sobota, 19 maja 2018

Sobota #1366

   Zacząłem się trochę przygotowywać do rozmowy (nazwałem ją dla własnych potrzeb) "ostatniej szansy" z v-ce prez. m-ta. W zasadzie co już kiedyś pisałem, wydaje się, że to on tam rządzi, a stara jest marionetką.
   W pierwszej kolejności muszę zdeprecjonować dyr. KWK Pokój 1 i te brednie kosztowe, którymi ich zabił. Zwłaszcza naczelniczkę wydz. nieruchomości, ale po części jej się nie dziwię, bowiem tematyka kolejowa, to już w ogóle nie jej brocha, a spadnie takie coś na nią i biedna nie będzie miała pojęcia co z tym zrobić.
  Chcę też zaproponować v-ce przejazd drezyną do Chebzia, by zobaczył jak to jest na drezynie i że jest fajnie, nadto że potrzebny jest tor linii 187 do Chebzia, bowiem bez niego będzie to tylko ogryzek dla jazd, a ludzie jednak chcą się przejechać kilka km.
  Najbardziej mnie martwi jedna sprawa. Stacji macierzystej. Co już pisałem, jak ponownie się zaangażuję w RCL, to tu mnie nie będzie prawie w ogóle, a to dla st. mac. będzie koszmar. Częściowo już się pogodziłem z upadkiem inicjatywy na korzyść właśnie działań na st. mac., choćby zrobienie zajebistego dżemu truskawkowego, no i w sierpniu następnych win. Ostatnio otwarłem but. porzeczkowego. No jednak wyszło mocne, bo po 3 lampkach mnie trochę ścięło. Czekają też w kolejce drobne remonty na grupach B i C, ogólne porządkowanie, no lista jest długa.
   Kwestia szczurza też jest rozwiązywana. Niestety ostatnio przez częste wchodzenie na st. mac. innych składów wywózka się wstrzymała. W tym czasie jeden samiec dorósł i zaczął atakować samice. W środowej łapance udało mu się zbiec, za to pojechały małe z kuchni i grupy A oraz dwie większe samice. Nawet ich nie liczyłem ile ich było. Po przerwie fatalnie mi się je łapało. To fatalnie, to działania mózgu, którego jakieś obwody odpowiedzialne za przywiązanie się do nich zadziałały. Ze starszymi samicami będzie problem. One co raz bardziej się oswajają. Przychodzą na śniadanie się dokarmić. To już nie tylko oswojona samica, ale te inne też przychodzą i odważnie wychodzą np. z szuflady biurka i żebrają.
   Ostatnimi czasy wpadłem, jak się okazało, na rewelacyjny pomysł i ze stonki i aldika zbieram z tacek pod pieczywem to co tam spadnie. Okruszki, a zwłaszcza np. słonecznik, pestki dyni, czy czegoś tam co dają na niektóre bułki, jakiś innych ziaren. Szczury zażerają się tym, tym bardziej że to jest świeże. Jak kupowałem kiedyś (chyba w ub. roku) karmę z zoologicznego to połowę jak nie więcej zostawiały. Mało tego, jakieś wypełniacze tam dawali np. oczojebno pomarańczowe, czy oczojebno zielone. Teraz poranna przekąska - słonecznik, wdupiają cały, okruszki ze stony i aldi - całe, z obiegów z cysternami - całe. Czyli doszła jeszcze ekonomia. Nie płacimy za żarcie, którego nie chcą z jakiś tam powodów, mamy za darmo i one są zadowolone oprócz słonecznika, ale ponieważ bardzo go lubią to został na stałe wprowadzony do menu. Ostatnio do tego zażerają się krakowską suchą, bowiem 228 pracuje w hurtowni padlin i jak jest coś w terminie lub krótko po nim, to mają to w symbolicznych opłatach. Wzięliśmy od niego karton krakowskiej suchej i wraz ze szczurami się zażeram.
  Zawsze to pisałem, że znajomość dużej ilości mięśniaków jest przydatna. Wiele rzeczy można załatwić ułatwiających bieżące życie. No choćby te obiegi z cysternami, które mamy dzięki 672.
  Się tego nabierało, to nie nadążam opisywać. 979 poszedł w końcu do lekarza z kręgosłupem, jego górną częścią. Na razie jakieś leki rozluźniające i będzie miał na długiej szyi gąbkę, by nią tak nie wywijał (taki padaung). W czwartek z nim wracałem z Ligoty na Sokolską w kato. Właściwie przez jedne światła na skrzyżo Sokolskiej i Chorzowskiej, przez ich złe cykle jest pół kato zakorkowanych, aż pod Mikołowską, pod Brynów. Ciekawe, że nikt nie jest w stanie przerobić tych cyklów świateł, by były bardziej przepustowe. Dla, bo to teraz modne, zwiększenia bezpieczeństwa, są one obecnie tak ułożone, że tylko jeden kierunek wjeżdża na skrzyżo, a 3 pozostałe stoją. Nie ma tam czegoś takiego jak jazda równoległa kierunków przeciwnych, co jest na większości skrzyżowaniach stosowane i działa. Tu, chyba, dla jeszcze większego bezpieczeństwa powinno się w ogóle to skrzyżo zamknąć, wtedy mamy 100% zapewnionego bezpieczeństwa i nikt nie ulegnie wypadkowi. Ale czy to tak powinno być, by przez jedno skrzyżowanie stało pół wojewódzkiego m-ta? Odcinek 2, 6 km jechaliśmy, za dużo powiedziane, sunęliśmy 45 min. Gratulacje dla projektantów systemów (jak ja lubię ten wyraz) świateł drogowych.
   Dziś był 230 ze swoimi mięśniami. Aplikacja mobilna, bankowa mu nie działała (system malfunction), za to na kompie ze strony www poszło od razu. Ach te systemy XXIw.
   Kończę, bo na stacji 834, a i tak muszę się zabrać za prace porządkowe. Narka.

środa, 16 maja 2018

Środa #1365

  No i właściwie tyle z "bawienia" się na bocznicy KWK Pokój 1. Jak pisałem w poprzedniej notce odbyło się spotkanie w UM ze stroną SRK. To czego się obawiałem, że new dyr. KWK Pokój 1 zabije cenami stronę magistratu nastąpiło. Np. wymyślił sobie, że ochrona tej bocznicy rocznie kosztuje (uwaga!) 3 000 000 zł. czyli 250 tysi miesięcznie. Biorąc po uwagę, że jedna osoba weźmie na rękę 2900zł to całkowite jej brutto wyjdzie 4 904,33 zł (niech  będzie 5000zł) czyli miesięcznie do ochrony bocznicy jest zatrudnionych (w/g tej stawki) 50 osób. No chyba, że one zarabiają na rękę 5700zł to wtedy ich brutto 9 751,84zł (niech będzie 10 000zł) czyli zatrudnionych jest 25 osób (po 6 na zmianie). Cenna jest ta bocznica, skoro tylu ludzi jej chroni i to z takimi zarobkami. Jak nic wychodzi, że te 3 bańki to jest koszt ochrony całej kopalni wraz z nieprzylegającym do niej szybem Otylia i wtedy by się zgadzało.
   Drugą pozycją było niby 2 500 000 zł za oświetlenie lub koszt utrzymania budynków (tzn. pierwszą wersję słyszałem od naczelnika wydz. ochrony środowiska, drugą od naczelniczki wydz. nieruchomości. Biorąc pod uwagę samo oświetlenie czyli miesięcznie 208 333zł. Dla przykładu miesięczny koszt oświetlenia dróg, placów, chodników i parków wraz z naprawami w Rudzie Śl. to 443 000zł (dane z kwietnia b.r.). Podobnie jakbyśmy rozpatrywali utrzymanie nastawni i budynku gdzie obecnie siedzi dozór SRK. Na co w tych budynkach wydawać miesięcznie 208 tysi, to nie wiem. Utrzymanie wszystkich budynków kopalnianych miesięcznie to się zgodzę, bo wejdą w to wtedy drogie utrzymania budynków szybowych.
  Jeszcze jedna ciekawostka ze spotkania odnośnie naszego przebywania na terenie. New. dyr. KWK stwierdził, że obawia się naszego przebywania na nastawniach, bowiem jest do nich podłączony prąd i to w/g niego stwarza zagrożenie życia. Czyli w domach przebywamy stale w zagrożeniu życia, bo tu też mamy podłączony prąd, już nie mówiąc o pracownikach wykonujących czynności na innych nastawniach, którzy stale są zagrożeni przez atak prądu (ciekawe czy dostają dodatek za szkodliwe warunki pracy,bo przebywają w tak niebezpiecznych warunkach). Nawet nie domyślam się, w co ubrani są elektrycy SRK, pracownicy podlegli dyrektorowi, którzy mają styczność z en. el. stale czyhającą na ich życie.
  Teraz sprawy inne. Przylazł dzis 172. Ponieważ byłem po opróżnianiu zbiorników, to pomyślałem:
- łatwo nie będzie, ale on ostatnio w formie.
  Zaczęliśmy standardowo, na klacie z przywiązanymi rekami, ale jakoś ta sama pozycja od kilku ostatnich razów, a jak ściągał spodnie i się schylił i zobaczyłem umięśnione plecy, to siedząc na nim powiedziałem - zrobimy to na plecach. Zmienił pozycję i zająłem się jego plecami. Wsparty był na łokciach na pufie. Po jakimś czasie ręce mu się wyżyłowały, widok powodował niesamowite wrażenia. Ten uwydatniony biceps, z żyłami na wierzchu, podobnie przedramię. Do tego kark umięśniony, łopatki odpowiednio ustawione, barki wyeksponowane. Długo nie trwało, nim nastąpił finał. I jak tu nie lubić wioskowych mięśniaków?

wtorek, 15 maja 2018

Wtorek #1364

Przychodzi 826. Co raz bardziej posuwam się do przodu i częściej go "rozbieram" (sam się rozbiera) do klaty, ale podaję jakiś pretekst, a on na to reaguje i się negliżuje. Następnie moje macki lądują na jego plecach, płaskim, umięśnionym brzuchu, klacie. On w tym czasie czasem słownie, jakby, wyśmiewa działania, ale je toleruje. Może to słowne wyśmiewanie, czy uzasadnianie humorystyczne jest głośnym - nie, a w działaniach jest - tak. Nie umiem tego jeszcze rozgryźć. Mięśniaki wioskowe mnie wszelako zaskakiwały, co opisywałem tu wielokrotnie, każdy na swój swoisty sposób. Każdy z nich miał/ma swoje preferencje, coś lubi, czegoś nie. To subtelne wyczucie daje mi czasem przyzwolenie na działania własnie w ramach tego wyczucia.
   U 826 jest na razie maskowanie moich działań, wyśmiewaniem ich, obracaniem w żart. Jednak dziś zdziwiła mnie ta jego uległość. Podałem błahy powód do rozebrania się do klaty, a on to zrobił. Bardziej banalnej sytuacji wymyśleć nie mogłem, a jednak zadziałała. Czy to już jest:
  Najgorsze, że im bardziej posuwam się do przodu, tym bardziej organ wymyka się z pod kontroli. Wczoraj musiałem od niego odstąpić (826) i siąść na krześle, bo przez krótkie spodenki, była by mała wtopa (a może - nie?). No nie dało się powstrzymać reakcji drugiej głowy.
   Po za tym odbyło się spotkanie w UM ludzi z magistratu z przedstawicielami SRK. W sumie było 14 osób. Pierwotnie spotkanie miało się odbyć w gabinecie v-ce prez. m-ta (pok. 116), ale ponieważ tyle osób się zeszło, w końcu zaproszonych, to przeniesiono je do sali obrad UM (pok. 112). O tym co tam m.in. powiedziano w następnej notce, bo dopiero teraz (22:25) stacja zrobiła się pusta, a tu procedury wyłączeniowe trza wdrożyć.
   To narka.

