środa, 18 lipca 2018

Środa #1394

   Te mięśniaki, to wiedza jak mnie drażnić. Dopiero co poprzedniej nocy był, nagle objawiony, totalnie cyknięty 174, a teraz śpi w klacie 826. Oczywiście w nocy 174 też spał w klacie. Ale do rzeczy. O czym pisałem tu, 174 się okresowo gubi. Tzn. zostawił swoją larwę, choć jak był cyknięty, to nawet płakał, że chce ją zobaczyć, ale zasadniczo będzie już rok, jak się oficjalnie zgubił.
   To, teraz nie jest najważniejsze. Otóż przyszedł o 03:10. Aż się zdziwiłem, że o tej porze ktoś stanął pod wjazdowym o czym informował dzwonek, poszedłem zobaczyć, bo myślałem, że to 172 (podobnie się zgłaszają z pod wjazdowego), a tu zdziwienie. Wpuściłem skład na stację, a ten pierwsze co zrobił to rozebrał się do klaty. No fajnie. I co z tym dalej zrobić? (zastanawiałem się) Dobrze pamiętam wszystkie incydenty ze 174 i czy teraz miało by dojść do następnego? Coś tam nawijał, później poprosił o nagranie z kompa, ten był jeszcze uruchomiony, bowiem zagadałem się przez mikrofon i TS3 w sprawie symka kolejowego. Też mam godziny urzędowania.
  Ponieważ 174 nie chciał się przenieść na inną grupę, czy to B, czy C, czy D to przyniosłem mu materac na grupę A. W klacie ledwo już stojący, wywalił się i praktycznie po chwili był już nieżywy. Klękłem nad nim i po raz nie wiem już który, zastanawiałem się - brać, czy nie brać, o to jest pytanie? Jak zwykle zderzały się czynniki. Klęcząc nad nim i głaszcząc go po mega zajebiście umięśnionej ręce organ zaczął się pobudzać, a jak wiadomo co dwie głowy to nie jedna. Od tej chwili w dociekaniu nad fundamentalnym pytaniem udział brały już dwie gowy.
Dolna wiadomo czego chciał, górna się wahała.
Dolna w miarę dotykania się pobudzała, kiedy górna debatowała.
Dolna naciskała, górna się nie decydowała.
  Jako głównodowodząca górna przeprowadziła analizę. Godz. 03:30 nie wiadomo ile pośpię. to już druga noc, kiedy lezę spać po 03:00 (nie opisałem czemu w poprzedniej tak późno polazłem spać), zmęczenie dawało się we znaki, a dobieranie się do 174 to jakaś kolejna godzina, no i gdyby tu leżał 826 w takim stanie, a nie 174 to decyzja była by inna. Tak, zostało odpuszczone. Leżąc w łóżku druga głowa nadal nie mogła pojąć jak to się stało, mimo że ciągle była gotowa do działania , takowe nie nastąpiło.
   Zasypiałem z myślą, że szybko taka sytuacja się nie pojawi ponownie, a poprzednie bliskie spotkania ze 174 dowodziły dobrych wrażeń na później. Dolna jeszcze atakawoała, by jeszcze coś zrobić, ale bardzo krótko bowiem górna to storpedowała, bo jednak przyjemne leżenie, opcja szybkiego zaśnięcia, była nadzwyczaj nęcąca.
   Teraz, choć jest po 18:00 na gruncie na grupie A, w klacie leży 826, którego wcześniej dość trochę wymasowaliśmy, a od 3h na grupie B zalega 230, który tu co raz częściej na stacji popo wyglebia, by później działać do późnych godzin i to ja muszę ten skład obrabiać, kiedy cały dzień funkcjonowałem, a on, czy oni są po jakiś drzemkach popołudniowych. Oczywiście widok leżącego 826 w klacie jest zajebisty. Te widoczne mięśnie, przy jakimś tam poprawianiu się, żyła na bicepsie, na rękach. Tak w ogóle jak go dziś masowałem, to pomyślałem, że trza by zrobić zdjęcie np. samego przedramienia, albo np. bicepsa z przedramieniem, w jakimś szczególnym ustawieniu.
   Po za tym kiedy 826 stwierdził, że lezie spać, to mnie też się tak spać chciało, że musiałem zrobić kawę, bo jednak dziś urzędowanie do prawie północy.
   No dobra, jeszcze na koniec brzuch od 826, który miał być już chyba z tydzień jak nie więcej temu. Wreszcie się doczekał wyciągnięcia z krzaków, z toru bocznego.
   No i jak na takie mięśnie nie reagować?
   Narka.

poniedziałek, 16 lipca 2018

Poniedziałek #1393

   Wiśnie wydrylowane, w baniaku zalane na razie roztworem wody i cukru w ilości 5 ltr. tj. 3,8 ltr. wody i 3,2 kg. cukru. Trochę z cukrem przesadziłem więc wczoraj dolałem wody przegotowanej już bez cukru i dodałem drożdży, bo przedwczoraj się nie załapały. Cała operacja wraz z pomocą 979 zajęła czas od 12:00 do 20:20. Później pozostałem już sam na wykończeniówce, 979 odszedł z niby laską. Oczywiście wieczorem, co nie ułatwiało pracy stacja pełna, bo 979 + niby laska, 230, 895, 834, gadająca laska i jeszcze wszedł jako ostatni 172. Wiśnie udało się na giełdzie kupić b. słodkie, 3,33zł/kg aż się zdziwiłem, bo zawsze takie kwaskowate są i nie da się ich za dużo zeżreć, to te, no wyjebka, ale dziś przeczytałem, że do wyrobu wina lepiej jak są te kwaskowate.
   W ogóle przygotowania do robienia wina jak zwykle, jak dawniej w szkole, na ostatnią chwile. Plany oczywiście były, poczytania, przypomnienia sobie, ułożenia proporcji, bo kartki z przed dwu lat zginęły, być może z pomocą szczurów, wymycia naczyń potrzebnych do produkcji itp. były, ale wszystko ruszyło w dniu przerobu. Nieprawdaż, że fajnie? A w tym tyg. jeszcze z porzeczki będę robi, więc znowu wyjazd na giełdę i przerób, ale z porzeczkami jest łatwiej. Tylko muszę poczytać, czy czerwone, czy czarne na wino.
  172 przedwczoraj przyszedł już nieźle cykniety i gdyby nie pełna stacja to oj, działo by się, działo..., a tak zaś przeszła okazja.
  Biznes plan do UM Ruda Śl. oddany i zastanawiam się na ile jeszcze walczyć? W tym tyg. ostatnia rozmowa z v-ce prez. m-ta w sumie decydująca. Albo zarażę go ponownie pomysłem, w sensie przedstawię to bardzo atrakcyjnie, albo będzie jak przy oddaniu b.p., że tylko wysłucham odpowiedzi i nie będę walczył. O skali problemu niech świadczy, że w sierpniu będzie rok, jak zajmuję się sprawą, a nadal nie wiem co z tym zrobić? Brać czy nie brać - o to jest pytanie?
   Wczoraj dalsze sprzątanie po robieniu wina, zamówiony już wyjazd na kato, zawiezienie 979 wraz z niby laską, na mecz, a później nie wiem co będę robił.
   Później to był symek, bo i tak na stacji 230, 826 z jakąś new laską, stękacz z Belgii i 834 więc co miałem robić. Do tego trochę flachy i czas zleciał do (uwaga) 03:00 (zaś!), a to za sprawą jednego użytkownika tedeka, który chciał się o coś tam zapytać, a jest kierowcą tira.Siedzenie do tej godz. byłe efektem zrobienia przegryzionego w dwu miejscach kabla przez młode szczury, bo te po prostu próbują co i jak i tak kąsają różne rzeczy. Nie denerwowałem się, bo jakby naturalne nim dowiedzą się, że kabli nie należy ruszać.
  Śniadanie dziś wreszcie normalne, bowiem myszaki dostały żreć wcześniej i to potrawkę z kurczaka, z rozmrożonej cysterny z obiegów ze szkolnictwa. Pożarły i polazły spać, przeto mogę bez atakujących szczurów żreć spokojnie i wreszcie do śniadania, jak poprzednio, przejrzeć pocztę, popisać obowiązkowe rzeczy, jak bloga, zając się biurokracją, a później czynności stacyjne.
  Brzuch od 826 był, to teraz plecy z jednego boku.
  Chyba porównawczo dam kiedyś 222, bo też sesje zdjęciowe z nim były.
   Tyle, bo dziś i tak później, ze względu na późne obudzenie się, a po dwu dniach przy winie, to zaległości się narobiły, do tego dochodzą bieżące sprawy i już się zatykam jak na stacji przy prowadzeniu ruchu. Narka.

sobota, 14 lipca 2018

Sobota #1392

   Miała być notka wczoraj, bo piątek 13-go, ale nie wyszło. Brakło jakieś 20 min.
   Wszedł na stację 826 ok. 22:20, kiedy jeszcze na stacji były 230 i 834. Był już pod wpływem alko, ale jeszcze z flachą. Po wyjściu 230 i 834 rozebrał się do klaty i parę razy mnie objął i uniósł. Fajnie było być w ramionach, na klacie takiego mięśniaka. Oczywiście podotykałem go więcej niż standardowo. Zaproponował kolejną serię zdjęć, ale niestety padł na wcześniej przyniesiony, na jego życzenie materac. I teraz znowu jesteśmy w dylemacie (qrwa, czy to się kiedyś skończy?) brać (dobierać się) czy nie brać? O to jest pytanie.
   Mało tego, on ma takie zajawki, że niby wyglebił, bo już jest nieczynny, ale po np. 10 min okazuje się, że puszczam coś z kompa i on na to reaguje, znaczy się jeszcze nie śpi, jeszcze jest trochę przytomny. W zasadzie to innych pokładało wcześniej, jak np. 174, ale przy 826 tak se myślę, czy tamci nie udawali? Zresztą opisywałem to tu dokładnie przy niektórych. No jak qrwa taki 174 nie czuł ja na nim siedziałem? Faktycznie można być tak znietrzeźwionym, by nie odczuwać drugiej osoby na sobie?
   Przy 826 jest inaczej. Niby nieżywy, ale jednak kodujący. I to mnie powstrzymuje od działań dogłębnych. Takie delikatne następują, w sensie głaskania, ale nic po za tym.
   No i leży po raz któryś 826, w klacie, jakby czekający, jakby drażniący i co mam zrobić? Ile razy to samo mam zaczynać od początku? Czasami mi się już nie chce. Kolejny mięśniak przychodzący i drażniący mnie, mało tego nie mówiący ocb. tylko czekający na moją reakcję. Rozumiem, że im nie wypada powiedzieć - wiesz jestem bi (w jakimś tam stopniu) i zrób coś, bo sam nie potrafię zacząć, się ujawnić itp. No bo przecież co myśleć o takim 571, który mi obciągał, a teraz ma już laskę brzuchatą. Ukrywanie się do  końca życia jak w Brokeback Mountain.
   Ja to w pewnym sensie mam się dobrze, bo wiedzą o mnie, to już nie muszę się ukrywać, a składy które wchodzą na stacje jakoś się widać bronią. Inny też wiek i ta reputacja wśród innych.
  979 kiedyś opowiadał, że mu też było trudno, bowiem mu jechali, że ze mną chodzi do łóżka i go obrabiam, ale że CS to się obronił i teraz już jest dobrze (tzn. się odczepili od niego, tak myślę). Zresztą co się przejmuje. Ze składów obrabianych na stacji tylko 974 z niewiadomych (domyślnych dla mnie) przyczyn wnosi pretensje. Reszta przeszła nad tym do porządku dziennego. Nwm. jak będzie z 826, który leży w klacie i kusi swoim wyglądem. Teraz tą flachę piję sam, by nabrać odwagi, a on cały czas jakby trybiący.
  I chyba z tego nic nie będzie, bo jak tak patrzę na niego, to co miałbym zrobić? Tak jak po sylwku dobierać się do organu? Chyba się już zestarzałem, bo mam takie dylematy. Kiedyś to nie do pomyślenia. Leżał mięśniak "nieżywy" to od razu do niego. A teraz co? Zastanawiam się czy spać, czy robić coś? No dobra kończę te wywody i lezę do niego. Napisze co wyszło.
   Wyszło średnio. Tzn. to co pisałem. Myślałem, że on śpi, a jak usiłowałem do niego przylgnąć, to się okazało, że wcale nie śpi. No cóż. Trochę podziałałem jak był w takim stanie. On czasami się prężył, szczególnie bicepsy, jak leżałem obok niego i rękę miałem na tym mięśniu. No po prostu mnie drażnił napinając je, a to nie tylko bicepsy. Plecy jak napiął i go chwyciłem za ramiona od tyłu, bo myślałem, że zgłupieje. By nie być gołosłownym, to oczywiście są zdjęcia, którymi będę was trochę katował.
Miał być brzuch, to jest brzuch wraz z klatą. Udało się wynegocjować nisko opuszczone spodnie.
  Siedzieliśmy pijąc flachę do ok. 02:30, następnie pisałem notkę w nadziei, że on zaśnie, a później odwiedziłem go na materacu. Ogólnie nie wyspałem się. Przebudziłem się ok. 09:00 i już nie zasnąłem, mało tego rano musiałem zrobić w.k., bo te wrażenia trza było przerobić.
  Po 10:20 na stację wszedł 979. Mnie nie obudził, ale 826 jeszcze na materacu był. Rano drażnił mnie znowu swoim wyglądem. On się przechadzał po stacji, a ja zastanawiałem się. Być z nim niemógłbym, bo nie ten poziom, nadto on jest jak Jaś Fasola - uwaga nadciąga totalny kataklizm. W związku z tym nie dziwię się, że mimo wyglądu, jest sam. Po zrzuceniu maski powierzchownego działania, wychodzi totalna nieudolność życiowa.
   Tak mi przyszedł do gowy pierwszy skurwiel od 972. Podobnie. Ładny, nawet piękny, ale ta reszta to dramat. Ma na razie laskę, z którą się kopuluje i tyle. Byłem wczoraj u 972 po zaopatrzenie spożywcze, znowu kasa uratowana, a ich uratowałem przed wyciepowaniem żarcia. Oprócz wizyty u 972 był jeszcze wyjazd na giełdę warzywno-owocową po wiśnie na wino. Koszyk 10 zyla, to wyszło jak 2 lata temu - 3,33 zł/kg. Dziś więc robienie wina, to cały dzień z gowy.

