czwartek, 27 lipca 2017

Czwartek #1214

  No i wina w tym roku z wiśni i porzeczki nie będzie. Plan, który był strzelił w łeb. Nieustające imprezki u 979, a częściowo na nim się opierał, to ta podpora niewytrzymała i padła. No cóż, może jeszcze z jabłek później coś spłodzę, ale będę musiał poczytać w starej książce czy to się w ogóle da się i czy warto poświęcać temu czas.
  Mimo tego przed wczoraj jechałem na giełdę warzywną do kato częściowo tramwajem. Wleczenie się dziś tram to jest profanacja tego środka transportu. Oczywiście rowerem byłbym szybciej, tylko że od giełdy mieliśmy wracać autem, to gdzie bym ten rower wsadził.
  Mam sentyment do tramwai ze względu na prowadzenie ich przez jakiś czas, ale jadąc dziś wewnątrz, a nie w kabinie robi mi się "coś" z powodu tego jak bardzo można ten środek transportu obrzydzić ludziom. Jeszcze parę lat i przy tym tempie zwalniania ich jazdy będą sunąć prawie puste z prędkością 10km/h do czego już dziś niewiele brakuje. W zasadzie po szczycie przewozowym, czyli po 17:00 tram jeżdżą prawie puste, a te kilkoro pasażerów siedzących w środku nie jest w stanie pokryć kosztów uruchamiania poszczególnych kursów. Efektem jest stały brak kasy w KZK GOP, o czym świadczy wystąpienie w paźdz. ub. roku tej firmy do wawki o dotacje, bo..., brakło kasy o czym tu kiedyś pisałem i dałem chyba nawet linka.
   No jak ma ona być, jak podobnie autobusy suną przez m-to wieczorem z zawrotną prędkością 30km/h. Ostatnio z 979 jechaliśmy za takim w Ligocie o 22:15 zmierzającym do centrum z (uwaga) jednym pasażerem.
  Proponuję, bo może KZK GOP samo na to nie wpadnie, by nastąpił przyrost człowieków w środkach masowego rażenia, by jeszcze bardziej zwolnić te środki, jak wspomniałem wyżej tram do 10km/h, a autobusy do 20km/h. Wtedy na pewno nastąpi gwarantowany wzrost człowieków w tram i autobusach, cieszących się z tak sprawnej komunikacji publicznej i chętnie bulących za przetaczanie się przez miasta.
  By nie zostawić tego takiego niedomnkniętego tematu, to wiem co jest wstępną przyczyną tego stanu. Otóż wybór cyklicznego RJ przez zarządzających. To ten cykliczny RJ powoduje, że autobus jedzie np. co godz. i wypada mu 14:12, 15:12, 16:12 oraz 22:12. Tylko, że taki RJ sprawnie działa na kolei, gdzie pociągi nie stoją w szczycie w korkach, a zmienność pasażerów w godzinach kursowania ma mały wpływ na zmienność czasu jazdy. W komunikacji publicznej, tak nie jest i nawet jakby się dziecka z podstawówki spytać, czy w szczycie przewozowym np. o 15:30 można przejechać szybciej przez m-to, czy o 22:30 to odpowiedź będzie wiadoma. Dla zarządzających KZK GOP tak już nie jest i ta wiedza jakoś ich nie dotyczy. Efekt: RJ są dostosowane do kursów w godz. szczytu, kiedy autobus np. do świateł stoi 3 cykle, wymiana pasażerów na przystankach trwa np. 30sek, i ten sam RJ z godz. 15:30 ma być realizowany o 22:30, bo cykliczność. Jakoś za dawnego systemu, tak nielubianego przez wypowiadających się mediach były skrócone RJ w godz. wieczornych i to na niektórych liniach już po 20:00 w autobusach, a tramwajowe nocki miały skrócone RJ wszystkie. Dziś tram nocny o 02:10 jedzie w takim samym RJ co o 15:30. Efekt, w szczycie przewozowym, co już pisałem, jeszcze ludzie jeżdżą, po nim kiedy to już zwalnia do 30km/h już nie.
  Ponieważ jednak u brata 979 na ogródku zerwałem ok. 3kg. porzeczki czerwonej to lezę robić dżem na kiedyś tam.

środa, 26 lipca 2017

Środa #1213

Historie okolicznych mięśniaków nadają się do reportaży telewizyjnych lub do jakiegoś działu "ku przestrodze". Otóż 371 ileś tam lat temu, na jakiejś imprezce plenerowej, pod wypływem alko, zapragnął dupić. Na tą okoliczność znalazł młodą (wtedy jeszcze) 18 letnią samicę i ją w czasie tej imprezki, i tego dupienia zapłodnił. W wiadomym odstępie czasowym z tego dupienia wyszła larwa. Ponieważ rodzina 371 jest bardzo bogobojna, to chcąc nie chcą musiał żyć z przygodnie poznaną samicą. Mimo tego ślubu nie było, ale w dowód uznania dokonań tatusia larwa objęła jego nazwisko.   Jak to w życiu bywa, z przygodnie poznaną samicą życie nie układało się jak miało. Idylli właściwie w ogóle nie było, to też po około 4 latach para rozstała się. Ponieważ 371 już wtedy miał przepisaną przez babcię ziemię w wiosce (dziś wartą ok. 80 tysi) to, by przy rozstaniu nie było podziału majątku, ziemię radośnie przepisał na 374, bez żadnej klauzuli notarialnej czy innej. Mimo tego 374 wstępnie, oczywiście, po iluś tam latach ziemię miał oddać, ale jak to w rodzinie bywa, z tym oddaniem też bywa. 371 się z 374 pokłócił i na bywaniu się skończyło. Efekt, 374 wzbogacił się prezentem o wartości 80 tysi.
  By nie było tak, że jeden w rodzinie rozgarnięty, drugi nie, to 374 też miał w planach, o czym się euforycznie zwierzył, zamianę ziemi na mieszkanie. Ale mieszkanie w którym mieszka obecnie ma na rynku wartość ok. 50 tysi. Właścicielka nieruchomości, by mieć trochę więcej dla siebie, powiedziała mu, że w takim razie na umowie notarialnej wartość mieszkania podniesie do 70 tysi, by zamiana, bo w tej formie to miało się odbyć, nie wyglądała podejrzanie. Oczywiście 374 na to wstępnie przystał co radośnie mi oznajmił.
   Dość łagodnie starałem mu się powiedzieć, iż jest debilem i by od tej transakcji odstąpił i sprzedał ziemię na wolnym rynku, a dopiero później nabył, jeżeli jeszcze będzie chciał, mieszkanie na własność. Po za tym z tym blokiem, w którym jest mieszkanie też są jakieś wałki. Czynsz płaci dwóm osobom, tej niby właścicielce w jednej części i jeszcze jednemu właścicielowi drugą część. Nigdy rzeczowo nie był mi w stanie wytłumaczyć, jakie są formy własności obu osób, którym buli obecnie czynsz. Jego to nie interesuje, grunt że ma gdzie mieszkać. A grunt to za chwile może stracić dosłownie i w przenośni: za mieszkanie, którego do końca nie wiadomo kto jest właścicielem i ziemię, którą przepiszę na niby właściciela.
  Patrząc na historię obojga, nasuwa mi się cytat z Wesela: miałeś chamie złoty róg(...) ostał Ci się ino sznur.
 I na cóż nauki w szkołach, skoro mięśniaki-głuptaki i tak wiedzą lepiej jak żyć (? panie Premierze).