niedziela, 13 maja 2018

Niedziela #1363


  Żyjemy w takim dziwnym świecie, w którym zadawanie niezręcznych pytań, czy zarzutów jest niewłaściwe. Otóż obejrzałem wczoraj w necie film: 
W filmie tym występuje gość, który jechał w pierwszym wagonie, w którym przy prędkości ok. 200km/h wbija się obręcz koła w podłogę i wychodzi w przedziale z podłogi między fotelami, w którym siedział on (Jorg Ditman). Otóż ten człowiek nie pociągnął za hamulec bezpieczeństwa  znajdujący się w przedziale, bowiem uznał, że to nic takiego, jeżeli przy tej prędkości coś wbija się w podłogę i wychodzi w przedziale. Być może coś podobnego, jakby zacięły mu się drzwi do przedziału. Udaje się, wobec tej drobnej usterki, do najbliższego konduktora, 2 wagony dalej by mu zreferować, że coś przy tej prędkości (ok. 200km/h) wylazło z podłogi do przedziału. Konduktor uznał, że przepisy nie pozwalają mu na pociągnięcie hamulca ręcznego i musi to naocznie sprawdzić. O tych przepisach w tym filmie też nie ma nowy. Może by je ktoś w takim razie zmienił, może kogoś również należy oskarżyć o zbytnią zapobiegliwość. Nim konduktor sprawdził co to, pociąg uległ już wykolejeniu w wyniku, którego zginęło łącznie 101 osób.
  I teraz konkluzja. Czemu Jorg nie siedzi w więzieniu za nieumyślne spowodowanie śmierci 101 osób? Czy jakby jechał autem osobowym, swoim z rodziną (jak w pociągu) i przy podobnej prędkości coś wyszło by mu w podłodze, to też jakby nigdy nic kontynuował podróż dalej, czy zatrzymałby się natychmiast, by sprawdzić co dzieje? Czy beztrosko kontynuowałby podróż, na zasadzie - jakoś to będzie. Nikt w filmie nie zadał mu tych podstawowych pytań, za to tradycyjnie były relacje osób, którym katastrofa przerwała np. picie kawy i konsumpcję ciasteczka.
   Inna sytuacja. Wioska 972. Kamienica, przed nią w odległości ok. 15 m kamera monitoringu wioskowego. Kamienica zaczyna się palić w nocy, od klatki schodowej. Wejście do klatki schodowej jest od strony kamery. Ogień rozpala się do tego stopnia, że w jego wyniku ginie kilka osób ostatecznie skacząc z okien. Nie słyszałem, by ktokolwiek wniósł oskarżenie przeciw operatorowi kamery/monitoringu za nieumyślne spowodowanie śmierci kilku osób. Czemu? Od czego w takim razie są kamery monitoringu, jeżeli w takich sytuacjach okazuje się on nieskuteczny, bowiem straż pożarna przyjechała za późno i bez wzyżki, którą można by było ściągnąć osoby z pięter.  Nie udało się straży ugasić pożaru. Budynek został rozebrany, kamera na przeciw jest dalej. Po co w takim razie bulić nie małą kasę za to coś, skoro to nie działa jak trzeba? Nikt tych pytań nie zadał, a czemu?
   Jeszcze inna sytuacja. Autostrada, Niemcy, Schoenefeld w Brandenburgii, autobus z 49 osobami rozbija się na podporach mostu w 2010. Kierowca w wyniku wymuszenia pierwszeństwa przez mercedesa osobowego, włączającego się do ruchu na autostradzie, robi unik w lewo i w jego wyniku wprowadza autokar na podpory mostu. Ginie 13 osób. Nikt nie zadał pytania, czemu kierowca robił unik, w wyniku którego pozbawił życia 13 osób?
   To niestety jest częste, co widzi się na filmikach na yt. że kierowcy ciężkich pojazdów, robią uniki przed np. lekkimi pojazdami wymuszającymi pierwszeństwo, kładąc swoje pojazdy do rowu. Czy ta szybka analiza sytuacji nie powinna być inna?
  Takim działaniom j/w sprzyja tzw. system chroniąc osoby, które pozornie zachowały się właściwie. To nic, że w wyniku ich błędnych decyzji zginęły inne osoby. System je chroni od odpowiedzialności, nawet nie wymaga od nich tej odpowiedzialności.
  No i na koniec awaryjne lądowanie Boeninga w Warszawie i posadzenie go na "brzuchu" przez kpt. Wronę, ponieważ załoga nie sprawdziła bezpiecznika od elektrycznego systemu (sic!) awaryjnego wysuwania podwozia, bowiem nie było tego w liście kontrolnej. „Lista kontrolna dotycząca braku ciśnienia w centralnym systemie hydraulicznym nie uwzględniała braku możliwości wypuszczenia podwozia przy wykorzystaniu alternatywnego systemu (…) – podkreśliła Komisja. W związku z tym załoga nie miała wskazówek, jak postępować w tej sytuacji – producent tego nie przewidział.
  No i już. Ktoś za biurkiem zawinił i spr. załatwiona. Jakby zginęła załoga z pasażerami, też było by ok. - "system" nie przewidział, a przecież "systemu" nie wsadzimy do paki.
   Dziś byłem zupełnie niezapowiedzianie w Zbrosławicach w stadninie qni. W boksach qnie, do jednego poszedłem. Laska, do której przywiozłem na przejażdżkę qniem kolegę (nie ma numerka) powiedziała mi, że to Stefan (ten qń), ale jest fałszywy i trza na niego uważać. Po 5 min ów Stefan lizał mnie już po twarzy, szyi rękach, opierał głowę (ciężką, w końcu głowa qnia) na moim ramieniu i pewnie jakbym z nim wyszedł na zewnątrz, to doskonale byśmy się rozumieli po następnych 15 min. Laska nie przewidziała, że zwierzęta do mnie lgną, jak widzę, nawet te duże.
   Tyle, bo przed chwilą dzwonił 979 iż wjechał już na szlak i będzie pod wjazdowym za niedługo z ekipą na grilla, to właściwa pora, by pchąć notkę. Narka.

piątek, 11 maja 2018

Piątek #1362

  Miały być łapane szczury, ale..., w czasie rozruchu porannego wszedł na stację 172. Właściwie na zakładkę na stację wszedł 826. Na szczęście jak już zeszliśmy ze 172, a ostatnio go trochę bardziej męczę, ale to wioskowy CS, to nic nie stęka, a mnie się podoba. Nie wiem co by było jakby flachę z nim zrobił? Po niej, to mi się w ogóle uwalnia, a może z powodu i tak jakiś tam eksperymentów on nawet nie proponuje jej, co kiedyś miało miejsce.
  Po krótkiej chwili od wejścia na stację, ponieważ 172 był w klacie, to i 826 rozebrał się do klaty. 172 odszedł ze stacji, to chwilowo dobrałem się do 826, wszak nie ma co se odpuszczać, nigdy nie wiadomo co bydzie jutro. A taki mięśniak kolejny, do tego w dotyku, to sama rozkosz. Niestety jakieś 10 min od wyjścia wszedł 827 (to new nr. stękacza z Belgii, bo pojawia się co raz częściej). Przeszkodził mi w chuj. Na placu ciepło, 826 skłonny to obłapiania, mało tego zaproponowałem nawet zupę za dłuższy dostęp do pleców, ale 827 ciągle na stacji, bo w kompie w odprawie formatował pena. Trwało to chyba 1,5h. Nie wiem co to za dziadostwo kupił, ale mój misterny plan został rozjebany. Cóż, 826 jeszcze będzie wchodził na stację, to się jakoś do niego dobiorę, choć mam ochotę przekroczyć cienką czerwoną linię. Z tyloma to już robiłem, że co raz większe chciejstwo mam na zrobienie tego z 826. Tym bardziej z powodu tych jego mięśni.
   Jeszcze ze stacji nie odszedł 826, a już pod wjazdowym stanął 373. Od razu pomyślałem - łapanki szczurów dziś nie będzie, i jak poprzednio, kiedy termin przegapiłem, może to spowodować, niestety, kolejne namnażanie, bowiem na grupie A są już najprawdopodobniej w wieku rozrodczym jakieś samce, których nie udało się wychwycić wcześniej, a miało się to stać dziś. 373 po wejściu na stację powiedział:
- nudzi mi się,
- jak ja bym chciał by mnie się kiedyś nudziło, a tu perspektyw na to nie ma.
  373 trochę się zdziwił, ale to fakt. Od jakiegoś czasu mam ochotę uruchomić symka kolejowego i nie ma kiedy, do cyca. Ciągle brak czasu, ciągle coś robię, i ciągle kolejka rzeczy, spraw do zrobienia/załatwienia. Nawet notkę zacząłem pisac w południe, a kończę przed 21:00 i to z 834 i 230 na stacji
   Wczoraj byłem na rozmowie u dyr. KWK Pokój 1. Zadzwoniłem rano do sekretarki, ale okazało się, że dyr, zjechał pod ziemię. To rzadki wyczyn, że dyr jedzie na dół. Zadzwoniłem o 11:50 i okazało się, że owszem przyjmnie mnie, ale o 12:30. Ponieważ środkami masowego rażenia w życiu bym nie zdążył, to odprawiłem 172 i 826 ze stacji i pojechałem własnym składem. Na msc. o 12:24 więc jeszcze przed czasem.
   Z dyr. się dobrze rozmawia, nawet jest bardziej rzeczowy jak poprzedni, tylko nie wiem co z tego wyjdzie później. Na razie jest formalistą i na wszystko jest potrzebny papierek, więc muszę płodzić papierki na nowo. Wyszło nawet, że przerwę 3 tyg., którą sobie zrobiłem, to źle, bowiem nie posłałem nigdzie papierków.
   Na szczęście w porę się obudziłem, bo 15-05-2018 o 12:00 jest spotkanie w UM R. Śl. w spr. przejęcia przez m-to układu torowego KWK Pokój 1, więc w pn. ostatni termin na rozwiezienie pism do odpowiednich komórek i jednocześnie na porozmawianie z tymi, którzy będą brali udział w spotkaniu i wyjaśnieniu pewnych kwestii. Ci ludzie w ogóle nie znają się na kolei i jest to dla nich czarna magia oprócz wiadomości, że pociągi jeżdżą po szynach, w sumie w PL co raz szybciej.
   Tyle, bo czas strasznie szybko leci i wyjdzie na to, że dziś nie pchę notki. Narka.

