piątek, 10 lipca 2020

Piątek #1688

   Postaram się opisać na żywca, jak się uda, to pójdzie jeszcze dziś (piątek).
   979 pojechał w góry. Teoretycznie miałem tam też jechać, ale szczury, jedzie tam też 815, a po ostatnich dyskusjach z nią, powiedziałem wprost 979, że nie chcę się wdawać z nią w większe dyskusje, a jadąc tam ekipą to będzie nieuniknione, to zrezygnowałem.
   Wobec tego, że pojechał 979 i na stacji mac. zostałem sam, to wczoraj po przyjeździe od 824 (o tym w osobnej notce) spotkanie z Tedem, oczywiście po przerobieniu bieżącego ruchu na stacji.  Przypuszczałem, a nawet wiedziałem, że wbije 172, a mnie po spotkaniu z Tedem puszcza wodza fantazji. 172 był nawet wcześniej (ok. 23:00), ale zaś ta gra kolejowa i powiedziałem mu by przylazł po północy, bowiem jadę długi RJ, mam 60 min opóźnienia i chcę dojechać do końca.
 Ostatecznie miałem chyba 75 min opóźnienia na dojściu. W każdym razie jak jechałem już te ostatnie stacje to był już 172. Tylko co dojechałem, pożegnałem się zabrałem się za 172. Wpierw pozycja na podłodze, ale jakoś tak niewygodnie mi się na nim siedziało. Przeniosłem go na pufy. Tu się ułożył, do fotela za jego głową przywiązałem mu ręce i położyłem się ponownie na nim. Ponieważ nie tak, jak ostatnio, kiedy na chwilę wpadł z budowy, był czas, to gra wstępna została przeprowadzona. Lizałem go po szyi, w zasadzie śliniłem. Ocierałem się o tą szyję, z lewa, z prawo, w zależności od tego którą stronę chciałem warami masować, to przekręcałem mu głowę, trzmając ją w rękach. Warami jeździłem po jego górnej części klaty. Nie śpieszyłem się, był czas. Jemu organ zaczął się dość szybko budzić mnie też. On na swoim jeszcze trochę i by mnie podniósł, ja swój prawie wbijałem w jego, albo brzuch, albo między nogi kiedy się zsuwałem niżej, by lizać jego klatę. Ściskałem jego bicepsy, przedramię, barki. Ach, mózg dostawał wiariacji, a tym razem na szczęście się nie zawieszał. Ostatnio znowu miał zwiechę, na myśl, że - ja, z moim wyglądem, na takim skurwielu i tyle można robić? Nie wytrzymał i się od rozkminy nad tym zablokował.
   Tym razem było dobrze, spotkanie z Tedem zablokowało blokadę z powodu j/w. Po grze wstępnej siadłem na nim i spank na klatę, ale jakby to było i mózg chciał czegoś nowego. Obróciłem się, siadłem na jego górnej części klaty, tak że jego broda była między moimi pośladkami i spank na brzuch, ale to też było, mimo iż jego dwudniowa broda między moimi pośladkami zawsze przyjemnie lekko drapie. Mózg kombinował co by tu nowego wymyślić. Nieśmiało zabrał się do jego nóg. Oczywiście nogi też u niego ładnie umięśnione - czterogłowy uda, łydka - piękna. Jeszcze raz się obróciłem i siadłem mu na brzuch i spank na klatę, ale mózg dalej poszukiwał. Zaś się obróciłem, znowu na brzuch, ale mózg ciągnął do nóg. Po dwu zmianach zapytałem się go, czy to za długo nie trwa, ale on coś pomamrotał w stylu jak to mówił 972 - rób (tylko u 972 to brzmiało prawie jak nakaz). Ja byłem po spotkaniu z Tedem, on nie więc nie chciałem przeginać. Przegięcie to może być dziś, jak obaj będziemy po spotkaniu z Tedem.
   W końcu zsunąłem się klaty, siadłem na brzuch, przed sobą miałem jego organ z jajami, który trochę masowałem, ale i tak pała mu tak stała, że można by było nią szybę wybić. W końcu zacząłem spank na lewe udo. Po krótkim czasie widziałem po każdym uderzeniu, że napinał mięśnie obu nóg, lewej zwłaszcza. Jeszcze trochę i po każdym uderzeniu spinał mu się brzuch na którym siedziałem. To zaczęło mnie podniecać i to nieoczekiwanie mocno, to też udo stało się dalszą ofiarą, ale nie trwało to długo. Może dlatego, że coś nowego i do tego taka, przyjemna dla mnie, jego reakcja. Coś jak kiedyś nabiłem od tyłu 977, i choć to lata temu było, pamiętam dobrze do dziś, prawie leżałem na nim wsparty lewym łokciem na jego lewej łopatce. On część dolną miał na łóżku, a górna wsparta była na łokciach na podłodze. Na prawą łopatkę poleciał spank. Po jakimś czasie zaczął się po każdym uderzeniu wić pode mną... Bardzo szybko wtedy doszedłem, coś jak wczoraj.
   Ja to wiem, że czasem krótkie, acz intensywne pomęczenie mięśniaków jest lepsze jak długie i lekkie, ale wzbraniam się często przed tymi krótkimi męczeniami ich, choć czasami, jak np. 975, czy 973 sami drażnili mnie by ich krótko, acz intensywnie dojechać.
   Dobra, tyle. Następna notka w przygotowaniu, ale ze względu na wydarzenia dzisiejszej nocy, została odstawiona na boczny tor. Teraz muszę jechać po flachę, by popo lub wieczorem zasiąść do spotkania ze 172, jeżeli dojdzie do skutku, bo z nim nigdy nie wiadomo.
   Narka.
 

środa, 8 lipca 2020

Środa #1687

   Znowu takie zaległości, że nie wiem czy wszystko zdążę opisać.
   Ze 172 norma, choć ostatnio powadził się z laską. Jak to w wiosce wyjebał jej w ryj, ona do niego:
- ostatni raz mnie pizłeś  (słyszałem to już chyba 10 raz)
- to wydupiaj ode mnie i mnie nie wqrwiaj
  [(i poszła) scena odbyła się u mnie, wcześniej już coś było u nich]
  W piątek lub sob, umawiam się z nim w końcu na flachę. Chciał ją od razu robić w pn. ale raz, że przecież na stacji mac. stacjonuje cały czas 979 to jak przy nim po flaszce coś robić, nadto jak zwykle bieżące zajęcia i jak tu we wtorek być nietomnym. Dziś był 172, niestety zmarkowałem, bo zaś presja czasu, bo on prosto z budowy, na chwilę się wyrwał i wbił, bo musiał coś tam z domu zabrać. Przypomniałem o weekendzie i flaszce, bowiem 979 jedzie w góry na dwa lub trzy dni, to stacja będzie w nocy pusta. Niby jest aktualne.
 
   Dobra, kolejna zaległa rzecz już półtora tyg. Jak byliśmy na Chechle to udało się zrobić zdjęcia 979 i nawet nie uciekał od obiektywu, ale to chyba z powodu niby laski, bo jak by to przed nią wyglądało jakby uciekał z kadru.
 Poniżej 979.
EDYTOWANO
   I jak wychodzi z wody.
EDYTOWANO
I jeszcze plecy.
EDYTOWANO
I jeszcze była ciekawa sytuacja. Obok nas, niedługo przed tym jak mieliśmy się zwijać dosiadł się przejebany skurwiel, taki 100%.
  Nachyliłem się do niby laski od 979 i mówię jej trak trochę na ucho:
- patrz jaki mega przejebany skurwiel.
  Jak to wypowiedziałem patrzę na 979, a on robi obcinkę tego skurwiela
i mierzy siły na zamiary. Z obliczeń wyszło, że nic nie da się zrobić i ta mina, która uwidaczniała tą myśl - bezcenna. Oczywiście ten 100% skurwiel dziary więzienne, podobnie jak 172, czego nie da się ukryć.
   Po jego prawej pewnie jego syn. Taka faja, nawet z 230 rozmawialiśmy, że nikt by go nie skojarzył z tatą, ale to tak może być, bowiem tatuś chce dla niego jak najlepiej, stąd odcina mu wszelkie drogi prowadzące na ścieżkę skurwielowstwa, w tym, niestety, tą doprowadzającą do dobrego wyglądu. To tak, by syn nie szedł w jego ślady i miał się w życiu jak najlepiej. Tylko czy tatuś, mega przejebany skurwiel, będzie w stanie wyedukować syna, by był tak poziom, jak nie dwa nad nim? Coś mi się nie wydaje. Wiec to ich, takie działanie dla dobra dziecka, jest dość ułomne, bo synuś nie dość, że będzie faja, to do tego jeszcze nieogarnięta. No chyba, że..., no chyba że...., stanie się cud i młody skończy dobrą szkołę średnią, polezie na studia i faktycznie będzie poukładany w życiu. Ale ile % prawdopodobieństwa tego dajecie?
 
  Nie udało mi się uniknąć przenikliwego wzroku jest laski, czy żony, która, choć zrobiłem mu tylko trzy zdjęcia, obczaiła, że go focę. 
   To tak jest, że jak facet ma mega przejebaną laską to ciągle, jak radar, dookoła obserwuję, kto ją obserwuję i w drugą stronę widać działa to tak samo. Więcej zdjęć nie zrobiłem, bo co jakby skurwiel ruszył, na jej polecenie, w moją stronę?
   I tym optymistycznym akcentem kończę na dziś, bo wszystko przesunięte, bowiem wstałem o 10:50. 
   Narka.