wtorek, 25 lipca 2017

Wtorek #1212

  Musiałem w niedzielę nagle zakończyć pisanie, bo na stację wszedł 979 z nibylaską. Tyle, że zdjęcia szczurów udało sie umieścić. A te, jak wstanę z łóżka to biegają po tunelach zrobionych pod kołdrą. Widzę, że b. to lubią i przyzwyczaiły się do przemieszczania w nich. Wszak nie pozostają na widoku, to znacznie chętniej tam przebiegają. Przemieszczając się robią charakterystyczny tupot małych stóp. Zauważam w ogóle, że grupa A im starcza. Penetrację zakończyły w zasadzie na niej i nawet do kuchni nie dochodzą. Choć grupę A penetrują już cała, oba, bo pierwszy to był samiec, to na razie nie widzę u nich potrzeby wychodzenia dalej i dobrze, bo jakby wparzyły do kuchni to byłby dramat.
   Jeszcze wczoraj kiedy nagrzewałem budynek stacyjny, to przez sporą część czasu były odbiorcami zapachów, które wraz z powietrzem wchodziły do budynku. Szczególnie ona lubi przebywać w szufladzie biurka stojącego przy oknie, gdy ono jest otwarte. Na szufladzie, oparta o blat biurka jest klawiatura i ona wysuwa łepek w szparze z lewej lub prawej strony szuflady patrząc co się dzieje, a od strony okna chłonąc zapachy. Potrafi tak od strony okna być oparta o bok szuflady 20 min i cały czas rejestrować zapachy z wioski. Jak zrobię zdjęcie to umieszczę, bo trudno jest ją uchwycić w tym miejscu. Po za tym zdjęcie musi być zrobione bez lampy błyskowej, bo one by chyba oszalały od tego błysku.
   Wczoraj 979 wziął wolne, bo jak to już kiedyś pisałem, tydz. pracy powinien być od wtorku do czwartku, a reszta to na nieustające imprezki. Praca dla niektórych, to tylko przeszkadza w życiu imprezkowym. Mogło by jej w ogóle nie być, by trwać w nieustających imprezkach. Jeszcze tylko tydz. i kolejna mega imprezka, na którą jedzie 979 z nibylaską i 897 wraz z laską do Kostrzyna n/Odrą.
  Na stacji tak nagrzane, że wieczorem, i spał też tak, 979 był w majtkach. Trza mu przyznać - fajnie się utrzymuje. Figurę jeszcze ma. Nadal szczupły - co kiedyś pisałem, dalej wchodzi do koszulek z czasów technikum. Na szczęście wszelkie pomysły nagłego rozrostu udało mi się mu wybić w z głowy. Ręce mu się w pracy trochę wyrobiły, są b. umięśnione, wszak ileś tam kg. w dniach pracy przeniesie. Nogi też ma ładne, no ogólnie, jak na swój wiek, wygląda b. dobrze.
  Ruch na stacji trochę zmalał. 834 wchłoneło do pracy, 371 w wiosce na wakacjach, wchodzi na stację jeszcze 826, którego nadal rynek pracy nie umie wchłonąć. On sam z siebie to nic nie znajdzie, z pomocą muszą mu przyjść inni i pokazać paluchem - tam jest praca, tam idź. Wtedy lezie. Bez tego bodźca, podobnie jak 834 sam nic nie znajdzie (ogarnie). 834 pracę znalazło biuro pracy, dzięki temu w godz. południowych mam go z "gowy".
  A teraz zeżarłem śniadanie i tez z "gowy".
  Lato na chwilę odeszło (znowu). Na placu jest 17C i pochmurno, jeszcze wczoraj ostatni dzień nagrzewania i malowanie drugi raz tych elementów pomalowanych w sob.
  To jeszcze trochę o symku kolejowym. W zasadzie prawie celowo zrobiłem małą burzę w nim. Dzięki temu przeszło mi częste z nim obcowanie i dzieciarnię odstawiłem na boczny tor. Taki zabieg, by zabrać się za prace na stacji, bo jednak tu kolejka rzeczy do zrobienia, a ciągle jakby przewijał się symek. Oczywiście będą te dwa pozostałe ISDR i maszynaEU07, ale td2 ruchem manewrowym odstawione w krzaki. Na jesieni, jak złożę nowego kompa, to tam może wrócę, chyba że w jednym z tych dwu pozostałych ktoś wpadnie na pomysł multiplajera i tam zasiądzie za klawiaturami zmysłowa ekipa, a nie dzieciarnia.
  Od maja jak się powadzili, td2 praktycznie cofnęło się w czasie i do dziś pozostaje na tej samej pozycji. Rozwoju nie ma nadal, jedynie dążenie do uzyskania stanu z początku maja, co jak widać nie wychodzi. To też jest dowód na inne (stare) określenie - nie ma ludzie nie zastąpionych. No niestety są dziś ludzie, których nie da się zastąpić. Można zastąpić inną jednostką (człowiekiem), ale to już nie ten mózg, nie te właściwości, nie te możliwości. O ile jeszcze w prostych zawodach: budowlance, kierowcach itp. to zastąpienie jest możliwe, choć jakość robót może pozostawiać do życzenia, to już na wyższej półce - programistyce - ciężko, oj bardzo ciężko. Tym bardziej, że w sukurs tym niezastąpieniom idzie nauka, a właściwie jej spadający poziom. I dziś wyłonić dobrego programistę zaczyna być problem, to też znajomi programiści oscylują w zarobkach (dobrzy) od 5 tysi - 373, do 10 tysi - 841, dojeżdżający w dni robocze do Krakowa, ale za taką kasę, sam bym dojeżdżał. Oczywiście nie mam takich umiejętności i nie zastąpie go w razie czego, ale też nie wiem ilu mogło by go zastąpić, w sensie być wolnymi na rynku pracy, gdyby 841 zrezygnował.
  Tyle, zabieram się za jakieś czynności na stacji, by nie stracić kolejnego dnia. Narka.

niedziela, 23 lipca 2017

Niedziela #1211

  To jedna z nielicznych niedziel, kiedy budzę się na stacji sam. 371 pojechał na tydz. (przesunięty) urlopu, a 979 jest (bo w kńcu weekend) nieustającej imprezce - tym razem z niby laską na ogródku brata, na który mam niby później dołączyć. Tzn. były szczuraki oczywiście, ale oprócz scen kiedy samcowi włącza się kopulacja jest spokój z nimi. Miały być ich zdjęcia, to poniżej (wreszcie) przegrane na kompa.
Na zdjęciu poniżej lewy (samczyk)
Na zdjęciu poniżej  prawa - ona.
Poniżej też ona.
No i jeszcze raz w garnku.

  W sumie dobrze, że 371 pojechał, tydzień odetchnę od niego, bo jest strasznie uciążliwy. 979 przy nim to oaza spokoju w zachowaniu, nie zaczepianiu, nie ciągłym gadaniu. Sposób funkcjonowania jaki wypracowaliśmy z 979 jest dla mnie b. zadowalający. Choć oczywiście są mankamenty, bo jakby ich mogło nie być, to cała reszta jest ok. i bardzo strawna chyba dla nas obu, bo przecież przebywa tu tyle lat, a jakby chciał to w każdej chwili mógłby się wynieść - ma przecież gdzie.
  Co do wyjazdu zagranicznego, to ostatnio w jakiejś tam rozmowie mówi:
- na sylwestra w tym roku to chyba pójdę przyrobić, bo po co wydawać kasę a i tak nie mam gdzie iść.
  Hmm, w kontekście ostatniego planu wyjazdu za granicę, takie coś znaczyło by, że ten wyjazd odchodzi na dalszy plan. Cieszę się z tego, bo przecież z 371 bym nie wytrzymał na dłuższą metę. On i tak się powstrzymuje od pewnych działań wiedząć, że w stacji macierzystej jest 979, ale jakby tak zniknął, to amba-fatima.
  Zresztą plan jest, że jak 979 nie będzie jechał za granicę to do zimy chcę ze stacji pozbyć się 371. Nic nie wnosi, a jest tylko dodatkowym obciążeniem dla mnie. Te grosze, które daje za pobyt to czasem se myśle, że lepiej jakby nie było tego i jego.

czwartek, 20 lipca 2017

Czwartek #1210

   Szczuraki są rewelacyjne. Jak je chcę czymś zająć, by zjeść przynajmniej część śniadania bez ich udziału to daję im ugotowane schłodzone jajko. Mają zajęcie na 2 min tarzając się z tym jajkiem i chcąc się dobrać do środka. No ale taki pierdolnięte to one aż nie są, by z nim walczyć dłużej i następnie znowu napierają do tego co żrę.
  Kupiłem im ostatnio kostkę do ścierania ząbków, ale olały ją sikiem prostym, bo przy rarytasach ze stołu, które by się jakąś kostką zajęło. Inna sprawa to np. karma dla szczurów, które nie powinny jeść owoców cytrusowych, a w niej są skórki pomarańczy. Na szczęście tego nie żrą. Ostatnio sam to wybieram. Ale po co producenci dają tam śmieci, których one i tak nie żrą. 1/3 z tego idzie do wywalenia. Zaś pazerność na kasę, jak przy ostatnio kręconych materiałach w masakrach rodzinnych o starych jajkach. Teraz starych jajek będzie jeszcze więcej, bo ludzie, co naturalne, będą ich mniej kupować. Mnie też to dopadło, bo jak byłem w kauflu i przechodziłem k/jajek, to pomyślałem:
- jajka - nie, bo jakieś przeterminowane, tylko tych nie wyłapali,
i poszedłem po coś innego. Pisałem iles tam notek wcześniej o nadprodukcji żarcia i to wychodzi, i wychodzić będzie. Na Górnym Śląsku ubyło od 1990r ok. 250 tyś. ludzi. Przecież to całe jedno duże m-to jak Gliwice, czy Dąbrowa Górnicza wyparowało, stąd teraz i o pracę znacznie łatwiej.
  Zdjęcia szczurakom zrobiłem, ale umieszcze je może jutro, bo dziś jeszcze ostatni dzień ciepło. Obudziłem się ok. 09:00 i na termometrze 26C. No tak to by mogło być do 31 sierpnia. Zaraz się lepiej funkcjonuje, stąd zabieram się za pracę, bo ta sama się nie zrobi, tym bardziej, że 979 tradycyjnie uszkodzony. Co roku w lecie, jak chciałbym od niego pomocy, to się uszkadza. Tym razem w ub. tyg. spotkał się z 822, który od 2 lat chodzi na siłownię i jak to CS chciał się zmierzyć z jego postępami. Efektem jest, czy są u 979 pęlnięte żebra, przeto zaś nie może czegoś tam robić, bo go boli. Ach, szkoda pisać.
   Leze do roboty, bo dzień umyka strasznie.

wtorek, 18 lipca 2017

Wtorek #1209

  Tak tą saunę trochę opisałem nijako, to wrócę do niej. Otóż, te dwa ładne mięśniaki to były uodpornione na poczynania wampirelli, to też nie dało się ich nawet dłużej dotknąć. Udało się natomiast z emosem, ale tez tylko na jedną scenę, bowiem jak poszedł w teren to po powrocie też już nie dało się go dotknąć. W ogóle jak tam zabierałem się do głaskania emosa, to zastanawiałem się:
- i co dalej?
 Nawet jakby poszedł ze mną do góry, to czym i do czego go przywiąże, jak dam mu klapsa, przy stale przechadzająych się innych wampirellach, wreszcie czy on jest aby na pewno pasywny? Więc te podchody skończyłem na głaskaniu go, a i skóra taka średnia. Mięśniaki to miały gładką. Nie dotykałem ale było widać. Poprzestałem na pogłaskaniu emosa i później jeszcze dwa razy robiłem podchody do niego, w końcu zrezygnowałem, bo co będę jak głupi za nim biegał.
  Trochę tez miałem pecha, bo pusto było i może gdyby jakaś większa ilość ludzi, to było by przyjemniej. Spotkaliśmy wspólnego znajomego branżowca, którego na koniec zabraliśmy z sobą, bo po drodze.
  Szczuraki mają się dobrze, chyba nawet za dobrze. Śniadanie z nimi to przeciągająca się ukrywająca konsumpcja. Jak opanowały wejście na biurko to teraz zeżarcie owego przy kompie jak dawniej jest niemożliwe. Taca z żaciem musi być na krześle obok, a i tak robiły próby skoków (nieudanych) by dostać się tam. Opanowałem to na tyle, iż jak zaczynam żreć to daję im z poprzedniego dnia wysuszony chleb, by sobie ząbki spiłowały i przy okazji mają zajęcie i mam ok. 4 min wolnego, bo są zajęte. Po tym czasie wracają i nadal biegają dookoła próbując dostać się do żarła. Czasem są śmieszne sceny, jak np. kiedyś nie zdążyłem schować bułki i taki mały szczur uciekał z dużą bułką. Do nich to by się kamera przydała, bo same zdjęcia to za mało.
  Po za tym przestawiły się na dzienny tryb. W nocy podobnie jak ja w większości śpią. Przynajmniej jak się przebudzam to nigdy ich nie słyszę, za to za dnia to urzędują przez znaczną część. Szczególnie są aktywne do południa, zaraz po śniadaniu przeto prace remontowe się opóźniają, bo należy się nimi zająć. W końcu jest to jakiś obowiązek, a nie tak jak mięśniaki dookoła w tym 979 - do klatki je! Stale mu powtarzam, nie bier żadnych zwierząt domowych, bo się do tego nie nadajesz. Swoim dzieciom też nie bier nigdy.
   Tyle, bo remont czeka, nadto nie długo, bowiem po 14:00 leze do 521 spr. symka kolejowego u niego. To narka.