środa, 9 maja 2018

Środa #1361

   Wioska jest jednak obfitująca w pięknych mięśniaków. Wczoraj pojechałem zawieźć auto od 979 do naprawy, bowiem zbliża się rejestracja. Wracałem środkami masowego rażenia, choć teraz jest w nich tak pusto, że to raczej już nie masowe rażenie, i na przystanku wsiadały mięśniaki-skurwiele po pracy. No było na czym oko zawiesić. Jeden to właściwie powalał z nóg i wyglądem, i pewnie w walce wręcz też. Ciepło więc w krótkich spodenkach, nogi pięknie umięśnione, nie przerośnięte, nie owłosione, właściwie z b. małym zarostem, przy chodzeniu pojawiały się żyły na wierzchu, takie akurat, ręce, szyja, no wszystko jak najbardziej. Aż miło mi się wracało do wioski. Jak to typowy mięśniak-cs na przystanku spożył jeszcze piwo przed odejściem środka.
  17-go ma sprawę w sądzie 973. Może go wypuszczą na wolność, ale jeżeli tak to z zawiasami. Jak nie, to pozostanie mu do września, ale wtedy to już na czysto.
  Wczoraj, w związku z wyjazdem auta do naprawy na 3 dni, ostatnie na razie łapanie szczurów. Wyjechało tylko 8, bowiem:
- zupa była za słona (faktycznie, to była ogórkowa, którą średnio lubią)
- presja czasu, zawiezienie auta, wyjazd na kop. i do UM, jeszcze doszło przewiezienie 3 m rur
- niechciejstwo. Ostatnio mam problemy z zabraniem się za przeróżne rzeczy, sprawy. Ruszam się jak mucha w smole i nie umiem zaskoczyć.
  Przy tym ostatnim punkcie to jest jeszcze więcej czynników, jak przy niepowodzeniu łapania szczurów. Chyba nawet nie ma sensu ich wymieniać. To również niepowodzenia związane z imprezą na kopalni i sytuacją tam.
  Burdel na st. mac., to już inna kwestia, która również powoduje zniechęcenie. Jak na to patrzę ile tu pracy trza by włożyć, by jakoś wyglądało, to od razu ręce opadają. Już nie wspomnę, że z powodu kopalni w ub. roku mini remont nie został zrobiony na grupach B i C, a w tym roku trza by to jednak zrobić, a nie wiem jeszcze jak spr. kopalni się zakończy.
  Obiegi z cysternami wykonuję w czasach zimowych, a nie letnich, taką mam chęć do jazdy. Sunę ze składem pustych cystern, następnie jeszcze wolniej z ładownymi.
  Pocieszeniem są szczury. Zauważam, że mają wybitną radość z tego, jak coś porwą ze stołu. Jak dostaną na miskę lub z ręki, to ich nie cieszy tak, jak porwanie tego ze stołu (właściwie to biurko), na którym żre.
  Napisałbym więcej, ale po 3 dniach objawił się 172, który ugrzązł na jakiejś imprezce. Ten to ma życie. Nieustające imprezki, przerywane okresami pracy, ale jak trzeba np. przedłużyć imprezkę to ma to, jak widać, priorytet przed robotą. Zresztą takie czasy, że robota się znajdzie. Jak nie tu, to tam.

poniedziałek, 7 maja 2018

Poniedziałek #1360

  No to się wczoraj porobiło. Tak się spiłem, że nie pamiętałem nawet wyjścia w nocy o 01:30 do mamy od 979 po klucze. Fajnie byłem zaprawiony. Akcję kupowania w sklepie pamiętam, ale w drodze wyjście po te klucze - nie.
  Przedwczoraj byłem u 897, bowiem wprowadza się do mieszkania po babci i dziadku. Jego obecna laska postanowiła w zasadzie wszystko wypierdolić, a jak to u dziadków precjozów z epoki jest pełno. Np. stary zegar z samochodu Warszawa lub autobusu Jelcz RTO, na specjalnej podstawce.
a poniżej taki zegar wystawiony do sprzedaży na necie
 Takie zegary najtaniej są wystawione po 400 zł, a laska od 897 - do wypierdolenia. Umawiałem się z 897 już od jakiegoś czasu na wejście do tego mieszkania, by posznupać trochę. Niestety, przyszedłem już jak w zasadzie wszystko leciało do kontenera w tym miał lecieć też taki zegar.
  Współczuję 897, bowiem posiadanie takiej laski, która nie szanuje kasy to dramat. Mało tego ona obecnie nie pracuje, więc nie dostanie urlopu macierzyńskiego w wysokości jak ostatnie wypłaty i finanse pozostaną na 897, a to taka laska, która na waciki trochę potrzebuje.
   Młodzież dziś, choć ogląda te kretyńskie programy wojny magazynowe (już pomijam tytuł) i inne o konserwacji starych rzeczy, odrestaurowywaniu ich, to żadnych, ale to żadnych refleksji n.t. gdy wejdą w posiadanie właśnie takich starych, często bardzo unikatowych rzeczy. Wypierdolić i jak w reklamach: nowe, nowe, nowe i ciągle nowe, bo robione dziadosko i zaraz się samo rozpierdala, a chwile wcześniej wypierdolili, coś co mogło by im służyć przez lata. Ja to w ogóle tych bab nie rozumiem. Moda z sukienek, torebek i butów, przeniosła się teraz na meble. No co jest do cyca. Mnie się wydaje, że meble jak się kupi to już na lata, a nie co zmiana mody, to my również wymieniamy, bo taki trend i trza być na topie, przy okazji wypierdolić parę tysi, do tego jeszcze w kredo, bo bieżąco nas nie stać, ale ta moda..., to musimy być na topie.
  Pisałem to wielokrotnie. Kapitalizm, to system, który bez głupoty ludzi by nie przetrwał. Tu jest postawione na mieć, a nie być.
  Wczoraj w TV film, Błękitna głębia. Ale mięśniaków w nim i to w klatach... Film dla bab i branżowców.

niedziela, 6 maja 2018

NIedziela #1359

   Wczoraj pojechałem z 979 na nastawnię RCL, by pozabierać "swoje zabawki". Wyjazd trochę opóźniony, bo w pierwotnej wersji miałem jechać w pn., ale 979 jest b. zajętym człowiekiem, przeto dopiero wczoraj znalazł czas i to po przypomnieniu.
   Z piwnicy do naprężalni wynieśliśmy rzeczy, które, jeżeli nie zezwolą mi na pompowanie wody, mogły by być zalane. Po za tym pozabierałem rzeczy, które ewentualnie mogły by w tajemniczych okolicznościach zniknąć, bowiem obecnie nie wiem, kto ma klucze do nastawni i na jakich zasadach są wydawane. W czasie wizyty dyr. w poprzedni pn. (nwm. czy to opisywałem) taki mały łysy wkręcał, że pozabierałem z przekaźnikowni elementy wyposażenia. Chyba im się pomieszało, bo to raczej ja jestem od zabezpieczenia, tego co tam jest i by nie znikało z nastawni. Teraz, jak pozabierałem swoje zabawki, to we wtorek mogę iść do dyr. i porozmawiać co dalej. Ustaliłem, iż wpierw polezę do dyr. KWK Pokój 1, a następnie do UM R.Śl.
   To teraz ewidentnie na czerwono. Spili mnie 897 i 895. W zasadzie to prawie spawałem, ale mniejsza. To jest doskonały materiał dla psychologów i socjologów. To co się odbywa, te relacje, między rodzeństwami w wiosce, przeważnie wieloosobowymi. Brat o 895 jest zabijaczem na ekranie. Tzn. bierze udział w "turniejach" zabijania na ekranie w CS-a. Jest w zasadzie w czołówce zabijaczy na ekranie w PL. Jeździ na turnieje (to się nazywa teraz e-sport) i utrzymuje się w czołówce. 
  Fajnie, ale też mówię 895, że warto, by wokół siebie produkował swoją markę. Nigdy nie wiadomo, co się kiedyś stanie, a marka własna to zawsze kasa jakaś dla siebie. Obecnie pnie się w górę i może i dobrze? Ale co z tą marką własną?
  Dziś widziałem na wiosce 972 jego najstarszego syna, który pewnie aspiruje do przejebanego skurwiela. Trzeba przyznać, że robi się z niego ciasteczko, aczkolwiek ostatnio widziałem w sklepie wioskowym mięśniaka, takiego starszego, ładnego, i widziałem jego syna, który (i to jest ewenementem) jest brzydszy niż ojciec. No niestety to za sprawą matki, która nie jest urodziwa. To naprawdę jest ewenement, bo przeważnie dzieci, przeważnie samce po ojcach są ładne, a tu wyjątek, syn jest niestety brzydszy. 
do dyMiało być więcej na czerwono, ale jednak miałem bliskie spotkanie z wiaderkiem, bowiem wczoraj tej dawki nie wytrzymałem. Pomieszałem, bo wcześniej łykłem 2 piwa, na to czysta no i się zważyło. 
  Te spotkania z wiaderkami są dobre, choć sama chwila może nie, ale za to rano jest w miarę ok, bowiem żołądek nie strawił alko do końca i w związku z tym nie ma aż tyle alko do wytrącania, przeto funkcjonuje się znacznie lepiej, a prac na st. mac. nadal sporo. 
  O kolejnym zagraceniu się rzeczami w następnej notce, bowiem do stacji zbliża się 979, przeto trza kończyć, bo notka może się opóźnić do wieczora z powodu tradycyjnego popołudniowego ruchu na stacji mac. Narka.

piątek, 4 maja 2018

Piątek #1358

  Coś się ostatnio z bloggerem dzieje. Dziś nie umiem wejść na własnego bloga, by odczytać komentarze. Staje na:

Ostrzeżenie dotyczące zawartości i ROZUMIEM I CHCĘ KONTYNUOWAĆ

i po przeładowaniu strony jest to samo, tzn. trza by ponownie nacisnąć rozumiem... Ostatnio wyłączył się język lokalny. Jak się to kiedyś uruchomi, to odpiszę na komenty. (najprawdopodobniej zawirusował mi się komp, ale na razie działa)
   Od jakiegoś czasu trochę denerwuje mnie drużyna trakcyjna od 172. Staram się być powściągliwy, ale różnie z tym bywa. Jednak dwa dni temu przemogłem się i zaczynam się zwracać do niego, zachowywać tak, jakby za np. 2 dni miało go nie być. Mimo jego zachowania, stylu bycia, postanowiłem zmienić się względem niego. Iluż już mięśniaków utraciłem z różnych powodów, część z mojego (działań takich, a nie innych). Od jakiegoś czasu, nie wiem co się tam w głowie poprzestawiało, chcę już nie tracić tych nielicznych w tym 172. Choć na to nakładają się przeróżne inne oddziaływania z zewnątrz, to jednak nie powinno to mieć przełożenia na 172, czy np. szczury. Nie bym go porównywał z nimi, ale przeważnie twierdzę, że nie ma się co wyżywać na zwierzętach, bo one nie wiedza co jest grane, podobnie np. na innych ludziach, bo to samo. Wyłącznika głównego nadal nie ma, to trza se będzie jakoś radzić, a żywy obiekt, jest zawsze lepszy niż filmik z neta lub z kompa.
  Wracając do szczurów, to w środę po łapance wyjechało ze st. mac. 19 sztuk. Nadal żałuję nie posiadania jakiegoś nowszego tel. bo wiele ciekawych i zabawnych scen można by nagrać. Teraz im ich jest mniej tym mniej realne może być nagranie jakiegoś filmiku. A szczury są b. fajne. Kiedyś miałem chomika. To miał być prezent siostry od poprzedniej niby laski od 979 dla niej własnie. Ale nieuzgodniony i niby laska stwierdziła, iż nie chce chomika. Chomik pozostał więc na st. mac. Żył tu pół roku, podobnie jak szczury nie w żadnej klatce, tylko swobodnie na grupie A. Uwił sobie dwa gniazda pomiędzy którymi się przemieszczał przeważnie w nocy. W zasadzie jak szliśmy spać z 979, on uaktywniał się. Z czasem przyzwyczailiśmy się do jego nocnego łażenia. Chomik znikł po pół roku w niewyjaśnionych okolicznościach, kiedy na st. był 979, a ja w terenie.
  Szczury też są nocnymi stworzeniami, ale dostosowują się do godz. mojego urzędowania i do godz. karmienia, stąd część nocy przesypiają, część dnia też. Samiczki wychowujące młode mają trochę gorzej (samców w zasadzie już nie ma), bowiem muszą wpierw same zeżreć, następnie lezą do gniazd i karmią, czy dokarmiają już trochę starsze, młode. Jak mają ich dość to wychodzą z gniazda i legają b. blisko niego, co by słyszeć co się w nim dzieje i w razie czego wejść ponownie. Zaobserwowałem to kilka razy, choć 172 ma inna teorię n.t. Jak ludzie hodują zwierzęta w klatkach to ich zachowania (w zasadzie i ludzi, i zwierząt) są inne niż standardowo.
  I na koniec jeszcze o 172. Ponieważ majówka, to 172 zalega na st mac. Wykorzystaliśmy trochę tą sytuację i w środę trochę, czy nawet więcej jak trochę, go pomęczyłem. Tym razem zająłem się też plecami. Takie napięte plecy, ich mięśnie, i ich obraz przed oczami, to nawet teraz jak piszę organ się pobudza do działania.
  Przewinął się wczoraj 826. Ponieważ dzień był wyjątkowo ciepły, a on, jak zwykle, nie ubrał się właściwie, to jakoś udało mi się wynegocjować ściągnięcie koszulki i chodzenie w klacie. Nie omieszkałem też trochę go pomasować, choć przy otwartych oknach był powściągliwy.
  Nie wiem co temu 826 chodzi po głowie, ale coś tam na stykach chyba nie tak. Otóż, przedwczoraj "ćwiczył" kopnięcia w drzewa. Może za dużo naoglądał się filmów, ale okolice piszczela, gdzieś w połowie łydki miał zasinione, ze strupami na ranach, nadto, dolna część nogi od tej rany była opuchnięta i to dość mocno. Nie wiem w mię czego sam się tak uszkadza, ale z obserwacji, to on będzie najszybciej się rozpadającym znajomym, choć ostatnio 979 ma poważne problemy z kręgosłupem, czy mięśniami wokół niego. W pracy ledwo przerobil 2-go, a już 3-go rano zawoziłem go na autobus do kato, którym pojechał do Wrocławia. Na drodze 902 w zasadzie pusto. Znak - większość wyjechała na majówkę. W drodze powrotnej, choć w kato spędziłem 35 min, nadal pusto na drodze. W tym czasie rozmawialiśmy z 979, czego ostatnio mamy mało, bowiem on zajęty i nieustająco nie ma czasu.
   Miało być dziś łapanie szczurów, ale 172 na stacji, to zaś odwołane, a na grupie A robi się groźnie, bo małe stają się już duże i łapanie ich będzie utrudnione. Za to w kuchni, samiczki, bo szczury podpatrują zachowania innych szczurów, obserwowały oswojoną samiczkę, która przychodziła i żebrała o jakieś wiktuały, to teraz i one przyłażą i żebrają. Szczególnie jedna albinoska nauczyła się już skakać mi po nodze, by dać jej coś extra do żarcia. Może dlatego, że wychowuje kolejne młode.
  Dobra, tyle, bo zajęcia czekają, wyjścia do sklepów, a ostatnio mam mało produktywne dni, to wypadało by się zabrać za siebie. Narka.

wtorek, 1 maja 2018

Wtorek #1357

  No i polała się krew i to moja, ale trochę, z łokcia.
  W zasadzie dziś zobaczyłem co znaczy mieć CS-a po swojej stronie. Choć jakby było zagrożenie z zewnątrz to i 172 by się uruchomił. Otóż 172 już pożyczył dziś u mnie kasę, a jak łyknie to się nakręca i ciągle mu mało. W zasadzie wszyscy wiedzą, że jestem mało asertywny stąd usiłują mnie naciągać. Tak było i dziś w przypadku 172, ale słyszał moją odmowę 979, który jakiś czas wcześniej wszedł na st. mac. z nibylaską i 897. Wparował w nas i naparł na 172. Zostałem przez CS-ów odepchnięty i poleciałem na drzwi. Gdzieś tam zahaczyłem o drzwi łokciem i polała się "pierwsza krew". CS-y nadal wyjaśniały sytuację. 979 jako większy CS referował 172, by się odpierdolił ode mnie, bo mogą to wyjaśnić na zewnątrz. Nawet wyszli na zewnątrz, ale na gadaniu się skończyło (nie bym chciał tam przelewu krwi). Ale to poświęcenie 979 w obronie mnie jest godne uwagi. Oczywiście jakby było zagrożenie z zewnątrz to i 172 by się postawił, i to jest to, co w wiosce lubię. To jaki mają stosunek do mnie, jakie mają o mnie zdanie mimo tego jakim jestem. Już tu pisałem kiedyś, w nocy nie ma problemu dla mojego przemieszczania się po wiosce, bo większość mnie tu zna, większość wie z kim mam na co dzień do czynienia. Oczywiście z drugiej strony zdaję sobie sprawę, że ten szacun z ulicy w życiu bieżącym, tzn. zarabianiu kasy i ogólnym finansowym bytowaniu ma małe znaczenie.
   Szkoda, że ta inicjatywa ratowania układu torowego kop. Pokój nie odbywa się w wiosce, bo w tym momencie byłbym spokojny o układ torowy i o infrastrukturę. Nic by z niej nie zginęło, jak przy poprzedniej firmie. Tam niestety, działam na obcym terenie i muszę się odnaleźć z lokalnymi mięśniakami-skurwielami, nadto z dyrekcją kopalni i urzędem m-ta.
  Z innych spraw. Widzieliście takie filmiki:
Wczoraj sprawdziłem to osobiście ze stękaczem z Belgii. Na jego aucie zrobiliśmy to samo. Zebraliśmy kartą (on zebrał) ten pył na kupkę, a następnie mój magnes zbliżyłem do tego i znaczna część z tego (niby) pyłu saharyjskiego przylgnęła do magnesu. No niestety nie chcą, byśmy długo żyli, zresztą więcej nie będę wypisywał, bo trafię na czarną listę, ale jakby ktoś miał czas, to na yt nie rozmawiaj o pogodzie. Długi film, ale obszernie wyjaśniający.
  Mimo tego uruchomiliśmy dziś herbaty z pokrzywą z pod bloku. No płuczę je, choć te metale (ten pył saharyjski) i tak w glebie są po opadach. No cóż. Warzywa i owoce też żremy, bo co zrobić. Teraz się może okazać, że, paradoksalnie, te szklarniowe są zdrowsze niż glebowe z pyłem saharyjskim.
  Strasznie leniwy dzionek. Nic mi się nie chce. Jakaś masakra, a taka fajna pogoda, do cyca.

niedziela, 29 kwietnia 2018

Niedziela #1356

   Sensacja, rewelacja. Damsko-męska akrobacja. Nie wpuszczają mnie na kopalnię. Wczoraj odbył się najkrótszy wyjazd tam. Stanąłem pod post. nr 6 zawołałem wartownika, a ten, że ma zakaz wpuszczania mnie na teren (w sensie nas w ogóle, ze stowarzyszenia). Więcej info na bramie nr 1, ale powiedziałem mu:
-po co mam tam leźć, skoro dowiem się tego samego.
   Odbiłem się od bramy, ale na szczęście na przystanku stałem jakieś 30 sek, bo już, mimo soboty, jechał środek masowego rażenia, a dalej udało się na przesiadkę do wioski i sprawnie wróciłem na st. mac.
   Na razie nie będę komentował decyzji. Nie wiem kto ją wydał i jakie jest uzasadnienie. Natomiast muszę znaleźć klucz o takim rejestrze jak jest w drzwiach zewnętrznych do nastawni, bo do wewnętrznych dorobiłem, wejść i zabrać swoje rzeczy. Przez pół roku trochę się tam tego nagromadziło, a szkoda, by one w tajemniczych okolicznościach zginęły. Nadto w piwnicy, którą udało się osuszyć są zaniesione rzeczy, bowiem nie przypuszczałem, że budynek może być kiedyś ponownie zalany, a tak się stanie, jeżeli utracę możliwość okresowego wypompowywania wody z szamba.
   W związku z pobytem na wiosce zostałem zaproszony na grilla. Był 979 z nibylaską, 897 ze swoją laską, 832 ze swoją, który zresztą to organizował i kolega wspólny od 897 i 832 z pracy z laską i dziećmi. Później jeszcze doszedł 834 i to był komplet. Było fajnie, pogoda dopisała. Wczoraj bezchmurnie oprócz standardowego napylania na wiosnę nas chemitralami, ciepło. Alko za dużo się nie wylało, to też incydentów - brak.
   Skończyliśmy ok. 21:50. W drodze na st. mac. jeszcze wdałem się w rozmowę z 821, który ma problemy z firmą, bowiem na rynku pracy u nas jest ciężko dla małych firm, to nie wie co ma zrobić. Mówiłem mu, by przypadkiem nie zadłużał firmy, bo to nie ma sensu dziś. Nikt mu jej z zewnątrz, jak w kuchennych rewolucjach, nie zreformuje.
  Nim wydaliłem się ze st. mac. na grilla zabrałem się za sprzątanie. Dziś kontynuacja, myślę że dłuższa, bowiem nic nie wiem, by mnie mieli gdzieś wyciągnąć, a zaległości, ze względu na wszystkie weekendy od października spędzane na kopalni, duże. Aż się niezręcznie czuję teraz. Weekend i na st. mac., a nie zwrotnej.
  Prognoza zachęcająca do wydalenia się. Ma być bezchmurnie, ok 26C na termometrach w cieniu, wieje z płd. stąd tak ciepło i lekki wiatr. Jednak zaległości są takie, że aż mi się niedobrze robi, to wypady powinienem se darować.
  Na koniec jeszcze widok na semafory wyjazdowe, z podanym wyjazdem na sem. M (sygnał S13)
 to te dwa pomarańczowe światła jednocześnie świecące.

