Baltazar221
poniedziałek, 9 lutego 2026
sobota, 7 lutego 2026
Sobota #2242
Na ntlx pojawił się film "10 dance". Film japoński, nowa produkcja 2025. Film mnie zaskoczył, głównie końcem. Takiego zakończenia się nie spodziewałem, aczkolwiek na pewno takie już opisywałem, ale do tego później. Motywem przewodnim w filmie jest taniec towarzyski, zarówno ten klasyczny, jak i latynoamerykański. Dwu zawodników z tych osobnych działów postanawia razem wystąpić w jednym turnieju 10 tańców. Zaczynają razem trenować i... (na opisach, jest - zbliżają się do siebie, ale napiszę) zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Rozumiem, że film fabularny, to można w zasadzie nawet umieścić tańczących Marsjan, ale produkcja robi wrażenie dość poważnej i może nawet startującej do jakiś nagród, to scenariusz znowu wyszedł taki na siłę. Nieszczególnie wierzę w przemiany z heteryka w biseksa w wieku ok. 30 lat, a to nam się serwuje. Tym bardziej jest to mało wiarygodne u samca alfa, który, co w jednej scenie jest pokazane, budzi się rano wśród dwu kobiet. Nie jednej, ale obu na raz. No i teraz ten samiec, po pierwszym kontakcie w tańcu z drugim tancerzem, kiedy ten ociera się o niego swoim kutasem, to jest dosłownie ujęte w scenariuszu i prawie wychodzi poruszony z tego powodu z treningu, później zlewa to, zlewa pociąg do lasek i nagle czuje miętę do tego drugiego tancerza, krótego wcześniej nienawidził, co również jest w scenariuszu. To właśnie trochę tak, jakby w zawodach tanecznych umieścić Marsjanina. No dało by się, ale wtedy bliżej by było do komedii, jak do dramatu, jak opisuje się film. Dla mnie takie przekształcenie się w biseksa jest bardzo, bardzo naciągane i w zasadzie nie jestem w stanie uwierzyć. Drugi bohater, ten od tańców klasycznych już miał zajawki branżowe wcześniej, które w filmie są pokazane i tu jakby zauroczenie ładnym tancerzem, bo sam bym z tym drugim wiele zrobił (tym od tańców latynoamerykańskich), jest logiczne i spójne.
W filmie pojawia się kilkukrotnie tekst, że aby dostać się na szczyt, to para która tańczy, powinna być złączona miłością, bo to właśnie ta wyzwala uniesienie przy nim, które w połącznieu z techniką, ćwiczeniami daje pożądany efekt. Można w/g scenariusza sporo ćwiczyć, być bardzo dobrym, ale bez tego ostatecznego elementu, dostanie się na szczyt jest niemożliwe.
Odniosę się do tego. W życiu miałem dwa takie przypadki, że byłem na dyskach branżowych i tańczyłem z partnerami właśnie z takim uczuciem z obu stron. Raz w kato, co po zejściu z parkietu nawet koledzy branżowi mówili, że dałem czadu i była rewelka, dwa we wrocku, podobnie. Stąd zdaje sobie sprawę z tego, jak istotne w tańcu jest właśnie uczucie między partnerami.
W filmie jest scena, kiedy po jakiś zawodach międzynarodowych tancerze (tak Ci dwaj) tańczą razem przed całą publiką i yury. No niestety to aktorzy i oni odtwarzają role na tyle ile mogą, ale miłości, tego zauroczenia drugą osobą nie da się odtworzyć sztucznie. No i tak było w filmie. W kilkuminutowej scenie tańca, tego zauroczenia nie widać. To co kiedyś opisywałem o porniolu Cadinota, ta jedna scena, info które czasem pod zdjęciami na końcu umieszczam (jak jest zdj. pary), że akurat ta para darzy się uczuciem, co jest dostrzegalne na ekranie, przynajmniej dla mnie. Nie muszę się wpatrywać 5 min by to zauważyć. No ale to podobnie jak często w filmach jest pokazywana jazda samochodem. Choć ona w większości odbywa się w studiu, to mamy myśleć, że jadą na prawdziwej drodze. Tu w filmie, też mamy se wyobrazić, że oni się specyficznie kochają.
I zakończenie. Ponieważ niczego nie zdradzę, jeżeli chodzi o treść, to napiszę. Film nagle się kończy i tyle. Wchodzą napisy końcowe i już. Przez pierwsze sek. byłem w lekkim szoku. Jak to? Nie ma ciągu dalszego?
Ogólnie film dobry. Oprócz tego naciąganego scenariusza, trudno się do czegoś doczepić. Oczywiście nie tańczyli jak rasowi tancerze, ale w końcu to aktorzy z przyuczeniem. Reszta jakby zagrana dobrze. Czy warto obejrzeć? Tak. Film trwa 2h, więc na tyle się przygotujcie.
Zdjęcie.
czwartek, 5 lutego 2026
Czwartek #2241
374 się na mnie obraził po jakiś 15 latach znajomości. Hmm, ciekawe co ludzie dziś mają pod kopułami. Sprawa poszła o kasę. Chciał ode mnie pożyczyć wstępnie 5 klocków, później sam zszedł na 3, a finalnie po burzy jaka się u niego odbyła z ostatnią firmą, w której pracował, napisałem mu, że pożyczę mu 1k.
Teraz jest do tego potrzebna historia, bo samo to nie daje zrozumienia, czemu się obraził, bo jednak chciałem mu cokolwiek pożyczyć.
Otóż, jak dla mnie, jest pazerny na kasę i to od jakiegoś czasu. Rozmawiałem o tym z 979 kilka razy. Już kiedyś pożyczył 6k, które oddawał znacznie dłużej niż było zaplanowane, bo wiecznie coś tam, a po za tym mam kasę, to mi nie potrzebna bieżąco (w/g niego). Spłaca mieszkanie w kredycie i to na dziś jest jego największym obciążeniem, ale mocno je nadpłaca, by szybciej spłacić.
Od jakiegoś czasu jeździłem z nim, jak miałem czas, na wspólne obiadki do lokalu (opisywałem te wyjazdy na blogu), gdzie były/są w promkach niezmiernie tanie. Już w ub. roku kilkukrotnie mówiłem mu, iż w jego wieku to się powinno mieć rezerwę finansową w domu przynajmniej 2k, jak nie więcej. Przy jakimś obiadku, jak znowu jakieś drobne pożyczał, to się go lekko żartobliwie spytałem - przecież zarabiasz wiyncyj ode mnie, to jak to je, że pożyczasz kasę? Nie drążyłem wtedy tematu, bo to miała być taka wzmianka jakby na opamiętanie jego funkcjonowania ekonomicznego. To nie nastąpiło. Mało tego, w tej swojej pazerności, u poprzedniego pracodawcy zarabiał 7-kę na pełną umowę. Tzn. tą 7-kę miał ozusowaną, opodatkowaną. Dogadał się z nim, że weźmie najniższą by dostawać na rękę 8-kę. Już w listopadzie był na new umowie. W grudniu dostał więc dwa przelewy. Ten z najniższej i drugi z tytułem wpłata na resztę. Grudzień przeleciał, bo dużo wolnego, ale od 2-go stycznia poszedł na dwa tyg. na L4 i choć pracodawca się go pytał wcześniej, czy będzie jeździł czy nie, bo już tam 374 zaczął kombinować, to wersja była, iż jeździć bydzie. No to ten się zaskoczył, kiedy dowiedział się o L4 na dwa tyg. do końca umowy i mu ciśnienie wzrosło. Dowiedział się też, o rozwiązaniu umowy o pracę, ta miała być do 17-go stycznia. Ponieważ pracodawca czuł się wydymany, czy z innego powodu, to opóźnił wypłatę 374 tej najniższej za grudzień. W tym czasie 374 podał go do PIP i ITD. Ci wybrali się na kontrolę, to pracodawca napisał mu, że przelew w grudniu (to co poszło z tyt. wpłata) to była zaliczka firmowa i ma ją zwrócić w ciągu 3-ch dni i na jej poczet nie wypłaci mu wypłaty za grudzień, bo 374 dysponuje firmową kasą. Jeszcze przed tym, nim się obraził 374 pytam się go, a co z rezerwą finansową?
