czwartek, 22 lutego 2018

Czwartek #1321

   Czasem to mam odchyły, choć czy to faktycznie odchyły?
   Wszedł wczoraj na stację 826. Nic nowego, jak również to, że ciągle nadawał jak osioł na Shreku, któremu się usta zamknęło, a on nadal nadawał. (to od 3'26)

Widział jak rozdysponowywaliśmy cysterny z obiegu i po jakimś czasie spytał się czy mógłby się załapać na to co jest w cysternie.
   Już kiedyś miałem ochotę na powiedzenie mu, że owszem, ale żarcie w klacie. Wczoraj po 4 min myślenia w końcu wypowiedziałem, że owszem, dostanie zawartość cysterny, ale żre w klacie.
  Rozebrał się od razu, nim jeszcze zawartość została zgrzana. W sumie to przy grzaniu stał i pilnował, to ja pilnowałem, a właściwie głaskałem jego plecy. W czasie jego żarcia również. Widziałem, że tak na początku przy intensywnym głaskaniu czuł się jakoś dziwnie. Mnie to nie dziwiło, bowiem nikt go w życiu nie głaskał po plecach. Ani laska, ani synek, a tu takie doznania, na które się zgodził. Było przyjemnie, bowiem skóra gładka, plecy umięśnione, mięśnie motyla doskonale widoczne, dobrze uwydatnione, dobrze się je trzymało w rękach. Ogólnie wymasowałem mu całe plecy od szyi po pas. Teraz pozostanie czekać, czy na następne cysterny będzie się chciał załapać i czy podobnie wymiennie - cysterna za głaskanie i żarcie w klacie? Taki test na to co oprócz zawartości cysterny musiał strawić.
  Obejrzałem przed chwilą zdjęcie satelitarne pogody https://www.weatheronline.pl/pogoda/satelita/Europa/Europa/podczerwiencolor/premium.htm  i jest dramat. Powietrze schodzi do nas z nad Skandynawii prosto z północy. Na weekend straszą nas jakimiś mega niskimi temperaturami, a ja z tych ciepłolubnych, a mam być na kopalni, to będzie jazda. Chyba siądę dupą na grzejnik i tak przesiedzę. Dziś też jadę, ocieplić trochę pomieszczenie w którym biorę wodę i może uda się zajrzeć do nastawni wykonawczej, bo tamtej nie ocieplałem, ale siedzi tam ochrona w jednym pomieszczeniu i w nim grzeje.
  Dobra, bo przylazł 826 i zbieram się na kopalnię, to do zaś. Narka.

wtorek, 20 lutego 2018

Wtorek #1320

  Od paru tyg. zauwazyłem, iż pn. to taki dzień dochodzenia do siebie. Po uciążliwym weekendzie, ostatnimi czasy prawie każdym, w pn. ruszam (nie wiem czemu w pierwszej wersji chciałem napisać rucham) się ociężale. Tzn. robię w większości co mam do zrobienia, ale wydajność jest niewielka. Dopiero od wtorku ruszam z intensywnymi pracami.
   Czasem tez zjawiające się drużyny trakcyjne mnie rozpraszają. Wczoraj był 826. Ponieważ już miałem startować z pracami, to postanowiłem go obmacać więcej. Znowu przeszedłem siebie, ale też i on na wstępie rozebrał się do koszulki, jakby prowokując mnie. Ileś tam razy podciągałem mu koszulkę aż na szyję, masując, czy głaszcząc jego plecy z bardzo delikatna skórą, prawie jak u 222. Oczywiście brzuch z 6-cio pakiem też został sprawdzony, podobnie jak bicpesy i przedramienia. Choć już mniej ćwiczy, to nadal mięśnie robią pozytywne odczucie, nawet bardzo, bo po chwili głaskania jego pleców w kuchni, organ wzbudził się do działania i musiałem się zająć czymś innym, bo niecodziennie bym wyglądał. Jak już organ wrócił do swoich rozmiarów, to i ja ponownie, choć już bardziej opanowany sięgnąłem do jego mięśni. Tak przeleciały prawie 2 h, w czasie których niewiele zrobiłem oprócz cieszenia się jego mięśniami.
   W tym dochodzeniu do siebie szczury też dostały amnestię na jeden dzień. Musiałem przygotować się psychicznie na ich wyłapywanie, a przy dochodzeniu do siebie po weekendzie to tak średnio.

    Wiem, nie powinienem tak pisać, ale jest szansa, że inicjatywa padnie nie z mojej winy. Otóż, włączył się duży gracz KSSE. Mają kasy w ciul, tak że my, ani m-to nie stanie im na przeszkodzie, bo wiele miast by ich chciało u siebie mieć. Inną rzeczą jest też to, że oni by wszędzie chcieli być, a z tym byciem jest na razie kiepsko. Np. w Świętochłowicach mieli być od czasu budowy średnicówki i od tego czasu (2003) nic się nie wydarzyło. Podobnie na terenach po byłej kop. Wirek w Kochłowicach o czym pisali już w 2015 na necie. (kop. Wirek jest w Kochłowicach, a w Wirku jest kop. Pokój) Na razie jednak bieżące zajęcia, czyli przygotowywanie się do imprezy rozpoczynającej sezon 28-04-2018 oczywiście przy braku ludzi. Termin wstępnie wyznaczony, to organizowanie trzeba zaczynać licząc na pojawienie się ludzie w tym czasie. Tzn. aktywizuję się na fb., jakieś portale kolejowe zahaczam, ale na razie efekt żaden. Trzeba znaleźć coś co pobudzi ludzi do działania. Wszak jakieś inicjatywy na fb przechodzą skutecznie.
   Tyle, bo muszę lecieć do fryzjerki znajomej, później zajęcia jeszcze na st. mac. i tak można dostać do gowy. Nie wyrabiam się i zatraciła się już równowaga między pracą, a czasem wolnym - relaksem.

poniedziałek, 19 lutego 2018

Poniedziałek #1319

   Tak, tak, żyję. Miałem notkę pchnąć w pt., następnie w sob. i nd., ale się nie udało, dopiero dziś.
   W nocy na grupie A stacjonował 172. Rano się do niego dobrałem. Ach tej jego wygląd. Jak wychodziłem z łóżka to organ już stał gotowy do akcji, a jak się położyłem na 172 to mało mu brzucha nie przedziurawiłem. Trochę na nim poleżałem rozkoszując się jego mięśniami i to wszystkimi. Przez ostatnią pracę fizyczną (na budowie) i tryb życia, wygląda rewelacyjnie. Taki złoty okres. Od klapsów na klatę, trochę mu się zaczerwieniła, ale nic nie stękał. Ostatnią pozycją jaką z nim zrobiłem, za nim było już po, to położyłem go na krawędzi łóżka, tak że dupa i część lędźwiowa była jeszcze na łóżku, a klata i reszta już nie. To spowodowało napięcie mięśni brzucha i częściowo klaty, więc dotykając je i siedząc mu na brzuchu przeżywałem totalny odlot, a po jakimś czasie faktycznie odleciałem. Takie pozycje kiedyś to robiłem także ze 171 oraz 973. Ten za pół roku wychodzi, to może coś tam jeszcze z nim przećwiczę.
  Jak pomyślałem teraz o 171 i przypomniałem sobie sceny z nim, to organ znowu budzi się do działania. Z 973 też. Ach te mięśniaki wioskowe...
 
