poniedziałek, 20 listopada 2017

Poniedziałek #1273

   To jest niesamowite co z tym czasem się dzieje. Jak doszła kopalnia i stacja przy niej, to już w ogóle resztki wolnego czasu zostały zeżarte. FB, które założyłem na potrzeby inicjatywy, stoi teraz puste, a i loguję się do niego raz na dwa dni i jak widzę ten bałagan tam, to mi się odechciewa. Wszystko po tym połączeniu stron. I komu to było potrzebne? I co to przyniosło?
   Sob. i nd. tradycyjnie byłem na kopalni. Zauważyłem, że jak jestem sam, to zrobię o wiele więcej, jak przy stadzie ludzi obok. W sob. zabrałem się za przekopanie dzikiego przejścia dla ludzi przy torze wyciągowym, które to przejście tamowało spływ wody z toru wyciągowego i z głowicy rozjadowej obok. Poniżej zdjęcie ze ścieżką zrobioną na rowie odwadniającym.
  To jak jeszcze ścieżka była tylko trochę odkopana, a poniżej już znacznie zmniejszona.
  I poniżej ujęcie z drugiej strony, na którym widać, wodę stojącą i nie mającą gdzie spłynąć.
  No i poniżej zdjęcie po przekopie, kiedy woda ruszyła dalej, obniżając ogólny jej poziom na rozjazdach obok.
  I jeszcze poniżej ujęcie z drugiej strony.
  By nie walczyć, jak inni, z ludźmi chodzącymi i tak tędy to od razu w planach było utrzymanie tam przejścia, bo w innym razie ponownie by je zasypali. Ułożyłem więc prowizoryczny most z płyty betonowej, która tam była, by mogli dalej łazić, no i by woda mogła spływać.

  Płyta została dość stabilnie, jak na te warunki, położona, przetestowane, bo sam po niej chodziłem kilka razy. Jest zagrożenie, że osuną się tzw. przyczółki, ale postaram się sytuację tam monitorować.
  A i dwu miejscowych się załapało na nowe przejście i udało im się przejść. To w sobotę, a w nd. byłem sprawdzić i płyta jeszcze jest, bo jak wiadomo jest część społeczeństwa dewastatorów, to jak taki tam polezie to konstrukcję zburzy, bo tak działają dewastatorzy-destruktorzy.
   W nd. byłem umówiony z elektrykiem kopalnianym na ostateczne sprawdzenie kabla między nastawniami. Okazało się, że niestety jest gdzieś walnięty, tzn, na 4 żyłach, do których podpięliśmy fazę, z drugiej strony nigdzie ona nie wychodzi. Czyli ta opcja podłączenia prądu na RCL odpadła. Za to elektryk podsunął inny pomysł, przerzucenia z budynku P5 prądu do najbliższej latarni, a niej przez okablowanie do nastawni pod włacznik podeszło by napięcie. W drodze można by wykręcić bezpieczniki z latarń, by stale nie świeciły, ale w tym momencie odpadło by ciągnięcie kabla na długości ok. 200m, a pozostało by jakies 50 m. z budynku do najbliższej latarni.
   W zasadzie sprawy kopalniane żyją własnym życiem, a na stacji macierzystej, bo to jest informacja dnia, napisała niby laska do 979, że chce się wyprowadzić z domu, bo coś tam, coś tam, czego bliżej nie ujęła, ale nie chce jej się żyć. Oczywiście, nieszczęśliwie zakochany w niej 979, który kiedyś już proponował wspólne mieszkanie, ale wtedy ona nie chciała, przystał na to od razu. Wcześniej jednak, bo spożyciu 2 ltr, alko na 3-ch, znowu opowiadał, jak to dwa razy już miał próby samobójcze i obecnie znowu nie widzi sensu życia. Oczywiście, by było "lepiej" rozmowę zaczął ok. 23:00, kiedy kończyłem procedury wyłączeniowe, a tu czekała mnie jeszcze poważna rozmowa, ale też tory stacyjne na grupie A opustoszały, bowiem 371 ruchem manewrowym przetoczył się na grupę C.
    Wiadomo, po alko języki się rozplątują i lepiej, czy łatwiej się mówi. Po raz wtóry powtórzył, że kiedyś tam (no ileś lat temu) na st. mac. chciał się powiesić. Właściwie już stał pod sznurem, ale, co kiedyś i wczoraj powtórzył, nie chciał mi robić problemów, bo jednak wisielca trza zgłosić. Nie przerywałem mu w mówieniu, bowiem wiem, że to są takie chwile, kiedy człowiek chce się wygadać, a ciężko jest znaleźć dziś słuchacza, który wysłucha - to jedno, a drugie - nie będzie się z tego śmiał. W dzisiejszych czasach większość śmieje się często z poważnych opowieści innych, a ci drudzy nie mając się komu wygadać zamykają się i nie zwierzają nikomu, a to ciąży następnie. Spytał się: czy poszedłbym na jego pogrzeb?
- nie wiem, chyba bym się tam zapłakał na śmierć.
  Nwm. czemu to go rozbawiło, ale powtórzyłem, że jak najbardziej mówię poważnie, bo on jakby nie dowierzał cały czas, że bym płakał na jego pogrzebie.
   979 nawijał jeszcze o zanikaniu rozmów między nami. To, co mu powiedziałem, wiem, ale przyzwyczaiłem się do tego. On żyje w swoim świecie, nie ingeruje w to, w niby związek z niby laską też. Po co ma mi kiedyś to wypominać. Chyba, że zapyta się o jakąś opinię to wtedy co innego. Z mieszkaniem, to tylko przekażę mu, by wybrali gdzieś w połowie, by obojgu się w miarę dobrze dojeżdżało do pracy. Niestety z tego powodu wzrosną koszty 979, kiedy dziś idzie do pracy pieszo 2 min.
   A dla mnie przyjdą trudne chwile. Stacja macierzysta bez 979, to będzie zupełnie inny wymiar funkcjonowania, nawet nie umiem sobie tego teraz wyobrazić. Przecież znamy się 11 lat, a na dobrą sprawę mieszka tu już od 6 lat, czy nawet dłużej. Pozostanie w stacji 371, ale to zupełnie inny standard, inne wychowanie, inne zachowanie itd.
   Dobra, tyle, bowiem czekają zajęcia, a i tak się nie wyrobię. Ostatnio co raz częściej myślę, że jakby inicjatywa nie wypaliło to było by chyba dobrze. Problemem będzie ogarnięcie to osobowo.  Choć jeszcze nie zacząłem intensywnie poszukiwać osób, do współpracy, to widzę, czasy są ciężkie dla takich inicjatyw. Dziś ludzie do pracy, z pracy, rozrywka i tyle. Coś zrobił dla reszty społeczeństwa to - nie, ale jakby trza było wojować z resztą np. przed odgradzanie trawniczka, przez który część od lat robi skrót - to b. chętnie, a i czas się na to znajdzie, i energia, bo w myśl modlitwy Polaka z Dnia Świra to większość z ludzi napędza.
  Tyle, narka.

piątek, 17 listopada 2017

Piątek #1272

   Z tym hura optymizmem to się pośpieszyłem, bowiem to dopiero v-ce prez. m-ta powiedział tak, ale (no własnie to ale...) teraz naczelnicy wydziałów muszą się do tego odnieść, a sprawa nie jest jeszcze przesądzona, bo przecież mogą mu powiedzieć - ale to jest niewykonalne, jak to sobie wyobrażasz? Po za tym, jak za wszystkim idzie kasa. No może na początek nie taka duża, ale jakaś tam będzie szła, a m-to się w to uwiąże na dłużej.
   Naczelnicy działów w ogóle nie wiedzą jak mają ugryźć sprawy kolejowe, bo z tym m-ta nie bardzo się parają. Zazwyczaj ktoś inny się tym zajmuje, tzn. kolej, a m-to tylko zatwierdza rozkłady jazdy poc. pasażerskich, a towarowymi w ogóle się nie zajmuje. W naszym wydaniu nagle na nich spadają sprawy kolejowe, o których w ogóle nie maja pojęcia. Np. nasze pismo z 15-10-2017 przeszło przez prawie wszystkie działy by wylądować w dziale dzierżaw gruntów z adnotacją PILNE. Pani, u której byłem już wcześniej, ponownie wczoraj się ze mną widziała i omawialiśmy sprawy kolejowe w połączeniu z uwarunkowaniami UM. Z pierwszego spotkania w zasadzie nic nie wyszło, a mało tego, ponieważ pismo zwiedziło wcześniej prawie wszystkie działy (na liście było ich naście, bo Pani mi pokazała) nie ma je już dokąd wysłać, a w jej oczach widziałem "i co ja mam z tym zrobić?".
   Podobnie było w dziale prawnym, w którym już trzeci raz rozmawiałem z naczelnik. Ona także nie wie jak to ugryźć i jak się do tego zabrać. Np. sprawa urządzeń na nastawni RKP (dawnej RCL) jest jeszcze bardziej skomplikowana niż mi się wydawało. Otóż urządzenia nie są własnością PKP PLK, jak mi się wydawało, a PKP S.A. PKP PLK je tylko użytkuje, czy dzierżawi i nie może nimi bezpośrednio decydować, bo to nie jej urządzenia. Ale ponieważ jako podnajemca miała umowę z kopalnią, to w tej sytuacji chce spotkania trójstronnego w sprawie rzeczonych urządzeń, ale wpierw musi wpłynąć pismo do UM, a tu właśnie UM nie wie jak ma to pismo spłodzić, bowiem dział prawny musi rozwikłać zagadkę urządzeń nie PLK-owskich, a budynku SRK-owskim, którego m-t jeszcze nie ma, a który jest w planie do wyburzenia. I co wtedy zrobimy z tymi urządzeniami, jak oni ten budynek wyburzą?
   Co poniektórzy na stanowiskach dozoru mówią, że jak to się uda, to będzie (któryś tam) cud świata. Kolejnym cudem świata będzie znalezienie ludzi, którzy chcieli by przy tym projekcie być. Na dziś stowarzyszenie jest w stanie tego terenu utrzymać. Musiałbym, już po zgodzie m-ta, zorganizować na szeroką skalę poszukiwanie ludzi do pracy i to wolontariackiej, a jak wiadomo dziś znaczna część woli pracować naciskając paluchem na ekranie lub nim tam wodząc.
   A na stacji macierzystej, przez moją zwłokę, najprawdopodobniej są kolejne małe szczury. Teraz sytuacja stacje się poważna i już dziś w nocy myślałem nad tym intensywnie jak z tego wybrnąć. Nadal wpierw trza by wyłapać samce, a następnie samice, ale to chyba jak już skończą karmić, czy nie wiem. No jest, w każdym razie, źle.
  Po za tym staram się nadrabiać zaległości w czynnościach na stacji macierzystej, ale jak się jest samemu to możliwości są ograniczone, a i zmęczenie daje znać o sobie. Wszak dni wolnych ostatnio nie ma, każdy jest jakimiś czynnościami zajęty, nadto stale ciąży myślenie o tym, co jeszcze zrobić, co jest najbardziej pilne, co mniej i może poczekać. Z tym czekaniem jak widać jest różnie - przykład szczurów jest wymowny.
   Tyle, bo dalsze obowiązki wzywają.
 