piątek, 27 kwietnia 2018

Piątek #1355

   Ostatnio miałem nie dość, że zajęte dni, to jeszcze totalnego lenia, a to wszystko nałożone na obowiązki, które dziennie, czy niecodziennie muszą być zrobione.
   W środę łapanka szczurów. Wyjechało ze stacji jakieś 30-ci. Dobrze, bowiem przez prawie 2 tyg. nie będzie obiegów z cysternami, a żreć im trza dawać. Niestety ciężarna albinoska już poczęła młode, to się spóźniłem, podobnie, ale to dziś, ta oswojona. One tak mają, w sensie samiczki, że krótko przed porodem wdupiąją jak odkurzacze, by po porodzie zniknąć na jeden, 1,5 dnia. Dziś na porannym karmieniu nie było oswojonej - znak, że urodziła. Dziś nie ma chwytania. Nie bardzo jest je czym zwabić. Po przedwczorajszym obiegu z cysternami zawartość się zepsuła, bo lodówkę dopiero wczoraj uruchomiłem popo, po wcześniejszym sprawdzeniu, zaizolowaniu nadgryzionych kabli, oczyszczeniu kąta, który zaczął już żyć własnym życiem.
  Wczoraj byłem w UM R. Śl. Sprawy tam nabierają tempa, ale teraz to ja jestem hamulcowym. Otóż nie umiem jednoznacznie odpowiedzieć na pytanie, jak będą chronione tory, po przejęciu ich przez m-to? Pismo m.in. w tej sprawie m-to wypluło 26-01-2018 i do dziś, choć ustawowy termin minął nie dałem odpowiedzi. Nie wiem, jak to ugryźć, by wilk był syty i owca cała. Ta jedna kwestia spowodowała brak odpowiedzi na w/w pismo. Teraz m-to, po odwołaniu impry przez new dyr. KWK Pokój 1, nadal chce odpowiedzi na pyt.
  We wtorek odbyło się spotkanie w UM odnośnie przejęcia terenów. Tu okazało się, że zawaliłem, bowiem obiegu informacji w UM prawie nie ma (kiedyś o tym pisałem), stąd na spotkaniu v-ce prez. m-ta zrobił kwadratowe oczy, jak dowiedział się, że również chcemy torowiska na terenie kopalni (stricto na terenach ogrodzonych kopalni) w tym budynki, a jeszcze większych kwadratowych oczu dostała naczelniczka wydz. nieruchomości, która nawet nie wiedziała o koncepcji przejęcia układu torowego stacji RCL nie wspominając o tym czego nie wiedział v-ce prez. m-ta.
  Teraz muszę napisać w zasadzie dwa osobne pisma. Na nowo do v-ce prez. m-ta i do wydz. nieruchomości z tym co chcemy, a to pierwsze z wizją tego co ma być, jak ma wyglądać.
  Ze spr. seksualnych, to 826 załapał się jakieś 2 dni temu na to co przyjechało w składzie cystern. Oczywiście w/g wcześniejszych ustaleń konsumował to w klacie ze mną przywartym do jego pleców. No zajebiście w *uj. Do tego jego mega płaski, zajebisty, umięśniony brzuch, który pod moimi palcami dawał wrażenia jakich ostatnio mam mało.
  Dziś w sklepie spotkałem 571. Na twarzy się postarzał, że prawie bym go nie poznał. Nie wiem co z ludźmi się ostatnio dzieje, ale starzeją się szybko. Jakieś 4 dni temu był 622 i chciał nr tel. od 979. Stanął po wjazdowym i, możecie nie uwierzyć, nie poznałem go. Zastanawiałem się w pierwszej chwili - kto to jest, do cyca? My tacy otwarci jesteśmy, to nie omieszkaliśmy mu powiedzieć, że postarzał się znacznie. Trochę posiwiał, no ogólnie już facet k/30-ki, choć dopiero 25 na karku.
  Wnet ma powrócić do ruchu planowego 973 po 5 latach przerwy. Czy też się zdziwimy jak go zobaczymy? Oczywiście planuję jakąś flachę z nim zrobić, by w rękach poczuć zmiany umięśnienia. On o tym oczywiście nie wie. Choć mamy pod ręką 172 i tu mógłbym dawać popis, to ostatnio z powodu przemęczenia nie jestem w stanie wziąć go na tor główny zasadniczy i ciągle przepycham go torami bocznymi, albo w ogóle przepuszczam łącznicą z pominięciem stacji macierzystej. Robię to i jednocześnie wiem, że jest to złe. Kto jak nie 172 się obecnie pode mną podłoży? Kto jak nie on?
   No dobra, bo łykam żołądek gorzki miętowy i już mam trochę, to zmiana koloru. Wracając do spr. seksualnych. Myślę sobie teraz, że te wszystkie sceny jakie miałem z mięśniakami to  są miłe wspomnienia. W życiu bym tego nie miał, jakby nie to, że nie jestem uwikłany w jakiś związek. To co większość uważa za zbawienie, czyli stały partner, wspólne obiadki, wspólne kolacje przy świecach i jest git, u mnie okazuje się, że zadziałało zupełnie inaczej. 
  Czy pamiętałbym bardziej kolację przy świecach z moim lubym, tą pierwszą, tą 10-tą, czy jednak pamiętam sytuacje seksualne z mięśniakami z wioski?
   Przecież nikt inny jak ja, jestem w stanie określić preferencje, czy upodobania przy bliskich spotkaniach 3-go stopnia. Doskonale pamiętam, co który z nich lubi, co który z nich nie lubi. Ten cały wachlarz możliwości, odbioru jest aktywny w mózgu i powoduje wspomnienia przyjemne, że w ogóle się odbyło. Np. 973 nigdy nie dal się związać, ale pozwalał na inne rzeczy. 172 tylko raz popłynął kiedyś tam, chyba z 7 lat temu i wziął do ust. To faktycznie wtedy była specyficzna sytuacja, ale przystał na to. 222 ze swoją mego zajebistą gładką skórą. Można by tak wymieniać i wymieniać.... Faktem jest, że przerób wioskowy został zrobiony. Oczywiście nie wszystkie mięśniaki wioskowe przeszły przez moje ręce, ale też nie wszystkich byśmy chcieli. Zawsze to wymaga czasu, a u niektórych go nie było, stąd nie startowałem dalej, bo wiem zdarzały się mega przejebane mięśniaki wioskowe, ale nie było czasu wejść w bliższe relacje, przeto zaniechaliśmy dalszych, znaczy się seksualnych, działań. Mam takiego jednego na myśli. Teraz siedzi, ale jak go widziałem w klacie to nogi mi się uginały. No przejebany w *uj. Nigdy nie było czasu by z nim bliżej, choć oczywiście gadaliśmy z nim, widzieliśmy się blisko, to jednak nie ten etap, by przejść dalej. 
    Czasami jak u 571 czy 979 były to incydencjonalne przypadki, ale jednak nastąpiły niezależnie od tego co oni "mieli na myśli", albo reagowali. To drugie jest b. adekwatne, bo nasz organizm, samca, reaguje na pewne bodźce zewnętrzne, niezależnie czy one padają od samicy, czy od samca. 
   Teraz podobnie jak u szczórów zrobiła się luka pokoleniowa. Nie spraszamy na stację nowego narybku, choć czasem chętnie byśmy chcieli. Taki późny nastolatek (18, 19)  w naszych rękach..., ach to było by coś. Od razu jak to napisałem, to przypomina mi się jakiś tam sylwester kiedy po nim...., jest to gdzieś tu opisane, mieliśmy bliski kontakt z takimi. 
   Na razie pozostał nam 172 i choć powinniśmy dbać o niego, jakoś tego nie robimy. Muszę się poprawić i jak dziś przyjdzie po robocie to zająć się nim odpowiednio, bo kto jak nie on? Przynajmniej wyjaśnić mu nasze ostatnie postępowanie. On nie powinien być odbiorca negatywnych treści, bo co to ma dać? Jak on odpadnie, to kto go zastąpi? No przecież nie 834 bo bym cheftnął chyba. 
   Ale się rozpisałem na czerwono. Zaś mnie pojebało. No trudno, jakoś to strawicie, i ja sam. Jak za ileś lat to będę czytał, albo mnie ktoś to będzie czytał (oczywiście mam tu na myśli 979) to przywołam miłe wspomnienia. 
   Zapomniałem dodać, że okres rozliczeń, to oczywiści wszyscy nagle się zwalają - rozlicz mnie, rozlicz mnie... I robię to w swojej dobroci, nawet za bardzo, bowiem 826 rozliczyłem podwójnie. Oczywiście ten kretyn nie pamiętał, że w firmie, w której pracował  w wakacje ub. r. podpisał, że firma ma go rozliczyć i go rozliczyła, a ja, w swojej dobroci, rozliczyłem go drugi raz. Teraz ma złożone dwa PIT 37 i musi z tego wybrnąć. Ach te mięśniaki-głuptaki....
   Dobra, bo korekty tego co na czarno nie zrobię, bo to już nie ten stan. Korekty tego co na czerwono się nie robię po zatwierdzeniu, to pchamy notkę. 
  Kończę, bo wnet może nadciągnąć 979 i co wtedy jak zobaczy na kompie wpisy?
  Narka.

wtorek, 24 kwietnia 2018

Wtorek #1354

  Ja to mam nasrane w gowie. Może nie tak, jak przyszłe pokolenie
ale jednak - wiedz..., że coś się dzieje...
   Dziś 3x opróżniałem zbiorniki. Ostatni raz z udziałem 172. Trochę go pomęczyłem, ale jak to rasowy skurwiel, tylko robił miny, naprężał się, a mnie na nim brało. Przywalałem mu w prawy bok z otwartej siedząc na nim. Po kilku klapsach zaczął się naprężać, robić miny, żyły na szyi wychodziły na wierzch, bo trochę go widocznie piekło. Jak się naprężał, to mnie się robiło i po jakimś czasie skończyłem.
   Współczuje 230, bo się przyznał, że też ma duży popęd, a to, widzę po latach, katastrofa.
   Wcześniej był 826 i już na bezczela dobrałem się do jego pleców i klaty. Ach tak, jeszcze jego przekabacić i było by super. 172 i 826 by mi wystarczyli.
   Dziś wyjazd na kop. odwołany. Po wczorajszym zachowaniu dyr. postanowiłem zrobić wolne. Pojadę w czw., bowiem jutro łapanie szczurów. Miały przerwę i urosły trochę, a na obiegach z cysternami, rosną jak na drożdżach. Nawet dobrze z wolnym. Nadrobione zostały trochę zaległości w papierologi. Przez większość dnia ugrzęzłem przy kompie załatwiając zaległości. Ogólnie biurokracja raz na jakiś czas musi być zrobiona, w tym rozliczałem tradycyjnie rodzinę 979 na PIT 37. To akurat idzie sprawnie, komputery w tym b. dobrze się sprawdzają.
  Jutro też lista spr. do załatwienia przy okazji wywózki, a też się nazbierało trochę. A i wymiana oleju w skurwomobilu, bo już dawno po limicie kilometrów, a 979 ciągle nie ma czasu, więc działka samochodowa na mnie spoczywa.
   Tyle, bo zgłosili zapotrzebowanie na skład cystern i wywózkę ładownych, to odpalam loka i w trasę.