poniedziałek, 17 lipca 2017

Poniedziałek #1208

  Kolejny weekend za, a jak zwykle trochę się działo. 971 wyciągnał mnie do sauny do Batorego. Została ta jedna, bowiem katowicka się zlikwidowała. Niby są w niektóre soboty tłumy, ale akurat miałem pecha i w tą tłumów nie było, nawet było luźno. Ładnych obiektów też niewiele. Dosłownie dwa i jeden emos, i to tyle. Tradycyjnie do jacuzzi musiałem dolać wody, bo jak tam wlazły morświny to część wody wylały, a obsługa tak średnio kwapi się do jej uzupełniania. Po za tym układ na dole bez zmian, na górze trochę tam zmienili, bo jakby przystawić ścianki z płyt gipsowych to małe piwo, a przy wykończeniach jakie robią to ciągle coś przestawiają. Dobrze, że jest ciemno, bowiem wykończenia reszty to lepiej tego nie oglądać w pełnym świetle. No cóż..., taki mamy klimat. Nadto widać oszczędności. Ręczniki bawełniane zostały zastąpione jakimiś pół sztuczniakami, woda pod prysznicami, przy dużym poborze letnia, a nawet chłodna, jak już się wyludniło to była ciepła. Ogólnie widać tandetne wykończenie i taniość produktów. Piwo w barze nie markowe, jak je wypiłem to jakoś mi "siedziało" na żołądku, mimo że wcześniej żarłem jakieś 3h, więc nie powinno wejść z tym co zeżarłem tak szybko w reakcję.
   Średnio udany wyjazd, ale raz na jakiś czas kurtuazyjnie mogę się tam pojawić.
   Po a tym zniknął 172. Może go na te 2 tyg. przymknęli i trzeba odczekać, jeżeli tam nic nie nawywija.
   Wczoraj 979 trochę łyknął, wraz z 897 i jego laską oraz jakąś ekipą z wioski na doklejkę. Był także 230, ale wracał autem to nie łykał. Poszedłem z nimi, bo jakby zostałem zapro przez 979, a nie miałem na stacji nic konkretnego do robienia. Imprezka odbyła się na torze bocznicy szlakowej, siedzieliśmy na torowisku. W nd tam nic nie jeździ.
  Po powrocie na stację zaczęła się, skierowałem ją na ten tor, dyskusja nt. wyjazdu za granicę 979. Niby to już postanowione, że we wrześniu jedzie, a w tym m-cu ma jeszcze złożyć wypowiedzenie w firmie.
  Powiedziałem mu oficjalnie, że jestem przeciw temu wyjazdowi, ale przecież do kaloryfera go nie przykuję. Jakoś nie widzę konkretnych przesłanek do wyjazdu za granicę, ot odbieram to jako kolejną rozrywkę życiową. Finansowo przecież nie, bytowo - nie, nic go tam nie wypycha, by musiał jechać. No cóż jak pojedzie to trzeba będzie znacznie przereorganizować ruch na stacji.
  Tyle, bo zajęć pełno, a też ciąży mi w głowie info o jego wyjeździe. Mimo niby długiego okresu, to jednak czuję się nieswojo i pisanie przyćmiewa myślenie o odejściu 979 ze stacji.

czwartek, 13 lipca 2017

Czwartek #1207

  Ten czas leci, to aż strach, a mało tego lato tego roku jakieś z dupy. Dziś rano 12C na termometrze. Co to ma być do cyca?
  Byłem przedwczoraj u 972, bo pił i zaprosił mnie na piwo, by się chyba jeszcze bardziej chciał dojebać. Kupiłem je w drodze, bo jakby on wylazł z mieszkania, to już by tam tak szybko nie wrócił. Po przyjeździe pokazał mi papier, że OPS ściga go, za niezapłacony w kwietniu 2016r pobyt małych skurwieli w ośrodku. Nie wiem, kto zaś tam zrobił błąd. Przecież to się nadaje do programu TV. Małe skurwiele są w ośrodku od 20,14r, a po roku czasu, bo wysłane w maju b.r. rodzice dostają pismo, że mają zapłacić 3128zł, za ich pobyt w domu dziecka z (tylko jednego m-ca) kwietnia 2016r. Co za jakaś głupia cipa nie umie w papierach poszukać błędu, tylko przez urząd gminy ściga ich do zapłacenia 1-go m-ca za pobyt. Sprawa jest z założenia przegrana przez OPS, bo przecież nikt im (rodzicom) nie zwrócił małych skurwieli na m-c do domu. W ogóle nic w papierach się nie stało, to nie rozumiem tego, ale sprawę mają wyjaśniać rodzice małych skurwieli, to wcale nie jest to takie przesądzone. Przecież oni nawet nie rozumieją tego co czytają, to gdzież tam odwoływać się od decyzji gminy o uiszczeniu 3128zł za m-c pobytu małych skurwieli u pingwinów.
  Po lekturze wezwania do zapłaty, następna lektura, tym razem już 20 stronicowa - kolejna opinia dot. 3-go małego skurwiela, który ma być przeniesiony do ośrodka, w którym będzie bardziej niż mniej faszerowany tabletami, by się uspokoił. To już 4-ta opinia, kolejnego ośrodka badań, tym razem z Kamieńca, gdzie 3-go mają przenieść i jak czytałem to kolejny ośrodek przepisał dokładnie co do litery, to co wypłodził pierwszy ośrodek w badaniu 2, czy 3 lata temu, dodając do tego tylko kilka swoich zdań. Wniosek jest taki, że jeżeli pierwszy ośrodek coś by zdupił w badaniach, to następne dokładnie to powielą nie rozwodząc się, nie badając, czy jest to prawdą. Jedyne co nowe przeczytałem to określenia, których 3-ci używał do kierowcy autobusu wożącego dzieci do szkoły: "ty łysa pało", "kapuś", "ryży ryju". Po za tym, dokładnie te same naukowe określenia, w takich samych zdaniach przepisane z poprzednich opinii, chyba nawet kiedyś zrobię analizę porównawczą.
  Natomiast na podstawie moich obserwacji miast wysyłać go do ośrodka leczniczego, gdzie będzie faszerowany lekami, od zaraz, przekazałbym go do awaryjnej rodziny zastępczej. Ile razy przebywałem sam z nim, to widziałem, że potrzebuje indywidualnego podejścia. Będąc sam ze mną zupełnie inaczej się zachowywał. Odpadała od razu stała rywalizacja grupowa - kto jest większym skurwielem, uspokajał się, a tłumaczenie pewnych rzeczy przynosiło efekty. One od razu zanikały, w momencie jego powrotu to stada skurwieli, ale może gdzieś tam kiedyś coś mu się przypomni.
  Wczoraj odbyła się rozprawa apelacyjna odnośnie odebrania praw rodzicielskich, jak dowiem się orzeczenia to napiszę, czy podtrzymane zostało orzeczenie sądu pierwszej instancji.
  Nie było 1-go, najstarszego skurwiela w domu, bowiem "szwagier go zebrał" (słowa 972) i był w mieście.
  Po za tym, byłem wczoraj u 521 (nadałem mu taki nr) to syn od 821 i podobnie jak u 972, tak i tu, i tatusia i syna bym przerobił. 521 ma 19 lat, ale wygląd..., jakbym tatę widział ileś tam lat temu. 521 i ten, którego mijałem idąc do wioski 972 na autobus, taki trójkąt i mózg by się chyba zlasował. 521 wczoraj był w klacie, bo było 27C na placu, to aż nie chciało się wychodzić, bo byłem u niego, ale niestety zajęcia na stacji, w tym oczkujący pod wjazdem 834, który to zgłosił i musiałem wydalić się na stację macierzystą. Jakby nie to, bo mógłbym tam tak siedzieć i gapić się na niego, podziwiać jego mięśnie i przy bardzo ładnych widokach, miło spędzić czas. 521 podobny jest do 571, z którym byłem w łóżku. Może będzie mi kiedyś dane sprawdzić czy też ma taką szorstką skórę na plecach jak 571. Ale reszta wyglądu bardzo podobna.
  Tyle na dziś, bo termin w biurze pracy, złożenie podpisu, a następnie powrót i zajęcia na stacji macierzystej. W trasie sprawy do załatwienia, skoro już jadę, to lista zrobiona. Zbieram się, to narka.