środa, 15 listopada 2017

Środa #1271

   Właściwie to nie wiem kiedy mam te wpisy robić. Rano, w dniach wyjazdu na kopalnię - odpada. Popołudniu to już prawie w ogóle, bo na stację zjeżdżają się pociągi, a w dniach gdy nie jadę na kopalnie, to nadrabiam zaległości w czynnościach stacji macierzystej, jak np. dziś.
   Weekendy to już prawie obligatoryjnie jadę na stację zwrotną RCL, bo oprócz zadań tam do wykonania, odżywam na torach kolejowych i w otoczeniu kolejowym. Od kiedy jest prąd na pkt. socjalnym to myślę, by się tam kiedyś nie zaszyć na dłużej, wszak jak zmarznę w terenie, to mogę się iść ogrzać, a i na ciepło można coś zeżreć. Natomiast sytuacja na kopalni jest wciąż płynna. Wczoraj okazało się, iż kopalnia, działkę którą miała przekazać od 01-01-2018 do m-ta, to przedłuża jej dzierżawę o, najdłużej, kwartał, jak przekazał mi inż. Rabsztajn. Jeżeli tylko tor tam nadal pozostanie, to dla mnie to nie będzie miało większego skutku. Niby tam jeszcze jakieś ich (kopalniane) urządzenia zostały i jeszcze się z nimi nie wyprowadzili.
   No nic, pozostają jeszcze urządzenia na nastawni RCL, o których w czwartek będę rozmawiał z v-ce prez. m-ta. M-to musiało by napisać do kolei, by urządzenia te przekazała. Były zawiadowca ma się zająć spłodzeniem odpowiedniego pisma, bo nie wiem jak ono powinno wyglądać, a dyr. w z-dzie w T.G. już wie, że m-to zadeklarowało wejście w inicjatywę i w związku z tym czeka teraz na pismo.
   (z ostatniej chwili) okazuje się, że urządzenia na nastawni RCL zostały zapomniane kiedyś i nie przeszły z PKP S.A. na PKP PLK i do dziś są na stanie PKP S.A. i możemy do PKP PLK napisać jedynie o ich użytkowanie, a najlepiej to jakby zorganizować spotkanie trójstronne w sprawie tej sytuacji. Zaś coś do przeskoczenia. Ciekawe kiedy pojawi się poprzeczka a'la mur, którego już nie przeskoczę.
   Wczoraj w masakrach rodzinnych był materiał o domu dziecka w Chełmie prowadzonym przez pingwiny. Pisałem o tym kiedyś, że to maszynka do robienia kasy, a przy okazji są tam dzieci. Inna sprawa jak one są tam traktowane, inną sprawą jest też to, jak one się tam zachowują. Czy pomysł, by pingwiny prowadziły takie domy, jak w początkach XXw jest dobry - nie wiem, choć skłaniałbym się do stwierdzenia, że - nie. Ale w tym momencie pingwiny z Chełmie i te prowadzące domy dziecka w innych miastach nagle straciły by nie małe dofinansowanie, a zakon z czegoś musi żyć. Jak widać o ile wyjdzie sprawa złego traktowania podopiecznych to rusza się z kamerami, ale spraw finansowych się już nie drąży, bo to śliski temat. A przecież to właśnie przez finanse tak się dzieje, bo żądne kasy pingwiny, może nie nadające się do nowych ról pełnią je, by mieć niemały dochód.
   Przez remont mieszkania obok zaczynam nie dosypiać, na to nakładają się mini imprezki 979, jak np. wczoraj z niby laską, z którą wpierw był w jakimś lokalu w wiosce, a następnie przeniósł się na stacje macierzystą. W lokalu, jak mi później przekazał, w rozmowie laska spytała się o związek, czy on chce w jakimś być (w sensie, że chyba z nią), na co on, że na razie o tym nie myśli i nie ma zamiaru się wiązać. Jak mi przekazał, ona jakby dostała siekierą w łeb.
   Warto w tym msc. przypomnieć, że jak on chciał to ona nie chciała, teraz jak widzę rolę się odmieniły. Mimo tego nadal spędzają ze sobą czas, razem się bawią, razem czasem gdzieś tam jadą. Np. o 01:00 dziś pojechałem ją odwieźć do dom wraz, oczywiście, z 979, z którym jak wróciłem na stację macierzystą to była już 02:00. Nim procedury, nim pogadaliśmy trochę, to wyglebiłem ok. 02:20. Remont za ścianą miał swój pozytyw, bowiem ok. 08:15 ruszyły młoty kujące i razem obudziliśmy się. Słyszałem i widziałem jak 979 wystrzelił z łóżka, ale na szczęście czas był dobry i po pierwszym wystrzale okazało się, że poślizg jedynie 15 min na rozruchu, więc do pracy zdąży bezproblemowo.
    Dobra, tyle, bo jak za długi wpis, to też męczy, a nie wiem czy jutro coś napiszę, bowiem od jutra do nd. już dziennie na kopalni, a nadto jutro też UM.
    Ale postaram się coś wypłodzić, bo dużo się będzie działo. Narka.

sobota, 11 listopada 2017

Sobota #1270

    Informacją dnia wczoraj była wypowiedź v-ce Prez. m-ta Rudy Śl. do mnie o wejściu w naszą inicjatywę. Tzn. m-to przejmie działkę od kopalni z torem, co jednoznaczne jest z wejściem w pomysł uruchomienia drezyn kolejowych na układzie torowym kop. Pokój i stacji Ruda Czarny Las. To wywołało u mnie małą euforię, bowiem jest zwieńczeniem trzymiesięcznych starań o uratowanie układu torowego i dwu nastawni mechanicznych.
    W przyszłym tyg. mają zostać przez m-to wysłane oficjalne pisma do zainteresowanych jednostek z wolą m-ta.
    Pierwszą poinformowaną osobą, choć nie był taki w kolejce, był 979, bowiem krótko po wyjściu z sekretariatu v-ce Prez. m-ta zadzwonił, to mu przekazałem radosną dla mnie nowinę. Następnie zadzwoniłem do byłego zawiadowcy stacji, z którym pracowałem na kolei, a później pojechałem już na kopalnię. Po poinformowaniu tych, którzy pomagali przy pracach na kopalni, nie stwarzali kłopotów poszedłem się przejść po "swojej" stacji.
    W trakcie przechodzenia przez hałdę do toru piaskowego (to ten poniżej)
i jeszcze jedno ujęcie

, który z działką m-to ma przejąć rozmawiałem z 811. Uczuliła mnie, by w miarę szybko załatwić sprawy finansowe ze stowarzyszeniem. Choć dla mnie to temat odległy, to ona naciskała, że im szybciej tym lepiej, bo później jak wyczują zyski, to do tego się wszyscy chętnie podepną, a ojców sukcesu jest zawsze wielu. Pamiętam to, bo od początku wyczulała mnie na ten fakt. Ale dzień euforii to powiedziałem, że zajmę się tym w jakimś tam czasie. Spacerując po torze, który wpierw przejmie m-to rozmyślałem nad ogromem prac, które będą musiały być robione, by stację utrzymać w stanie jakim otrzymaliśmy, a nawet lepszym. Przecież na wiosnę zacznie się nierówna walka z roślinnością, która będzie chciała zarosnąć całość. Sprawy odwodnieniowe, które już teraz ruszam, w przyszłym roku, będą musiały być w znacznym stopniu rozwiązane. Pomieszczenia w budynku parowozowni i samą parowozownie trzeba będzie przysposobić, a także w jakimś stopniu wyremontować, a gdzie do tego jeszcze bieżące utrzymanie stacji. Pozostanie teraz budować ekipę ludzi, którzy będą mieli chęć pracy na stacji.
    By jednak tak nie było różowo, to zawsze znajdzie się coś co zakłóci radosny nastrój. Otóż, odezwał się prezes stowarzyszenia, który już kiedyś nawijał nt. scalenia stron. Na fb założyłem stronę sekcji stowarzyszenia i robiłem tam wpisy, wraz ze zdjęciami, tego co dzieje się na stacji, w sensie co tam robię. Na głównej stronie stowarzyszenia niewiele się dzieje, to też już po iluś tam wpisach prezes zaczął się kontaktować.  Wcześniej z nim w ogóle nie miałem kontaktu, w tym o scaleniu stron. Zwlekałem trochę z tym, bowiem miałem również wizję co do strony na fb. To miała być merytoryczna strona dot. tylko tego co dzieje się na stacji, bez wklejania jakiś linków tego co dzieje się na kolei, co jest śmiesznego kolejowego itp. i takich postów czy podlinkowania innych nie było.  Jak zwykle pisałem w tonie negocjacyjnym:
właśnie chcę o tym porozmawiać co nam to da, jakie będą plusy minusy. Też zbieram opinie wśród znajomych i zdania są różne. Sam nie wiem.
- plusy: zsumowane lajki, integracja w ramach organizacji, opinia zarządu TEK - unikamy tworzenia odrębnych stron minusy: chyba tylko mniejsza przejrzystość - info z Rudy przeplatane innymi informacjami Wiem że robicie tam kawał dobrej roboty, marginalizacja w armach TEK Wam nie grozi, jeśli są takie obawy.
- marginalizacji to w ogóle nie brałem pod uwagę. Natomiast, co mówiłem dziś Jasiowi, czy ludzi z Wodzisławia będzie interesowało co dzieje się w Rudzie, i vice versa. Na stronie chciałbym tylko i wyłącznie, jak dotychczas umieszczać informacje dot. stacji RCL i układu kop. Pokój bez linków i wklejanych informacji z zewnątrznego świata kolei. Te, jak myślę, ludzie mogą sami pozyskać. Oczywiście wszystko jest do ustalenia i obgadania.
- ale nie mamy tylko ludzi z Wodzisławia jak widać mamy info z różnych miejsc
większość z nas na pewno to interesuje
Tu pojawiły się mało znaczące zdania po czym napisałem:
pozostaje mi zaprosić teraz na miejsce, bo skoro jest już wstępna decyzja i pozostawieniu układu torowego i nastawni, to myślę, że szef powinien zobaczyć jak to wygląda na gruncie
Chcąc omówić sprawę odrębnej strony na jakimś spotkaniu w 4 oczy. Nie wydawało mi się to, aż tak pilne. 
relacje są tak dobre że wiem wszystko ale chętnie wpadnę tylko musze chwilę czasu znaleźć
staram sie jak mogę opisywać bieżąco co się dzieje, bo przepływ informacji w tych czasach jest bardzo ważny
Następnie znowu odbiegliśmy od tematu by:
-co do tej sprawy z FB to sorki ale nie chcemy żeby organizacja miała ileś tam różnych stron ja rozumiem że zdania ludzi moga być podzielone... ale to opinia zarządu jest wiążąca
No to mi już podniosło ciśnienie, ale jeszcze stonowanie napisałem:
myślę, że nie ma tu presji na razie na działania w tej sprawie, zlikwidować stronę zawsze można
im później tym trudniej bo ludzi esię pzryzwyczają dlatego jest nasza presja aby zrobić to najszybciej jak to możliwe
eee, likwidacja strony to kilka klikniięc myszką
nioe do końca zamierzam przenieść dotychczasowa zawartość
Jeszcze usiłowałem delikatnie przekazać swoje stanowisko:
fb, założyłem tylko i wyłacznie na wywarcie presji na mieście w celu podjęcia decyzji. Mnie osobiście fb do niczego nie jest potrzebne i, do 1,5 wcześniej, fb nie miałem w ogóle założonego
i jak tego będzie więcej t o też będzie trudniej ale warto żeby te wpisy były i warto pisać dalej ale znacznie większe wrażenie wywoła strona mająca 800 lajków niż 40 nie? Jak napisał: ja liczę na dalsze posty z Rudy, tylk ojuż na głównym fanpage TEK  to sobie pomyślałem - liczyć zawsze można, a napisałem: 
na szczęście, czy nieszczęście, nie mam parcia "na szkło". Nawet w wywiadach dla mediów nie jest sfotografowany. Wiem są takie czasy, ale jakoś media staram się unikać, a docelowo i tak ktoś by się tym musiał zająć.
no to ja też tak mam Chyba nie, bo nie pisałby o ilości lajków. także z czasem i tak będę musiał z tego wyjść bo fizycznie braknie mi czasu w ciągu dnia. Teraz będzie inaczej, bo stacja zeżre resztki wolnego czasu, które dotychczas mogłem jeszcze na fb poświęcić  Delikatnie zacząłem się z tego wycofywać, ale prezes napierał no to zróbmy to zaraz ale podkreślam: liczę na dalsze posty 😀 jw - liczyć zawsze można. Prezes, jakbym nie wiedział, podesłał mi jeszcze link do strony, po czym ja: przecież znam Waszą stronę
nie "Waszą", tylko "Naszą"
odrabiam zadania dowowe i sprawdzam zawsze, kto co i jak
tak mi sie z Waszą napisało
aha, literówka
Do końca nie wiem czy literówka, ale po tym stwierdziłem, że więcej moich wpisów nie będzie. Trudno. Mnie do szczęścia fb nie jest potrzebny, to miał być dodatek na poziomie do poczynań na stacji, a nie śmietnik informacyjny, jaki jest na wielu stronach. Skoro zarząd chce (właściwie to nie wiem czy sam prezes tylko) przy okazji podnieść rangę swojej strony moimi wpisami, to się z fb wycofuję. 
   Zburzyło to euforyczny nastrój dnia, ale życie czasem tonuje nasze przeżywanie. Jak jest źle, to podeśle nam coś dobrego, jak jest dobrze, to podeśle coś niedobrego. W każdym razie, może nie umiem odczytać, jakoś nie widziałem tu merytorycznych uwag dot. scalenia stron, bo zsumowane lajki (a co mnie te zsumowane lajki? Nasze, czy moje działania będą postrzegać na podstawie tego co będzie się działo na gruncie), integracja w ramach organizacji (jaka integracja? oni nie będą jeździć tu, ja nie będę jeździł tam, oprócz jakiś większych imprez tu), opinia zarządu (fajnie, po paru wpisach), unikamy tworzenia odrębnych stron (a może to było by dobre? tego dziś nie wiemy i już się nie dowiemy). No i minusy - info z Rudy przeplatane innymi informacjami (własnie, czy to jest potrzebne, ale to też nie nastąpi). Pozostanę przy raportach z dnia, czy raportach z dni, które wysyłałem na @ do zainteresowanych od początku, za nim jeszcze założyłem, jakieś 1,5 tyg. temu, fb. 
  A może to ze mną jest coś nie tak i chcę prowadzić jakiś idealistyczny świat, a on tak w ogóle nie wygląda, mało tego, społeczeństwo takiego nie potrzebuje, o czym jeszcze nie wiem. Napiszcie co uważacie. Głosy innych mile widziane. 
   Dobra, tyle bo przyjehał kolega z Belgii to mnie tam ciepnie na kopalnię. 