poniedziałek, 23 kwietnia 2018

Poniedziałek #1353

   Chyba dziś zacznę od tyłu.
    Powinien być tytuł "Zadyma na kopalni". Żrę śniadanie, tel. dzwoni - elektryk z SRK, że z-ca dyr. d/s jakiś tam, chce wejść na nastawnię, ale nie ma kluczy. Fuck, są u mnie. Pojechałem. Na msc. To ten dyrektor, który wydał zgodę na imprezę, choć teraz rzekomo, to nie była zgoda. Ponieważ jego wzięli na dywanik, to niejako mnie wziął na dywanik, ale nie jestem pracownikiem kopalni to i tak musiał się powstrzymywać, mimo to widziałem, że najchętniej dyrektorskim zwyczajem by po premii poleciał lub coś innego. Czepiał się o wszystko, czy na każdy ruch nogą mamy zgodę. Wniosłem pompę do wody na nastawnię, bo pompuję wodę z szamba, to czy mam papierek na jej wniesienie na teren?
- nie mam,
- no to jej pan już nie wyniesie
- do niczego innego nie jest mi potrzebna, w domu mam sucho.
    Niby, by przebywać na nastawni, na której formalnie przebywam od paźdz. ub. roku, potrzebuję znowu zgodę. Jutro chyba polezę do obecnego new dyr. SRK KWK Pokój 1 i pogadam o co chodzi, bo przecież samą wodę trza pompować co ok. 2 tyg. Inaczej nastawnia znowu się nią zaleje.
   W zasadzie to dyr. mało słuchał, więcej gadał, co mu się nie podoba, i chciał się trochę wyżyć na kimś innym, bo na nim też się wyżyli.
   Niefajnie, bo jeżeli nie dojdzie do wyburzeń to oni, czyli SRK, ratują 40 mln zł na wyburzenia, które na ten rok mają w budżecie, więc nie małą gotówkę i to ja, jestem tym, który tą kasę może im uratować. Czasem chęć pokazania, że jest się kimś ważniejszym jest wyższa niż interes ogółu, bo przecież te 40 mln zł to nasze pieniądze, podatników, bo to państwowa spółka.
   Śniadanie ze szczurami, tzn. tymi dwoma oswojonymi, bo tamte im podbierają, jak coś żrą. Jak zejdzie do poziomu akceptowalnego, to chyba szczurzyce zarzuce żarciem. Czasem jak za dużo zeżre, to lezie się wyglebić na wejściu do kuchni i trawi. Ostatnio, bo to wąskie gardło z przejściem, właśnie obżarta tam wyglebiła, przeto inne szczury musiały po niej łazić by przejść dalej. Niewzruszona tym łażeniem innych po niej, nadal leżała, a wyglądała jakby ją walec drogowy rozjechał. Miejsce jest z widokiem na wszystkie składy wchodzące do kuchni, także przemieszczające się szczury i pewnie dlatego tam leży.
   Oczywiście każda kromka wkładana do ust musi przejść kontrolę, to co piję również. Trudno jest nawet kroić chleb, bo ona ciągle się przewija i to pod nożem, dlatego wydałem normę własną NW - zakaz krojenia przy niej, bo jeszcze jej odkroję wąsy lub jakieś palce. Niestety spowalnia to całe śniadanie, ale co zrobić...
   Wczoraj dzień z dupy. Zaczęło się od stanięcia pod wjazdowym o 00:25 972. Po około 30min spania wyszedłem z łóżka totalnie przydupiony, bo ani organizm się nie wyspał, ani nie przeleciały fazy snu, no beznadzieja. Przylazł z piwem na piwo, ale swojego nie otworzyłem, bo do rana bym go nie łyknął. Ok. 01:00 drużyna trakcyjna 972 stwierdziła, że zostaje na stacji. Od razu przewróciłem się w łóżku, nakryłem i wskazałem grupę B na postój 972. Mam ją obudzić (drużynę trakcyjną) o 07:00. Pięknie, qrwa, zaś się nie wyśpię. O 07:00 budzę i pyta:
- a o której później wstajesz?
- o 09:00
- to obudź mnie o tej.
  Jeszcze lepiej, ja się mam nie wysypiać, bo oni nie wiedzą czego chcą. O 08:00 dzwonek, to pod wjazdowym 172. No przecież mnie rozrzuci po ścianach - pomyślałem. On tylko na chwile, skoro jest 972 i w sumie po chwili wyszedł.
   Położyłem się, ale już nie zasnąłem, bowiem wyj. na kopalnię, to przygotowania trza zrobić.
   972 chyba myślał, że z nim coś zrobię, ale po nocy w częściach, to mi się totalnie nie chciało i nic nie zrobiłem. Oczywiście na planowy środek komunikacji o 11:50 nie zdążyłem, bo nie było łapania szczurów w pt., przeto ich więcej lata po stacji i trza je wykarmić. Brak tej łapanki ma w ogóle dalsze konsekwencje. Może uda się to dalej napisać.
   Pojechałem 30 min później. Od czwartku trochę odzywają się znowu korzonki. W czw. jak zdejmowałem pokrywy z napędów rozjazdów i obudowy z nich zgrzałem się, a wiało wtedy trochę no i załatwiony jestem. Wczoraj miałem po przyjściu wyciągnąć drezynę z pod sortowni, ale z tymi plecami to zrezygnowałem. Ok. 14:00 przyjechał maszynista, który wyjeżdżał ze stacji RKP (RCL) ostatnią lokomotywą luzem i ma z tego nagrany filmik. Z tego zmęczenia zapomniałem wziąć od niego namiary i dupa. A filmik bym chętnie przygarnął. Opowiadał ciekawe rzeczy, m.in. dowiedziałem się o kilku ciekawostkach na nastawni, m.in. tajemnicza metalowa szafa z otworkami pod sufitem okazała się być wzmacniaczem i nagłośnieniem kiedyś na peron dworca. Oprócz tego, że piec na węgiel cieknie i, ze z ogrzaniem nastawni w zimie będzie problem. To, akurat już wiem, bo jeżeli leciało tam 20kW i ledwo ją ogrzewało, to więcej mi mówić nie trzeba. Mówił też o gruncie, że nadal "pracuje" nad kopalnią i stacja trochę zmienia nachylenia. Pogadał jeszcze trochę o swojej pracy, ogólnie o szkoleniu nowego narybku na lokomotywy, ale, niestety, trochę ziewałem jak mówił, bowiem zmęczenie, a nadto niedospanie robiło swoje.
   Właściwie na zakładkę przybył na stację RKP 824. Znowu byłem uwięziony, bo już przesiedziałem 1,5h, a teraz zapowiadało się następne. Spanie brało mnie co raz bardziej, ale jakoś wytrzymałem do końca. Wyszliśmy razem. Ponieważ był luz czasowy to stwierdziłem, że jeden przystanek przelezę pieszo wraz z nim. Jak szliśmy przejechał przez skrzyżo w oddali w poprzek autobus. Powiedziałem:
- to chyba Twój?
- nie, na pewno nie mój
- ale ta zajezdnia niczym innym tu nie jeździ
- nie, to na pewno nie mój, mój jest za 10 min.
  Skoro się upiera, choć byłem przekonany, że to właśnie jego pojechał, a następny za godzinę, to rozeszliśmy się na skrzyżo. Sprawdziłem a automacie biletowym i to był jednak jego autob. Zadzwoniłem, by przylazł i pojechał kawałek ze mną to pojedzie inną trasą niż czekać godzinę. Puściłem to czym miałem jechać i spr. w tym czasie RJ i miał za 7 min autob. w swoją stronę. Przy ponownym połączeniu powiedział, że właśnie tym pojedzie. No pięknie qrwa, zostałem na lodzie i w zasadzie 45 min w plecy. Polazłem wqrwiony pieszo 2,5 km na nast. autob. W drodze mało mnie nie rozrzuciło, jak tego dyr., który o wszystko się ciepał, a nie mógł nic mi zrobić, bo ja nie pracownik KWK.
   W drodze na st. mac. zadzwonił 230, czy bym ich czasem nie odebrał z kato, bo jadą poc. Przekazałem, że w ostatniej chwili dzwoni, bo po wejściu na st. mac. chciałem łyknąć z flachy, ale tak to są uratowani.
   Na dworcu w kato o 21:15 w zasadzie pusto. Gdzie ten dworzec z lat 80-ych wiecznie pełny, z zaludnionymi peronami? Dziś perony świecą pustkami, ludzi garstka wsiada do nielicznych pociągów.
   230 jechał na st. mac. a 979 z niby laską do mieszkania od matki. 979 wyglądał zmarnowany po wyjeździe, ale, jak opowiadał 230, tak wyglądał, bo faktycznie spania to mieli mało, by nie rzec, bardzo mało. No jak to młodzież na wyjeździe.
   Tyle, bo czekają prace na st. mac., a opóźnienie, bo nieplanowy wyjazd na kopalnie. Dobrze, iż miałem do dyspozycji skurwomobila, a dyr. powiedziałem, po uzgodnieniu z elektrykiem, że klucze z nastawni wziąłem wcześniej tylko byłem na "drugiej stronie". Jakoś to łyknął.
   Narka.