czwartek, 12 lipca 2018

Czwartek #1391

   Włażę wczoraj do stony, a tam ludzi jak mruwków. Zastanawiałem się co się wyprawia, że ich tyle nalazło? Po chwili skonstatowałem, że jest po wypłacie. Czy Ci ludzie nie żrą na koniec m-ca? Wygląda to tak, jakby głodowali, a zaraz po wypłacie lecieli i kupowali żarcie i obżerali się. No chyba, że jest tak, że lecą i wydają kasę na ciulstwa, bo mają np. jak 824 zakupoholizm.
   Śniadania ze szczurami nie da się zeżreć. Jeszcze dobrze nie siądę przy kompie by zacząć, one, a właściwie ona, ta ostatnio karmiąca, już jest. Oczywiście kontrola wszystkiego co biorę do ust, czasem nawet kontrola w samych ustach. Co lepsze kawałki porywa i noruje. Na początku to padam ze śmiechu, ale z czasem się denerwuje i myślę o przejściu w inne miejsce i tam dokończenie, choć oczywiście i tam atakuje. Każdy ruch rękami dla niej, to znak, że coś żre i trzeba biec, by sprawdzić, co też czyni. Dokładnie jak Ci ludzie w stonie. Jakby była wygłodniała... Przecież regularnie dostają żreć, a w miarę jedzenia lepszych rzeczy ich menu żywieniowe się zmienia i przenosi na górną półkę. To jej działanie zaburza poranne procedury, bowiem zawsze przy śniadaniu sprawdzałem pocztę, komunikatory, przegląd pogody stron itp., po czym mogłem dalej funkcjonować. Teraz często żre i patrzę się za okno, albo na teren wokół, skąd nastąpi atak szczurów, a do kompa i tak muszę siąść posprawdzać obowiązkowe rzeczy.
  Dziś wyjazd w spr. ostatecznej wersji biznes planu terenów pokopalnianych i wizyta u v-ce prez. m-ta już po dokończeniu b.p. Nadal w to brnę, chyba by później nie było, że to moja wina, że coś takiego mogło być, a nie było. Jak pisałem wcześniej, wcale z tego powodu, że m-to odpowiedziało po raz drugi nie, się nie martwię. Bardziej się martwię tym, że mnie ta robota tam przerośnie, a głównie z kim to będę robił?
   979 wczoraj w Cz-wie, dziś u ortopedy i pewnie będzie miał dalej L4. Jakby ten ortopeda wiedział ile imprezek, ile wyjazdów zostało zaliczonych z padaungiem, to by się zdziwił.
  Krótka notka, ale muszę jechać z b.p. i do v-ce prez. m-ta, to czas mnie goni. Narka.

wtorek, 10 lipca 2018

Wtorek #1390

   Zaległości we wpisach robię, ale o tym później.
   Nie dokończyłem, jak siedziałem u 972 i był tam jego pierwszy skurwiel, ten piękny, to oni, z tym drugim CS-em w ramach dorabiania obierali miedź z urządzeń. Oczywiście oboje na wakacje chcą dorobić, bo hajs najważniejszy, a że pierwszy nawet liczyć nie umie, to recykling złomu jak najbardziej właściwy. Co do wyboru szkoły pierwszego CS-a, to chce być malarzem samochodów, bo oni dużo zarabiają, a on, ponoć, lubi malować. Oczywiście na szkołę liczy już w domu u 972, choć sprawa w sądzie o ułaskawienie trwa. Jeżeli nie rozwiąże się powrotem pierwszego CS-a do domu, to pozostanie mu zawodówka budowlana, bo inny oddział to kucharz. Oczywiście w rozmowie żona od 972 stwierdziła, że on może iść także na kucharza, a mało istotne, że nie umie gotować. Później się dziwić, że w lokalach gotują ludzie nie mający o tym pojęcia, jeżeli przy udziale rodziców poszli na taki kierunek z nieznajomością gotowania, a z przeświadczeniem, ze przecież oni potrafią wszystko, a jak nie wszystko, to wszystkiego się nauczą, bo są przecież CS-ami.
  Nie wiem  na jakiej podstawie sąd miałby ich przywrócić do domu, skoro w nim nic się nie zmieniło. Rodzice są na poziomie umysłowym jakim byli, ich zachowania nadal są, jak były. Wojna między nimi trwa, a ostatnim jej etapem jest np. samożywienie się 972 i żony. Ona nie gotuje dla niego, on żre gdzieś tam sam, czasem coś podkradając z lodówki lub z garów. To wszystko obserwują najstarsze CS-y i na tej postawie będą konstruowali własne rodziny. No zajebiście w *uj.
  Ostatnio w stonce widziałem 571. Pobyt z nim w łóżku jest gdzieś tu opisany. Wiele się nie zmienił, nadal wszedłbym z nim do łóżka i to dziś. Jednak chude mięśniaki długo utrzymują swój dobry wygląd. Te tzw. pełne, to mają gorzej, bo nabierając masy, przestają już dobrze wyglądać, a te chude, jak trochę nabiorą, to nadal dobrze wyglądają.
  U 979 imprezki wciąż trwają, choć jego szyja powinna się leczyć. Dopiero co wrócił z Pragi z koncertu Rolling Stones, a już na drugi dzień poszedł na nocną imprezkę do 897. W zasadzie to on ciągle jest na nieustającej imprezce mimo L4, a może właśnie przez L4, które mu to umożliwia i to w środku lata. To będzie rok, który na pewno utkwi w jego pamięci, bo tyle imprezek, co w czasie L4 to dawno nie miał.
  Teraz co do wpisów. Częściowo za to odpowiedzialny jest symek kolejowy, przy którym prawie dziennie ileś siedzę. To trochę zastępczo za kolej na kopalni, a nowa wersja symka sprzyja temu. Oczywiście twórcy nie unikneli błędów z uruchamiania poprzednich wersji, ale tu była presja czasu, bowiem program, z którego korzystali został im pozostawiony do konkretnego dnia. Po nim, symek by stanął, stąd presja na uruchomienie nowej wersji. Teraz jest okres jej docierania, poprawiania błędów.
  W  niedzielę rano już sie przebudzałem, a tu jakieś szumu związane z przenoszeniem części gazet. Okazało się, że szczurzyca przenosiła swoje obecne gniazdo z szuflady, czy już szuflad pod łóżko, choć nadal inwalidka ją atakuje. W ciągu dalszej 1,5 h przeniosła, już w sumie dość duże młode, pod łóżko, z jednym jej pomogłem. Niestety one tam były atakowane nadal, to na wieczór wczoraj, kiedy ona wróciła do szuflady spać, to one przylazły do niej, do szuflady. Jednak dziś już ich tam nie było, bowiem nowe tereny, które mogą penetrować z pozycji pod łóżkiem są nęcące i korzystają z nich. Niestety, ale stale przesuwany jest termin łapania samca, a młodych przy okazji. Miało to się odbyć w ub. piątek, ale zalegający 826 na łóżku uniemożliwił łapanie szczurów. Teraz najbliższym dniem jest piątek. Jutro robienie wina, czwartek sprawy kopalniane, a dziś wyjazdowo u 824. No i ponieważ w terenie, to notkę pchnę w stanie w jakim jest, bo jeszcze tu trochę muszę porobić, a następnie powrót na st. mac.
  To narka.

