Ja prd, jak ten czas zadupia. I nie, żeby się nic nie działo, bo dzieje się pełno, tylko nie ma czasu tego opisywać. Nim opiszemy bieżące życie, to artykuł z internetu. O kolei na Mazurach. 
Powyżej macie tytuł artykułu, który sugeruje, że wszystko jest OK. Jak poczytamy głębiej, to okazuje się, że nie bardzo. Ale aby przeciętny zjadacz chleba nie wiedział o tym, że nie wszystko jest ok, to zręcznie w opracowaniu użyto różnych jednostek miary. O ile przyrost pasażerów podano w procentach, to już wzrost pracy eksploatacyjnej w milionach pociągokilometrów.
Mało tego, na fali im ten niż jest droższy, tym nasze 20% jest większe, oni chcą uruchomić kolejne linie kolejowe, czy odtworzyć te, gdzie ludzie już dawno zapomnieli o kolei, a wszyscy mają swoje samochody. Bo widać, dla urzędników tańsze jest przewiezienie pięciu ludzi pięćdziesięciotonowym pociągiem, jak busem, który ma jakieś trzy tony. Oni tam chyba stosują inną matematykę.
Jest jeszcze jeden aspekt sprawy. O ile w dawnych czasach po tych liniach mało używanych jeździły pociągi osobowo-towarowe czy towarowo-osobowe, w zależności od tego, których wagonów było wiyncyj, to teraz jeżdżą tylko pasażery. Efekt jest taki, że 90% trzeba do tych pociągów dopłacać. Przewozy towarowe charakteryzują się tym, że nie są dotowane i przynoszą jeszcze jakiś zysk, natomiast pasażerskie, niestety, nie. Nie ma co liczyć na uruchomienie pociągów towarowych na tych liniach, bo po pierwsze, nie ma tam bocznic kolejowych. Skoro nie było linii, to bocznic też zlikwidowano. A po drugie, pewnie już nie ma tych zakładów pracy, które tam jeszcze nadawały towary wagonami. Dzisiaj jest ekonomicznie nieopłacalne podsyłać jeden wagon czy dwa wagony, żeby załadować je towarem i wywieźć stamtąd.
Reasumując kupiono sobie Rolls-royca, by dojeżdżać nim 10 km do pracy (zawsze mi się wydawało, że Mazury jakieś fest bogate nie są, a tu proszę... niespodzianka).
Ze spraw bieżących to nadwyrężona sobie prawą dłoń w pracy. W autobusie po prawej stronie mamy drzwi. Akurat w Ytongu drzwi są tak skonstruowane, że tam jest taka jakby półokrągła wypustka, na której dość przyjemnie trzyma się rękę. Nie znając dalszych konsekwencji, w czwartek ubiegłego tygodnia przez większość dnia trzymałem rękę na tej wypustce, co spowodowało, że nadwyrężyłem sobie kciuk i trochę dłoni. Do dziś z tego powodu odczuwam dyskomfort, i część czynności manualnych prawej ręki deleguję na lewą rękę. Wiem, mając doświadczenie, powinno się zabandażować i w ogóle wyłączyć się z obiegu na jakiś czas. No ale właśnie, jest lato, prace na stacji, praca w ogóle i na tyle, na ile mogę, odciążam prawą dłoń.
Zdjęcie... hmm, niech skcreeny z tyt. art. za nie posłużą, bo niestety nadal nieustający brak czasu.
Korekta na poziomie poziomów dotychczasowych, narka.
