sobota, 21 kwietnia 2018

Piątek #1352

   Wczoraj miało był łapanie szczurów, ale ponieważ na stacji od rana był 172, to nie odbyło się. To źle, bowiem na weekend trza bydzie wykarmić ok. 10-ciu szczórów więcej, nadto nie zostało zrobione sprzątanie po nich i uruchomiona lodówka, która na zimę została wyłączona, a której brak jest co raz bardziej odczuwalny. Niestety część zawartości z obiegu z cysternami się psuje, z braku przechowywania w niskiej temp. Oczywiście inni mają na to wyjebane, bo jakby inaczej.
   To nic, że zrobiłem "coś" ze 172, nawet dłużej niż zwykle, bowiem godz. przed tym zrobiłem w.k., bo chciał dopiero po przebudzeniu, ponieważ i tak dzień mam z dupy. Mało co mi wychodzi, plan założony chuj strzelił i w stonce kupiłem se flachę i wczoraj ją łykałem, ale nie, to jeszcze nie był ten etap, by było na czerwono.
   Lodówki nie mogę uruchomić, bo za nią szczury zrobiły gniazdo i przed uruchomieniem muszę ją wysunąć, spr. kable i inne elementy, by ponownie włączyć ją do sieci, nadto, przedłużacz na którym działała, też jest do zrobienia, bo pogryzły go wcześniej.
  Co do odwołanej imprezy, co raz bardziej uświadamiam sobie, że new. dyr. KWK Pokój 1 zrobił mi dobrze. Jest tyle drobnych, a jednocześnie ważnych rzeczy nieprzygotowanych, że i tak bym się z tym nie wyrobił, chyba że zamieszkałbym na nastawni RCL. Nawet na samą imprezę nie wiem czy miałbym do obstawienia terenu 9-ciu założonych ludzi. Jednym słowem zostałem uratowany przed totalną katastrofą.
   Teraz mam czas na dalsze przygotowania. Gorzej, bo ostatnio nic innego nie robię, jak zajmuję się po lub przed pojawianiem się ubytków infrastruktury. Z powodu znikania pokryw i obudów napędów rozjazdów, także z terenu kopalni, tzn. wewnątrz za ogrodzeniem (sic!) postanowiłem zdemontować pokrywy i obudowy. Wpierw z terenu kopalni (ogrodzonego) zdjąłem pokrywy z rozjazdów 206, 207, 208, 214, 217 i przykryłem je gumowymi częściami taśmociągów, a także jakimś starym gumolitem. Zdjęte zostały również te, które pozostały pokrywy krążków załomowych pędni. Wszystko zwiozłem pod sortownię, może stąd nie będą znikać. Następnie z głowicy rozjazdowej RCL zdemontowałem pokrywy wraz z obudowami z rozjazdów 17, 18, 19, 20 a/b, c/d i podobnie jak wewnątrz kopalni przykryłem napędy przywiezionymi gumowymi częściami taśmociągów. Demontaż zwiezienie, pozyskiwanie gum, zajęło łącznie ok. 4h. Niestety, znowu nic nie ruszyło pod kątem wizerunkowym stacji, a nadal zajmuję się dewastacją, by inni jej nie zrobili.
   Teraz tyle, bo chcę wcześniej jechać na kopalnię. Impra miała być od 11:00, to wypadało by ewentualnie informować zbłąkane owieczki o zmianie decyzji new. dyr. KWK Pokój 1.
   Narka.

czwartek, 19 kwietnia 2018

Czwartek #1351

    Tego jeszcze nie wiecie, ale impra z 21-go jest odwołana. Dokonał tego nowy dyrektor, mimo poprzednio (za odeszłego dyr.) podpisanej zgody na jej odbycie. No cóż, oni zawsze mówią, że papier najważniejszy, a jak przyjdzie co do czego, to można się nim podetrzeć.
    W związku z tym zamieszaniem, które toczyło się przez dwa dni, trochę się wypompowałem. W tym zamieszaniu przyjechała TVP zrobić materiał kiedy byłem w sekretariacie dyr. i własnie z nim rozmawiałem, po 4 tel. TVP, przerwałem mu i spytałem co z nimi zrobić, bo stoją u bram? Odwołać. Przekazałem im, że niestety impra odwołana i mogą wracać.
    Po wstępnej rozmowie w sekretariacie dyr. przenieśliśmy się do jego gabinetu i tam kontynuowaliśmy rozmowę przez 1,35h Nawet został godz. po pracy (pracuje do 14:00), by wyjaśnić wiele kwestii. Będzie trudniej niż za poprzedniego dyr., bo ten jest bardzo asekuracyjny. Oczywiście koronną argumentacją wszystkich dyrektorów, jeżeli coś nie jest uregulowane odpowiednimi przepisami, jest dla nich nowe, to używają mniej więcej stwierdzenia:
- a co jak wylądują Marsjanie?
Chciało by się odpowiedzieć, jak wylądują nam na głowie to po nas, a jak obok, to możemy im pomachać. To w ogóle cud, że tyle ludzi dziennie dociera do pracy, bo potencjalnie zawsze mogą Ci Marsjanie jednak wylądować. Pamiętacie ile trwało uzyskanie zgody na wejście legalne na teren SRK? 2 m-ce. Tyle potrzebowali, by jakoś strawić koronny argument, a co jak wylądują mi na głowie Marsjanie na terenie kopalnianym, bo przecież nadal nie jestem pracownikiem KWK.
  Dyrektor w związku z imprezą był na wizji lokalnej, ale dowiedziałem się o tym już w jej trakcie. Z jakiegoś podkładu, nie wiem w jakim torze wyjął śrubkę. To okazało się zagrożeniem dla jazd ludzi po innych torach, a właściwie po wszystkich i tory musiałby przejrzeć rzeczoznawca, by był papier na to, że pod ciężką drezyną tor w czasie jazdy się nie rozlezie i ludziom się nic nie stanie, by dyr. będący gospodarzem na KWK mógł spać spokojnie, wszak papier niby coś znaczy, ale jednak widać, że formalnie wydana zgoda dla nas na papierze jednak nic nie znaczy. To nic, że 9 m-cy temu po tych torach jeździły loki 100 tonowe i jakoś się przemieszczały, a też były z ludźmi. By dalej jeszcze spokojniej spać, najlepiej jakbyśmy wynajęli firmę zewnętrzną, która by imprezę masową zorganizowała, wzięła za do odpowiedzialność i wtedy i on miałby "z gowy", i my mielibyśmy "z gowy". Dociekał też, bo przecież to jakby impreza masowa, choć jak się pytał ile zakładam, że miało by być ludzi (odpowiedziałem, że nie wiem, bo to taka pierwsza impreza, po za tym rozciągnięta w czasie) czemu na niej nie miało być policji, pogotowia w miejscu i straży pożarnej? Z tego co wiem, to impreza masowa w terenie otwartym to od 1000 ludzi, a w pomieszczeniach zamkniętych od 500. Nie upierałem się przy tym, bo nie czytałem ustawy o imprezach masowych, a dyr. miał w tym względzie inne stanowisko.
  Dziś wyjazd właściwie bardziej do UM, niż na kop. ale zajrzę na nastawnię. Muszę teraz w UM przedstawić sprawę jak wygląda mój pkt, widzenia, nim dyr. przedstawi swój. Zresztą nie jest źle. W UM mnie znają, bo od ponad pół roku się tam pojawiam i na bieżąco wiedzą jak wyglądają sprawy i że ich pilnuję więc myślę, że zdanie o mnie mają już wyrobione.
   Tyle, bo właśnie się muszę zbierać na wyjazd, ale powrót dziś planowany wcześniej.

wtorek, 17 kwietnia 2018

Wtorek #1350

   Z tego co się dzieje na stacji mac. i st. zwrotnej RCL to można by książkę napisać. Otóż dziś o 08:00 obudził mnie tel., ale ponieważ nie byłem wyspany, to wyłączyłem go i położyłem się dalej. Jednak nie zasnąłem, bo na zaśnięcie już późna godzina. Ok 08:45 ponownie tel. W słuchawce koordynatorka ochrony mówi:
- jest nowy dyrektor na kopalni i on nie wyraża zgody na imprezę, bowiem nic o niej nie wie.
  Pomyślałem:
- no pięknie qrwa. Na 4 dni przed nią dyr. ją odwołuję.
  Rozmowa toczyła się dalej, nt. co zrobić, by jednak się odbyła. W msc. niewiele bym załatwił, człowiek od BHP był u dyr., ale ten podtrzymał swoje stanowisko, bowiem zapoznaje się z kopalnią, jako nowy dyrektor i imprezą nie będzie się zajmował. To nic, że mam na piśmie zgodę na imprezę poprzedniego dyr. - nie, i chuj.
  Skierowano mnie zatem do zarządu SRK w Bytomiu, by tam rozmawiać nt. podtrzymania odbycia imprezy. Pojechałem. Pod siedzibą SRK zadzwoniła TVP3, iż chce przyjechać zrobić materiał, najlepiej jutro po 14:00. No jeszcze lepiej do cyca. Środa, to miał być ostatni dzień łapania szczurów, by na imprę było ich mniej i bym nie przejmował się nimi, właśnie w czasie impry i po niej, kiedy tam będzie druga impra. Teraz po oficjalnej imprze będę musiał zjechać na st. mac. nakarmić szczury i wrócić tam ponownie, ewentualnie bez auta, jeżeli bym miał coś łykać.
  W SRK dostałem się do dyr. Szymczaka przedstawiłem sprawę i przekierował do swojego gabinetu p. Jończyka, z dz. prawnego, działu nieruchomości. Zreferowałem sprawę. Oczywiście wyłoniły się problemy, bowiem regulamin SRK nie przewiduje imprez masowych, czy jakiś innych, i zasadniczo są to szlaki nieprzetarte. Po jakiś 20 min przyszedł dyr. Szymczak wraz z dyr. Janusem, też z działu nieruchomości, to ten, z którym rozmawiałem 28 lutego odnośnie imprezy. Rozpatrywano możliwości dania zgody, by była ona w zgodzie z ich wewnętrznymi przepisami i regulaminem. Odpadła opcja użyczenia terenu na 1 dzień, bowiem teren, który byśmy użyczyli jest rozległy (ileś tam ha) w związku z tym decyzje taką musiało by podjąć walne zgromadzenie. Po jakimś czasie do grona dołączył pan od wydawania zgód na wejścia legalne na tereny SRK. Rada w radę uradzono, iż zostanie rozpatrzona kwestia przejazdów po torach SRK, na co kiedyś wydano zgodę jakiejś elektrowni. Ponieważ my mamy inne brutto naszych pojazdów to i stawka będzie % tego co ściągano za przejazdy pociągów od tej elektrowni i mają to być jakieś "złotówki". Mam nadzieję, że to nie będą setki złotówek.
   Po tym spotkaniu, które trwało z godzinę, jak nie więcej, miałem trochę wyprany mózg, a przynajmniej czułem się jak po ciężkim egzaminie na uczelni. Poważnie. Nie wiem dlaczego, ale mózg tak zadziałał. Może dlatego, że spotkanie było na tak wysokim szczeblu i nigdy w takim nie brałem udziału, a po nim wydawało mi się (nadal mi się wydaje), że wypadłem dobrze.
   Jutro, jak wydadzą zgodę na imprezę to faktycznie potwierdzi, to dobre działania.
   Teraz przyjdzie mi zasypiać z myślą, że jutro wbije na stacje TVP3 Katowice i mam przed nimi dobrze wypaść, wiedząc, że trzeba powiedzieć kilka sensownych zdań, bo resztę wytną (by zdań, nawet zlepek wyrazów). I zaś wszystko na mojej głowie, która czasem już źle funkcjonuje. A najgorsze, że oni będą wymagać uśmiechu nr 5, którego tak nienawidzę. Już w poprzednich mediach, chcieli tego uśmiechu i, oczywiście, wypadłem głupio.
   Tyle, bo jeszcze procedury wyłączeniowe i zaś wyglebię po północy.