- miałem, ale wpłaciłem jako ratę na mieszkanie.
- to jaka to była rezerwa jak ją wpłaciłeś i się wyzerowałeś.
Znowu nie chciałem drążyć tematu, bo przeca nie byda uczył dorosłych ludzi życia ekonomicznego.
No i teraz jak on się wyzerował na własne życzenie, pazerność mu do tego jeszcze bokiem wyszła, to się na mnie obraził, że nie chce mu pożyczyć kasę tyle ile on chce. Mało tego po dwu dniach się odblokował i wytknął mi, to że mam kasę, ale nie chcę mu pożyczyć kiedy on potrzebuje.
979 jak to czytał, to powiedział by go olać sikiem prostym i się tym kompletnie nie przejmować. W sumie wyszło b. dobrze, bo go zaboli, a może po tym zmądrzeje, albo i nie.
Mnie to w sumie może i na rękę, że tak wyszło, bo to wcale nie była znajomość, której można aż tak bardzo żałować. Zresztą nawet 254 miał go dość, więc o czymś to świadczy.
Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Otóż przeważnie pożyczają ode mnie kasę ludzie, którzy generalnie wyśmiewają mój styl, czy poziom życia. Przeca w tej notce opisywałem m.in, bo to nie po raz pierwszy, jak 374 się naśmiewał z moich skarpet. Podobnie 825, a później - pożycz kasę.
Przecież nie mówię im, że żyją ponad stan i w/g mnie jest to trochę niezręczne, a 374 jedynie zwracałem uwagę na stworzenie sobie rez. finansowej.
Zresztą co się przejmować. My przed śniadaniem, przed odchudzaniem mieliśmy dziś 63, wiync jesteśmy zajebiste.
I jeszcze jedno. Ostatnio po pobycie na stacji, kiedy był sam 254 na niej, to jak już w nd. z nim gadałem to stw., iż właśnie po tym pobycie zastanawia się czy jednak iść mieszkać samemu na mieszkanie, czy (uwaga, uwaga, uwaga) nie zmienić obecnej st. mac. na st. mac. u mnie. No byłby to lekki szok dla mnie, ale dobrze, dobrze.
Zdjęcie.
Wnętrze zabytkowego wagonu w parowozowni Wolsztyn, w której byłem wraz z 374. Otóż, jak dla mnie, jest pazerny na kasę i to od jakiegoś czasu. Rozmawiałem o tym z 979 kilka razy. Już kiedyś pożyczył 6k, które oddawał znacznie dłużej niż było zaplanowane, bo wiecznie coś tam, a po za tym mam kasę, to mi nie potrzebna bieżąco (w/g niego). Spłaca mieszkanie w kredycie i to na dziś jest jego największym obciążeniem, ale mocno je nadpłaca, by szybciej spłacić.
Od jakiegoś czasu jeździłem z nim, jak miałem czas, na wspólne obiadki do lokalu (opisywałem te wyjazdy na blogu), gdzie były/są w promkach niezmiernie tanie. Już w ub. roku kilkukrotnie mówiłem mu, iż w jego wieku to się powinno mieć rezerwę finansową w domu przynajmniej 2k, jak nie więcej. Przy jakimś obiadku, jak znowu jakieś drobne pożyczał, to się go lekko żartobliwie spytałem - przecież zarabiasz wiyncyj ode mnie, to jak to je, że pożyczasz kasę? Nie drążyłem wtedy tematu, bo to miała być taka wzmianka jakby na opamiętanie jego funkcjonowania ekonomicznego. To nie nastąpiło. Mało tego, w tej swojej pazerności, u poprzedniego pracodawcy zarabiał 7-kę na pełną umowę. Tzn. tą 7-kę miał ozusowaną, opodatkowaną. Dogadał się z nim, że weźmie najniższą by dostawać na rękę 8-kę. Już w listopadzie był na new umowie. W grudniu dostał więc dwa przelewy. Ten z najniższej i drugi z tytułem wpłata na resztę. Grudzień przeleciał, bo dużo wolnego, ale od 2-go stycznia poszedł na dwa tyg. na L4 i choć pracodawca się go pytał wcześniej, czy będzie jeździł czy nie, bo już tam 374 zaczął kombinować, to wersja była, iż jeździć bydzie. No to ten się zaskoczył, kiedy dowiedział się o L4 na dwa tyg. do końca umowy i mu ciśnienie wzrosło. Dowiedział się też, o rozwiązaniu umowy o pracę, ta miała być do 17-go stycznia. Ponieważ pracodawca czuł się wydymany, czy z innego powodu, to opóźnił wypłatę 374 tej najniższej za grudzień. W tym czasie 374 podał go do PIP i ITD. Ci wybrali się na kontrolę, to pracodawca napisał mu, że przelew w grudniu (to co poszło z tyt. wpłata) to była zaliczka firmowa i ma ją zwrócić w ciągu 3-ch dni i na jej poczet nie wypłaci mu wypłaty za grudzień, bo 374 dysponuje firmową kasą. Jeszcze przed tym, nim się obraził 374 pytam się go, a co z rezerwą finansową?
- miałem, ale wpłaciłem jako ratę na mieszkanie.
- to jaka to była rezerwa jak ją wpłaciłeś i się wyzerowałeś.
Znowu nie chciałem drążyć tematu, bo przeca nie byda uczył dorosłych ludzi życia ekonomicznego.
No i teraz jak on się wyzerował na własne życzenie, pazerność mu do tego jeszcze bokiem wyszła, to się na mnie obraził, że nie chce mu pożyczyć kasę tyle ile on chce. Mało tego po dwu dniach się odblokował i wytknął mi, to że mam kasę, ale nie chcę mu pożyczyć kiedy on potrzebuje.
979 jak to czytał, to powiedział by go olać sikiem prostym i się tym kompletnie nie przejmować. W sumie wyszło b. dobrze, bo go zaboli, a może po tym zmądrzeje, albo i nie.
Mnie to w sumie może i na rękę, że tak wyszło, bo to wcale nie była znajomość, której można aż tak bardzo żałować. Zresztą nawet 254 miał go dość, więc o czymś to świadczy.
Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. Otóż przeważnie pożyczają ode mnie kasę ludzie, którzy generalnie wyśmiewają mój styl, czy poziom życia. Przeca w tej notce opisywałem m.in, bo to nie po raz pierwszy, jak 374 się naśmiewał z moich skarpet. Podobnie 825, a później - pożycz kasę.
Przecież nie mówię im, że żyją ponad stan i w/g mnie jest to trochę niezręczne, a 374 jedynie zwracałem uwagę na stworzenie sobie rez. finansowej.
Zresztą co się przejmować. My przed śniadaniem, przed odchudzaniem mieliśmy dziś 63, wiync jesteśmy zajebiste.
I jeszcze jedno. Ostatnio po pobycie na stacji, kiedy był sam 254 na niej, to jak już w nd. z nim gadałem to stw., iż właśnie po tym pobycie zastanawia się czy jednak iść mieszkać samemu na mieszkanie, czy (uwaga, uwaga, uwaga) nie zmienić obecnej st. mac. na st. mac. u mnie. No byłby to lekki szok dla mnie, ale dobrze, dobrze.
Zdjęcie.