piątek, 10 listopada 2017

Piątek #1269

    Tego nie napisałem, ale pierwszy szczur poszedł do węża we wtorek. Jakoś zabierałem się za mycie naczyń, a one wylazły na żarcie. Złapałem samca, bo taki był plan, bowiem one będą odpowiedzialne w dużej mierze za rozmnażanie, a później samice. Następny może iść w niedzielę.
    W ogóle to dwóm najstarszym szczurom współczuję. Nie mam prawie czasu dla siebie no i dla nich też. Wczoraj np. prawie w ogóle nie przebywałem z nimi, a wiem jak one tego potrzebują. Z dni, kiedy dość sporo czasu im poświęcałem teraz została może godzina i to nie w każdy dzień.
   Kopalnia się zwija. Wczoraj byli pomiarowcy z SRK odnośnie wyburzeń budynków w tym dwu nastawni, które mamy przejąć. Jak ich nie przejmiemy to obmiary potrzebne do przetargu na wyburzenie już są, zresztą torów przy nastawniach też. Budynek lokomotywowni, przy której mamy pomieszczenie socjalne też do wyburzenia. W zasadzie to wszystko, podobnie jak przy kop. Wirek pozostałby tylko goły grunt.
   Dziś będę atakował m-to ponownie, bo czas nagli, a jak widać kopalnia cały czas działa na rzecz całkowitej likwidacji. Zresztą za niedługo właśnie jadę na kopalnie i w drodze do UM Ruda Śl.
   Taka krótka notka, ale czasu jest ile jest, a już wyjazd ciąży, a przed nim tradycyjna porcja biurokracji.

czwartek, 9 listopada 2017

Czwartek #1268

   Tego się można było spodziewać, iż fb zeżarł resztki wolnego czasu. No niestety na potrzeby inicjatywy musiałem założyć, bo to, mimo swoich wad, silne medium.
   W ostatnim poście pisałem o skanalizowaniu nast. RCL, a się wczoraj okazało, że woda, którą wlałem do kanalizy, po jakimś czasie wróciła i wyleciała ponownie do piwnicy przez rury spływowe. Czyli albo tam jest szambo, ale nie wiem gdzie, bo chyba dobrze ukryte, albo zatkana kanalizacja, ale gdzieś dalej, bo jak wlewałem do takiej starej, w piwnicy, umywalki z grubą rurą spływową, to żarło fantastycznie.
   Teraz coś o mięśniakach. Wczoraj napięty grafik, ale w objazdach był plan wjazdu do kaufla. Oddanie butelek, ewentualnie kupienie masła, ale cena 7 zyla mnie odstraszyła, to kupiłem flachę, którą nie wiem kiedy będę pił. Masła w tej cenie na półkach pełno. Trza będzie czekać na przeceny, jak im termin zacznie się kończyć.
   Jak wciepowałem butelki do wrzutomatu, to stało dwu kolesi, młodych, szpetnie ubranych, tacy zbieracze, ale nawet nie złomu, co hasiokowi zbieracze. Jadąc do kasy, stanąłem za nimi. Jeden, ten wyższy, miał rozpiętą trochę bluzę i było widać u niego umięśnioną szyję. Nadto miał bardzo lekki zarost, taki młodzieńczy, ale mimo tego nie ogolony. Patrząc na tą szyję zaczęło mi się robić trochę miękko, a twarz też nie najgorsza, mimo oczywistego zaniedbania. Pomyślałem, ogolić go, umyć, lepiej ubrać i ciacho gotowe.
  Jakoś tak przy tym ogólnym zagonieniu nie planowałem zagadać do niego, mało tego w bagażniku auta od 979 miałem telewizor ze stacji zwrotnej dla 972, bo tam wyciepowali, no i zgłosiłem jazdę z nim już z kaufla.
  Odjechałem z kaufla i jechałem do wioski 972. Całą drogę miałem przed oczyma mięśniaka, jego szyję, wyobrażenie reszty ciała. W wiosce 972 zrobiłem szlajfkę i powrót do kaufla. Analiza była prosta. Co mi szkodzi, dawno nie podrywałem jakiegoś mięśniaka, na stacji macierzystej jakieś pilne zajęcia nie czekały to mogę spróbować, a może coś wyjdzie. Mało tego, prawdopodobieństwo kolejnego spotkania go tam jest nikłe ze względu na sporą ilość zajęć związanych ze stację RCL. Jadąc z powrotem oczywiście zastanawiałem się czy on tam jeszcze stoi z tym drugim, czy już gdzieś polazł. Podjeżdżając do kaufla patrzałem czy nie odchodzi w stronę przystanku lub gdzieś indziej, ale nie było go widać. Zaparkowałem auto z widokiem na drzwi wyjściowe i zauważyłem go nadal stojącego z tym drugim przy wrzutomacie. Siedziałem więc w aucie jakieś 20min. Widziałem jak poszli oboje do ubikacji, a następnie tylko on z niej wyszedł po jakiś 5 min. Trochę się pokręcił i wyszedł z kaufla. Zamknąłem auto i ruszyłem na spotkanie, a że od jakiegoś czasu ciągle coś załatwiam to gadane ostatnio mam dobre. Zagadałem o żarcie, bo akurat jechałem ze stacji zwrotnej z ładownym składem cystern. Dałem mu buchty, bo paczkę jeszcze wczoraj dali i umawiałem się na jutro (dziś). Ponieważ nie ma telefonu, to napisał mi swój fb. W domu sprawdziłem zgadza się.
  Jak zasypiałem, to przypomniały mi się sceny z 977 w wannie, kiedy też go ściągnąłem z ulicy, trochę brudnego. Zaproponowałem wannę i razem kąpaliśmy się. To był odjazd, ale też obu nam było dobrze. Jemu, bo wreszcie ktoś się nim czule zajął, mnie, bo taki mięśniak pod rękami, nadto w wannie, namydlony, co jeszcze potęgowało efekt gładkiej skóry. No i wyobrażałem siebie w wannie z nowo poznanym, jak się okazało, bezdomnym. Przewinął się przez dom dziecka, wcześniej przez dwie rodziny zastępcze, dzieciństwo nie było lekkie. Wychowywała go matka, trochę (czy więcej) biła i jak miał 18 to go wyciepła. Teraz ma 20. Do tych opowieści podchodzę z dystansem, bo takich słyszałem już sporo, w zasadzie prawie każdy, który oczekuje pomocy ma takie historie, które mają poruszyć serce słuchającego. Mnie to średnio rusza, bo słuchanie kolejnej, nastej (czy może więcej) opowieści spowszedniało. Nie sprawdzam, czy one są prawdziwe, bo nie o to mi chodzi.
   Słuchając go parę razy nasz wzrok się skrzyżował. Co mi się wtedy robiło, jak on patrzał w moje oczy, a ja w jego... Starałem się jak mogłem unikać jego wzroku, prawie nieustająco obserwując okolice. On by wybadać czy jestem branżowcem, zaczął nawijać o swoich laskach. To też taki standard, jak opowieści o biciu. Wszak oni często maja propozycje innych branżowców, to się dopytują, jak im się wydaje ukrycie, czy coś w tym kierunku się dzieje.
   Ponieważ autobus, którym miał jechać nie przyjeżdżał, to gadaliśmy tak ok. 30 min. Umówiliśmy się na kontakt przez fb. Napisałem do niego, ale kiedy odpisze nie wiem, bo nie ma dostępu do neta, musiałby się u kogoś wprosić lub w inny sposób skorzystać. Umawianie się na konkretną godzinę z wiadomych względów odpadło, choć teraz jak myślę to mogłem to zrobić. Ale, poczekamy zobaczymy.
  Tymczasem dla relaksu uruchomiliśmy td2, choć poziom tam niski, ale co zrobić jak to jedyny symek online. Oprócz tego poszła połówka flachy - żoładek gorzki klasyk, bo po większej ilości byśmy się obalili.
  Na koniec okolice i nastawnia RCL w jesiennej aurze.