sobota, 7 lipca 2018

Sobota #1389

   To będzie notka wyłącznie dot. spr. seksualnych, wszak jest od 18+ to kiedyś trza popłynąć.
   Byłem dziś u 972 i był najstarszy skurwiel (w sensie ten pierwszy) wygląda, że ja pierdolę - zajebiście, od razu bym go brał. Oczywiście on wie o mnie, pewnie od żony od 972 stąd nie pała entuzjazmem na mój widok, co da się wyczuć już od jakiegoś czasu. Pewnie myśli że z tym wyglądem jest przejebanie zajebisty i zwojuje świat. Równie zajebiście mógłby wyglądać trzeci, a nawet lepiej, gdyby nie był faszerowany jakimiś lekami. No trudno. Może uda się go zobaczyć po 20 lipca. Drugi za to, jest niestety odpychający, bo ma geny po matce. No trudno, dla niego gorzej. Ale pierwszy - tu i teraz. Wszystko ok. Nogi, brzuch, klata, ręce, szyja, barki, szkoda tylko że ten mózg - do wymiany. Niestety oboje kurzą fajki. Oczywiście nie będę bulił za nie, ale powiedziałem im, że 3 stówy miesięcznie nie ich i po co? Laska se weźmie takiego pierwszego od 972 kurzącego i generującego 3 stówy miesięcznie z dymem.
   Na stację wszedł 172. Mieliśmy "coś" zrobić, ale jakieś 2 tyg. temu, kibice drugiej drużyny, tej konkurencyjnej wzięli go z zaskoczenia i skopali. Efektem ma uszkodzone żebra i ogólnie był potłuczony i na początku był w szpitalu. Nie pisałem o tym, ale u niego to nie pierwszy raz. Niestety ja, jak mam inwalidę pod sobą, w sensie siedzę na nim, to się blokuję. Nie mogę powiedzieć 172,  że przy innych drużynach trakcyjnych było tak samo, jak choćby przy 975, czy 971 oraz 972, tylko muszę to jednoosobowo przedstawiać. No co mam zrobić.... Mózgu se nie wymienię z tego powodu, to oni powinni dbać o sprawność fizyczną, jak wchodzą na stację. Od 172 mieliśmy dostępne plecy, barki, bicepsy przedramienia, dupę, uda, ale to i tak nic, bo blokowałem się na jego uszkodzonych żebrach. Ale żeby nie było. Zajebiście wygląda. Wszystko ok, nic dodać nic ująć. I tylko gdyby nie zgłaszał dolegliwości. Jak mi wchodził na stację 975 uszkodzony to podobnie. Mówiłem wtedy - inwalidów w pracy nie potrzebujemy. Teraz mówię to 172. Po prostu się blokuję i nie mogę dojść, choć dla samca taka sytuacja jest deprymująca, co zresztą kiedyś sam 172 powiedział, co w blogu opisywałem, ja nie mógł dojść przy jakiejś lasce. Wtedy napisałem, że przynajmniej przy mnie mu staje. W każdym razie nawet woda i mydło nie pomogły, choć to ułatwiające. Inną rzeczą jest, iż trochę wypiłem, ale nie zaś tak, bym się przewracał i z tego powodu nie mógł dojść. A w ogóle jak na początku siadłem na 172 to mózg przywołał obrazy pierwszego skurwiela od 972. No nie dziwię się, bo przejebany mięśniak. On se pewnie z tego zdaje sprawę, ale ten mózg..., do wymiany.
  No i co? Właściwie od pokoleń jest tak samo. Transformacja ustrojowa tego procesu nie zatrzymała., Nadal głuptaki mięśniaki powalają swoim wyglądem oraz mózgiem także. Inaczej ładność u nich jest wprost proporcjonalna do głupoty. Co pozostaje laskom? Wybór między skrajnie ładnym mięśniakiem, ale równie skrajnym głuptakiem. Później widzi się laskę, jak choćby dziś, jak jechałem przez wioskę, kiedy laska wyrzucała mięśniakowi na ulicy, zresztą kiedyś przejebanemu wyglądem, że jest alkoholikiem i ciągnęła za sobą larwę. No i se pomyślałem - dokonała wyboru. W tym momencie również pomyślałem - jak dobrze, że się z żadnym nie związałem.
   Ale co ma zrobić laska jak taki pierwszy skurwiel od 972 jest taki przejebany wyglądem, kiedy nawet na mnie tak działa? Pewnie se myśli, z takim to będę miała przejebanie zajebiste życie. Jego wygląd zrefunduje jego ułomności mózgowej będzie git. I tak się połączą, on ją zaleje i będzie kolejna larwa, jako produkt uboczny seksu. Kolna wyhodowana larwa, nie mylić z wychowaną.
   (w zasadzie ta notka powinna być trochę na czerwono, ale aż tak się nie zalałem to jednak pozostawię ją w naturalnym kolorze)
   Dziś też był 172. Ta sama pozycja, ale tym razem on po alko, a dla mnie, nie wiedzieć czemu, to dodatkowy fetysz. Poszło nawet sprawnie, sam 172 stwierdził, że po alko się blokuję, ale też nie wiedział, że rano juz raz zbiorniki opróżniłem, bowiem musiałem strawić wciąż pojawiające się obrazy pierwszego od 972.
   Tyle. Innych tematów nie poruszam, bo jak zwykle robota czeka na st. mac. Narka.

czwartek, 5 lipca 2018

Czwartek #1388

   Ile można pomagać tym mięśniakom-głuptakom? A na koniec to jeszcze się okaże, że ja jestem temu winien. 826 już kiedyś bolały zęby. Osobną sprawą jest dbałość o nie lokalnych mięśniaków, przenoszona z pokolenia na pokolenia. Wtedy proponowałem mu wyrobienie dow. osob. i pomoc przy tym, zdjęcia itp., zarejestrowanie się w biurze pracy, by mieć ubezp. zdrowotne. Oczywiście olał sprawę, bo po co je mieć. Ja też olałem sprawę. Niestety zęby mają to do siebie, że bóle wracają ze zdwojoną siłą. Teraz to nastąpiło. By uśmierzyć ból, 826 się zalewa alko, bo pod jego wpływem powiedzmy, że odlatuje i go mniej boli, ale ile można tak działać? Trochę przy tym korzystamy, bo co podotykamy, to nasze i wrażenia na długi czas.
   Wczoraj już spał u mnie, bo samemu nie chce mu się spać w domu, to zaległ tu na grupie A. Przez co musiałem wstawić się na spanie na grupę B. W zębach, czy zębie zrobiła mu się ropa, więc sprawa się skomplikowała. Teraz mnie wrabiają, bym uruchomił swoje znajomości, jakąś lekarkę, lekarza by mu pomóc. Nosz qrwa, co jest z nimi nie tak. Jak przewiduję co będzie, to może warto by posłuchać i coś zrobić, a nie teraz jak już jest ostatnia deska ratunku to stękają.
   Po za tym rano robił śniadanie. Kupił na wyprzedaży przedwczoraj kury, bo im terminy mijały, takie zafoliowane. Rano to ciepł na patelnie, którą mu musiałem przygotować. Pytałem się czy je umył, odpowiedział, że tak, ale widziałem, że nie, bo nie były z wody. Obsypał takie nieumyte solą pieprzem i na patelnię. Zeżarłem kurtuazyjnie jeden mały kawałek, choć nie powinienem w ogóle. Mało tego jak już to było naszykowane, bo ja sztućcami, ale on łapami, bo tak jest po śląsku i po chłopsku. No zajebiście w chuj, tylko później wszystko czego się dotknął było tłuste. Qrwa jak Ci ludzie funkcjonują.... Od razu przypomniały mi się się kiedyś frytki u żony od 972 (opisywane kiedyś na blogu). Podobnie. Po obraniu kartofli nawet ich nie umyła tylko takie pokrojone z ziemią do gara z olejem. No mało mi się nie dźwigło. Podobnie jak u 826, atutem było żarcie tych frytek łapami, ale tu spoko, nie maraszę u siebie, to nie ja będę to wszystko doprowadzał do porządku. Skąd takie pojebane pomysły? Żarcie paluchami, a następnie brudzenie wszystkiego dookoła, jakby to jacyś Marsjanie mieli myć. Zresztą żona od 972, to jest w ogóle antykuchnia. Nawet herbata jest u niej beznadziejna o czym kiedyś tu pisałem.
  Oczywiście jak mówię tym mięśniakom-głuptakom, że jestem w biurze pracy zarejestrowany w profilu trzecim, dla życiowo nieudolnych i społecznie nieprzydatnych, to się śmieją, po co tam jeżdżę, skoro oni mi nie płacą. Im się wypada śmiać, to czemu mnie nie wypada się teraz śmiać jak 826 się zwija z bólu i stęka przez pół dnia? Podobnie jak inni, faszeruje się lekami przeciwbólowymi, bo nie idzie do lekarza, bowiem nie ma ubezpieczenia.
  Mniejsza. UM Ruda Śl. napisało pismo, że podtrzymuje swoją poprzednią decyzję, to jest że nie bierze terenu. W sumie się ucieszyłem, bo cały czas po głowie mi chodziło, kim to wszystko będę robił? Teraz jakby wyzwoliłem się z myślenia, co z tym dalej, choć biznes plan chcę doprowadzić do końca i złożyć w UM. Jutro zadzwonię do sekretarki v-ce prez. m-ta, czy on jeszcze może być złożony. To długie pisanie biznes planu, to moja wina, ale też przy okazji niego doskonale widać, że kibicują inni, ale generalnie mają wyjebane, na zasadzie niech się sam z tym męczy, wszak to on to chce. A ja już, właśnie ze względu na to, co raz mniej ostatnio tego chcę. Mam wzloty i dostaję energii do działania, ale to krótkotrwałe, bo za chwilę myślę ponownie - z kim to będę robił? I jeszcze co ze szczurami, które przyzwyczaiły się do mojej obecności w ciągu dnia, a tam pewnie by doszło do tego, że trza by było jakieś nocki w tygodniu na początku robić.
  Pobawiłem się, porobiłem zdjęcia, oczywiście nie tyle co bym chciał, ale mam tyle zdjęć w ogóle, a i tak ich nie przeglądam, że kolejne kilkadziesiąt nie wiem czy miało by sens. Teraz będę mógł zabrać się za stację macierzystą, a roboty tu jest od groma. To co pisałem kiedyś, że ofiarą kopalni byłaby stacja mac., na której pewnie nic bym nie robił oprócz spraw utrzymaniowych, a to za mało. Nie ruszałem tu z pracami, bo jakoś mi chodziło po głowie, że tu ruszę, a nagle trzeba będzie się przenieść na st. zwrotną, ale teraz od wczoraj planuję już prace w miejscu.
   Trudno. Pomysł był, jak mi się wydaje, dobry, ale jak widać nie zawsze takie się przebijają, a też i sam bez wsparcia, trudno jest mi wszystko dopiąć do końca. Jeszcze pchnę ten biznes plan i kolejna przygoda życiowa zostanie zakończona.
  Notka miała być już wczoraj, ale 826 cały czas stacjonuje w stacji, to też nie było możliwości, tym bardziej, że przez 4h lutowałem kable w drzwiach od kierowcy skurwomobila, które po 20 latach się poukręcały. Wpierw musiałem we wtyczce, z której się ukręciły znaleźć odpowiednie piny w niej, następnie w gnieździe w drzwiach odszukać odpowiedni kabel, który jest przedłużeniem tego idącego od komory silnika. Dla ułatwienia, kolory po jednej stronie, nie są zgodne z kolorami po drugiej stronie, wiec tyle to trwało, a zrobiona jest dopiero połowa. Dziś druga, na szczęście ma być k/30C na placu, to się będzie dobrze robiło.
  Tyle, bo przylezie 826, który dzisiejszą noc też spędził na stacji, ale już na grupie B, na którą w nocy kazałem mu się przemanewrować. 

niedziela, 1 lipca 2018

Niedziela #1387

   W czwartek pierwszy raz zaczęły z pod klawiatury wychodzić małe szczurki od szczurzycy przyniesionej przez 826. Miałem wywieźć kolejne dwa, ale akurat padało na zewnątrz, nadto szczurzyca akurat wlazła do nich je karmić. Trochę też zwlekałem, bo mogłem 5 min wcześniej je wybrać z legowiska. Widzę, że po karmieniu wychodzi od nich zmęczono, wszak one są co raz większe i więcej ssają, a ona jak maszyna przeróbcza żarcie na mleko dla nich przetwarza. Akcja została przeniesiona na pn., bowiem w piątek praca na zlecenie - wieszanie kabla i przewieszki w wiosce. Na szczęście przy wieszaniu było ciepło. To jeden dzień, gdy ponownie zawiało z południa i w ciąg dnia było 30C. Niestety jak to przy takich pracach bywa, wychodzą jakieś nieprzewidziane komplikacje i takie też wyszły. Praca nie została skończona w piątek, w sobotę również, bowiem gość kupił jakiś nietypowo gruby kabel, chodzi o te druciki wewnątrz z izolacją. Nie chciały wchodzić do końcówek RJ45, trza je było obierać, co na sieci internetowej nie zdarzało się. Przez to z krótkim kablem nie wyszło, piny 7 i 8 miały zwarcie, ale w długim kablu poszło lepiej, ale jutro i tak będzie mierzony.
  Po za tym małe szczurki co raz chętniej wychodzą z szuflady biurka na której jest klawa, i przechodzą za matką szczurzycą do większej szuflady biurka po lewej stronie. Wymagają jednak nadzoru, bowiem przy mnie jeden spadł do niższej szuflady, na szczęście wyłożonej gazetami przez matkę szczurzycę. Usiłowałem go złapać, by przenieść do szuflady domku, ale taki mały, a już sprawnie spierdalał.
  No i jeszcze na koniec sytuacja techniczno-ruchowa na stacji. Nie wiem co się ze mną dzieje w tym roku, ale mam jakieś starszne niechciejstwo do wszystkiego. Nie umiem się z tego marazmu wydostać. Nie wiem czy to sytuacja na kopalni tak na mnie podziałała, czy nie tylko ona, ale jeszcze inne czynniki. W każdym razie nawet w czasie piątkowej przewieszki tak robiłem, bo robiłem i jedynie widok, czasami młodych mięśniaków w klatach, bo wtedy było bardzo ciepło, pobudzał mnie do działania. Tak se myślałem, że też brakuje mi tego co jeszcze nie dawno miałem czyli dostęp do młodych mięśniaków. Teraz wraz ze mną oni się zestarzeli, już nie mają po naście, dwadzieścia początkowe, a część z nich podbija już pod 30-kę, jak choćby 979. Ten czas tak zapierdala, a mnie teraz przelatuje bezproduktywnie.
   Nie umiem znaleźć w sobie tej iskierki, która wznieciła by pożar do działania. To coś co pchnęło by mnie znowu do zadań. Owszem, choć boję się strasznie, to wyczekuje trochę pozytywnego zakończenia sytuacji z kopalnią. Tzn., że miasto zdecyduje się wziąć teren od kopalni i zacznę działać. Taki wymarzony etat na starość.
  Nawet ostatnio włączanie symka kolejowego jest poprzedzone o sens takiego działania. No kiedyś to było nie do pomyślenia. 
  Miały być zdjęcia brzucha od 826, ale tak się z tym grzebie, że dziś w ramach zadość uczynienia jego plecy.
  I tym akcentem kończymy, na dziś. Narka.