Podejrzewam, że oryginalna lampa w tym wagonie, to była na naftę. Ta (co zwisa z sufitu) jest z wagonów lat 60-ych. W bipach była m.in. stosowana i bonanzach. Sam wyjazd do Wolsztyna jest opisany w tej notce.
Korekta jak zwykle, narka.
wtorek, 3 lutego 2026
niedziela, 1 lutego 2026
Niedziela #2239
By nie było, to tak, funkcjonuję.
Miał być weekend z 254, ale... No właśnie. Wyszło tak, że miałem weekend niewolniczej (dosłownie!) pracy. Tylko nadmienię, co opiszę później, że w pt. wstałem o 01:05 (tak w nocy) i byłem w pracy do 22:54, o tej godz. wylogowałem tachograf 22 h. Wiym, zajebiście f uj.
Wracając do 254 to jedynie dziś odwiozłem go do interku, bo tyle czasu było na kontakt z nim. Tzn. pogadaliśmy na stacji jakieś 20 min, ale to tyle, bo laska już czekała.
Ok, nie będę się rozwodził nad życiem nastek, bo we wcześniejszej wersji miała na niego nie czekać i sama przetransportować się do interku, ale... No właśnie.
Zdjęcie. Nie moje. Autor Paweł Telega, co widać powyżej. Nwm, jaka to stacja, ale nwm, dlaczego wydaje mi się, że to Wr-w, ale strzelam, a ja niestety niecelnie strzelam.
Dziś nie bydzie mięśniaka, a motyw kolejowy już archiwalny.
Miał być weekend z 254, ale... No właśnie. Wyszło tak, że miałem weekend niewolniczej (dosłownie!) pracy. Tylko nadmienię, co opiszę później, że w pt. wstałem o 01:05 (tak w nocy) i byłem w pracy do 22:54, o tej godz. wylogowałem tachograf 22 h. Wiym, zajebiście f uj.
Wracając do 254 to jedynie dziś odwiozłem go do interku, bo tyle czasu było na kontakt z nim. Tzn. pogadaliśmy na stacji jakieś 20 min, ale to tyle, bo laska już czekała.
Ok, nie będę się rozwodził nad życiem nastek, bo we wcześniejszej wersji miała na niego nie czekać i sama przetransportować się do interku, ale... No właśnie.
Zdjęcie. Nie moje. Autor Paweł Telega, co widać powyżej. Nwm, jaka to stacja, ale nwm, dlaczego wydaje mi się, że to Wr-w, ale strzelam, a ja niestety niecelnie strzelam.
Dziś nie bydzie mięśniaka, a motyw kolejowy już archiwalny.
środa, 28 stycznia 2026
Środa #2238
Kurs ADR. Ten był nawet fajnie poprowadzony. Materiały do kursu, tzn. przepisy, pewnie na podstawie poprzednich doświadczeń na prawdę dopracowane. Pzryjemnie się z nich korzystało. Do tego prowadzący potrafił przekazać w sposób przystępny podstawowe i niezbędne info do egzaminu. Na samym początku też nie byłbym sobą gdybym czegoś nie zdupił. Kurs zaczynał się w pt. o 16:30, a ja nwm, skąd powziąłem info, że o 15:30. Jak to przeważnie są plusy, które można wyciągnąć z minusów, to dzięki temu miałem, chyba, a przynajmniej dla mnie, najlepsze miejsce. W ostatniej ławce, przy oknie. Dzięki temu mieliśmy dodatkową przestrzeń czyli spory parapet od okna do dyspozycji, który oczywiście w miarę upływu kursu zagospodarowaliśmy. Na koniec był już wykorzystany prawie cały. I teraz jeszcze jedna sytuacja. Otóż śnimy, nie jest to nic nowego, czasem o tych snach coś napiszę, jak są bardzo realistyczne. Tu po kursie też pojawił się sen. Otóż byłem w jakieś szkole, szedłem korytarzem i w jednej klasie miałem coś ogłosić. Wszedłem do niej. Wejście było od ławek z tyłu, a ambona z przodu, czyli trza było wzdłuż wszystkich ławek przejść do przodu. Tradycyjnie, jak w szkole zajęte wszystkie ławki z tyłu, z przodu puste. Od razu pomyślałem - debilki zajęły swoje miejsca.
Nie byłbym sobą gdybym po sali, a było nas 30-tu nie przeleciał wzrokiem, czy jest choć jedna osoba, która by się nadawała. Znalazł się jeden. Wynik słaby. Na 30 jeden...Ale za to dokonałem dalszej analizy. 80% było z brzuchami kierowców. Choć ich postura raczej wyglądała normalnie, to mieli brzuszek kierowcy. Jednak praca siedząca robi swoje. Ale, co pisałem już przy okazji KM, trza się po prostu pilnować. Na kursie, mimo że oni dziennie siedzą tyle w fotelach, tu również na przerwach siedzieli. W zasadzie byłem jedynym ciągle, jak się dało, łażącym, co nawet czasem denerwowało prowadzącego. Przeca tyle siedzimy w ciągu dnia, to jak się da, to staram się tego nie robić. No ale, to chyba ze mną jest coś nie tak, bo skoro reszta robi zupełnie odwrotnie.
Kurs kosztował 500 zyla, trwał 3 dni. I teraz porównanie. Sosnowiec robi kurs 4 dniowy za 800 zyla, a jest jednodniówka w Raciborzu za 600 zyla. Oczywiście pozostaje kwestia merytoryczności danego kursu.
Egzamin to 30 pytań, ale z bardzo dużą tolerancją błędu. Można było zrobić 10 błędnych. W zasadzie wszyscy egzam zdają, z wyjątkami, które nie chcą zdać, a te historie opowiadał prowadzący. To podobnie jak kiedyś w WPK nie chciałem zdać egzam na przeguby i go nie zdałem, choć na jeździe próbnej przed egzam wypadłem bardzo dobrze. 8-kę do tyłu przejechałem za pierwszym razem.
Finalnie zrobiłem 2 błędy, ale zdaje się, ze jedno pytanie miało dwie dobre odpowiedzi i jeszcze w jednym się zastanawiałem. Mam dostęp do testów, jak kiedyś mi się będzie chciało, to może owych pytań poszukam.
Nasze mózgi działają różnie. Mój chyba szczególnie. Nwm, co mu się porobiło, ale jak był kurs, to jedną noc mi spierdolił. Przebudziłem się ok. 02:30 (tak zakładam), bo później się ciepałem w łóżku, a po 03:20 z niego wylazłem. Siadłem do kompa, zeżarłem 3 kromki chleba z miodem, zalałem to mlekiem i ok. 04:30 wyglebiłem ponownie. Zasnąłem nie bez przeszkód, ale o 07:50 obudził mnie tel, by sie zebrać na kurs. Zamknąłem stację dla ruchu i wydaliłem się z niej ok. 08:30. Byłem przydupiony jak paczka gwoździ, przeto musiałem zawrócić na stację, bo zapomniałem żarcia na dniówkę (kurs). Na nim jakiś funkcjonowałem. Jednostka się rozbudziła i funkcjonowała normalnie. Po kursie, po wejściu na st. mac. wytrwaliśmy do 22:00 o kierej wyglebiliśmy, bo rano zaś wstać i egzam z ADR-ów. Tym razem już obyło się bez niezaplanowanych zdarzeń. Ponad 8h snu zaliczone, wiync było ok.
Z innych spraw. Pisze do mnie 254, że na weekend jak bydzie to "ułóż na sob. tak grafik żebyśmy 1h poćwiczyli. Jak nie będę chciał zmuś mnie do tego. Od razu Ci mówię" (poprawione znaki specjalne i błędy). Następnie pytałem się o uzasadnienie tej decyzji. Nadeszła odpowiedź - "Ta bo mi brzuch kurwa urusł i mnie to wkurwia". Widać jakoś moje treści na niego wpływają. I dobrze.
