wtorek, 24 kwietnia 2018

Wtorek #1354

  Ja to mam nasrane w gowie. Może nie tak, jak przyszłe pokolenie
ale jednak - wiedz..., że coś się dzieje...
   Dziś 3x opróżniałem zbiorniki. Ostatni raz z udziałem 172. Trochę go pomęczyłem, ale jak to rasowy skurwiel, tylko robił miny, naprężał się, a mnie na nim brało. Przywalałem mu w prawy bok z otwartej siedząc na nim. Po kilku klapsach zaczął się naprężać, robić miny, żyły na szyi wychodziły na wierzch, bo trochę go widocznie piekło. Jak się naprężał, to mnie się robiło i po jakimś czasie skończyłem.
   Współczuje 230, bo się przyznał, że też ma duży popęd, a to, widzę po latach, katastrofa.
   Wcześniej był 826 i już na bezczela dobrałem się do jego pleców i klaty. Ach tak, jeszcze jego przekabacić i było by super. 172 i 826 by mi wystarczyli.
   Dziś wyjazd na kop. odwołany. Po wczorajszym zachowaniu dyr. postanowiłem zrobić wolne. Pojadę w czw., bowiem jutro łapanie szczurów. Miały przerwę i urosły trochę, a na obiegach z cysternami, rosną jak na drożdżach. Nawet dobrze z wolnym. Nadrobione zostały trochę zaległości w papierologi. Przez większość dnia ugrzęzłem przy kompie załatwiając zaległości. Ogólnie biurokracja raz na jakiś czas musi być zrobiona, w tym rozliczałem tradycyjnie rodzinę 979 na PIT 37. To akurat idzie sprawnie, komputery w tym b. dobrze się sprawdzają.
  Jutro też lista spr. do załatwienia przy okazji wywózki, a też się nazbierało trochę. A i wymiana oleju w skurwomobilu, bo już dawno po limicie kilometrów, a 979 ciągle nie ma czasu, więc działka samochodowa na mnie spoczywa.
   Tyle, bo zgłosili zapotrzebowanie na skład cystern i wywózkę ładownych, to odpalam loka i w trasę.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Poniedziałek #1353

   Chyba dziś zacznę od tyłu.
    Powinien być tytuł "Zadyma na kopalni". Żrę śniadanie, tel. dzwoni - elektryk z SRK, że z-ca dyr. d/s jakiś tam, chce wejść na nastawnię, ale nie ma kluczy. Fuck, są u mnie. Pojechałem. Na msc. To ten dyrektor, który wydał zgodę na imprezę, choć teraz rzekomo, to nie była zgoda. Ponieważ jego wzięli na dywanik, to niejako mnie wziął na dywanik, ale nie jestem pracownikiem kopalni to i tak musiał się powstrzymywać, mimo to widziałem, że najchętniej dyrektorskim zwyczajem by po premii poleciał lub coś innego. Czepiał się o wszystko, czy na każdy ruch nogą mamy zgodę. Wniosłem pompę do wody na nastawnię, bo pompuję wodę z szamba, to czy mam papierek na jej wniesienie na teren?
- nie mam,
- no to jej pan już nie wyniesie
- do niczego innego nie jest mi potrzebna, w domu mam sucho.
    Niby, by przebywać na nastawni, na której formalnie przebywam od paźdz. ub. roku, potrzebuję znowu zgodę. Jutro chyba polezę do obecnego new dyr. SRK KWK Pokój 1 i pogadam o co chodzi, bo przecież samą wodę trza pompować co ok. 2 tyg. Inaczej nastawnia znowu się nią zaleje.
   W zasadzie to dyr. mało słuchał, więcej gadał, co mu się nie podoba, i chciał się trochę wyżyć na kimś innym, bo na nim też się wyżyli.
   Niefajnie, bo jeżeli nie dojdzie do wyburzeń to oni, czyli SRK, ratują 40 mln zł na wyburzenia, które na ten rok mają w budżecie, więc nie małą gotówkę i to ja, jestem tym, który tą kasę może im uratować. Czasem chęć pokazania, że jest się kimś ważniejszym jest wyższa niż interes ogółu, bo przecież te 40 mln zł to nasze pieniądze, podatników, bo to państwowa spółka.
   Śniadanie ze szczurami, tzn. tymi dwoma oswojonymi, bo tamte im podbierają, jak coś żrą. Jak zejdzie do poziomu akceptowalnego, to chyba szczurzyce zarzuce żarciem. Czasem jak za dużo zeżre, to lezie się wyglebić na wejściu do kuchni i trawi. Ostatnio, bo to wąskie gardło z przejściem, właśnie obżarta tam wyglebiła, przeto inne szczury musiały po niej łazić by przejść dalej. Niewzruszona tym łażeniem innych po niej, nadal leżała, a wyglądała jakby ją walec drogowy rozjechał. Miejsce jest z widokiem na wszystkie składy wchodzące do kuchni, także przemieszczające się szczury i pewnie dlatego tam leży.
   Oczywiście każda kromka wkładana do ust musi przejść kontrolę, to co piję również. Trudno jest nawet kroić chleb, bo ona ciągle się przewija i to pod nożem, dlatego wydałem normę własną NW - zakaz krojenia przy niej, bo jeszcze jej odkroję wąsy lub jakieś palce. Niestety spowalnia to całe śniadanie, ale co zrobić...
   Wczoraj dzień z dupy. Zaczęło się od stanięcia pod wjazdowym o 00:25 972. Po około 30min spania wyszedłem z łóżka totalnie przydupiony, bo ani organizm się nie wyspał, ani nie przeleciały fazy snu, no beznadzieja. Przylazł z piwem na piwo, ale swojego nie otworzyłem, bo do rana bym go nie łyknął. Ok. 01:00 drużyna trakcyjna 972 stwierdziła, że zostaje na stacji. Od razu przewróciłem się w łóżku, nakryłem i wskazałem grupę B na postój 972. Mam ją obudzić (drużynę trakcyjną) o 07:00. Pięknie, qrwa, zaś się nie wyśpię. O 07:00 budzę i pyta:
- a o której później wstajesz?
- o 09:00
- to obudź mnie o tej.
  Jeszcze lepiej, ja się mam nie wysypiać, bo oni nie wiedzą czego chcą. O 08:00 dzwonek, to pod wjazdowym 172. No przecież mnie rozrzuci po ścianach - pomyślałem. On tylko na chwile, skoro jest 972 i w sumie po chwili wyszedł.
   Położyłem się, ale już nie zasnąłem, bowiem wyj. na kopalnię, to przygotowania trza zrobić.
   972 chyba myślał, że z nim coś zrobię, ale po nocy w częściach, to mi się totalnie nie chciało i nic nie zrobiłem. Oczywiście na planowy środek komunikacji o 11:50 nie zdążyłem, bo nie było łapania szczurów w pt., przeto ich więcej lata po stacji i trza je wykarmić. Brak tej łapanki ma w ogóle dalsze konsekwencje. Może uda się to dalej napisać.
   Pojechałem 30 min później. Od czwartku trochę odzywają się znowu korzonki. W czw. jak zdejmowałem pokrywy z napędów rozjazdów i obudowy z nich zgrzałem się, a wiało wtedy trochę no i załatwiony jestem. Wczoraj miałem po przyjściu wyciągnąć drezynę z pod sortowni, ale z tymi plecami to zrezygnowałem. Ok. 14:00 przyjechał maszynista, który wyjeżdżał ze stacji RKP (RCL) ostatnią lokomotywą luzem i ma z tego nagrany filmik. Z tego zmęczenia zapomniałem wziąć od niego namiary i dupa. A filmik bym chętnie przygarnął. Opowiadał ciekawe rzeczy, m.in. dowiedziałem się o kilku ciekawostkach na nastawni, m.in. tajemnicza metalowa szafa z otworkami pod sufitem okazała się być wzmacniaczem i nagłośnieniem kiedyś na peron dworca. Oprócz tego, że piec na węgiel cieknie i, ze z ogrzaniem nastawni w zimie będzie problem. To, akurat już wiem, bo jeżeli leciało tam 20kW i ledwo ją ogrzewało, to więcej mi mówić nie trzeba. Mówił też o gruncie, że nadal "pracuje" nad kopalnią i stacja trochę zmienia nachylenia. Pogadał jeszcze trochę o swojej pracy, ogólnie o szkoleniu nowego narybku na lokomotywy, ale, niestety, trochę ziewałem jak mówił, bowiem zmęczenie, a nadto niedospanie robiło swoje.
   Właściwie na zakładkę przybył na stację RKP 824. Znowu byłem uwięziony, bo już przesiedziałem 1,5h, a teraz zapowiadało się następne. Spanie brało mnie co raz bardziej, ale jakoś wytrzymałem do końca. Wyszliśmy razem. Ponieważ był luz czasowy to stwierdziłem, że jeden przystanek przelezę pieszo wraz z nim. Jak szliśmy przejechał przez skrzyżo w oddali w poprzek autobus. Powiedziałem:
- to chyba Twój?
- nie, na pewno nie mój
- ale ta zajezdnia niczym innym tu nie jeździ
- nie, to na pewno nie mój, mój jest za 10 min.
  Skoro się upiera, choć byłem przekonany, że to właśnie jego pojechał, a następny za godzinę, to rozeszliśmy się na skrzyżo. Sprawdziłem a automacie biletowym i to był jednak jego autob. Zadzwoniłem, by przylazł i pojechał kawałek ze mną to pojedzie inną trasą niż czekać godzinę. Puściłem to czym miałem jechać i spr. w tym czasie RJ i miał za 7 min autob. w swoją stronę. Przy ponownym połączeniu powiedział, że właśnie tym pojedzie. No pięknie qrwa, zostałem na lodzie i w zasadzie 45 min w plecy. Polazłem wqrwiony pieszo 2,5 km na nast. autob. W drodze mało mnie nie rozrzuciło, jak tego dyr., który o wszystko się ciepał, a nie mógł nic mi zrobić, bo ja nie pracownik KWK.
   W drodze na st. mac. zadzwonił 230, czy bym ich czasem nie odebrał z kato, bo jadą poc. Przekazałem, że w ostatniej chwili dzwoni, bo po wejściu na st. mac. chciałem łyknąć z flachy, ale tak to są uratowani.
   Na dworcu w kato o 21:15 w zasadzie pusto. Gdzie ten dworzec z lat 80-ych wiecznie pełny, z zaludnionymi peronami? Dziś perony świecą pustkami, ludzi garstka wsiada do nielicznych pociągów.
   230 jechał na st. mac. a 979 z niby laską do mieszkania od matki. 979 wyglądał zmarnowany po wyjeździe, ale, jak opowiadał 230, tak wyglądał, bo faktycznie spania to mieli mało, by nie rzec, bardzo mało. No jak to młodzież na wyjeździe.
   Tyle, bo czekają prace na st. mac., a opóźnienie, bo nieplanowy wyjazd na kopalnie. Dobrze, iż miałem do dyspozycji skurwomobila, a dyr. powiedziałem, po uzgodnieniu z elektrykiem, że klucze z nastawni wziąłem wcześniej tylko byłem na "drugiej stronie". Jakoś to łyknął.
   Narka.

