piątek, 13 stycznia 2023

Piątek #1961

    10-go miałem linię po Katowicach 10-kę (taka zbieżność). Jak siadłem o 13:50, to pierwszą przerwę miałem o 20:50. Pomijam te na siku, bo to jakby nie przerwa. Iść zrobić i jechać dalej. Jeździłem z max opóźnieniami +40 min., więc w zasadzie autobus z takim opóźnieniem jest na pewno nie dla tych, którzy nań czekali, nawet jechałem po planie następnego (częstotliwość co 30 min.), ale go za sobą nie widziałem. 
   Zastanawiałem się wczoraj stojąc w korkach na ulicach płd. dzielnic Katowic czemu tak jest, skoro mieszkańców co roku ubywa. No i doszedłem do pewnych wniosków. Otóż centrum katos się zmieniło. Powstało 6 biurowców ok. 40 piętrowych, do tego kilka większych blokowisk, których wcześniej nie było. Powiedzmy, że w tych biurowcach 30 piętrowych (uśrednijmy) pracuje (zminimalizujmy) 1000 osób. Tyle musi dziennie dojechać i wrócić do msc. zamieszkania. Ci ludzie raczej nie mieszkają w centrum m-ta, więc w auto i jadą, a popo wracają. 
   Miasta jak sprzedają działki pod markety, to z reguły wymuszają w transakcji wiązanej przebudowę skrzyżowania przy lub stworzenie nowego. Nie ma tego przy biurowcach 30 piętrowych, choć to one są większym generatorem zatkań miast. Czemu? Łatwiej jest wziąć kopertę za zrobienie skrzyżo, dziś ta moda na ronda, obok, jak wymusić kopertę za przebudowę arterii wylotowych z miasta. Efekt... Drogi wylotowe na płd. dzielnice miasta to nadal te same drogi z przed 30 lat. Dwupasmowa Brynowska (po jednym pasie w jednym kierunku), Mikołowska, jeden pas wylotowy z miasta do AWF, dwupasmowa Ligocka, dwupasmowa Załęska. Ten krytyczny odcinek to (zmierzyłem na mapa targeo). ma 1,3 km. Można go objechać, ale najsensowniejszy objazd to 9,3 km. No więc decyzja kierowców jest znana. Ułatwia to pełna elektronika w autach. Jest w nich po prostu przyjemnie. Wbudowane tablety, komórki na zawieszkach, dobudowane tablety. Oni w tych korkach się tam nie nudzą, co obserwuję z fotela kierowcy. 
   Sytuacja będzie jeszcze gorsza, bo uruchomione budowy, developerzy skończą, ale m-to nie ma już kasy na inwestycje, szczególnie drogowe, które nie przynoszą korzyści dla budżetu, tylko dla mieszkańców, no i jeszcze dają koperty. 
   Wczoraj miałem linię 12-kę. Ta to już jeździ tylko po centrum i po Ligocie. Efekt. Wiecznie opóźnienia. W dni szkolne kursy co 10 min, w nieszkolne robocze, a taki plan był wczoraj co 15 min. Ok. 17:00 miałem już +35, no i żadnego z 20 minutowych postoi. Co ciekawe, za mną nie było 12-ki następnej, wszyscy grzęźli. Ok. 19:00 na drogach się trochę zluzowało, mnie wypadł do realizacji zjazd kieszeniowy do firmy, to z powrotem jechaliśmy w (uwaga) 4-kę. byłem jako 3-ci. Przede mną 12-ka, ja za nim, a za mną po 2 min następna. Tak w 4-kę przejeździlismy 2 kółka. Dyspozytor nie interweniował, a może to podejrzeć, więc tak se jeździliśmy. Chyba ten ostatni był planowo. Opóźnienia nie udało się już wyrobić i na zajezdnie o 22:20 zjechałem z +30 co wpisałem w kartę. Nie wiem czy się będą ciepać. 