piątek, 3 lipca 2020

Piątek #1686

   Ach nasza kochana służba zdrowia. Polazłem na tomograf komputerowy. W rejestracji (nie wiem czemu teraz zmienia się rejestrację na recepcję) pani przejrzała dokumenty w tym ankietę, którą trza było wypełnić przed badaniem. 8 pytań, a z ich prawej strony, jak przy niedawnych wyborach kwadraciki w których stawia się krzyżyki w wypadku wystąpienia czegoś lub nie. Okienko rejestracji oddzielone krzesłami, by nie włazić do okienka jak to niektórzy mają w zwyczaju, a samo okienko na wysokości brzucha, czyli stolika na którym się kładzie papiery. W związku z tym nie widziałem co w środku się dzieje bez odpowiedniego ugięcia kręgosłupa. Oddałem papiery, wyprostowałem się więc nie widziałem osób w środku i co robią, ale słyszałem. Młoda pielęgniarka, która odebrała wyniki mówi do tej starszej:
- waga (xx), wzrost (xxx), na tarczycę nie jest chory (i tu se pomyślałem, czy to moje papiery? Jak byk postawiłem krzyżyk, że leczyłem się na tarczycę, ale pomyślałem, chyba wie co robi), dalej przekazała inne dane.
   W poczekalni siedziały jeszcze dwie osoby, więc pomyślałem, to od jakiejś innej, Jak można przeoczyć duży krzyżyk w ramce przy kolumnie odpowiedzi TAK. Reszta była na nie. Cały czas zastanawiano się czy z kontrastem, jak zapisała lekarka, czy bez. Nawet ktoś tam ze mną gadał, że to się robi bez kontrastu, na co powiedziałem, może lekarce chodziło by zobaczyć układ naczyniowy w gowie?
- nie, to jest TK kości, a nie naczyń.
- no to możemy zrobić bez.
  Ale nie dawało im to spokoju, bo jednak nie wypełnią zalecenia lekarki zlecającej. Wobec tego pytali się dalej, czy jestem uczulony na Jod (składnik kontrastu)
- nie wiem
- jak to Pan nie wie
- nie przyjmowałem Jodu, to nie wiem
- to piszemy - nie (pomyślałem, a co jak będzie - tak)
- czy ma pan problemy z oddawaniem moczu
- nie.
   Teraz nastąpiła chwila przerwy i domniemywałem, że zabierają się do przygotowania mnie do kontrastu. Pomyślałem, wbijemy im kolejną szpilę. Na wynikach krwi nie oznaczono, choć mieli to zrobić, i nawet na wynikach jest TSH, poziom między i między prawidłowy, ale wpisali 0.000. Wykonałem odpowiednie ugięcie kręgosłupa i gowię miałem na wysokości okienka i pytam:
- a ten wynik TSH to jest w porządku?
- (z tyłu, Pan, który wziął do ręki kartę w wynikami) no przecież nie oznaczyli tu TSH, to nie możemy robić z kontrastem.
   Starsza pielęgniarka:
- to niech pan idzie do laboratorium tego obok (jakieś 20 m dalej) i spyta się ich czemu nie oznaczyli TSH?
- ale to nie było w tym laboratorium robione (co zresztą jak byk było napisane na karcie wyników badań)
- to musi pan iść do tego gdzie to robili
- ale to w Katowicach było
- no to do Katowic.
- (przecież, qrwa, nie pojadę do Katowic teraz) to może bez kontrastu?
w tym momencie starsza piguła do młodszej, a co w ankiecie jest napisane?
Ta patrzy i (drugie pyt. dot. tarczycy) zaznaczone TAK i mówi - zaznaczone, że choruje na tarczycę
- a jakie leki bierze Pan na tarczycę?
- teraz nie biorę żadnych, ale żarłem, jednak nie pamiętam co to było
  Znowu jakaś narada w środku. Pomyślałem, za chwilę to badanie przesunie się o kolejne tygodnie.
  Qrwa! W końcu zadecydowałem - to robimy bez kontrastu.
  Łyknęli to, choć do tej pory to jakiś dramat jak czytają papiery. Jak podobnie liczą karty do głosowania w wyborach, to wyniki mnie nie dziwią. Te kratki na krzyżyki były nawet większe niż w kartach do głosowania, a i tak nie widzieli. To pierwsze. Drugie - badań nie odczytali, dopiero po zwróceniu mojej uwagi, popatrzyli do karty wyników na wyniki. Trzecie nie czytali jej w ogóle, bo nawet nie spojrzeli jakie laboratorium je robiło.
   Teraz jakiego opisu badań się spodziewać po takich wpadkach. Oni są przepracowani, czy co? Przecież nikt ich nie goni, są odcięci od ludzi, bo szpitale pozamykane, wejścia tylko na dzwonek, więc tłumów tam nie ma, a i tak takie poważne wpadki.

  Remont u 979 stoi, c.b.d.u., za to u mnie wczoraj kolejne wiaderko zaprawy poszło na ścianę. Jak sie zabrałem to początkowo myślałem - lekką cipą wyrobię dwa, jednak takie drobiazgi, które musiałem zaprawą zarobić zajęły duża czasu, nadto przyjechał 374 pogadać, ale też powiedział, że w kauflu ciepli kartofle po 0.90zł i pomidory po 2,50zł/kg, to pojechałem po ymyciu wiaderka i narzędzi. W zasadzie to mogę teraz już ściankę tynkować z dołu do góry, bo przygotowana jest. Pierwsza warstwa skończona, naroża wstępnie zrobione więc można robić.

   Tyle, bo czas mnie goni, jak zwykle.
  Rumun, czyli ST43-303 w lokomotywowni Tarnów Towarowy.
  Dziś to najprawdopodobniej miał już bliskie spotkanie z hutą. Niestety z takim słońcem źle się zdjęcia robi, więc wyszły średnio.
   Narka.

środa, 1 lipca 2020

Środa #1685

   Zapomniałem o wyborach. A byłem, po 20 letniej przerwie i pewnie teraz będzie następna 20 letnia. 979 był ze mną i, może pod wpływem tego co mówiłem, również zagłosował na Biedronia. Mało głosów dostał, Hołownia też, a to znak, że społeczeństwo nie chce zmian. Skoro nie, to w najbliższych wyborach i tych następnych też -  udziału brać nie będę. To w ogóle znak, że jest w kraju dobrze, by nie rzec bardzo dobrze. Nie ma żadnych przekrętów, żadnych wałków, żadnych nietrafionych inwestycji, żadnych malwersacji itp. Jest zajebiście, w tym rewelacyjnie się ma rozdawnictwo kasy, a skoro tak, to na co w tym mój udział.
   Miliony much lubią gówno. No przecież miliony nie mogą się mylić.
   Po za tym zdecydowaliśmy się z 979 ratować jego poprzednie auto Peugeota 306. W zasadzie oprócz potrzeby wymiany części biegowych w tym aucie nic się nie dzieje, a w razie W będę miał czym jechać. Połowę z tego co potrzebne jest w naprawach do przeglądu pokrywam, by se nie myślał. Teraz jest lato to inaczej patrzymy na potrzebę jeżdżenia autem, ale jak przyjdzie jesień, dni deszczowe, zima i dni zimne, a będę się miał gdzieś przemieścić to jak znalazł. Zadbam se o auto i jeszcze będzie dłużej jeździć jak jego ford. Za rok może pojadę na wakacje autem jak 844. Pomysł sam w sobie nie jest głupi. jedzie się autem i w nim mieszka. Umyć się można na byle jakiej stacji lub w jakimś ośrodku wypoczynkowym, polu namiotowym, czymś takim. Może bym i pojechał w tym roku, ale trzymają mnie szczury, a szkoda, bo bym pomknął na ścianę wschodnią w jakieś dziewicze tereny.
   Ok, rozmarzyliśmy się. Leziemy za dosłownie 30 min na tomografię komputerową z kontrastem, przeto większe śniadanie zeżarliśmy do 09:00 i teraz już nas ssie, ale pamiętamy o babci w studni, więc wytrzymamy, aczkolwiek, jak nie możemy wchłaniać, to na co patrzymy to byśmy wciągnęli do przewodu. Masakra, ale wdupianie będzie popołudniu.
   No i jeszcze, jak przewidywałem, mimo ujadania 979, remont u niego stoi i nie wiadomo kiedy ruszy. W tyg. nic się nie dzieje, choć miało się tam coś robić, a weekend, z tego co dziś słyszałem, a środa, jest już planowany, czyli też się nic nie będzie działo.
  Jak pisałem wcześniej, dla mnie to dobrze, zawsze mieszka się z kimś bliskim.
   Dziś tak na szybko to jeszcze zdjęcia. Ostatnio była budka w Tarnowie, operatora myjki wagonów pasażerskich, to dziś budka od środka. Mała, to tylko 2 zdjęcia.
Przy takim grzejniku to się można wygrzewać. Ma 2,6 kW. Obok niego kanapa z wagonu pasażerskiego najprawdopodobniej 111A
Pulpit sterowniczy do myjki, jak widać bardzo prosty.
   Tyle, bo czas na badania. Narka.

poniedziałek, 29 czerwca 2020

Poniedziałek #1684

    Wczoraj z niby laską od 979 i nim samym pojechaliśmy wstępnie na Pławniowice, ale już w Rudzie Płd zmieniliśmy kierunek, bowiem 230 ze swoją niby laską był nad Chechłem, więc 979 podjął decyzję, że jedziemy tam, bo raźniej.
   Na msc., mimo ostatnich dość obfitych opadów, poziom wody w jeziorze niski. Tam od lat 90-ych ubyło jakieś 3 m wody, co widać po starej linii brzegowej i jeszcze jednym pozostałym betonowym molu. Resztę już wyburzyli, bowiem daleko od wody dziwnie wyglądały, a nadto, ktoś jeszcze by w nocy, pod wpływem czegoś zapragnął skoczyć do wody, której tam już dawno nie ma.
   Pierwsza wersja 979 była, że siedzimy do 20:00, bo taki nienasycony, ale 230 ze swoją niby laską zebrał się ok. 18:00, bo 230 spalił się na słońcu już dzień wcześniej, tu jakby dowalił, więc nie chcieli tyle siedzieć, a i tak byli wcześniej od nas, to i 979 zaczął się zwijać przed 19:00, akurat jak byłem na spacerze po linii brzegowej. Jak Cejrowski wybrałem się boso. Po 200 m zastanawiałem się, czy się nie wrócić, bo nieprzyzwyczajony, do łażenia bez klapek czy butów, a tam jeszcze taki stary asfalt, więc wbijał się nieprzyjemnie w nogi. Jednak stwierdziłem - dam radę. I to oczywiście było głupie, bo po 500 m już mi się nie chciało wracać, a nogi wybierały miejsca po za asfaltem bo już nie mogły po tych kamiorach leźć. Ogólnie dramat, czasami już nie wytrzymywałem, to lazłem po trawie, a wracałem w większości po trawie i jak był to po piasku. Iluś tam ładnych mięśniaków po drodze mijałem, jeden, to prawie użyłem nagłego hamowania, bo mógłbym taki widok przed oczyma mieć przez jakieś 5 minut. Piękny...
   Co do mięśniaków grasujących nad jeziorem, to nie było ich tak dużo jak na rogolu. Tam to jeszcze miejscowych, tamtejszych wioskowych jest sporo. Nad Chchłem górują przyjezdni, a miastowi to wyglądają średnio atrakcyjnie. Nie by nie było na kim oko zawiesić, ale średnia tych, ktorzy by się nadawali do czegoś to może 10-15%. 30% to odpada w przedbiegach, dalsze 30% nie nadaje się, a z pozostałych 30% własnie te 15 to na już, no i pozostaje ta nieliczna grupa, która zachwyca swoim wyglądem. Oj psuje nam się społeczeństwo i to szybko. Jeszcze końcówka lat nastu to wygląd jako taki, ale w drugiej dekadzie to idzie równo z góry.