sobota, 21 kwietnia 2018

Piątek #1352

   Wczoraj miało był łapanie szczurów, ale ponieważ na stacji od rana był 172, to nie odbyło się. To źle, bowiem na weekend trza bydzie wykarmić ok. 10-ciu szczórów więcej, nadto nie zostało zrobione sprzątanie po nich i uruchomiona lodówka, która na zimę została wyłączona, a której brak jest co raz bardziej odczuwalny. Niestety część zawartości z obiegu z cysternami się psuje, z braku przechowywania w niskiej temp. Oczywiście inni mają na to wyjebane, bo jakby inaczej.
   To nic, że zrobiłem "coś" ze 172, nawet dłużej niż zwykle, bowiem godz. przed tym zrobiłem w.k., bo chciał dopiero po przebudzeniu, ponieważ i tak dzień mam z dupy. Mało co mi wychodzi, plan założony chuj strzelił i w stonce kupiłem se flachę i wczoraj ją łykałem, ale nie, to jeszcze nie był ten etap, by było na czerwono.
   Lodówki nie mogę uruchomić, bo za nią szczury zrobiły gniazdo i przed uruchomieniem muszę ją wysunąć, spr. kable i inne elementy, by ponownie włączyć ją do sieci, nadto, przedłużacz na którym działała, też jest do zrobienia, bo pogryzły go wcześniej.
  Co do odwołanej imprezy, co raz bardziej uświadamiam sobie, że new. dyr. KWK Pokój 1 zrobił mi dobrze. Jest tyle drobnych, a jednocześnie ważnych rzeczy nieprzygotowanych, że i tak bym się z tym nie wyrobił, chyba że zamieszkałbym na nastawni RCL. Nawet na samą imprezę nie wiem czy miałbym do obstawienia terenu 9-ciu założonych ludzi. Jednym słowem zostałem uratowany przed totalną katastrofą.
   Teraz mam czas na dalsze przygotowania. Gorzej, bo ostatnio nic innego nie robię, jak zajmuję się po lub przed pojawianiem się ubytków infrastruktury. Z powodu znikania pokryw i obudów napędów rozjazdów, także z terenu kopalni, tzn. wewnątrz za ogrodzeniem (sic!) postanowiłem zdemontować pokrywy i obudowy. Wpierw z terenu kopalni (ogrodzonego) zdjąłem pokrywy z rozjazdów 206, 207, 208, 214, 217 i przykryłem je gumowymi częściami taśmociągów, a także jakimś starym gumolitem. Zdjęte zostały również te, które pozostały pokrywy krążków załomowych pędni. Wszystko zwiozłem pod sortownię, może stąd nie będą znikać. Następnie z głowicy rozjazdowej RCL zdemontowałem pokrywy wraz z obudowami z rozjazdów 17, 18, 19, 20 a/b, c/d i podobnie jak wewnątrz kopalni przykryłem napędy przywiezionymi gumowymi częściami taśmociągów. Demontaż zwiezienie, pozyskiwanie gum, zajęło łącznie ok. 4h. Niestety, znowu nic nie ruszyło pod kątem wizerunkowym stacji, a nadal zajmuję się dewastacją, by inni jej nie zrobili.
   Teraz tyle, bo chcę wcześniej jechać na kopalnię. Impra miała być od 11:00, to wypadało by ewentualnie informować zbłąkane owieczki o zmianie decyzji new. dyr. KWK Pokój 1.
   Narka.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Czwartek #1351

    Tego jeszcze nie wiecie, ale impra z 21-go jest odwołana. Dokonał tego nowy dyrektor, mimo poprzednio (za odeszłego dyr.) podpisanej zgody na jej odbycie. No cóż, oni zawsze mówią, że papier najważniejszy, a jak przyjdzie co do czego, to można się nim podetrzeć.
    W związku z tym zamieszaniem, które toczyło się przez dwa dni, trochę się wypompowałem. W tym zamieszaniu przyjechała TVP zrobić materiał kiedy byłem w sekretariacie dyr. i własnie z nim rozmawiałem, po 4 tel. TVP, przerwałem mu i spytałem co z nimi zrobić, bo stoją u bram? Odwołać. Przekazałem im, że niestety impra odwołana i mogą wracać.
    Po wstępnej rozmowie w sekretariacie dyr. przenieśliśmy się do jego gabinetu i tam kontynuowaliśmy rozmowę przez 1,35h Nawet został godz. po pracy (pracuje do 14:00), by wyjaśnić wiele kwestii. Będzie trudniej niż za poprzedniego dyr., bo ten jest bardzo asekuracyjny. Oczywiście koronną argumentacją wszystkich dyrektorów, jeżeli coś nie jest uregulowane odpowiednimi przepisami, jest dla nich nowe, to używają mniej więcej stwierdzenia:
- a co jak wylądują Marsjanie?
Chciało by się odpowiedzieć, jak wylądują nam na głowie to po nas, a jak obok, to możemy im pomachać. To w ogóle cud, że tyle ludzi dziennie dociera do pracy, bo potencjalnie zawsze mogą Ci Marsjanie jednak wylądować. Pamiętacie ile trwało uzyskanie zgody na wejście legalne na teren SRK? 2 m-ce. Tyle potrzebowali, by jakoś strawić koronny argument, a co jak wylądują mi na głowie Marsjanie na terenie kopalnianym, bo przecież nadal nie jestem pracownikiem KWK.
  Dyrektor w związku z imprezą był na wizji lokalnej, ale dowiedziałem się o tym już w jej trakcie. Z jakiegoś podkładu, nie wiem w jakim torze wyjął śrubkę. To okazało się zagrożeniem dla jazd ludzi po innych torach, a właściwie po wszystkich i tory musiałby przejrzeć rzeczoznawca, by był papier na to, że pod ciężką drezyną tor w czasie jazdy się nie rozlezie i ludziom się nic nie stanie, by dyr. będący gospodarzem na KWK mógł spać spokojnie, wszak papier niby coś znaczy, ale jednak widać, że formalnie wydana zgoda dla nas na papierze jednak nic nie znaczy. To nic, że 9 m-cy temu po tych torach jeździły loki 100 tonowe i jakoś się przemieszczały, a też były z ludźmi. By dalej jeszcze spokojniej spać, najlepiej jakbyśmy wynajęli firmę zewnętrzną, która by imprezę masową zorganizowała, wzięła za do odpowiedzialność i wtedy i on miałby "z gowy", i my mielibyśmy "z gowy". Dociekał też, bo przecież to jakby impreza masowa, choć jak się pytał ile zakładam, że miało by być ludzi (odpowiedziałem, że nie wiem, bo to taka pierwsza impreza, po za tym rozciągnięta w czasie) czemu na niej nie miało być policji, pogotowia w miejscu i straży pożarnej? Z tego co wiem, to impreza masowa w terenie otwartym to od 1000 ludzi, a w pomieszczeniach zamkniętych od 500. Nie upierałem się przy tym, bo nie czytałem ustawy o imprezach masowych, a dyr. miał w tym względzie inne stanowisko.
  Dziś wyjazd właściwie bardziej do UM, niż na kop. ale zajrzę na nastawnię. Muszę teraz w UM przedstawić sprawę jak wygląda mój pkt, widzenia, nim dyr. przedstawi swój. Zresztą nie jest źle. W UM mnie znają, bo od ponad pół roku się tam pojawiam i na bieżąco wiedzą jak wyglądają sprawy i że ich pilnuję więc myślę, że zdanie o mnie mają już wyrobione.
   Tyle, bo właśnie się muszę zbierać na wyjazd, ale powrót dziś planowany wcześniej.