wtorek, 11 lipca 2017

Wtorek #1206

   Wczoraj szedłem na przystanek autob. do wioski 972 i szły z niej do naszej wioski dwa tamtejsze mięśniaki, jeden, ten ładniejszy, oczywiście w klacie. Mój wzrok zawiesił się na jakieś 100m przed, na ścieżce nikogo innego nie było, to mogłem się patrzeć non-stop na niego. Taki widok, że jak jechałem autobusem to musiałem się powstrzymywać, by organ się nie wzbudził.
   Tego w koszulce znam, to mijając się wymieniliśmy "cześć". Wyszedł, chyba w ub. roku z poprawczaka, czy czegoś w tym stylu. By nie uciekał do dom, to dali go do Lidzbarka Warmińskiego. Wcześniej był chyba w Kielcach. Oczywiście ten w klacie to rozpierdol dla mózgu. Miałem problemy z zaśnięciem, bo nie wiedziałem czy przerobić go w w.k. jeszcze w nocy, czy już rano. Stawiałem na rano. W końcu się na to zdecydowałem, bo 824 miał gdzieś wychodzić, ale było ciężko. Zasypianie to z jego widokiem, co się przebudzałem to ponownie włączał się jego widok. Rano poszło w.k., ale obraz pozostał dalej.
  Jak będę wracał od 824 to może zajrzę do 972, bo jeszcze chyba nie polazł do pracy, po tym jak jego stanowisko pracy, znaczy się małą firmę zamknęli. Mało tego, w domu ma być mały skurwiel, na przepustce z ośrodka produkującego skurwieli - jakość gwarantowana. Chętnie zobaczę jak tam wyglądowo się rozwija.
  Z komunikacji miejskiej to dobrze korzysta się jedynie w godzinach szczytu. Wtedy, przy cyklicznym rozkładzie jazdy, autobusy mkną szybko przez m-to starając się utrzymać RJ (rozkład jazdy). Paradoksalnie, gdy ulice są zatłoczone, to kierowcy naginają przepisy, by zdążyć do następnego przystanku, czy następnych na czas. Dramat zaczyna się po 18:00, gdy ulice pustoszeją, w autobusach robi się pusto, na niektórych przystankach nikt nie wysiada, nikt nie wsiada. To nie to co w godz. szczytu kiedy tłoczą się do wyjścia i podobnie do wejścia. Po 18:00 autobusy i tramwaje komunikacji miejskiej stają się zawalidrogami. Kierowcy nie mając co zrobić z czasem przetaczają się między przystankami z prędkością 30km/h, by nie być przed czasem na następnym, wszak GPS czuwa i dyspozytor namierza. O ile cykliczny RJ na kolei ma zastosowanie i sens, bo przecież tam nie ma korków do skrzyżowania i nie czeka się np. dwa cykle lub trzy, by przejechać skrzyżowanie, to w komunikacji publicznej mam wrażenie, że jest on gwoździem do trumny. Wsiadając do pojazdu po 18:00 można dostać wstrętu do jeżdżenia środkami masowego rażenia, a im później tym gorzej. Przy jeździe o 22:00 można dojść do wniosku, iż szybciej było by rowerem, jak tym czym się właśnie przemieszczamy. To powoduje, że co raz więcej ludzi kupuje samochody i w środkach komunikacji publicznej jest co raz puściej. Mało tego na przekór temu co powinno następować, czyli jakby przyśpieszeniu poruszaniu się autobusów i tramwajów, jeszcze bardziej się je zwalnia. Takiej w miarę szybkiej linii 870 dorobiono kolejny przystanek, dla obsługi którego musi zjechać z drogi szybkiego ruchu, a dawną linię 840 (przyśpieszoną) już jakiś czas temu została skierowana na uliczki Chorzowa i teraz w szczycie szybciej do Katowic można dojechać tramwajem, jak przyśpieszonym autobusem, a w samych autobusach zrobiło się puściej. To spowalnianie komunikacji, oprócz centrum katos, gdzie autem raczej nie pojeździmy, powoduje na przestrzeni ostatnich lat znaczny ubytek ludzi, co przekłada się na obniżenie wpływów z biletów i przenoszeniu kosztów na miasta. Te zaś bronią się likwidując linie tramwajowe, zmniejszając częstotliwość kursowania autobusów. Ostatnio Bytom się zbuntował i stwierdził, że też, bo wcześniej Ruda Śląska, nie będzie tyle bulił za tramwaje i proszę zmniejszyć ilość kilometrów. Co z tego wyjdzie zobaczymy za kilka m-cy.
  Wracając jeszcze do komunikacji publicznej, to nasi konstruktorzy są chyba jacyś nie dorobieni. Wpierw z autobusach solaris zrobiono siedzenia plastikowe obciągnięte tylko materiałem. Siedzenie na nich przez ok. 45 min powoduje ból dupy, jakby się na desce siedziało. W nowych solarisach zrobiono znowu, bo przecież to nie nowość, bowiem wcześniej w autobusach były, miękkie siedzenia. Za to nad drzwiami, w tych nowych, w pół okrągłej obudowie maszyny drzwi, zamontowano oświetlenie ledowe, ale znowu jakiś niedorobiony, umieścił je za drzwiami, które się otwierają i wtedy drzwi robią automatycznie cień z nich na stopień wejścia. Co za cymbał to zaprojektował? Patrząc na to zastanawiam się czy jest jakaś weryfikacja tych bubli, które wychodzą z komputerów projektantów? Kiedyś był jakiś nadzór, nad tym co robili podwładni. Dziś często Ci, którzy zarządzają podwładnymi nie mają pojęcia nad tym co oni robią i ślepo zatwierdzają te buble, których na ulicach naszych miast jest co raz więcej. Zresztą czasami nawet w jakiś wiadomościach się z tego śmieją, a jednak zatwierdza to jaki urząd i wydawało by się, że ktoś tam myśli.
  Dopóki układający RJ w miastach, będą promować cykliczność RJ nad realnością, to będzie następował szybszy rozpad komunikacji miejskich. Paradoksalnie, za nim wszedł nacisk na cykliczność to w aglomeracji i tramwaje, i autobusy miały wieczorami skrócone RJ. Było to dawno, kiedy ruch na drogach w szczycie był mniejszy i wydawać by się mogło, że nie jest to aż tak potrzebne jak dziś. A dziś kiedy to rozróżnienie czasów przejazdu, co nawet dla mało rozgarniętego ucznia szkoły podstawowej jest oczywiste, tego nie ma. A nie wiem czy to pisałem, nawet to zarządzanie komunikacją miejską jest wadliwe, co wyszło w ub. roku, kiedy brakło kasy i zarząd KZK GOP zwrócił się do wawki po kasę, bo: nam brakło, to dajcie nam na uzupełnienie budżetu. No przecież śmiechu warte.
   Tyle, bo wrócił 824, to pchnę notkę, obiad i przygotowania do powrotu do wioski. Narka, może do jutra.
 

sobota, 8 lipca 2017

Sobota #1205

  Mięśniak z rana, a tak, pisałem o tym, fajna sprawa. Tak na początek dnia. Dziś na dywanie, ot takie wyzwanie, bo przecież na podłodze jest ciężej, ale mięśniaki-skurwiele czasem, jak widzę, lubią wyzwania. Zresztą 974 ciągle robił to na dywanie. Chyba tylko raz, czy dwa zrobiliśmy to w łóżku, po za tym zawsze wybierał dywan. Czasami myślę, że może to być zastępcza forma samookaleczania się, wszak sznity na rękach ma i 172, i 974, a informacje o tym co dzieje ode mnie nie wychodzą, to może być tak, że są jakby dwa plusy. I na ciele nie ma śladów, bo po sznitach zostają już na całe życie, a jest jakaś dawka bólu, która może kompensować (chyba nieodpowiednia nazwa, ale nic mi teraz innego nie przychodzi do głowy) zapotrzebowanie na nie.
   Po za tym cały tydz. zleciał podobnie, ciągle do południa lub krótko po brak czasu stąd wpis dopiero teraz. Przeważnie budzę się ok. 10:00 to i po rozruchu porannym jest już południe, nadto w godz. południowych przewija się przez stację bezrobotny 834, a po nim przyłazi kolejny bezrobotny 826. Dwie ofiary losu. Ta ostatnia dziś stwierdziła, że pojedzie do Holandii zarobić w chuj, hajsu - kolejny nawiedzony.
  Dziś, jakoś tak przyszło mi do głowy, że nie zrobiłem moim szczurom żadnego zdjęcia, tym bardziej, że są rewelacyjne. Zabrałem  się za to, ale tera ciągnie mnie już do castoramy 230, to może je umieszczę jutro. Wczoraj lewy chodził po korytkach (takich na papiery, jakie są w biurach). Wyglądało to rewelacyjnie, co któreś wchodził do środka i przechodził, po czym szedł wyżej. Na ostatnim, szóstym, były ciasteczka i to go tak nęciło. Dotarł do nich i nawet dwa razy z nimi "spadł" na biurko.
  Natomiast prawa jest bardziej bojaźliwa, ale też chętniej wybiera się w teren i to ona, co pisałem kiedyś tam, pierwsza ruszyła na zwiedzanie grupy A.
  No i tak to bywa, jak mam wenę do pisania, to przeważnie jest popo, i składy poc. na stacji. Jak zabieram się za pisanie k/południa, to różnie z tym bywa, albo tak jak dziś, choć dobrze mi się pisało, odrywają mnie od klawy. Ach... Wiem, przeciwieństwem 825, cierpiącego na samotność na stacji, jest totalny jej brak na mojej stacji macierzystej. Kiedy u niego główki szyn w większości pokryte są korozją, moje w torach nawet głównych dodatkowych świecą się od ciągłego ruchu na nich składów, już nie mówiąc o głównych zasadniczych, które nawet nie zdążą się pokryć cienką warstwą korozji.
  Tyle dywagacji, bo czekają w tej castoramie. To narka.

wtorek, 4 lipca 2017

Wtorek #1204

  Jak zwykle po weekendzie zrobiła się dziura we wpisie, ale to dlatego, iż wczoraj znowu 371 wziął wolne w pracy i przebywał przez większość czasu na stacji. Nadto jest b. wqrwiający przeto jego pobyt podnosi mi ciśnienie.
  Co do szczurów, to ostatnio pisałem, że osiągnęły poziom zero i przez dzień czy dwa na poziomie +1 dały mi spokój, tzn. w łóżku. Jednak one są towarzyskie i choć nadal głownie przebywają na poziomie zero, to zaczęły ponownie nawiedzać  mnie, jak jestem, na poziomie +1. Cieszę się z tego, znaczy, że się przywiązały do mnie co jest pozytywne. Reagują na mój głos, rozróżniają go wśród innych. Przy mnie czują się dobrze, bawią się, nawet, co chyba jest rzadkie, machają ogonem (jego końcówką). Pozytywne jest to, że po wieczornym pobycie u mnie przenoszą się na poziom zero i do rana, jak się przebudzę nie przeszkadzają mi. Czyli mniej już uważam przy obracaniu się w łóżku, choć stale sobie mówię, że należy to robić nadal ostrożnie, bo może któryś akurat wszedł i mogę go nie wyczuć pod kołdrą.
  Zaczynają też więcej chodzić po grupie A, też dobrze, bo "cywilizują się". Na szczęście nie mają jeszcze odruchu chodzenia za mną, bo wtedy to cały czas oczy pod nogi, czy tam czasem nie wlezie który.
  Po za tym, dziś po przebudzeniu przylazł 172. Mięśniak z rana jak śmietana, to też skonsumowałem go w trochę starej, ale jednak przerobionej pozycji. tym razem ułożyłem go już na końcówce tak, że leżał na skraju łóżka, korpus miał w powietrzu, a tyłek i część lędźwi jeszcze na łóżku. By nie przegiąć się w dół, to rękami trzymał się za moimi plecami, przeto mięśnie rąk miał napięte. Ach ten widok tych napiętych mięśni, do tego bicepsy uwydatnione, bowiem leżały na moich udach..., dobrze, że rano też zrobiłem w.k. po paru dniach przerwy to nie było falstartu, a wszystko w normie.
  Po za tym, bo nie opisywałem byłem u 824. Ogólnie po scenie z miską w czasie ostatniego przyjazdu do niego, było drętwo. Mnie takie sprawy nie przechodzą tak szybko i pamiętam o nich przez jakiś czas. Mam do niego jechać jeszcze w przyszłym tyg., ponieważ 14 jedzie na swoje wakacje do Chrzypska, tam gdzie jeździłem kiedyś na drezyny kolejowe. No w tym roku nie, bo remont na stacji, który i tak się odwleka, a jednak musi być zrobiony. Jakbym tam pojechał to obudziłbym się w sierpniu i nie wiem czy ruszyłbym z remontem w ogóle w tym roku. I tak to idzie tak opieszale, że aż strach. Ciągle coś stoi na przeszkodzie, by kompleksowo się zabrać. Trochę podłubię tu, trochę tam, i tak niewiele posuwa się do przodu. Np. wczoraj prawie stracony dzień przez 371, ale coś tam drobnego udało się zrobić.
  Dobra, zabieram się za śniadanie, tak wiem, jest 12:15, fajna pora na śniadanie.
  To do zaś, narka.

