Żyjemy w takich czasach, że sporo nowinek technicznych wokół nas jest wdrażanych. Część z nich z pozoru wygląda na fajne, choć po dłuższym okresie użytkowania, albo w niekorzystnych warunkach, może się okazać, że jednak są bardziej szkodliwe niż fajne. Tak było kiedyś z rewelacyjnymi (jak weszły na rynek) chodzikami dla dzieci, które po kilku latach i po badaniach na rocznikach dzieci, wyrośniętych w nich, wykazały że krzywiły kręgosłupy. Dziś już z chodzików chyba mało kto korzysta, a przynajmniej wśród znajomych rodzin, które mają małe dzieci. Nie słyszałem, żeby chodziki ponownie były używane.
Teraz kolejnym wynalazkiem, który wszedł już kilka lat temu na rynek, są hulajnogi elektryczne. Podobnie jak chodziki, wygląda to na rewelacyjny pomysł do przemieszczania się po mieście. Tylko że problem zaczyna się w tym, że hulajnogi elektryczne osiągają coraz większe prędkości. Teraz ktoś pomyśli:
„No i co z tego? To chyba lepiej, że jeździ się z większą prędkością.” No, nie do końca. Jeżeli chodzi o rowery, to na rowerze mamy inną pozycję. Jesteśmy przykurczeni, nogi nam pracują, czyli mięśnie i stawy się rozgrzewają, a ogólnie ciało w większej ilości pracuje. Na hulajnodze elektrycznej jesteśmy prości jak deska. Jadąc z prędkością 30 km na godzinę, tak jak ta deska, jesteśmy narażeni na podmuchy powietrza. Jak są temperatury powyżej 20 stopni, to jeszcze ok, w zasadzie nic się nie dzieje. Natomiast przy niższych temperaturach przewiew powietrza, zwłaszcza wilgotnego, przez nasze ciało, jest negatywny. Przy dłuższe jeździe dojdzie do wychłodzenia stawów, które nie pracują, a więc wewnętrznie się nie rozgrzewają, jak przy jeździe na rowerze. Mało tego muzgojeby jadąc na nich są oczywiście często modnie ubrani, czyli spodnie porozcinane na kolanach, za krótkie, które odsłaniają kostki, a te są gołe, bo ubierają modne stopki. Czyli akurat odsłaniają staw skokowy, który ze swej natury jest słabo chroniony.
Jak dla mnie, hodujemy sobie kolejne pokolenie reumatyków. To w historii już miało miejsce. Mieliśmy pokolenie reumatyków, które jeździło na wiosnę przy temperaturach 10-15 stopni z dużymi prędkościami na motorach w krótkich spodenkach, bo słońce świeci, jest 13C to zajebista pogoda do mknięcia motorem 60 km/h. Doskonałym przykładem reumatyka po szybkich jazdach na motorze jest 371, który już w wieku 30 kilku lat odczuwał silne bóle reumatyczne w stawach kolanowych. Ile teraz tych młodych osób, które przemieszczają się z prędkością 30 km/h przy lekkiej mrzawce w temperaturze 12 C, będzie miało w przyszłości bóle reumatyczne? Nie bez powodu doświadczeni motocykliści, nawet w temperaturach powyżej 25 stopni, ubrani są w szczelne skóry, by ich nie przewiewało. Widać, motocykliści wyciągnęli jakieś nauki z poprzednich pokoleń. Teraz może kiedyś będziemy widzieć tych na hulajnogach, którzy są w miarę dobrze ubrani i przygotowani do tego, że frontem napierają na, czasami, chłodne i wilgotne powietrze.
Kolejną ciekawą rzeczą, na którą zwróciłem już jakiś czas temu uwagę, jest projektowanie nowych przestrzeni. Nie wiem, czy pamiętacie stare dworce kolejowe, ale główną informacją, jaką można było na tych dworcach uzyskać, była godzina. Zegary dworcowe były tak ustawione, by w zasadzie z większości miejsc na dworcu były widoczne. Podobnie było na starym dworcu w Katowicach. Tymczasem nowy dworzec w Katowicach, wewnątrz na hali, pozbawiony jest w zasadzie zegarów. Na wyświetlaczach podających godziny odjazdu pociągów przed wejściem na perony nie ma zegara, nawet takiej miniaturki. Są dwa zegary w holu głównym, ale są tak umieszczone, że nie są widoczny z większości miejsc, po których się chodzi. Ile razy mam przerwę i spaceruję po głównym holu w Katowicach, to co jakiś czas muszę schodzić z głównego traktu na bok, żeby zobaczyć na jedynych dwu zegarach, która jest godzina. Ja rozumiem, że tak projektuje się w marketach sale sprzedażne, bez okien, bez zegarów, ale na dw. PKP ów zegar jest niezbędny.