wtorek, 17 kwietnia 2018

Wtorek #1350

   Z tego co się dzieje na stacji mac. i st. zwrotnej RCL to można by książkę napisać. Otóż dziś o 08:00 obudził mnie tel., ale ponieważ nie byłem wyspany, to wyłączyłem go i położyłem się dalej. Jednak nie zasnąłem, bo na zaśnięcie już późna godzina. Ok 08:45 ponownie tel. W słuchawce koordynatorka ochrony mówi:
- jest nowy dyrektor na kopalni i on nie wyraża zgody na imprezę, bowiem nic o niej nie wie.
  Pomyślałem:
- no pięknie qrwa. Na 4 dni przed nią dyr. ją odwołuję.
  Rozmowa toczyła się dalej, nt. co zrobić, by jednak się odbyła. W msc. niewiele bym załatwił, człowiek od BHP był u dyr., ale ten podtrzymał swoje stanowisko, bowiem zapoznaje się z kopalnią, jako nowy dyrektor i imprezą nie będzie się zajmował. To nic, że mam na piśmie zgodę na imprezę poprzedniego dyr. - nie, i chuj.
  Skierowano mnie zatem do zarządu SRK w Bytomiu, by tam rozmawiać nt. podtrzymania odbycia imprezy. Pojechałem. Pod siedzibą SRK zadzwoniła TVP3, iż chce przyjechać zrobić materiał, najlepiej jutro po 14:00. No jeszcze lepiej do cyca. Środa, to miał być ostatni dzień łapania szczurów, by na imprę było ich mniej i bym nie przejmował się nimi, właśnie w czasie impry i po niej, kiedy tam będzie druga impra. Teraz po oficjalnej imprze będę musiał zjechać na st. mac. nakarmić szczury i wrócić tam ponownie, ewentualnie bez auta, jeżeli bym miał coś łykać.
  W SRK dostałem się do dyr. Szymczaka przedstawiłem sprawę i przekierował do swojego gabinetu p. Jończyka, z dz. prawnego, działu nieruchomości. Zreferowałem sprawę. Oczywiście wyłoniły się problemy, bowiem regulamin SRK nie przewiduje imprez masowych, czy jakiś innych, i zasadniczo są to szlaki nieprzetarte. Po jakiś 20 min przyszedł dyr. Szymczak wraz z dyr. Janusem, też z działu nieruchomości, to ten, z którym rozmawiałem 28 lutego odnośnie imprezy. Rozpatrywano możliwości dania zgody, by była ona w zgodzie z ich wewnętrznymi przepisami i regulaminem. Odpadła opcja użyczenia terenu na 1 dzień, bowiem teren, który byśmy użyczyli jest rozległy (ileś tam ha) w związku z tym decyzje taką musiało by podjąć walne zgromadzenie. Po jakimś czasie do grona dołączył pan od wydawania zgód na wejścia legalne na tereny SRK. Rada w radę uradzono, iż zostanie rozpatrzona kwestia przejazdów po torach SRK, na co kiedyś wydano zgodę jakiejś elektrowni. Ponieważ my mamy inne brutto naszych pojazdów to i stawka będzie % tego co ściągano za przejazdy pociągów od tej elektrowni i mają to być jakieś "złotówki". Mam nadzieję, że to nie będą setki złotówek.
   Po tym spotkaniu, które trwało z godzinę, jak nie więcej, miałem trochę wyprany mózg, a przynajmniej czułem się jak po ciężkim egzaminie na uczelni. Poważnie. Nie wiem dlaczego, ale mózg tak zadziałał. Może dlatego, że spotkanie było na tak wysokim szczeblu i nigdy w takim nie brałem udziału, a po nim wydawało mi się (nadal mi się wydaje), że wypadłem dobrze.
   Jutro, jak wydadzą zgodę na imprezę to faktycznie potwierdzi, to dobre działania.
   Teraz przyjdzie mi zasypiać z myślą, że jutro wbije na stacje TVP3 Katowice i mam przed nimi dobrze wypaść, wiedząc, że trzeba powiedzieć kilka sensownych zdań, bo resztę wytną (by zdań, nawet zlepek wyrazów). I zaś wszystko na mojej głowie, która czasem już źle funkcjonuje. A najgorsze, że oni będą wymagać uśmiechu nr 5, którego tak nienawidzę. Już w poprzednich mediach, chcieli tego uśmiechu i, oczywiście, wypadłem głupio.
   Tyle, bo jeszcze procedury wyłączeniowe i zaś wyglebię po północy.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Poniedziałek #1349

   (zastanawiałem się czy tą notkę opublikować, ale to, że teraz jest dobrze, nie oznacza, iż w pt. np. bedę zdychał więc idzie) 

Wczoraj na kopalni, a po niej, właściwie już w czasie procedur zamykających stację, postanowiłem na podstawie tego, co dzieje się ze mną ostatnio napisać testament.
   Jest źle, by nie rzec bardzo źle. Jestem na dziś umówiony na rozmowę z 979, bo to on będzie zainteresowany, ale on bardziej pod kątem wycofania mnie z tego wszystkiego. Info przekazałem mu wczoraj, choć, jak sam powiedział, nie spodziewał się takiego kalibru. Myślał, że może ma zwolnić jakąś szafkę, bo po jego mieszkaniu na st. mac. są nadal zajęte przez jego rzeczy. Zmienił plany na dziś, poinformował nibylaskę, że dziś zostanie wstawiona na boczny tor, w wyniku rozmowy ze mną.
    Kiedyś pisałem o francuskim filmie "Miłość". W czasie śniadania bohaterka zawiesiła się na 2 min. Mózg przestał się komunikować ze światem zewnętrznym, ale podtrzymywał funkcje życiowe. Otóż jakieś 8 lat temu, po, wtedy, 3,5 roku pracowania ciągłego na 2 pełne etaty, podobnej zwiechy dostałem na nastawni kolejowej. Trwała ona jakieś 30 sek, ale wyglądała podobnie, choć zakodowałem, że w ogóle ją dostałem. Podobnie jak w filmie funkcje życiowe były podtrzymane, ale już wysyłanie impulsów do mięśni wstrzymane. Nie mogłem się ruszyć z krzesła, wstać i wykonać innych czynności. Wzrok był skierowany w jedną stronę, coś jak stopklatka i nimi także nie mogłem ruszyć. Ów stan poprzedzony był wcześniejszymi błędami mózgu, spowodowanymi podobnie jak dziś znacznym przemęczeniem. Przeważnie objawiało się to złym zestawianiem skrzynek pocztowych i haseł. Skrzynek pocztowych mam ok. 10 i inne hasła do nich. Mózg, co teraz już się dzieje, źle to zestawia. Np. otwieram skrzynkę 4, a on dobiera hasło 7 lub skrzynka 3 hasło 2 i dopiero po zwrotnej informacji z komputera - coś popierdoliłeś, następuje ponowne zestawianie. Oprócz tego pojawiają się inne blokady, jak np. wczoraj kiedy był automatyk na nastawni i na koniec jego wizyty też całkowicie zostało wyłączone myślenie. Na pytania automatyka nie byłem w stanie sensownie odpowiedzieć, choć w normalnym stanie, pewnie bym nadal z nim kontynuował dyskusję.
   Mając na uwadze, że w razie "W" czyli wylewu, czy innego zdarzenia, może być za późno na spisanie czegokolwiek postanowiłem j/w. Wszak to nie jest tak, że mózg nam "mówi":
- za 5 min nastąpi wylew. Zrób coś bo za 4'55 staniesz się warzywem. Niestety nie mamy tego czasu, a z tego co słyszałem to wylewy wcale nie następują w czasie silnego przemęczenia, a już po nim kiedy to wszystko schodzi.
   W sobotę, a właściwie w nd. już po działaniach na kopalni ok. 01:00 byłem tak potwornie zmęczony, tym razem i umysłowo, i fizycznie, że już chciałem paść, ale w stacji jeszcze składy i procedury wyłączające. Niestety 6h, nie zregenerowały organizmu i wczoraj właściwie jakoś tam przełaziłem, choć jak był automatyk to na pełnych obrotach, po czym jak poszedł, to jakby powietrze ze mnie uszło, nie wspominając, że na końcówce jego wizyty myślenie się wyłączyło. Do końca pobytu na RCL zająłem się smarowaniem rozjazdów. Mózgoodporne zajęcie przy którym, jak w pingwinach z Madagaskaru odnośnie Rico, można wyłączyć te wszystkie partie mózgu, które akurat nie są w tym momencie potrzebne (wiem to było trochę inaczej).
   Dziś jest lepiej, bo spałem już 9h, czyli wstałem i nie chodziłem jak 85 latek, ale to ostatnie takie dni. Im bliżej imprezki, tym będzie gorzej. Pisałem kilka notek temu, że jak mnie przed imprezką nie wywiozą na ojom, to będzie dobrze. Teraz nie wiem jak będzie, ale też presja z zewnątrz jest duża. Jak teraz wycofać się z tego wszystkiego? Jak zaprzepaścić 8 miesięczne działania, mające być właśnie zwieńczone tą imprezą rozpoczynającą nasz/mój pobyt na stacji RCL? I wreszcie, co jest oczywiste, nie ma tego komu przekazać, i jak nie my, to kto? Oczywiście 979 wczoraj powiedział, że to i tak nie jest warte życia, ale jednak pozostaje - co dalej? Zwrócił też uwagę, że zauważa to, choć rzadko jest na st. mac., że czasem faktycznie siedzę jak warzywo, zacięty i mało reagujący. W każdym razie śniadanie, a następnie bierzemy do ręki pióro i 3 kartki. Jeszcze muszę poczytać na necie, jakie warunki muszą być spełnione, by było ważne.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Niedziela #1348

   Wczoraj już zapytałem retorycznie, czy mogę abdykować? Oczywiście mięśniaki w ogóle nie zrozumiały terminu, ale mniejsza. Z wczorajszych prac została wykonana 1/4 lub 1/5 tego co założyłem. Niestety, ale idzie to w stronę totalnej katastrofy i to firmowanej przeze mnie. Nie wiem jak z tego wybrnę, ale będzie ciężko.
   Zabrakło wczoraj właściwie 4 ludzi, którzy deklarowali się, iż będą. Nadto 979 popłynął wczoraj z 897 i po krótkim czasie był mało sprawny do pracy, a przynajmniej obawiałem się dawać mu cięższych prac, by se czegoś nie zrobił.
   Trochę teraz to już jest na zasadzie, czego zaniechać, by nie zaważyło to na imprezce, a co koniecznie musi być zrobione do jej odbycia się w stanie, w jakim będzie.
   Do tego zaczynam się nie regenerować. Spałem 6h, od 02:05 do 07:50, bo po jakiś tam pracach imprezka i po niej byłem na st. mac. o 01:00. Procedury wyłączające, głównie szczury, do tego siedzieli jeszcze 895, 897, 230 i tak zleciało. Mimo przebudzenia się o 07:50 później już nie zasnąłem. Jak wylazłem z łóżka, to szedłem jak 85 latek. Mięśnie, ścięgna po wczorajszym, zregenerowały się w małym stopniu, o mózgu już nawet nie wspominam.
   Czas. Tego nie ma prawie w ogóle, notka miała być dłuższa, głównie polegająca na moim stękaniu i ogólnym zmęczeniu i przemęczeniu, ale szczury, wiem znowu one, zawaliły, czy zajęły sobą, tą część która była poświęcona na napisanie notki. Złamanie zasady, że wpierw żrą one, później ja, kończy się tak, iż nie da się zeżreć spokojnie, bo one ciągle wpadają na degustacje, a co im zasmakuje to porywają i uciekają.
  Wobec powyższego tyle, bo czas mnie jak zwykle goni. Narka.

