę jak on gramoli się z szuflady na parter biurka i następnie po mojej nodze wspina się na biurko. Jakby nie po nodze, to wlazłby po pobliskiej zasłonie, bo oba tak wchodzą czasem dla sprawdzenia co dzieje na biurku.
  Po za tym znalazł się 174. Był niekontaktujący, jak stwierdził 979, ale na razie jeszcze nie wiadomo, czemu na tak długo znikł z domu (tydzień). I raczej trudno się spodziewać, żeby po rozmowie 979 z 174 czegoś się więcej dowiedzieć, to może kiedyś się go spytam w cztery oczy, co się stało. Przy okazji, nie wiem czy pamiętacie o ratowaniu przez straż kobiety w domku i z tym węzłem przy drabinie, który nie chciał się rozwiązać? (opisywałem to jakieś 3 tyg. temu) Otóż, bo chyba tego nie podawałem, kobiecie pękł żylak w nodze i nie mogła zejść z drugiego piętra otworzyć drzwi pogotowiu, to też ono wezwało straż pożarną. Kobieta, żyje, bo miałem to napisać, i jakoś czuje się chyba w normie. Tzn. na trzeci dzień widziałem przyjeżdżającą autem z córką, może jakieś badania, czy coś takiego.
   Lato się kończy, to dostaję jakiegoś poweru i coś zaczyna się dziać, ale opóźnień i tak nie nadrobię, a jak jeszcze, na co niestety daję niewielkie szanse, uda się wejść legalnie na układ torowy kop. Pokój1, to już w tym roku niewiele na stacji macierzystej zrobię. Tam w pierwszej kolejności przez lokalnych mięśniaków, trza będzie zagadać z tamtejszymi mięśniakami-skurwielami, by nie kradli nam infrastruktury, bo w innej formie tego nie widzę, jak załatwić.
  Zabieram się, po rozruchu porannym, do zajęć spisanych na kartce, by coś z listy zrealizować. Tymczas.