środa, 27 czerwca 2018

Środa #1386

   Na wieczór, a właściwie na noc, wbił 826. Wpierw zapytał sie czy z nim zrobię flachę (ależ oczywiście pomyślałem, takie mięśnie w rękach to wyjebka) odopowiedziałem, z lekkim entuzjazmem, że tak. Poszedł. Wrcócił za jakieś 30 min, w tym czasie przez stację przewinął się 172 i jakby w zazdrości sugerował, ze on tez na noc. No co miałem odpowiedzieć, no ok. Niech będzie. 
  Na szczęście na nockę przyszedł sam 826 z flachą. 172 gdzieś zgubił się w wiosce. Byłem już po dwu piwach, jednym od gadającej laski, drugim od 172 i na to flacha, ale czegoż to sie nie robi dla popędu seksualnego. Oczywiście jak flacha z 826 to on w klacie i to wynegocjowaliśmy dośc szybko. I teraz nie rozumiem tego dokumentnie. Zawsze chętnie sie rozbiera, wykonuje polecenia, ale do pewnego momentu, choć tem moment to już jest na granicy. No ile można na nim "siedzieć" z łapami na jego mięśniach rąk, pleców, brzucha? Obłapiając go ze wszystkich możliwych stron i on to niby (no właśnie, czy faktycznie "niby") trawi. Oczywiście za tym poleciała mini sesja zdjęciowa. 
f e   To jest niesamowite, jak tu muszę rozpracowywać lokalne mięśniaki-skurwiele. Każdy jest inny, każdego trzeba inaczej podejść, do każdego inne podejście, by mieć kontakt cielesny, być z tymi mięśniami na co dzień. Tyle 826 wchodzi na stacje, a dalej nie umiem go rozgryźć, ocb.No bo qrwa na co daje się tak macać? Tak obłapiać, tak kontrolować (piszę notkę i szczurzyca od 826 po mnie lata, bo żrę żółty ser i dostaje piedolaca. nie by nie dostała, ale dostała i jak zwykle noruje i chce więcej.) Tak, obnażać, bo jak mi wczoraj pokazał brzuch z opuszczonymi majtkami, jak u 222 kiedyś, to myślałem że zemdleje. Oczywiście do zdjeć już tak chętnie i tak nisko nie obniżał majtek, ale może uda sie go kiedyś nakłonić, to uwiecznimy ten efekt, i ten widok. Nie wiem ile trza by z nim zrobić, by wyszło co jest faktycznie na rzeczy. Litra? Przecież bym tego nie strzymał. Już dziś miałem problemy na końcówce, wszak tyle nie łykam, to mnie to jednak trochę siekło. No i na koniec to musze napisać. To ile się obłapiłem jego mięśni, to moje. Po za tym ten dotyk tych mięśni, ta możliwość ich obłapiania, zgniatania, jeszcze parę klep na plecy przyjął. No wyjebka... 
  Dobra, kończę wpis na czerwono, bo już kosmiczna godzina - 04:25 to pora wyglebiać. Reszta dziś, jak już dojdę do siebie i się "niby" wyśpię.
   Tego później nie było, bo jak zwykle jak późno wstałem to dzień zajęty dość mocno. Po za tym ostatnio mięśniaki coś chorowite i tak na L4 979, 230, 172, 228 więc ruch na stacji w godzinach kiedy zwyczajowo czyli do popołudnia miałem wolne, to tory są obecnie zajęte i trudno się przebić z notkami. 
   Od kiedyś już zastanawiam się po co w ogóle pracować? Jak skończyły się obiegi z cysternami, choć mamy jeszcze zamrożone, to wystarczyło pojechać do wioski 972 by przywieźć od niego pełną torbę żarcia, bowiem i on, i jego żona robią w żywieniówce. Zamówienie złożyłem też do 228 więc wakacje nadal mamy z żarciem zapewnione. Tyle żarcia co się marnuje w tym systemie to jest niesamowite. U kogokolwiek, kto pracuje w żywieniówce, słyszy się o wyciepowaniu żarcia. O ile faktycznie mogło by być ono tańsze, gdybyśmy nie musieli w sklepach bulić za to, że część z tego wyprodukowanego ląduje w kanale lub na śmietniku?
  Kiedyś pisałem na zlecenie prace licencjacką, nawet to gdzieś tu opisywałem, te terminy, jak np. "turbulencje łańcucha dostaw", do której w materiałach źródłowych wyczytałem, że w nowoczesnej logistyce na podstawie paragonów ze sklepów zamawia się towary doń. Widać teoria sobie, praktyka sobie. Jak oni zamawiają na podst. paragonów, jak pewnych rzeczy ciągle brakuje, innych jest naddatek. To gdzie te statystyki z paragonów, ile zeszło i ile trza zamówić w miejsce tego co zeszło? Ale po co się przejmować, w nowoczesnym "systemie" sprzedażowym, zamawiamy opór tego co się da, windujemy ceny do góry, a ludzie zapłacą za to, co my wyciepniemy, bo nie zeszło. Do tego dochodzi marnotrawstwo energii cieplnej, elektrycznej przez firmy państwowe, bo podobnie w cenie jest ono wliczone i niezależnie ile tego wypierdolą w kosmos i tak za to zabulimy. 
  Wiem, znowu nie ma zdjęć 826, ale co zrobić, jak od rana ciągle jakieś składy na stacji, bo tyle jest na L4, więc wolnych chwil niewiele, a następne dwa składy teraz się zapowiedziały, to trza pchnąć notkę. Narka.

poniedziałek, 25 czerwca 2018

Poniedziałek #1385

   Trochę historii. Jak byłem w wojsku, to czasami dało się obejść pewne sprawy, dziś się na to mówi - system. Otóż w wojsku były ograniczone możliwości komunikowania się na zewnątrz. Były listy i działały już telefony, ale nie były one dostępne, nadto blokowano wyjścia z jednostek, z telefonów innych niż kancelaryjne. Ale, jak to w życiu bywa coś można obejść, wystarczy trochę czasu i chęci kręcenia tarczą wybierakową przez np. jedną osobę no i posiadana książka telefoniczna, wewnętrzna, oczywiście tajna. Nie wszyscy wiedzą, nie wszyscy pamiętają, ale wtedy w PL działały równolegle różne sieci telekomunikacyjne. Ta z TP, kolejowa, milicyjna, wojskowa, rządowa, i dalekopisowa. Kręcąc tarczą udało się, zupełnie przypadkowo, otrzymać wyjście na miasto (chodzi o możliwość dzwonienia na zewnątrz) knifem. Otóż jak z jednostki kręciliśmy na kato, to zgłaszała się centrala automatyczna centrala Ka-ce i coś tam. Po wykręceniu magicznego "zero" na miasto zgłaszał się komunikat - połączenie nie może być zrealizowane. Wystarczyło jednak, z tej samej centrali wykręcić kierunkowy na Cz-wę, na sieć milicyjną a po zgłoszeniu się Cz-wy z powrotem na kato, również w sieci milicyjnej, by już po tej konfiguracji otrzymać darmowe wyjście na m-to. Oczywiście jakość sygnału była słaba, bo jednak przez Cz-wę, przejście na sieć milicyjną i inne wejście na kato, a dopiero z kato na miasto, to też, jak czasami w starych filmach np. w Misiu, trza były krzyczeć do słuchawki. Jednak radość z darmowych połączeń po 15:00 bezcenna.
  Dziś jest podobnie. Czasami konstruktorzy nawet nie przewidują błędów działania programów, które sami tworzą. Otóż w symku kolejowym, w który gram są konta płatne. Dają one możliwość grania w zasadzie o każdej porze, bo w godz. szczytu jest się trudno wbić z darmowego konta. Jeżeli nie jest się posiadaczem płatnego konta, to jeżeli darmowe sloty są zajęte, to trza czekać, aż się zwolnią. Jak dobrze pamiętam, na dyżurkach są 3 darmowe i tyleż samo na pociągach. Jestem jednym, jeżeli nie jedynym najstarszym graczem, który tego konta za 30 zyla nie wykupił. Zawsze udawało mi się jakoś "przechytrzyć" "system" i mimo tego korzystać z dobrodziejstw kont płatnych. Obecnie wyszła, dwa tyg. temu, nowa wersja i znowu znalazłem lukę w działaniu. Dzięki prostemu zabiegowi, podobnie jak Ci, którzy wydali 30 zyla, mogę grać o każdej porze. Przy czym, nie bym siedział dniami i godzinami, rozpracowując ów system. Po prostu obserwacja działania programu i wyciąganie wniosków, nawet nie wgłębianie się w niego. Cieszę się, choć na razie nie korzystam z tego dużo. Wczorajszy szlaban na grę został utrzymany, w nocy, po meczu, sprawdziłem tylko, czy luka dalej jest luką i tyle. Dziś też na razie nie, bo nadrabiamy z wolna zaległości powstałe po sobocie, kiedy to miałem zrobić rzeczy robione właśnie dziś.
   Tyle, bowiem za 5 min jadę na przewóz łóżka autem służbowym od 895 wraz z 979, choć on z uszkodzonym kręgosłupem tylko jest jako organizator przewozu. Zdjęcia brzucha 826 w takim razie może jutro lub pojutrze, w zależności jak pchnę notkę następną.
   Narka.