piątek, 13 kwietnia 2018

Piątek #1347

  Mięśniak z rana, jak ...  Ale może nie budzący o 05:50. No ale cóż. Odszedł ze stacji ok. 07:20, bo ja oczywiście jeszcze nie dospany, a ponownie wszedł o 09:00. Dziś zająłem się jego plecami, bo już od jakiegoś czasu miałem na to ochotę. Plecy są równie zajebiste jak przód, a i można mocniej w nie przywalić, bowiem są odporniejsze. Pozycja tak jak z 975 często robiłem - on siedzi na taborecie, zgięty do przodu ręce przywiązane do czegoś z przodu. Wtedy napinają się plecy, uwydatniają mięśnie, no i doskonale widać pracujące przedramienia z żyłami na wierzchu. No piękny widok. Kiedyś z 975 mało nie spadłem z wrażenia.
   Po za tym przemęczenie daje się we znaki. Nie to fizyczne, bo to jest przeciwwagą do tego umysłowego, choćby wczorajsze smarowanie rozjazdów, ale właśnie to umysłowe. Dowodem na to jest niewłaściwa praca mózgu np. objawiająca się chwilowym zacinaniem się przy wpisywaniu w przeróżnych miejscach haseł. To już kiedyś miałem jak pracowałem na dwa pełne etaty, teraz odnawia się. Znak, nie jest dobrze i jak to mówił o. Natanek - wiedz..., że coś się dzieje...
   Szczury. Ich liczba wreszcie się zmniejsza. Dziś pojechała kolejna partia w tym jedna ciężarna samica z grupy A, kilka młodych z kuchni, ale tych już tam niewiele, bowiem w środę pojechało 18 i ciężarna z kuchni, za to ok. 12-tu z grupy A i, tu nastąpił przełom - samiec. Czyli pozostał tylko jeden. W przyszłą środę postaram się zapolować na tego jednego, choć przedwczoraj prawie go miałem, ale, jak to sprawny samiec, wymknął się. Tak, już dziś było by ewidentnie z góry, bowiem niemiałby kto samic zapładniać. Żałuję tylko, iż nie nagrałem żadnego filmiku w punktach kulminacyjnych, kiedy przy jednej misce było ponad 20 szczurów. To, mam nadzieję, już nie nastąpi.
  Z jednej strony, do misek daję nieznacznie mniejsze porcje, z drugiej strony, nie wiem dlaczego, mam dziwne uczucie pustki. Choć jeszcze ileś szczurów pozostało, głównie dorosłe samice, to jednak ubytek jest widoczny.
  Wczoraj jakoś tak wcześniej zacząłem procedury wyłączeniowe. W związku z tym ok. 22:40 zabrałem się za naciąganie poszwy na kołdrę. Oczywiście wcześniej sprawdzam, czy pod nią nie ma jakiego szczura no i był. Samiec oswojony. Z reguły ostatnimi dniami to wcześniej jak po 23:00 nie uruchamiałem procedur wyłączeniowych, to on chyba do 23:00 zajmował miejsce pod kołdrą, wygrzewając się. Wlazłem na chwile do niego. Pogłaskałem go, widziałem jak robi mu się dobrze. Co ciekawe, że one mają również zegar, działający prawie jak nasz. O tym przekonuje się szczególnie rano i przed spaniem. Albo po prostu reagują na moją aktywność, względnie włączanie procedur wyłączeniowych.
  Tyle. Jutro wyjazd na kopalnię i to długi, bowiem ok. 12:00 mają być pomocnicy, a później imprezka, to do północy zleci jak nic. W planie jest jednak przyjazd na st. mac. dla dokarmienia szczurów i zwiezienia części sprzętu.

środa, 11 kwietnia 2018

Środa #1346

   O błędach, w tym finansowych pisałem już. One niestety będą się pojawiać. Po doładowania tel. za 20zł na jeden dzień, teraz zawaliłem sprawę innego telefonu i przepadło na nim 15,47zł, a nadto, by odblokować nr musiałem doladować za 30zł więc łacznie poszło się jebać 45 zyla. No pięknie qrwa.
   Wczoraj zabezpieczaliśmy druty z pędni rozjazdów 201 i 202 przed złomiarzami, bo oni trochę nieobliczalni, ale też wreszcie porozmawiałem prawie z głównym złomiarzem odnośnie torowiska i budynków kopalnianych przekazując info, że to wszystko zostanie i nie pojedzie do huty. Nie wiem jaki będzie efekt, ale jak następny raz go będę widział to podleze pogadać, bo trza się z nimi trochę zżyć. Wszelkie wojny z nimi są bezsensowne, przynajmniej na początkowym etapie.
   Z dobrych informacji - PGG nie da nam odpowiedzi, co oznacza, iż mamy zgodę na imprezkę na torach. Trochę późno, ale udało się. Niby należało by kiedyś otworzyć szampana, ale miałem go już otworzyć chyba z 20 razy, pierwszy raz w ub. roku, a ciągle wydaje mi się, że sprawy, co w pewnym sensie jest faktem, są cały czas w toku i jeszcze nie jest przesądzone. W firmie, którą kiedyś prowadziłem było podobnie. Miał być otworzony szampan, a przeleżał 5 lat i kiedyś, jak już firmy nie było łykłem go sam.
   Dziś łapanie szczurów. Z kuchni odeszło 19 w tym kolejna ciężarna samica, więc na razie młode mogą się urodzić ewentualnie na grupie A, ale i tu się w pt. za łapanie zabiorę. Dziś z grupy A tylko 5 poszło. Sprężam się z łapaniem, bowiem imprezka główna się zbliża, a i w sob. imprezka z lokalnymi mięśniakami na stacji RCL, więc nie wiem czy wrócę na stację macierzystą, a co za tym idzie, szczury zostaną na pierwszą noc same na st. mac. Nie chodzi o to, że będą się bały, czy coś w tym stylu, ale są dokarmiane o w miarę stałych porach i nie wiem jeszcze jak to rozwiążę.
   Na dworze letnie temperatury, to i mięśniaki w wiosce zaczęły się rozbierać. Chodzą w klatach  krótkich spodenkach. Doroczny przegląd mięśniaków czas więc zacząć, a z tego co już widziałem, część się dobrze trzyma.
   Tyle, bo czas leci, a jeszcze biurokracja czeka. Narka.

niedziela, 8 kwietnia 2018

Niedziela #1345

   Że mnie jeszcze nie wywieźli do wariatkowa to jest jakiś cud. Po zniknięciu, chyba 3 miesięcznym objawił się 174. Tak dla wyjaśnienia, wyszedł i nagle znikł, zostawiając swojego 4 letniego syna. Dziś się stawił pod wjazdowym. Nie obyło się bez telefonu do 979, który, jak to rasowy CS, powiedział mu w skrócie - wypierdalaj. Oczywiście w tej całej sytuacji, kiedy mega przejebany skurwiel, który najebał by 90% napotkanych na ulicy innych niby skurwieli, siedzi i płacze u mnie na stacji i użala się na własne życie, ja mam prowadzić normalny ruch pociągów.
   Powiedziałem mu wprost, że za wcześnie wrócił. Jeszcze ludność wioskowa nie ochłonęła po tym co zrobił, bo minęło dopiero 3 m-ce jak znikł, a tu się pojawia ponownie i mało tego, co mu też powiedziałem, że 90% ludności wioskowej jest przeciw niemu, bo zostawił larwę i odszedł w niewiadomą stronę.
   I teraz, oprócz sytuacji na kolei, jeszcze dochodzi zajmowanie się, przynajmniej czasowe 174, a też i 230 po jego czasowym rozstaniu z laską, którego mam na głowie i często zajmuje tor stacyjny. Przekazaliśmy 174 info, że nie jest to dobry pomysł iść na wioskę, kiedy większość jest na nie, ale uparł się, że idzie, z torbą, w której ma wszystko, a spać będzie najwyżej na jakiejś klatce schodowej i w ogóle to, jak jego laska, z którą miał dziecko, się wyeliminuje z życia publicznego.
   Rozmowa z 979 zakończyła się, czym można było się spodziewać - 979 mu powiedział, by się odpierdolił dosłownie i nie wracał, ale przed tym pożegnał się ze swoim synem, który za nim płacze. W takim nastroju 174 odszedł ze stacji o 22:43 wraz z 826 co nie jest dobre, ale przecież jestem od prowadzenia ruchu, a nie od trzymania na siłę składów na stacji macierzystej, choć usiłowałem 174 zatrzymać.
   Nie dość, że problemów pełno z organizacją imprezy na kopalni, do której właściwie jestem sam, to jeszcze przed godziną W sprawy wioskowe mnie dopadają, a jutro sprzątanie po szczurach, a w środę planowa łapanka, która też nie jest obojętna dla mojego mózgu. Może też się powinienem odpierdolić, by tego wszystkiego nie przechodzić? Jeszcze na imprezce ma być v-ce prez. m-ta. No i co qrwa mam z tym zrobić?
   Do tego jakaś wojenka ze złomiarzami się zrobiła. Po zdemontowaniu napędów rozjazdów 201 i 202 oni zdemontowali rurki podtrzymujące pędnie do mechanizmu rozjazdu. No jebnięci. Przecież za taką rurkę nie dostaną nawet 1zl, a strat..., no trzeba to odtworzyć i roboty z tym pełno.
   Czasem se myślę, że porwałem się z motyką na słońce, ale dla przeciwwagi, jest że coś po mnie zostanie. Jeżeli się uda, to będzie to jedyny zachowany układ torowy po jakiejkolwiek kopalni w PL.Nadto, co kiedyś tu pisałem, jeżdżąc po PL w objazdach kolejowych z 374 i 824 potrzebowałem niskiej prędkości przejazdowej, krzywych torów i otwieranych okien, bym mógł słyszeć ten stukot kół, a tu, na kopalni, mam to wszystko. Czyli spełnienie marzeń. Niską prędkość przejazdowa, bo drezyna nie zapierdala szybko, krzywe tory, no te są w większości na kopalni i na linii 187, no i jestem jakby za oknem, bo właściwie nie ma ich w ogóle. Czyli powinienem być w raju, a jednak sytuacja okólna oddziaływuje na doznania bieżące związane z bytowaniem.
   Dobra, bo zaczynam bredzić, to kończę. Narka.