czwartek, 29 czerwca 2017

Czwartek #1203

  Tak czasem bywa, że plany się rypią. Tak stało się dziś ze szczurami, ale od początku.
  Dzień wreszcie z temperaturami jakie lubię. o 10:00 było 28C, a o 13:00 już 32C. Zajebiście w chuj dla mnie, ale szczurom już tak dobrze nie było. Widziałem, że wzrastająca na grupie A temperatura powodowała ich wychodzenie na wierzch. Zazwyczaj się ukrywały, ale dziś wychodziły na zewnątrz, chcąc się schłodzić. Często do nich podchodziłem, aby w tej trudnej dla nich sytuacji nie były pozostawione same sobie. No było im raźniej. Lewy przechadzał się po rogówce, to leżał przy pojemniku z wodą, trochę pił, trochę niby się przy wodzie chłodził. Jako że to samiec to dziś (nie wiem czemu szczury mają takie wlk. jaja) ciągnął swoje jajca za sobą. Prawy, co pisałem ostatnio przeniósł się pod rogówkę, ale, może z powodu ciepła, dziś wchodził na nią, dołączając do lewego. Pomyślałem o tych jajcach i tak mi przyszło do głowy, że u prawego ich nie widziałem. Oprócz tego ostatnio lewy jakby bardziej urósł niż prawy. Podszedłem do rogówki, na której był prawy i okazało się, że to jednak nie jest on, a ona. No to się zrobiło mniej przyjemnie. Rozmnażanie szczurów nie wchodzi w grę, ale jest opcja, bo już czytałem sterylizacji samca, bo raczej to onych się poddaje temu zabiegowi i to pozostanie do zrobienia. Konsultacja z weterynarzem dała niby jeszcze miesiąc dla urośnięcia samcowi, po czym czeka go zabieg.
  Najlepsze w tym wszystkim jest stanowisko 979, który przyniósł je na stacje, a teraz ma na nie totalnie wyjebane, co okazuje na każdym kroku, dlatego większości mięśniaków mówię, by raczej, kupili sobie pluszaka, jak zwierzaka, bo dla nich to tylko żywa zabawka i tyle.
  Jutro wyjazd do 824, ciekawe, czy znowu będzie awantura, czy tym razem uda się zostać dłużej. W sumie mnie to też lata. Jak mają być jakieś spiny, to tego mi chyba najmniej potrzeba.

wtorek, 27 czerwca 2017

Wtorek #1202

   Roboty, a roboty na stacji, a ciągle coś na przekór tej robocie. Wczoraj wieczorem kładę się, a tu tylko jeden szczur. Poczekałem 5 min drugi nie przylazł. Wyszedłem z łóżka, ale 979 już w łóżku, bo rano do pracy, a tradycyjnie po weekendzie totalnie nie dospany. Zauważyłem szczura pod rogówką, ale nie udało mi się go wyciągnąć - uciekł pod nią dalej. No cóż, położyłem się. Zasypiało mi się dziwnie, bowiem nie udało się złapać szczura, a pomimo pozostania lewego, pustkę w łóżku robiło zniknięcie prawego. Przewijało mi się przez głowę, to dopiero się będzie wyprawiało z mózgiem, jak wyjdzie z gniazda 979.
  Przebudziłem się ok. 04:00 i od razu włączyło mi się, że prawemu jest źle, bo przecież nie pił od 12h no i jedzenia też nie. Musiałem jednak czekać do ok. 06:00 jak 979 będzie szedł do pracy. Zasnąłem, ale przebudziłem się ponownie ok. 07:00. Leżąc jeszcze o 04:00 myślałem, że prawy wszedł w jakieś zakamarki wewnętrzne rogówki i nie może się wydostać, bowiem słyszałem go jak tam łazi. Wymyśliłem, że rozbiorę rogówkę jak wstanę, by go wydostać na "wolność". Po rozebraniu rogówki i złapaniu go, nadal trochę uciekał, złożyłem rogówkę i położyłem się. Najbardziej ucieszony był lewy, bowiem obwąchiwał prawego przez dobre 2 min. Położyłem się po ponownym pościeleniu łóżka, z oboma szczurami. Mimo tego ułożyłem poduszkę z rogówki, by w razie czego prawy mógł zejść ponownie na poziom zero. Pierwszy raz po ok. 8 min zszedł do połowy poduszki, drugi raz za ok. 2 min zszedł po niej i ponownie udał się pod rogówkę. Widać, znalazł nowe gniazdo i teraz będzie jedynie gościem. Lewy dwa dni wcześniej zaczął się też przenosić do nowego gniazda, ale na poziomie rogówki pod koc złożony. Znalazł tam szparę i tam zaczął znosić jedzenie.
  Ponownie rozkładać rogówki nie będę. Znaczy się oba mają nowe gniazda, a przeto mnie trochę wygodniej będzie się spało. Dotychczas obracanie to delikatnie, by któregoś nie przygnieść.
  Jak prawy już poszedł do nowego gniazda, to ponownie włączyło mi się myślenie co to będzie się w mózgu działo, jak 979 spakuje się i będę go musiał odwieźć na dworzec, czy na lotnisko lub do innego środka lokomocji, by pojechał za granicę. Przez pierwsze dni nie będę sobą, a mało tego zostanie mi w stacji wqurwiający 371.
  No cóż, taka kolej rzeczy. "Dzieci" wychodzą z domu i zaczynają własne życie.
  Dobra, bo przylazł 172, to może uda się powtórzyć nową pozycję, bo ostatnio mnie wciągnęła. To narka.

poniedziałek, 26 czerwca 2017

Poniedziałek #1201

   Wczoraj wyciągnął mnie 371 nad wodę. Prawie w sob. się o to pokłucilismy, bowiem mam na stacji pełno roboty, a tu kolejny dzień z gowy. I tak te dni odpadają, a remont czeka i czeka, i czeka...
  Na szczęście nie zbudził mnie rano, bo już odpuścił wczoraj wieczorem, tak że wstałem o 10:20 i po procedurach udało się wyjechać na rogol ok. 12:30. Zabrał się z nami 834 i dobrze, bo przynajmniej nad jeź. zajmował 371, który dał mi spokój. Jedynym plusem wyjazdu były jak zwykle lokalne mięśniaki. No tam to jest wybór. Znowu zasypianie będzie z przywoływanymi obrazami mięśniaków. A było co oglądać. Jeden taki ok. 23 lata, szczupły, ale widać, że o siłownie się otarł, ale na szczęście nie wpadł w "chcę być duży" i przez to nie żarł jakiś wspomagaczy rozrostu. Jak wykręcał spodenki, już jak się zwijali ekipą do domu, to jak zobaczyłem pracę mięśni na plecach, napinających się przy wykręcaniu, to myślałem, że mnie tam wykręci. Z twarzy taki średni, szału nie robił, ale ta reszta to powalała na kolana.
  Reszta też jak najbardziej. Choć statystyki ogólne w miastach są niskie dla mięśniaków, to przy rogolu ilość mięśniaków jest wyższa niż przeciętna, co widać co roku na plaży.
  Do wody w całości nie wlazłem, to jeszcze nie te temp. jakich bym oczekiwał. Robię się z wiekiem wygodny, więc i cieplejsza woda mile widziana. Co innego 371 z klubu morsów, czy 834 z taką tkanką tłuszczową jak słoń morski, wiec mu zimna woda nie przeszkadza.
  Wczoraj odebrałem też 979 wraz z niby laską z katowickiego dworca, z trójmiasta. Poc. planowy, jako jeden z nielicznych tego dnia, przyjechał o 21:01. Po za tym jakiś wieczór opóźnień. Poc. 45190 do Łeby i Helu, planowe odejście 21:02 podstawiono o 21:03 i odszedł z 10 min opóźnieniem. Poc. 38191 Kraków Główny - Świnoujście/Kołobrzeg, planowo przyszedł o 21:01 za to odejście planowe o 21:13, odszedł 21:45, bowiem oczekiwał na skomunikowanie z poc. 24111 Dęblin - Gliwice opóźnionym 30min. Lokalne tez miały opóźnienia ok. 10min.
  W ogóle poc. 45190 w trasie do Helu jest ciekawy, bowiem jedzie do celu 12h 34min. To rewelacyjny czas zważywszy, że "szybkie" poc.  osiągają Gdynie po ok. 6h 20min. No ale, jak zrobili dla poc. 45190 60min postoju w Gdyni Głównej, to co się dziwić. Widać, wydane grube miliony na remont linii do Helu, bezmyślne pozamykanie stacji na trasie (mijanek) i pozostawienie kilku co zmniejszyło przepustowość wychodzi teraz. Ale kto by się z zarządzających tym wszystkim przejmował, skoro oni z usług kolei nie korzystają i mają to gdzieś, po za kopertami wpadającymi za przetargi do ich kieszeni. Perony też za krótkie zrobili, i teraz w sezonie kolej, która miała być tym głównym przewoźnikiem na Hel, jest spychana na margines, bowiem przy tej przepustowości i takich peronach nagle okazuje się, jakby w symulacji komputerowej nie mogło wyjść, że dopiero co oddana po remoncie linia nie spełnia oczekiwań.
  Mimo planowego przyjścia poc. 54102 z Gdyni, nim 979 z niby laską dotarł do nast. KO2 zeszło jakieś 50min. Szukali jakiegoś sklepu, a następnie radośnie krążyli po katosach. Jak już dotarli do KO2, to jeszcze siedząc na starym międzytorzu, rozmawialiśmy jakieś 15min, po czym dopiero ruszyliśmy odwieźć na Ligotę niby laskę. W drodze powrotnej, ponieważ 979 już był po alko, jak zwykle stał się rozmowny. Po raz nie wiem już który, stwierdził, że musi rozluźnić kontakty z niby laską. Ostatnio tak częśto mówi pod wpływem, widocznie jakaś część mózgu dochodzi do głosu, bo na następny dzień z tego już niewiele pamięta. Po za tym zeszło na temat jego wyjazdu za granicę, chce na skandynawię i to zaraz po urlopie w firmie, w której obecnie pracuje, tzn. z urlopu nie chce już do niej wrócić (to się zwie porzucenie pracy). Trochę mnie ta informacja martwi, bowiem obecne życie oparte jest w części na pobycie 979 w stacji. Na razie nie zastanawiam się na życiu po, ale trzeba będzie z nim zagadywać częściej. Tzn. z wyjazdem jest podobnie jak z niby laską, jak jest pod wpływem to podobnie jak chce ograniczenia widzeń z nią, to podobnie chce wyjazdu za granicę. Jak już mu poziom alko zejdzie, to ten wyjazd też już nie jest taki pewny.
   Nic, wczoraj umówiliśmy się, że w końcu i my kiedyś łykniemy flachę, ma to się odbyć 9 lipca i wymyśliłem rano, że z powodu sporego ruchu na stacji, to łykanie można by przeprowadzić w mieszkaniu jego matki, które i tak stoi puste.
   I dziś inauguracja, szczurek (prawy) odważył się i przy mojej obecności zszedł na grunt na grupie A. No to teraz się zacznie penetracja, mało tego trzeba będzie zwracać uwagę na nie, bo tam dotychczas nie chodziły.
  Tyle, bo jak zwykle zajęcia czekają. Narka.