Z innych spraw. Pisze do mnie 254, że na weekend jak bydzie to "ułóż na sob. tak grafik żebyśmy 1h poćwiczyli. Jak nie będę chciał zmuś mnie do tego. Od razu Ci mówię" (poprawione znaki specjalne i błędy). Następnie pytałem się o uzasadnienie tej decyzji. Nadeszła odpowiedź - "Ta bo mi brzuch kurwa urusł i mnie to wkurwia". Widać jakoś moje treści na niego wpływają. I dobrze.
Zdjęcia (screeny).
Ruski to się potrafią wyćwiczyć. Jeden z takich.Nie będę Was tu zaciepował niezliczoną ilością jego zdjęć,
bowiem jest medialny i ma stronę na insta i tik-toku.
Na tym drugim są filmiki jak ćwiczy i inne co se wciepnął.
Link do niego -> pl.chaturbate.com/marc_solo/
Korekta jak zwykle, bo czasu mamy jak zwykle. Narka.
niedziela, 25 stycznia 2026
Niedziela #2237
Tłuszcza okrsesowo dostaje jakieś tam wiynksze święta, mniejsze święta, jakieś inne dni które ją absorbują itp. My, prowadząc ruch (całoroczny) na stacji staramy się być wyłączonym z tego obiegu. Tak, rejestrujemy że są szczególne dni w roku, ale w tej szczególności jesteśmy bardzo powściągliwi. Jak nie trza, to w tym nie bieremy udziału czynnego. Nie piszę tu nic nowego, co nie zostało już wcześniej opisane, ale tak dla przypomnienia, przeto w te (niby) szczególne dni, nas akurat nie wkręcą. Owszem, by nie było, z dni wolnych się cieszymy, bo przeca nie ma też, z drugiej strony, na tych na górze ciągle robić. I tak to co wypracujemy, oni w większości przepierdolą.
A teraz wracając do spraw przyziemnych. Na stację wchodzi 172. Od kilku dni podjąłem decyzję, że... (no i tu powinno się pojawić dłuższe wytłumaczenie dlaczego, ale tym razem go nie bydzie) nie będę się z nim pierdolił. Jak zacznie stękać, w sensie zmuszę go do tego swoimi działaniami, to bydzie stękał jak wytrzyma, to nie. Ostatnio jak był, to dałem trochę czadu, ale tym razem obyło się bez stękania. To, oczywiście po decyzji zarządu w porozumieniu z działem p.s., sugeruje że trend można utrzymać, a nawet go wzmocnić, co w następnych dniach planujemy.
Aaa. I 254 już zapowiedział się, że na następny weekend 30-01, 01-02 wbija na st. mac. Zdajemy sobie sprawę, że w wieku nastu to się może 150x zmienić (podobnie jak u 172, choć on je w znacznie starszym wieku), ale jesteśmy na to przygotowani, więc to jego wejście na stację traktujemy do piątku na 50%, choć już 2x o tym mówił. Teraz co z tego wynika. Tak se myślę, wiem jestem zjebany i w ogóle nie mam równo pod sufitem, ale my to jesteśmy zajebiste. Rozumiecie... wiem, nie czaicie bazy totalnie, ale na stacji są stworzone takie warunki bytowe, że zdecydowana wiynkszość składów się tu doskonale czuje.
A to wszystko (to dot. 254) po tym, co było tydz. temu na stacji. Zakładam, że skoro przestał 254 w pewnym momencie łykać, my też, to resztę kodował (my też), a skoro kodował, to zachowałyśmy się na tyle dobrze, że nie ma żadnego "ale" do tego co zaszło.
Mało tego, co pisałem już kiedyś, nawet po za jednostkami ludzkimi, inne organizmy też są zadowolone z pobytu na stacji, choćby szczury które tu mieszkały przez ok. 3 lata.
I teraz do czego to porównuję. Choćby do tego, że jak chodziłem kiedyś do sauny branżowej, w której poznałem 975, to te durne wampirelle zachowywały się tak nachalnie, że mnie się odechciewało. One o wiele więcej mogły by zdziałać, gdyby się nie zachowywały tak nachalnie. Przeca ten co mi w kato obciągał (kajś o nim pisałem, mistrz świata), to dostał pole do popisu, w sensie byłem do jego dyspozycji. Wyszło jak wyszło ale info, że jest zajebisty mu przekazałem, bo szanuję czyjąś "pracę". Reszta po krótkim czasie była odrzucana, bo ta ich nachalność mnie powalała, rozkładała itp. Przeca czemu 975, choć wampirelle na jego pkt-cie dostawały szału, nie odciepł nas? Bo my zajmowałyśmy się nim szczególnie. Od początku tak, jakby to był ten jedyny. To dało się wyczuć w moich ruchach, w podejściu itp. I on to widział, i inne mięśniaki przechodzące przez stację też. Nawet 303, który dostał w pewnym momencie szoku, teraz utrzymuje z nami kontakt. Podkreślę - on z nami, przeto mamy już doświadczenie w swoich działaniach jakie one są, a te nie odrzucają 254 i ten chętnie ponownie wchodzi na stację.
A to wszystko wersus 825, który też działa (chce działać) w podobnym targecie. Jemu to kompletnie nie wychodzi. Tam je porażka za porażką i on, jak typowy samiec, nie chce się do tego przyznać. Spierdoliłeś to powiedz, a nie jakieś ściemy, jeszcze zwalające winę na drugą stronę.
W filmie (notka z tego filmu wkrótce się ukaże) było, że jak się zaczniemy oszukiwać, to nie wiadomo kiedy mówi się prawdę. Dlatego z 979 wypracowałem relacje, że nie ma kłamstwa (co opisywałem we wcześniejszych notkach). Albo se mówimy prawdę, albo jej nie mówimy, ewentualnie nie zadajemy pytań, na które odpowiedź mogła by być dla nas niezręczna. To jest przepracowane i działa. Uwaga! Działa. No przeca z nikim mi się tak rewelacyjnie nie gada jak z 979, choćby przez to, że nie ciula (ja mu też nie ciulam i muszę się tego pilnować). Nie ma sytuacji, że jakieś farmazony se mówimy. Po co?
Podobne relacje wypracowuję z 254. Może się uda, bo to (jakby się komuś wydawało) długa droga. Wiync zdaję sobie sprawę, że, jeżeli już, to nie nastąpi w tym roku, w przyszłym też może nie,... może jak bydzie po 20-ce to się uda, jak jeszcze bydziemy mieli kontakt.
Się rozpisałem, ale z drugiej strony... U się mogę se pisać. No kto mi zabroni. To przeca są notki zasadniczo dla mnie z wglądem innych do nich.
Bez zdj. bo mięśniaków już było tyle... (będą następne), a innych nie chce mi się szukać. Po za tym, czy zawsze musi być fota...?|
Korekta jak zwykle, narka.
A to wszystko (to dot. 254) po tym, co było tydz. temu na stacji. Zakładam, że skoro przestał 254 w pewnym momencie łykać, my też, to resztę kodował (my też), a skoro kodował, to zachowałyśmy się na tyle dobrze, że nie ma żadnego "ale" do tego co zaszło.
Mało tego, co pisałem już kiedyś, nawet po za jednostkami ludzkimi, inne organizmy też są zadowolone z pobytu na stacji, choćby szczury które tu mieszkały przez ok. 3 lata.