   Dziś musiałem jechać do Katowic Nikiszowca odebrać wyniki z badania krwi. Zapowiadali dzień deszczowy, to też wziąłem na siebie gumę i parasol, a także nieodłączną siatkę na podręczne graty. Pojechałem sobie na części trasy autobusem 74 zwiedzając Siem-ce i inne dzielnice Katowic. Kierowca przyjechał na przyst. pośredni opóźniony 6 min i mimo jazdy przez tereny peryferyjne nie nadgonił opóźnienia, a na przedostatnim przystanku na którym wysiadałem zwiększył do 10 min. Jazda nie szła mu płynnie. Dużo rozruchu i niby wybiegu, bo to teraz mają automaty. Czułem się trochę jak w tramwaju, bo oni tam mają takie RJ, że ciągle pykają. Też tak pykał, a jazda dawała dużo do życzenia. Zakręty brał jakoś nieudolnie, jakby nie mógł się wysunąć przed zakrętami ciasnymi, a miał plac, bo np. nic nie jechało z przeciwka lub pas obok był wolny. Wylazłem na Nikiszu, ale miałem do przejścia 1 km. Widziałem nadciągającą czarną chmurę i oczami wyobraźni widziałem strugi deszczu. Kawałek, jakieś 100 m przeszedłem z autobusu ze zwiniętym parasolem, ale po chwili musiałem go rozłożyć, a to co się działo za chwilę, to opiszę za chwilę, ale wpierw dygresja do ubioru. Otóż ubrałem sobie długie spodnie, ale takie trochę bojówki spięte gumką na dole, bo taka moda i takie dostałem w ciucholandzie. Niby nic dziwnego, ale po kilku minutach intensywnego opadu, okazało się, że był to pomysł jak najbardziej do dupy. O ile parasol chronił górną cześć przed opadem, to dolnej już nie, bo do tego jeszcze trochę wiało. I teraz jakbym miał zwykłe spodnie, to nogawka była by na bucie, a te spięte tą pierdoloną gumką powodowały, że woda z nogawek leciała wprost do buta, który nie dość, że atakowany wodą z góry, to jeszcze z dołu. Buty szczelne, ale przez odpowiedni ubiór zaczął się robić w nich lekki basen. Tyle, że było k/20C więc temp raczej nie do zamarznięcia. Mało tego do spodni nie wziąłem paska, więc jak zrobiły się na dole mokre to zaczęły sie ciągnąć w dół i jednocześnie z powodu szybkiego marszu zsuwać się z dupy. Parasolka w jednej ręce, siatka w drugiej, z góry napierdala deszczem, a mi jeszcze zaczynają spadać spodnie. Nosz qrwa. Przełożyłem siatkę do ręki z parasolką i drugą ręką co chwilę, jak te sebixy, podciągałem spodnie do góry, by nie mieć ich na kolanach. Przed przychodnia ostatnie podciągnięcie, by nie wyglądać idiotycznie.
   Procedury wejścia, odebranie wyników i krótka konstatacja, na który przystanek w tym deszcze zapierdalać. Do autobusy na bliższym przystanku pozostało 20 min, na przystanek na 74 10 min, bo zapamiętałem, że autobus mam tam być 39 po. No to uruchomiłem silniki trakcyjne i zapierdalantus przez chodnik w kałużach, z opadającymi spodniami, pod opadającymi gałęziami drzew, bo się namoczyły i powyginały, więc częściowo w ugięciu i do tego jeszcze musiałem podciągać okresowo spodnia. Fuck. Na szczęście przestawało padać. Przed przystankiem obserwowałem czy autobus już nie jedzie, ale nie widziałem. Prawie wbiegłem pod wiatę, patrzę na zegarek - 39 po, czyli jest ok, ale idę na tabliczkę spojrzeć co na niej, a na niej 36 po. Qrwa jebana mać w dupę i cyc! To gówno już mi pojechało, bo to drugi przystanek na trasie. Jednak postanowiłem trochę poczekać i obmyśleć plan awaryjny, bo w deszczu może jechać opóźniony. Tak też się stało. Za jakieś 30 sek zobaczyłem go wyłaniającego się z za zakrętu. Odetchnąłem. W środku był tylko jeden dziadek, a to ten sam autobus, którym przyjechałem, tylko inny kierowca. Widać zmiana była. Nowy kierowca, nowy styl jazdy, zupełnie inaczej, choć w Siem-cach nie zabrał babci biegnącej, a to tylko 5 sek dłużej i by pojechała. Nie rozumiem takich działań, tym bardziej, że przed nim odludne tereny to te 5 sek by jak nic nadrobił.
   W deszczu wróciłem na st. mac. mając za sobą dość udaną przejażdżkę komunikacją miejską i spacer, też udany, w intensywnym deszczu.
   Na koniec zdjęcia.
Stacja Tarnów i tor do pkt, do mycia składów pasażerskich przy wieży wodnej.
Tu już wieczne rolki do mycia wagonów, a po prawej na podwyższeniu budka do operowania myjką.
A to już widok z budki na rolki myjki, a w oddali, na górze zdjęcia, odchodzący ze stacji Tarnów Główny Osobowy skład pasażerski, czterowagonowy w kierunku Dębicy i Rzeszowa.
   Stacja Tarnów Główny Osobowy przeszła modernizację, czy te tory jeszcze w ogóle tam są to nie wiem i czy wjazd na nie od stacji pasażerskiej jeszcze jest też nie wiem. Nowe zdj. sat. nie pokazują.
   Tyle, narka.

czwartek, 25 czerwca 2020

Czwartek #1683

   Ale się dziura porobiła we wpisie. Ale też nic nadzwyczajnego się nie wydarzyło. 172 przychodzi prawie codziennie i niby jest fajnie, bo codziennie coś robię, ale też tak na szybko, to średnio, co mu powiedziałem. Brakuje gry wstępnej, a on ciągle w biegu. Efekt - no bardziej go męczę, bo czymś ta grę wstępną muszę zastąpić i wczoraj powiedziałem mu, że już mi głupio i też nie chcę przegiąć pały.
   Stoję z remontem, jakoś ostatnio nie mam natchnienia, choć ono powoli zaczyna powracać. Natomiast zaczyna się odzywać po raz kolejny 979. Jest co raz bardziej zdeterminowany, jak napisał:
- musze to szybko skonczyc, damy rade w 3tyg ? bo kurwa nie moge juz wracać rano na ... inaczej wyjada na psycho.
  No pomogę mu, choć zdaję sobie sprawę, że pozostanę na st. mac. sam, co oczywiście nie było w planach, a jak się potoczy to bycie samemu to nie wiem. Oczywiście ruch stacyjny będzie dalej, ale w jakim wymiarze to też nie wiem. Część składów wchodzi na stację dla drużyny trakcyjnej 979 i to wiem, i on to też wie, ale się zobaczy.
   Dziś wyjazd od 824, to też kolejna sprawa, która za chwile zacznie być zajmująca. Nie wiem co tam się wyprawia, pewnie po staremu, oby tak było.
 
   W symulatorze kolejowym tedeku dzieje się po staremu. Mimo lockdownu, w czasie którego zarejestrowało się kilka tys. ludzi (w tym roku do maja 4000) gra w to niewiele więcej ile grało poprzednio. Widzę, że na prawdę trzeba mieć duże samozaparcie by to co się tam dzieje, głównie chodzi o administrację i sławetny system skarg, strawić na dłuższą metę. Teraz nie mam czasu, bo wyjazd do 824 przerabiać w nowym, bo przeszedłem na 10-kę, paincie statystyk, ale postaram się to zrobić i je tu wstawić. O projekcie też może szerzej kiedyś tam.
  Wybory, bo te w niedzielę. Jak się nic nie stanie to polezę na Biedronia głosować. Już mniejsza, co gada, ale jest jakby z zewnątrz, to może coś zrobi. Obawiam się jednej rzeczy, by nie było jak w wyborach parlamentarnych, gdzie na opozycji multum partii, a jedna rządząca i mimo, iż sumarycznie dostała mniej głosów (ok. 8mln), a opozycja wiycnyj (9mln) to w wyniku liczenia głosów metodą d'Hondta przeszła rządząca. Tu może być podobnie. Głosy na opozycji rozejdą się na różnych kandydatów, a tam po drugiej jeden wysłannik kaczki.
   Jeszcze krótko o służbie zdrowia, bo pomału wpadam w ich ręce. Przepływ kasy w służbie zdrowia odbija się na nas. Na badanie krwi musiałem jechać do Katowic, gdzie byłem u audiologa, bowiem w wiosce nie chcieli zrobić badania, bo, jak powiedziała pielęgniarka, oni tego nie zlecali, to oni za to nie będą płacić, to muszę tam gdzie to skierowanie wystawili. Czy ja płacę na jedną służbę zdrowia, czy na jakieś różne? Za chwilę do specjalisty pojadę do Szczecina, bo tu nie będzie i wszystkie inne badania będę musiał robić w Szczecinie, bo przecież tu minie zrobić, bo to Szczecin chce je zrobić. Jakaś masakra się zaczyna robić. Oczywiście była inna wersja - niech Pan sobie za to zapłaci.
   Musze kończyć, taka notka na szybko, to jeszcze zdjęcie na koniec.
  975 w czasie wymiany dętki przy rowerze z pięknymi plecami, zresztą cała reszta też piękna.
   Narka.

piątek, 19 czerwca 2020

Piątek #1682

  Dwa dni temu stanął pod wjazdowym, ok. 08:00 172. Byłem chyba w najlepszej fazie snu, bo totalnie przydupiony odebrałem sygnał dźwiękowy z pod wjazdowego. Za pierwszym razem pomyślałem - może nie on i skład sobie odejdzie, ale jak kodem zadzwonił drugi raz, to już się ruszyłem. Wpuściłem go na stację, a on coś tam coś tam i czy byśmy nie zrobili.
   Ponieważ ostatnimi dniami mój popęd seksualny szaleje to odpowiedziałem, że tak. Najpierw się położył. Mój organ obudził się pierwszy i jak na nim legałem, to mógłbym mu przedziurawić brzuch. Natomiast mózg jeszcze nie zatrybił. Usiłowałem się wmontować w to co robię, ale nic. Mózg jakby chciał dalej spać, tylko że tym razem na mięśniaku. No nic, tak to raczej faktycznie bym zasnął, przeto zasugerowałem zmianę pozycji na plecy. On się przestawił i jakoś z wolna, choć on chyba prędzej odczuwał moje klapsy, jak mój mózg się budził, zaczął reagować na to co się dzieje. Kiedy do finału brakowało może z  20 sek. to znów jakiś skład stanął pod wjazdowym. Pierwsza myśl - to chyba Twoja laska. Zaczęliśmy się ubierać w panice. Oczywiście ja pierwszy się ubrałem, bo zawsze w razie W ubrania już naszykowane, a on swoje porozrzucał to ich szukał. Poszedłem wpuścić ją na stację, lekko, czy bardziej spocony, bo jednak wysiłek fizyczny dłuższy był i nie wiem czy tego nie zauważyła.
   Przylazła po klucze z piwnicy, bo coś tam chce z niej zabrać, a on ma je przy sobie. Tym razem on zamykał stację za nią i zamykając odwrócił się do mnie i taki rozochocony pyta się:
- kontynuujemy? (w zasadzie to prawie było jak stwierdzenie)
- (pomyślałem - "jasne!", bo mózg się już obudził) tak. (choć później się zastanawiałem, czy nie powinienem tego wypowiedzieć z takim entuzjazmem, z jakim chciałem. Co mnie pohamowało - chyba to, że po tej sytuacji myślałem, że on już nie będzie chciał, bo trochę go jednak wymęczyłem, bo wydawało mi się, że już może mieć dość.)
   I poszliśmy kontynuować. On do poprzedniej pozycji, trochę inaczej go ustawiłem i tym razem już niedługo go męczyłem nim doszło do finału, bowiem mózg już trybił normalnie, nadto była jakby zgoda od niego na dalsze męczenie. Jak dostawał klapsy na plecy, to po jakimś czasie, odczuwając już je, naprężał i tak u niego widoczne mięśnie. Mnie oczywiście na ten widok się robiło słabo i dobrze. Do tego jeszcze go ruszałem do przodu, do tyłu, przez co pracowały barki, plecy i te ruszajće się mięśnie - ach....Już po wszystkim widziałem, że był zmęczony, ale odniosłem wrażenie, że to takie pozytywne zmęczenie. Mięśniaki wioskowe zawsze mnie zaskakiwały, ale warto też pamiętać o ich potrzebach i co im się podoba.

   Wczoraj z 979 pojechaliśmy do ciucholandu, bo tani czwartek. Kupiłem dwie pary jeansów i dwie pary lepsiejszych krótkich spodenek, a 979 wyhaczył zajebistą kurtkę letnią przeciwdeszczową, aż mu zazdrościłem, też se kupił 2 pary jeansów, dwie koszule i jedne krótkie spodenki. Koszule z krótkim rękawem przymierzał między stojakami na koszule. Po prostu ściągnął swoją, rozbierając się do klaty, mnie oczywiście się robiło lekko słabo, nałożył nową i poszliśmy do lustra. Następnie powrót i znowu się przebierał między regałami i kolejna koszula i kolejny raz jego widok w klacie. Znowu w sklepie musiałem mu (nie mogłem się powstrzymać) powiedzieć, że zajebiście wygląda. Już mu to kilka razy mówiłem, że z jego wyglądem i moim mózgiem to nieźle bym zaszalał. Nie wiem czy to lekko obraźliwe nie było, ale chyba to zrozumiał. Skąd u niego tak głęboko zakorzeniony beznadziejny w/g niego wygląd? Chyba w dzieciństwie ktoś mu ciągle tłukł do gowy, że źle wygląda i tak mu zostało, choć jak go "przygarnąłem" lat temu naście, to właśnie dlatego, że zajebiście wyglądał. Już wtedy mdlałem na jego widok, a jak przechodził k/bloku w klacie, to jego widok pamiętam do dziś, choć to tyle lat temu. Widać na jego przykładzie jak mocno, to co dzieciom wpajamy do głów zostaje na całe życie, mimo nawet kontrargumentów do tego uzasadnionych.