   Może kiedyś przyjdzie nam tam siedzieć na dłużej....

poniedziałek, 6 listopada 2017

Poniedziałek #1267

    Jak zwykle w weekend nie było kiedy popełnić notki, to dziś, bowiem stacja z rana pusta.
  To trochę chronologicznie. W pt. byłem wpierw w UM R. Śl. u v-ce Prez. m-ta i okazuje się, że nasza sprawa ma być poruszana na wtorkowym zarządzie miasta. Z UM poszedłem na kop., bowiem na 13:00 było umówione spotkanie z medium - rudaslaska.com.pl, które to miało nas opisać. Wreszcie jakieś, które by się do tego zabrało, bo tuba propagandowa m-ta milczy na razie. Pani redaktor zaliczyła spóźnienie akademickie, które wcześniej zaanonsowała. Po raz 150 mówiłem dokładnie to samo, na dokładnie tej samej trasie przejścia. Dokładnie jakbym był przewodnikiem w jakimś miejscu. Pewne kwestie nauczyłem się już na pamięć i, tak jak ostatnio, wypowiadałem je wyuczone wcześniej na przejściach z innymi. Nie ma się co martwić, bowiem na każdym robi to wrażenie jak widzę pozytywne, a czas oprowadzenia wycieczki jedno, czy kilkuosobowej to ok. godzina po terenie. Tzn, trwało by to dłużej, ale oni średnio godzinę, jak zauważyłem, blokują na przejście. By wszystko pokazać, potrzeba by jeszcze jakiś 30 min. i to było by już tyle z podstawowych rzeczy. Zobaczymy co przyniesie kolejne oprowadzanie, może tym razem się uda.
    Tradycyjnie w sob. i nd. byłem na torach kop. Pokój. W sob. krócej, bo jechałem z 979, a ten miał iść do kina z niby laską, ale jak już wróciliśmy na stację macierzystą, to okazało się, że akcja kino, odwołana. No trudno, tak bym był dłużej i coś więcej bym zrobił. Takie 2h tam to prawie nic, bo samo pobieranie kluczy z nastawni, ich zdawanie to już wychodzi jakieś 30min, bo tyle jest na terenie kopalni do przejścia. Do tego jeszcze był, bo podjechał tam, stękacz, czyli kolega z Belgii. W zasadzie to nic nie robi, a ciągle stęka. To robicie nie tak, tamto byście zrobili inaczej, to też robicie do dupy, a tego to w ogóle nie wiem po co robicie. Czasem mam słuszne uwagi, ale w ogólnym stękaniu gubią się. Zasadniczo to szukałem możliwości podłączenia prądu z nastawni wykonawczej kablami, które łączą nastawnię, a które być powinny, bo nikt ich chyba nie wykopywał. Jednak w ich gąszczu trudno było znaleźć odpowiednie, a jak już to nastąpiło, to trza się było zbierać, bo ten wyjazd do kina. Szkoda, bo jak na listopad to była korzystna pogoda. Słonecznie, 12C więc po zimnych dniach faktycznie ciepło się zrobiło.
   Zamiast na nastawni RCL to na stacji macierzystej coś tam jeszcze w ciągu dnia zrobiłem.
   W nd. kolejny wyjazd. Pierwotnie miał mnie tam zawieźć z rzeczami 979, ale nawinął się nudzący się kolega z Belgii, to go wykorzystałem i on mnie tam ciepł, no i przez parę godzin tam stękał na msc. Przyszła jeszcze 17-ka do pomocy więc miałem z kim robić. Na początku pozbieraliśmy z terenu kop. graty, które są już wyciepnięte, a które nam się mogą przydać jak kaski. Wszak nie mamy szkolenia BHP nadal, a nie wiem czy po nim ktoś nie wymyśli, by wszyscy obligatoryjnie chodzili w kaskach. Skąd bym nagle wziął tyle kasków, a tak sukcesywnie zbierając jest ich już ok. 10-ciu, różnych kolorów. Zwinęliśmy też starą drewnianą ławkę, z grubych ok. 6cm desek. Dziś już takiej nikt nie poskłada, jeszcze jedną chce na nastawnię dowieźć wózkiem roboczym. Jakąś długą linę, w zasadzie jeszcze jedna została, taka parciana nie stalowa, jakby ktoś myślał. Następnie przez tor wyciągowy, zjechaliśmy pod lokomotywownię, gdzie wyładowaliśmy te rzeczy do naszego pomieszczenia. W tym czasie kiedy oni przestawiali z toru na tor wózek roboczy, trochę poprawiłem spływ wody przy torze wyciągowym, bo widzę na pewnym odcinku się zamulił. Woda teraz tam spływa, skutecznie obniżając poziom na rozjeździe 201.
    Poniżej zdjęcie z wcześniejszych prac przy rowie odwadniającym.
  Pozostanie jeszcze zrobienie ujścia wody gromadzącej się przy dzikim przejściu udeptanym przez ludzi, które właśnie zatamowało dalszy spływ wody.
  Następnie pojechaliśmy z wózkiem na nastawnię RCL, gdzie dalej poszukiwania kabla, którym można by przenieść napięcie. Niestety po telefonicznym, jak się okazało przy pomiarach nie da się, bowiem gdzie w drodze musi przechodzić przez jakąś przełącznice, mimo opisu, że jest w całości między nastawniami.
  Pozostaje kabel łączący aparaty blokowe, ten niby znaleźliśmy przy pomocy ojca od 17-ki, który jest elektrykiem. Muszę tylko zorganizować klucze z przekaźnikowni, z drugiej nastawni, by pomierzyć ten kabel.
  Wynieśliśmy też trochę wody z nastawni w wiadrach, tej niestety nabrało się sporo, po ostatnich opadach. W ogóle problem jest tam z odwodnieniem, bowiem chodząc po terenie zauważyłem na przeciw nastawni jeziorko z wody powierzchniowej. Teraz mnie nie dziwi, czemu nastawnia ciągnie wodę, skoro na przeciw niej, za torem jest małe jeziorko z wody, która nie ma ujścia. Musiałbym dotrzeć do planów kanalizacyjnych, by znaleźć tam studzienkę. Znalazłem najbliższą przed semaforami wyjazdowymi, ale to jest jakieś 70-100 m dalej i to sporo do udrożnienia spływu.
  Natomiast dopiero dziś rano przyszedł mi do głowy pomysł, że po co nosić wodę wiaderkami, skoro nastawnia jest skanalizowana. Rury idą przy rogu ściany i jakby je tak rozłączyć przy podłodze w piwnicy, to teoretycznie woda powinna sama spłynąć, a kanalizacja odprowadzi ją już po za teren. Następnym razem sprawdzę rury spływowe i ewentualne ich rozłączenie.
   Z kopalni wracałem jak już było ciemno. Choć procedury zwijania się zaczęliśmy jak się ściemniało, to wychodząc ok. 17:30 było już zupełnie ciemno. Znak, że święta nadchodzą niebawem. Musiałbym kiedyś policzyć ile trwa cały proces zjazdu wózka z pod nastawni RCL pod sortownię, ale coś ok. 30min.
   Generalnie muszę więcej zdjęć robić. Jak zabiorę się za jakieś czynności, to następnie nie pamiętam, by robić zdjęcia, a te w dzisiejszych czasach są potrzebne do mediów, choćby prowadzonego fb.
  A w ogóle to dziś jestem jakiś "połamany" po wczorajszych działaniach. Jednak noszenie wiader z wodą potrafi dać znać o sobie po fakcie.
  Dobra, tyle, bo następne zajęcia czekają, a i tak się nie wyrobie ze wszystkim jak widzę. Narka.