I teraz do czego to porównuję. Choćby do tego, że jak chodziłem kiedyś do sauny branżowej, w której poznałem 975, to te durne wampirelle zachowywały się tak nachalnie, że mnie się odechciewało. One o wiele więcej mogły by zdziałać, gdyby się nie zachowywały tak nachalnie. Przeca ten co mi w kato obciągał (kajś o nim pisałem, mistrz świata), to dostał pole do popisu, w sensie byłem do jego dyspozycji. Wyszło jak wyszło ale info, że jest zajebisty mu przekazałem, bo szanuję czyjąś "pracę". Reszta po krótkim czasie była odrzucana, bo ta ich nachalność mnie powalała, rozkładała itp. Przeca czemu 975, choć wampirelle na jego pkt-cie dostawały szału, nie odciepł nas? Bo my zajmowałyśmy się nim szczególnie. Od początku tak, jakby to był ten jedyny. To dało się wyczuć w moich ruchach, w podejściu itp. I on to widział, i inne mięśniaki przechodzące przez stację też. Nawet 303, który dostał w pewnym momencie szoku, teraz utrzymuje z nami kontakt. Podkreślę - on z nami, przeto mamy już doświadczenie w swoich działaniach jakie one są, a te nie odrzucają 254 i ten chętnie ponownie wchodzi na stację.
A to wszystko wersus 825, który też działa (chce działać) w podobnym targecie. Jemu to kompletnie nie wychodzi. Tam je porażka za porażką i on, jak typowy samiec, nie chce się do tego przyznać. Spierdoliłeś to powiedz, a nie jakieś ściemy, jeszcze zwalające winę na drugą stronę.
W filmie (notka z tego filmu wkrótce się ukaże) było, że jak się zaczniemy oszukiwać, to nie wiadomo kiedy mówi się prawdę. Dlatego z 979 wypracowałem relacje, że nie ma kłamstwa (co opisywałem we wcześniejszych notkach). Albo se mówimy prawdę, albo jej nie mówimy, ewentualnie nie zadajemy pytań, na które odpowiedź mogła by być dla nas niezręczna. To jest przepracowane i działa. Uwaga! Działa. No przeca z nikim mi się tak rewelacyjnie nie gada jak z 979, choćby przez to, że nie ciula (ja mu też nie ciulam i muszę się tego pilnować). Nie ma sytuacji, że jakieś farmazony se mówimy. Po co?
Podobne relacje wypracowuję z 254. Może się uda, bo to (jakby się komuś wydawało) długa droga. Wiync zdaję sobie sprawę, że, jeżeli już, to nie nastąpi w tym roku, w przyszłym też może nie,... może jak bydzie po 20-ce to się uda, jak jeszcze bydziemy mieli kontakt.
Się rozpisałem, ale z drugiej strony... U się mogę se pisać. No kto mi zabroni. To przeca są notki zasadniczo dla mnie z wglądem innych do nich.
Bez zdj. bo mięśniaków już było tyle... (będą następne), a innych nie chce mi się szukać. Po za tym, czy zawsze musi być fota...?|
Korekta jak zwykle, narka.
piątek, 23 stycznia 2026
Piątek #2236
Fajnie. W notce na czerwono napisałem zdawkowo o pobycie 254 na stacji, a tu się okazało, że notka dot. tego pobytu stoi jeszcze na torze głównym dodatkowym. Pora ją wyprawić, bo weekend zajęty, więc zleci szybko.
Miała wyjść ze stacji przed kursem (pierwszym dniem), ale jak tu u mnie, nie udało się. No to teraz na wieczór (już po 22:20).
Kolejny weekend pobytu 254 na stacji. Każdym razem jest trochę inaczej. Składa się na to wiele czynników. Nowym jest posiadanie od głowicy wjazdowej kluczy, przeto jest w tym względzie samowystarczalny. To ułatwia, bo np. bez problemu mogłem pojechać do 979 ponownie przestawiać półtonowe łóżko, bo okazało się, że jego żona ma inną koncepcję. W tym czasie na stację wszedł 254, bo dzwonił kaj jestem. Przekazałem info i tyle. Jeszcze z żoną (od 979) rozmawiałem, że oni chcą być szybko dorośli (w sensie nastki) to przeca da sę radę na stacji. Hasła do kompa, internetu zna, to co mu wiyncyj trza...
Miała wyjść ze stacji przed kursem (pierwszym dniem), ale jak tu u mnie, nie udało się. No to teraz na wieczór (już po 22:20).
Kolejny weekend pobytu 254 na stacji. Każdym razem jest trochę inaczej. Składa się na to wiele czynników. Nowym jest posiadanie od głowicy wjazdowej kluczy, przeto jest w tym względzie samowystarczalny. To ułatwia, bo np. bez problemu mogłem pojechać do 979 ponownie przestawiać półtonowe łóżko, bo okazało się, że jego żona ma inną koncepcję. W tym czasie na stację wszedł 254, bo dzwonił kaj jestem. Przekazałem info i tyle. Jeszcze z żoną (od 979) rozmawiałem, że oni chcą być szybko dorośli (w sensie nastki) to przeca da sę radę na stacji. Hasła do kompa, internetu zna, to co mu wiyncyj trza...
Przemeblowywanie powoduje kilkudniowe zaangażowanie akcją. Stare łóżko od 979 trafiło rozebrane na st. mac., bo gdzież by indziej.
254 w ogóle jak go zobaczyłem po przyjeździe to mu powiedziałem:
- wyglądasz jakby Cię słoń nadepł
- od dwu dni tak się czuję.
Więcej pytań odnośnie sprawy nie zadawałem, bydzie chcioł to sam zagada. To nie przesłuchanie, a z doświadczenia wiym, że pytanie się osoby wqrwionej, co się stało jest totalnie nie na msc.
Sprawy meblowe się przeciągnęły więc dopiero ok. 21:30 zabraliśmy się za żarcie. Zastanawiałem się, czy 254 będzie chciał coś łykać czy nie, ale postanowiłem się o to nawet nie pytać. Krótko przed 22:00 254 sam zagadał, czy będziemy łykać?
- jak chcesz to możemy
254 w ogóle jak go zobaczyłem po przyjeździe to mu powiedziałem:
- wyglądasz jakby Cię słoń nadepł
- od dwu dni tak się czuję.
Więcej pytań odnośnie sprawy nie zadawałem, bydzie chcioł to sam zagada. To nie przesłuchanie, a z doświadczenia wiym, że pytanie się osoby wqrwionej, co się stało jest totalnie nie na msc.
Sprawy meblowe się przeciągnęły więc dopiero ok. 21:30 zabraliśmy się za żarcie. Zastanawiałem się, czy 254 będzie chciał coś łykać czy nie, ale postanowiłem się o to nawet nie pytać. Krótko przed 22:00 254 sam zagadał, czy będziemy łykać?
- jak chcesz to możemy
- chcę.
Ok. Na stół poleciał amun i cola, akurat do jedzenia pasował. Do tego 254 się rozkręcił i jak zwykle didżejował, wychodziło mu to. Kilka drobnych wpadek miał. Po za tym ok, zresztą u się w szkole jest dyżurnym dj-em. Coś ok. 01:00 powiedział, że już nie chce łykać. Jak najbardziej to uszanowałem, sam też przestałem łykać. Dobrze się stało, to u niego dorosła decyzja.