Ok, zdjęcie.
EDYTOWANO

 To co prawda nie plecy 172, ale 826. Nie mniej 172 ma bardzo podobne. I jak przy takich mięśniach nie wymięknąć?
  Narka.

wtorek, 16 czerwca 2020

Wtorek #1681

   Żarcie.
   Jest go f chuj. Dopiero wczoraj, tak myślałem, uporałem się z narzutem ubiegło tygodniowym, a już przyniesiono mi następne. W ub. tyg. 979 przywiózł od niby laski 1/3 lodówki, w tym szałot, racuchy z (osobno) serko-śmietaną i żurawiną, 834 przyniósł udka z kurczaka, placki ziemniaczane, a jeszcze byłem przewieźć TV i u 811 też zeżarłem obiad. Od wtorku łaziłem z pełnym brzuchem, bo tego szkoda wyciepnąć, to trza zeżreć bo za chwile się zepsuje itd. I tak dotrwałem do wczoraj, kiedy myślałem, powrócę do poprzednich małych porcji, żołądek się opróżni, to znów nanieśli kolejne porcie żarcia.
  895 przyniósł 2 kg gotowej sałatki, bo był na imprze sałatkowej i zostało, a szkoda wyciepnąć, a 979 zjechał z gór, gdzie był na przedłużonym weekendzie o pn. i również przyniósł żarcie tj. jakieś oscypki góralskie, kiełbasy z grilla i coś tam jeszcze. No i jak qrwa się odchudzać?! W ub. tyg. kupiłem jeden mały chleb, a poprzedni żarłem tydzień. Normalnie schodzą dwa w ciągu tygodnia.
  Jeszcze o 979, to remont tam stanął na dobre. Jak pisałem wcześniej zaczęło się lato, to pierwsze wolne terminy na wrzesień. On już myśli o kolejnych wyjazdach w lecie, o wyjeździe dwutygodniowym, bo niby takiego jeszcze nie miał, ale przecież jak miał szyję w padaungu, to w ciągu pół roku zjechał cały kraj i o Pragę się nawet otarł przy okazji koncertu Micka Jaggera.

   172 oczywiście przychodzi. Dziś był i muszę mu jakieś aktualne zdjęcia zrobić. Czasem się zastanawiam, że on ma coś z masochizmu, zresztą 975, 973 też mieli. Taka przypadłość wioskowa. Kilka dni temu zmęczyłem fest 172 na plecach. Pod koniec widziałem, że chyba przeginam, ale myślałem sobie - jeszcze chwila i będzie po, i tą jeszcze chwilę wytrzymał. Już po wszystkim myślałem, że coś powie, że było za ostro, za bardzo go wymęczyłem, a on wstał i nic. Mega przejebane skurwiele, w łóżku w drugą stronę. Że w ogóle do wioski trafiłem to nie żałuję do dziś.

   Szczury. Nadal są trzy, ale babcia już ociężale chodzi. Tylnymi nogami powłóczy, z tego co widziałem szuka płaskich miejsc. Przez dwa dni łaziła tam pod szafki kuchenne, czyli na drugą stronę kuchni, jakieś 8 m do przejścia, bo tam jeszcze nie posprzątane gniazda na płaskim, ale niestety zlikwidowane pkt. żywieniowe. Się zastanawiałem czy ich nie uruchomić ponownie, ale z tego co widzę wróciła do dawnego miejsca noclegowe. Młodsza szczurzyca, która z nią było widać nie chce mieć dużo do czynienia z geriatrionem i częściej przychodzi na grupę A do dwukropka. Mimo tego, dwukropek czasami robi odwiedziny w kuchni i do babci przychodzi. Fajne te szczurki takie towarzyskie i pamiętają o sobie. Jak albinoska ostatnia zeszła to jeszcze przez dwa dni przychodziły sprawdzać czy jej tam nie ma. Fajne, a jednak trochę zawadzają. Po tym wyjeździe 979 ciągnie mnie na kolejny z sobą na kilka dni. No extra, tylko co ze szczurami. Niby w ciągu dnia nie muszę się nimi zajmować, praktycznie w ogóle nie muszę sie nimi zajmować, ale też wiem, że one odczuwają moją obecność, moje łażenie w ciągu dnia po st. mac. Wieczorne karmienie to prawie rytuał. Nawołuje ję, a one chodzą ze swoich gniazd i jedzą z ręki. Przecież od nikogo innego nie zeżrą. Fakt, da się im do misek to zeżrą, ale też będąc w terenie, będę o nich myślał przez większość czasu. Co innego wyjazd jednodniowy i powrót. Nic mam czas do zastanowienia się.
   Dobra, pcham notkę, bo wyjście do 979 do pracy. Muszę dzwonić do przychodni, bo zaś wysłali na badania, a oczywiście nie dali odpowiedniego skierowania. Fuck.
   Zdjęcie.
Lokomotywownia Tarnów i ET21-456 odstawiona w przysłowiowe, a tu dosłownie - krzaki. Do dziś już pewnie zaliczyła bliskie spotkanie z piecem hutniczym.
I jeszcze jedno ujęcie. Jest to model przystosowany do prowadzenia poc. pasażerskich, bowiem zabudowano w nim sprzęg elektryczny dla przeniesienia "prądu" do wagonów.
   To lecę, bo 979 będzie później ujadać.

sobota, 13 czerwca 2020

Sobota #1680

 (notka miała pójść w środę, czwartek, piątek, dotrwała do soboty)
Oczywiście wczoraj (we wtorek) po drugim telefonie, że nie działa i co mam robić, i prośbie by przyjechać pojechałem. 1 h 40 min w jedną stronę, czas pobytu u 824 30 sek, czyli włączenie dekodera z pilota, włączenie TV z pilota nastawienie źródła sygnału i... jeszcze chwila niby rozmowy w drzwiach, bo taką minę miał niewyraźną, ale spytałem się czy działa, tylko zrobił kwadratowe oczy i nimi na mnie patrzy, spytałem drugi raz czy działa - nieśmiało odpowiedział, że tak, na to ja:
- to tyle z mojej strony. Narka.
  I wyszedłem na autobus powrotny. Nie chciałem się wdawać w żadne dyskusje, bowiem wcześniej jak dzwonił to pytałem się który TV ma załączony. Odpowiedź:
- oba.
- jak to oba?
- no oba są załączone
- ale masz tylko jeden kabel
- ja nie wiem.
  Po takich dialogach to ustaliłem plan: wejść, zrobić, wyjść. Nie wdawać się w żadne dyskusje.
  Oczywiście wieczorem telefon, że on nie chce tego telewizora, mam se go zabrać, to mu powiedziałem, to wyciep go za balkon i rozmowa się skończyła. Później jeszcze na gg rozmowa:
- (ja) a co się dzieje teraz z telewizorem ?
-  dziala tylko nie wiem po co mi ten tele moj dobrze dzialal i dobrze mi z nim bylo
- bo taka jest tendencja, że wymienia się telewizory na większe, też wymieniłem. Tak samo jak sa nowe komórki, nowe komputery, nowe autobusy. Takie czasy.
- ale ja go wcale nie potrzebuje zawadzami
- to za okno
- to ty gowurzycis bo to jest twoje ja nie prosilem sie o jakis tam tale
- byłes u mnie w ub. czwartek, mówiłem Ci, że przywiozę TV do Cb. to nic nie mówiłeś. to przywiozłem.
- a co mialem mowic
- że nie chcesz, czemu nie mówiłeś?
- jak bedziesz to go sobie odbierzesz, ja go nie potrzebuje
- no nie wiem, bo może przyjadę autobusem, to nie wiem czy go wezmę.
- przy hasioku jest taki pojemnik na sprzet elektro to go sobie wyrzucisz bo to twoj sprzet
   Dalej już mi się nie chciało pisać. Rano 09:15 telefon, jakbym nie pamiętał wczorajszej rozmowy i pisania, ale on tego chyba nie wie, bo sam nie pamięta:
- możesz do mnie przyjechać
- a co się dzieje
- telewizor się nie włacza
- jak się nie włącza
- no nic się nie dzieje
- jest wsadzony do prądu
- tak
- naciskasz czerwony przycisk
- tak
- i co?
- i nic.
- To naciś jedenkę na pilocie, dwójkę, jakąś inną cyfrę
- (bez nawet sekundowej przerwy) ale nic się nie dzieje (no już wiedziałem, że kłamie)
- dziś nie przyjadę, byłem wczoraj, mam inne zajęcia
- dobrze, to narka
- narka.
  Trudno, obraził się na telewizor. Zdarza się.
  Dla wyjaśnienia. Tamten, jego poprzedni TV ma 21 cali, ma ponad 12 lat i jest jednym z pierwszych, dlatego taki mały. Przywiozłem mu 32 cale, więc jest różnica. Mało tego ma niekorzystnie ustawiony TV, od okna. Tzn. patrzy się na TV, który stoi przy oknie. Jak za oknem jest jasno, to nawet mnie oczy bolą, bo czuję się jak na przesłuchaniu. Większy TV zasłania częściowo światło od okna, no i tak nie trza  ślepić na te małe postacie. Ale jak mu takie rzeczy tłumaczyć, skoro użycie tylko jednego przycisku na pilocie jest nie do ogarnięcia.
   Jak się zakończy sprawa z TV. Pewnie polezie do sąsiada, nagada że TV się zepsuł, Ci nie sprawdzą, podłączą stary, a ten wyląduje na hasioku, jako sprawny TV. 
   Było tam kiedyś o kartce, którą napisałem 824 odnośnie TV, to kartka trafiła z powrotem na st. mac. to i jej zdjęcie
Tyle kartka, ale i to było nie do garnięcia. Sprawa z TV się zakończyła, że gadałem z 811 i wyszło na to, że ona wymieni swój TV 26 cali na mój 32 i tak się zrobiło. Wczoraj pojechałem znowu do 824, załączyć mu i przykręcić nogę ze starego TV, a mój 32 przewieźć do 811. Na szczęście jak wlazłem do 824 to go nie było. Na prędce zmontowałem nogę, podłaczyłem, ustawiłem źródło sygnału DVI i wyszedłem na autobus by przewieźć TV. Jadąc w autobusie za pierwszym przystankiem zadzwonił 824 i pyta się:
- czemu nie poczekałem
- (w myślach - bo by mnie rozdupiło po ścianach) bo muszę przewieźć TV do 811, podłączyć, go i wytłumaczyć.
  Coś tam jeszcze stękał o przywiązaniu do rzeczy, ale nadmieniłem, że kuchenkę gazową chce wymienić. On:
- bo stara jest
- Twój TV też stary jest. Idź do sklepu i zobacz jak teraz wyglądają TV.
- byłem
- no to widziałeś, więc nie gadaj, że Twój jest nowym TV.
  Jakoś wybiórczo podchodzi do kwestii starości, ale mniejsza. Myślę, że za kilka dni mi przejdzie i sytuacja wrócić do normy, a więcej będę sobie mówił w podróży do niego, że geriatrion i nic się już nie zrobi. Permanentne oglądanie zwierzątek, z narratorem jak dla  3 kl. podstawówki robi swoje.