czwartek, 2 listopada 2017

Czwartek #1266

   Wczoraj tradycyjny, bowiem KZK GOP utrzymało darmową komunikację, przejazd środkami masowego rażenia. Na pierwszy rzut poszło Zagłębie i linia tram 27, którą zrobiłem prawie całe kółko. Stara 105-ka i krzywe tory to jest to czego potrzebowałem. Napierdalanie w rzutach bocznych, pionowych, ukośnych to jest to co zapada długo w pamięć. Smutne natomiast są refleksje z takich przejazdów. Po każdym takim utwierdzam się w przekonaniu, że inicjatorem większości działań przez państwówkę są koperty i łapówki. Przecież torowiska są czymś bardzo trwałym. Średnia żywotność torowiska tramwajowego to ok. 30 lat. Drogi tyle nie wytrzymują. Przy konserwacji torowiska potrafią wytrzymać nawet 60 lat, bo takie na sieci tramwajowej są i jest na nich prowadzony regularny ruch, czasem nawet bardzo częsty. Ale warunek to konserwacja, a ten termin odszedł już do lamusa. Prowadzi się jedynie doraźne prace, by tramwaje nie wyskakiwały z szyn i tyle. Resztę doprowadza się świadomie do ruiny by wymóc nowe inwestycje, a przy okazji przyjąć na klatę kopertę z papierkami.
  Zresztą nie jest to trudne dziś, bowiem społeczeństwo omamione reklamami działa jak się nimi pokieruje. Przykład ze stacji macierzystej - mam do wymiany wylewkę w kranie (baterii) w kuchni, bowiem ktoś się przy jakiejś imprezce na wiosnę oparł i ją złamał. I tylko tyle. A 371 wymyślił, że on wypierdoli starą 30-to paru letnią baterię i wsadzi nową, bo nowe to lepsze. To nic, że ona zasadniczo działa i nic jej nie ma, ale trza ją wypierdolić, bo wymiana samej wylewki to bez sensu.
   No i jak przy takim społeczeństwie utrzymywać stare, co mogło by jeszcze służyć, jak ono (społeczeństwo) jest już nauczone nowe, nowe, nowe! To chuj, że ściągną to z nich w formie podatków wszelakich, które stale rosną, wyższych cen, ale nowe, dajcie nam nowe, a my będziemy na to napierdalać (w sensie pracować).
   W tej perspektywie ratowanie stacji RCL jest problematyczne, bo przecież to nie nowe do cyca! I kto będzie chciał pracować na starym? Zasoby ludzkie się kurczą, co widać najlepiej w biurach pracy. Dziś wrócił z niego 834 i choć chciał się poobijać trochę na wolnych dniach, to od razu dostał ofertę pracy w zawodzie. Ssanie na rynku pracy się nasila, a będzie jeszcze gorzej, bo kolejne roczniki jeszcze mniejsze.
  Wracając do objazdu wczorajszego to kostkę brukową w zatokach autobusowych opisywałem chyba w ub. roku. Najgorsze, że nadal jakiś kretyn, bo inaczej tego nie da się opisać, propaguje ten poroniony pomysł w aglomeracji i nowe zatoki ciągle są brukowane.. Czemu nie można zrobić tak jak w wawce - płyty betonowe, które umożliwiają autobusowi wpadnięcie do zatoki i hamowanie na jej końcu. Przyśpiesza to komunikację, zmniejsza koszty naprawy zawieszenia, a te to nie mała część obsługi linii. Niektórzy kierowcy jak mogą starają się w ostatniej chwili wjechać do zatoki, a inni już to pierdolą, na zasadzie, jakiś debili to wymyślił, ja za naprawy nie płacę, to mi to zwisa. Może i na tej zasadzie część jeździ po drogach i, choć w autobusie widoczność jest akurat dobra - kierowca siedzi wysoko, nadto znają linie na pamięć, wpada we wszystkie możliwe dziury, nawet posiadając autobus na stałe. Smutne to, bo wszyscy za to płacimy najdroższymi biletami w PL, nawet w wawce są tańsze od naszych, tzn. można w tej samej cenie więcej dostać.
   W tramwajach jak zwykle to samo, na skrzyżowaniach tram nie jest czymś uprzywilejowanym, a mało tego cykle są z reguły niekorzystnie zrobione dla tramwai. O czujnikach wzbudzających sygnalizację nawet nie warto się wypowiadać, bo to podobnie jak zatoki z kostki dzieło jakiegoś oszołoma nieustająco twierdzącego, że tram musi stanąć przed skrzyżowaniem, bo jak wjedzie rozpędzony to zmasakruje osobówki. No ok, ale niech ten oszołom zapłaci za rozruch np. 200 tramwajów z pod sygnalizacji świetlnej tylko w jednym miejscu, to ciekawe czy zmieniłby zdanie, czy zwolniłby się natychmiastowo z pracy? Może jeszcze bardziej spowolnić tramwaje, bo są nieustająco zagrożeniem życia i zdrowia innych, a następnie zlikwidować je całkowicie. Już teraz w większości po za centrami jeżdżą puste. i to w szczytowych godzinach.
   Podobnie nie ma się co wypowiadać o budowaniu przystanków na znacznych spadkach jak na linii 6 i 16 w Brynowie.
  Poniżej zdjęcie przystanku Gawronów, gdzie nawet w lecie jest piasek przy torach, a na jesieni są tam tony piasku wysypywane, bo taki jest tam spadek i tak trudno jest skład zatrzymać. Kolejne dzieło jakiegoś mądrego. Ale co tam koszty piasku, zużycia taboru, przecież ten kto to podpisał za to nie zapłaci. Jakby nie było to wcześniej 300m (w/g KZK GOP) od lat jest przystanek na górce.
   
   Następnie się dziwią, że nie ma komu jeździć autobusami, tramwajami. Za rok, może być to przyczyną zmniejszania częstotliwości linii, bo albo nie będzie miał kto jeździć, albo, jak wzrosną koszty osobowe, to miasta nie będą chciały płacić. Zresztą już dziś odpływ podróżnych jest spory i widoczny gołym okiem, dlatego składka do KZK GOP rośnie, bo dopłaca się do napełnienia środka komunikacji, stąd podwyżki dla miast https://rudaslaska.com.pl/i,15-wyzsza-skladka-do-kzk-gop---miasto-wyraza-sprzeciw,100,1252753.html i jakby na przekór temu, nie widać oszczędności w komunikacji, tylko działania, które ją podrażają.
   Co jakiś czas piszę o tym, że jest to źle zorganizowane, podaję szczegóły, ale czyżbym tylko ja to widział?
   Dobra, koniec stękania, zabieram się za prace na stacji, bo te się same nie zrobią. Do zaś.

wtorek, 31 października 2017

Wtorek #1265

 Ja nie wiem co z tym społeczeństwem jest nie tak. Nie śledzę wiadomości, ale z tego co mi donoszą drużyny trakcyjne z poc. wchodzących na stację, to obecna partia rządząca, chce zlikwidowania przesuwania czasu z zimowego na letni. Większość ludzi, bo nagle robi się o godz. ciemniej w listopadzie, myśli że czasem sztucznym, przy założeniu, że jest jakiś realny, jest czas zimowy. A dupa, czasem sztucznym jest czas letni i tego nie wiedzą. Teraz, wraz z rządem, który nie wiem po co to w ogóle robi, są zgodni, bo myślą, że czas letni, będzie również w zimie.
   Oczywiście ta niewiedza nie doprowadza ich do wniosku, że jedynym korzystającym ekonomicznie z braku tej zmiany czasu będą elektrownie, bo przecież będziemy musieli przez pół roku o godz. wcześniej włączać światło. Zakładam, że średnio na rok, rachunki w domach wzrosną o 200-300zł.
   Muszę prześledzić, co w necie piszą o uzasadnieniu wycofania się z tej zmiany, ale coś mi się zdaje, że naciskają, choć, jak przy produkcji jedno i dwugroszówek tego nie widać, elektrownie, a pośrednio i państwo, bo przecież 23% VAT wpadnie do ich kabzy, a licząc od gospodarstwa ok. 200zł rocznie tj. ok. 37,40zł od jednego, liczone w milionach to daje niezłą sumkę do budżetu państwa.
   Więc po raz kolejny może wyjść, że rząd wybierany przez społeczeństwo jest przeciw niemu. I jak tu chodzić na wybory?
   No i poszukałem i takie coś:
"Rezygnację ze zmiany czasu na letni i zimowy zakłada projekt ustawy autorstwa PSL, jednogłośnie poparty 11 października przez sejmową komisję administracji i spraw wewnętrznych."
No po pierwsze to rezygnację ze zmiany czasu na letni, bo jak zrezygnujemy ze zmiany czasu na letni, to zmiana na zimowy już odpada. Znowu manipulacja społeczeństwem.
"Ustawodawca proponuje w nim, by od 1 października 2018 r. w naszym kraju przez cały rok obowiązywał czas letni."
Czyli co? Rozumiem, że wyszlibyśmy ze strefy czasowej europejskiej i weszli do strefy czasowej rosyjskiej? Jakby kto nie wierzył, to takie coś wypisują tu: http://tvn24bis.pl/z-kraju,74/koszty-likwidacji-zmiany-czasu,785159.html
  Pozostawienie czasu letniego jest też średnim rozwiązaniem, bo w zimie będziemy dłużej światło świecić w instytucjach, które oczywiście koszty przeniosą na nas. Przecież własnie to przesuwanie czasu jest po to, by ograniczyć koszty zużycia energii elektrycznej. Wraz z przemieszczaniem się ludzi wprowadzono zmianę czasu. Rano leziemy do pracy, to by tam nie walić światłem mamy czas (powiedzmy) właściwy - zimowy. Wieczorem, kiedy leziemy do domów, mamy czas letni, by tu nie walić światłem już na nasz rachunek.
  Nic, czasu mam tyle, że doba musiała by mieć ok. 36h, może bym się wyrobił. Wczoraj cały dzień zajęć. Od rana, do samego wieczora i jeszcze procedury wyłączające, kiedy skończyłem o 00:35 i wyglebiłem o 00:40. Spałem tak mocno, iż rano nie słyszałem odejścia 979 ze stacji, jak również 371. Zmęczenie dało o sobie znać. Dziś nie lepiej, nawet nie wiem jak to wszystko domknę, a jutro dzień w komunikacji miejskiej, bowiem jak co roku od kilku lat jest za darmo, to się będziemy wozić. Głównie tramwajami w zagłębiu, ponieważ tam tory jeszcze bez remontu, to napierdala wozami na lewo i prawo tzw. rzuty pionowe i boczne. Przypominają mi się od razu czasy młodości. By jeszcze jacyś motorowi byli, którzy potrafią tym lecieć w torach, szczególnie taką klasyczną 105Na.
  Mieszkanie obok, po 5 latach stania pustego, zostało sprzedane. Nabyła je laska z osiedla, z (niestety) nie mięśniakiem, larwą i wlk, białym psem. Jedynie jej brat, na razie ma ksywę "księżna osiedlowa", który wygląda mi na branżowca, jest w tym wszystkim pozytywem. Reszta i już pomału zaczynający się remont, do dupy. Larmo będzie przez pół roku, jak nie więcej.
Medialnie jesteśmy tu: https://www.facebook.com/sekcja.TEK.Ruda.Slaska/
  No i jeszcze jedno zdjęcie z prac niedzielnych w kopalni, reszta zdjęć na fb.
  To ten rów odwadniający był czyszczony. Jeszcze kiedyś muszę znaleźć ujście wody, a to nie takie proste, bo gdzieś jest schowane.
   Tyle, zabieram się do zajęć, bo zaś dnia nie styknie. Narka.