poniedziałek, 16 kwietnia 2018

Poniedziałek #1349

   (zastanawiałem się czy tą notkę opublikować, ale to, że teraz jest dobrze, nie oznacza, iż w pt. np. bedę zdychał więc idzie) 

Wczoraj na kopalni, a po niej, właściwie już w czasie procedur zamykających stację, postanowiłem na podstawie tego, co dzieje się ze mną ostatnio napisać testament.
   Jest źle, by nie rzec bardzo źle. Jestem na dziś umówiony na rozmowę z 979, bo to on będzie zainteresowany, ale on bardziej pod kątem wycofania mnie z tego wszystkiego. Info przekazałem mu wczoraj, choć, jak sam powiedział, nie spodziewał się takiego kalibru. Myślał, że może ma zwolnić jakąś szafkę, bo po jego mieszkaniu na st. mac. są nadal zajęte przez jego rzeczy. Zmienił plany na dziś, poinformował nibylaskę, że dziś zostanie wstawiona na boczny tor, w wyniku rozmowy ze mną.
    Kiedyś pisałem o francuskim filmie "Miłość". W czasie śniadania bohaterka zawiesiła się na 2 min. Mózg przestał się komunikować ze światem zewnętrznym, ale podtrzymywał funkcje życiowe. Otóż jakieś 8 lat temu, po, wtedy, 3,5 roku pracowania ciągłego na 2 pełne etaty, podobnej zwiechy dostałem na nastawni kolejowej. Trwała ona jakieś 30 sek, ale wyglądała podobnie, choć zakodowałem, że w ogóle ją dostałem. Podobnie jak w filmie funkcje życiowe były podtrzymane, ale już wysyłanie impulsów do mięśni wstrzymane. Nie mogłem się ruszyć z krzesła, wstać i wykonać innych czynności. Wzrok był skierowany w jedną stronę, coś jak stopklatka i nimi także nie mogłem ruszyć. Ów stan poprzedzony był wcześniejszymi błędami mózgu, spowodowanymi podobnie jak dziś znacznym przemęczeniem. Przeważnie objawiało się to złym zestawianiem skrzynek pocztowych i haseł. Skrzynek pocztowych mam ok. 10 i inne hasła do nich. Mózg, co teraz już się dzieje, źle to zestawia. Np. otwieram skrzynkę 4, a on dobiera hasło 7 lub skrzynka 3 hasło 2 i dopiero po zwrotnej informacji z komputera - coś popierdoliłeś, następuje ponowne zestawianie. Oprócz tego pojawiają się inne blokady, jak np. wczoraj kiedy był automatyk na nastawni i na koniec jego wizyty też całkowicie zostało wyłączone myślenie. Na pytania automatyka nie byłem w stanie sensownie odpowiedzieć, choć w normalnym stanie, pewnie bym nadal z nim kontynuował dyskusję.
   Mając na uwadze, że w razie "W" czyli wylewu, czy innego zdarzenia, może być za późno na spisanie czegokolwiek postanowiłem j/w. Wszak to nie jest tak, że mózg nam "mówi":
- za 5 min nastąpi wylew. Zrób coś bo za 4'55 staniesz się warzywem. Niestety nie mamy tego czasu, a z tego co słyszałem to wylewy wcale nie następują w czasie silnego przemęczenia, a już po nim kiedy to wszystko schodzi.
   W sobotę, a właściwie w nd. już po działaniach na kopalni ok. 01:00 byłem tak potwornie zmęczony, tym razem i umysłowo, i fizycznie, że już chciałem paść, ale w stacji jeszcze składy i procedury wyłączające. Niestety 6h, nie zregenerowały organizmu i wczoraj właściwie jakoś tam przełaziłem, choć jak był automatyk to na pełnych obrotach, po czym jak poszedł, to jakby powietrze ze mnie uszło, nie wspominając, że na końcówce jego wizyty myślenie się wyłączyło. Do końca pobytu na RCL zająłem się smarowaniem rozjazdów. Mózgoodporne zajęcie przy którym, jak w pingwinach z Madagaskaru odnośnie Rico, można wyłączyć te wszystkie partie mózgu, które akurat nie są w tym momencie potrzebne (wiem to było trochę inaczej).
   Dziś jest lepiej, bo spałem już 9h, czyli wstałem i nie chodziłem jak 85 latek, ale to ostatnie takie dni. Im bliżej imprezki, tym będzie gorzej. Pisałem kilka notek temu, że jak mnie przed imprezką nie wywiozą na ojom, to będzie dobrze. Teraz nie wiem jak będzie, ale też presja z zewnątrz jest duża. Jak teraz wycofać się z tego wszystkiego? Jak zaprzepaścić 8 miesięczne działania, mające być właśnie zwieńczone tą imprezą rozpoczynającą nasz/mój pobyt na stacji RCL? I wreszcie, co jest oczywiste, nie ma tego komu przekazać, i jak nie my, to kto? Oczywiście 979 wczoraj powiedział, że to i tak nie jest warte życia, ale jednak pozostaje - co dalej? Zwrócił też uwagę, że zauważa to, choć rzadko jest na st. mac., że czasem faktycznie siedzę jak warzywo, zacięty i mało reagujący. W każdym razie śniadanie, a następnie bierzemy do ręki pióro i 3 kartki. Jeszcze muszę poczytać na necie, jakie warunki muszą być spełnione, by było ważne.

niedziela, 15 kwietnia 2018

Niedziela #1348

   Wczoraj już zapytałem retorycznie, czy mogę abdykować? Oczywiście mięśniaki w ogóle nie zrozumiały terminu, ale mniejsza. Z wczorajszych prac została wykonana 1/4 lub 1/5 tego co założyłem. Niestety, ale idzie to w stronę totalnej katastrofy i to firmowanej przeze mnie. Nie wiem jak z tego wybrnę, ale będzie ciężko.
   Zabrakło wczoraj właściwie 4 ludzi, którzy deklarowali się, iż będą. Nadto 979 popłynął wczoraj z 897 i po krótkim czasie był mało sprawny do pracy, a przynajmniej obawiałem się dawać mu cięższych prac, by se czegoś nie zrobił.
   Trochę teraz to już jest na zasadzie, czego zaniechać, by nie zaważyło to na imprezce, a co koniecznie musi być zrobione do jej odbycia się w stanie, w jakim będzie.
   Do tego zaczynam się nie regenerować. Spałem 6h, od 02:05 do 07:50, bo po jakiś tam pracach imprezka i po niej byłem na st. mac. o 01:00. Procedury wyłączające, głównie szczury, do tego siedzieli jeszcze 895, 897, 230 i tak zleciało. Mimo przebudzenia się o 07:50 później już nie zasnąłem. Jak wylazłem z łóżka, to szedłem jak 85 latek. Mięśnie, ścięgna po wczorajszym, zregenerowały się w małym stopniu, o mózgu już nawet nie wspominam.
   Czas. Tego nie ma prawie w ogóle, notka miała być dłuższa, głównie polegająca na moim stękaniu i ogólnym zmęczeniu i przemęczeniu, ale szczury, wiem znowu one, zawaliły, czy zajęły sobą, tą część która była poświęcona na napisanie notki. Złamanie zasady, że wpierw żrą one, później ja, kończy się tak, iż nie da się zeżreć spokojnie, bo one ciągle wpadają na degustacje, a co im zasmakuje to porywają i uciekają.
  Wobec powyższego tyle, bo czas mnie jak zwykle goni. Narka.

piątek, 13 kwietnia 2018

Piątek #1347

  Mięśniak z rana, jak ...  Ale może nie budzący o 05:50. No ale cóż. Odszedł ze stacji ok. 07:20, bo ja oczywiście jeszcze nie dospany, a ponownie wszedł o 09:00. Dziś zająłem się jego plecami, bo już od jakiegoś czasu miałem na to ochotę. Plecy są równie zajebiste jak przód, a i można mocniej w nie przywalić, bowiem są odporniejsze. Pozycja tak jak z 975 często robiłem - on siedzi na taborecie, zgięty do przodu ręce przywiązane do czegoś z przodu. Wtedy napinają się plecy, uwydatniają mięśnie, no i doskonale widać pracujące przedramienia z żyłami na wierzchu. No piękny widok. Kiedyś z 975 mało nie spadłem z wrażenia.
   Po za tym przemęczenie daje się we znaki. Nie to fizyczne, bo to jest przeciwwagą do tego umysłowego, choćby wczorajsze smarowanie rozjazdów, ale właśnie to umysłowe. Dowodem na to jest niewłaściwa praca mózgu np. objawiająca się chwilowym zacinaniem się przy wpisywaniu w przeróżnych miejscach haseł. To już kiedyś miałem jak pracowałem na dwa pełne etaty, teraz odnawia się. Znak, nie jest dobrze i jak to mówił o. Natanek - wiedz..., że coś się dzieje...
   Szczury. Ich liczba wreszcie się zmniejsza. Dziś pojechała kolejna partia w tym jedna ciężarna samica z grupy A, kilka młodych z kuchni, ale tych już tam niewiele, bowiem w środę pojechało 18 i ciężarna z kuchni, za to ok. 12-tu z grupy A i, tu nastąpił przełom - samiec. Czyli pozostał tylko jeden. W przyszłą środę postaram się zapolować na tego jednego, choć przedwczoraj prawie go miałem, ale, jak to sprawny samiec, wymknął się. Tak, już dziś było by ewidentnie z góry, bowiem niemiałby kto samic zapładniać. Żałuję tylko, iż nie nagrałem żadnego filmiku w punktach kulminacyjnych, kiedy przy jednej misce było ponad 20 szczurów. To, mam nadzieję, już nie nastąpi.
  Z jednej strony, do misek daję nieznacznie mniejsze porcje, z drugiej strony, nie wiem dlaczego, mam dziwne uczucie pustki. Choć jeszcze ileś szczurów pozostało, głównie dorosłe samice, to jednak ubytek jest widoczny.
  Wczoraj jakoś tak wcześniej zacząłem procedury wyłączeniowe. W związku z tym ok. 22:40 zabrałem się za naciąganie poszwy na kołdrę. Oczywiście wcześniej sprawdzam, czy pod nią nie ma jakiego szczura no i był. Samiec oswojony. Z reguły ostatnimi dniami to wcześniej jak po 23:00 nie uruchamiałem procedur wyłączeniowych, to on chyba do 23:00 zajmował miejsce pod kołdrą, wygrzewając się. Wlazłem na chwile do niego. Pogłaskałem go, widziałem jak robi mu się dobrze. Co ciekawe, że one mają również zegar, działający prawie jak nasz. O tym przekonuje się szczególnie rano i przed spaniem. Albo po prostu reagują na moją aktywność, względnie włączanie procedur wyłączeniowych.
  Tyle. Jutro wyjazd na kopalnię i to długi, bowiem ok. 12:00 mają być pomocnicy, a później imprezka, to do północy zleci jak nic. W planie jest jednak przyjazd na st. mac. dla dokarmienia szczurów i zwiezienia części sprzętu.