  979 poszedł do pracy za biurkiem. Już na samym początku mówiłem mu, nie wiem czy tu pisałem, że będzie miał trudno się przestawić, bo on jest człowiekiem ruchu, a tu biurko z krzesłem i kapa z ruchem. Wczoraj (poniedziałek) już postękiwał, że to siedzenie go wqrwia. A to dopiero początek, bo jeszcze ma łażenia wiyncyj, bo na początku to idzie się dowiedzieć, czegoś tam, jeszcze czegoś tam, to łazi. Później jak już totalnie siądzie, to będzie miał ciężko. Patrzyłem wczoraj (wtorek) na jego biceps i delikatne zmiany są już widoczne. Ta duża żyła, która zawsze u mięśniaków napierdalających rękami jest widoczna u niego już się chowa. Mięsień nie potrzebuje tyle żarcia, to i krwi mniej zużywa. A niby laska zdjęć dalej nie zrobiła, a mnie przecież pozować nie będzie, nawet w koszulce na ramiączkach się czai.
  No i już mówi, że jego oczy odczuwają ślepienie w monitor, ale tłumaczy to tym, że robi w foto shopie i musi mieć rozjaśniony monitor. No cóż, nie moje oczy, co wiyncyj zrobić?
   Ok. na koniec zdjęcie.
  222 w czasie jednej z sesji zdjęciowych, bo na placu ciepło (30 C) to mięśniaki zaczynają latać w klatach.
   Narka.

wtorek, 9 czerwca 2020

Wtorek 1679

    Wczoraj byłem u 824, zawieźć mu mój były TV 32 cale, bowiem dostałem od 830 42 cale, na którym, dzięki 979, mam ntfx, HBO Go, yt i tyle starcza.
   U 824 czterogodzinne tłumaczenie, że pilot z dekodera nie wyłącza TV, a do TV jest osobny pilot. Z jego poprzedniego TV pilot się zepsuł to wyłączał TV z gniazdka i taką czynność zapamiętał, jak również to, że pilot z dekodera wyłącza TV, bowiem na nim znika obraz. Napisałem mu nawet kartę z wpisami:
- WŁĄCZANIE TV. W lewym górnym rogu na pilocie nacisnąć na czerwony przycisk.
- WYŁACZANIE TV j/w w lewym górnym rogu nacisnąć na czerwony przycisk
- pilot z dekodera nie wyłącza telewizora
- po wyłączeniu TV w prawym dolnym rogu musi się świecić czerwona dioda.

  Po 4 h pobytu u niego, na koniec przy iluś tam próbach, nadal wyłączał TV pilotem z dekodera, bowiem znikał obraz i jak dziecko się cieszył i mówił:
- no widzisz, wyłączam jednym pilotem wszystko.
  Po czym na ekranie po 5 sek pojawiał się napis - brak sygnału, sprawdź źródło lub kabel antenowy.
  Pewnie będzie go wyłączał z gniazdka jak poprzedni, bo przecież teraz już mało co zapamięta, a przy takiej czynności TV może zgubić pamięć.
  Z pamięcią jest źle, by nie rzec, bardzo źle. Bieżąco nie pamięta co robi. Jak mi podał jogurt do pierogów, to następnie przyszedł dwa razy ze śmietaną i za każdym razem mówiłem, że mam. Jak wyciągnąłem z lodówki żółty ser, to się pytał skąd go mam, bo on nie miał żółtego sera, a w lodówce jeszcze jedna paczka, oczywiście obie otwarte. Żartobliwie powiedziałem - Marsjanie przed chwilą przywieźli. Choć z perspektywy czasu to było głupie, ale z drugiej strony co zrobić... może tego nie zapamięta.
  Jest źle i nie wiem co z tym robić. Tzn. z jego brakiem pamięci nic nie zrobię, bo on uważa, że wszystko jest ok, to przecież z takim czymś nie pójdzie do lekarki. Jest możliwość wzięcia go na st. mac., ale czy będzie chciał, bo przecież tu jest zupełnie inaczej no i na dziś żadna grupa nie jest przygotowana na przyjęcie osoby do pobytu stałego i jeszcze nie skończony remont na grupie B.
   Cały czas ogląda programy o zwierzątkach na poziomie 4 klasy podstawówki i podobne o praktycznie żadnej treści. Sytuacja jest na tyle zła, że co przyjadę do niego, w sensie 2 tyg. to jest gorzej i i tak będą mnie czekały trudne decyzje do podjęcia, a mało tego trudno jest się z tym z kimś skonsultować. Przecież większość moich kolegów, koleżanek, to w wieku jakby byli moimi dziećmi, więc tu porady nie znajdę. Pozostaje jedynie 811, która ma równie starą matkę i ta już wymaga opieki i doglądania.
  (aktualizacja) Dzwonił 824, że nie działa TV, w sensie nie daje obrazu. Pierwsze pytanie, czy wyłączał z wtyczki - tak. No i na co tę kartę pisałem? (koniec aktualizacji) 
   Na razie jest na tyle dobrze, że pamięta o cyklicznych zajęciach, tzn. co miesięczne pranie, wymiana pościeli, gotowanie i zmywanie i rytuały związane z jedzeniem. Nie wiem jednak jak to się rozwinie i co będzie dalej, bo się z czymś takim nie spotkałem osobiście. Na razie nad tym częściej myślę, bez jakiś wniosków.

   Awans 979 w pracy powoduje, że remont już zupełnie odszedł w dal. W pt. po pracy, był jeszcze w pracy od 18:00 do 00:00 na moim kompie. Akurat miał szczęście, bo po spotkaniu z Tedem wyglebiłem i wstałem ok. 20:00, to miał maszynę wolną, a później obejrzałem na ntfx "Kod 8" film z napisami, bo komp zajęty, a film czekał w kolejce. W większości filmów sf w przyszłości podaje się, że będziemy totalnie inwigilowani i raczej tego nie unikniemy. Już teraz przy okazji zarazy pracuje się nad szczepionkami, które ten proces mają przyśpieszyć. Komórki, nowe które zdecydowana większość ma, już znacznie ułatwiają nasze śledzenie. Ja jeszcze na starych N 2600 to mnie trochę mniej. Jak już przy filmach, to obejrzałem ostatnio "Searching". Ciekawy film, zrobiony w 2017 r. o poszukiwaniu córki i jednocześnie o tym co zostawiamy po sobie w internecie. To jedna z lepszych pozycji jakie ostatnio widziałem, bo trudno na coś szczególnego trafić. Podobnie wysoko oceniłem film "Transcendencja", ale w nim dobra obsada aktorska, to i dobrze zagrane.
   Natomiast generalnie produkcji miernych jest mnóstwo. Rekordzistę, wyłączyłem w 12 min filmu, ale nie spisałem tytułu. Po prostu głupota niektórych scenariuszy przeraża. Trochę niedokończonym scenariuszem, czy takim, w którym można by było trochę popłynąć jest film "iBoy". Niby fajny do połowy, a następnie coś w scenariuszu nie pykło, i głupota zaczęła się objawiać, ale obejrzałem do końca, bo miał w końcówce wzloty i upadki.

   No dobra. był dziś 172. Nic nowego, ale ja byłem po opróżnieniu zbiorników i to nie tak dawno, bo jakieś 20 min. Obejrzałem filmik na necie i nie spodziewałem się 172 tak szybko. Tzn. przypuszczałem, że wjedzie na st. mac., ale nie w tak krótkim terminie. On ostatnio wygląda rewelacyjnie i kolejnym zdziwieniem było, że tak szybko poszło. Trochę dłużej nastąpiła gra wstępna, bo pomyślałem stacja pusta, żaden skład się nie zapowiadał, to mam czas, tym bardziej, że nie dawno zbiorniki opróżnione, to tak szybko nie opróżnię znowu. Jak leżał to przywiązałem mu ręce za pufą, tak by miał je w łokciach pod kątem 90 stopni i pod takim samym kątem ramiona od klaty. Wtedy idealnie widać biceps, mięśnie barków i klata jest ładnie ułożona. Ostatnimi czasy na twarz kładę mu cienką szmatkę, by, jak na niego pluję, nie leciało mu na twarz, bo tego akurat nie lubi. Wtedy mogę dość nieskrępowanie pluć na niego na inne części ciała.
   Jak siedzę na nim, to on wie, że jak napręży klatę to szybciej dochodzę i często to robi. Wtedy napięte mięśnie robią na mnie wrażenie, ale dziś przypadło na męczenie mu bicepsów. Po wstępnym spanku siadłem mu na klacie i kolanami oparłem się na bicepsy. On wtedy się nagina pode mną, a mnie oczywiście od tych naprężonych mięśni mózg rozwala, co też dziś nastąpiło.
   Jeszcze w trakcie, na początku zadzwonił 824 z info j/w. A jak już po zadzwoniłem do niego, to zadzwonił chwilę później 230, że wbije na chwile. To mi się z 230 udało. 

   Ok. Miało być zdjęcie takiego jednego mięśniaka, któremu jak kiedyś, oczywiście ileś tam razy, opierałem się kolanami na bicepsach, to on że go to nie boli i mogę mocniej, no drażnił mnie specjalnie, ale się tych jego zdjęć nie doszukałem, to zdjęcie na którym jest (od lewej) 673 i 672.
Z wiadomych względów musiałem zarysować pewne części.

piątek, 5 czerwca 2020

Piątek 1678

   Sen. Już drugi raz miałem sen z terenu stacji Gliwice. Stacja ta jest rozległa. Od GLA do GL23 jest ok. 4,5 km, więc tereny do generowania snów olbrzymie. Pierwszy sen miałem wczoraj, dość długi. Nawet chciałem go opisać, ale pod wjazdowym stanął 172 i poszło w pizdu.
   Działo się na jednej z grup torowych, ktoś tam szkolił jakiś dwu uczni, oczywiście umięśnionych, a ja  w tym miałem pomóc i mi ich przekazano. Gdzieś tam z nimi polazłem do jakiś małych budynków kolejowych, a takie były w tamtych czasach budowane jako wiele małych pomieszczeń i zakamarków. Stacja Gliwice jest zasadniczo stara,  Oprócz gapienia się na nich, a było lato, niewiele z nimi zrobiłem prócz tłumaczenia im zawiłości kolejowych.
  Dziś ponownie na dosypianiu, migawka ze stacji Gliwice. Między grupami torowymi, pod sem drogowskazowym stała potrójna jednostka EN57 obok właśnie jednego z takich starych budynków. Znalazłem się w drugiej jednostce, w kabinie maszynisty,a raczej przedsionku. Leżały tam różne graty i papiery i zauważyłem wydruk rozkazu szczególnego (dziś pisemnego) "O" z treściami innych rozkazów w tym "S". Długi wydruk, poplamiony olejem. Zajumałem go i cieszyłem jak dziecko ze znaleziska tak treściwego. Jak jednostka ruszała, to wyjrzałem przez okno, a tam sygnał "stój" (bo wygasiła pierwszym wagonem), na totalnie skorodowanym semaforze. Cały był koloru rdzawego. W tym momencie sen się urwał. Ten z wczoraj był dłuższy, ale niestety nie zapamiętałem całości.