piątek, 6 kwietnia 2018

Piątek #1344

 Niby nic nowego - łapanka szczurów w tym, w planie były samice w zaawansowanej ciąży. Jedna w kuchni dała się złapać, natomiast na grupie A wyszła do karmienia i uciekła ponownie i już nie wyszła. Postanowiłem ją złapać i rozebrać rogówkę w tym celu, w której przebywała. Osiągnąłem co zamierzyłem i dałem ją do klatki jak inne szczury w tym ciężarną samice z kuchni. Kiedy one były w klatce, tej z hurtowni zwierząt, to sprzątałem na grupie A, skoro już rogówkę rozebrałem Jak już zakończyłem działania i trza było z nimi jechać, to poszedłem po klatkę. Po podejściu do niej zauważyłem czerwone trociny, na nich młode, a z lewej strony (od strony jak patrzałem) stała matka z wzrokiem pytającym:
- no i co qrwa zrobiłeś?
 W tym momencie nie wiedziałem co zrobić? Nogi się pode mną ugięły. Czy wydobyć ją z klatki z małymi, przełożyć w bezpieczne miejsce, ale jednocześnie myślałem - jak dotknę młode, to czy ona je przygarnie?, jak je wydobędę, to sam sobie zrobię gorzej, bo i tak będę je musiał wyłapać. Cała ta sytuacja mnie przerosła. Wiedziałem, że samice są w zaawansowanej ciąży, ale że aż tak zdenerwuję samicę, że urodzi przed czasem młode, to nie sądziłem. 
  Pojechały, ale klatkę zakryłem kartkami, by nie patrzeć na nie i by obrazy nie zostały mi w pamięci. Oczywiście te, które już widziałem to pozostaną. To tak jak pingwinach z Madagaskaru - szeregowemu zakrywali oczy mówić, nie patrz na to, bo to są obrazy, które zapamiętasz do końca życia (czy coś w tym stylu). 
  Popołudnie i wieczór miał być z soczkiem i czymś słodkim. Po tym co zrobiłem, co zobaczyłem, w kauflu, wracając z hurtowni zwierząt kupiłem żołądek gorzki miętowy i od razu po przyjeździe poszedł na stół. W trakcie spożywania na stację wszedł 979, ale nic nie mówił o flaszce popo na stole. Powiedziałem mu czemu piję.
   Nawet pisząc notkę po 8h mam kaca moralnego po tym co się wydarzyło. Ten wzrok samicy, te młode obok niej, nawet nie przygarnięte, to jest porażka. Jedynym plusem jest chyba, to że jest już z góry. Tzn., że ilość się zmniejsza. Następne łapanie w środę. W kuchni pozostała jeszcze jedna samica w ciąży, która dziś uciekła. Nie wiem czy do środy już się nie wypróżni i w związku z tym będzie ułaskawiona czasowo. Jest jeszcze jedna albinoska, inwalidka. Ma uszkodzoną prawą łapkę przednią i, choć jest w ciąży, nie jest przewidziana do odłowu. 
  Po za tym zapętla się sprawa organizacji imprezy na kopalni. Nie wiem jaki będzie finał, czyli jak wyjdzie ona 21-go. Dziś przeleciało, choć miałem zrobić listę pilnych spraw do załatwienia/zrobienia na imprę. Wstępnie się do niej zabrałem, ale nie jest do końca zrobiona. Nie wiem czy to pisałem, ale na imprze ma być v-ce prez. m-ta. To dopiero będzie wpadka. Byłem u niego wczoraj na rozmowie i tak w trakcie niej o sprawach kopalnianych wyszło, że, jak mu nic nie przeszkodzi, to nawiedzi nas/mnie 21-go na imprezce. To fatalna informacja. Wiem, większość by się z tego cieszyła, ale nie ja, bowiem podchodzę do sprawy poważnie i poważnie nie przygotuję wszystkiego tak jakbym chciał, a nie lubię wpadek. Z jednej strony jest to motyw do jeszcze większego sprężenia się, ale ile można się jeszcze więcej sprężać i kiedy wysiądę i się rozprężę? Podbudowująca jest zmniejszająca się ilość szczurów, choć to moje dywagacje nie poparte żadnymi badaniami. One nadal są niepoliczalne. 
   Był dziś 979. Niby nic nowego, ale u niego widzę też napiętą sytuację i nerwowość. Trudno jest mu przekazywać info kiedy jest w pracy. Po ostatnim razie, chyba we wtorek, postanowiłem że jak będzie w pracy to żadnego info przekazywać mu nie będę. Otóż, zabrałem się za wszycie mu wstawki w jego plecaku w "podłodze", bowiem miał tam dziurę, przez którą drobne rzeczy mogły by wypadać. Ktoś to już próbował nieudolnie zszyć,, ale tylko pogorszył sprawę. Wszyłem przez dwa dni wstawkę ze starej podszewki z jakiejś marynarki i teraz powinno wytrzymać jakiś rok czasu. Jak mu powiedziałem, że wszywam wstawkę mało mnie nie zabił przez telefon. Zjebał mnie z góry na dół. No cóż pomyślałem i zakończyłem w tym dniu prace nad plecakiem. Popołudniu tego dnia, po pracy zadzwonił i rozmawialiśmy bardzo przyjemnie, rzekłbym jakby tą rozmową chciał mnie przeprosić za swoje zachowanie, ale nie tak bezpośrednio, bo przecież skurwiel, tylko tak okrężną drogą. 
   I na koniec drobna refleksja. Oglądam na yt Alvaro Soler i zastanawiam się, czy jakiś brzydal śpiewający ostatnio został gdzieś wypromowany? Z tego co widzę, to same ładne ciasteczka śpiewają. Czyżby tu selekcja wyglądowa też działała?

czwartek, 5 kwietnia 2018

Czwartek #1343

 W tym całym okresie, kiedy w zasadzie padam na ryj, jedynie 172 jest przeciwwagą do bieżących zajęć. Ostatnio wpadł w noc piątkową o 03:00 (to już sobota), a ponieważ miał czas i ja też, nadto ruch poc. o tej porze jest mizerny, to miałem wreszcie czas, by skorzystać z jego mięśni i w ogóle z niego. Było fajnie, bo brak presji czasu jest jednak dobry. W ciągu dnia, to wiecznie, a nóż któryś stanie pod wjazdowy i co wtedy? Jak ostatnio było z 230, o czym tu pisałem. 
  Wczoraj też, bo stacjonował u mnie w nocy, rano poszedłem na grupę B, ale po procedurach porannych, głównie szczurzych, czyli danie im picia, żarcia, posprzątanie po nich po nocy itp. 172 też był po przebudzeniu, ale zasnął dalej. Rozbudziłem go wsuwając się do łóżka. W miarę jak zaczynałem się co raz bardziej przybliżać do niego i grzać pod kołdrą jemu zaczął naprężać się organ. Z takim zaganiaczem, trochę się marnuje, a niektóre laski nie mają tak pożądanego dużego organu. Wczoraj też, po przyjeździe z kop. nie wiedzieć czemu, podobnym sprzętem, choć nigdy go nie widziałem, chwalił się 230. 
  Leżenie na 230 kiedy jego organ wbija się trochę w mój brzuch i wyczuwanie jego nawet przyjemne. Zrobiłem co miałem zrobić i jak prawdziwy samiec po wszystkim zebrałem się i poszedłem do następnych zajęć. 
  Właśnie, z zajęciami i ogarnianiem (takie już trochę mniej modne słowo) jest co raz gorzej. Częściowo przestaję się przejmować jak to wypadnie. Co zrobię to zrobię, części i tak nie uda się przygotować. Zostały dwa weekendy na przygotowanie niezbędnych rzeczy, a wczoraj niestety musieliśmy zdemontować napędy rozjazdów 201 i 202, już po za płotem kopalnianym, bowiem zaczęli je, po półrocznej przerwie, skubać znowu złomiarze. Podobnie jak z rurą i tu (jakby to rzekł 371) wypierdoliłem je całe. Poniżej napęd rozjazdu 201 już w znacznej części zdemontowany, została podstawa  i zwrotnik z latarnią (choć tu zastępczo blacha). 
 Następnie napędy przy pomocy wioskowych mięśniaków skurwieli, czyli 979, 172, 230 zostały załadowane na wózek i przewiezione pod sortownię. Tam będą bezpieczne.
  Powyżej na zdj. napęd rozjazdu 202. Plan jest by przed imprą zamontować je ponownie, ale nie wiem jak to wyjdzie. Ludzi ma być teoretycznie więcej, ale też bez pospawania ich nie zamontuję ich tam ponownie. Więc nie wiem, czy nie trzeba będzie przed imprą postawić tam człowieka, by przestawiał je ręcznie. Oprócz tego na nastawni spadły obciążniki linek do rozjazdów. 150 kg betony poszybowały w dół. Nie wpadłem jeszcze na to, kto je będzie podnosił z powrotem. 
  Miałem to napisać wyżej, ale myślami trochę uciekłem. Wracając do tego ogarniania. Jest na tyle źle, że po bardzo długim czasie nie przebudzania się w nocy, dziś to nastąpiło. Nie śpię ok. 2h, dlatego notka powstaje o 03:45. Wiem, takich dni będzie co raz więcej i ostatnim etapem rozstroju organizmu będzie niedosypianie. Pisałem to już kiedyś, jak mnie przed tą imprą na ojom nie wywiozą to będzie dobrze. 
  Tymczasem jest plan następnej łapanki szczurów. W pt. oprócz młodych są zaplanowane już samice ciężarne. By tylko do piątku nie wypróżniły się, bo będą ułaskawione czasowo. Dobrze, że ruszyły obiegi z cysternami. Z pierwszego szczury nie bardzo się ucieszyły, bo zjechał barszcz, ale za to jak ja wdupiłem w niego, to zeżarłem w pierwszej porcji 0,7 ltr. Podobną ilość wchłonął 172, który tą noc też stacjonuje na grupie B, ale rano już do niego nie polezę. Może się to skończyć katastrofą, a po co jakieś blokady mam w mózgu tworzyć. 
  Oprócz chaosu organizacyjnego, zawalam sprawy z bieżącego życia. Na razie największą wpadką, było doładowanie telefonu za 20zł na (uwaga) 1 dzień, bowiem w pośpiechu nie spojrzałem na komunikaty i nie przeanalizowałem sytuacji. Na drugim telefonie od 1,5 m-ca włączam konto ważne rok, i wczoraj był znowu ostatni dzień, a przypomniało mi się jak się przebudziłem, czyli ok. 02:00 więc 2h za późno. 
   Trza się zwijać dalej spać, bo już 04:20, a jak przegnę pałę, to będę chodził przydupiony przez pół dnia, a popo się nie prześpię, bo obiegi z cysternami. Ach..., kiedy to się skończy?