sobota, 28 października 2017

Sobota #1264

      Już w sumie zapomniałem, ale czerwony to chyba było jak pisałem względnie najebany. Otóż dziś po długiej przerwie udało się trochę nawalić. 979 pojechał na imprezkę do kato, sam go zawiozłem i jutro pewnie będzie nieżywy, ale mniejsza. Jest na stacji macierzystej 230. Coś dziś nie ma dnia, ale jak w kuchni mówiliśmy mu o jego mięśniach, to w pewnym momencie pozbawił się koszulki i stanął obok mnie bez niej, czyli w tzw. "klacie". Oczywiście dał mi się pomacać. 
    Ach, co to był za rozpierdol dla mózgu. Jak dotknąłem jego ciała, tych pleców, tej klaty, tego brzuchu, który jeszcze perfidnie naprężył, to myślałem, że zemdleje. Nadto, jak powiedziałem mu, że kiedyś na mnie zrobiło wrażenie jak naprężył mięśnie przedramienia, to ponownie to zrobił i naprężył te mięśnie. Myślałem, że zjadę, trzymając w ręce naprężone przedramię. Mało tego naciskając je i czując te "twarde" mięśnie w swojej dłoni. Na koniec coś tam powiedział jeszcze o swoim brzuchu, że taki wyrobiony. Oczywiście naprężył go, a ja położyłem na nim rękę, po czym załadowałem w niego dwie klepy. Taki brzuch, to przedramię i mózg dostawał wariacji. 
  W ogóle ta figura.... 
  Ostatnio myślałem na fenomenem 979. Co pisalem ostatnio, to zwolniło mu się jego własne mieszkanie. Tzn. powód dla, którego mieszka u mnie, czyli przebywający u niego 174 z larwą odpadł, bowiem wyciepł go z mieszkania. Pozostała w nim matka, której nie lubi, bo coś tam z wychowaniem i chyba bardziej lubi mnie od niej. Ale matka ma teoretycznie i praktycznie swoje mieszkanie w innym bloku w wiosce, ale jej nie wyciepł. Efekt - nadal przebywa na stacji macierzystej i bardzo się z tego cieszę. Tak mi się wydaje, że są to długoletnie działania mające na celu normalne funkcjonowanie, w dzisiejszej rzeczywistości dwu samców obok siebie. To są wypracowane wzorce zachowań, relacje między nami, zachowania, szczególnie moje wobec niego i to powoduje, że po mimo pretekstu jaki miał, do przebywania u mnie i jego utraty, (przed innymi) nadal tu jest i zajmuje tor stacyjny. Cieszę się z tego, bo to oznacza, że działania jakie podjąłem, zachowania jakie stosuję powodują, że on tu czuje się bezpieczny, jest normalnie i ogólnie dobrze, przeto nie odchodzi ze stacji. Jest to sukces dla mnie w kilkuletnich działaniach. 
   To jest trudne do opisania, ale może to zbliżone jest do stworzenia dziecku takich warunków do przebywania na stacji macierzystej, że nie chce, przynajmniej na razie. do odejścia z niej. Jest też to świadectwem mojego normalnego zachowania względem niego niewykraczającego po za pewne ramy zachowań pozytywnie odbieranych. 
  Co jest ciekawe u mięśniaków-skurwieli, to wpierw obnażą się przede mną, tzn. tak jak np. 230 rozbierze z koszulki, da się podotykać, a następnie jak leży na łóżku i zasypia, to ma taki odruch, że jak koszulka ściągnie mu się z brzucha i mu pępek wystaje, to odruchowo naciąga koszulkę na pas. ?Wydaje się to trochę dziwne. Wpierw pokazuje swoje wdzięki, a następnie je chowa przede mną. A może to jest taki ogólny odruch, niezależny od mojej osoby? Podobnie robi 979 więc może to taki odruch, a to tylko jak chciałbym oglądać płaskie brzuchy i pępki w nich. 
  Szczury. Szczury się mają dobrze, żaden jeszcze, choć pojemnik jest już naszykowany, nie odszedł do węża. Wczoraj złapałem w ręce młoda samiczkę. Ile było larma, kwilenia, piszczenia, że jest w rękach, no i oczywiście wyrywania. Nie wiem jak złapie te młode samce, bo one mają wyjść w pierwszej kolejności, bowiem będą zapładniać, to co biega wokół, jeżeli już którejś nie zapłodniły. 
   Po za tym porządki na stacji macierzystej, po zaległościach dwutygodniowych, kiedy to były załatwiane sprawy układu torowego kop. Pokój. Dziś kontynuacja działań, by jakoś wyglądało, a jutro wyjazd na tory, bowiem ma padać, zresztą już dziś pada, to chcę zobaczyć, gdzie woda schodzi pod mostem na Czarnoleśnej, bo zasadniczo tam jest ciężko z odpływem. 
   Wyjazd na cmentarz jeszcze, bo już taka pora, by się tam pojawić. Dwoma słowami - pełno roboty.
  No i na koniec jeszcze zdjęcie z nastawni wykonawczej, tej kopalnianej, gdzie wajch jest więcej. 
  Więc jak to wszystko będzie już w naszych rękach, to będzie co robić, by utrzymać cały okręg nastawczy. 
   Tyle, zabieram się za inne prace, bo te się same nie zrobią. Narka.

czwartek, 26 października 2017

Czwartek #1263

   Dziś wolne od kopalni, na której jestem codziennie od 1,5 tyg., prawie jakbym tam pracował.
   Informacją dnia, z wczoraj, jest bycie na tak v-ce prez. m-ta, więc pozostaje jeszcze prezydentowa, ale na to już nie mamy wpływu. Za to na dzisiejszym spotkaniu władz m-ta z władzami kopalń w Rudzie Śl. nasza sprawa nie będzie poruszana. Sprzyja nam, czy może bardziej miastu, ustawa, która ma wejść w życie 4 grudnia o ułatwieniu zagospodarowywania terenów po przemysłowych dla gmin i tu nasza inicjatywa, jak mówił v-ce prez. m-ta może się załapać.
   Na wizji lokalnej byliśmy też w nastawni. Przygotowaliśmy dla niego rozjazd nr 22 do przerzucenia.
  Widziałem, że był bardzo zaciekawiony, jak przełożył wajchę i rozjazd w terenie się przełożył. Obrócił nią dwa razy, tzn. do położenia przełożonego i do zasadniczego (to w terminologii kolejowej). Czyli niby taka drobnostka, jak dla mnie, a tyle radości innym może sprawić. Czystość na nastawni też zrobiła na nim i gościach wrażenie, więc praca nie poszła na marne, a właśnie to miał być taki efekt, że oprócz składania pism działamy.
  Dwa razy powtórzyłem, że będzie to jedyna w PL taka nastawnia z możliwością zwiedzania i manipulowania urządzeniami srk. Podobnie z układem torowym - też taki jedyny w PL w centrum dużego miasta i w centrum aglomeracji. Na koniec, bo już wcześniej też mówiłem, że pozytywne jest to, że przejmowanie tego terenu odbędzie się na raty. bowiem do końca roku muszą być podjęte decyzje odnośnie urządzeń na nastawni, a także uratowanego toru od rozbiórki, a reszta to już kwestia przyszłego, jak nie 2019 roku.
  Niby chciałbym se dychnąć, ale na stacji macierzystej takie zaległości się porobiły, iż nawet 230 zwraca na to uwagę. Dziś miałem se niby flachę zrobić, ale przeniosłem to na jutro, bowiem te zaległości i pilne rzeczy do zrobienia to trudno. Wytrzymam jeden dzień. Zresztą pogoda jutro sprzyjać będzie sączeniu, bowiem deszczowo i zimno.
   W  nd. wyjazd rekreacyjny na kopalnię dla mnie i 17-ki z miejsca. Może jeszcze ktoś będzie chciał jechać. Na pewno trochę wody z nastawni znowu wyleję, to taka teraz praca obowiązkowa będzie, ale już bez spiny. Może też przy odwodnieniu pod mostem na Czarnoleśnej coś podłubię. Wszak jak się zgodzą, pozostał już tylko jeden szczebel, to tam trza będzie wparować i robić.
   Dobra, na razie tyle, bo lezie 834, który znowu jest bez pracy.

środa, 25 października 2017

Środa #1262

   Dzień sądu ostatecznego. Jeżeli m-to, w postaci v-ce prez. m-ta, nie zostanie dziś przekonane do naszej inicjatywy, to możemy się pożegnać z działaniami na szeroką skalę. W zasadzie będziemy mogli se pojeździć drezyną, jak ją ściągnę lub pojadę do Wodzisławia po nią, ale niewłączenia się m-ta do inicjatywy to jej pogrzebanie. Rozebranie toru na działce 2394/210, która od 01-01-2018 wraca do m-ta, będzie równoznaczne z niechęcią przejęcia jeszcze większego torowiska stacyjnego. Gdzie tam jeden tor 600m, do 12 torów po 550m + do tego głowica rozjazdowa. Podobnie z urządzeniami na nastawni RCL. Jeżeli i tu m-to powie - nie, to jedyna w PL nastawnia mechaniczna, która mogła by być udostępniona dla zwiedzania, a co ważne dla możności ustawiania przebiegów, czyli przestawiania rozjazdów, drążków przebiegowych, w końcu dźwigni semaforowych odpadnie. Tylko tu, na obnażonych urządzeniach, można by pokazywać jak to działa. Same tory pod drezyny w PL są, choć nie w centrach miast więc tu się innowacyjnością nie przebijemy. Dzień pokaże, a  w perspektywie 2 tyg. co uradzili.
  Wczoraj była obracana latarnia na budynku P2 w stronę rozjazdu, który nam rozkradali (zdjęcie poniżej) i jest teraz super. Oświetlony teren, można bez latarki iść, a co najważniejsze, ochrona będzie z daleka widziała co się tam dzieje. Wracając z tego terenu torem 12, między tokami szyn, w pewnym momencie, idąc w gumofilcach, lewą nogą nadepnąłem na gałąź. Ta podniosła się na podkładzie betonowym w taki sposób, że chcąc ciągnąć prawą nogą do przodu, noga natrafiła na przeszkodę nie do pokonania. W tym momencie ciało rozpędzone nie miało się jak zatrzymać i siła bezwładności pchała je do przodu, a ponieważ prawa noga była zablokowana o gałąź to całość zaczęła się przechylać do przodu na lewą stronę. Nadto w prawej ręce niosłem nową, ledową lampę. Nie chcąc jej potrzaskać, nadal trzymałem ją w ręce. Najprawdopodobniej lewą rękę, bowiem było zimno, trzymałem w kieszeni kufaji (tego nie pamietam), w której lazłem, przeto nie zdążyłem jej użyć w odpowiednim momencie, a pamiętam tylko, że mózg w pewnym momencie analizował czy użycie jej dla ciała przychylonego już o 45 stopni jest zasadne. Nie została więc wysunięta do przodu i zacząłem bezwładnie lądować na torowisku złożonym z podkładów i kamieni (tzw. tłucznia). W końcowej fazie lądowania, gdzieś tam pod ciałem lądującym częściowo na lewy bok, podgięły się palce (3 i 4) lewej dłoni. Po wylądowaniu, kiedy czułem upadając, że kufaja niweluje wszystkie nierówności w postaci kamieni i podkładów, leżałem ok. 10 sek, w czasie których nastąpiła szybka analiza uszkodzeń. Leżąc w torze po tych 10 sek, wniosek był niesamowity, właściwie oprócz b. lekkiego bólu w lewym kolanie, i palców dłoni lewej ręki, nic więcej nie dawało znaku, że jest coś nie tak. Za głową, w odległości ok. 20 cm znajdowała się szyna kolejowa S49. Pomyślałem, tylko tyle brakowało, by następstwa upadku były o wiele groźniejsze.
    Postanowiłem wstać przewracając się w części na prawy bok i z niego, podnieść się. Jak już wstałem, to odłożyłem lampę z prawej dłoni i postanowiłem sprawdzić co z palcami lewej ręki. Zginanie odpadło, bowiem przy jakimś złamaniu tylko pogorszyłbym sprawę, zwichnięciu czy czymś takim podobnym. Palcami prawej dłoni lekko uciskałem w różnych miejscach palce lewej dłoni, czy w którymś miejscu nie powstaje znaczny ból, ale nic takiego nie miało miejsca, więc lekko je zgiąłem i też było w porządku, dalej już nie zginałem, dając im czas na dojście do siebie. Stojąc w torze, nadal w szoku, że praktycznie nic się nie stało, choć można upaść na równym, płaskim chodniku i mieć poważne obrażenia przez myśl przewinęło się jeszcze, że to jakieś niesamowite szczęście, bo jak bym się tak uszkodził, to jutrzejsze (dzisiejsze) spotkanie, z mojej strony, mogło by nie dojść do skutku, a rozwalając się na torowisku dałbym znak, że to nie jest bezpiecznie i potencjalnie inni mogą również się uszkadzać.
   Już znacznie ostrożniej, nadal nie mogąc stłumić euforii po tym oświetlonym teraz terenie ruszyłem w stronę głowicy rozjazdowej przy nastawni RCL.
   A wczoraj ostatnie porządki przy w/w nastawni. Odgrabili liście (230 i ten 17 latek, był też kolega z Belgii, któremu się nudzi, ale tylko, jak to on, marudził), posprzątaliśmy na nastawni, ja przetarłem jeszcze skrzynię zależności i później wynosiłem wodę z piwnicy. O ile w pierwszym wyjeździe, opisanym wczoraj, wyniosłem ok. 200 ltr., to w popołudniowym wylane zostało 600 ltr., dzięki temu poziom wody optycznie zmalał. Mam nadzieję, że v-ce prez do piwnicy nie będzie chciał iść, bo dla każdego zalany budynek to problem.
  W zasadzie to tyle, bo przygotowuję się do wyjazdu i wizji lokalnej. Jeszcze zdjęcia z taśmociągu i budynku P2.
I widok w drugą stronę.
  Poniżej teren, który został doświetlony, ten tor po prawej, to w nim właśnie się wyjebałem, gdzieś za drugim, tym wysokim, drzewkiem.
  Poniżej, panorama w druga stronę, pod tym mułem są jeszcze, ledwo widoczne, 3 tory i dwa rozjazdy. Jak będzie dziś zgoda czy wola na przejmowanie przez m-to, to będziemy je, kiedyś tam,  odkopywać. Są pilne rzeczy do wykonania, jak choćby osuszenie nastawni RCL, czy odwodnienie torowiska pod mostem przy torze wyciągowym.