   Remont u 979 stanął na dobre. Jeszcze jakimś ostatnim krzykiem ratunku odezwał się we wtorek, że już go wqrwia ten przestój i kiedy mogę iść do niego, bo jak nie, to on sam tam będzie robił. Wiedziałem, że to taki krzyk rozpaczy, że i tak się nic nie zmieni, ale jakby dla zatkania własnej świadomości czy potrzeby remontu. Odpowiedziałem, że nawet jutro, bo ja już stary jestem, to remont u mnie, czy tydz. w tą czy tydz. w tamtą, to nie ma takiego znaczenia. Jak powie, że jutro to pójdę i będziemy robić, choć wypowiadając to wiedziałem, że to ani jutro, ani pojutrze, ani ten weekend, ani po weekendzie. Nie wiem, czy on zadaje sobie sprawę, że jak co roku, w całym okresie letnim nie ma totalnie czasu. Nawet mu tego nie mówiłem, by go nie wqrwić jeszcze bardziej. Zawsze się śmiałem, że w czerwcu to u niego pierwsze wolne terminy są na wrzesień.
  Zamierzam za to u mnie ruszyć z pracami w przyszłym tyg. a może jeszcze jutro. Zobaczę jaki będę miał nastrój i czy zaskoczę. Dziś, później spotkanie z Tedem. Pogoda do tego idealna, więc odpalimy symka, tym bardziej, że kupiony new monitor, AOC G2590VXQ za 605 zł z dostawą do firmy, w której pracuje 979, bo tam kurierzy codziennie, a jakby mnie nie było, to później trza jechać 25 km, po odbiór. To monitor gamingowy, choć mało gram, ale odświeżanie 100MhZ jest dobre dla moich oczu. Oczywiście trza go było ściemnić do pracy, bo inaczej oprócz wypalenia się samej matrycy, wypaliło by mi oczy. Nie wiem jak ludzie mogę siedzieć przy takich rozświetlonych monitorach. Jak byliśmy w sob. u 373, to on w wieku 979, razem chodzili do klasy i już ma okulary z powodu ślepienia w monitor.
   Wygląda to tak, że większość, która śmieje się z tych moich ściemnionych monitorów popyla w okularach i dalej się śmieje nie zdając sobie sprawy z przyczyny. Ale co ja tam im będę tłumaczył. Ważne, że nie mam okularów z powodu monitorów i zawsze ustawiam je tak, by móc siedzieć przy nich długo, jak najmniej męcząc gały. Żeby choć trochę nakreślić jak to wygląda, to na nowym monitorze kontrast mam ustawiony na 2, jasność na 4 (przy skali do 100). Na starym, o podobnej matrycy kontrast na 24, jasność na 30. Musiałem podnieść, bo przy nowym wypadał dość blado. A do normalnej pracy monitor przyszedł z ustawieniami 50/50 to na grupie A się aż jasno zrobiło. Wczoraj pytałem się 979, czy w pracy, bo teraz ślepi w monitor ma dobre warunki, dobrze ustawiony monitor itp. to powiedział, że dobrze, ale jeszcze go będę męczył, bo wiem, że biura to mają wyjebane na to co pracownicy będę mieli z gałami za x lat.
  
   No i jeszcze jedno. Przedwczoraj 172 był z tyłu stonki. Wyciepują tam warzywa i owoce, bo te lepsiejsze to jadą do innego śmietnika. Dzięki kursowi do stony i z powrotem mamy na stacji tonę rzodkiewek, tonę pietruszki, tonę buraków, do tego pomidory, świeża cebula, pół kapusty. A on sobie u siebie też zostawił. Część z tego i tak wtórnie wyląduje w hasioku, ale co zrobić...
   W filmie spisek żarówkowy jest fajne zdanie - przyszłe pokolenia nie wybaczą nam marnotrawstwa energii i surowców. I to się dzieje. Dziennie w stonie, bo chodzimy wieczorami, wyjeżdża koszyk warty 500zł towaru. Kiedyś nawet to konsultowałem z 979, patrząc na to co tam jest wciepnięte i ile kosztuje, x 22 dni robocze, już sobotę im odpuszczę, czyli miesięcznie tylko z jednej stony wyciepują żarcia na 11 tysi., x 2200 stonek wychodzi 24 200 000zł. Ok, suma poraża, odejmijmy połowę, niech będzie że wyciepują na 12 mln złoty, ale pozostaje miesięcznie. Nosz qrwa, czy tylko mnie się wydaje coś nie tak. Muszę Wam kiedyś zrobić zdjęcie załadowanego koszyka przeterminowanymi rzeczami, bo pewnie teraz nikt nie wierzy.
   Wczoraj jak mi strzeliło w jedynce górnej prawej, to myślałem, że pękła i jest obłamana. Od razu rozwarcie ryja, wyplucie zawartości i do najbliższego lusterka. Okazało się że jedynka cała, ale tak strzeliło, że do dziś mam wrażenie, ze przesunęła się do przodu. Nie przesiekałem tego kawałka chleba, bo akurat gryzłem chleb, kiedy nastąpił strzał, więc nie wiem na co natrafiła. Do wieczora mnie bolała i były trudności z gryzieniem, dziś na śniadaniu, pierwszy gryz i też sobie przypomniałem. To by dopiero było, jakby się coś stało. Z powodu zarazy jeszcze służba zdrowia funkcjonuje ułomnie.
    Dziś w ramach pewnej zagadki zdjęcie pragotronu podającego trasę pociągu. Ktoś coś zauważy?
  Narka.

poniedziałek, 1 czerwca 2020

Poniedziałek #1677

   Tydz. minął a wydarzeń pełno.
   No to lecimy. 979 dostał awans w firmie, ale jak się temu bliżej przyjrzeć to taki awans który może mu otworzyć inne drzwi w informatyce. Pracował na magazynie, a teraz, z racji wykształcenia, został przeniesiony do obsługi strony www, fb i robienia zdjęć produktów i jeszcze innych komputerowych spraw.
   Oczywiście ścierają się tu jak zwykle potrzeby dwu stron. Płacowej 979 i roszczeniowej szefostwa. Na razie zapoznaje się ze stanowiskiem, szkolenia, organizacja stanowiska pracy itp.
   Jest jeszcze jeden aspekt new pracy. To praca biurowa, a ostatnio 979 miał (no jeszcze ma) piękne ręce wyćwiczone dźwiganiem towarów w magazynie. Do tego piękne plecy i w ogóle. Teraz może się to zmienić, a śmiem twierdzić, że na pewno to się zmieni, przeto powiedziałem już jemu byłej niby lasce, by zrobiła mu foty w np. koszulce na ramiączkach i by się śpieszyła, bo zmiany mogą się zbliżyć szybko.
   Kiedyś w tyg. zresztą zdziwiłem się, bo na st. mac. jest ciepło, nawet jak na placu jest zimno. Przeważnie, bo przecież 979 z klubu morsów, jak przychodzi to rozbiera bluzę i siedzi w koszulce. Bodajże w środę ub. tyg. był jakoś po 20:00 i cały czas siedzi w bluzie. Tzn. rusza się, chodzi po stacji, ale cały czas w bluzie. Zastanawiałem się, czy mu termostat nie spierdolił, ale sprawa wyjaśniła się, jak wyglebiał. Wtedy po ściągnięciu spodni ściągnął bluzę, a pod nią szara koszulka na ramiączkach. Od razu wiedziałem ocb., ale by aż tak, że nie chciał mi się pokazać w niej... Przecież jak chodziliśmy na remonty do niego to rozbierał się do majtek i widziałem go całego, więc jakoś i on, i ja przeżyłem. Oczywiście jak opowiedziałem historię niby lasce, to padała ze śmiechu.
   Również w ub. tyg. kupił okazyjnie, i to po stronie 979 była faktycznie okazja, forda focusa combi 1,8 silnik w benzywnie, 2004, w dobrym stanie od kierownika magazynu, z którym pracuje więc sprzęt jakby sprawdzony, za 4 tysie. Było na początku 4,5 ale udało mu się zbić. Jechałem tym parę razy i poważniejszych defektów nie ma. Lekko czuć pompę na kierownicy, a także nie zawsze schodzi na niskie obroty, a zatrzymuje się na 1100. Zbijam czasem wysokim biegiem, a czasem, jak mu się coś uwidzi, to sam schodzi.
   No i jeszcze jedna historyjka, zapomniana z ub. tyg. W stonce ciepli cole stonkowe po przecenie 1,54zł za 2 ltr. Oczywiście kupiliśmy zgrzewkę, bo tyle trza było zabrać i niósł to ze sklepu 230, a że było ciepło, to miał koszulę taką a'la flanelowa z podwiniętym rękawem, tak że przedramię było całe widać. Po jakiś 200 m, a szedłem cały czas za nim, bo wąska ścieżka przez trawę i krzaki, mięśnie przedramienia mu się tak napięły, że myślałem, że nie dojdę, wpadnę na niego i mu pościskam to przedramię. Nic tylko robić fotę, tak tam wszystko było widoczne. No masakra dla mózgu. Wioskowe mięśniaki są jednak fajne. Nie te miastowe flaczki.
  Ostatnio były zdjęcia z ZNTK Poznań, w czasie jednego z objazdu kolejowego po kraju. Jak pisałem, przeważnie jest gdzieś dziura, którą złomiarze wchodzą na teren, no i znalazła się dziura w płocie. W tej bramie jest, w dolnej lewej kratce wyrwana siatka. Tyle dla mnie wystarczyło.
 Po pokonaniu dziury już byłem w środku. W zasadzie prawie jak na kopalni, jak wszedłem tam w sierpniu 2018. Narzędzia, materiały, przeróżne przedmioty.
  Hale jakby kilka tyg. temu opuszczone, z pozostawionymi przedmiotami.
Jakieś drobne trofea stamtąd wziąłem, bowiem byłem w trasie, czyli tylko jeden plecak na sobie i, jak pamiętam, żadnych siatek. Później już na liście pojawiła się zawsze obowiązkowa siatka.
  Oczywiście z racji ograniczonego czasu nie było jak dokładnie spenetrować terenu, a czas biegł nieubłaganie do kolejnego pociągu i trza było się zbierać.
  Następne, ostatnie zdjęcia z ZNTK Poznań, w przyszłej notce.
  Narka.

piątek, 29 maja 2020

Piątek #1676

   Oj, oj, niedobrze, prawie tydz. bez notki. Ona mi chodziła po gowie, ale ruch w tygodniu większy, to i nie zawsze był czas siąść do kompa i napisać.
   Dziś zaczniemy od, jak dla mnie, fajnej muzyczki. Tu w oryginale:

A jakby kto chciał wersję zangielszczoną to:
  To kolejne nagranie z za wschodniej granicy, które ma szanse zawojować rynek. Świeżyzna, która dopiero weszła na nasz rynek, to też zupełnie przypadkowo na to natrafiłem.
   Wczoraj dzwonił 972, bym przyjechał do niego na jakieś piwo, a ponieważ wcześniej miałem odwiedziny z wioski dwu osób (nie, nie mięśniaki, to nie mają numerków) z flachą, to już byłem po, to stwierdziłem pojadę. No i pojechałem. Stanąłem po drzwiami, dzwonię, pies szczeka, dzwonie na kom. - nic. Jak zwykle w takich chwilach wyszło, że nie wziąłem tych kluczy z kluczek do niego. Nic powrót na st. mac. zabranie owych kluczy i do wioski 972. Otwarłem, pies się cieszył jak zwykle. W końcu się nim ktoś zajął. 972 spał jak zabity, zresztą w rodzinach wielodzietnych, co kiedyś pisałem, oni mają mocny sen, bo i tak ciągle ktoś przeszkadza. Po 10 min zajęciem się psem, bo on to wymusza siadłem k/972, ale postanowiłem go nie budzić. Włączyłem TV na polsacie Saga Zmierzch to oglądałem do globulek ok. 21:20 i pojechałem na st. mac.
   Mam takie odruchy, że jak ktoś śpi to nie budzę, wszak bardzo zarywamy sen, a z czasem z tego moga być problemy. Jednak organizm potrzebuje snu. I dlatego wczoraj z 979 wyglebiliśmy ok. 22:40 i i ja, i on szybko zasnęliśmy. On nawet szybciej ode mnie. Co dziwne o 08:00 byłem półprzytomny jak obudził mnie 172, pewnie do 09:00 bym ciągnął.
   Fajne czasy z zarazą. Biuro pracy zamknięte, to telefonicznie przyjmują i przesuwają terminy, to mamy vacatio legis do połowy lipca. Skończę remont, zacznę nowy, zajmę się st. mac. może w tym roku będzie lepiej.
   Od 830 dostaliśmy stary, ale sprawny płaski 42 calowy TV. Mankament jest taki, że nie dekodera na obecne stacje TV i mamy tylko nflx i HBO Go. W sumie to w TV i tak oglądałem czasami pingwiny z Madagaskaru, czasem wiadomości naprzemiennie polstat i TVN i jakieś filmy. Wycięliśmy więc pingwiny, są na yt, tez jest w TV, i wiadomości, są na necie.
   Stary 32 calowy TV zawiozę do 824, bo on ma mały i ciągle na niego ślepi, tak będzie miał większe zwierzątka na ekranie.
   Niestety muszę kończyć, bo 230 ma dziś chyba wolne. Już dzwonił, że zajmuje szlak i właśnie stanął pod wjazdowym. No trudno.
   To narka.

sobota, 23 maja 2020

Sobota 1675

    Nie ma to jak nakłamać i nic sobie z tego nie robić. Otóż otwarłem mbank i czytam:
 Myślę sobie - zajebiście, ale czytając wokół te wszystkie bzdury reklamowe, za chwilę się żachnąłem i...
chcąc zrobić przelew nie ma tego co było na górze, czyli zakładka przelewy, bo jednak jedną z najczęstrzych form korzystania z banku to przelewy. Nosz qrwa. Zamiast tego zrobili jakieś płatności, czyli jedno kliknięcie wiyncyj.
Dopiero tu są przelewy, drugie kliknięcie i trzecie by wybrać, co się chce zrobić. A jak było poprzednio? Nie pokażę, bo już nie ma, ale najeżdżało się myszą na górze panelu na przelewy i po kliknięciu rozwijała się lista, co się chce zrobić, czyli dwa kliknięcia. Najechanie, kliknięcie, wybór i już. Z historia było podobnie, była jako zakładka, teraz jedno kliknięcie wiyncyj.
   Czemu nie ma odpowiedzialności za to co się pisze na reklamach i gdzie indziej? Piszą, kłamią i jest fajnie i nie da się za to nikogo odjebać. Może jakby się dało, to by to inaczej wyglądało.