wtorek, 3 kwietnia 2018

Wtorek #1342

   Notki niestety będą się pojawiać o nieokreślonych porach, a nie tak jak ostatnio w godz. około południowych.
   Z najważniejszych rzeczy czy spraw - dziś wyjechało 27 szczurów. 17 z kuchni i 10 z grupy A. Wiem to nieplanowe łapanie, ale po świętach nie ma za dużo żarcia, a i było je na co chwytać, bowiem pozostała wątróbka, na poczet której trochę wariowały. Muszę się zabrać do wywożenia szczurów w większej ilości, bo na lato chcę być już z bezpieczną ilością. W sumie na imprę kolejową też.
  Po za tym wyjazd na kopalnie, przy czym już ok. 12:00 byłem zmęczony. Obróbka szczurów, robienie im żarcia, napojenie ich, czyszczenie im pojemników do żarcia i wychodziłem ze st. mac. potężnie zmęczony. Niestety na kop. sporo zajęć, nie wszystkie dało się zrealizować. Najważniejsze to zdemontowanie elementów napędów rozjazdów 201 i 202, które złomiarze zaczęli rozbierać. Jutro mają być likwidowane, do imprezy, całe napędy rozjazdów, bo będę miał do dyspozycji więcej mięśniaków.
  Trochę pojeździłem drezyną, bo ładna pogoda - słonecznie i 15C więc dało się strzymać, do tego MK się też cieszył jak dostał drezynę do jazdy, a momentami wraz z wózkiem roboczym zapiętym do niej.
  Generalnie tak rozległy teren z dwoma nastawniami to za dużo na jedną osobę. Nawet będącą na etacie. Wczoraj byłem na kopalni, dziś, jutro będę, pojutrze też, a później dostanę do gowy.
  Narka, może jutro coś bardziej konstruktywnego napiszę lub pojutrze.

niedziela, 1 kwietnia 2018

Niedziala #1341

  Jakoś tak tradycyjnie przedświątecznie na stacji zrobłl się zjazd składów. Wśród nich był m.in. 979 z jego nibylaską. W czasie imprezy dotarła do mnie informacja, że jego nibylaska jest w ciąży i w październiku jest wyklucie. Trochę mnie to ruszyło, bowiem myślałem że jestem na liście tych, którzy powinni być powiadomieni w pierwszej kolejności. W trakcie wyszło, że to jednak żart, choć zdążyłem już od siebie na głos wypowiedzieć przy wszystkich:
- ooo, tzn., że nie jesteś bezpłodny.
  Kiedyś mi się zwierzył, że chyba jest bezpłodny, bo jak był z poprzednią nibylaską, to ciągle się rżnęli, i nic. Nie zaszła w ciąże, a to może znaczyć, iż albo ona nie może zajść, albo że on strzela ślepakami.
  Nie rozumiem drużyn trakcyjnych składów wchodzących na stację. Wczoraj po raz chyba 158 wysłuchałem pytania, czy jak śpię, to szczury, które biegają swobodnie po stacji nie chcą mnie wdupić? Czy czasem nie przychodzą na tor, na którym stacjonuję i mnie nie gryzą, w sensie, że chcą mnie skonsumować. No jednak, qrwa - nie. Co tym ludziom chodzi po głowie? Jakie stereotypy reprezentują, że zadają takie pytania? No co mam sobie pomyśleć o nich, jak zadają takie pytania? Ostatnio nawet wyszli ze stacji, bo przerażała ich swobodność poruszania się szczurów i potencjalna możliwość ataku ich (tych szczurów) na nich. Ja jestem jebnięty, czy oni?
   Dziś za to na torze  od 11:20 do 18:30 230, który od, chyba przedwczoraj, jest bezdomny, w sensie, że laska go wyciepła ze swojego mieszkania, a on robi sobie przerwę, bo jak twierdzi, mógłby już wrócić. Niestety przez 2 lata nie wyremontował swojego mieszkania do stanu, w któym można normalnie bytować stąd i też by nie być w nim samemu, nawiedza naszą stację.
   Przewinął się też 172, ale że w stacji 230 to odszedł dalej.
  Przespałem się popo, a w zasadzie od południa, bowiem rano obudził mnie 979 na proszone śniadanie u niego w domu. Zgodziłem się, choć w zasadzie wcześniej to odmawiałem. Mało mam kontaktu z nim ostatnio, to pomyślałem, że trochę więcej się przyda. Przez to nie dospałem, bo skoro położyłem się ok. 02:40, to do 08:00 się nie wyspałem. Decyzje o położeniu się przyśpieszył 826, który wszedł i jak zwykle zaczął pierdolić bery i nie nie chcąc go słuchać do południa postanowiłem wyglebić.
  Dzień zleciał dość spokojnie. Trochę czasu wyjęły z niego tradycyjnie szczury, ale na środę szykuję się już na odłów. Jakiś czas poświęciłem rysowaniu schematu stacji kopalnianej okręgu nastawni Jan Karol, by osoba tam prowadząca ruch drezyn wiedziała jak jest to ułożone na gruncie.

  To jeszcze jedno mi się przypomniało. 230 wymienił auto. W nowym, podobnie jak w starym, siedzi prawie na podłodze, tak niski jest fotel kierowcy. Nie lubię tak nisko siedzieć, przeto, jak po raz kolejny miałem jechać jego autem to wziąłem koc ze sobą. Od razu lepiej się siedziało i zaproponowałem 230, by też spróbował się tak przejechać. Jemu też spodobała się jazda na podwyższeniu, wszak lepsza widoczność jezdni, nogi są inaczej ułożone i w takiej pozycji można dłużej, przynajmniej ja, jechać. 230 w trakcie rozmowy, powiedział, że jest wiele takich drobiazgów, na które nie zwraca się uwagi na kursach prawa jazdy. Instruktorzy nie przekazują takiej wiedzy, a wymagają, co zresztą jest jakby naturalne, tego co jest potrzebne na egzaminie. Stąd później organizuje się kursy doszkalające, jakby nie można było części tego połączyć i w trakcie kursu przekazać to szkolącym się. Może od nadmiaru wiedzy, by nie zgłupieli?
  Tyle, do zaś.

piątek, 30 marca 2018

Piątek #1340

   Wczoraj na nastawni miało być relaksacyjnie, wyszło inaczej. Zaczęła się jakaś mała (na razie) wojenka z miejscowymi mięśniakami-skurwielami. W ub. roku przekopałem mini kanał, by woda z pobliskiej hałdy nie płynęła do sztucznego jeziorka na przeciw nastawni RKP (RCL). Wcześniej woda przepustem (rurą) płynęła w poprzek drogi do tego właśnie jeziorka, (na zdj. poniżej rura wychodząca z pod drogi i rynny, po których spływała woda)

co powodowało podnoszenie się wód gruntowych i szybsze zapełnianie studni (szamba) przy nastawni. Przepust był zrobiony, jak trochę niżej jadąc drogą dalej, był zaludniony jeszcze budynek kolejowy. Obecnie jest już pusty i w zasadzie do wyburzenia. Jeden z tych, którzy zasypywali ten kanał, powiedział że jak woda tam leci to zalewa tych co tam mieszkają. Spytałem, kto tam mieszka? Nie odpowiedział.
(poniżej robiony rów, dla przekierowania wody w dół, a nie do, ledwo widocznej, niebieskiej rury)

   W sumie 3x zasypali mi ten mini kanał, ale wczoraj, by nie powodować eskalacji wydobyłem (jakby to powiedział 371 - wypierdoliłem) rurę wkopaną w ulicę i zasypałem miejsce po niej ziemią. Mam nadzieję (wiem, nadzieja matką głupich), że dalej już nie będą ruszali tematu płynięcia wody z hałdy. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że będzie rozkopywał drogę, tym bardziej, że jak to zrobi, to utrudni jazdę innym złomiarzom i tym co po węgiel jadą. By rury ponownie nie wkopali zatargałem ją na teren kopalni i tam pozostawiłem. Trochę obawiam się o nastawnię, co tam szyb nie wybiją, a w kwietniu chcę alarm założyć. Dopóki tam nie ruszymy, to oni myślą, że to wszystko, jak po poprzednich kopalniach, idzie do huty.
   Szczury.
   Nadal mają się dobrze, choć w środowej łapance 23 odeszły do hurtowni. 20 z kuchni, 3 z grupy A. W kuchni na chwile się przerzedziło, ale następne mioty wylazły już na powierzchnie płaskie. Dziś ma być łapanie głównie na grupie A, bowiem tym razem tu sytuacja wymyka się z pod kontroli. Może uda się przy okazji namierzyć jakiegoś samca, bo z nimi to jest przewalone. Teraz mają raj, bo zostały dwa i stado samic do zapładniania.
  Święta.
  Tradycyjnie przygotowań nie ma żadnych. Tym bardziej, że ogólnie jestem padnięty na ryj. Trochę zamknięcie stacji na 2h popo postawiło na nagi mózg, Wczorajsza praca fizyczna też była relaksem dla mózgu, choć ciekło ze mnie w czasie wypierdalania tej rury. Jest plan, by w jakiś dzień świąteczny przejechać się drezyną. Wszak jest na msc., ale nie ma czasu nią jeździć, choć jazdy służbowe czekają.
  Pozostanie jedynie zatowarowanie się do wtorku, by przeżyć wraz ze szczurami. Lista, głównie dla nich, jest zrobiona.
  W ogóle nie wiem, jak przy tym umysłowym przemęczeniu mózg w nocy wygenerował jeszcze sen erotyczny, oczywiście z przepięknym no-name mięśniakiem.
  Tyle, bo szczury czekają, a i roboty pełno. Narka.