wtorek, 24 października 2017

Wtorek #1261

    Godz. zero się zbliża, a na dodatek jeszcze komp wysiada. HDD i system jednocześnie lub jedno z dwojga. Dość, że neta mam około minuty, po czym się rozłącza. By nie tylko żyć koleją tą kopalnianą, to, ponieważ na weekend nie udało się "coś" zrobić ze 172, to z kopalni pojechałem dziś do niego na mieszkanie, które remontuje. On w klacie, w pyle po szlifowaniu ścian, ja w ubraniu roboczym z kopalni. Oczywiście rozebrałem się z tego ubrania, tylko piszę to, bo łatwiej jest się poruszać w takim ubraniu po remontowanym mieszkaniu. Na mojej roboczej kufaji położył się na podłodze. Początkowo siadłem na nim, ale położyłem się po chwili. Leżąc pewnie brudziłem się od niego tym pyłem, ale mniejsza. Liczyły się warunki lokalne, jakby teren budowy, jakby budowlaniec pode mną. Takie dziwne uczucie, bo jak go głaskałem, to napylona skóra robiła ciekawe wrażenie. Coś jakby natalkowana, ale takim grubszym talkiem. Ach te jego mięśnie, prosto z pracy, jeszcze nagrzane, zresztą mięśniaki są przeważnie nagrzane, bo, co już pisałem, pozbawione tkanki tłuszczowej emitują ciepło na zewnątrz. Oczywiście zachwycałem się bicepsami, barkami, klatą i brzuchem na którym wylądowała część klapsów.
   Ostatnio pisałem, że przy lasce w Gdynii mu nie stanął, a tu po chwili organ już naprężony (jego) i prawie gotowy do działania. Trochę swoją erekcje przedłużałem, wszak ostatnio nie często są warunki na stacji macierzystej. Po powrocie z delegacji na weekendy w stacji stoi 371, co skutecznie blokuje ruchy manewrowe ze 172.
   Po za tym na kopalni elektrycy SRK, głównie na mój wniosek, przełożyli jedną latarnię na budynku P2 i teraz będzie już świeciła na tył układu torowego. Być może dziś lub jutro sprawdzę wieczorem jak świeci. Zmiana w samą porę, bowiem wnet przesunięcie czasu i oświetlenie rusza wcześniej, tudzież złomiarze też. Teraz trochę im się pokrzyżuje.
   Oprócz tego rozmawiałem z redaktorką Wiadomości Rudzkich i coś mi się tu wydaje, że miast nagłośnić sprawę jest to gazeta miejska, która nieszczególnie chce iść m-tu nie pod rękę, co wywnioskowałem z jej odpowiedzi nt. artykułu, bowiem:
- teraz jestem zajęta czymś innym, po za tym poczekamy na decyzję miasta.
  Czyli chuj z tym, że coś chcemy ratować, jak m-to powie nie, to nie będziemy mu drukować niepotrzebne i robić k/dupy. Ot taka rola miejskiej gazety. To w takim razie dziś rusza fb i zajmę się tym, jak mi komp jeszcze pociągnie trochę.
   Popołudniu jeszcze jeden wyjazd na stację RCL, by nastawnię doprowadzić do względnego ładu. Dziś ponownie z 17 latkiem MK. Nawet fajnie się z nim pracuje. Jest niesamowicie grzeczny, co aż poraża przy wioskowych skurwielach. Odzwyczaiłem się przy nich, od wyższej kultury.
  Tyle, bo zbieram się na ponowny wyjazd na nastawnię. Jeszcze zdjęcia z względnie posprzątanej nastawni.
  I jeszcze druga strona.

poniedziałek, 23 października 2017

Poniedziałek #1260

    Mam tyle czasu, że go praktycznie nie mam, a pomału padam już na ryj.
    No to zaległości c.d. W ub. pon. 979 wyciepł ze swojego mieszkania 174. Wyciepł go samego, ale pozostał mały od 174. Co było do przewidzenia we wtorek 174 wrócił się po małego, zabrał go i tyle go widzieli. Oczywiście 979 ujadał, że on nie da małemu spać pod mostem itp. bzdety. Jak kiedykolwiek chciałem trochę (nie wiem czy to dobre słowo) ustawić 979, to zawsze mi mówił:
- zrób se bajtla, to będziesz se nim rządził.
  Teraz przy okazji wtrącania się 979 do wychowania, czy bytowania małego od 174 powiedziałem mu to samo. Oburzył się i zaczął ujadać, że aż się zakrztusił w pewnym momencie. Natomiast po jego wywodzie powiedziałem mu:
- to nadal nie jest Twoje dziecko.
  Inna sprawa, to że przewinęło mi się przez myśl - skoro wyciepł 174, mało tego ten zabrał swoje dziecko, to teraz 979 jakby traci uzasadnienie przebywania u mnie, bo przeważnie imputował, że jest tu (na stacji macierzystej), ponieważ dla dobra dziecka pozwala im mieszkać u siebie (jeszcze matce, której nie lubi). Mimo braku podstaw, które rozgłaszał nadal mieszka na stacji macierzystej i jakoś nie widać chęci wyjścia z niej na stałe. No dla mnie dobrze, bo, co już pisałem kilkukrotnie, jego wyjście na stałe ze stacji macierzystej nie jest dla mnie dobrym rozwiązaniem. Ciesząc się, że nadal tu jest przestałem drążyć temat zaginionego 174 i jego dziecka.
   Teraz sprawy kolejowe. W środę ma być v-ce prez. m-ta u nas na wizji lokalnej. Nwm. czy to pisałem, ale to dobre rozwiązanie, bowiem wpierw będzie "u nas" później, na zarządzie m-ta będzie rozmawiał z prezydentową o nas. W związku z tym w sob. i nd. byłem z ekipami na nastawni RCL. W pt. ponieważ nie padało wzięliśmy wózki robocze z kopalni i pojechaliśmy nimi do nast. RCL, by uruchomić i przesmarować jedną wajchę, co v-ce prez. m-ta będzie miał czym machnąć.
Poniżej wózki w oczekiwaniu na ochronę, która miała nam bramę otworzyć.

  Wajcha rozjazdu nr 22 chodzi już lekko, jeszcze ją dosmaruję. Oprócz tego, posprzątaliśmy trochę na nastawni wraz z 834, bowiem 230 był zajęty robieniem prowizorycznego napędu do wózka roboczego i w zasadzie nie pomagał. Głównie pozamiatałem podłogę na nastawni, wyciepłem stare butelko po wodach mineralnych, opróżniłem lodówkę po jakiś starych art. spożywczych i na koniec wynosiliśmy wodę z piwnicy, która tam zalega. Nie wiem skąd się przesącza, ale nastawnia stoi w dole i to może być problem w dalszej działalności. Wynieśliśmy jakieś 300-400 ltr. i po tych czynnościach wracaliśmy na stację macierzystą, bowiem każdy z nich chciał mieć jeszcze popołudnie, a w ogóle to wyjechaliśmy późno - ok. 13:20.
   W nd. powtórka, ale jechał ze mną 979 i MK z miejsca ten 17 letni, nawet ładny, ale nie zajmuje się tym, bo co go zrażać. Z zasobami ludzkimi jest problem - takie czasy.
   Ponieważ wczoraj padał deszcz co w/g prognoz miało być, to czynności wewnątrz nastawni. Dalsze sprzątanie, mycie parapetów, innych powierzchni płaskich, by jakoś to wyglądało. Wyciepliśmy też następne śmieci i zaczęło się robić ładnie.
  Zdjęcia z w miarę posprzątanej nastawni.

  Odsłoniliśmy też część ławy nastawczej z suwakami. To rzadki widok, nawet pracując na kolei u siebie na nastawni tego nie widziałem, bo niezmiernie rzadko są pokrywy ściągane, a tu można by to zrobisz oszklone by ludzie mogli pooglądać jak to pracuje.
 Obróciło to zdjęcie, ale już nie będę dociekał czemu.
  No i na koniec ponownie wynosiliśmy wodę z piwnicy, tym razem jakieś 700 ltr. wynieśliśmy i było widać, że poziom się trochę obniżył.
  Tyle, bo już pod wjazdowym kolega z Belgii, a za jakiś czas wyjazd na kopalnie. Narka.

piątek, 20 października 2017

Piątek #1259

  Ja to mam jakieś totalne szczęście. Patrzę przedwczoraj do kalendarza, a tam wpis, że wczoraj termin w biurze pracy. Dobrze, że spojrzałem, bo znowu była by wtopa, a już plany na dzień inne szykowałem, a tu trzeba było je zmienić. Miałem jechać do 824, bo tak zakładałem, że po 2 tyg. przyjadę tam ponownie, ale napisałem mu by przyjechał do mnie, bo się nie wyrobię.
   Co do drezyn kolejowych to wieść na kopalni się rozeszła i teraz już nawet szeregowi pracownicy wiedzą o inicjatywie i czasem dopytują co chcemy na terenie robić.
   Przedwczoraj byłem w UM Ruda Śl. i teraz wszystko w zasadzie zależy od miasta. Okaże się jakie jest jego stanowisko przy przyjmowaniu działki wraz z torowiskiem. Sekretarka z-cy prez. m-ta przekazała, że dziś (pisane w czwartek) z-ca prez. spotyka się z prezydentową i będą m.in. na zarządzie omawiać tą sprawę. Trochę to na opak, bo wolałbym wpierw z z-cą przez. zrobić wizję lokalną, a następnie by się spotkali, bo tak, to on mało o tym wie. Jutro (dziś, pisane wczoraj) mam się z nim spotkać w sprawie wizji lokalnej i zobaczę, czy jeszcze jest o co walczyć. Może być tak, że miasto się wypnie i inicjatywa polegnie, bowiem wszyscy, którzy mają na stanie środków trwałych sprzęt, jako partnera widzą m-to, a nie nas.
   Dziś się okazało, że wizja lokalna będzie w środę o 13:00. Informację przekazałem komu trzeba, zaalarmowana jest kopalnia i załatwione na jutro i niedzielę klucze z nastawni, by móc tam posprzątać.
   W każdym razie nadal działam jakby miało dojść do pozytywnego finału. Jutro będę rozmawiał z SRK na kopalni w spr. pomieszczeń socjalnych dla nas, bo są takie przy dawnej lokomotywowni i tam moglibyśmy trzymać narzędzia - kilofy, łopaty, szczotki do rozjazdów, młotki, klucze, jakieś ciuchy, czy nawet drezynę, jak pomierzę drzwi i ona tam wjedzie. Wewnątrz są jeszcze znaki kolejowe i jakieś rupiecie pokolejowe. Niestety część stamtąd już wywieźli na złom, ponieważ teraz jest akcja, że co się da to na złom. W sumie fajnie.   