sobota, 24 czerwca 2017

Sobota #1200

   Wreszcie trochę czasu na napisanie, tak stale coś przeszkadzało, w tym flacha ze 172, która planowo odbyła się w czwartek. 
   Już prawie 172 zrezygnował, bowiem wszedł na stację 834 i jakoś nie zamierzał się zwinąć. Obecnie jest znowu bez pracy i nadal bez wiedzy, podobnie jak 826 to mu się nudzi, a dla "zabicia" tej nudy okupuje tory stacyjne. Zaczęliśmy ze 172 łykać o 13:45. Nie śpieszyło mi się, bowiem obiegi z cysternami na razie zakończone. 
   Łykanie poszło dość sprawnie i ok. 15:00 zaczęliśmy "to" robić. Pod wpływem to włącza mi się fantazja, to też przerobiliśmy pozycji całe mnóstwo, nawet przypadkowo wyszła jedna nowa i jak to w takich sytuacjach bywa dość mnie podnieciła. Otóż on leżał na łóżku tak, że korpus zwisał mu w stronę podłogi. Na podłodze oparty był głową i rękami, a dupę i nogi miał na łóżku. Leżał na plecach, a ja siedziałem mu na klacie, dupą przy twarzy. Spytałem się go czy mogę kontynuować, bo taka niewygodna dla niego pozycja, ale nie było sprzeciwu, to kontynuowałem. Napisałem to w skrócie, ale prawie godzinę go "męczyłem" w różnych pozycjach z wiązaniem, spankingiem. Za każdym razem kiedy się pytałem czy może jakaś przerwa, to nie chciał, to też dla mnie było dobre, a jak pisałem kiedyś wcześniej - ma złoty wiek wyglądu. Czasem widziałem, że się męczy, ale w końcu skurwiel to wytrzyma. Przez prawie godzinę podniecałem się nim, jego wyglądem, możnością przerabiania tylu pozycji. Oczywiście niektórych zabrakło, ale może jakimś jeszcze razem nadrobię.
   Porobiłem trochę zdjęć na przyszłość, bo przy innych to trochę spartaczyłem, np. przy 977. Mogłem mu zrobić całe serie i nie wiem czemu mi to nie przyszło do głowy? Zdjęcia niechętnie, ale dawał zrobić. Zresztą nigdy one nie wyszły na wioskę, co wie i dlatego ma do mnie zaufanie. 
   Do wieczora już nic nie piłem, bo miałem jechać po 979 na Ligotę do jego niby laski. Tam też jakaś imprezka była, wlk. grillowanie przy akademikach, to oni się do tego włączyli. W ogóle, to jak by mieli po 18 lat, pojechali na weekend nad morze. Wczoraj zawiozłem 979 do kato na busa i razem pojechali tam, tylko tam nie ma być pogody. Ale 979 pierwszy raz w życiu zaliczy PL morze. 
  Szczurki trzymają się dobrze. Dziś odniosłem wrażenie, że w nocy chodzą trochę po grupie A, ale nie jestem do końca tego pewny. Tzn. naśmiecone jest w msc., w których chyba tego nie widziałem. Mają poduszkę ustawioną tak, jak pochylnia, na której mogą zejść na dół. Przy mnie schodziły do 5/6 w dół, to może w nocy, kiedy śpię one penetrują grupę A. W sumie dobrze niech sie przyzwyczajają, bo docelowo mają własnie urzędować na grupie A, a nie spać ze mną, co czasami mnie już męczy. Szczególnie obracanie się w nocy, kiedy muszę to robić nadzwyczaj delikatnie, by ich nie przygnieść, bo nigdy nie wiem gdzie są. Po za tym mają ostatnio włączone lizanie. Liżą mnie prawie po całym ciele. Niekiedy robią to z taką pasją, że mnie zadziwiają. I za każdym razem jak do nich wchodzę to się ewidentnie cieszą, co widać w ich zachowaniu. 
   Teraz tyle, bo ładna pogoda na placu to trza się zająć stacją, nadto 979 nad morzem, 371 w pracy, to stacja pusta i nikt nie przeszkadza. To narka.

wtorek, 20 czerwca 2017

Wtorek #1199

   Miała być notka wczoraj, ale niespodziewanie wolne od pracy miał 371 przeto wqrwiał mnie i szczurki. Je do tego stopnia, choć powstrzymywałem go i w końcu się uspokoił, że jak je zacząłem szukać pod kołdrą, to podnoszę ją stopniowo i patrzę - żadnego nie ma. Pomyślałem:
- wypierdolił je, bo on jest taki wypierdalacz.
  Nic nie zbuduje, ale za to wszystko by wypierdolił, bo niepotrzebne, zbędne, nie takie jak trzeba, za dużo tego itp. Najłatwiej jest coś wypierdolić, a później niech ktoś to uzupełni, bo ja (w sensie 371) tak chcę. Jakoś po 30 latach życie nie udało mu się prawie nic uzbierać, ale czyjeś to by wypierdalał. Nawet kasy nie uzbierał, mieszkając na stacji pół roku za darmo, bo kasę (na szczęście, czy nieszczęście, ale swoją, też wypierdala).
  W każdym razie zrobiło mi się dziwnie, gdy nie było żadnego. Podnoszę jeszcze raz, tym razem już całą, patrzę a jeden szczurek kurczowo trzyma się kołdry, przeto podniosłem ją z nim. Od razu ją położyłem i przysunąłem rękę do niego. Powąchał, stwierdził, że to ta i sam na nią wszedł. Zaniosłem go na grupę B wraz z poidłem i jedzeniem. Ponownie przetoczyłem się na grupę A w poszukiwaniu drugiego szczurka. Ten schował się za poduszki, widocznie musiał uciekać przed 371, bo sam by tam nigdy nie wlazł, przynajmniej nigdy tam nie wchodził. Zaniosłem i tego na grupę B, by w spokoju dotrwały do wieczora.
  Jakie były ucieszone, jak, gdy 371 ruchem manewrowym przetoczył sie na grupę C, z powrotem przyniosłem je na grupę A i położyłem się z nimi. Nawet tak małe zwierzęta okazują radość.
 
  Teraz dokończenie notki z niedzieli.
  Do 811 rozmawiając z nią przez tel droga minęła szybko. Jak doszedłem do niej, to tym razem ona opowiedziała mi historię jak była u teściowej i ta, w pokoju w którym im wskazała na krótki pobyt, "posprzątała" czyli poprzestawiała ich/jej rzeczy, twierdząc że porządek musi być. Też się zrobiła awantura, bo 811 powiedziała jej, że nie życzy sobie grzebania w jej rzeczach, a sa tylko na dwa dni, to po wyjeździe porządek by był, a na dwa dni nie będą się rozpakowywać do szaf.
  Może tylko skala tego grzebania była inna, bowiem teściowa ruszyła ich wszystkie rzeczy, ja u 824 tylko miskę i o nią konkretnie poszło, do dziś nie wiem w ogóle czemu. Na drugi dzień 824 przeprosił za zachowanie.
  Po chyba dwu godzinach gadania ze 811, przyjechał od niej chłop i polał trzy driny bimbru. Nie patrzałem jak to robi, ale później się okazało, że 1/1 colą. Dlatego dość szybko mnie siekło, a wracając autobusem miałem poważny kryzys, bo zbierało mi się na wydalanie paszczą. I teraz analiza, wysiaść, następny autobus za godzinę, czy jechać dalej na ryzyko, ale przypomniało mi się, że mam cysterny po żarciu, to przecież mogę narobić do nich w razie czego. Ta konstatacja wprowadziła mnie w dobry nastrój, mogłem jechać dalej, w razie czego było wyjście, a tymczasem postanowiłem myśleć o czymś innym i to myślenie jakoś powstrzymało mnie przed wydalaniem. Na stacje dotarłem chwiejnym krokiem, a na niej imprezka, bo przecież miało mnie nie być, to bilety wyprzedane.
  No a był dziś, prawie z samego rana, tzn. po moim wstaniu 172. Ponieważ dawno nie opróżniałem zbiorników, to poszło za szybko, bo chciałem zrobić jakieś zdjęcia i w sumie zrobiłem tylko jedno, bo do drugiego już nie wytrzymałem. Pisałem to już ostatnio, że on znowu przechodzi "złoty" okres swojego wyglądu. No jest powalający. W czwartek wstępnie umówiliśmy się na flachę. No to się będzie działo.
  Dobra, zabieram się za robotę, bo wyjątkowo przyjemny dzień, o 13:00 jest 28C, przeto te okna które się dało są na stacji otwarte i budynek się nagrzewa. Gorzej będzie później 371 i 979, bo oni z klubu morsów, ale trudno. Jakoś przeżyją.

