Z muchami jest podobnie. Tylko że one jakoś później budzą się w środku zimy i też chcą wylecieć na zewnątrz. Uważają, że za szybą jest lepiej, ładniej i przyjemniej. No i znowu niekoniecznie chcę je więzić, to je wypuszczam na zewnątrz. Czy po wylocie ze stacji nadal tak uważają? Nie wiem.
Ale to przypomina mi pewną sytuację, która była w latach dziewięćdziesiątych w Polsce. Po okresie komuny, kiedy żyliśmy tutaj w przestrzeni już nie zamkniętej, gdzie wcześniej odgrodzono nas "szybami" od świata zewnętrznego, czyli od innych krajów zachodnich, teraz mogliśmy się stąd wydostać na zewnątrz, czyli wyjechać tam. Trza było zdobyć tylko wizę, aby dostać się tam, gdzie za tą szybą, wszystkim się wydawało, że jest cudownie i pięknie. Że często tak nie było, ileś filmów nakręcono o tym. Ale dopiero musieli z tej przestrzeni, już nie zamkniętej, ludzie się wydostać na zewnątrz, żeby na miejscu sprawdzić, że to jest często inaczej, jak sobie wyobrażali.
Skrajnym przypadkiem kiedyś była mucha, która się obudziła na nastawni kolejowej, na której pracowałem. Na placu było -15°. Akurat miałem dniówkę i ona obijała się o te szyby. Na zewnątrz biało, pokryte śniegiem, prawie wszystko, a ona usilnie chciała wylecieć. W końcu postanowiłem: no cóż, jakiś swój rozum ma, niech leci. Otwarłem okno i wyleciała w euforii. Leciała tak może 15 m, po czym zobaczyłem na białym tle, jak zaczyna pikować w dół. Można się domyślać, co się z nią dalej stało. Odnośnie ludzi: dwa skrajne przypadki znamy bezpośrednio to 230 i 172. Pierwszy uciekał dosłownie z niewolnictwa z Holandii i dobrze, że mózg miał rozgarnięty, to udało mu się stamtąd uciec bez dokumentów. Drugi uciekał z niewolnictwa z Anglii. Spał w nocy pod ambasadą, bo w nocy z tego niewolnictwa uciekł i ta mu sfinansowała lot do kraju.
Tak, pamiętam. Wrocław czeka na dalszy opis. On się kiedyś pojawi, ale potrzebuje na to, jak zwykle, więcej czasu. Tymczasem praca. Jakieś dodatkowe lutowania kabli na st. mac. do busa, żeby zrobić w nim lekkie zaciemnienie. Dziś będę montował ostatni kabel. Jak nie zapomnę to postaram się zrobić zdjęcia, żebyście wiedzieli, o co chodzi.
Co jakiś czas z instytucji, które zaopatrują mnie w media, dostaję w na fakturach papierowych dodatkową kartkę, żeby przejść na e-faktury. Oczywiście jest tam uzasadnienie do tego: oszczędność czasu, łatwy dostęp, ekologia, bezpieczeństwo. Tylko nie ma najważniejszej informacji, że dotychczas wysyłają mi te faktury w kopercie pocztą, czyli ponoszą za to opłatę pocztową za wysyłkę, koszt koperty, koszt papieru i wydrukowania tego i koszt pracownika, który to zrobi. Nie ma zdania o tym, że obniżą mi np. o 50 groszy ogólny koszt, bo przecież mają z tego tytułu zysk. Tylko ty sobie wybierz e-fakturę, a zysk my sobie zostawimy dla siebie. To ja mam gdzieś takie rozwiązanie. Przychodzi faktura, dziurkuje, wsadzam do segregatora i leży lata.
Zdjęcie.
Ten po prawej pokazuje, że można mieć ileś lat i dobrze wyglądać, ale zakładam, że sporo czasu poświęcił na to "dobrze wyglądać". To nie są tylko geny.
Więcej screnów od nich nie ma, bo później mieli zamknięty pokaz.
Korekta na średnim poziomie, poziomów dotychczasowych.
Narka.


