Zdjęcia.
Dla chcących/lubiących poszukiwania - gdzie jest zegar?Jak dla mnie, hodujemy sobie kolejne pokolenie reumatyków. To w historii już miało miejsce. Mieliśmy pokolenie reumatyków, które jeździło na wiosnę przy temperaturach 10-15 stopni z dużymi prędkościami na motorach w krótkich spodenkach, bo słońce świeci, jest 13C to zajebista pogoda do mknięcia motorem 60 km/h. Doskonałym przykładem reumatyka po szybkich jazdach na motorze jest 371, który już w wieku 30 kilku lat odczuwał silne bóle reumatyczne w stawach kolanowych. Ile teraz tych młodych osób, które przemieszczają się z prędkością 30 km/h przy lekkiej mrzawce w temperaturze 12 C, będzie miało w przyszłości bóle reumatyczne? Nie bez powodu doświadczeni motocykliści, nawet w temperaturach powyżej 25 stopni, ubrani są w szczelne skóry, by ich nie przewiewało. Widać, motocykliści wyciągnęli jakieś nauki z poprzednich pokoleń. Teraz może kiedyś będziemy widzieć tych na hulajnogach, którzy są w miarę dobrze ubrani i przygotowani do tego, że frontem napierają na, czasami, chłodne i wilgotne powietrze.
Kolejną ciekawą rzeczą, na którą zwróciłem już jakiś czas temu uwagę, jest projektowanie nowych przestrzeni. Nie wiem, czy pamiętacie stare dworce kolejowe, ale główną informacją, jaką można było na tych dworcach uzyskać, była godzina. Zegary dworcowe były tak ustawione, by w zasadzie z większości miejsc na dworcu były widoczne. Podobnie było na starym dworcu w Katowicach. Tymczasem nowy dworzec w Katowicach, wewnątrz na hali, pozbawiony jest w zasadzie zegarów. Na wyświetlaczach podających godziny odjazdu pociągów przed wejściem na perony nie ma zegara, nawet takiej miniaturki. Są dwa zegary w holu głównym, ale są tak umieszczone, że nie są widoczny z większości miejsc, po których się chodzi. Ile razy mam przerwę i spaceruję po głównym holu w Katowicach, to co jakiś czas muszę schodzić z głównego traktu na bok, żeby zobaczyć na jedynych dwu zegarach, która jest godzina. Ja rozumiem, że tak projektuje się w marketach sale sprzedażne, bez okien, bez zegarów, ale na dw. PKP ów zegar jest niezbędny.
Zdjęcia.
Widok holu z drugiej strony.
Tablica przy wejściu głównym, która zdupiła się już ponad m-c temu. Co zrobili? Wyłączyli ją. Jakbyście myśleli, że mały zegar w prawym górnym rogu wskazuje poprawną godzinę, to nie. Otóż, wyłączyli całość włącznie z zegarem. Pragotrony jakie były, takie były, ale działały latami. Przyszedł Pan Edek, naprawił i działało dalej. Te "nowe" badziewia już się zdupiły, a naprawić się tego nie da, trza to wymienić na nowe. Teraz - kto ma za to zabulić?
Korekta na poziomie poziomów dotychczasowych. Narka.



U mnie po remoncie dworzec (przekazany jakiś czas temu przez kolej miastu) już w ogóle jest odcięty, odseparowany od peronów i tylko zamiejscowy mógłby z niego chcieć korzystać korzystając na pociąg, bo przy większej ilości bagaży jest spora szansa, że nie zdąży dobiec na peron przed zamknięciem szlabanu. Bo po stu pięćdziesięciu latach doczekaliśmy się wreszcie szlabanu przy wejściu na peron. Za Niemca i przez osiemdziesiąt lat Polski nikt nie pomyślał by aż tak zadbać o bezpieczeństwo pasażerów.
OdpowiedzUsuńA zegary na peronach - jak ostatnio byłem na dworcu, ze dwa tygodnie temu - nie działały. Już nie działały, albo jeszcze nie zdążyli ich uruchomić po remoncie.