niedziela, 24 czerwca 2018

Niedziela #1384

   Pojebało mnie dokumentnie. Wczorajszy dzień spędziłem, oprócz czynności stałych, bytowych, na oglądaniu pornioli i symku kolejowym. Jako usprawiedliwienie wmawiałem sobie, że przecież to tylko jeden dzień z życia i właściwie to nic wielkiego się nie stanie. No niby nie, ale miał być pisany dalej b.p., a tak spadło to na dziś, a dziś chcę go wysłać do inkubatora, bo się miesiąc kończy i za chwile sprawa kopalni też się skończy. Nadal mam niepewność, brać, czy nie brać - o to jest pytanie.
   Wracając do wczoraj, kiedy to też chciałem pchnąć notkę, oczywiście się nie dało, do oprócz prowadzenia ruchu wirtualnego w symku, prowadziłem ruch na stacji, a składy tu tradycyjnie wchodziły i wychodziły. W symku tez kilka wpadek, ale też i zadziwienie dla innych, bo na podg. upychałem składy jak można było w jednej chwili było już max wpisane w wartościach scenerii. Oprócz tego manewry, choć w realu one są niespotykane na podg. ale tu z racji symka wykonywałem trzykrotnie i też chyba jako nieliczny, bo nie spotkałem się by ktoś inny tak robił. Poleciało kilka rozkazów pisemnych bo scs siadł (program nadzorczy do scenerii, dzięki któremu steruje się zwrotnicami i semaforami) i nim go zrestartowałem, to musiałem opróżnić scenerię, a na niej było pełno. Za to wyszło, że brakuje, i muszę to uzupełnić, rozkazu pisemnego wjazdu na to częściowo zajęty.
   Dziś nałożyłem sobie szlaban na uruchamianie symka i jak znam siebie to nie zostanie włączony, zresztą jest pewien przesyt po wczoraj i lista rzeczy do zrobienia, która wczoraj nie zmniejszyła się nawet o jedną pozycję.
   Co do pornioli, to też do końca nie było to takie stracone, bowiem natrafiłem na film, który przez najbliższe tygodnie będzie mnie zaspokajał. Wreszcie odpowiedni aktorzy, w odpowiednich rolach. W miarę naturalnie nagrane, pozycje takie jakich bym się spodziewał, choć początkowe kamerowanie, choć nowatorskie to jednak w tym przypadku niezbyt właściwie. Gość miał na głowie założone gopro kamerę i z niej pół filmu jest nagranego. Do tego efekt rybiego oka zaburzał proporcje, ale i tak materiał dobry. Jeszcze pozostanie mi ściągnięcie go z neta na kompa, a następnie wyeksportowanie go na pocztę, co by nie zginął. Wymyślili już ten wyłącznik popędu seksualnego?
  Po za tym dziś był 826. Dostał ostatnią zupę z obiegu z cysternami, na szczęście rosół ryżowy wytrzymał do dziś, bo sam żarłem na śniadanie, jeszcze na obiad został. Oczywiście do zupy 826 był w klacie. Znowu mogliśmy się nacieszyć jego mięśniami, mimo wcześniejszego nacieszenia się filmem odkrytym wczoraj. Mało tego zaproponowaliśmy zrobienia zdjęć jego brzucha. Niestety zrobiliśmy tylko dwa, bowiem drugie było robione już po zgłoszeniu się pod wjazdowym 834, no i do cyca, po zdjęciach. No cóż, ruch na st. mac. nieustający. Notkę popełniamy w czasie pobytu na st. 834, a zgłoszenie o zajęciu szlaku nadeszło od 230. Jeszcze gadająca laska też zgłosiła wejście na stację za ok. 20 min, ale to dobrze, bo będą odbiorcy jej treści. Ja wymiękam przy jej ciągłym napierdalaniu, jak na dniu świra na plaży scena z napierdalającą laską do mięśniaka (tibidibitibidibi....).
   Zdjęcia brzucha od 826 w jakiejś następnej notce, bo teraz już ich nie obrobię, ani nie wciepnę na kompa.
   Nie wiem, jak przy tym ruchu na st. mac. zdążę z planami na dziś. Na szczęście mecz dopiero o 20:00, to do tego czasu może uda się coś zrobić.

czwartek, 21 czerwca 2018

Czwartek #1383

    Nagrzewamy budynek stacyjny, ostatni dzień ciepło. Ile zakumulujemy tyle nasze na najbliższe dni.
   Dziś łapanie szczurów. Na szczęście co raz rzadziej się odbywa, ale też mają jechać dwa małe od tej, którą przyniósł do kolekcji 826. Niestety te ze stacji mac. jej nie lubią i chyba tak zostanie. Dziś zauważyłem, że ma trochę uszkodzoną lewą tylną nogę. Niedobrze, bo u szczurów tylne nogi są bardzo ważne. No cóż. Po częściowym odchowaniu młodych, dwa z nich już dziś wyjadą, będzie musiała wrócić do 826. Tu te moje jej nie strawią, zresztą uszkodzona noga może być z tego powodu. W nocy śpię, choć o 01:40 przebudziła mnie jakaś walka w kuchni. Pobiegłem tam, ale tej od 826 nie widziałem, choć jak położyłem się ponownie do łóżka to wydawało mi się, że jest z młodymi w szufladzie.
  I po łapaniu szczurów. Pojechały ostatnie młode, takie już wyrośnięte, ale samczyk gdzieś się dobrze szczaił i jeszcze chyba coś na boku się uchowało. Właściwie to po zapaści jaka nastąpiła na st. mac. od grudnia do stycznia sytuacja została opanowana, co pisałem niedawno, bez drastycznych środków. Teraz pozostały w zasadzie najstarsze samice w tym inwalidka i jej albinosowata siostra, ta co ostatnio została ułaskawiona, co tak głośno ryczała, że nie chce opuszczać st. mac., samiec wykastrowany i coś tam jeszcze gdzieś szczajone + samiczka z młodymi w szufladzie, której dziś dwa młode podebrałem, co nagle jej nie znikną wszystkie. Pozostałym będzie łatwiej dostać się do cycka.
  Pamiętacie tego, który mi sie podobał w grupie na kop. Guido? Był na zdjęciu w białej koszuli. Dziś spotkałem go w kauflu. Najpierw mi gdzieś mignął między regałami, a mózg standardowo zrobił obcinkę. Po niej porównał i z tego wyszło, że to może być ten z kopalni. Wysłał info do innych komórek w mózgu, a te zareagowały natychmiast. Koszyk został skierowany w stronę osobnika i przy regale z soczkami, został dopadnięty. Oczywiście zagadałem pytaniem, czy to on był na Guido w czasie industriady? W sklepie wyglądał trochę inaczej, inny ubiór, trochę inna fryzura. Zastanawiał się jakieś 5 sek, aż mnie to zdziwiło, ale odpowiedział, że tak, jak już mnie skojarzył z grupy.
   No i co? Ile razy można robić te same błędy. Chwilę zagadałem, po czym, jakby mnie coś goniło gadając jeszcze do niego odchodziłem z wózkiem. Jak już odszedłem, to komórki odpowiedzialne za wyhaczanie mięśniaków zapytały się:
- co jest qrwa grane? to nie ten kierunek.
  Zapakowałem ciasteczka i pojechałem szybko w kierunku kas. Nie widziałem go tam, ale też dokładnie, zaś nie wiedzieć czemu, nie sprawdziłem. Wróciłem się na salę sprzedażną, objechałem ją i ponownie do kas. Pomyślałem, zaś zdupiłem. Stojąc przy kasie widziałem jak idzie od innej kasy w kierunku wyjścia. Ponieważ miałem tylko ciasteczka dogadałem się z babką z przodu by mnie przepuściła i po chwili też wychodziłem. Spokojnie szedłem w kierunku przyst. tram. Stał na nim. Tam pogadaliśmy dłużej, ale jak zwykle tak tylko, bo przyjechał autobus za tramwaj, bo coś się musiało stać. No i pojechał, choć oddalając się na autobus dziwił się, czemu nie lezę w tym samym kierunku, bowiem na początku powiedziałem, że też do domu, ale nie że tramwajem. No niestety, albo stety, jakbym to wykorzystał, byłem skurwomobilem pod sklepem. No i tyle z ewentualnej kolejnej znajomości, która nie wiadomo jakby się zakończyła.
   Tyle dziś, bo sprzątanie po szczurach mnie czeka, do tego ostatni obieg z cysternami, więc czasu niewiele.

wtorek, 19 czerwca 2018

Wtorek #1382

   Pisałem, że z wpisami będzie co raz ciężej utrzymać ich regularność. Lato, co raz więcej zajęć. Mimo odpadnięcia tych głównych, czyli kopalni i szczurów, bo ich liczba się zmniejszyła, wchodzą w to miejsce inne, typowe dla okresu letniego. No dobra, to zaległy wpis.   
   Wyjazd nad jezioro się odbył. Pojechaliśmy, ale w nd. na Kokotek. W dwie strony wyszło jakieś 120km z dojazdami. Powietrze inne niż w aglomeracji, w lesie jagody, trochę jedliśmy, bo całe polany obrzucone jagodami, ale nie kąpaliśmy się, bowiem trochę późno przyjechaliśmy. Do tego jak już byliśmy na msc. ok. 16:40 to niby laska wymyśliła, że poleziemy do lokalu "Celiny" na żarełko, bo ponoć dobre. Sęk w tym, że lokal ten oddalony o ok. 3,5 km więc trochę marszu było. Gorzej z powrotem, bo już najedzony. Faktycznie nie było drogo, do tego duże porcje. Placek po węgiersku z duża ilością wołowiny 18 zyla, Ryba tilapia z frytkami, surówką 17 zyla, przy czym ryba duża porcja, znacznie mniej było frytek. Wpierw z 979 zeżarliśmy po rybie, nibylaska placek po węg., a później, bo po tym marszu i przerwie w żarciu, byłem tylko po śniadaniu, nadal mieliśmy głód, to zamówiliśmy jeszcze dużego węgra, jak mówiła kucharka. Dopiero po zapchaniu się tym, poleźliśmy z powrotem zahaczając o las z jagodami.
   Wieczorem na molo łykliśmy flachę balsamu pomorskiego, bardzo rzadkiej ostatnio wódki. Jakoś inne ją wyparły, a ona nadal trzyma poziom. Noc bezchmurna, ciepła, myślę, że ok. 18C było, a że dni długie, to w zasadzie do północy była cały czas lekka szarówka. W czasie kiedy 979 z nibylaską byli w wiosce w sklepie, zrobiłem obchód terenu i w drzewie znalazłem skrzynkę z 4 m-a gniazdkami 220V. Jakieś 15m od tego miejsca mieliśmy zaparkowanego skurwomobila, to też jak podłączyłem lampę led, która ma baterie, ale w prądzie świeci jaśniej, to mieliśmy jasno w terenie dzięki temu mogliśmy w nocy grzebać w rzeczach, rozkładać się do snu itp. Przy drzewie była też też woda, to przed spaniem umyłem siekacze.
   Na liście rzeczy do spakowania jest wpisany materac nadmuchiwany i pompka. Z powodu pośpiechu nie zabrałem go, bo się na niego nie natknąłem, a baza danych dot. położenia rzeczy w stacji mac. nadal się uaktualnia (ona się tak uaktualnia od 3-ch lat, jak dobrze pamiętam), więc nie mogę sprawdzić w niej gdzie on jest. Na spanie wybrałem betonik leżący przy dawnym bydunku wypożyczalni sprzętu wodnego. Kiedyś to był pewnie jakiś ośrodek zakładowy, dziś oblacki ośrodek młodzieżowy w Kokotku NINIWA, a co ciekawsze, bo spojrzałem na mapę, to zaraz obok jest  Ośrodek rekolekcyjny Katolickiej Odnowy w Duchu Świętym Archidiecezji Katowickiej. Czyli sutanny kupiły atrakcyjne tereny nad wodą. Kiedyś w gazecie u Urbana czytałem jak skupowali grunty w Krakowie teraz widzę skupują atrakcyjne nad wodą. Może to i dobrze, że to oni, a nie inny pazerny biznesmen. Choć budynek noclegowy, to rodem wyjęty z PRL-u, można by tam kręcić kolejne odcinki 07 zgłoś się, to chętnie bym się tam w takich warunkach jak dawniej przespał.
  (zdjęcie zapożyczone) to drzewo z prądem i wodą, to jest to wysokie (na 11:00), przy którym po lewej jest płotek z jakąś reklamą. Na molo z tyłu łykaliśmy balsam pomorski, a auto mieliśmy ustawione obok tego hasioka widocznego na 13:00. W ogóle nie wiem czemu sam nie robiłem zdjęć, choć aparat jechał. Chyba jakieś blokady z dawnych czasów, kiedy były klisze i nad każdym zdjęciem trza się było zastanawiać jaki ono ma sens.
   Wracając do miejsca noclegowego, to wydawało się, że karimata, koc zwinięty na 3 jakoś pozwolą przespać noc.
 Nic bardziej błędnego. Okazało się już niebawem, że jest twardo, by nie napisać w chuj twardo. Ta twardość spowodowała tylko 3h spanie i tak z przerwami na obracanie się.
  Od 03:00 już nie spałem, a o 04:00 obolały wylazłem z nibyłóżka. Było już jasno od godziny, a ptaki, jakieś rybitwy, napierdalały od 03:00 na molo, które obsiadły.
 Przez 3h obszedłem obiekt, w laćkach, bo buty były w aucie, a nie chciałem ich budzić. O 06:45 oni się obudzili. 979 też połamany, bo jak można wygodnie spać na przednich siedzeniach w aucie, najlepiej wyspała się chyba nibylaska od 979. Zamieniliśmy się, tzn. poszedłem spać jeszcze do auta i jakieś 20 min udało się przysnąć, następnie przyjechała ekipa budowlana remontować dalej budynek widoczny za hasiokiem, czyli dawną wypożyczalnie sprzętu wodnego. Jest w nim schowana zajebista, stara drewniana motorówka. No perełka. Oczywiście fachowcy wykuli z budynku otwór na drzwi, bez nadproża pozostawiając luźno trzymające się gazobloczki. Przestrzeń między aluminiowymi drzwiami, a gazobloczkami wypełnili pianką i... gotowe. Ach Ci dzisiejsi budowlańcy.
  Dobra, kończę, bo znowu nie wyślę notki i będzie poślizg.