Dobrze też się stało z innego powodu. Ja w miarę jeszcze kodowałem. Ok. 02:00 254 wyglebił, wcześniej przygotowaliśmy tor odstawczy dla jego składu. Tradycyjnie dałem mu 30 min, a następnie wtoczyłem się na jego tor. Zaległem obok niego. Zacząłem wargami delikatnie przesuwać po jego ręce odwróconej, czyli po bicepsie i przedramieniu, ale tej wewnętrznej części. Ja prd. jaki efekt. Młoda delikatna skóra, ciepła, dział p.s. zwłaszcza i zarząd wariował. Do tego lewą ręką trochę penetrowałem płaski brzuch z pępkiem na równi brzucha. Ta płaskość powoduje, że bez problemu można wsunąć rękę pod majtki. Nie omieszkałem tam zjechać ręką. Ale tu zdziwiłem się, bo on się tam wygolił. Poprzednio jak dane mi tam było mieć rękę, to jeszcze był z włosami, teraz już nie. Organ był w lekkim stanie pobudzenia, ale tym razem to nie on był głównym kierunkiem działań. Postawiłem na ogólny kontakt z nim, jego skórą. W czasie głaskania kilka razy, jak w wawce przewrócił się praktycznie wchodził na mnie. Tym razem, bowiem nic wcześniej nie mówił, jak w wawce, w ogóle się tym nie przejmowałem, a nawet cieszyłem. Np przewrócił się i jego prawa noga spoczęła na mojej prawej, to na jego nogę położyłem jeszcze swoją lewą. Cudownie się tak leżało, tym bardziej, że na nogach też ma mega gładką skórę. Nadto chłonąłem jego zapach, choć chemiczny, bo trochę pachniał ubraniami z prania, które nosił, to jednak przyjemnie się odbierało. Pół godziny leżałem obok niego, czasem byliśmy złączeni, jak się przewracał, ale po tych 30 min zarząd się wtrącił, że ok. Jest fajnie, wręcz zajebiście, ale co dalej? Zasypiamy k/niego, nacieszamy się nim dalej, budzimy się, czy on i widzimy się nawzajem (i wtedy następuje lekka konsternacja), czy przetaczamy się na nasz tor odstawczy, by rano funkcjonować. Narada z działem p.s. trwała, jeszcze głaskaliśmy go po różnych częściach ciała, szczególnie podobał nam się płaski brzuch, ale w końcu zapadła decyzja - przetaczamy się na własny tor. No trudno, dla działu p.s., wdrożyliśmy przetaczanie i po procedurach wyłączeniowych stacji, wyglebiliśmy na własnym torze.
Na sobotę wstępnie nie zgłaszał planów, ale zdając sobie sprawę z życia nastolatków wiym, że to jeden tel. i sytuacja się diametralnie zmienia. Tak też się stało. Ok. 15:00 tel. że jest u kolegi od jego laski 18-ka i jedziemy (w sensie ona i łon). No to po 16:00 pojechał. Od razu zaznaczył, że już nie wraca na stację na noc, będzie przebywał na stacji zwrotnej. Ok. W ogóle mi to nie przeszkadzało.
W n. przed odejściem ze stacji 254 pożyczył jeszcze ode mnie dwie koszulki. To też je osiągnięcie, mieć dalej figurę nastolatka. Bez problemu moje koszulki pasują na niego, a ja mógłbym chodzić w jego.
Ok, tyle, bo dziś zaczynam 3 dniowy kurs na ADR, potrzebny do kursów na Rumunię.
Zdjęcia (screeny).
Nie będę nic o nim pisał. Ok. Na stół poleciał amun i cola, akurat do jedzenia pasował. Do tego 254 się rozkręcił i jak zwykle didżejował, wychodziło mu to. Kilka drobnych wpadek miał. Po za tym ok, zresztą u się w szkole jest dyżurnym dj-em. Coś ok. 01:00 powiedział, że już nie chce łykać. Jak najbardziej to uszanowałem, sam też przestałem łykać. Dobrze się stało, to u niego dorosła decyzja.
Dobrze też się stało z innego powodu. Ja w miarę jeszcze kodowałem. Ok. 02:00 254 wyglebił, wcześniej przygotowaliśmy tor odstawczy dla jego składu. Tradycyjnie dałem mu 30 min, a następnie wtoczyłem się na jego tor. Zaległem obok niego. Zacząłem wargami delikatnie przesuwać po jego ręce odwróconej, czyli po bicepsie i przedramieniu, ale tej wewnętrznej części. Ja prd. jaki efekt. Młoda delikatna skóra, ciepła, dział p.s. zwłaszcza i zarząd wariował. Do tego lewą ręką trochę penetrowałem płaski brzuch z pępkiem na równi brzucha. Ta płaskość powoduje, że bez problemu można wsunąć rękę pod majtki. Nie omieszkałem tam zjechać ręką. Ale tu zdziwiłem się, bo on się tam wygolił. Poprzednio jak dane mi tam było mieć rękę, to jeszcze był z włosami, teraz już nie. Organ był w lekkim stanie pobudzenia, ale tym razem to nie on był głównym kierunkiem działań. Postawiłem na ogólny kontakt z nim, jego skórą. W czasie głaskania kilka razy, jak w wawce przewrócił się praktycznie wchodził na mnie. Tym razem, bowiem nic wcześniej nie mówił, jak w wawce, w ogóle się tym nie przejmowałem, a nawet cieszyłem. Np przewrócił się i jego prawa noga spoczęła na mojej prawej, to na jego nogę położyłem jeszcze swoją lewą. Cudownie się tak leżało, tym bardziej, że na nogach też ma mega gładką skórę. Nadto chłonąłem jego zapach, choć chemiczny, bo trochę pachniał ubraniami z prania, które nosił, to jednak przyjemnie się odbierało. Pół godziny leżałem obok niego, czasem byliśmy złączeni, jak się przewracał, ale po tych 30 min zarząd się wtrącił, że ok. Jest fajnie, wręcz zajebiście, ale co dalej? Zasypiamy k/niego, nacieszamy się nim dalej, budzimy się, czy on i widzimy się nawzajem (i wtedy następuje lekka konsternacja), czy przetaczamy się na nasz tor odstawczy, by rano funkcjonować. Narada z działem p.s. trwała, jeszcze głaskaliśmy go po różnych częściach ciała, szczególnie podobał nam się płaski brzuch, ale w końcu zapadła decyzja - przetaczamy się na własny tor. No trudno, dla działu p.s., wdrożyliśmy przetaczanie i po procedurach wyłączeniowych stacji, wyglebiliśmy na własnym torze.
Na sobotę wstępnie nie zgłaszał planów, ale zdając sobie sprawę z życia nastolatków wiym, że to jeden tel. i sytuacja się diametralnie zmienia. Tak też się stało. Ok. 15:00 tel. że jest u kolegi od jego laski 18-ka i jedziemy (w sensie ona i łon). No to po 16:00 pojechał. Od razu zaznaczył, że już nie wraca na stację na noc, będzie przebywał na stacji zwrotnej. Ok. W ogóle mi to nie przeszkadzało.
W n. przed odejściem ze stacji 254 pożyczył jeszcze ode mnie dwie koszulki. To też je osiągnięcie, mieć dalej figurę nastolatka. Bez problemu moje koszulki pasują na niego, a ja mógłbym chodzić w jego.
Ok, tyle, bo dziś zaczynam 3 dniowy kurs na ADR, potrzebny do kursów na Rumunię.
Zdjęcia (screeny).
Jest tam u nich (na tej stronie) dział "o mnie" i tam info odnośnie tego jest.
Na razie wybrałem takie bez kutasa, przetestuję algorytmy po raz kolejny. Ostatnio tatuaże okazały się zakazane, choć kutasów nie było.
I na tym poprzestanę, bo na innych jest już organ.
Korekta jak zwykle, narka.
p.s. Darek, z jakiś powodów nie mogę pod poprzednią notką dodać komentarzy. Odnośnie tego 15 lat temu, to chodzi o to, że forumowicze byli już na forum i byli jednocześnie młodsi? Przeto mogli mieć takie doznania?
p.s. Darek, z jakiś powodów nie mogę pod poprzednią notką dodać komentarzy. Odnośnie tego 15 lat temu, to chodzi o to, że forumowicze byli już na forum i byli jednocześnie młodsi? Przeto mogli mieć takie doznania?