     Hmm, tego się nie spodziewałem, ale na razie są trudności w pozyskaniu ludzi do inicjatywy. Trochę długo z tym zwlekałem (szukaniem ludzi), ale nie chciałem też zrażać potencjalnych współpracowników, bo ściągnąłbym ich, a następnie okazało by się, że nic z tego nie wyjdzie. Teraz okazuje się, że z tego może coś wyjść, bo po stronie instytucji jest zgoda, ale brak ludzi do cyca.
  Wydawało mi się, że w aglomeracji, to będzie najmniejszy problem z pozyskaniem MK do działań na terenie stacji, a tu się okazuje, że znaczna część MK to cykacze fotek lub gracze symulatorów.
  Paradoksalnie zdecydowana większość MK walczy o uratowanie linii kolejowych, szlaków, stacji, a tu w zasadzie jest prawie uratowane, to znowu ich (tych walczących gdzieś tam) nie ma. Zaprzęgnąłem do tego fb, ale mimo tego idzie to jakoś opornie, chyba będę musiał więcej przy tym posiedzieć. Ale jak tu znaleźć czas na to, jak ciągle jest coś do zrobienia na stacji mac. i na st. RCL.
   Weekend na stacji RCL. W sob. nawet nie pamiętam co robiłem, ale coś istotnego. Nie pamiętam, bo się zaciąłem i zapomniałem. Był wczoraj gość z portalu fb Żelazna Ruda Śl. Pogadaliśmy 2h. Okazało się, że pracował na nastawni, a przynajmniej na niej bywał. Jakoś nie zapytałem wprost, co robił na kopalni, ale bardziej interesowało mnie jak może pomóc przy zorganizowaniu ludzi do utrzymania stacji z dwoma nastawniami. Przedstawiłem mu plany odnośnie imprez, czyli startu w ostatni weekend kwietnia i ciągnięcia już do końca roku, a także wizji jakby to miało wyglądać technicznie. Np. na nastawniach po dwie osoby, bowiem jedna odpowiedzialna za przekładanie wajch, druga opowiadająca o pracy nastawni, a na pewno takie obłożenie na nast. dysponującej. Na wykonawczej J.K. mogła by być od biedy jedna osoba, która by sobie z ludźmi poradziła, bo tam mniej sprzętu. Do tego osoby w terenie tzw. służba porządkowa niezbędna na każdej imprezie.
   Przedstawiłem też, że inicjatywa z czasem, myślę, że niedługim, będzie samowystarczalna, tzn. samofinansująca się. Jeżeli gość w Bieszczadach (nie wiem czy o tym pisałem), wyciąga od kwietnia do paźdz. 1.200 tys. (chyba trochę zaniżony wynik) to zrobienie tego wyniku w aglo nie powinno stanowić problemu (http://drezynyrowerowe.pl/). Wiem, to oczywiście przychód, bez rozchodu, ale 170 tysi na m-c, to z tego się już paru ludzi utrzyma i opłacą najważniejsze rzeczy. Nadto, my możemy jeździć przez cały rok, włącznie z nocnymi imprezami letnimi, bowiem teren mamy oświetlony (latarnie na zdj. poniżej sprawne), a czynne wesołe miasteczko w Chorzowie nocą przyciągało w lecie sporo ludzi, a bilety na 4h nocne były w cenie całodziennego biletu. No muszę jakoś motywować ludzi do przyjścia, bo nie ma to jak pozytywne finanse.
   Wczoraj pompowanie wody ze studni tzw. szamba, ale teraz tam fekaliów nie ma, tylko woda gruntowa. Wypompowałem ile się dało, tzn. do max poziomu wzniosu pompy, to jakieś 8 czy 9m. Nie mierzyłem, ale powinno starczyć na 2 tyg. jak ostatnio. Zabrałem się też za porządkowanie nastawni dysponującej
 głównie wycieranie podłóg i kurzy z powierzchni płaskich. Po prawej stronie za ścianą jest pomieszczenie socjalne - szatnia, to tam pierwszy raz wytarłem podłogę. W ogóle porządki trochę zaniedbane, bo ciągle coś pilniejszego do zrobienia. Wczoraj zmobilizowało mnie przyjście tego od Żelaznej R. Śl., ale i dobrze, bo później jak żarłem pseudo obiad to lepiej się czułem jak wysprzątane. Z wodą do ścierania nie było żadnych problemów. W piwnicy jej pod dostatkiem, więc wymieniłem chyba z 12 wiaderek wody. Co się zabrudziła, to zmiana. Nie używałem płynu, za to wody, a wody...
   Nawet na wytarcie załapały się schody i elementy konstrukcji na półpiętrze.
   Był też 230, ten do przycinki i wycinki drzew, drzewek. Przyjechał także, bo mu się ciągle nudzi - osiedlowy stękacz (ten z Belgii). By się za coś chwycił to zapomnij, ale dobre rady, to ciągle wypływały z jego ust, czasami jest to mega wqrwiające, ale na szczęście wczoraj przejął jego stękania 230. W sob. mnie suszył głowę. A przypomniało mi się co robiłem. Wycinkę krzewów wokół nastawni i w rejonie semaforów wyjazdowych.
  Powyżej rejon semaforów wyjazdowych, wycięta jest roślinność przy skrajnym, lewym semaforze. To po prawej stronie też zostało położone, więc nastawnia od budynku sortowni jest widoczna.
 Powyżej na zdjęciu tych krzewów na wprost też już nie ma, chciałem by nastawnia była widoczna z głównej drogi, to odstraszy złomiarzy od kręcenia się przy niej. Jak stoi zarośnięta, to jest jakby łatwym łupem, bo nie widać kto, co robi.
   Tyle, bo sprzątanie po szczurach mnie czeka i ich kolejne wyłapywanie. Dziś polecą głównie samce, bo mnie denerwują ciągłymi gonitwami za samicami.
   Narka.

środa, 14 lutego 2018

Środa #1318

   Tak jak pisałem przedwczoraj. Od 11:00 już nic, żadnego wiercenia w ścianach, kucia itp. co przenosi się przez ściany. Wczoraj od 08:00 znowu wiercenie, jakby tego qrwa nie mogli zrobić przedwczoraj od 12:00. Ja to tam jeszcze, bo wczoraj od razu ruchem manewrowym przeniosłem się na grupę B, nawet nie usiłowałem wygasić składu na grupie A, więc poranne wiercenie to już byłem wyspany, ale z drugiej strony tego mieszkania ojciec od 895 ma nocki. Temu to współczuję.
  Wczoraj łapanka szczurów. 8 lub 9 zostało złapanych, w następnych dniach kolejne łapania. Niestety muszę "naprawić" to co zrobiłem, a następne się niestety rodzą. Nie jest łatwo, bo one cały czas biegające luzem po mieszkaniu, toteż doskonale znają wszystkie zakamarki i gdzie się mogą schować. Niestety, dla nich, znam też ich trasy przebiegu, więc mogę się na nich zaczaić i robię to. Nadto łapka, którą zrobiłem zdaje egzamin, jeden się w nią chwycił, ale będę ją znowu ustawiał. Niestety jestem prozwierzęcy i to ich łapanie mnie przygnębia. Jednak niewyspanie, bo kolejna noc z przerwami (z przyczyn techniczno-ruchowych musiałem stacjonować na grupie A), to mnie w pewnym sensie napędza do ich łapania. Przebudzały mnie chyba z 5 razy, kilka razy wychodziłem z łóżka, by zamknąć je w szafkach, do których się chowają. To po 04:30 rozłączyło je i do 08:30 z jednym przebudzeniem udało mi się jeszcze przespać.
   Poniżej szczury w czasie jakiegoś tam karmienia.

  Wali się też sprawa na kopalni. M-to chce przejąc torowiska, ale o ile te na kopalni są za płotem i jeszcze będą strzeżone dłużej, to stacja RCL jest nieosłonięta, zresztą jak zdecydowanie wszystkie stacje w PL i m-to chce wiedzieć jak to zabezpieczymy, przed ubytkami? Pyta się też o źródła finansowania dla inicjatywy. Te akurat mogły by być z bieżącej działalności wszak gość w Bieszczadach wyciąga na drezynach ponad śliwę rocznie, jeżdżąc od kwietnia do paźdz. A tu przy łagodnej zimie można napierdalać nawet w zimę i potencjał ludzki zdecydowanie większy niż tam, ale jak widać to nie wszystko, bo znalezienie osób chętnych do pomocy jakoś trudne, choć zaczynam się za to zabierać. Może jeszcze nie intensywnie, ale coś już drgnęło.
  Tyle, bo przez te szczury (ich wyłapywanie) i sprawę kopalni, jakoś nieszczególnie umysłowo funkcjonuję i jak widzę trudno mi spłodzić jakąś sensowną notkę.

poniedziałek, 12 lutego 2018

Poniedziałek #1317

   Zadzwoniła do mnie w sob. żona od 972, by wczoraj zawieźć do Kalet, bo tam przenieśli za "dobre" zachowanie, pierwszego skurwiela od 972. Może bym i go zawiózł, ale pomny nie uregulowanego kursu wioska - Zbrosławice - Ch-ów M-to stwierdziłem, że nie, bo czemu mam pokrywać koszty tych kursów. Za powód podałem pobyt na kopalni, powrót ok. 20:00, a on na taką miał tam być no i nieuzgodnione z 979 wypożyczenia auta. Nawijała, że boi się iść przez las, w którym jest sama. Powiedziałem:
- to dobrze, że jesteś tam sama, przynajmniej nie ma Cię kto napaść.
 Na koniec stwierdziła, że w takim razie będzie kombinować coś innego. I tu pomyślałem - to jest słuszna koncepcja. Już nie życzyłem powodzenia, bo kto by chciał jechać tyle km., by zawieźć tam mega przejebanego (a przynajmniej aspirującego do tego miana) skurwiela.
  Na kopalni wczoraj dzień relaksacyjny. Pojechałem późno (13:20), ale na tyle wcześnie, że odbiłem składy 172 i 371, które już w drodze na kopalnie dowiadywały się o czynność st. mac. Na nast. RCL właściwie tylko w jednym grzejniku składającym się z 12 grzałek konserwowałem dojście fazy do 6 grzałek i tyle. Następnie zeżarłem a'la obiad, pokręciłem się k/nastawni, pokrzyżowałem plany złomiarzom informując ochronę o ich kręceniu się (nie wiem jak to się odbije na nastawni) i pojechałem na st. mac., bo stwierdziłem, że nic konstruktywnego już nie zrobię, tym bardziej, że nie przebrałem się na pkt. socjalnym w strój roboczy i byłem w wyjściowym.
  Znowu  niedospana noc. Szczury urzędowały przez jej większość, przeto o 03:30 ruchem manewrowym przeniosłem się na grupę B. Mało tego, rano robotnicy budowlani w mieszkaniu obok, zaś coś kuli ok. 07:30. W pierwszej chwili mózg wplótł to kucie w jakiś naprędce sformowany sen, ale jak długo w śnie coś mogą kuć. Remontują tam od września. Ile można dziurawić ściany i kiedy chcą skończyć, skoro jak coś kuli to muszą to teraz załatać. Po za tym ile trza mieć kasy, by utrzymać 5 m-cy ekipę, dajmy na to, 3-ch ludzi, bo przecież trza opłacić ich wynagrodzenia, czyli 3x2412zł (brutto najniższej) = 7 236 + do tego dojazd autem, bo firma 30km stąd 400zł, amortyzacja urządzeń budowlanych 300zł i materiały skromnie licząc 300zł /m-c. Czyli 8236 x 5 = 411 830zł już kosztowało stacjonowanie firmy w mieszkaniu. Do tego kupno mieszkania, czyli fajną kasę ludzie mają...
  Z drugiej strony, czy jak młoda para z larwą (około roku) wprowadzi się do niego i teraz ja zacznę przez większość dnia napierdalać muzą na fol z kolumn 140W, estradowych, przez pół roku i ta larwa nie będzie mogła spać, to czy oni będą zadowoleni? A mieszkanie z drugiej strony wystawione do sprzedaży i wnet je opuszczą, to można będzie grać. A potrafię otworzyć, nawet sąsiadka 2 mieszkania dalej słyszy jak kolumny dają.
  Kują do 09:00 później już nic, nie wiercą. Czy tak trudno, o czym już tu pisałem, kuć od 12:00 do 15:00, a to co robią od 09:00 do 15:00 robić od od 07:00 do 12:00? Przecież są tu codziennie. Nie, jak na Dniu świra, od 07:30 musza tymi wiertarkami, młotami napierdalać, by inny się nie wyspał.
  Dziś łapanie szczurów ma być, bo w końcu będą je odbierać. Wreszcie się za to zabieram, choć bardzo ospale po niedospanej nocy.