czwartek, 24 sierpnia 2017

Czwartek #1229

  Nie wiem co się na rynku masła dzieje, że podrożało praktycznie o 100% w krótkim okresie czasu. Co ciekawe, kiedy ono poszło do góry, to ceny mleka nadal stały w miejscu. To ile jest mleka w mleku? Już w ogóle trzeba pominąć mixy substancji smarujących niby z masłem, które, mimo takiego wzrostu cen masła, same nie podrożały, a ono tam w/g producenta ma być.
  Jak zwykle nie wyspałem się u 824, bowiem penetrujące pokój słońce nie pozwala dłużej pospać. Przebudziłem się ok. 07:10 do ubikacji i już pozamiatane. Wyśpimy się na stacji macierzystej, gdzie grube zasłony skutecznie powodują zaciemnienie na grupie A. U 824 nic się nie zmienia. Marnotrawstwo żarcia nadal na poziomie 50%. Zakupoholizmu widać nie da się pozbyć, zresztą uwolnienie się od każdego holizmu jest trudne.
  Jechałem wczoraj do 824 jednym z pierwszych solarisów zakupionych przez miejskiego przewoźnika. Oczywiście zastanawiałem się, jak to się dzieje, że my Polacy nie gęsi i swój rozum niby mamy..., ale czy faktycznie. Otóż, to podobnie jak kiedyś opisywałem sprawę pantografów tramwajowych, sprawa dot. okien w autobusach. Kiedy autobusy lat 80-ych i początku lat 90-ych produkowane w PL miały okna odsuwane, bo ktoś kiedyś obliczył i sprawdził, że takie pozwalają na najlepszą wymianę powietrza wewnątrz, to producent solarisa stwierdził - nie, dawne nauki idą w las, my się będziemy wzorować na nieomylnym zachodzie i jak oni zrobimy okna uchylne. Choć tam już rezygnowano z nich, to uparcie solaris twierdził o słusznym i jedynie dobrym kierunku wstawienia okien uchylnych. Jak chciał tak zrobił i je wprowadził. Bez sprawdzenia, bez analizy po prostu głupie rozwiązanie zmałpowali. Kiedy już rynek wreszcie zweryfikował, że jednak - nie, że jednak nauka lat 80-ych nie była taka do dupy, to powrócono w nowych modelach ponownie do odsuwanych okien.
  To także podobnie, jak (nawet nie wiem czy to opisywałem) w najnowszej wersji solarisa, światła ledowe, mające oświetlać stopień autobusu, są zabudowane za drzwiami otwieranymi, przeto połówki drzwi automatycznie po otwarciu robią cień na światło, które miało oświetlać stopień.
  Można do tego jeszcze dociepnąć siedzenia, które w latach 80-ych były produkowane jako miękkie, to solaris stwierdził, że absolutnie qrwa - nie, my będziemy na plastik naklejać płótno i takie twarde siedzenie, to ostatni krzyk mody naszych młodych inżynierów i tak ma być. Cóż z tego, jak znowu rynek musiał zweryfikować te krzyki inżynierów i w najnowszej wersji solarisa, niestety tej z tymi zdupionymi światłami, siedzenia już są miękkie.
  Zastanawiam się ile jeszcze ten kołowrotek głupoty będzie się kręcił. Czy tam nie ma osoby, która na etapie konstrukcyjnym jest w stanie zweryfikować te beznadziejne rozwiązania i zwrócić na to uwagę? A może to jest sens kapitalizmu. Niekończące się wypluwanie głupich rozwiązań, które później w blasku fleszy naprawiamy, na takie jakie powinny być od początku. Oczywiście nie należy zapominać o ciągle przewijających się przy okazji naprawiania tego co zostało zwalone kopert, nieodzownych przy każdym przetargu.
  Na kanwie tego zastanawiam się jak wypadnie rozmowa z dyr. oddziału SRK w kop. Pokój1. Przecież nie leziemy tam z kopertą, to każdy jeden przychodzący tam z kopertą, choćby w przetargu na złomowanie tego co chcemy uratować, będzie lepszy od nas. To kij, że dla potomnych coś chcemy, by pozostało, jak Edek z kopertą jest ważniejszy, jak nasza inicjatywa, która nie generuje dla dyr. w kopalni koperty, a przecież po nich (tych biorących te koperty) choćby potop. I tak, być może, kolejny układ stacyjny, z rzadką już nastawnią mechaniczną pójdzie ponownie do huty na przetopienie. Obawiam się tego, bo nawet były zawiadowca, z którym tam mam iść pytał się, a co jak on się zapyta, co z tego będzie miał? No qrwa tylko świadomość, że nie posłał tego właśnie do huty i za parę lat może to być jedyna w rejonie nastawnia z takimi urządzeniami ogólnodostępna. W zasadzie to ona już teraz by była jedyną ogólnodostępną, bo kolej przecież postronnych osób nie wprowadza na nastawnie, a co dopiero wycieczek.
   Dobra, tyle ponieważ 824 tu łazi, to muszę opublikować to co jest. Reszta, jak się uda, to jutro. Narka.