niedziela, 18 czerwca 2017

NIedziela #1198

   Pisania, jest tyle, że nawet nie wiem czy wszystko na obecną chwilę pamiętam.
   W pt. miałem jechać do 824 pierwotnie autobusem o 12:20, jednak pojawił się problem w czym zostawić szczurki, które teoretycznie biegają na wolności kilka dni, a tu trzeba je zamknąć na dwa dni? Wymyśliłem w pierwszym momencie klatkę od 979, w której przebywał chomik, kupiony jako prezent dla dziecka od 174. Jak zobaczyłem klatkę, to nie dziwię się, że chomika już nie ma. Taka mała, że ledwo się w niej obrócić dało. Przyniosłem ją do domu, ale od razu pomyślałem:
- szczury w tej klatce zgłupieją.
  Mam na letnie przetwory, by jechać na targ pojemniki czarne na owoce, postanowiłem zrobić w tym prowizoryczne msc., dla ich przebywania. Jak już byłem na ukończeniu, tzn. z dykty na wierzch wyciąłem dopasowaną deskę, co by nie uciekły, to przypomniało mi się, że mam jeszcze taki stary kosz, w jakich chleby dawniej rozwozili. Oczywiście w czasie tego majsterkowania kolejne autobusy co godzinę odjeżdżały. Dłubiąc i wycinając kolejną część z płyty pilśniowej na pojemnik po chlebie odjechał następny autobus o 15:20 i na stację wszedł 979. Zaczął znowu ujadać, bo po pracy, a po niej to on rzadko ma humor, że jestem głupi, że robię im takie duże msc. do przebywania i on jak pojadę to od razu wciepnie je do tej małej klatki, bo tam będą, bo on tak powiedział. Znowu zaczęły się negocjacje. W tym czasie zaczął też ujadać, że trociny na grupie A na torowisku, że jak tu w ogóle przez te szczury wygląda, na co mu:
- jak Ci to tak bardzo przeszkadza to weź i posprzątaj, grzebię przy tym już 3h i nie mam czasu.
  Za chwilę patrzę, a 979 przychodzi na grupę A z miotłą i zamiata. Gdybym miał jakąś nowszą komórę to bym nagrał z tego filmik. To na prawdę rzadki widok i byłem w szoku, że zaczął sprzątać,  może emocje po firmie zaczęły opadać, a wyujadanie mogło w tym pomóc.
  Przeniosłem je do nowego pojemnika na grupę B spodziewając się imprezki wieczorem, więc niech tam mają względny spokój i udałem się na autobus na 16:20. W drodze wlazłem jeszcze do sklepu i wydawało mi się, że jeszcze mam czas (patrzałem na zegarek), ale w sklepie kolejka i jak za budynku wychodziłem na przystanek to własnie autobus podjeżdżał nań. Brakło ok. 30sek., a biec nie było co, bo dwie siaty, w tym jedna cała żarcia. No trudno, poszedłem dalej na tramwaj.
   To jest dopiero wleczący się środek masowego rażenia. Nie dziwić się, że one puste jeżdżą, nawet o 16:30 w tram było kilku (ok. 6) osobników. Oczywiście w drodze dogonił mnie następny autobus to przesiadłem się.
  Nie sprawdzałem, o kiery byłem u 824, ale po rozebraniu sie do kuchni wpakować do lodówki żarcie, ale jeszcze pozamiatałem podłogę, bo dość nakruszone. Poszedłem do łazienki umyć ręce i 824 zaczął nt. miski by jej nie wstawiać do zlewu w kuchni, dwukomorowego, bo on nie chce. Ponieważ też byłem trochę naładowany, to zaczęła się spirala przegadywania.
- skoro nie w kuchni to dam ją do wanny, nie siedzisz w wannie to tam Ci przeszkadzać nie będzie
- w wannie też jej nie chcę,
- ale masz jakiś argument czemu nie? Słucham.
- nie muszę mieć, to moje mieszkanie i ma stać tam gdzie ja chce i wszystko w temacie
- spoko, to będzie tam stała gdzie stoi (czyli przy wannie) a wylewaczkę dam do niej
- nie, wylewaczki też do niej nie dawaj, bo nie chce
- to w takim razie skoro miska jest ważniejsza od mojego pobytu tu i nie da się tego przeskoczyć, to ja jadę z powrotem
- to se jedź.
   Spakowałem ponownie żarcie do siatki, które ledwo do wiecznie pełnej lodówki umieściłem i wyszedłem. Już za blokiem zadzwoniłem do 811 czy jest w domu, a ponieważ była to postanowiłem ją odwiedzić, nawet chciała po mnie przyjechać, ale po jakimś czasie gadania byłem już w połowie drogi więc nie "opłacało się", zresztą pogoda była dobra, to mogłem spacerować, a też napięcie się trochę rozładowało.
  To tą część dokończę, jak się uda, jutro, a teraz jeszcze sprawy branżowe, bo też umykają.
  Był w tyg. 172. Przylazł taki brudny z hałdy, bo wągiel sypali. No fajnie wyglądał, taki brud z pracy, nie taki sztuczny, nałożony przez charakteryzatorów.  Rozłożyłem go na pufach i położyłem się na nim. Wiedziałem, że później do mycia cały, ale taki mały fetyszyk może być. Tak leżałem na nim i go głaskałem, przy okazji tradycyjnie odbierałem ciepło od niego. Po jakimś czasie jak siadłem to patrzę, a tam na brzuchu takie dziwne jasne miejsce, coś jak maczuga. Zastanawiałem co to może być i czemu się takie coś zrobiło? Po chwili się kapłem, że to przecież mój organ przejął część brudu od niego i pozostawił jasny ślad na brzuchu. Siedząc na nim, miałem wrażenie, że siedzę na robolu prosto z pracy, który przyszedł i od razu zaczęliśmy to robić, jeszcze bez mycia. Poszło, mimo trochę hamowania erekcji, b. szybko. Otoczka jego naturalnego ubrudzenia robiła swoje.
  Nie wiem czy pamiętacie, ale kiedyś przyjechał do mnie w nd. do pracy 971 i ubrudziłem go sadzą z pieca, by też tak trochę naturalnie wyglądał jakby był po jakiejś brudzącej pracy. Fajnie wtedy było, podobało mi się, i jakby nie to, że byłem w pracy, to zrobił bym to z nim jeszcze raz, ale niestety, aż tyle przerwy to nie miałem. Po za tym samo przygotowanie go trochę trwało, bo jednak piec pietro niżej, jeszcze negocjacje czy się zgodzi. Później i tak to prawie drugi raz zrobiłem, bo jak go myłem wodą z mydłem to oczywiście organ stanął drugi raz.
  Tyle, bo wstałem dziś ze szczurkami o 11:30, a roboty jednak mam trochę, to, mam nadzieję, do jutra.

A no i jeszcze zagubiona notka z pt. której nie udało się pyknąć to poniżej:
  Wczoraj w TV puścili ponownie film "Mamma mia". Z przyjemnością obejrzałem jeszcze raz, ale widząc dwie sceny, na końcu i w środku filmu, mam nieodparte wrażenia, że pomysł na kostiumy został zaczerpnięty z filmu "Priscilla królowa pustyni". Oprócz skojarzenia z Priscillą, uwagę przykuł młody Dominic Cooper ładnie zbudowany.
  Wracając jeszcze do szczurków, to w czwartym dniu zauważyłem, że pomału przestawiają się na tryb nocny, jaki chyba jest charakterystyczny dla tych gryzoni. O ile w pn. byłem u nich 4x, i za każdym razem były dość aktywne, to dziś już tylko 2x i to na chwilę się aktywowały, a po ok. 40min dalej szły spać. Nocną wolność znowu będą miały. Nie rozmawiałem z 979, czy pójdą na karmę dla boa, choć odbierałem go z Ligoty od niby laski, ale wsiadł do auta i od razu zgłosił, że go głowa napierdala, to pozostawiłem go, bo jeszcze będzie ujadał, że go przez problem szczurków jeszcze mocniej napierdala.
  Sam też jestem w rozterce. Przyzwyczajam się szybko do zwierząt i nawiązuje z nimi b. dobry kontakt. Jednak nie było w planach żadnych żyjątek, do tego szczury nie lubią hałasu, a tu remont się kroi, to będzie głośno, nadto czasami są imprezki i w ich czasie też jest głośno.