niedziela, 11 lutego 2018

Niedziela #1316

 Na początku był tytuł "Piątek", soboty już nie zdążyłem, teraz jest Nd. #1316 tyle czasu mam wolnego. Fajnie.
 Ostatnie dni jestem poddenerwowany, ale to za sprawą szczurów i mojej bezradności wobec nich. Plany, które zakładam są realizowane z dużym opóźnieniem przeto sytuacja idzie w kierunku niedobrej, bo to dość łagodne określenie. Oddziaływuje to na moje funkcjonowanie w ciągu dnia - to jest fatalne. Nadto ruch na stacji jest jakby gwoździem do trumny. Dodatkowo dwie ostatnie noce, to spanie z przerwami, bo szczury tak grasowały, a raczej goniły się, że nie dało się spać. Pierwszej nocy 172 wyszedł z tego powodu ok. 03:00, drugiej spał ten od drezyn z Chrzypska Wlk. ale stacjonował na grupie C, to tylko raz go zbudziły.
   Nawet jak przychodzi 172, a był dziś (piątek), to robię to z nim tak połowicznie. Tzn. część mózgu, ta odpowiedzialna za życie bieżące funkcjonuje fatalnie, ta odp. za podtrzymanie gatunku całkiem normalnie, w ogóle nie zważając na problemy tamtej części.
  Był wczoraj 979 ze swoją nibylaską. Jak przyjemnie patrzało się, jak jest zakochany. To jego uczucie do niej uzewnętrznione robi wrażenie. W pewnym momencie aż wzruszyłem się, bowiem prawie jak własny syn i to jego szczęście oddziaływało również na mnie. Ale to krótkie chwile w trudnym okresie. W sprawie układu torowego kop. Pokój piłeczka po naszej (mojej) stronie już od 28 stycznia i nadal nie wiem jak ją odbić. Mało tego z powodu zaszczurzenia stacji nie umiem się zebrać i zacząć działać skutecznie. Jeżdżę na stację, na nastawnię, tam się relaksuję, ale to jakoś nie starcza. Przyjazd na st. mac. sprowadza na stary tor.
   Wczoraj na nastawni wpierw pokazywanie jej, terenu i wokół temu od drezyn. Oczywiście nie ma czasu, bo zaraz jedzie na poc. do wawki i trzeba szybko pokazywać. Efekt, w pkt. socjalnym nie miałem wody do umycia. Ta niestety zamarzła przy przyłączu, czego chciałem uniknąć, ale co zrobić. Wszystkim na kopalni nie jestem w stanie się zajmować, w zasadzie sam. Musiałem się więc na koniec przymyć w ... śniegu, który nabrałem do wiaderka. Na szczęście w pkt. socjalnym ciepło, to jakoś strzymałem. Później ok. 14:30 zadzwonił MK z miejsca, że się nudzi i czy może wbić? No oczywiście. Był ok. 15:00. Trochę przy instalacji porobilismy, zamontowałem kolejne podwójne gniazdo 220V z sortowni z pomieszczenia drugiej windy. On jedno oczyścił, konserwował. Pogadaliśmy przy tym ok. 2h, głównie ja nawijałem, ale na koniec już trochę gardło odczuwałem, mimo podniesionej temp. w nastawni. Wcześniej nie udało się ewakuować, bo jeszcze prace na pkt. socjalnym, więc tram o 18:36, na który na styk przyszedłem na st. mac.
   Tyle, bo jeszcze wyjście do stony, choć staram się w nd. nie chodzić na zakupy, to czasem czegoś tam braknie, jak np. masła. Później wyjazd na kopalnię, ale na krótko dla doglądnięcia nastawni i konserwacji jednego grzejnika. Bardziej wyrwanie się ze st. mac. jak jechanie zrobienia tam czegoś konkretnego oprócz oddania kluczy z nastawni, bo wczoraj zabrałem je ze sobą.
   Narka.

czwartek, 8 lutego 2018

Czwartek #1315

   W tym całym zagonieniu zapomniałem, trochę też dla siebie na przyszłość, opisać pobytu na kopalni na weekend.
   W sobotę był do pomocy MK z miejsca, syn elektryka z kopalni, ten 17-latek, o którym kiedyś pisałem. Na ten dzień zaplanowałem pompowanie ze studni, bowiem 2 tyg. już nie pompowane, a faktycznie nazbierało się, więc plan był dobry. Nadto w nd. był już mróz, więc sob. to idealny dzień. Niestety jak pompa działa, to niewiele jest do roboty, bo na nastawni oprócz spraw elektrycznych czasem sprzątam, ale generalnie za większe rzeczy się nie zabierałem, bowiem pompę trza obniżać po ok. 15 min, ponieważ w tym czasie wypompowuje na tyle, że później ssała by powietrze. Dwa razy tak było, że przyszedłem na styk. Rozwijanie z MK, zwijanie węży poszło sprawnie. Inne prace też. Równolegle z nami działali złomiarze. Wykopywali kable kolejowe przy dawnym torze nr 1, co widzieliśmy z nastawni, a nawet z terenu, jak poszliśmy sprawdzić jak leje do kolektora, ale co zrobić. To nie teren kopalniany, teoretycznie moglibyśmy zadzwonić po MO, ale później by nam wybili szyby w nastawni. Dopóki nie zaczniemy tam jakiejś szerszej działalności, to skubać nam będą. Wycięli nam też Tm przy torze nr 4a. To ta z lewej strony toru poniżej.
Ta będzie do uzupełnienia, ale gorzej jak dziabną iglice rozjazdu nr 3. Chcę je zaspawać, ale nie wiem czy zdążę i czy da się tam kablami do silnika rozjazdu doprowadzić napięcie, czy tych kabli też nie chlasnęli. Gałęzi na torze, które tam naciepałem, też już nie ma. Poszły pewnie na opał dla kogoś.
   W sob. odkryłem też wraz z MK podziemny tunel pod główną ulicą z tramwajem. To niespenetrowane miejsce, do tego już w totalnie kopalnianym klimacie, czyli pod ziemią. Oczywiście jest plan spenetrowania, czyli przejścia na drugą stronę, ale sprawne latarki, kaski, bo czasem szedłem na kuckach tak nisko no i przygotowanie ubraniowe i gumowce sprawne (nie dziurawe).
  Po za tym zleżliśmy po raz (dla mnie już chyba setny) sortownię. Czasem nie chce mi się już po niej łazić. Ma 33 m wysokości, więc tak jakbym wchodził na 10 piętro w wieżowcu. Oczywiście do zniesienia jest jeszcze sporo rzeczy, ale nie wiem czy wszystko co chcę uratuję, bo brak mocy przerobowej. Poniżej jedno z miejsc w sortowni. Nawet nie wiem który poziom.

   Nie wszystkie gniazda 220V zdemontowali elektrycy SRK. Zostały jeszcze w maszynowni drugiej windy, to poszedłem po nie, wraz z MK, w niedzielę, do tego jeszcze grzejnik 1,5kW odkręciłem do pomieszczenia socjalnego. Sprawdziłem go na nastawni (sprawny), w czasie jak był 824 i kolega z Belgii, któremu tradycyjnie się nudziło, a następnie już sam, przeniosłem go do pomieszczenia socjalnego, bo tam wymiana grzejników musi nastąpić.
  Niedziela upłynęła trochę na nieróbstwie. Tzn, obszerne plany nie zostały zrealizowane, bo ludzie. Wpierw z poślizgiem przyszedł MK, na którego czekałem na nast. RCL w zasadzie nic nie robiąc, bo za co się zabrać jak w każdej chwili może wbić.
  Po spenetrowaniu z nim sortowni, koniecznie chciał tam iść, odkręceniu gniazdek i grzejnika, wózkiem, bo się uparł, ale tez i dobrze, bo więcej rzeczy przewiozłem z pkt. socjalnego na RCL, bo kiedyś tego czasu może mi braknąć. Po przyjeździe wózkiem na RCL zeżarłem, bo już padałem z głodu, a czekał już pod nastawnią 824 i kolega z Belgii. W sumie po żarciu tylko sprawdziłem grzejnik 1,5kW, bowiem miałem później przewieźć 979 z niby laską do katos, ale wyjazd został odwołany. Rozeszli się z RCL wpierw MK, następnie 824, bo na autobus i ostatni ten z Belgii. Pewnie 979 nadal był słaby po imprezce w sob. to wyjazd odwołany, ale o tym dowiedziałem się w tram dzwoniąc do niego. No to byłem godzinę wcześniej na st. mac. 
  W ogóle jak jechałem tram w nd. do kopalni, to jechały dwa młode mięśniaki. Jeden o w miarę ładnej twarzy, która do dziś przewija mi się przed oczami. W wieku tak ok. 17 lat, ale coś, mimo krzywych zębów, bo się czasem uśmiechał do tego drugiego, było w jego twarzy. A może na podstawie doświadczenia na kanwie twarzy i szyi, wyobrażałem sobie resztę jego budowy.
  Segregacja szczurów idzie opornie, jak w ogóle ich pozbywanie się. Węże  nie chcą ich żreć, hurtownia nie wiadomo czy weźmie je. Co za gatunek, że tak szybko się mnożą...
  Tyle, bo wyjazd na kopalnię przez UM, ale trochę opóźniony bowiem Rada M-ta dziś i v-ce prez. będzie wolny po 14:30, to na tą pojadę. To narka.