poniedziałek, 18 czerwca 2018

Poniedziałek (sobota) #1381

    Znowu wpadka. Notka miała się ukazać w sobotę, więc terminy "wczoraj", "przedwczoraj" i pochodne należy odpowiednio przesunąć.
   Wczoraj był 826 w trakcie mojego rozruchu porannego. Przedwczoraj był na wieczór i tradycyjnie już rozebrał się z koszulki. Niestety na stacji był jeszcze 834, więc ruchy miałem sparaliżowane, ale wczoraj już przylgnąłem do niego na tyle na ile się dało. Czasami, jak stał przede mną i naprężył mięśnie rąk, klaty, brzucha, po czym zaraz do niego się przytuliłem, to mu powiedziałem:
- nie możesz tak przede mną robić, bo mi się coś robi.
 Musiałem od niego odstąpić, by ta druga głowa, która już zaczęła się ponownie wzbudzać, nie zaczęła żyć własnym życiem. Jak go głaskałem wcześniej, to był lekko spocony, bowiem wcześniej był na ćwiczeniach na brzuch i ręce to też jak przesuwałem dłońmi po jego plecach, klacie to lekko się ślizgały. Prawie jakbym użył wody i mydła. Teraz jak to piszę, to przypominają mi się sceny z 975 i wodą + mydło. To była jazda.
  Po wywiezieniu ok. 8 szczurów na st. mac. zrobiło się jakby pusto. Pozostały już nieliczne dorosłe samice, chyba 4, i ok. 6 młodych jeszcze do złapania i to będzie na tyle. Inwalidka zostaje, jej siostra, która spierdoliła przy przekładaniu do klatki też, bo widzę razem chodzą, a obydwie albinoski, moja najstarsza samica i ta co się wydzierała, że nie chce jechać. Pozostanie jeszcze kwestia tej o 826, która obecnie wychowuje w szufladzie młode.
 Powyżej szczurzyca w szparze między szufladą, a klawiaturą. Robiłem to zdjęcie i pomyślałem, że teraz będzie problem z czyszczeniem klawiatury, wszak posiłki są konsumowane przy kompie, to klawa się szybko brudzi, a jej zdjęcie na czas czyszczenia mogło by wywołać potrzebę zmienienia gniazda przez szczurzycę. Wszak u swoich zaobserwowałem, że rodzą w jednym miejscu, a po kilku dniach przenoszą gniazdo w inne miejsce. No ale te moje były/są na swoim terenie to takie rzeczy mogły robić. Ta od 826 nie czuje się bezpiecznie, to też miejsce pod klawą wydaje się być dobre. W nocy się przebudziłem, bo siostra od iwalidki stepowała ze zdenerwowania w szufladzie obok na papierach. Musiałem ją delikatnie wypłoszyć raz, a następnie ponownie, bo jakoś nie zrozumiała, że ma sobie iść. Na szczęście udało się szybko zasnąć ponownie.
Ta maź po lewej stronie to rizotto z obiegu z cysternami, którego nie zdążyła zeżreć, bowiem nadszedł 826. Nie wiedziałem gdzie jej to dać, a ona nadal jest nękana przez lokalne szczurzyce. Papierek po prawej stronie to do zasłaniania otworu wejściowego. Jak ona gdzieś lezie na grupę A, to zasłania papierkiem, podobnie jak lezie do środka spać.
  Przedwczoraj pierwszy raz po długiej przerwie odpaliłem w td2 stację, w zasadzie podg., i dyżurowałem przez jakiś czas. Wpierw przez 3 dni na TS3 nasłuchiwałem co tam się dzieje, jak dyżurują. Wczoraj, ponieważ zaległości we wszystkim, to zmontowałem słuchawki z mikrofonem i włączyłem się do gry. Ponieważ jestem jednym z najstarszych grających to na kanał, na którym byłem nagle wszyscy się zbiegli usłyszeć mój głos, ale nie odzywałem się mimo zaczepek. Później już przy graniu normalnie.
   Jutro 979, a właściwie jego nibylaska ciągnie mnie na wyjazd pod namioty, nad jakieś jezioro. Zastanawiam się czy jechać, bo ona niby chce, ale 979, jak typowy samiec myśli o seksie, a przy tym będę im przeszkadzał. 

piątek, 15 czerwca 2018

Piątek #1380

  (jakaś totalna wtopa. Dziś patrzę, a notka nie pchnięta, a miała być wczoraj. W związku z tym wpisy "wczoraj", "przedwczoraj" jeżeli wystąpią w tekście dot. jednego dnia do tyłu)
   Co raz gorzej łapie się szczury. Pozostają, oprócz ostatnich młodych, już teraz te najstarsze do odłowienia, a wiadomo, jak się przyzwyczai człek, to trudno się to realizuje. Efekt. Trzy szczurzyce zostały wczoraj ułaskawione. Jedna się wydzierała, że chce zostać, zresztą kojarzyłem ją, jak z ręki jadła, to po chwyceniu został ułaskawiona. Druga, to inwalidka, która ma zostać, po raz drugi została chwycona i ponownie wypuszczona. Trzecia, to albinoska, która przy przekładaniu do klatki spierdoliła, to pozostała ułaskawiona. Zupełnie przypadkowo chwyciłem swoją najstarszą szczurzycę i wylądowała w wiadrze i dopiero przy przekładaniu do klatki kapłem się, że to przecież moja szczurzyca. Też została wypuszczona. Uciekł w obławie młody samczyk. Niestety trza bydzie na niego zapolować w przyszłym tyg. jak jeszcze nie w tym. Nie chcę już dopuścić do kolejnego rozrodu, bo to łapanie mnie już dołuje. To nie jest przyjemne dla osoby, prozwierzęcej. Im mniej łapań tym lepiej. Po wczorajszym w zasadzie do odłowu pozostało ok. 6-ciu młodych szczurów i pozostaną same najstarsze + szczurzyca, która ma młode od wczoraj, ta od 826, której nie lubią, zwłaszcza moja szczurzyca i inwalidka, która została już dwukrotnie ułaskawiona.
   Ta od 826 dostała rujki po porodowej. Oczywiście biegi z moim wykastrowanym samcem. Sama mu się podkładała, a on, na tyle na ile potrafił za nią biegał. Jest dwa razy większy od niej i trudno mu było ją gonić. Ona młoda, mniejsza to sprawnie mu uciekała, to znów przybiegała do niego i go drażniła. On, jak to samiec, na tyle na ile umiał to uganiał się za nią i czasami nawet, jak ona się rozłożyła, to ją dosiadał. Ona oczywiście po chwili spierdalała z pod niego, ale to takie zwierzęce gonienie się.
   Młode powiła w szufladzie, na której leży klawiatura. Zrobiła to, bowiem inne szczurzyce goniły ją w innych miejscach, a w szufladzie miała moją ochronę. Teraz pod klawiaturą, na której piszę mam ją i ileś tam, nie oglądałem, młodych szczurów, od których słychać tylko piszczenia. W ramach pomocy dostała pogniecone kawałki gazet i nawet część z jednej koszuli, by oprócz gazet miała też materiał na legowisko. Wcześniej jednak zrobiła tam porządek. Te papiery, które były nasączone zapachem innych szczurów wyciepła z szuflady z moją pomocą. To trza by nagrać na telefon. Ona znosiła do szpary niechciane papiery, wyciągałem je, po czym przynosiła następne. Jakiś materiał, który dawno temu dałem pierwszym szczurom, które też chciały być przy mnie, też wyciepła. Szparę z drugiej strony zatkała papierami, pozostawiając jedno wejście, które zresztą też zatyka, jak leży z młodymi. To za pewne z powodu ingerencji innych szczurzyc. Najstarsza przychodzi czasem i się spina przy szparze do szuflady, fucząc głośno, by ta w środku to słyszała. Z nerwów stepuje dając jej znać, że jest wielce niezadowolona z obcego przybysza. Teraz i tak nie mogę jej wydać 826, bo młode są za młode na transport, a po za tym 826 chwilowo w domu nie mieszka, a zostawił tam samca, którego przychodzi karmić. 
  W każdym razie, co do odłowu szczurów, to wyszło na moje. Nie trza było wdrażać, jak choćby 979 proponował, drastycznego rozwiązania typu trutka. Plan, który założyłem się sprawdził, tj. odłów samców, a następnie samic, które już nie mają młodych. Oczywiście koniec nadszedłby wcześniej, gdyby nie zawalone łapania samców wcześniej, choćby te z 979, z którymi tak zwlekał. Było ciężko, ale jest efekt, a kto by po tej trutce sprzątał? No pewnie nie ja... 979 teraz jest uszkodzony, a reszta, dająca tak drastyczne rozwiązania, też by to olała. Znowu spadło by to na mnie. A pewnych widoków nie da się ot tak wykasować z mózgu.
  Nadal mam obiekcje czy dobrze robię pakując się w teren po KWK Pokój 1. Jadąc wczoraj w obieg z cysternami, zastanawiałem się czy teraz mam źle, czy warto dla tej rosnącej i panoszącej się w coraz większej ilości głupoty na ulicach, robić kolejną rozrywkę, do tego rozrywkę wymagającą minimum myślenia, bo przecież jazdy drezyn mają się odbywać na sygnały kolejowe.
  No i na koniec, na szybko zrobione zdjęcie 826 trochę wzorowane na zdjęciu na innym blogu, ale ponieważ tamto dawno widziałem, to niedokładnie wyszło jak miało wyjść, ale kiedyś jeszcze powtórzę.