środa, 23 sierpnia 2017

Środa #1228

  A o nich to we wpisach prawie zupełnie zapomniałem, w życiu bieżącym też są ostatnio poszkodowane. Szczury, bo o ich mowa, potrzebują mojego jestestwa w ciągu dnia przez jakieś 2h dawkowane na pół. Tzn. jakoś k/południa dobrze jak godzinę z nimi przebywam. Tzn. wystarczy się położę się na podłodze i one chodzą po mnie, wokół mnie i w krótkich odstępach czasu sprawdzają czy tam dalej leżę. Znowu przejdą po mnie i lezą dalej i tak przez własnie jakąś godzinę. Jak jeszcze przez moją kończynę, czy to górną czy dolną mogę gdzieś wejść, choć normalnie i bez niej tam wchodzą, to są wniebowzięte. Popołudniu też aktywizują się i najlepiej jak stacja jest pusta i mogą bez uciekania przed innymi biegać wokół mnie i nie tylko. Po za tym zawsze rano są obecne na śniadaniu. Niejako kontrolują co żrę, próbując tego co na tacy leży na biurku. Wejście na biurko nie stanowi dla nich problemu, a w zasadzie jak jestem na rozruchu porannym to one już czatują wokół biurka, kiedy zasiądę na śniadanie.
  Niestety w ostatnich dniach trochę je zaniedbuję, bowiem, głównie rozmowy tel. w sprawie drezynowania, zajmują po 2, 3h dziennie. Wczoraj np. rozmawiałem z byłym zawiadowcą stacji, z którym mam jechać na rozmowę do dyr. oddziału SRK w Rudzie Śl. i po 30 min powiedział mi, że lepiej byśmy skończyli, bo jeszcze trochę i sami dojdziemy do wniosku, że nie ma tam po co jechać, bowiem na dzień dobry, od nikogo kasy na rozruch nie potrzebujemy, ale też w zamian, a dziś większość nastawiona na zysk, nie jesteśmy w stanie wiele zaoferować. Dyr. tego oddziału jest na urlopie, więc do przyszłego tyg. w tej sprawie mam wolne, może jakieś drobne uzgodnienia z TEK-iem.
  Po za tym, zgubił się ostatnio 174. Coś w stylu - wyszedł z domu i nie wrócił. Tym razem, ostatnio nie było go 2 dni, nie ma go już 5 dni, choć wiadomo, że był w Wiśle z jakimś swoim kolegą, który opłacił mu tam jakiś hotel, ale w samym hotelu nie wiedzą czy tam przebywa, bo w trakcie nie sprawdzają. Oczywiście impulsywny 979 nie umie z nim rozmawiać, tylko ostatnio go zjebał, w drugim dniu jego nieobecności i 174 wyłączył telefon ponownie. To podobnie jak dzieci od 972 w domu dziecka, też już teraz są powaśnione ze sobą i nic nie wskazuje na to, by kiedyś ich relacje się unormowały na tyle, aby się zwierzały donośnie swoich problemów życiowych i innych osobistych spraw między sobą. A gdzie, jak nie w rodzinie powinny takie sprawy pozostać. Później łażą do psychologów itp., tych których oczywiście na to stać, a reszta boryka się z tym sama, jak np. 979, z którym też nie umiem porozmawiać, bo nie można się przebić przez nieustające imprezki i wyjazdy do nibylaski. Z planów pomocy mi w remoncie, tego to jakby nie brałem pod uwagę, nic nie wyszło, mało tego nawet z drobnych pomocy nic nie wyszło. Ciągle gdzieś się umawia. A najlepsze, jest stękanie jak mu jest wewnętrznie źle, że życie ma zdupione i czasami ma ochotę się odstrzelić.
   Znowu tyle, ponieważ dziś wyjazd do 824. Skoro w spr. drezynowania przestój, to wreszcie będę u 824, bo też stęka kiedy przyjadę. Następna notka chyba już od niego. Narka.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Wtorek #1227