wtorek, 6 lutego 2018

Wtorek #1314

   Tego to nawet w prognozach nie przewidzieli. Rano o 07:00 było w wiosce -12C. Teraz się już ociepliło do -7C, ale po chleb do sklepu szedłem jeszcze przy -10C.
   Wczoraj nie miałem dnia, ale to jakby nie zrażało inne drużyny trakcyjne. Akurat w fazie najmniejszego humoru stanął pod wjazdowym 172. Przekazałem co i jak, i w sumie wyprawiłem na szlak po ok. 10min. Następnie, kiedy już zbierałem się do wyjścia w teren pod wjazdowy zaczął podchodzić 826.
- nosz qrwa mać (wymówiłem głośno w pomieszczeniu widząc podchodzący skład)
   Ten polazł ze mną na wioskę, ale chciałem szybko temat opierdolić, to on na kulach, bo zwichnął sobie kostkę 5 tyg. temu, dalej na nich skacze nie wiedzieć w ogóle po co. Po wiosce nie zrobi tyle km. co na stacji mac., na której, jak i po swoim terenie, chodzi już bez nich. To po co one mu qrwa są? Chyba na wabia dla lasek, bo jak miałem zwichniętą kostkę, to nawet po stacji macierzystej chodziłem o kulach włącznie ze schodami, a ten tylko do klatki schodowej, a dalej już normalnie na nogach. Oczywiście kostka mu się prawidłowo nie zrośnie, bo już jest rozwalona, ale on tego nie rozumie.
  Spowalniał mnie, bowiem musiałem chodzić po chodnikach, a nie skrótami, by nie wyjebał się jeszcze na ryj. Później będzie gadał, że przeze mnie, bo szedłem skrótem. Do ostatniego sklepu (warzywniaka) szedłem już sam, a zostawiłem go na przystanku autobusowym. W drodze powrotnej zgarnąłem go z niego.
  Na stacji mac. przekazałem info, że nie mam humoru, ale on niezrażony
- to ja sobie cicho posiedzę.
  Oczywiście to cicho nie wyszło, a jeszcze w trakcie jego pobytu na st. mac. wyłączyłem telefony, by się jeszcze b. odciąć od ruchu.
  Pod wjazdowym ileś jeszcze składów stanęło, ale nie podawałem wolnej drogi, to wycofywały się dalej. Niestety wieczorem jeszcze mnie nawiedzili - laska, która która kiedyś kręciła ze 172 (nie dziwię jej się, bo taki duży organ to mało kto ma), ale chyba odpadł z powodu prowadzenia się oraz, już po odprowadzeniu laski 172.
   Dobra, pchnę tą notkę, bo zabrałem się za selekcje szczurów, ale to opiszę później, bo wyjście na wioskę. To narka.

piątek, 2 lutego 2018

Piątek #1313

  Fajnie, piątek i podwójna 13-ka w numerze.
  Mniejsza. Szczury wczoraj dostały pstrąga (nie)świeżego z aldi, bo akurat takiego wyciepli z datą do 30-01-2018. Nawet zadzwoniłem do 979 czy brać, ale wziąłem. W opakowaniu dwa, zresztą na zdjęciu.

  Oczywiście pstrągi opłukałem, umyłem i ciepłem na podłogę już bez tej tacki, gdzie dostają żarcie. To co się z nimi zrobiło to jest niesamowite. W ciągu 2 sek, pstrągi odpłynęły z miejsca składowania bliżej norek przebywania szczurów. To była jakaś wariacja, tak jakby ludziom ciepnąć darmową pizzę. Nawet, mimo dość pokaźnych rozmiarów pstrągów, odbywały się mini walki o dostęp do żarcia, ale generalnie to był strzał w 10-kę. Kolację dla nich miałem z głowy. Ryby wyglądały jak zaatakowane przez piranie. Pstrągi w opakowaniu 520g. Starczyło im, bowiem żarcie jak im zrobiłem w rozruchu porannym, to żarły, ale w pierwszym rzucie nawet zostało, tzn. że jeszcze były syte po pstrągach.
  Jak tak żarły pstrągi, to zastanawiałem się, jakby chciały zeżreć mnie, to w (może) 5h już by mnie nie było w całości oprócz kości. Do tego ta współpraca w ciągnięciu ryb w stronę norek (msc. pobytu), to nadawało się do nagrania. Niestety mamy stare komórki, to nie było czym.
  W czasie porannych procedur rozruchowych, przy odchudzaniu siadłem jeszcze raz nad pismem z UM. Pojawiła się wreszcie koncepcja odpowiedzi na nie. Jest więc postęp, trza ją będzie spłodzić i poddać konsultacjom.
  Tyle, bo zajęć mnóstwo, tym bardziej, że jutro i w nd. jadę na kopalnię, to muszę tu zrobić, bo później będę zawalony.

czwartek, 1 lutego 2018

Czwartek #1312

   Wczoraj na TVP kultura emitowali, po raz kolejny, film francuski "Miłość". To bardzo dobry film, jednak nie miałem ochoty go oglądać, bo na równi z jego wysokim poziomem jest to ciężki film. Kiedyś o nim się szeroko rozpisałem, bo praca kamery, przekaz intelektualny itp., ale wczoraj jakoś nie. To nie był ten dzień.
   Po za tym był we wtorek 172. Ostatnio ma znowu dobre dni, odnośnie wyglądu. Jeszcze nie zdążyłem się rozebrać, a organ już był gotowy do akcji. Jedna część mózgu odpowiedzialna za popęd seksualny działa osobno i raczej mamy mały wpływ na decyzje z tej komórki. To taka samodzielna komórka d/s popędu seksualnego, która nie podlega likwidacji i ciągle miesza w sprawach bytowych.
  Dziś też był 172, ale oprócz niego przez stację przewijały się inne składy, to też jak już stacja zrobiła się pusta, to jakoś tak z biegu wszedłem na niego. Jednak za nim, ta samodzielna komórka d/s popędu seksualnego zadziałała, to trochę potrwało, bo jakoś w tym ogólnym biegu i po porannym w.k. była jakby uśpiona Oczywiście wygląd 172 pobudził ją do działania, bo jakżeby inaczej, ale też 172 trochę bardziej pomęczyłem.
  Odebrałem pismo z UM Ruda Śl. Takie bardzo neutralne, nawet nie mam koncepcji co na nie odpowiedzieć. Nic mi nie przychodzi do głowy, przy tym zachowawczym tekście. W sumie, to oni ni mówią - nie, ale też nie mówią jednoznacznie - tak. Wiedzą o wszystkim i jakby wyczekują na dalszy rozwój sytuacji. Ale to właśnie oni mają teraz zająć stanowisko, to kiedy to chcą zrobić, bo tego jakoś nie ogarniam?
  Dobra, tyle, bo stacja się zapełnia i nie wiem czy później to uda mi się opubliować. To narka.

poniedziałek, 29 stycznia 2018

Poniedziałek #1311

  Zima tego roku jest zajebista. Już pomijam to, że śniegu jak na lekarstwo, to jeszcze dziś słonecznie i 8C na termometrze. Czuje się jakby wiosnę w powietrzu, choć to jeszcze nie czas na nią.
  Szczury się mają za dobrze. Oprócz tego, że w ub. tyg. dwa zostały zaniesione do węża, to reszta chyba już zaczyna się ponownie rozmnażać. To będzie jakiś dramat. Postanowiłem, że oddzielę samce od samic, tylko nie wiem jakie miejsca pobytu im zrobić. Właściwie i tak opanowały kuchnię i grupę A. Czasu nie zostało wiele, ale z jednej strony na szczęście obiegi z cysternami wstrzymane przez 2 tyg., z drugiej co te szczury będą żarły?
  Wczoraj na kopalni drobne zabezpieczenia, ale co raz mniej już jest, bowiem oprócz mnie chodzą likwidatorzy i sukcesywnie likwidują.
  Otwarli pomieszczenie głównej rozdzielni prądu. Wszedłem do środka i chciałem sprawdzić czy działa oświetlenie. Przełączyłem wyłącznik, zaczęły się zapalać świetlówki i nagle z tyłu rozdzielni za regałami coś zaczęło się smażyć. Zrobiło się pomarańczowo w pomieszczeniu. 2 sek za nim zatrybiłem, że należy wyłączyć prąd oświetlenia. Oczywiście bezpiecznik nie wybił  bo listwy przenoszące prąd to po 20, jak nie więcej cm. miały, to bezpieczniki chyba na 1000A jak nie więcej. Wszedłem do środka jakieś 3 m (pomieszczenie długie na 30 m), ale się wycofałem, bo pomyślałem, jeżeli na tych listwach po 20cm jest prąd, to jeszcze przeskoczy i mnie tu oświeci i się zesmażę jak to coś tam z tyłu. Swoją drogą, fajnie elektrycy tam robią, że nie zostawili tego w stanie bezpiecznym.
  Z wozu Drzymały wymontowałem ostatnie już gniazdko i jedną oprawę oświetleniową na świetlówki 20W, jeszcze jedna została. Docelowo do zamontowania na nastawni, ale jak to będzie się okaże. Jutro jadę do UM, bo pismo do nas spłodzili i co z tego wyjdzie nie wiem.
  Im więcej czasu upływa, tym mniej jestem przekonany do tego na co się porwałem. Tzn. jak jestem na terenach kolejowych, na nastawni, to pełny relaks jakiego bym gdzieś indziej nie miał. Pomijam już skoki adrenaliny, jak w głównej rozdzielni i innych pomieszczeniach, do których wchodziłem i prawie za każdym razem jak łażę po sortowni coś się przydarzy, ale to jest to, czego nawet dom strachów w Katowicach nie ma w sobie, a tu wszystko za darmo (ewentualne zesmażenie się też). Nadto przebywanie na terenach kolejowych, szkoda tyko, że to wszystko w zimie, której tak nie lubię. Jakbym zachorował, to by mnie musieli z łóżkiem i kroplówką na jakąś nastawnię dać, to proces zdrowienia wypadł by zdecydowanie szybciej. Ale problemem jest nadal brak ludzi. Tzn. nie ogłaszam się na razie, ale widzę, że czasy się zmieniają i rozrywką dla wielu młodych ludzi jest elektronika, w którą ślepią przez większość dnia. Zrobienie czegoś w terenie to już jakiś cud.
  Na nastawni się osusza, na tyle na ile się da, jak jestem, to się ogrzewa, zresztą zima łagodna jest. Z grzejników co było do podłączenia jest zrobione, został jeszcze jeden, ale zobaczę jak wyjdzie. I tak pobór 11kW jest duży i na dłuższy czas wystarczający. Niestety tylko na parę godz. jak jestem włączam, tak by już dawno tam było ciepło.
  Tyle, bo dziś dzień porządkowy, po dwu dniach na kopalni, więc zabieram się za dalsze prace.