wtorek, 12 czerwca 2018

Wtorek #1379

  Się zaległości porobiły we wpisach, ale nie nadrobię wszystkiego, bowiem wczoraj dzień robienia dżemu truskawkowego. Po materiał, w sensie te truskawy pojechałem z 895, bo mu się nudziło, a na giełdzie jeszcze nie był, to pierwszy raz zobaczył jak tam jest. Za koszyk dyszkę, czyli wyszły po 3,60 kg., więc cena znośna. Oczywiście nie przygotowałem się kompletnie. Słoiki nie przygotowane, do tego od jakiegoś czasu, co pisałem tu jakiś czas temu, mimo lata i wysokich temp., nie umiem zatrybić i jak mam się zabrać do roboty, to tak jak kiedyś miałem się uczyć, mózg wymyśla niestworzone zajęcia, byle tylko ominąć to co ma zrobić. Efektem jego działań zabrałem się truskawy w południe, po procedurach rozruchowych.
  Na szczęście były dość ładne, bardzo mało odpadków, a z tych bardziej brzydkich robiłem koktajl z kefiru ze stony. Jak powiedział 230 postępuje odwrotnie niż zakłady produkujące dżemy. U nich te najgorsze trafiają do słoiczków, a te ładne na półki sklepowe. W każdym razie bez chemii, tylko cukier i to zwykły nie ten żelujący.
   Tego nie pisałem, bo oczywiście nie miałem czasu. W czwartek przylazł 826 z wiadrem, w którym jak się okazało dość szybko, są szczury. Jego szczury. Matka i 6 młodych. No pięknie qrwa. Przyszedł z nią, bowiem w domu ma samca i nie chce by się rozmnażały dalej jak u mnie. W piętek miały wyjeżdżać kolejne moje, tak pojechały tylko małe od samiczki, bowiem ona ma zostać, bo jego brat chce je mieć dalej, a szczur niby pójdzie do wykastrowania. Powiedziałem 826, że nie powinien mieć żadnych zwierząt w domu, bo się do tego nie nadaje. Ma napady agresji, jest nieodpowiedzialny, a w ogóle po co wymieniać wszystko na nie. Nie wiem w ogóle skąd ten pomysł by mieć szczury w domu, skoro widział co dzieje się na st. mac. Mam nadzieję, że zwłoka 5 dniowa nie zaburzy procesu zmniejszania ilości u mnie na st. mac. Jest ich już znacznie mniej. głównie widać to po żarciu, które co raz częściej zostaje, wręcz leży w miseczkach. Jeszcze 2 m-ce temu to parowało w krótkim czasie po włożeniu do nich. Problem teraz jest taki, że 826 nie kwapi się z odbiorem samiczki, a ta jest ponownie w ciąży i nie wiem kiedy urodzi (tak mi się wydaje, że w ciągu dwu dni). Jak urodzi, to będzie tu musiała zostać nadplanowo. Po za tym ona aklimatyzuje się, mimo, że obecne szczury, zwłaszcza najstarsza samiczka nie przepada za nią i kilka razy były już starcia, z samcem też. Wczoraj znalazłem jej włosy na łóżku, znaczy się było groźnie. Ma inne zapachy i moje szczury wyczuwają to i może traktują jako zagrożenie dla swojego stada? No nie wiem, tak bardzo w nawyki szczurze się nie wgłębiałem. Natomiast w porównaniu do innych moich dzikusów ona jest oswojona, tzn. przychodzi, wchodzi na ręce, można ją podnieść nie ucieka. Usiłuje znaleźć sobie odpowiednie miejsce i choć, po ostatnich wywózkach jest mniej szczurów i "lokale" się u nich pozwalniały, to nie umie sobie znaleźć.
   Teraz zaległa wizyta na KWK Guido. Ponieważ oni i tak standardowo mają pełno ludzi, to na terenie przed KWK nic w zasadzie nie organizowali. Kilka chorągiewek oznaczających, że biorą udział w industriadzie i tyle. Autobusy z wycieczkami walą tam masowo, to szczególnie nie przejmują się tym dniem. Zjazd 20zł, więc ponad połowa, bo normalny 45zł w innych dniach, ale też i krótsze przejcie - godzinne, normalne trwa ok. 3h jak mówił przewodnik. Grupa składała się z 19 osób na górze, ale na dół dotarło 17. Jedno dziecko nie wytrzymało presji i odpadło z rodzicem. W grupie był jeden, który wpadł mi w oko
ten w tej białej koszuli, poniżej inne ujęcie (miałem przybliżyć, ale nie wiedziałem czy zdążę)  
Zdjęcia przy maszynie fedrującej z organem, którą na pokaz uruchamiał przewodnik. Jeszcze kilka ujęć z chodników kopalnianych:
Mnie to by się podobało jakby kolejka na szynach była sprawna, a tak tylko przejechaliśmy się kawałek tym podwieszanym czymś:
i żadna rewelacja, ale może dla niektórych to atrakcja była. Po za tym, włącznie ze zjazdem szolą prędkości wszystkiego są takie jak tramwai na górnośląskich torach. To po prostu sunie. Pieszo bym był szybciej. Szola też spuszczali wolniej niż windy w pałacu kultury w wawce. No żenada. 
  Generalnie większe wrażenie na mnie zrobiła sortownia KWK Pokój i wszystkie elementy pokryte czarnym pyłem kopalnianym. Naturalność miejsca. Na KWK Guido, po przejściu setek wycieczek, to zatraciło już swój urok, po za tym, mania robienia wszystkiego na bezpieczne spowodowała, że z oryginalności dawnej KWK niewiele zostało. Tam powinno sie zjechać, umarasić własne ubranie robocze, umarasić twarz, zrobić se foty i to by wtedy były jakieś wrażenia. Jak szołżech na sortownia KWK Pokój, to wiedziałech, że sie udupie i kąpanie w bodyhali by się zdało. No niestety, jak wiecie zabierałem się do tego tak, że nie wykąpałem się tam. Może i dobrze, jeszcze by mi stanął przy jakiś mięśniakach kopalnianych. W Zabrzu rozstałem się z 824. Musiałem jechać na st. mac. by zobaczyć co ze szczurami. Dałem im żarcie, wymieniłem picie i ruszyłem ponownie na wycieczkę komunikacją miejską, darmową na industriadę. Przyjemnie się jechało, bowiem za dnia max temp. to 31C, więc mięśniaki lekko ubrane, choć wieczorem się ochłodziło do 23C. 
  W autobusach i tram niewiele mięśniaków, którzy by mnie zachwycili swoim wyglądem. Dosłownie pojedyncze sztuki, reszta to niewiele porywające kloce. Psuje się młodzież strasznie. Oni są jeszcze ładni do 20-ki, a następnie, to już szybko z góry, a dla niektórych już po 18 jest z góry. Prawie na koniec, na zwieńczenie przejazdu środkami masowego rażenia podróż klasyczną 105-ką, z mlaskającym stycznikiem, oryginalnymi plastikowymi siedzeniami, normalnie zamykającymi się drzwiami i w miarę normalnie, bowiem w kato był opóźniony 5 min, jadący motorowym. 
  Tyle, bo kolejne zajęcia czekają, a z tym opisywaniem, to się nie wyrobię i tak.

niedziela, 10 czerwca 2018

Niedziela #1378

Industriada zaliczona, przejazdy komunikacją miejską, darmowe - też. Nie ma to jak życie przy miastach. Rozrywki za darmo, dojazd za darmo, no full wypas. Ale od początku. Postanowiłem pojechać na wąskotorówkę do By-mia, bowiem, jakbym dostał teren z KWK Pokój, to chciałem zobaczyć jak robią to inni, jak to jest zorganizowane.
   Z 824 umówiliśmy się na Łużyckiej i poszliśmy na wąskotorówkę. Mimo godziny 11:30 teren był przygotowywany, a ludzi jeszcze tłumnie nie naszło. Pierwszą refleksją była spora ilość ludzi potrzebna do obsługi takiej imprezy. Wielość punktów, które trzebaby obsadzić i przy każdym musi być jedna osoba, w szczególnych miejscach (jak np. nastawnia) nawet dwie. Po za tym, co widać na zdjęciu,
 przy takiej ilości ludzi trudno jest prowadzić skutecznie ruch, wiec u nas będzie to musiało być rozwiązane inaczej. Plusem u nas (jeżeli oczywiście kiedyś to ruszy) będzie sprawna nastawnia, bo na wąskotorówce dopiero ją odtwarzają. Poniżej odtwarzany plan świetlny z tyłu
i z przodu
Oczywiście plany odbudowy, modernizacji są szerokie, tyko kto u nich to będzie robił i kiedy, jak mają do tego utrzymanie taboru, co nam odpadnie.U nas też nie wiem kto, bo brak ludzi mi też będzie doskwierał.
Dźwignie zwrotnicowe mają sprawne tylko 3, semafor jest wyświetlany przez przekaźnik przyciskiem na pulpicie, a nie wiem w ogóle czemu był ze wskaźnikiem W31 skoro podawali na nim sygnały.

To chyba taka wpadka niezauważona. Semafor grupowy, więc jeden na tory z przebiegami, u nas na szczęście, bo to robi większe wrażenie, każdy tor ma sygnalizator świetlny (semafor lub Tm).Pewne rozwiązania podpatrzyłem i jeżeli dostaniemy teren po KWK, to zastosuje je na st. zwrotnej, głównie odnośnie zabezpieczenia części, rzeczy leżących przy torach, by nie poszły samodzielnie na spacer w niewiadomym kierunku.
  Wizyta w izbie tradycji
utwierdziła mnie w przekonaniu, że znacznie więcej mam eksponatów na st. macierzystej, jak oni w tej izbie,
 ale to dobrze, bo ewentualne przyszłe muzeum, będzie dość szybko wyposażone w eksponaty, dzięki temu st. mac. trochę się uwolni od zawalenia rzeczami kolejowymi, które teraz walają się bezwładnie po niej.
  Jak widać na zdjęciu poniżej, ludzi trzeba stale nadzorować, bo jak nie, to np. przykręcą krzywo latarnię i przeciwwagę. 

    Z wąskotorówki poszliśmy od EC Szombierki, bo to obok, ale nie udało nam się wejść, bo rezerwacje, a nie załapaliśmy się za osoby, które na rezerwacje nie przyszły. Pojechaliśmy zatem do KWK Guido w Zabrzu. 850 do Gl-ce Zaj, następnie 840 goniliśmy tram. 31, w rezultacie nadgoniliśmy tak, że złapaliśmy jeszcze wcześniejszy tram nr 3. Pisałem kiedyś, że tram na Górnym Śl. i w Zagłębiu się wleką niemiłosiernie, to też dogonić je autobusami nie stanowi problemu, mimo że zasadniczo powinno być odwrotnie.
  Grupą 17 osób zjechaliśmy na dół, a w grupie był jeden ładnie wyglądający, taki mieszczący się w widełkach wyglądowych.
  O wizycie na Guido w następnej notce, bo na stacji dwa tory się już zapełniły 834, i trudno się pisze, więc narka.

piątek, 8 czerwca 2018

Piątek #1377

  Muszę to napisać, bo jak mówił o. Natanek - to wiedz..., że coś się dzieje...
To dzieje, to lezie na nockę 826. Mało tego lezie z jakąś flachą, a my otwarliśmy wcześniej nasze zajebiste, trochę mocne, wino porzeczkowe. Aż się boję co się będzie działo. Oczywiście jest opcja, że nic nie będzie, ale 826 na noc, świadomie i to z flachą - to wiedz..., że coś się dzieje...
Oczywiście, by nie było tak różowo, to na nocny postój zamówił się też 172. To oczywiście problem, bo drużyna trakcyjna 826 pytała się, czy stacja pusta. Nie skłamaliśmy, (na razie) pusta, ale jak będzie dalej... (to nie wiemy). Mamy nadzieję, że ta pustka zostanie odpowiednio długo.
  Dziś, załatwiając sprawy papierkowe dot. kopalni, jechałem przez lasek, w którym ostatni raz miałem bliskie spotkanie z 222. Ta jego gładka skóra, te jego mięśnie, figura i w ogóle..., to jak przejeżdżałem przez ten lasek, aż chciałem zjechać w miejsce, gdzie był ostatni kontakt cielesny i dać upust wyobrażeniom mózgu o tym spotkaniu.
  Wczoraj byłem u 820. Czy tylko mnie się wydawało, że prężył przede mną mięśnie i je ukazywał, czy to taki standard? Już kiedyś, kilka lat temu, wydawało mi się, że mnie kusi. Wczoraj odniosłem podobne wrażenie. Czy mam się na coś nastawiać?
   A teraz, by nie było, że w wiosce jest tak zawsze przyjaźnie, to czat do 826 od jednego z jego kolegów, którego zresztą osobiście znam:
- "Siedzisz u cwele co się ze 172 w dupa jebia, Ręką mu podajesz a potym z normalnymi chopcami się witosz. Jo nie je ani rasista tolerują dużo dziwnych Żeczy ale pedałów to masakra. Ze 172 yno godom bo go znom od dziecka, I z grzecznosci" (ksywę 172 zamieniłem na nr, reszta pisowni oryginalna)
  Wracając do 826, to tyle dziś się namacałem, co nigdy. Nawet rękę czasem po gumkę z majtek delikatnie wsadzałem, czy raczej przesuwałem. Zresztą z jakiegoś tam powodu, nie wiem z jakiego zdjął krótkie spodenki i pozostał na dłuższą chwilę w majtkach. Powiedziałem:
- jak dla mnie możesz w majtkach być dalej
i w tym momencie on zrezygnował z zakładania krótkich spodenek, mimo iż miał je już na udach. Ściągnął je i ciepnął kajś tam pozostając w luźnych bokserkach. Ogólnie zauważyłem, że brakło alko. Gdybym miał więcej, jakąś rezerwówkę, to sprawa potoczyła by się dalej, choć miąłem już trochę w głowie i większa ilość mogła by się zakończyć bliskim spotkaniem z muszlą. Wracając do 826, to plecy - moje, klata - moja, uda - moje. Łydek nie atakowałem, ale reszta w moich rękach się przewinęła i to dość dobrze. 
   Czy ja się starzeję? Czy mnie się wydaje, że oni mnie drażnią, czy to tylko moja wybujała fantazja?
   Jak 826 ściągał krótkie spodenki to wydawało mi się, wręcz widziałem przez te luźne bokserki, że organ mu się wzbudził. 820 też mnie dziś drażnił swoimi mięśniami, przynajmniej tak mi się wydawało. No i co z tym wszystkim robić?
  W każdym razie nie wypadło źle. Cienkiej granicy nie przekroczyłem. Rano przylazł 826 i na pytanie, czy wszystko wczoraj było ok, odpowiedział, że tak, a po za tym ponownie rozebrał się z koszulki. 
   Tyle, bo roboty pełno, w tym też papierkowej, a nadto jestem niewyspany, bowiem 826 opuścił stację dziś o 02:05, to w ciągu dnia, w planie wyglebienie, bo jutro industriada, a już dwie noce zarwane do cyca. Narka.