  Znowu się tyle dzieje, a nie ma kiedy wpisać.
  Wszedł wczoraj na stację 371, jakoś z samego rana, bo ani mnie, ani 979 nie obudził. Dopiero jak się przebudziłem to słyszałem niewielki hałas na grupie C, ale patrzę 979 na grupie A, to pomyślałem własnie o 371. Zasnąłem dalej i nawet nie bardzo słyszałem jak 979 odchodził z grupy A do pracy, a obudziłem się jakoś po 09:10. Oczywiście 371 sobą i swoimi opowieściami, prawie jak 834 zanudzał mnie przez 4h. Nwm czy oni nie mają innych odbiorców swoich treści, czy inni po prostu oficjalnie nie chcą tego słuchać? Nawet robiąc wrażenie niezbyt chętnego słuchania, nie zrażają się tym i napierdalają na okrągło jak katarynki. Ale to działa w jedną stronę. Jak im się daje jakieś, wydawać by się mogło, życiowe rady, to te są już nie do przetrawienia i przeważnie leżą odłogiem bez realizacji, do czasu, aż coś się stanie, ale nawet wtedy i tak nie zawsze są wdrażane do realizacji.
  371 pracuje tam na wiosce w lecie, miał już kilka drobnych wypadków, którymi się chwalił, więc po raz już chyba 12 powiedziałem mu, by zarejestrował się do biura pracy, do profilu 3-go, by miał ubezpieczenie zdrowotne. Oczywiście nie, bo po co, bo oni nic nie dają do ręki, to szkoda czasu itp. argumenty.
  No nic, jak odwiozłem go na busa do wioski, bo odczułem ulgę od ciągle słyszanych historii do niczego nie przydatnych. W drodze powrotnej wstąpiłem do kaufla, a tam spotkałem 972. Pogadaliśmy chwilę, po czym wyciągnąłem go do siebie na stację. Otrzymał ofertę z biura pracy. Wcześniej, jeszcze jak wiedział, że ma tą ofertę rozmawiałem z nim, by mu powiedzieć co ma mówić na spotkaniu, aby tej oferty nie przyjać, wszak ma zasiłek, to do niego by dorobił i miałby choć raz w życiu kasę jakąś większą. Oczywiście powiedział, że zadzwoni, ale nie zadzwonił i pojechał. Ponieważ u niego z rozwojem umysłowym jak u reszty, to ofertę przyjął. Jutro idzie pierwszy dzień. Wczoraj jak był sprawdziłem dojazdy do pracy i by tam dojechać na 06:00 to np. w sob. i nd., bo też pracują, musi wsiąść do środka masowej komunikacji o 04:06, czyli prawie 2h dojazdu, a powrót to też ok. 1,5h. Do dziś obowiązuje przepis, że jeżeli łączny czas dojazdu i powrotu przekracza 3h takiej pracy można odmówić. Powiedziałem mu to, pokazałem przepis na necie i nadto powiedziałem, ze jak będzie chciał, to mu u kogoś wydrukuje połączenia, by załączył to do papierów do biura pracy. Oczywiście żadnego tel., żadnej reakcji pewnie jak ameba polezie do tej pracy i będzie wstawał w domu o 03:00, by dojść na przystanek, przepracować 8h i wrócić do dom na 15:30. Czyli 12,5h, by przepracować 8h. No zajebiście w *uj.
  W sumie nie mój czas, nie moje zmartwienie jak w zimie będzie dojazd. Po za tym dobrałem się do niego, ale albo się starzeje, albo musiałbym mu coś zrobić, by dojść, bo samo jakby wlezienie na niego i włożenie mu do otworu, co jemu zawsze się podobało, mnie już nie robi aż takiej przyjemności. Mimo pięknych pleców, nawet w tym wieku, i widocznych na nich mięśni, czegoś jednak brakowało, czegoś niewielkiego, ale jednak. W sumie nie doszedłem, a ponieważ on wsparty był na rekach, to w pewnym momencie zakończyliśmy, bowiem  jego już bolały ręce. Pogadaliśmy jeszcze trochę o tym dojeździe do nowej pracy, ale widziałem, jak odchodził na szlak, że to wiele nie przyniesie. Chyba te informacje nie były strawne dla niego.
  No dobra, teraz tyle, bo dalej muszę dzwonić w spr. drezynowania, a postaram się później coś napisać do następnej notki. Stale jakoś popołudniu chcę pisać, ale zawsze coś.