  Zaznaczyłem też szyny, by nie pojechały w tym pędzie na złom, tzn. głównie elementy rozjazdów, bowiem to jest rzadkie i trudne do załatwienia, a trochę tam tego było, jednak się spóźniłem i część iglic, opornic pocięli na złom, a były w dobrym stanie. Czy tą resztę zaznaczoną zostawią jak zwykle się okaże.
   Teraz na wizję lokalną trzeba będzie wysprzątać nastawnie, uruchomić jedną lub dwie dźwignie zwrotnicowe, by prez. mógł przełożyć i zobaczyć o czym mówimy.
   Po za tym dziś rozmowa z dziennikarką z Wiadomości rudzkich. Materiał może się ukaże w gazecie i wydaniu internetowy po wcześniejszej autoryzacji przeze mnie. Mojego zdjęcia nie będzie, choć dziennikarka chciała zrobić. Uznałem, że to jeszcze nie ten etap. Godzinę gadaliśmy chodząc po układzie torowym, na nastawni wykonawczej byliśmy, bo akurat była otwarta. Redaktorka zrobiła ileś tam zdjęć, zobaczymy co ukaże się w wydaniu (dam linka). Muszę też ruszyć kampanię na fb, ze stowarzyszenia.
   No i jeszcze wychodzi to co przewidywałem. Mam nadzieję, że chwilowe, ale problemy z zasobami ludzkimi. Jutro np. ostatni dzień pogody, a nie mam tam z kim jechać. Nie mogę ciągnąć tam na siłę, bo nie o to chodzi, ale widzę, że następne dni, czy weekend trzeba będzie z góry planować, kto na kiedy do prac.
   Tyle, bo znowu tego nie opublikuje, a wczoraj już miało być pyknięte. No co zrobić, tyle czasu, mam ile mam.

środa, 18 października 2017

Środa #1258

   W pon. byłem tak potwornie zmęczony, że wieczorem nawet nie budziłem 371, który tradycyjnie zajął część mojego toru postojowego na noc, tylko zająłem inny tor przynosząc z grupy D materac i prześcieradło, z grupy B kołdrę i wyglebiłem. Jakąś minutę góra dwie trwało zaśnięcie, co w ostatnim okresie nawet półrocznym czy rocznym jest rekordem. Zwykle nawet jak padam zmęczony, to w krótkim czasie przychodzi chwila, że już prawie zasypiam, następnie mózgowi się coś przypomni, włączy się, wejdzie na obroty i działa przez następne 20 -40 min., czasem nawet ponad 60 min. Więc pon. najlepiej świadczy o punkcie kulminacyjnym załatwiania spraw, zajęć bieżących i organizacji tego wszystkiego wokół. Było by i może lepiej, gdyby na stacji macierzystej był bezruch popołudniu czy wieczorem, ale gdzie tam... Ruch trwał do samej 22:00 w tym na stację wszedł 972, którego tu nie było z dwa tyg. Na szczęście z rozmowach absorbował 371 i innych, ale mnie trochę też, inni też to też @ z raportem z dnia do stowarzyszenia pisałem ponad 2h, ale i tak na szczęście wyszedł fajny. 972 zaprosił mnie do siebie, bowiem żona w tym tyg. ma na popołudnie to ma chatę wolną. No trza będzie skorzystać, może nawet i dziś.
   Tego też nie opisałem, bo ten ciągły brak czasu. 172 jest na delegacji w Gdyni jakiejś tam (dzielnicy) i jak to mięśniakik-skurwiele dupić się chce. To też, już kiedyś do mnie dzwonił w tej sprawie by na necie mu poszukać domówek, umówił się na taką domówkę i na sam koniec kiedy miał wyjść zadzwonił do mnie i przez telefon, przy niej, nawija że jest załamany bo mu nie stanął i nic z tego nie wyszło. Od razu sobie pomyślałem - nie jest źle, przy mnie mu staje, ale wiem jakie to uczucie dla samca, jak organ odmawia posłuszeństwa i robi wrażenie defektu.
   Niestety obowiązki wzywają, czyli wyjazd na kopalnię, a na koniec kilka ujęć chwilowo uratowanego toru, bo decyzje wiążące jeszcze nad nim nie zapadły i fadroma z zębiskami tymczasowo się wycofała.
Powyżej miejsce ustawienia rozjazdu, którego wcześniej nie zauważyłem. Tu zbiega się tor łącznikowy nr 20 z torem piaskowym (piaskowy to ten prosty).
  Poniżej zarośnięte i zabłocone iglicy rozjazdu nr (no właśnie nie wiem jaki to nr, ale dowiem się). Dalej jest jeszcze ok. 100 m i przed strumykiem tor się kończy.
  Poniżej miejsce końca toru, nagle urywający się potoczek wpada własnie do prostopadłego strumyka, a tor się tu kończy.
    Poniżej, widok w drugą stronę od strumyka na zwał węgla, w trasie jest rozjazd o nieznanym na razie numerze.
   Poniżej, wiadukt, na którym biegł tor nr 16 ze stacji RCL do szybu Lech. Ten tor w części istnieje, kończy się jakieś 100 m od wiaduktu i z czasem będziemy go odkopywać i udrażniać.
   Tyle, bo kopalnie u UM czekają, tzn. sprawy tam do załatwienia. W UM to chyba średnio na mnie patrzą, bo zaś idzie ględzić. To narka.

poniedziałek, 16 października 2017

Poniedziałek #1257

    Budzenie się o 05:30 to jakaś masakra, przynajmniej w dzisiejszym wydaniu. Jak zadzwonił budzik i obudziłem sie, to czułem się przez jakieś 3 sek, jakbym został pierdolnięty w łeb. No ale po pół minuty już funkcjonowałem w miarę normalnie. Procedury poranne i po 50 min byłem gotowy do wyjazdu na kopalnię Bielszowice do dyrektora w sprawie odwołania dzisiejszego wyrywania toru piaskowego, będącego na działce miasta, a działkę tą PGG (Polska Grupa Górnicza) chce do końca roku zdać do miasta, a warunek jest by była czysta i zdatna do przejęcia, a więc bez toru i torowiska.
   Dziś do 08:00 miała być decyzja, czy likwidacja będzie powstrzymana czy tor zostanie tymczasowo uratowany. Tymczasowo, bowiem teraz piłeczka po stronie miasta. W środę, bo już dwa razy byłem w biurze nieruchomościami ponownie tam będę i będę im stękał o sytuacji, by ewentualna decyzja była pozytywna. Z tego co dowiedziałem się na kop. Bielszowice, taki majątek (chodzi o tor kolejowy z torowiskiem) kopalnia nie jest w stanie nam przekazać, partnerem musi więc być miasto, bo ono i tak działkę dostanie.
   Mając już przepustkę na teren kopalni, bo musiałem wejść do budynku TJP czyli tzw "przeróbki" postanowiłem obejrzeć jak wygląda czynna kopalnia, bo na Pokoju, wydobycia już nie ma, a deszcz trochę kopalnię umył. Na Bielszowicach jednak kopalnia w pełni wydobycie, bowiem na wierzch wydobywa się też urobek z pokładów kop. Pokój. Poszedłem na sortownię, pod którą kilka wagonów kolejowych (aparatu nie miałem, ale też chodząc stwierdziłem, że może dobrze, bo jakby ktoś zobaczył to mogły by być problemy, a tych na obecnym etapie załatwiania spraw nie chcę) przeciąganych linami, ale to przeciąganie nie odbywało się. Przesuwnica z tyłu sortowni mniejsza niż ta na Pokoju, nowsza, to oszczędniejsza w materiałach. Ta na pokoju jeszcze starej produkcji lat 70-ych to duża. Poniżej zdjęcie tej z kop. Pokój.
   Niestety nie uratujemy jej, brak mocy przerobowej, zresztą nie przesuwalibyśmy na niej drezyn, a po za tym, za chwile wyjdzie problem ludzi do obsługi tego terenu.
   Na terenie kop. Bielszowice na powierzchni jeszcze działa kolejka wąskotorowa, dość intensywnie eksploatowana, co widać po torach. Bardzo lubię chodzić po takich zakładach, nawet jeżeli z tego załatwiania nic nie wyjdzie, tzn. likwidator SKR nie przekaże nam terenów stacji Ruda Czarny Las to pozostaną wrażenia. Do dziś pamiętam chodzenie po dawnej lokomotywowni wachlarzowej Bytom, dziś już nieistniejącej. Ten specyficzny zapach z kanałów w których przeróżne smary były mieszane wraz z wodą, a na powierzchni wdeptane w posadzkę warstwy smarów, olejów, które tam przez lata skapywały ze stojących parowozów. Podobnie na kopalni Bielszowice, choć węgiel nie ma tak intensywnego zapachu, ale mimo tego przeróżne zakamarki, po których chodziłem trochę dziwnie wyglądając z teczką z papierami. Na te papiery to trza będzie uruchomić segregator, bo się mnożą. Mimo tego nikt się nie pytał czemu chodzę po takich dziwnych miejscach np. k/sortowni. Obszedłem kopalnię dookoła i wyszedłem bramą, którą wszedłem wcześniej udając się na towarową, trochę specjalnie, by mnie cofnęli na bramę osobową. Tak też się stało. Na kop. akcja ratownicza, bowiem nadal pali się pokład pod ziemią. Z centrali ratownictwa górniczego z Bytomia przywieziono wolnostojące transformatory przewoźne, stale na dół podawana jest woda przez węże strażackie, które na powierzchni biegną do stałych rur, których drugie końce pewnie wychodzą na dolnych pokładach. Akcja trwa od piątku, to hektolitry wody poszły już na dół.
    Dobra, kończę. Nie dlatego, że nie mam czasu, ale 371 ma wolne w pracy i chce do kompa to staram się jak mogę, by nie widział co i gdzie piszę, nadto, bo jest już 14:00 trza zeżreć drugie śniadanie, a po 15:00 będzie 979. To narka.