niedziela, 28 stycznia 2018

Niedziela #1310

  Ktoś się kiedyś zastanawiał, czemu w eska.tv polskie nagrania lecą (są emitowane) w porze najmniejszej oglądalności, czyli od północy do 06:00 rano?
  Odpowiedź jest prosta. Ponieważ organ koncesyjny wziął do łapy. Potężna koperta poszła, aby koncesja została wydana w formie dotychczasowej. Nie, by wydano ją np. w cyklach 6, 8, 12h., ale 24h, dzięki czemu można Polskie badziewia (dla nich) pchnąć właśnie w tych godz., a nasze rodzime (w sensie zagraniczne) w ciągu dnia i promować je i odprowadzać tantiemy. Koncesja zapewnia 1/4 nagrań krajowych w dobie, no to oni sobie wybrali tą część doby, gdy zdecydowana większość ludzi śpi. I tak, mamy co noc, Polską noc w eska.tv, bo po tej kopercie mają wyjebane na nasze nagrania, na naszych wykonawców i Ci co przyjęli kopertę też. A kasa płynie niekoniecznie tam, gdzie powinna.
  W sąsiednim mieście zabrali się za wymianę torowiska.
  Komunikacyjny Związek Komunalny GOP informuje, że w związku z modernizacją infrastruktury tramwajowej w ciągu ul. Bytomskiej w Świętochłowicach, od godz. 03:00 dnia 27 stycznia (sobota) do godz. 04:00 dnia 29 stycznia (poniedziałek) zostaną wprowadzone zmiany w funkcjonowaniu komunikacji tramwajowej.
  Ta modernizacja - wymiana miała ruszyć już 21 stycznia, ale (UWAGA) wykonawca przesunął termin prac o tydzień, bowiem 21 stycznia spadł śnieg. No poprostu rewelka. W styczniu spadł śnieg i jest to zaskoczeniem dla wykonawcy, bo przecież to niesamowite, by w styczniu padał śnieg. 
  Zaprzyjaźnione wiewiórki niosą wieść, że nie udało mu się zgromadzić maszyn budowlanych do rozpoczęcia prac, ale KZK przyjął tą wersję, bo co miał zrobić...
  Czy my jeszcze żyjemy w normalnym kraju, czy to już wykracza po za normalność, włączając w to uśmiechy nr 5?
  No to jeszcze jedna sprawa z tych "normalnych". Na Węgrzech, dzięki tamtejszemu rządowi (mniej przekupnemu) obniża się ceny energii, w tym elektrycznej. "Komisja europejska oprotestowała niektóre techniczne aspekty obniżek cen, choć nie same decyzje, oczywiście pod hasłem „ochrony konsumentów”, tak jakby coś innego mogło ich chronić lepiej niż niskie ceny."
http://nowadebata.pl/2017/12/13/wegierskie-akrobacje-energetyczne/
W marcu (2015 przp. autora) przyjechał ważny urzędnik i postraszył, że Węgry będą płacić 15 tysięcy euro dziennie, jeśli nie wprowadzą żądań Brukseli. Zakładano, że niskie ceny dla wszystkich są wbrew unijnym zasadom. (ciekawe te zasady.przyp. własny, pogrubienie też) Te tymczasem faworyzują interesy koncernów energetycznych i ułatwiają przejmowanie przez nie rynków takich krajów jak Węgry czy Polska.
  Szkoda, że nasz rząd nie jest taki dobry w negocjacjach....
  Wczoraj pozwoziłem gadżety z kopalni, taki przydatne na st. mac., kolejowe i inne. Nie wiem co z tego wyjdzie, a jak to ma iść do pieca hutniczego, to może się uratuje i może (to dobrze napisane) wykorzystam to kiedyś. Pogoda sprzyjała, bowiem mgła dość mocna. Widoczność ok. 50m, Na zdjęciu poniżej widać, ale wczoraj tej drugiej latarni już nie było widać.

Dlatego bez problemu przepakowywałem z drezyny, stojącej w tym samym miejscu do auta, tym bardziej, że już wiem, który to bezpiecznik od latarni na przeciw nastawni i parkingu, bo go wyłączyłem i dopiero jak już przepakowałem, to włączyłem jak się zupełnie ciemno zrobiło. 
   Rewelacyjnie się czuję na nastawni. Cisza, spokój, nastawnia cała do mojej dyspozycji z urządzeniami włącznie. Po podłączeniu następnych grzejników i uszczelnieniu jej robi się już w miarę ciepło, jak je włączę. Wychodząc zostawiam tylko jeden, by w czasie mrozów i nie tylko była wyższa temp., po za tym by się trochę osuszało. Oczywiście wszystkie styki w grzejniku zostały oczyszczone, co bym spał spokojnie, że tam nic się nie stanie. 
  Dobra, bo na st. mac. wszedł 834, a i tak się muszę zbierać do wyjazdu na nastawnię. To narka.

sobota, 27 stycznia 2018

Sobota #1309

  Poluzowała mi się lub taśma do niej, płytka anteny zewnętrznej w TV. Z tego powodu 1/3 kanałów zniknęła. Pozostały te 2/3 w tym TV trwam. Ponieważ reklamy na innych kanałach to włączyłem ten kanał, by zobaczyć co też tam się wyprawia. A tu film św. Paweł w Galicji. Lektor, przewijający się przez film, to gość w wieku ok. 40-50 lat, który z uśmiechem nr 5 referuje o tym świętym. To referowanie z uśmiechem nr 5 jest tak sztuczne, że aż śmieszne.
  Ciekawe czy mohery w ogóle to rozróżniają?
  Już kiedyś o tym pisałem, że jakbym tak na stacji mac. do maszynistów składów wchodzących na stację zwracał się z takim uśmiechem nr 5, to by mnie wzięli za pierdolniętego. Jak to się dzieje, że w różnych TV występują z takimi uśmiechami nr 5 i odbiera się ich normalnie, a nie jako pierdolniętych? Czy ta sztuczność jest dozwolona tylko w TV, a w życiu codziennym już nie? A jeżeli tak, to czemu na takie coś pozwalamy? Wiem, że człowiek uśmiechnięty dobrze się nam kojarzy, ale bez przesady, żeby był aż z wykrętem ust w sztucznym uśmiechu, bo mnie się dziwnie kojarzy.
  Dziś w nocy byłem kierowcą 979, niby laski i jeszcze koleżanki od niej. Odwóz po koncercie zaprzyjaźnionych zespołów w Zabrzu o 01:30. 979 totalnie zapruty, ledwo na nogach stał i tylko on jeden tak wyglądał, ale reszta to członkowie zespołów, to przecież nie mogli się przewracać.
  Nie wiem jak to jest, ale jak 979 jest po spożyciu, to nie chce być, czy nawet jechać do nibylaski. Zawsze mi to mówi. Zastanawiam się czy coś jest na rzeczy, że w chwilach kiedy mamy (przez %) mowę rozluźnioną, mi to mówi. Ile faktycznie jest w tym związku tego uczucia do bycia ze sobą razem. A jeżeli dużo, to czemu, prawie zawsze jak łyknie więcej, odzywa się ten głos, że jednak - nie.
  Jechaliśmy do niby laski, a skurwomobil ma trochę ajchnięte zawieszenie tylne. 979 siedział z przodu na fotelu, z głową opartą o szybę. Z powodu tego zawieszenia, niekiedy, bo starałem się jak mogłem omijać dziury, auto podskakiwało. W tym czasie 979 bezwładnie walił głową o szybę, względnie plastikowe podszybie. Miałem ochotę mu naciągnąć kaptur na głowę, lub coś podłożyć, bowiem go lubię, to czemu mam biernie się na to patrzeć. Jednak prowadziłem auto, to nie mogłem, bo ręce zajęte, a po za tym nibylaska z tyłu. Znowu się zastanawiałem, czy ona go właściwie kocha? Mnie nie dawało by spokoju, to jego walenie głową o szybę, a ona z oczami w komórce, coś tam przeglądająca miała na to dziwnie wyjebane.
  Czy dziś tak właśnie wyglądają związki? Na czym właściwie są oparte, jeżeli nie na dbałości o partera/kę, które powinno wynikać z głębszego uczucia Naprawdę nic z wewnątrz, z mózgu nie podpowiadało jej by swojemu partnerowi ulżyć w podróży przez tak prostą metodę jak np. założenie kaptura lub zmienienie pozycji fotela, by nie opierał się o szybę, a bardziej położył?
  Dziwne to, ale może to ja nie pasuję do reszty społeczeństwa, a po prostu - "miej wyjebane, a będzie Ci dane".
  Podobnie z ogrzewaniem. Paliły papierosy i otwarły okna po obu stronach. Wiadomo, że będzie zimno, ale nie zamknęły obu po wypaleniu, by po jakimś czasie - włącz ogrzewanie, bo zimno. Już nie chciałem być niegrzeczny i powiedzieć:
- to przecież trzeba by, qrwa, zamknąć okna, by to ogrzewanie coś dało,
ale darowałem sobie. Podobnie jest w tram w zimie. Okna pootwierane, zima i nikomu, albo bardzo małemu % społeczeństwa przyjdzie do głowy, czy mają taki odruch włączony, by je zamknąć. Zaliczam się do tych nielicznych, a reszta ma totalnie na to wyjebane.
  Jak jeździłem w komunikacji miejskiej i były okna otwarte, to wyłączałem ogrzewanie, bo dochodziłem do wniosku, że skoro są otwarte, to im jest ciepło i niepotrzebnie zużywam nagrzewnicę. Czasami się taki motorowy znajdzie i nie mam wtedy pretensji, że w środku jest zimno, skoro te pierdolone gady nie potrafią przesunąć szyby.
  Tyle, bo dzwonił 979, by po niego przyjechać, a jeszcze wyjazd na kopalnię, to narka.