sobota, 19 sierpnia 2017

Sobota #1226

  Na szybko napiszemy, bo z tym czasem to jak zwykle jakiś dramat. Mamy już namiary na ludzie z SRK, w pn. będziemy do pierwszego osobnika dzwonić i uzgadniać dalsze działania i przedstawiania opcji działania. Gorzej, bo w przyszłym tyg. mam jechać do 824 i już wiem, że będzie to bardzo kolidowało z załatwianiem spraw dot. uzyskania zgody na przebywanie, zabezpieczanie i zajmowanie się terenem po dawnej stacji RCL.
  Byłem w czwartek z 230 na terenie kop. Polska, gdzie jest dawna nastawnia RCL stacji Ruda Czarny Las i robiliśmy zdjęcia teraz już moim aparatem. Gdyby nie to, że weszliśmy na budynek sortowni (to ten na pierwszym zdj. w czwartek) i wcale cicho nie zachowywaliśmy się, to robilibyśmy dalej zdjęcia, bowiem ochrona najwyraźniej spała lub była zajęta zupełnie czymś innym. Tak zwróciliśmy na siebie uwagę i wyproszono nas z terenu. Wcześniej schodził z terenu jakiś kaptur nie niepokojony przez ochroniarzy. Bym wiedział, że jednak tam jest jakby ochrona, to tak normalnie nie rozmawialibyśmy i po schodach, metalowych, wchodzilibyśmy cicho. Jedno zdjęcie jeszcze z przed wejścia na kładkę.

I zdjęcie z kładki do budynku sortowni, na głowicę (dawną wyjazdową) ze stacji RCL do Chebzia.
W drugą stronę zdjęcia się już nie udało zrobić bowiem ocknęli się ochroniarze. W sumie na satelicie widać dokładnie teren z góry, dziś takie czasy, że za pomocą internetu, nie przemieszczając się z domu, można w miarę dokładnie obejrzeć daną lokalizację.
  Muszę spisać argumenty, które trzeba będzie przedstawić ludziom, z którymi będziemy się kontaktowali, bo wiem, że pierwsze wrażenie jest b. istotne i może zaważyć na późniejszych decyzjach. Jeszcze przed rozmową odbędzie się konsultacja z 811 i znajomą z UM Bytom.
  Po za tym, wczoraj, ponieważ nibylaska od 979 pojechała na jakiś koncert, to miał wolne i jak to przy wolnym, a niby przed detoksem postanowił jeszcze niby ostatni raz, zalać pałę. W części imprezki brałem udział, więc trochę też wypiłem. Na początku, nim dotarł 897 to łykaliśmy we dwoje, ale do rozwinięcia jakiejś dyskusji brakło trochę, bo jednak zbyt mało i jeszcze nie zaczęło działać. Choć 979 ssanie miał spore. Po za tym w trakcie na stację wszedł 834 i 230, który po rozstaniu się z laską nie ma co z sobą zrobić. Oprócz tych dwu składów, później jeszcze dołączył 895 i 826, którego matka nadal jest w szpitalu. Sytuacja 230 doskonale pokazuje, że mięśniaki z wioski bez zainteresowań zaszczepionych w trakcie dorastania nie mają co z sobą zrobić w dorosłym życiu. Praca jest jedną z rozrywek, które ktoś im organizuje, a inne muszą już sobie zorganizować sami. Niestety często jest to alko, bo po to najłatwiej sięgnąć.
  979 tak się rozpędził, że poszedł jeszcze na wioskę. Na szczęście udało mi się go nakłonić do pozostawienia kluczy i portmonetki, bo jak już wychodził to był w stanie średnio na jeża, a jak wrócił o 03:30 to już był w ledwo co stanie. Poujadał do 04:10. Coś tam zeżarł, choć wiele nie było, bo jakby słuchał, jak mu przypominałem, by pamiętał o nocnym gastro i by se coś kupił - to nie, bo se da rade. O 11:00 obudził się jeszcze pod wpływem, ale już bardziej sprawny. 230 po wejściu na stację macierzystą 979 przeniósł się z grupy A, na grupę B i tam do 11:00 stacjonował.
  O 13:10 979 odszedł ze stacji, połączyć się z 230 i razem postanowili wcześniej jechać do Krakowa, bo, by się nie nudzić, coś trza robić, a nieustająca rozrywka jest wskazana.
  Tyle, bo zrobiło się późno, a pracy w cholerę jak zwykle. To narka.