   Ten film

   jest jak porniol roku. Mógłbym takim pociągiem jechać przez całą PL, pod warunkiem oczywiście takich torów, bo sama jednostka spalinowa [D1 (de adin)] to nie wszystko. Te odgłosy styków to po prostu miód na uszy. Oczywiście kamerowanie pozostawia dużo do życzenia, bezsensowne zoomowanie, przecież poc. i tak dojedzie do tego miejsca, a zaburza się odczucie prędkości jazdy. Mikrofon wbudowany, a powinien być dołączany na osobnym gnieździe wtedy nie było by słychać wiatru w mikrofonie, jakby mikro było przy oknie wewnątrz, a nie za nim, polecałem to kiedyś 374 jak się pytał jaką kamerę kupić, ale i tak jest zajebiście. W 6 minucie to tak, na słuch, to leci z 80 km/h, no pięknie. Kiedyś takie tory były z Katowic do Krakowa na odcinku Mysłowice - Sosnowiec Jęzor, zwłaszcza w Jęzorze jednostka latała w torach jak tu. Podobnie było w Zabrzu Biskupicach, kiedy na rok reaktywowano połączenia kolejowe Bytom - Gliwice. Przez lata to była linia tylko dla poc. towarowych, a jak wiadomo pod towarowe torów się tak szybko nie robi, to jak tam zaczęły latać EN57, to na rozjazdach przy ZBA wprowadzono 20 km/h, bo rozjazdy się dosłownie rozlatywały pod jednostkami. Zawsze tam jechałem z głową za oknem (jak nie padało) i chłonąłem odgłosy i widok, przechodzącego taboru przez rozjazdy i połączenia torów. Te latajace latarnie zwrotnicowe, podkłady z luźnymi, dzwoniącymi śrubami, rozkręcone łubki więc spadało się na stykach. No bajka.
   Wiem, miały być dalsze zdjęcia z ZNTK Poznań, ale dziś mało czasu, a dużo zajęć, to jako zdjęcia niech posłuży film i screeny z banku.
   No i był 172, ale wiem czy opisywać co z nim robię? W sumie nic nowego, oprócz podniecania się jego zajebistym wyglądem. Mnie to się na tej wiosce udało z tymi mięśniakami.
   Narka.

wtorek, 19 maja 2020

Wtorek #1674

   Był na pocz. kwietnia. 972. Pisałem kiedyś, że w grudniu wyszedł najstarszy młody skurwiel od 972. Nawet sam nie przewidywałem, że to tak szybko się potoczy. Mieszkał z nim dwa m-ce po czym wyprowadził się do swojej laski, bowiem matka zaczęła od niego wymagać zajmowanie się najmniejszym skurwielem, którego państwo oddało do domu, w którym nic się nie zmieniło. To tak by ratować budżet państwa. Taniej wychodzi dać 500+, jak 3100+. Wystarczy zwolnić do domów 100 małych skurwieli i budżet już odżyje. Ile faktycznie zwolniono, oddano do domów, tego nie wiemy.
   Wracając do najstarszego, to odmówił odprowadzania i odbieranie ze szkoły najmniejszego oraz zajmowaniem się nim w czasie niebytu starych w domu. Efekt. Żona od 972 zwolniła się z pracy i teraz znów na karku 972 będzie utrzymanie całej rodziny. Na razie 972 pracuje, daje sobie radę, ale ciągła praca na dwa etaty, może zakończyć się porażką jak u 971. Powiedziałem mu to jak był ostatnio, ale, to podobnie jak u 971 nie dociera. Oni nie wiedzą, nie chcą wiedzieć, że mają jedno życie do tego już zdupione.
  No cóż. Żona mogła to inaczej rozwiązać, ale czego wymagać od niezbyt rozgarniętej kobiety. Przecież najprościej jest zwalić zarabianie kasy na faceta, który i tak już jedzie na dwa etaty. 500+ nie utrzyma i małego skurwiela i jej, więc 972 będzie musiał wiyncyj napierdalać. Smutny jest los lokalnych mięśniaków-głuptaków.
   Mało tego, ona chce go teraz pozwać do sądu o alimenty, bowiem, jak to kobieta z dziećmi, ciągle chce wiyncyj i wiyncyj, a on tyle nie daje.
   Jeszcze by dopieczętować życie wioskowych mieśniaków-skurwieli, to najstarszy skurwiel u laski był z 2-3 tyg. po czym stara od laski, która mieszka tylko z nią, wywaliła go, bo przecież nie będzie młodego mięśniaka-skurwiela karmić, a wiemy, że takie mięśniaki w tym wieku potrafią nieźle zeżreć. Efekt końcowy - teraz mięśniak wrócił do domu 972 i przysmyczył ze sobą laskę. On leży na łóżku i zabija na ekranie, a laska waruje obok niego i przegląda telefon. Matka przez niego nie pracuje i teraz, paradoksalnie, na utrzymaniu jest jeszcze ona, bo siedząc tam cały dzień coś tam wchłonie, czegoś się napije.
  Patrząc na młodego od 972 to przez ten brak ruchu, traci mu się figura. Jak go obserwowałem, jak był tylko w spodenkach, to nie wiem, czy prędzej bym nie wybrał 979, bo u 979 mięśnie wypracowane, codziennie napierdalają, to i efekt widoczny, a u najstarszego mięśniaka od 972 to już raczej zaczyna być zanik mięśni, niż, co powinno być w tym wieku, ich przyrost i efektowny wygląd. No bo przecież jeżeli nie teraz, to kiedy?
  
   Remont u 979 stanął jakieś 1,5 tyg, temu. Nic się nie dzieje w mieszkaniu, oprócz tego, że po za nim zaczęło się lato. Tzn. u nas tu na płd. jest bo mamy 25C, ale na płn, to dychę mnie mają. Z jednej strony zatrzymanie remontu jest mi na rękę, bowiem pojawia się co raz wyraźniej problem - co ? jak wyprowadzi się 979 i tym razem już chyba na stałe.
   To będzie sytuacja, której nie umiem sobie teraz wyobrazić, ani przewidywać jak potoczy się życie, wszak 979, w zasadzie z krótkimi przerwami, mieszka tu (w tym roku będzie) 15 lat. Choć on nigdy nie mówi na stację mac. że to dom, tylko idzie do (i tu moja ksywa).
   Oczywiście nie bym robił z tym remontem pod górę. Jak idę to robię co mam robić, dokładnie, może nawet za dokładnie, ot taka wada, bo szybciej by było tak na odpierdol, jak robili kiedyś i robią dziś. Jednak nie mam takiej natury i 979 o tym wie i korzysta z tego i dobrze.
   Odnośnie rozpoczętego lata, to teraz 979, jak co roku zresztą, jest, czy sam się rozrywa między znajomymi - kolegami i koleżankami. W tym tyg., co już zapowiedział, remont też będzie stał. W związku z tym od jutra ruszam u siebie z kończeniem remontu, skoro nie tam, to gdzieś coś trza robić. 
   No i zdjęcia. Oczywiście nie byłbym sobą, gdybym nie penetrował jakiś starych miejsc, zwłaszcza kolejowych. W czasie jednego z objazdów, kiedy w Poznaniu Gł. miałem chyba z 2h na przesiadkę, polazłem spenetrować dawne ZNTK Po-ń.
Wjazd na grupę odstawczą dla składów pasażerskich, z tyłu (za plecami), stacja Po-ń Gł.
Główny budynek ZNTK Po-ń. Widok od strony torow na grupę odstawczą. Przed nim sterta podkładów betonowych ze zlikwidowanych torowisk.
Oczywiście w tego typu terenach, zawsze należy szukać dziury w płocie, przez którą złomiarze wynoszą precjoza. W poszukiwaniu owej dziury zdjęcie innego budynku zetenteku z kupy gruzu, po innym budynku. Dziś już nawet tego gruzu nie ma.
Dobrze, że okres wczesno wiosenny lub późno jesienny, bo drzewa bez liści, przeto widać budynki. Tak była by ściana liści. Widok na ZNTK od strony ul. Robotniczej.
Inne ujęcie byłego zakładu napraw taboru kolejowego z tej samej sterty gruzu, na budynki położone bliżej ul. Robotniczej.
I jeszcze ujęcie budynku głównego z tyłu. Jak domyślacie się dziura w płocie została znaleziona, a następne zdjęcia chyba przy kolejnej notce.
   Narka.