czwartek, 25 stycznia 2018

Czwartek #1308

  Ja to mam czasami szczęście, ale tak po prawdzie, to większość życia na szczęściu przelatuję, przy czym tego nie trwonię, przynajmniej tak mi się wydaje.
  We wtorek 172, jak już zbierałem się w obieg z cysternami powiedział, że coś by zrobił. No spoko, ale ten obieg, to umówiliśmy się, że dam znać jak wrócę. Oczywiście jak wróciłem, to po chwili szlaki już się zajęły skoro stacja otwarta, to powiedziałem mu, że przed spaniem to zrobimy, jak stacja opustoszeje.
  Ponieważ przed spaniem, po obsłudze składów byłem trochę zmęczony, to i trochę więcej 172 pomęczyłem. Klapsy na klatę leciały dość, dość, ale zauważyłem że nawet w seksie jestem perfekcyjny, czy pedantyczny. Otóż, jak leżał, to przywiązałem mu ręce do stołów. Jakoś tak nierówno je miał przywiązane, pod różnymi kątami od tułowia były wygięte. Nie dawało mi to spokoju, w końcu poprawiłem go, tak że już były pod tym samym kątem i jakoś od razu lepiej poszło. Po zejściu z niego, a byłem już po procedurach wyłączeniowych, specjalnie, bo po tym to się zara spać chce, to chciałem to wykorzystać, wyglebiłem do łóżka. Jeszcze nie zdążyłem zasnąć, a tu na głowicy wjazdowej odgłosy jakiegoś składu. 371 kluczy od wajch nie ma (zdał je w pn.), to nie ułoży sobie drogi przebiegu, pozostał 979. Niezależnie od tego, jaki skład wszedł na stację, praktycznie dopiero co zszedłem ze 172. Przecież jakbym tak przy tych klapsach był, to nie słyszałbym ruchu na głowicy wjazdowej, a nie zablokowałem wjazdu na stację, co właściwie zawsze czynię w ciągu dnia jak coś robię. To by dopiero było, jakby widział co się dzieje... Samo wejście 979 na stację zdziwiło mnie, wszak ostatnio tu nie stacjonuje, a tu o północy wejście.
  Miałem dziś jechać na kopalnię, ale zrezygnowałem. Nie z powodu pogody, bo ta dziś jest super. Słonecznie, 5C na placu, więc rewelka. W zasadzie niewiele tam pilnych rzeczy do zrobienia, a za to na st. mac. kolejka do zrobienia w tym sytuacja ze szczurami podbramkowa. Zrobiłem im kwadratowy kanał z tektury i dałem w miejscu, gdzie biegnie ich główny szlak z części zach, na wsch kuchni. Wszystkie tamtędy lezą, jak chcą się przedostać na jej drugą stronę. Oczywiście jak kanał położyłem to nagle ruch został wstrzymany obustronnie. Ani te ze wsch. strony, ani te z zach nie przechodziły przez niego. Mimo, że to kwadrat o boku 18cm, więc duży, ale zapach nie ten. Za jakiś czas już tak, widocznie zwiadowca przetarł szlak, oznaczył i od tej chwili już normalnie biegną przez niego. Idea jest taka, że teraz zrobię drugi takich samych wymiarów, wstawię w msc. pierwszego, a następnie zabuduję w nim klapki, że jak tam wlezie to już nie wylezie. To oczywiście powinno być gotowe już 2, jak nie 3 tyg. temu. Na przykładzie szczurów najlepiej widać zaniedbania w postaci zaniechania.
  Plan, co do ruchów na stacji i jej zapełnienia był fajny. 371 zwolni grupę C, 979 co raz mniej stacjonuje na grupie A, to dychnę trochę. Z tego dychania niewiele zostaje, bowiem zamiennie za 371 stacjonuje w st. 172, tyle że przynajmniej z tego coś jeszcze jest.
  Tyle, bo ta praca czeka, sama się nie zrobi, a nie chcę mieć poczucia kolejnego dnia, z niewielką ilością zrobionych rzeczy. I tak ostatnio wydajność wzrosła bardzo. Sam się dziwię, bo to mimo zimy, w czasie której zawsze jak w letargu, ale mimo tego, nadrabianie zaległości z wiosny ub. roku, kiedy to zasiedziałem się w symku; z jesieni, kiedy to działałem już na kopalni, nadal trwa i jeszcze trochę potrwa.
  To narka.

poniedziałek, 22 stycznia 2018

Poniedziałek #1307

   Jednak mam czasem dobre pomysły i logicznie uzasadnione. Tak było w wypompowywaniem wody w piwnicy nastawni. Przeniesienie pompy do studni szamba, spowodowało, że woda w nastawni przestała się podnosić.
   Ale nim o działaniach na nastawni, sprawy seksualne. Tak, nie ma tego wyłącznika popędu seksualnego, to jakoś musimy sobie dawać radę. Był, właściwie to jeszcze jest, ale śpi, 172. Zrobiłem jakiś falstart, choć staram się by ich było jak najmniej, za to planowana jest powtórka.
   Taki wygląd to po prostu rozpierdala mózg. Kiedy jedna część myślała nad tym, co mu jeszcze zrobić, druga dochodziła już do finału. Tym bardziej, że jego nabrzmiały, napompowany organ ogrzewał nasz rów i działał tam prawie jak mini grzejnik. Cały czas pamiętam, jak zadzwonił kiedyś, że jest u kurwy i mu nie staje i nie wie co ma zrobić, a kasa poszła. Za to tu jego klata, na którą leciały klapsy, skóra zaczęła się robić czerwona, jego wyżyłowane bicepsy, uwydatnione, bowiem miał ręce za głową, a jak je chwyciłem oburącz i ścisnąłem to myślałem, że spadnę z niego. No i kiedy ta jedna część myślała j/w, druga już dochodziła, no i doszła.
   Nie było mnie na nastawni tydzień, a przybyło ok. 60-80 ltr. wody, więc śladowe ilości, jak na tydzień. Po świętach jak pamiętam, przybyło 3cm na powierzchni 60m2. Wobec tego wczoraj wypompowałem jeszcze jeden krąg, czy nawet 1,5 kręgu wody. Na szczęście pompa ruszyła z gumą, choć było bardzo opornie, właściwie już zrezygnowałem i poszedłem po węża strażackiego, a wtem ona ruszyła. Dzięki temu wypompowała więcej wody, bo na wężu gumowym mniejsze opory. Teraz będę miał kolejny tydz. wolnego od pompowania. Po za tym, w myśl zasady - jak Ci czegoś brakuje, to idź na sortownie, to wczoraj polazłem po kable z wtyczkami, bo takich mi ostatnio brakuje do spiral grzewczych z nagrzewnicy, też z sortowni. Podłączam je na nastawni, gdzie po wypompowaniu wody z piwnicy już się powoli osusza. Uruchomiłem też oświetlenie na nastawni, bo skoro woda wypompowana, to i wszelkie kable nie są już w wodzie. Oczywiście nadal są gołe kable, po obcięciu gniazdek przez pracowników SRK, ale bezpieczniki nie wybijają, to jest ok, nadto sam chodzę po nastawni to nie ma zagrożenia, a jak ktoś przychodzi, jak 224 i 228 to informuję o niebezpieczeństwie gołych kabli.
  Z początkowych dwu gniazdek zamontowanych do jednej fazy, dziś jest już ich 12 czynnych, rozłożonych na trzy fazy. Wreszcie nie ma deficytu i są optymalnie rozłożone na nastawni.
  Wczoraj na przechadzkę po sortowni przyjechali 224 i 228. 224 nie widziałem, po incydencie z (około) 6 lat. Muszę przyznać, że trzyma się dobrze. Figura dobra, bez nadwagi, ale praca fizyczna, to go trzyma i pewnie styl życia, geny i jeszcze coś tam. Miał wypasiony aparat foto, tylko że oprócz wypasionego aparatu, trzeba też umieć robić zdjęcia, a widzę, że średnio mu to idzie. Kiepsko się ustawia, nie wie kiedy używać kiedy nie lampy błyskowej, trochę chwieje się z aparatem jak robi zdjęcia przy małym świetle. Zapomniałem mu powiedzieć, ale będę ściągał zdjęcia, które zrobił. Sprawdzę jakość zdjęć i jak mu wyszły.
   Oprócz tego 979 na weekend w Częstochowie (poprzedni w wawce). Ten to się najeździ... I dobrze. Niech wyjeżdża z wioski, niech widzi inne miasta i co się tam wyprawia, jak wyglądają, jakie trendy.
   Teraz tyle, bo zajęcia czekają, po za tym 172 śpi, to coś tam jeszcze posprzątam, a następnie się do niego ponownie dobiorę. To narka.