środa, 6 czerwca 2018

Środa #1376

   Czasami myślę, że się rzucam na głęboką wodę i nie wiem czy się nie utopię. Już teraz jestem zajebany robotą, chce mi się jak się chce, mam lepsze i gorsze dni pod kątem wydajności. Dziś jest ten trochę lepszy. Siedzę od kilku dni, a dziś już w większym wymiarze czasowym nad biznes planem terenów KWK Pokój. Dobrze, że kiedyś tam, nim jeszcze dotarł komputer, zrobiłem sobie we własnym zakresie na st. mac. kurs maszynopisania ze starej książki, dzięki temu dziś nie ma większego problemu w napierdalaniu paluchami po klawiaturze. Bez tej umiejętności było by bardzo ciężko, a w ogóle nie wiem jakby to było.
   Wczoraj na wieczór na tyle byłem zmęczony, że jak wszedł na stację172 i chciał coś zrobić, to jak się położyłem na nim to prawie zasnąłem. Po minucie leżenia stwierdziłem:
- nic z tego nie będzie
- no właśnie widzę, że zasypiasz na mnie.
  Choć dla mnie zmęczonego nie byłaby to zła opcja. Wieczorem, po odejściu 834 ok. 21:40 stwierdziłem, że zamykam stację dla czynności techniczno-ruchowych i wyglebiam. Jednak po włączeniu procedur wyłączających, które starałem się sprawnie realizować, okazało się, że już 22:40 więc wcale wcześniej nie było, no jakieś 30 min. Po 2 min od wyblebienia dzwonek. Qrwa, tyle starania i nic z tego. Okazało się pod wjazdowym 172. Wpuściłem na stację. Chciał coś zrobić, ale powiedziałem, że nie wiem czy coś z tego wyjdzie, aczkolwiek, mózg mówił jedno, a druga głowa na dole, jak widziała 172 w klacie, już się obudziła i była gotowa do działania. 172 był po flaszce z kimś tam i jeszcze jakimiś piwami. Nawet dobrze, że nic nie robiłem, bo po jakiś 10 min miał bliskie spotkanie z muszlą, to jakbym siadł na nim, to jeszcze bym miał nadplanowe sprzątanie na grupie A. Tak mogłem zasnąć. 172 wszedł na stację mac., bowiem, jak stwierdził, w razie W go obudzę, a w domu mógłby na budzik nie reagować i zaspać do roboty.
   Rano o 05:00 budzik. Jak zwykle o takiej porze byłem totalnie przydupiony. Wyprawiając ze stacji 172 pomyślałem, że jakbym tak miał wstawać o takiej godz. to by mnie podupiło. Wiem, kiedyś dawno temu wstawałem do pracy o 02:15, później 03:10, a na PKP o 04:10 i jakoś dawałem rady, ale człowiek łatwo przyzwyczaja się do wygód, w tym np. do wysypiania się, to na odstępstwa od tego organizm trudno reaguje.
  Notka miała być pchnięta ok. południa, ale właśnie wtedy na stację wszedł 979, który ma L4. Zabrał się za naprawę jakiś kompów z zewnątrz, a ja zająłem się jakimiś bieżącymi rzeczami, ale też w końcu z nim porozmawiałem, jak już dawno nie mieliśmy takiej okazji. Tematy dnia codziennego, ale wreszcie zrobiło się przyjemnie. Ostatnimi czasy to zawsze jakoś drętwo było.
  Jak zwykle nie wszystko się zmieściło, bowiem już późno, a jeszcze muszę siąść do biznes planu, a wnet też kolejny obieg z cysternami. Ostatnimi czasy w obiegu ze st. zwrotnej wracają pełne składy z przekroczoną masą brutto, przeto z ograniczeniem prędkości, ze względu na brak wymaganej masy hamującej. Na razie mrozimy, ale nasze możliwości już się wyczerpały. Część ulokowaliśmy w terenie, ale tam też już koniec. Ciepło się zrobiło, to żrą mniej. Ja zresztą też muszę mniej, bo lato, a tu miast mieć mniej, to mam chyba więcej.
  Jeszcze na koniec, co chyba piszę od kilku lat w lecie. Tradycja wioskowa na chodzenie w klatach mięśniaków jest rewelacyjna. W tym roku obserwuję nowy narybek, który wzorem starszych skurwieli też chodzi w klatach. No jest co wybierać, choć jak patrzę na niektórych, to jeszcze kilka lat i obecną figurę będą mogli wspominać na zdjęciach, jak takowe se zrobią. A nawet jeżeli, to jak je zachowają, bo z tym to już w ogóle jest lipa. No ale to też tradycja wioskowa, że zdjęć się nie archiwizuje, sobie się w zasadzie nie robi i następnie po iluś tam latach nie ma się co oglądać. Nie udało nam się zrobić zdjęcia 899 i w zasadzie nie znamy żadnego innego, gdzie można by go było zobaczyć w klacie, a widok..., ach.... szkoda pisać.
  Zaś się rozpisuje na koniec. To narka.

poniedziałek, 4 czerwca 2018

Poniedziałek # 1375

  979 z nibylaską oglądali serial 13 powodów. Polecili go, to obejrzałem pierwszy odcinek, nawet drugi i trzeci. Hmm, żadna rewelacja. Powielane są w nim typowo głupie amerykańskie zachowania, jak np. koleś rowerem ucieka przez autem, oczywiście środkiem drogi, jakby chciał, by to auto go najechało. No kretyn. Po za tym przedłużająca się akcja, mało treści, a przynajmniej przekazywana w średni sposób (nie porywający). Statyści dali już w ogóle popis nienaturalności. Jakbym oglądał "Truman Show". Albo inne zachowanie. Laska wchodzi do męskiej szatni i koleś, nie gruby, nie brzydki nagle usiłuje się  nakryć szybko koszulką, bowiem był w klacie. No kretyn po raz drugi. Że niby młode samce się tak zachowują. Chyba się coś reżyserowi popierdoliło.Scen takich, nie tylko z udziałem głównego bohatera jest więcej. Choć 979 nie widział nic szczególnego, to w rozmowie stwierdził, iż wie, że inaczej oglądam filmy. No i chyba czegoś innego dziś od nich oczekuję.
  No standard. Jak przylazł wczoraj wieczorem 826 i w zasadzie, ponieważ znietrzeźwił się gdzieś indziej, to był do brania, to jak zwykle w takich momentach stacja pełna. Ile razy to już przerabiałem? Był też 172, który podobnie jak 826 przechadzał się po stacji w klacie i oboje robią na mnie wrażenie. Niestety mieliśmy też na głowie drużyny trakcyjne 834 i 895, ale te odeszły ok. 22:10. Niestety 826 też odszedł w odstępie po nich, a plan był przytrzymać go na grupie A, kiedy 172 będzie stacjonował na grupie B i wtedy coś zrobić.
   Do 172 poszedłem na grupę B rano, tzn. jak się przebudziłem. Wlazłem do łóżka, przylgnąłem do niego od tyłu i zacząłem go głaskać. W trakcie zastanawiałem się, że to już nie te czasy jak kiedyś. Nie potrafię, przynajmniej jego, tak namiętnie głaskać jak kiedyś mięśniaków. Sprowadza się to dziś do krótkiej gry wstępnej, a następnie właściwej fazy. Może to ten brak czasu i w mózgu ciągle kotłująca się spora ilość spraw do załatwienia nastawia go na krótkie działanie, a nie jak kiedyś z nutką romantyzmu. Chwile jak z 222 tu opisywane chyba już nie wrócą. To było dobrych kilka lat temu, a w tym czasie też się trochę zmieniłem. Oczywiście w trakcie jest ok. Wiem co lubi, widzę jak na to reaguje, ale kaganiec czasowy ciągle nade mną wisi. Czasem, jak dziś, trochę przeciągnę, ale na tym etapie pojawia się uczucie, że w sumie to już powinienem kończyć, bo te zajęcia...
   Co do sprawy stacji kolejowej przy KWK Pokój, to wczoraj w zasadzie podjąłem decyzje, że jednak biorę. Nie wiem jak się to skończy, ale drugiej szansy nie będzie i duża ilość plusów przemawia za wzięciem. Takie ułatwienia, jakie m-to mi oferuje mało kto dostaje na starcie. Myślę, że się w tym zrealizuję i może uda mi się zrobić z tego jakąś atrakcję w okolicy. Z drugiej strony zdaję sobie sprawę z ogromu zajęć jakie przede mną czekają. To się będzie ocierać o padanie na ryj.
  Odpowiedzialność duża, bowiem jeżeli w przyszłym roku m-to zaistnieje w industriadzie, która co roku weszła już do harmonogramu imprez na Górnym Śl. to właśnie tym co tam uda mi się tam zrobić. Na dziś Ruda Śl. nie ma nic, co pozostało po przemyśle w tym m-cie. Kiedy inne miasta w broszurze wydanej na tą okoliczność szczycą się uratowanymi zakładami przemysłowymi z początku ub. wieku, to R. Śl. wystawia do Industriady jedynie zabytkowe osiedle domków. W Zabrzu dwie kopalnie, które można zwiedzać (do Guido chcę się wybrać), w Bytomiu EC i wąskotorówka, w świonach jakieś dwie wieże pokopalniane, w Ch-wie też wieża pokopalniana, czyli w okolicznych miastach, a w Rudzie - nic. Oczywiście na indu się wybieram, bowiem pod kątem stacji kolejowej chcę zobaczyć rozwiązania gdzie indziej, nadto komunikacja miejska jest za darmo, to se pojeżdżę.
  Mimo temperatur na placu mięśniak budowlaniec nie chce rozebrać się do klaty. Inne warchlaki od południa latają w klatach pokazując wylewające się z nad paska u spodni brzuchy, a on tego swojego sześciopaka ukazać nie chce. Co za skandal. Widzę tylko umięśnione ręce i szyję.
  Trza kończyć, bowiem te zajęcia, o których wcześniej pisałem czekają. A i wizytę wczorajszą na nastawni KWK opiszę może jutro. Narka.