środa, 21 stycznia 2026
wtorek, 20 stycznia 2026
Wtorek #2234
W poprzedniej notce pisałem o ciężkich składach towarowych do wyprawienia. Czas przyszedł na pierwszego, to w drogę...
374 wybrał się w podróż do Świnoujścia i z powrotem. Już to kiedyś pisałem, że jak ktoś przejmie czyjeś zainteresowania, to nie są one do końca rzeczywistymi zainteresowaniami, to taka hybryda (choć i to za dużo napisane), z której niewiele wynika. Otóż 374 lubi jeździć pociągami. Cokolwiek to znaczy, w każdym razie kolej, jako taka, interesuje go znacznie mniej. Zapewne nawet nie rozróżnia wagonów którymi jeździ. Pomijam tu ich optykę, tzn. to co widać dla przeciętnego zjadacza chleba. Wybrał się od nas, do Świnoujścia gdzie dojechał planowo, ale na drugi dzień, w pn. 12-go, z powrotem zaczęły się komplikacje. Otóż w nocy temp. spadła do ok. -10C. Rano przy odpalaniu zdechła lokomotywa. To zresztą teraz co obserwuję częste. O ile w kom. miejskiej przy -10C nikt nie gasi wozów i one całą noc działają, tzn. mają silniki załączone i se pyrkają, to na PKP IC nadal loki gaszą. Za komuny loki też były załączone non-stop w lokomotywowniach.
374 wybrał się w podróż do Świnoujścia i z powrotem. Już to kiedyś pisałem, że jak ktoś przejmie czyjeś zainteresowania, to nie są one do końca rzeczywistymi zainteresowaniami, to taka hybryda (choć i to za dużo napisane), z której niewiele wynika. Otóż 374 lubi jeździć pociągami. Cokolwiek to znaczy, w każdym razie kolej, jako taka, interesuje go znacznie mniej. Zapewne nawet nie rozróżnia wagonów którymi jeździ. Pomijam tu ich optykę, tzn. to co widać dla przeciętnego zjadacza chleba. Wybrał się od nas, do Świnoujścia gdzie dojechał planowo, ale na drugi dzień, w pn. 12-go, z powrotem zaczęły się komplikacje. Otóż w nocy temp. spadła do ok. -10C. Rano przy odpalaniu zdechła lokomotywa. To zresztą teraz co obserwuję częste. O ile w kom. miejskiej przy -10C nikt nie gasi wozów i one całą noc działają, tzn. mają silniki załączone i se pyrkają, to na PKP IC nadal loki gaszą. Za komuny loki też były załączone non-stop w lokomotywowniach.
Dziś efekt - rano nie da ich odpalić lub przy tym odpalaniu dochodzi do zwarć i zdychają. Tak też zapewne się stało rano w Świnoujściu. Lok. nie odpalił i amba Fatima. Przysłali ze Szczecina autobus, jak już było +90. Oczywiście wkręcono nic nie ogarniającym gadom, że skład tego poc. będzie stał i czekał na nich w Szczecinie. Gady łyknęły to jak głodne pelikany, w tym 374. Dojechali do Szczecina, ale ich poc. tam nie było, no bo jakby mógł być, skoro został w Świnoujściu. Dzwonił w tej sprawie, podobnie jak reszta gadów, nic nie ogarniający 374. Przeca trza było wykombinować innego loka (rezerwowego) inne wagony do składu w ilości, odpowiadającej temu co miał biec. 374 miał wracać poc. 8308, a wcześniejszy na Przemyśl 8314 też miał na starcie w plecy, ale odszedł przed przyjazdem pasażerów 8308. Wobec tego Ci musieli czekać na zestawienie awaryjne kolejnego już składu. Ten się w końcu pojawił i odszedł ze 166 min opóźnieniem. Ponieważ 8314 miał nawet większe opóźnienie, a biegł jakąś godz. przez 8308 przeto obserwowałem oba składy. Przy takich opóźnieniach pojawiają się problemy, o których ludzie przeważnie nie wiedzą. Takimi są wychodzące godziny dla drużyn trakcyjnych i konduktorskich. Planowe zmiany i obejmowanie drugich składów uj strzelił już na starcie, przeto w Rzepinie pierwszy 8314 stał 45 min pewnie z jednego z w/w powodów.
To 8314 już po odejściu z Rzepina.
Później stał tam również poc. w którym jechał 374 - 8308.
Poniżej 8308 jeszcze przed Rzepinem.
Inną ciekawą kwestią jest jak bardzo IC i inne molochy są mało elastyczne. Do 8308 we wrocku miały być dopinane wagony. Nie jest w tym nic dziwnego, bo łączone pociągi na sieci były od dekad, ale właśnie ten brak elastyczności. Skoro 8314 leciał i we wrocku miał już 285 min w plecy,
We wrocku wymieniono drużynę konduktorską, a nwm, czy trakcyjną też, bowiem 374 tak się interesuje koleją, że dzwonił z wrocka mówiąc
- qrwa stoimy tu już 15 min i nic się nie dzieje;
na co mu przypomniałem, że jakieś 2h temu mówiłem mu, że mają tam dopinać wagony. Pytam się czy coś się w tym względzie dzieje? Nwm, nie wyszedłem z przedziału. I on się interesuje koleją. Buhahaha...
Jakbym tam był, to od razu jestem na peronie i sprawdzam co dzieje, no ale on się interesuje...
Kolejny postój mieli w Opolu, bo wymiana drużyny konduktorskiej. Nawet nwm, czy dalej jechała ta sama, bo jak ze mną gadał później z peronu, to przekazał iż nie ma drużyny konduktorskiej. W Opolu pasażerowie 8308 mieli się przesiąść na 8302, bowiem 8308 czekał na drużynę konduktorską, ale jak już to im obwieścili, to okazało się, że 8302 zdefektował na szlaku. Nie mając wyboru, jak zjawiła się drużyna konduktorska to 8308 ruszył dalej w trasę. W kato miał już 312 min w plecy.
I żeby nie było 8314 od Gliwic też miał już ponad 300 min.
A za Katowicami, juz miał ponad 5 h. A to przykładowe opóźnienia z uruchomienia. Dzień później mrozy jeszcze trzymały.
Kolejne.
Następne.
Nie miałem czasu szukać innych, ale to pokazuje, że nie umieją sobie z tym poradzić w XXI w.
I jeszcze jedna kwestia. Poc. powyżej 12-go stycznia miały ponad 5 h opóźnienia, ale media przysnęły. Obudziły się już po i nagle
opóźnienie 3 h stało się rarytasem.
Na koniec zadanie dla Darka. Co tu jest nie tak?
Korekta jak zwykle, narka.
poniedziałek, 19 stycznia 2026
piątek, 16 stycznia 2026
czwartek, 15 stycznia 2026
Czwartek #2231
W sob. na stację wszedł 254. Jak już był na msc. spytałem - jak to się stało, że wygrałem z dziurawcem?
Ma cieczkę.
To wyjaśnia.
W ten sam dzień jak zwykle 374 wyciągał mnie na żarcie do lokalu. Po wstępnej rozmowie z 254 pojechaliśmy razem o czym uprzedziłem 374. On się nawet ucieszył, że będzie raźniej. Wpierw siedliśmy przy stole bliżej sceny. Byliśmy ok. 17:10. Zamówiliśmy. Na stoliku kartonik - rezerwacja od 18:00, ale pomyślałem, że do 18:00 powinniśmy już zeżreć. O 17:45 nie było widać żarcia na horyzoncie to zarządziłem przenosiny do stolika obok, przy okazji wziąłem ze sobą grzejnik olejowy, na kółkach, a'la kaloryfer. Zawsze w lokalu mam go obok siebie, bo się grzeję. Ok. 18:00 żarcie nadeszło. Obok mnie twarzą do lokalu, a tyłem do okien siedział 254 na przeciw nas 374. Przy stoliku na 14:00-ej siedziała laska ze swoim synkiem. Oboje coś ok. 19-20 lat. Ten wyglądał jak ogr do tego wytatuowany. Laska dość często patrzała w stronę naszego stołu i zauważyłem, że przycina 254. Po jakimś czasie patrząc się na 11-tą, mu to powiedziałem, dyskretnie że na 14-ej ma obserwatora. Ileś minut później potwierdził, że ich wzrok się kilka razy skrzyżował. Widać 254 zaczyna się robić atrakcyjny dla lasek, a ta jego taka średnia lub nawet poniżej.