piątek, 19 stycznia 2018

Piątek #1306

  Oglądam na TVP kultura film czeski "Homolkowie na urlopie". Niby nic takiego, zwykły film, ale patrzę na niego w części pod kątem energetycznym. Wszak zima i tam w filmie też zima, więc ogrzewanie na full. No i właśnie. Jak wyglądało ogrzewanie w latach 70-ych. Otóż w obozie socjalistycznym część ogrzewania była pozyskiwana z przemysłu, to też było ono tanie, bo w zasadzie odpadowe. Ssm na początku lat 90-ych będąc na delegacji w wawce w zimie na Kawęczynie w hotelu robotniczym EC Kawęczyn, była tam sauna (taka wysoka temp.), bowiem ogrzewanie było odpadem z EC. Mogłem więc chodzić, jeździć po wawce i marznąć, bowiem wiedziałem, że po przyjściu do hotelu zagrzeję się, bo jest jak w saunie. Podobnie było w miastach przemysłowych Górnego Śląska, gdzie znaczna część ogrzewania była "odpadowa" w wyniku chłodzenia pieców hutniczych, koksowni itp. Tak, np. był ogrzewany basen miejski w Ch-wie, który ciepłą wodę ogrzewał z położonej 100m dalej Huty Kościuszko i ogrzewanie pomieszczeń też realizował z tej Huty. W zasadzie całe osiedla były ogrzewane z pobliskich zakładów, bo one fizycznie musiały schłodzić urządzenia produkujące inne dobra.
  Gaz w sieci gazowej też był odpadowy z koksowni i był o połowę tańszy od gazu ziemnego. W piecykach gazowych były inne dysze, dostosowane do zażywania tego gazu. Po upadku koksowni i wdrożenia nowych wartości kapitalistycznych wpuszczono do sieci gaz ziemny, droższy, nadto trza było zmieniać dysze w piecykach, by ten gaz mogły zużyć.
   Wiem, nie ma idealnego systemu politycznego, ale obecny też ma wiele wad, z tą różnicą, że za nie musimy dużo płacić my.
   Teraz, bo już miałem o tym napisać ileś tam czasu temu, o modzie. Obecną modę tworzą chyba reumatolodzy. Wpierw, jak pamiętam, były "zimne nerki", czyli za krótkie koszulki, sweterki, bluzy, jak się zrobiło zimno to i kurtki. Przeważnie chodziły w takich ubraniach kobiety, ale i część populacji męskiej również tak się ubierała. Następnie (z tego co pamiętam) nastała moda na "zimne kolana", uda tzn. rozcięte w stawie kolanowym spodnie i wyżej też. W 10-2016 roku jak byłem w wawce, to zdecydowana większość  młodego rocznika, mimo niskich temperatur i dużej wilgotności powietrza, chodziła właśnie w nieosłoniętych stawach kolanowych.
   Obecnie jest moda na "zimne kostki" (stawy skokowe). Mimo zimy i niskich temperatur, dość spora część młodego rocznika chodzi w skarpetach "stopkach" i za krótkich spodniach, odsłaniając w zimie stawy skokowe.
    Reumatolodzy się cieszą, bo mają zagwarantowane w przyszłości kolejki ludzi z problemami reumatycznymi, którzy dziś nie zdają sobie z tego sprawy.
   Dobrze, że 979 nie bierze w tym udziału, bo jakoś udaje mi się go odsunąć od bieżących mód i w zimie jest prawidłowo zasłonięty i stawy ma osłonięte od zimna.
  Wiem, wiem, coś tam miałem z zaległych opisać, ale jak zwykle brak czasu mimo odwołania w tygodniu wyjazdów na kopalnię. Dopiero jutro będę jechał, bo jednak część rzeczy bym uratował od zniszczenia, tylko nie wiem gdzie to pomieszczę na st. mac.

wtorek, 16 stycznia 2018

Wtorek #1305

  Jedna jaskółka wiosny nie czyni. Wyprawiliśmy ze stacji 371, ale bieżący ruch składów mnie nadal rozwala. Najgorsi są ludzie, którzy nie mają koncepcji na własne życie. Praca jest dla nich, z czego sobie nawet nie zdają sprawy, wyrwaniem z totalnej nudy. Oczywiście kwestia finansowa jest istotna, ale nie wiem czy w dłuższej perspektywie nie była by mniej ważna.
   Pamiętam jak kiedyś na studiach, zajęciach z socjologii profesor zapowiedział na ćwiczenia następny temat, by się przygotować, "Problemy zagospodarowania czasu wolnego". Pomyślałem - co on bredzi? Jaki problem zagospodarowania czasu wolnego, jak nie mam go permanentnie. Sądziłem, że podobnie jak ja mają prawie wszyscy, jednak rozpoczęcie obserwacji mięśniaków-skurwieli z wioski wyprowadziło mnie z błędu.
   Dziś już wiem, że to tylko u niektórych tak wygląda, reszta totalnie nie wie co z sobą zrobić. Głównym powodem, co już kiedyś tu pisałem, jest brak zainteresowań u nich oraz brak zdolności przyswajania wiedzy (ten brak zainteresowań kiedyś szerzej opisywałem, to nie będę powtarzać). Bo jakby, nawet któryś, przejawiał zainteresowania koleją, to przecież wypadało by przyswoić podstawowa wiedzę nt. przepisów kolejowych, głównie prowadzenie ruchu poc., następnie tą z wybranej dziedziny, czyli: tabor, tor kolejowy, prowadzenie ruchu poc. (nastawnie kolejowe i urządzenia). Bez tego ani rusz w jakichkolwiek dyskusjach z innymi, którzy się na prawdę interesują koleją.
   Podobnie w innych dziedzinach, elektryka, elektronika, samochodówka, telefonia komórkowa itd. W każdej wypadało by mieć przyswojone podstawowe dane dotyczące, a u mięśniaków-skurwieli to prawie awykonalne.
   By spokojnie, tzn bez szczurów, a właściwie to szczurzycy, zeżreć śniadanie, muszę wpierw im zrobić, następnie jak już się nażrą sam rozpocząć żarcie. Inaczej ona nieustająco i ciągle coś sępi ode mnie i noruje to w gnieździe.
   Był 172 więc notka nie pełna, bo też blokował częściowo kompa, a teraz to już muszę leźć na wioskę, więc reszta jutro pozostanie do wpisania.
   I jak tu pisać o nadmiarze wolnego czasu, jak nawet z wpisami robią się zaległości. To narka.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

Poniedziałek #1304

  Wczoraj, prawie ostatecznie, bo zarzekał się, że jeszcze na stację wejdzie, wyprawiliśmy z grupy C 371. Przeniósł się do m-ta, w którym pracuje i z buta ma do roboty 15 min. Wynajmuje za 500zł + koszty pokój z kuchnią zrobiony na nowy (lipny) styl. Chwalił się szafą z drzwiami przesuwnymi, ale ona oprócz drzwi cała się przesuwa, a przynajmniej mocno chwieje i potrzebne są duże kątowniki, by ją ustabilizować. Podobnie z małymi mebelkami, w których zawiasy już latają.
  W kuchni nie ma kuchenki gazowej, a gaz jest z butli, dowożony na zgłoszenie. Generalnie pusto w mieszkaniu, ale też i 371 przez rok czasu nie obkupił się żadnymi przedmiotami niezbędnymi do życia oprócz rolek do jeżdżenia, na które wybrał się, zajmując grupę C, raz. Zupełnie bezsensownie zrobiliśmy dwa kursy, jakby nie mógł się do jednego zapakować. Drugi kurs wczoraj (pierwszy w sob.) odbył się o 06:10, bowiem przebudziłem się ok. 04:30, nie mogłem już zasnąć, a przebywający na grupie A, w torze 979, 371 też już nie spał co słyszałem, wobec tego o 05:00 wylazłem z łóżka.
   Krótka analiza - jak ma mnie budzić ok. 08:30, bo on się już wyśpi, to wstaję z łóżka i wywożę go na new mieszkanie, wracam i legam dalej spać. Tak też zrobiłem, ponownie położyłem się ok. 08:30.
  371 ma już problem alkoholowy, stąd jego wyprowadzenie z grupy C ma więcej, dla mnie plusów. Otóż jak jechaliśmy to w drodze tam, kupił w sklepie setkę, do tego piwo. W drodze tam łyknął wszystko. W drodze powrotnej kupił już "ćwiartkę" (obecnie to 200-ka) i jeszcze mnie chciał w to wciągnąć, ale się nie dałem. Nie wiem jak on się tam zbilansuje, ale to nie moje zmartwienie. Tu, ostatnimi czasy, znowu pożyczał kasę, bo mu brakowało. Tam będzie jej miał jeszcze mniej, bo mieszkanie + opłaty, a tu żył za 200zł i jeszcze się nie bilansował.
  Niby tam "wsadził" 1500zł w mieszkanie, ale nie wiem jak, bo przecież bieżąco nie ma, chyba że z wypłaty będzie oddawał na raty wierzycielowi, ale tu się on może zdziwić.
  Nawet dobrze, iż pojawił się pretekst do zwolnienia grupy C, bowiem tak zalegałby mi nie wiedzieć jeszcze jak długo. A wczoraj, sytuacja wyjebka. Po wyprawieniu 834 pusta stacja. Zupełnie inaczej funkcjonowałem, a i szybsze procedury wyłączeniowe, bo nikt nie rozprasza, nie stęka, nie angażuje, swoboda działań i przemieszczania się na stacji.
   Pretekstów do uwolnienia grupy C, było oczywiście więcej. Z wiekiem odechciewa mi się bycia czyjąś sprzątaczką. Rekord, to garnek po rosole, który przez pół roku był brudny, bo on się zabierał za jego mycie i dopiero jak wpadł na pomysł robienia następnego rosołu, to go dopiero umył. Własnie, ciekawe w czym tam będzie robił rosół, bo mieszkanie jest puste, a swoich garnków tu nie miał. Właściwie to pojechał z ubraniami, butami, tymi rolkami, nożem (innych sztućców brak) pościelą i to cały posag. Następna spr. to zdrowotna. Zaczyna się rozpadać o czym trochę przebąkuje, ale niechętnie, bo wiadomo - mięśniaki-skurwiele są niezniszczalne. Z tego co tam kiedyś w rozmowie powiedział, że często go głowa boli i jak sra to od 1,5 tyg. z krwią. Oczywiście do lekarza nie polezie, bo nie ubezpieczony, a w jakikolwiek sposób ubezpieczyć się nie chce. Oczami wyobraźni widzę spadające na mnie koszty, jak się jeszcze bardziej rozpadnie, nie będzie w stanie pracować i nagle urwą mu się środki do życia, a on na grupie C stacji macierzystej i na kogo spadło by finansowanie?
  Co do rozpadania się, samemu czy z pomocą, to właśnie się dowiedziałem, że 899 leży w szpitalu pod kroplówkami. Jemu pomogli. Się dowiem więcej, to jutro postaram się napisać. Tak żałuję, że mu przy spawaniu nie zrobiłem zdjęcia..., ach.
   Sprawy kopalniane, bo weekend na kopalni, opiszę też jutro. Teraz bieżące zajęcia na stacji. To narka.