czwartek, 17 sierpnia 2017

Czwartek #1225

   Wczoraj przebudziłem się k/04:00, ale na tyle rozbudziłem się, że wylazłem z łóżka, posiedziałem trochę przy kompie, zeżarłem bułkę z miodem i położyłem się ponownie ok. 05:30. Myśl o kop. Polska nie dawała mi spokoju, ale zaczęła się przewijać ta negatywna, że po co mi to całe zamieszanie, stracę tylko czas, remont, który miał już ruszyć na stacji, nie ruszy w tym roku w ogóle, bo może tak być, i nie mam zbytnio punktów zaczepienia. Na koniec przyszło mi jeszcze, iż mam słomiany zapał i tak zasnąłem.
   W tym nastroju negatywnym obudziłem się i gdyby nie to, że zadzwoniłem do tego od drezyn kolejowych i telefon był aktywny, bo poprzednio przez dwa dni nie był, to sprawa pewnie by legła u podstaw. Tak, zaczęła się kręcić. Efektem było 4h dzwonienie i załatwianie spraw związanych z przejęciem linii i układu torowego kop. Polska. Głównie to pozyskiwanie informacji i dowiadywanie się kto może w niej pomóc. Sprawa ruszyła, a teraz ambicjonalnie nie mogę jej tak pogrzebać, bez jakiegoś ewidentnego sprzeciwu ze strony instytucji państwowej, bo taka może nastąpić, oby nie, bo jest o co walczyć.
   Dziś kolejne załatwianie i docieranie do ludzi mogących pomóc w sprawie, jutro, choć nie wiem czy jeszcze nie dziś, ponowny wyjazd na kop. Polska (to była dawna stacja Ruda Czarny Las, z której mam stare plany) by zrobić dokładne zdjęcia swoim aparatem.
 Poniżej nastawnia dysponująca, dawnej stacji RCL, i widoczny układ torowy stacji.

  Na szczęście na obecnym etapie nie potrzebujemy żadnego wkładu finansowego od instytucji czy m-ta Ruda Śląska, bowiem wszystko co potrzebujemy, czyli tory i infrastruktura jest.
  Ze spraw stacyjnych to 979 dziś w Olsztynie, ale ma już zjeżdżać na stację macierzystą. Wcześniej był nad morzem, a później przewinęli się przez Łódź. Dziś w ogóle zadzwonił i powiedział, że mimo 3 krotnego powadzenia się z nibylaską, wyjazd mu się b. podobał. Zresztą czemu nie, jak poprzednio z wioski się prawie w ogóle nie ruszał i wreszcie po latach na jednym wyjeździe w tylu miejscach był.
  I na koniec jeszcze o szczurach, bo jakoś o nich zapominam. Są rewelacyjne. Włażą prawie wszędzie. Dotarły już do kuchni, zresztą jakieś 3 dni temu i jest już pod ich władaniem włącznie ze spiżarką, która mnogością rzeczy ich urzekła. Właziły tam na półki na wysokość 2m i dziwiłem się jak to robią, ale patrzałem kiedyś jak on schodzi z tej półki w dół. To niesamowite, przy czym bez ogona by się tam nie dostał, bo jako przeciwwaga i czasem podpórka jest nieoceniony. Przychodzą regularnie na śniadanie i na inne posiłki które jem. Włażą mi po nogach, a następnie z nich już na biurko na którym jest jedzenie.
  Tyle, bo muszę się zająć załatwianiem dalszych spraw, samo się nie zrobi. Narka.