niedziela, 17 maja 2020

Niedziela #1673

  (to już miało iść w pt., w sob. i dotarło do nd.)
Ostatnio jak pisałem notkę i to co robię ze 172, to przy pisaniu notki, przypominając sobie spotkania z nim, nie dało się nie podniecić trochę. Ledwo skończyłem notkę i przylazł on. W głowie miałem to co opisałem i tym razem gra wstępna, choć byłem napalony jak mało kiedy wcześniej, trwała dość długo. On oczywiście też się podniecił, znowu organ stał mu tak, że mógłby mnie na nim podnieść. Znowu mu fajnie przywiązałem ręce za pufę, masowałem/męczyłem jego bicepsy i ter ręce z żyłami...
   Cały czas żałuję, że z 973 nic nie robiłem jak tu mieszkał. Muszę go nawiedzić na mieszkaniu kiedyś i zobaczyć jak się trzyma.
   Szczury. Szczurzyce mają się dobrze. Starzeją się co po jednej już widać, bo ociężale chodzi, ale jakiś guzów u nich nie widzę. Wczoraj (czwartek) robiłem kontrolę czy wszystkie funkcjonują, bo nie zawsze wychodzą na karmienie, a też jak karmię je zaraz po opuszczeniu torów stacyjnych przez składy, to nim zarejestrują, że pusto i mogą się w miarę swobodnie poruszać, to trwa. Dwie nadal mieszkają w kuchni, jedna na grupie A. Ta młodsza z kuchni przychodzi odwiedzać dwukropka na grupę A. Wczoraj przylazła jak już położyliśmy się z 979. Słyszałem ruch w łóżku, a następnie wymieniały poglądy, czy opinie.
   Czasem dwukropek z grupy A idzie odwiedzić te w kuchni. No takie towarzyskie są, a to życie towarzyskie to dopiero musiało płynąć im, jak ich tu było z ok. 150.
   Dwukropek ma dwa miejsca stacjonowania. Jedno w łóżku, na którym śpię, a drugie po przeciwnej stronie grupy A, w szafce zupełnie na uboczu. Nie wiem od czego to zależy, ale raz funkcjonuje w łóżku, raz w szafce, tylko widzę jak przemieszcza się zakamarkami z jednego miejsca na drugie. Na razie te graty, zakamarki trzymam jeszcze by mogła się przemieszczać. Jakbym je usunął, to na tak dużej otwartej przestrzeni, nie przemieściła by się. Tak ma tylko 2x po 1 m otwartej przestrzeni, a i to pokonuje z dużą ostrożnością. Zawsze stanie i przez ok, 20 sek nasłuchuje czy coś w pobliżu się nie rusza, następnie w kilku skokach przemierza ten metr. Z drugim jest już luźniej, bo na uboczu. Ten pierwszy to na głównym wejściu na grupę A.
   Jak byłem u 972, to tam mają szczurzycę, w akwarium. Jak na nią patrzałem to mi jej tak szkoda było. Oczywiście chcieli mi ją dać, ale tu znowu była by wojna, nadto, jak przed szczurami, nie chcę mieć żyjątek w domu. Za bardzo się do nich przyzwyczajam i reaguję. Jeszcze i tak czekają mnie trzy zejścia.
  Mięśniaki wioskowe są fajne, albo inaczej 979 jest fajny. Jak trochę łyknę to on się ode mnie odwraca w całej rozciąglości.  Nie dotykaj mnie itp., a przecież spędził tu 15 lat, to jakaś wyrozumiałość, czy tylko mnie się wydaje...?  Ale to zawsze jest tak, jak jest się starszym i jest się zależnym od młodszego pokolenia. Pewnie część rodziców z tego nie zdaje sobie sprawy.
   Ja wiem, że wszystkie mięśniaki będą żyły niezależnie ode mnie, ale też jakie to będzie życie? Takie jak XV w. kiedy te małżeństwa były z wyboru innych. Małżeństwa, no partnerstwo jakieś tam. Choć nie wiem, nie czytałem lub nie pamiętam.
   Dobra, bo notka się przeciągnęła. Na koniec zdjęcia.
  Nastawnia wykonawcza na stacji Gniezno.
 W tle opuszczona nastawnia,  a przy niej, te kwadraty czarne wystające z ponad węglarek, to jedne z ostatnich Tz (tarcz zaporowych mechanicznych). To cud, że na tak dużej stacji się jeszcze uchowały, choć nie wiem czy dziś tam jeszcze są. Niestety zdjęcie od tyłu.
  Tyle, bo za chwile na stację wejdzie 979 i mamy jego autem na podjazdy wjechać.
  Narka.

wtorek, 12 maja 2020

Wtorek #1672

 Już to pisałem, ale wydaje mi się, że pewne rzeczy się już dzieją. Odchodzi pokolenie 60-cio i więcej latków. Oni mają pewne przyzwyczajenia, jak np. 824 i część z tych osób zużywa więcej jak musi. Dzięki temu firmy, które trochę żyją na nich, żerują na ich przyzwyczajeniach. Tak piszę, ale z drugiej strony jest osoba, starsza, która jest nieodporna na nowinki marketingowe. Teraz czy to jest wina starszej osoby, że no w pewnym sensie doprowadziła się do takiego stanu, ale też procesy starzenia robią swoje, czy osoby, która jej coś wciska, choć wie, że jej jest to kompletnie niepotrzebne.
   W czasie zarazy u 824 co przyjeżdżam to jest wiyncyj maseczek na twarz. To już prawie pierdylion. Przestają się mieścić na biurku. Oczywiście dała mu je sąsiadka, miasto i inni Marsjanie. Sam nie kupił ani jednej, by nie było, że jest taki rozrzutny. Teraz może realizować zakupoholizm na maseczkach i rękawiczkach.
    Z lodówką bez zmian - tradycyjnie pełna od żarcia, które bym zeżarł w ciągu dwu tygodni. To po co mu na raz tyle żarcia? Sprawa toczy się od dekady i chyba do końca już tak zostanie.
   Osób starszych ubywa, bowiem lata lecą, a one wiecznie żyć nie będą. Z drugiej strony miasta, gminy, państwo drożeją, a ludzi ubywa. Matematycznie jest to proste, co już pisałem. Osoby, które zostają muszę wiyncyj bulić, by te gminy, miasta, państwo utrzymać.
   Przy okazji, przy niskiej cenie paliwa, by państwo sobie odbiło mniejsze wpływy, to (i pewnie nie wszyscy wiedzą) podniesiono marżę detaliczną w maju na benzynę do 33 groszy, na oleju napędowym do 29 groszy. Pewnie po to by zmniejszyć stratę z powodu niskiej ceny paliwa, bo w końcu to państwowa firma, to jednocześnie państwo traci, a na dodatek firma, która wspomogła rząd, bo ileś milionów przekazała na walkę z zarazą, to teraz sobie te miliony odzyska ponownie.
   Po rozluźnieniu obostrzeń zarazowych w autobusie do miasta 824 było pełno. Na szczęście kierowca młody i nie wyciepował pasażerów naddatkowych z pojazdu. Ten pojazd miał jakąś ukrytą wadę, bo na trasie nastąpiła wymiana na scanię. Siadłem z tyłu, a scanie, przynajmniej po jakimś czasie, mają mocne, by nie rzecz bardzo mocne, wibracje od silnika na wolnych obrotach. Jak siedziałem to czułem się jak na fotelach masujących w ZOO w Hoboken z Pingwinów z Madagaskaru. Nie wiem czy to dobre dla organizmu, czy nie, bo jak siedziałem, to aż obraz mi wibrował. Myślę, że nikt mnie tam nie sklonował, jak na owych fotelach masujących.
   Przychodzi okresowo 172, jak pisałem to taki wentyl bezpieczeństwa dla mnie. Cieszy mnie, że jest skory na różne pozycje i umożliwia mi ich realizowanie. Oczywiście nie wszystko, bo jak pisałem części nie jest w stanie strawić np. spank na jaja. Jak powiedział jest dość bóloodporny, ale to przekracza jego możliwości. W każdym razie ostatnio, bo on ma w miarę duży zarost przyszedł dość nieogolony. To nie jest tak, że jak przychodzi, to wiem do końca co z nim zrobię. Mam jakiś zarys podstawowy, czy plecy, czy klata, ale reszta to już idzie na żywioł. Ponieważ ostatnio były 2x plecy, to tym razem została klata. Położył się na materacu, na którym śpi 979 rozebrany oczywiście w całości, tzn. zostały mu skarpety, ale mnie ich ściągnięcie nie jest potrzebne. Siadłem na nim. Krótka gra wstępna. Leżałem na nim, trochę go głaskałem trochę klapsów w boki. Ręce oczywiście ma za głową. Standardową procedurą jest ich wiązanie po grze wstępnej. Zawsze muszę wstać z niego i iść do szafki po sznurek. Niestety musi być on chowany, bo przecież nikt nie wie, co z nim robię i że w ogóle robię, oprócz 979. Za materacem na którym śpi 979 jest pufa, która powoduje, że jak się śpi, to w wyniku wiercenia się poduszka nie wychodzi po za materac. Korzystam zawsze z tej pufy i za nią przeciągam sznurek, a następnie wiąże do niego ręce 172, tak że ma je rozszerzone. To jest najlepsza pozycja wyzyskująca biceps. Jest on w tedy ładnie widoczny, to też prawie zawsze muszę się nim nacieszyć przez silne ugniatanie mięśnia i podniecaniem się jego twardością, jego widokiem. W tej pozycji jak leży 172 to czasem kolanami oprę się o jego bicepsy. Dźwiga się wtedy po de mną, reakcja na ból, ale to jego dźwiganie podnieca mnie bardzo. To jak przyciska brzuch do moich pośladków, a jednocześnie na klacie zaczyna być widać wychodzące na wierzch żyły. Widok bezecenny. W odruchu ręce stara się przyciągnąć do siebie, ale ponieważ przywiązane, to mu się nie udaje, a to przyciąganie ich do siebie powoduje jeszcze większe naprężenie obu bicepsów. Po zejściu kolanami z jego bicepsów, ponownie robię mocny ucisk na nie, ale raczej dla niego już masaż.
   Zupełnie nie wiem skąd to się wzięło, ale już ileś lat temu zaczęło mnie podniecać plucie na partnera seksualnego. Początki prawie z wszystkimi mięśniakami były trudne, bo nie dość, że godzili się na robienie ze mną różnych rzeczy, to jeszcze w trakcie nakłaniałem ich na zgodzenie się na moje plucie. Zdecydowana większość się zgodziła, wszak jestem dobrym negocjatorem, w tym 172. Dlatego na spotkaniach z nim jest to nieodłączny element mojego dochodzenia do finału. Przeważnie pluję mu na środek klaty, tak bym klapsy mógł dawać mu na lewą i prawą pierś. 172 jest tu dość wytrzymały, zresztą wszystkie wioskowe mięśniaki były wytrzymałe. Po czasie to było takie - co ? Ja nie wytrzymam? A ja na tym korzystałem, czasem stękali, że może jednak już nie. To dokładnie jak na niektórych filmach porno, ale nie tych reżyserowanych, tylko tych, co pisałem, realnych, nagranych amatorsko. Przy okazji, ponieważ jakieś doświadczenie w obsłudze kompa mamy, to ostatnio na gayforit pokazuje się co raz więcej filmów - wykup sobie pakiet i Ci je udostępnimy. Oczywiście z powodu mojego pożądania wymyśliłem jak ominąć owe kup sobie i udało się. Teraz ściągam bezpośrednio z serwera z pominięciem "kup sobie". Ciekawe kiedy się kapną?
   Wracając do 172 to on też, jako rasowy skurwiel z wioski jest dość wytrzymały, zresztą faitherzy muszą być wytrzymali, bo jakby inaczej. To też często skóra mu się czerwieni, ale nie stęka, a już na pewno nie udaje jak na tych reżyserowanych filmach. Tu jak się przywali, to reakcje są realne, rzeczywiste. Ja lubię, jak reaguje na moje klapsy, a do tego by była reakcja, niestety, czy stety muszę mu trochę przywalić. 975 zawsze mi mówił, że na plecy można więcej, bo plecy bardziej wytrzymałe. Jak siedziałem na 975 to zawsze o tym pamiętałem i korzystałem z cennej uwagi. Pamiętam to również przy 172, jak na nim siedzę, choć on sam mi tego nigdy nie powiedział. W każdym razie jak już ostatnio standard przeszedł, czyli pomęczyłem mu bicepsy, naplułem na niego, poleciał spank, to przyszło mi do gowy, co już robiłem kilka razy, obrócić się i lekko mu siąść na twarz. No i teraz wracamy, do tego co było na początku. On nieogolony i jak siadłem, a jego broda znalazła się między moimi pośladkami, to jak Osioł na Shreku kiedy stanął przed zamkiem Lorda Farkłada, po inscenizacji kukiełkowej przywitania i reguł, powiedział - ja chcę jeszcze, to dokładnie do mnie dotarło, że ja chcę jeszcze, tzn. dłużej. To było tak miłe jak jego zarost przesuwał się po pośladkach, aż zacząłem trochę się ruszać do przodu i tyły bowiem on związany, to miał małe możliwości. W tym czasie kiedy się przesuwałem po jego twarzy, jeszcze kilka klapsów na brzuch i byłem już gotowy.
  No dobra, bo się notka wydłużyła znacznie, to jeszcze zdjęcie.
  Na zdjęciu stacja, a właściwie jej bardzo mała część, Mogilno, widok na wyjazd lub wjazd ze strony Kołodziejowa, a dalej Inowrocławia. Zdjęcie z przed około 7 lat. Po lewe stronie semafor  P56 2/m, po prawej sem P1 1/2m. Po prawej za mostem odchodził tor do Kruszwicy. Dziś nie wiem czy ten tor w ogóle istnieje.
   Ok, tyle, narka.