Z racji iż wyzwoliliśmy się z niewolniczej pracy, to z lekka nadrabiamy zaległości w pracach na st. mac. Ostatnio na konserwację poleciały dwa grzejniki. Załapał się też na kolejne czyszczenie monitor (ten starszy), bo miał już efekt, do którego kiedyś mnie wezwał 254 u się (na jego st. mac.). Otóż po włączeniu światła w korytarzu wygaszał się na ok. sek. TV. U mnie wpierw zaczął lekko strzelać głośnikami monitor, później się to nasiliło, to już zapadła decyzja o pilnym rozebraniu. Po otworzeniu okazało się, że oprócz kompa monitory też potrzebują okresowego czyszczenia. Na płytce dosłownie zrobił się z kurzu filc (jeszcze wtedy nie miałem komóry nowszej, to zdj. nie zrobiłem), który ściągnąłem, a następnie przedmuchałem i szczoteczką oczyściłem dwie płytki z elektroniką. Niestety późna reakcja spowodowała, że kajś nastąpiło najwidoczniej przepięcie, bo czasem mimo włączenia żarówki led 1,5W (więc słabizna), ale na jednym torze elektrycznym powodowało właśnie taki efekt jak u młodego. Na razie sytuacja opanowana, choć wiem, że częściej trza bydzie ten monitor czyścić. 254 prosił bym z tym zaczekał, ale niestety musiałem go rozebrać w trybie pilnym, bo już zaczął się sam z siebie wygaszać. Przy grze w ETS-a, to katastrofa. Został do czyszczenia drugi, który na ten weekend jest w planie czyszczenia, bo 254 ma w planie wejść na weekend na stację. Przynajmniej na dziś nadal je taka wersja, aczkolwiek wiem jak to je u nastek, wiync szczególnie się nie spinam z tego powodu.
Wczoraj 374 zaś mnie wyciągnął do tego samego lokalu. Trza tu nadmienić, że on wcześniej w tym samym lokalu zeżarł pełny obiad o 12:00, a juz na 17:40 byliśmy umówieni (ponownie dla niego) na żarcie. On wziął talerz keto, a ponieważ byłem tylko po śniadaniu i noszeniu, pierwszej części mebli na st. mac. u 979, to żarłem oczami i zamówiłem to samo.
Skończyłem żreć o 18:54, bo o 18:56 miałem spod lokalu busa, do którego po dwu przystankach wsiadał 254. Do tego później, ale jeszcze powrócę do talerza. Był tam spory płat mięsa, a'la schabowy, 4 plasterki boczku upieczonego, jajko sadzone, kapusta zasmażana z boczkiem, spora ilość kalafiora zmieszanego z brokułem i ser camembert też grillowany. Jak to wszystko wciepłem do się, to czułem się pełny prawie po korek. Oczywiście tego dnia nic już nie zeżarłem.
W nocy jak się przebudziłem, to czułem, że jeszcze trwa trawienie. Ono nawet rano, jak wstałem, czułem iż jeszcze się dopełniało, przeto śniadanie dopiero po 12:00 zrobiłem.
254 wsiadł do tego samego busa, bo był u pani psycholog na spotkaniu. Jak bydzie na weekend to dopytam o szczegóły o czym tam gadają. Głównie chciał by mu kupić fajki. Zrobiłem to, choć na weekend już planuję pogawędkę z nim n.t.
Zdjęcia.
O tym, że mamy zajebiste pomysły ostatnio, to wiem. Przykład jednego z nich. Otóż w wozie jest zawsze problem kaj dawać komórę. Są te przylepce na szybę, ale w tirze muszą być długie, przeto na pewno dyndają. W związku z tym móżdżyłem i wymóżdżyłem własną podstawkę na komórę.
To jest wersja V 1. Pierwsza w zasadzie realizacja wizji. By nie było, bujałem się z nią jakieś 3 tyg, zbierając doświadczenia z jej funkcjonowania. Wczoraj 374 zaś mnie wyciągnął do tego samego lokalu. Trza tu nadmienić, że on wcześniej w tym samym lokalu zeżarł pełny obiad o 12:00, a juz na 17:40 byliśmy umówieni (ponownie dla niego) na żarcie. On wziął talerz keto, a ponieważ byłem tylko po śniadaniu i noszeniu, pierwszej części mebli na st. mac. u 979, to żarłem oczami i zamówiłem to samo.
Skończyłem żreć o 18:54, bo o 18:56 miałem spod lokalu busa, do którego po dwu przystankach wsiadał 254. Do tego później, ale jeszcze powrócę do talerza. Był tam spory płat mięsa, a'la schabowy, 4 plasterki boczku upieczonego, jajko sadzone, kapusta zasmażana z boczkiem, spora ilość kalafiora zmieszanego z brokułem i ser camembert też grillowany. Jak to wszystko wciepłem do się, to czułem się pełny prawie po korek. Oczywiście tego dnia nic już nie zeżarłem.
W nocy jak się przebudziłem, to czułem, że jeszcze trwa trawienie. Ono nawet rano, jak wstałem, czułem iż jeszcze się dopełniało, przeto śniadanie dopiero po 12:00 zrobiłem.
254 wsiadł do tego samego busa, bo był u pani psycholog na spotkaniu. Jak bydzie na weekend to dopytam o szczegóły o czym tam gadają. Głównie chciał by mu kupić fajki. Zrobiłem to, choć na weekend już planuję pogawędkę z nim n.t.
Zdjęcia.
O tym, że mamy zajebiste pomysły ostatnio, to wiem. Przykład jednego z nich. Otóż w wozie jest zawsze problem kaj dawać komórę. Są te przylepce na szybę, ale w tirze muszą być długie, przeto na pewno dyndają. W związku z tym móżdżyłem i wymóżdżyłem własną podstawkę na komórę.
Oczywiście z dołu były otwory na ładowanie, słuchawki, do tego boczne listki, czyli wycięcia miały na celu, by na zakrętach nie spadała.
Pewne rozwiązania się sprawdziły, niektóre były do poprawy, jak choćby nachylenie kom. w moją stronę, by była prostopadła do mojej głowy jak patrzę (w rozwiązaniu V 1 była równoległa do deski). Jak już uzbierałem odpowiednie dane, to przyszła kolej na następną wersję.
Wersja V 2 jest już znacznie bardziej rozbudowana. Komóra poszła wyżej, jest już nachylona w stosunku do mnie.
Wycięcia po bokach komórki pozwalały nadal na widzenie wszystkiego na desce rozdzielczej, a także dostęp do półki przy wyświetlaczu radia. W sumie mógłbym to opatentować.
979 chciał mi to wydrukować na drukarce 3D, zresztą 373 też się oferował, bo również ma drukarkę. Niestety decyzja o rezygnacji z niewolnictwa przekreśliła sens drukowania tego. Może w nowym wozie rozwiązanie powielę, dostosuję do innej deski rozdzielczej.
Korekta jak zwykle, narka.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




