czwartek, 15 czerwca 2017

Czwartek #1197

   Oswajanie szczurków trwa, dziś, po kolejnej nocy ze mną, zaczynają w ciągu dnia wychodzić z prowizorycznego "gniazda" i penetrują teren wokół niego. Tzn. pewnie w nocy penetrują teren wokół, kiedy leżę obok i czują się bezpieczne. Poprzedniej nocy ponoć tak biegały, że obudziły 979 o 04:00, albo inaczej pomogły mu w przebudzeniu się.
   Szkoda będzie się z nimi rozstać, ale widzę, że 979 jest nieugięty w tej sprawie, dlatego wczoraj mu powiedziałem, że nie chce żadnych zwierząt na stacji, które mają być karmą dla innych zwierząt. Wie jak reaguję na zwierzęta nie ma znosić na stację innych żyjątek.
   Zdążyłem się już do nich przyzwyczaić. Jeden jest roboczo nazwany "lewy", a drugi "prawy" ze względu na umaszczenie na grzbiecie. Jednemu odchodzi czarna pręga w górnej części w lewo, drugiemu w dolnej części w prawo. Najlepsze momenty są jak przychodzę do nich i cieszą się na kontakt ze mną. Biegają intensywnie po mnie, wokół, bawią się ze sobą, czyli takie szczurkowe zapasy, w których kotłują się ok. minuty. Widać po nich radość, że wróciłem do nich. Jednak stworzenie namiastki wolności i bezpieczeństwa dla zwierząt jest odpłacane ich w miarę "normalnym" zachowaniem (jeżeli w sztucznych warunkach ich zachowanie można tak nazwać). Dzięki temu nic nie dewastują na stacji i można z nimi egzystować. Dziś w trzecim dniu, już odważniej wychodzą z "gniazda". Wczoraj nie wiem czy w ogóle podczas mojej nieobecności wychodziły, dziś już je przyłapałem po za, nawet je trochę zachęcam do wychodzenia.
  Ze spraw branżowych to niedaleko ocieplają blok styropianem. Ekipa już tam trochę siedzi, a przedwczoraj wywożę cysternę, patrzę, a tu mięśniak w kamizelce odblaskowej, pod którą nic nie miał, ładny z twarzy i jak szedłem pierwsze spojrzenie i nasz wzrok skrzyżował się na jakieś 4 - 5 sek. No tak długo z obcą osobą to mi się wzrok dawno nie skrzyżował. On piękny, ładnie zbudowane ręce, coś jak u 975, trochę niższy ode mnie, ładna klata, bo przecież przez zieloną oczojebną kamizelkę było klatę widać, ogólnie przystojny. Wczoraj specjalnie robiąc kurs z cysterną przeszedłem k/niego, znowu się na mnie popatrzał nawet zareagował trochę, bo było widać. Wracając w wymiany cystern z ładownych na próżne, postanowiłem go zahaczyć. Poprosiłem go o przeciśnięcie auta od 979, to pretekst, a przy okazji dosłownie chwile przy tym pogadania. Zgodził się. Jak położył ręce na masce, zobaczyłem je, a jeszcze jak pchał auto przede mną i mięśnie mu się spięły, to myślałem, że wpadnę pod koło. Ach te ręce, ta twarz do tego... Okazało się, że na budowie robi dopiero drugi dzień, przeto wcześniej go tam nie wyłapałem, bo ekipę od razu zlustrowałem, kto by się nadawał. Z zarobków, bo to tajne/poufne ma dostać ok. 2 tysi/m-c. Jak będzie jeszcze w pn. to się go spytam, czy jest tu z pobliska, czy jakiś dojeżdżający z ekipą z dalsza. Intryguje mnie to pierwsze spięcie się wzrokiem, a następnie reagowanie na mnie jak przechodziłem k/niego. Pewnie z tego nic nie wyjdzie, ale mój instynkt jest czasem nie do poskromienia.
  Tyle teraz. Jutro wyjazd do 824 to notka, jeżeli się uda, będzie od niego wysłana. Tymczasem zabieram się za spr. bieżące na stacji, głównie sprzątanie, bo na szczęście teraz, po początkowym okresie, szczurkom moge w ciągu dnia mniej czasu poświęcać, bowiem nadrabiają w nocy. Narka.

środa, 14 czerwca 2017

Środa #1196

  Ta notka miała być wczoraj, ale nie udało się jej opublikować to dziś.

Weekendy to zawsze tak przelatują, że nie ma czasu nawet jak pisać, nadto pn. jest przeważnie rozruchem po weekendzie i też rzadko jak widać zabieram się za pisanie.
  Ten, podobnie jak poprzednie, imprezkowo dla 979. Jak pisałem kiedyś tam, dla niego tydz. pracy powinien być 3 dniowy, od wtorku do czwartku, a reszta to imprezka weekendowa. W nd. spotkał się ze swoją niby laską, która w czw. pojechała do Wa-wy na koncert kogoś tam. Dwa dni nie widzenia i jak w nd. zaczęli łykać to skończyło się odwozem niby laski na Ligotę ok. 00:40 przez maca, tak że z powrotem byliśmy o 02:40. 979 oczywiście zasnął w drodze z kato, a ponieważ tradycyjnie nie dało się go wyciągnąć z auta, to go tam pozostawiłem za drugą próbą wyciągnięcia go, tylko mu przyniosłem poduszkę i przykryłem go kocem. Noc nie była taka zimna 14C, to i nie zamarznie. Na szczęście rano obudził się do pracy, choć tel. mu zdechł, a ja, myślałem nad zaniesieniem mu swojego tel., ale byłem już w łóżku i o 03:00 nieszczególnie mi się chciało z niego wychodzić. Dobrze, że się tak skończyło.
  Po za tym w nd. w wiosce w szkole zorganizowano giełdę terrarystyczną. Nie wiem skąd u ludzi te beznadziejne pomysły dot. kupowania zwierząt. Z giełdy 979 wrócił z dwoma małymi szczurami, które mają być karmą dla jakiegoś pytona od kolegi 979, zresztą go znam, nawet widziałem kiedyś u niego hodowlę gadów i płazów. Ma legwana, pytona i coś tam jeszcze.
   Tylko dlaczego te szczury przychodzą przez stację, skoro 979 dobrze wie, że nawet muchy nie skrzywdzę. Oczywiście zabrałem się za obcowanie ze szczurami i wystarczył jeden dzień, by w obcym terenie na tyle się oswoiły (oczywiście z jego częścią), że są na łóżku i nie uciekają. Myślę, że za 2 dni będą już swobodnie łazić po grupie A, a od dziś nie trzeba ich będzie już zamykać w prowizorycznym pudełku plastikowym, największym jakie miałem (10 ltr.), więc mają w nim przestrzeń do funkcjonowania, ale nie lubię trzymać zwierząt w zamknięciu. Ostatnio jak poprzednia laska od 979 kupiła chomika, to też po jakimś czasie grasował na grupie A, i w ogóle nie trzeba go było zamykać. tylko zastawić przejścia na inne grupy, by nie poszedł i był nie do znalezienia. Chomik na "wolności" przeszedł na nocny tryb życia i sporadycznie w ciągu dnia przemierzał grupę A między dwoma legowiskami, które sobie zrobił. Jedno było w łóżku, na którym spałem, w części gdzie chowa się pościel, wchodził tam przez szparę, a drugie w meblościance, w segmencie pod TV. Nie wiem czy pisałem, ale mieszkał tak pół roku, od grudnia kiedy został kupiony jako prezent pod choinkę, do lata, kiedy, jak mnie nie było na stacji, a był 979, zniknął w tajemniczych okolicznościach. Podejrzewam, że przez niedopatrzenie 979 został zjedzony przez kota, bo tych wtedy było sporo. A szczurki są rewelacyjne. Wczoraj pierwszy raz widziałem jak cieszą się z mojego wejścia do nich. Przez 2 min cieszyły się biegając wokół mnie i po mnie. Musiałem im kupić w sklepie trociny i żarcie, ale to właściwe dla szczurów, ma dojść dziś i było, bo po 14:00 pojechałem do sklepu.
  Oczywiście w zachowaniu się moim ze szczurami, wszyscy dookoła biorą mnie za idiotę. Ale powiedziałem wczoraj, bo już nie wytrzymałem:
- pokaż mi osobę u której chomik, czy szczur był jeden! dzień i można go było zostawić niezamkniętego i nie uciekał?
  No 979 nie zna takiej osoby, więc zakończył stękanie, choć wieczorem jak mnie widział z nimi to zaś stękał, ale na krótko już.
  Zresztą po nocnym urzędowaniu, za dnia więcej śpią i nawet jak po 12:00 wszedłem do nich na chwilę to nie miały ochoty na urzędowanie, przytuliły się i tak leżały jakieś 10min, po czym zostawiłem je do następnego zajęcia się nimi.
  Tyle, następna notka jutro (powinna być). Narka.

piątek, 9 czerwca 2017

Piątek #1195

Niewolnictwo jakby w kraju jeszcze działa. Niby go nie ma, ale jednak jak widzi się pracujących obok, to odnosi się wrażenie, że jednak jest. Otóż w wiosce od jakiegoś czasu są problemy z kanalizacją z niektórych domków. Już w ub. roku wodociągi dłubały przy kanalizacji, puszczali jakieś roboty pełzające, dla sprawdzenia co dzieje i w zasadzie nic. W tym roku przy okazji wymiany rur gazowych do zamknięcia ulicy podłączyły się wodociągi dla ostatecznego rozprawienia się z kanalizacją z tych ok. 10-ciu domków. Gazownicy już dawno odeszli, a ulica nadal jest zamknięta dla ruchu, bowiem teraz działają wodociągi. Od dziś dla tych ok. 10-ciu domków została odcięta kanalizacja, czyli nie mogą srać do muszli, myć się i zlewać wody w kanał, bowiem ich ujścia zostały, jak to podano w komunikacie i naklejono na płoty, zaczopowane. Podstawiono toi-toje dla srania, a mycie... no cóż, może się odbyć, ale gdzie odprowadzić ścieki - nie wiadomo. Do akcji wkroczyły roboty pełzająco-obserwujące.
  Niby nic dziwnego, że trwają prace, ale ludzie, którzy biorą w nich udział, ci na dole, czyli robole pracują od 07:00 do jak dziś 20:30, bo choć już nic nie robią to jeszcze są na placu budowy. Zwijać się zaczęli krótko przed 20:00, a zajęło im to jakieś pół godziny. Po 20:30 samochody i załadowane maszyny zaczęły się rozjeżdżać. Wczoraj też byli, Ci sami, bo poznaję ich już po twarzach. Oczywiście tylko oni, bo szefowie przyjechali na krótko postękać, pokwękać, a podjechali takimi brykami, że szczęka opada, jutro jak jeszcze raz przyjadą to sfocę (nie udało się sfocić). Zakładam, że jutro rano o 07:00 ponownie stawią się do pracy i zastanawiam się w imię czego? W imię czego pracują dziennie po 14h, by na drugi dzień zjawić się ponownie? Czy zarabiają na m-c za tyle godzin 5 tysi? Szczerze wątpię. Czy ich szefowie, którzy przyjechali na msc. "budowy" na jakieś 2h i postękali nad studzienkami, zarabiają 5 tysi na m-c? Tak, nawet więcej. I to jest przyczyna, dla której, co jakoś ostatnio pisałem, zarobki w wielu firmach są utajniane, by pracownicy (robole) pracujący po 14h nie dostali qrwicy widząc i wiedząc ile zarabiają ich szefowie. I to dlatego my na dole, nie powinniśmy się namnażać, by nie było aż takiego wyzysku ekonomicznego, by żyło się lepiej. Tylko jak do tłuszczy przemówić, skoro po przez media mówią do nich Ci, którzy potrzebują więcej niewolników, stąd program 500+ dla rozrośnięcia się populacji niewolników ekonomicznych.