środa, 28 marca 2018

Środa #1339

   Jeszcze trochę takiej gonitwy i powiem jak Tomasz Lis:
- jeszcze w grafice się zatrudnię, komputerowej.
  W każdym razie zajęć jest za dużo, jak na jedną osobę. Na szczęście wraz z rozprzestrzenianiem się informacji dot. mojej inicjatywy znajdują się ludzie, którzy chcą pomagać, ale na razie się tylko zgłaszają.
  Efektem tych zajęć jest ogólne przemęczenie. Mieliście tak, że wstaliście i już po 30 min byliście ponownie zmęczeni? To jest niesamowite, jak załatwianie tego wszystkiego mnie energetycznie pożera. Do tego jeszcze szczury, które trzeba obrabiać i koło, a w zasadzie pętla na szyi się zaciska. Co prawda dziś odbyła się kolejna łapanka, wyjechały 23 szczury, ale nie wiem czy to odczuję, bo nowy narybek już grasuje. Pojechały tylko młode, bo jedną szczurzycę złapałem, ale karmiąca to została wypuszczona na wolność. Tylko 3 zostały złapane na grupie A, a tu się zaczyna robić problem. W pt. łapanka przeniesie się tu.
   Wczoraj w UM R. Śl. więcej świeciłem oczami jak załatwiałem. Zdjęcia do konserwatora nie wysłane, bo mają małą pojemność skrzynki i wpierw w jednym, następnie w dwu @ odrzuciło, dziś wysłałem w trzech.  Odnośnie mostu załadunkowego, to niestety m-to wyraziło zgodę na wyburzenie (zdjęcia w poprzedniej notce), ale kop. musi jeszcze przedstawić papiery dot. obiektów do wyburzeń, to wtedy jest jeszcze szansa na uratowanie tego pomostu. Sugerowali mi by jeszcze wagony piaskowe objąć ochroną, ale nie mogą wpisać, bowiem nie mają podstawy prawnej na ich zajęcie.
Plakat do Działu Promocji nie gotowy, poświeciłem oczami, że jutro najpóźniej w czwartek prześlemy.
   Dziś ok. 17:00 przy kompie i dwu składach w stacji w zasadzie już zasypiałem. Po 10min przeniosłem się na grupę B. Prawie już zasypiałem gdy telefon. 172 na linii. Wyłączyłem telefony, ale za ok. 10min zjawił się pod wjazdowym. Tu w zasadzie też powinna być osobna notka, dot. gospodarki finansowej u 172, ale może kiedyś indziej napiszę.
  Po wyprawieniu składów ok. 18:10 wyglebiłem ponownie na grupie B. Obudził mnie dopiero 979 dzwoniąc na tajniacki tel. bo główne miałem wyłączone. Oczywiście napierdalali do niego, skoro były wyłączone, a pod wjazdowym też się zjawiali. To w zasadzie niemożliwe by stacja była zamknięta w szczytowych godzinach. No kto by pomyślał, że takie coś może się zdarzyć.
  Strasznie nieskładna wyszła notka, ale to efekt ostatnich dni i funkcjonowania mojego mózgu.

poniedziałek, 26 marca 2018

Poniedziałek #1338

No niestety jak widać wpisy tu, nie są w pierwszej kolejności brania z torów stacyjnych i czekają na bocznym torze na wyciągnięcie. 

Od jakiś 3 tyg. wywożę szczury, bo bierze je hurtownia zwierząt. Staram się łapankę robić w środy i piątki i tak średnio 30 tygodniowo wyjeżdża. Wyjechało już jakieś 75. Patrzę się na te co pozostały i zastanawiam się, czy to jest constans, ubywa ich, czy nadal przybywa? I nie wiem jak jest faktycznie. Po za tym taka łapanka, to straszne przeżycie dla osoby prozwierzęcej, dlatego skróciłem do minimum ich przebywanie w "więzieniu" i krótko po są wywożone, a nie tak jak poprzednio czekają np. 2 dni na wywóz.
   Wczoraj za to miały katastrofę gastryczną. Sieć marketów ufundowała im łososia i szprotki.

Po innym żarciu rano są już głodne. Jak mają rybę do zeżarcia w większej ilości to rano w ramach rozruchu porannego miski im napełniam przekąską, to ona tak nie znika jak każdego innego dnia.

  Teraz sprawy kopalniane, bo tu też zaległości robią się ogromne (nawet nie wiem od czego zacząć).
  No dobra, SRK w miejscu wyraziło zgodę na imprezę, ale jak zgodę wyda również dyrekcja kop. w Bielszowicach, bowiem, mimo iż impra odbędzie się w całości na terenach SRK-kich, to jeżeli coś dzieje się za płotem kopalni, to za wszystko co tam się dzieje jest odpowiedzialny nadsztygar kopalniany, a nie SRK-wski. Jutro muszę więc jechać z kolejnym pismem do dyrekcji w Bielszowicach.
   W czwartek byłem w UM i w dziale gruntów byłem się zapytać co w pismach, bowiem przepływu informacji tam nie ma, i trzeba łązić między pokojami. W pismach nic, ale zaliczyłem wpadkę, bowiem nadal (umknęło mi to), nie odpowiedziałem na pismo m-ta z 26-stycznia (sic!). Trza to bydzie spłodzić. Przekazałem za to pani Szybce, że konserwator zajął torowiska i nastawnie, i w ogóle zajął teren. Pani zrazu zadzwoniła piętro wyżej do Zosi, co też się wyprawia, bo ona nic nie wie, a ma umowę z PGG na dzierżawę działki 2394/210 do 31-12-2018 i co teraz skoro na górze zrobili jej takiego psikusa nie informując ją. Tego też nie wiedziałem, że dzierżawa do końca roku, ostatnie info było iż zawarli ją na kwartał. Pani Zosia wyjaśniła, że owszem, ale rzeczonej działki nie ma wykazie i nie jest objęta ochroną konserwatorską. Tym razem mnie się ciśnienie dźwigło i polazłem ponownie piętro wyżej. Konserwatora nie było, bo poprzednio wychodził wraz ze mną na zarząd m-ta, ale porozmawiałem z Zosią i ustaliliśmy, że napiszą pismo do PGG o objęcie również i toru na działce 2394/210 jako całości, tylko trza będzie spłodzić jakieś uzasadnienie. W ogóle jutro jadę do niego jeszcze wpisać 3 kolejne rzeczy, jeszcze chwila i się na mnie obrazi, a tego bym nie chciał.
  Na kopalni polazłem do koordynatorki ochrony m.in. w spr. alarmu na nastawni RCL. Jest zgoda na alarm, a jak zwykle mnie pozostawiono proces decyzyjny jaki wybrać. Oprócz rozmowy o konserwatorze zabytków, który zajął część terenu koordynatorka wysunęła propozycję, by pod mostem załadunkowym między wieżą P5 i P2 zrobić peron, pod, ewentualne, w lecie, stoliki przy których mogli by siedzieć ludzie.
  Powyżej wieża P5, która ma zostać. Pewnie znajomy od znajomego już się ślini na ostatnie piętro. Będę zadowolony jak dostaniemy w niej dla siebie np. jakieś środkowe.
  Poniżej most załadunkowy.
Konstrukcja jest tak mocna, że oprócz fadromy Ł34 nic tego nie ruszy.
  W ogóle od procesów decyzyjnych w ostatnim okresie to mi się zaczyna mózg gotować. Wszystko ja, a jak źle wyjdzie, albo jakiś błąd to powiedzą:
- no jak robisz? Miało być dobrze....
  Podobnie jak teraz dyrektorzy dostają pisma o pozwolenie na odkręcenie każdej śrubki, to jest u mnie, z tą różnicą, że oni te pisma dekretują i spychają w dół na podwładnych, a ja nie mam gdzie tego zepchnąć. A sprawy wydawać by się mogło banalne. Na plakacie nr telefonu wypadało by. Ale do kogo? Czyj? Założyć na inicjatywę, bo mam po dwie podobne karty, ale kiedy, już, po imprezie, na kogo zarejestrować? Maila, którego, jednego z moich, organizacyjnego, do którego nie mam dostępu? Jaka forma plakatu, kto zatwierdza? Jak prowadzony ruch drezyn? FB, którego? Organizacyjnego, bo szef nie chciał mieć drugiego, choć napisałem że to sekcja w R. Śl. czy mojego prywatnego choć z nazwą organizacji, w którym są wyłącznie info nt. inicjatywy? Jak podam swojego, to mu się dźwignie ciśnienie, jak podam organizacyjnego, to będzie strzał w kolano. A czasu nie ma prawie wcale. Jutro jadę do UM i decyzje muszą być podjęte. Już nie wspomnę o cenie biletu, która też powinna zadowolić wszystkich i biletach, które muszę sam zrobić.
   Dosyć stękania, zabieram się dalej za robotę tym bardziej, że tory stacyjne się zapełniają. Wszedł 826 i stękacz osiedlowy. Narka.