piątek, 12 stycznia 2018

Piątek #1303

  Jak zwykle na szybko. Wczoraj tak niezapowiedzianie odbyło się, naprawdę fajne, spotkanie składów na stacji. Wpierw wszedł 374, jak już był na stacji 371. Trochę dyskusji wyszło między 371, a 374, ale to taki niski poziom dyskusji, ale mięśniaki-skurwiele tak mają, że chcą zaistnieć.. Następnie weszła koleżanka i włączyła się trochę do rozmowy, ale już bardziej do 374, bowiem 371 zaczął się już wyłączać, to jego godziny kiedy śpi. Zawsze się jakieś wspólne tematy znajdą, mimo rozchodzenia się ludzi zawodowo i życiowo. W trakcie rozmów wszedł 895, a jak już był na stacji, to zapowiedział się 972. W zasadzie krótko po wejściu na st. mac. 972 wszedł 979 ze swoją "niby laską", a po nich 834 i było już pełno na stacji, aczkolwiek przyjemnie.
  Drużyny trakcyjne mogły się powymieniać informacjami między sobą, bieżącymi planami, trochę wspomnieniami z wolna spożywając piwa.
  Nawet się cieszę, że to tak wypadło. Oczywiście dwie laski na stacji to ewenement, to też na jakiś czas odłączyły się od reszty i bajdurzyły razem.
  A od rana do południa jako kierowca. Wpierw zawożenie 979 z niby laską do Katowic, na autobus do Warszawy. Budzik nastawiłem na 04:15, bo z rana, a właściwie w nocy to jestem z leksza przydupiony, to też dałem sobie ok. 20min na wyjście ze stacji. Tak też się stało. Pojechałem pod mieszkanie matki, gdzie oni spali, ale ciemno. Dzwonię do 979 i po 6 sygnale odebrał, że zaspali, ale na szczęście umówiliśmy się, Głównie za jego namową z rezerwą czasową, więc czas na pozbieranie się mieli. Wyjechaliśmy z niewielką już nadwyżką i do katos, na autobus o 05:20. W czasie jazdy niby laska przeglądała fb, co też tam napisali, śmiechy, chichy i droga jakoś minęła. Przyjechaliśmy ok. 05:10 i jakoś dziwnie pusto było. Jeszcze w aucie, kiedy 979 powiedział, by naszykowała bilety na telefonie (teraz to bilet odczytuje się z telefonu) laska:
- o qrwa (niezbyt głośno, a 979 już wysiadł)
- co się stało, autobus jest z innego miejsca?
- gorzej (i w tym momencie wyszła z auta)
  Po chwili słyszę, że autobus był o 05:00.
  979 w ciągu sekundy się zagotował. To są te momenty kiedy obok potrzebny jest wiszący worek. Pewnie by w niego napierdalał, jak ostatnio, jak ona go zdenerwowała jakieś 10min, jak nie dłużej. Trzasnął klapą z bagażnika, poszedł w niedowierzaniu na dworzec autobusowy, tam wyryczał głośno "qrwa *ać" i przyszedł pod auto mówiąc lasce:
- ja nigdzie nie jadę.
  Laska jednak, może to taki odruch lub ujarzmienie go, śmiała się i w tym śmiechu mówiła, że pojadą pociągiem. 979:
- mnie nie stać na bilety na pociąg
- to ja je zapłacę (mówi laska)
  Dalszej rozmowy nie słyszałem, ale wygasiłem auto i stałem, bowiem znam 979 i wiem, że w takich chwilach ma 1000 pomysłów na minutę. Już odchodzili od auta, ale 979 się wrócił i powiedział (jakby wiedział, że czekam na jego decyzję)
- idziemy na dworzec kolejowy, jedź do domu.
  Pojechałem. Zasnąłem coś przed 07:00, wylazłem z łóżka ok. 10:10, a 10:25 pod wjazdowym stanął 972 wraz z żoną. Okazało się, że 3-ci ma dziś rozprawę w sądzie, z ośrodka w Zbrosławicach mieli go na nią przywieźć, ale ok. 09:00 zadzwonili, że jednak nie. Pozostałem im ja i na szczęście auto od 979. Zrobiłem na szybko żarcie szczurom i pojechaliśmy do ośrodka.
  3-ci wyrósł, choć jak jechaliśmy to dało się zauważyć działanie środków (leków) jakimi jest faszerowany. Naturalna spontaniczność dziecięca z trudem przebijała się przez tłumiące ją leki. Coś mi się wydaje, że po wybiciu szyby, albo zwiększyli mu dawkę, albo zmienili na silniejsze środki (nie piszę leki, bo w ich przypadkach nie chodzi o leczenie, wszak małe skurwiele są w pełni zdrowe, ale o otumanienie ich, by łatwiej się było nimi zajmować w ośrodkach. Jakby jeszcze wylądowali na wózkach, to chyba było by najlepszym rozwiązaniem dla personelu, bo nie sprawiali by w ogóle problemów, nawet tych wychowawczych).
  Dziwne to metody przetrzymywania dzieci w domach dziecka, tych sprawiających problemy. Czy to już jest panaceum na problemy, dać tabletkę i niech jest przydupiony?
  Równocześnie z działaniem tabletek było widać, brak edukacji. Rozmowa jego w aucie była na tak niskim poziomie, że aż mnie to dziwiło. Rozumiem rodzice, którzy kontakt z wiedzą skończyli wraz z szkołą, ale on przecież coś tam powinien pochłaniać w szkole, to fatalnie to wypadło.
  Mają przyjść jeszcze popo, ale to nie jest pewne. Dobra, zabieram się za dalsze sprzątanie i może łapanie jakiegoś szczura, bo już fest późno.
  Narka.

środa, 10 stycznia 2018

Środa #1302

  Ekonomia pewne sprawy załatwia, ale też by to zrobiła jest potrzebna nauka, którą wpierw należy przyswoić.
  Wczoraj jechałem z 979 do sklepu, zatankować itp. i byłem w szoku, jak zmienił styl jazdy autem. Praktycznie jakbym siebie widział za kierownicą. Jednak to co mu przekazywałem odnośnie ekonomicznej (tzn. mało żrącej paliwa) jazdy zadziałało. Do tego poczytał info na necie weryfikując, info, które mu przekazałem i to co widział jak prowadziłem auto, by skutecznie zastosować.
  Siedząc obok miałem satysfakcję, bo nauka jaką starałem się przekazać nie poszła w las, a przekazać wiedzę mięśniakom-skurwielom jest niezmiernie trudno, tym bardziej miłe są chwile, kiedy one stosują coś z tego co im tłumaczyłem.
   Wczoraj miałem robić porządek w kuchni po szczurach, ale zrealizowałem tylko mycie naczyń, bowiem 826 ze swoimi mięśniami mnie rozpraszał. Ale przy okazji, to co już kiedyś pisałem - o koledze z Belgii leci fama, iż jest branżowy, wczoraj przyuważyłem jak przeciągle, czy przydługo patrzał się na jedną rękę 826. Oprócz tego w ogóle się trochę otwarł przed nim i gadali przez jakieś 2h. No i dobrze, bo mnie męczą te ich pierdolenia o niczym i jak są w tandemie na stacji, to jest to idealna sytuacja dla mnie, bo każdy z nich ma drugą drużynę trakcyjną jako odbiorcę treści.
  Krótka notka, bowiem za chwilę wyjazd na kopalnię. Wczoraj nie byłem w/g wstępnego planu, to dziś już należy coś tam zrobić. Narka.