piątek, 23 marca 2018

Piątek #1337

  Nawet nie wiem w co mam łapy wsadzić, tyle do roboty.
Był przedwczoraj 172. Niby nic nowego, bo okresowo wchodzi na stację, ale tym razem, w przeciwieństwie do dwu poprzednich razów, powiedziałem sobie - żadnego falstartu. No też tak było. Jednak w trakcie jakiś skład stanął pod wjazdowym, co obwieścił dźwiękowo. Pomyślałem i głośno powiedziałem:
 - pewnie 826.
   Siedząc dalej na 172 zadzwonił tel. Okazało się jednak, że to drużyna trakcyjna 230. W pośpiechu, jakoś z małym zastanowieniem powiedziałem, że jestem na ... poczcie. Fajnie, tylko jak zrobić wyjście ze stacji, skoro pod wjazdowym stał 230. Zastanowię się później, a tymczasem dalej zajmowałem się 172. Ręce miał już przywiązane, a klata z czasem zaczęła mu się robić czerwona. Bez falstartu, można by rzec, że nawet trochę nadrobiłem, zakończyłem, ale teraz należało opracować szybki plan, niby powrotu z poczty. Skorzystaliśmy z a'la tylnego wyjścia. Musieliśmy skoczyć jeszcze przez płot i byliśmy na drodze z poczty. Na szczęście chodnikiem nikt nie szedł, by było by dziwnie, jak przeskakuję płot. Do siatki wziąłem 3 dni temu odebrane listy, że niby teraz je odebrałem i z siatką wleźlismy do pojazdu 230. Wypadło bardzo naturalnie i chyba nic nie podejrzewał, bo dobrze się kamuflowaliśmy.
   Za to wczoraj był 826. Przylazł z 0,7 ltr. flachy, a ponieważ miałem trudny dzień to przystałem na łykanie. Jeszcze się pytał przed 22:00 czy przeciągniemy procedury co potwierdziliśmy. Po wyprawieniu więc ostatnich składów ze stacji, jak byliśmy sami, to najpierw, ubrany w dres i koszulkę powiedział, że może zostanie na noc, jak mu pozwolę spać na grupie A. Dałem zgodę. Po jakimś czasie rozpiął dres do brzucha i powiedział:
- chyba jednak zostanę na noc.
Znów po jakimś czasie rozpiął dres do końca, zdjął go i rzekł:
- zostane na noc.
W tym momencie pomyślałem (jak mówił o. Natanek) "wiedz..., że coś się dzieje.". Jak był w koszulce, to miałem już łatwiejszy dostęp do jego pleców, a przy bliższym kontakcie, bo raz przylgnąłem do niego od tyłu (na mnie alko już też działał), to i klata, i brzuch znalazły się w polu rażenia. Powiedział wtedy
- jesteś jak te węże co oplatają. Jeszcze jakiś czas gadaliśmy, aż on zaczął się przygotowywać do spania. Jak był w łóżku to jeszcze go głaskałem po rękach, ale dał mi do zrozumienia, iż na tym kończymy. Nie chcąc być nachalnym rozpocząłem procedury wyłączające i też położyłem się.
  Może mu się nagle włączyły hamulce, ale nie chciał doprowadzać do czegoś więcej.
  Oprócz tego spiętrzają się sprawy związane z imprezą 21-go. Nie wiem jak to wyjdzie, ale jak tak będzie dalej, to przed imprezą wywiozą mnie na ojom. Sprawy idą w dobrym kierunku, ale jak się jest samemu, a przynajmniej do wielu spraw, to moce przerobowe są ograniczone i więcej się nie da zrobić. Efekt - kolejkowanie spraw i następnie realizacja tych, wydawać by się mogło, najważniejszych, czy najpilniejszych. Reszta na boczny tor.
  Po za tym wczoraj wysiadł interenet ok. 20:00 co znowu na boczny tor wysłało kilka spraw, a teraz zastanawiam się którą kiedy wyciągnąć i zrobić. Można wydłużyć dzień do jakiś 36h, tak jak ustalono, że nie będzie zmiany czasu?
  Jutro na kopalnię, to wpis może w nd. zrobię, bo jeszcze spr. kopalniane do opisania. To narka.

wtorek, 20 marca 2018

Wtorek #1336

  W zasadzie to tej notki nie powinno być, bo miałem być na kopalni, ale spierdolił mi jeden środek masowego rażenia, bo do mnie taki jeden gadał i gadał, i gadał..., następnie na poczcie, bo gdzieś czas trza wytracić, dwie osoby wryły się do okienka, bo im się śpieszy, i drugi środek masowego rażenia mi spierdolił, to się zdenerwowałem i odwołałem wyjazd.
  Niby nic się nie stanie, a tego to nie wiem, bo czas leci, skurwiała zima trzyma, a impreza się zbliża, a na nią mało gotowe. Dziś miały być spr. urzędowe, to na czwartek, a to co miałem zrobić w czw. pewnie zrobię w sierpniu. Jutro nie mogę jechać bo chytanie szczurów, a czwartek też biuro pracy, bowiem kończy mi się profil dla życiowo nieudolnych i społecznie nie przydatnych (w lipcu), to biuro się musi wykazać, że się starało i wysłało mnie do Centrum (taka moda z tymi nazwami) Integracji Społecznej, w którym Pani zaproponowała mi pracę [oczywiście do wyboru przy kuchni (gastronomii), pracowni krawieckiej, służby oczyszczania wioski (jak powiedziała - jeździ się z kierowcą i się oczyszcza) lub w pobliskim szpitalu przy kartotekach pacjentów] za jedyne 730zł netto. No zajebiście w *uj. Oczywiście dopowiedziała, że tego się w domu nie wysiedzi i zachwalała inne plusy tego rozwiązania. Jak już się wygadała, jak jej się wydawało przy tych rewelacyjnych pracach jakie oferują, to spytałem się czy teraz mogę ja?
- tak.
  No to ponawijałem jej o kopalni, zaangażowaniu w to m-to, przedstawiłem pisma na dowód  i, że nie mam teraz czasu na prace za (tak wysokie wynagrodzenie) 730zł netto. Na kartce musiałem to potwierdzić odmowę pracy za to, czego się w domu nie wysiedzi i tyle. Pani zrobiła adnotację do biura pracy, że przekazano informacje i zajęto się osobą.
   Co dziwne, w budynku wcale nie było pusto. Czyżby praca za 730zł była taka atrakcyjna, nawet w pracowni krawieckiej były jakieś osoby. Zastanawiałem się, czy za tymi drzwiami Centrum jest jakiś inny świat?
   Na razie plusem dziś był mięśniak z rana, tzn. po wstępnych procedurach ze szczurami, wsunąłem się do łózka 172. Ach znowu się powygrzewałem, trochę z nim pourzędowałem, ale już spokojniej jak ostatnio by nie było falstartu, ale i tak mały był. No cóż, wygląd robi swoje.
  Tyle, bo za coś muszę się zabrać, by nie stracić dnia zupełnie. Narka.

poniedziałek, 19 marca 2018

Poniedziałek #1335

   Wpierw spr. seksualne, reszta później. Noc z pt/sob. bez niczego. 172, który przylazł okazał się być bardzo zmęczony po imprezkach wcześniejszych i padł nieżywy. Co prawda w klacie, więc drażnił mnie swoimi umięśnionymi plecami, przeto po skończeniu procedur wyłaczeniowych przylgnąłem do niego, ale się przebudził i stwierdził:
- rano.
  Rano wstałem pierwszy. Procedury rozruchowe, głównie związane ze szczurami (o nich później), a 172 nadal spał jak zabity. W końcu zbliżała się godzina rozpoczęcia przygotowań wyjazdu na kopalnie, a 172 dziś na haku, na stację zwrotną. Pomyślałem, zrobimy to tam, tym bardziej, że w trakcie przygotowań na stację wszedł 834. Tam powinien być spokój, to powinno się udać.
  No niestety. Nim nastawnia się nagrzała, to przyjechał pomocnik do pracy, były dyżurny ruchu tam, ale z jednej strony dobrze, bo dużo pomógł. Później jeszcze przewinął się stękacz osiedlowy, następnie zrobiło się ciemno i znów nic nie wyszło.
  Wieczorem na st. mac. jakoś ja byłem padnięty i też nic. Za to rano w nd. po kolejnych procedurach rozruchowych (te szczury głównie) położyłem się do niego do łóżka. Ach nagrzany mięśniak w łóżku. Od razu zacząłem odbierać en. cieplną. Położyłem się na nim i wygrzewałem. Po ogrzaniu się, siadłem na nim. Coś tam porobiłem i nastąpił falstart. Powiedziałem mu to zresztą, ale co zrobić. To jego nagrzane ciało, te mięśnie, no i poszło. Chciałem później jeszcze powtórkę, ale znów stacja przyjęła skład, następnie jeszcze jeden - 834 i było pozamiatane, a wczoraj 172 na haku nie ciągnęliśmy na st. zwrotną.
  Wczoraj wszedł na stację 826. Nie umiałem się dobrać do jego pleców i dopadłem go w kuchni, a następnie w pokoju. Ale w pokoju się go pytam:
- to może jeszcze jakiś masaż
- jak ma Ci to sprawić przyjemność
- oczywiście, że - tak (i w tym momencie już dźwigałem mu koszulkę z bluzą do góry.
  Po raz kolejny przekazałem mu, że ma zajebiście gładką skórę na plecach.
  Przy okazji, w pt. wypadła z nim dziwna sytuacja w kuchni. Mnie tam nie było, stacjonowałem na grupie A, a w kuchni były drużyny trakcyjne 172, 230 i 826. 172 i 826 po jakiejś mega imprezie i jeszcze do końca nie wytrzeźwieli. Coś tam gadali i nagle na grupę A wchodzi 172 i mówi:
- nie wierze, nie wierze. 826 się zakochał w 230 (że niby coś tam w tym sensie powiedział)
  To nie pierwszy raz, kiedy coś tam się od 826 ujawnia, ale on nadal twierdzi, iż jest 100% heterykiem, choć dla mnie prawie od początku z tą jego 100%-wością jest coś nie tak. Zdaję sobie sprawę, że nie jestem w jego typie, bo każdy ma swoje widełki wyglądowe, ale za to mieścił się w nich 371 co doskonale widziałem, jak jeszcze 371 stacjonował u nas na grupie C. Ileż to razy było wyraźnie widać adorowanie jego przez 826, szczególne dotykanie, co mnie nie ujdzie, bo sam takie stosowałem. W  każdym razie postanowiłem w związku z powyższym korzystać z jego pleców na ile się da.
    Może i dobrze, że na kopalnie pojechałem sam, bo potrzebowałem się oderwać od ciągłego prowadzenia ruchu, a taki dzień na nastawni bez ruchu był bardzo potrzebny. Będąc tam sam się zrelaksowałem mimo mrozu na dworze i dziurawej nastawni.
   W ogóle nie wiem jak jej projekt przeszedł jakąś weryfikacje. Dziś by się powiedziało, że poleciała koperta, ale wtedy to chyba pchnęli przy flaszce, jak nie dwu. Wczoraj jak żarłem przy biurku to patrzę do góry, a tam w rogu sufitu dziura na wylot z widokiem na sufit daszku. Oczywiście zabrałem się za uszczelnianie, ale chyba trza by ją było rozebrać oprócz szkieletu i poskładać na nowo. To jest niemożliwe ile takich bubli się jeszcze znajdzie. Przecież pobór prądu w grzejnikach wczoraj był już 25kW i przy mrozach na placu, i dużym wietrze wewnątrz ledwo dobijało do 10C. Do jakiego pomieszczenie by się nie weszło, to jakieś dziury do zatkania.
  Szczury. Kolejne ich łapanie w środę. Co miały dostać za dnia, to zeżarły w nocy, bo zapomniałem wystawić na zewnątrz i przegryzły dekiel i do rana już nic nie zostało. Ale to te z kuchni, te z grupy A raczej w tym żarciu nie brały udziału, choć nie mogę być pewien.
  Tyle, bo nam na stacji siedzi 230 od dwu godzin, to muszę to pchnąć jak nie widzi. Narka.