   Info odnośnie 303. Pojechał na Poznań do laski. Pewnie impulsem było skakanie mu po gowie starych, by poszoł do roboty, to pojechał do jakiejś na szybko poznanej laski z Poznania i, podobnie jak przez 1,5 roku 301, siedzi u niej i nadal nie pracuje. Ma ponoć iść do jakiejś pracy. Widać w zachowaniach ludzkich niewiele się zmienia na przestrzeni wieków, otoczka tych zachowań się zmienia. Nadal można ładnego mięśniaka utrzymywać w domu w zamian za kopulację. 

   To jak wyjdzie to będzie szał macicy. Po roku i w ogóle długich przerwach wróciłem na fellow. Zaczęło sie od tego, że okresowo przelogowuję poczty internetowe, trochę ich mam, i na jednej własnie od spraw branżowych @ od nich z tytułem "Dawno Cię nie było". No to zajrzałem. Napisałem po pracy w nocy do kolesia - "Zazdroszczę wyglądu, choć na swój nie narzekam, to jednak w Twojej twarzy jest coś szczególnego. To jest taka przepustka do wielu obszarów."
 Koleś odpisał - Nie ma czego zazdrościć wielu osobom się też nie podobam
 No i zaczęła się pisanina o 02:00 (w nocy). Okazało się, że mimo różnicy wieku, chce mnie poznać i nawet na dłuższą relację. Nie muszę pisać, że mnie się ciepło zrobiło, bo przecież tyle czasu kiedyś na felku siedziałem i nic, a tu nagle coś takiego. Umówiliśmy się wstępnie na 22-go i mam do niego jechać na dwa dni (mam akurat wolne), bo chciał od razu na dłużej. Szuka faceta dominującego na stałą relację. 
  Wiem, że jak to czytacie, to myślicie - eee... i tak z tego nic nie wyjdzie, nawet się nie spotkają, sam mam takie myśli, ale na razie jestem podjarany samym faktem, że to tak daleko poszło. On jest z Bielska B. studiuje w Krakowie i nie muszę pisać, że oczywiście mieści się w widełkach wyglądowych, w ich górnym pułapie. No szał macicy. Oczywiście zrobiłem sobie screeny, wcześniej rozłączając internet.
  Doświadczenie w seksie mam, no bo tyle mięśniaków sie przewinęło i tyle robiłem z nimi, ale dominujących relacji w życiu bieżącym nie miałem i muszę się do tego przygotować. W sferze marzeń takie relacje się przewijały, ale nigdy do takiej nie doszło, więc tu nie mam doświadczenia, a nie chciałbym sie spalić. 
   Inna sprawa, że on jest ładny i czy jakiś inny koleś mnie nie ubiegnie. Będę wam pisał, co dzieje, nawet jak to się zerwie to napiszę. 
   Zdjęcie.
  Pisałem kiedyś, że robię sobie sam kalendarz, który starcza na 3 lata. Czasem trafiają się w nim śmieszne błędy, jak np. tu.

piątek, 6 stycznia 2023

Piątek #1960

  (Notka napisana zaraz po jeździe, planowo miała być inna. No jak na kolei, ta co miała być, stoi na boku i została wyprzedzona przez poniższą.)

    Dziś skumulowało się kilka rzeczy i na początku popołudniówki włączył mi się tryb żółwia. W zasadzie to zaczęło się już w czwartek. Kursem o 22:10 pojechałem na jednej linii + 2min. Wlazła kobieta i miast zacząć, że chce się tam gdzieś na coś przesiąść i czy bym się postarał by zdążyła, to od razu z pretensjami, że "Pan znowu opóźniony jedzie. Dziennie opóźniony." Tylko, że na tej linii byłem pierwszy raz. No ale podgoniłem, z tym, że nie wiem czy ona zdążyła na przesiadkę, bo nie wiem nawet na co się miała przesiąść. 

   W piątek pierwszy kurs zapoznawczy, bo też tą linią w zasadzie nie jechałem, a drugim kursem procesja no i +10 min. Mimo starań nie udało sie tego nadgonić, bo jakoś ciągle coś. A to światła łapały nadzwyczaj często, a to jacyś dobiegający, a to coś tam jeszcze. Wobec tego w następnym kursie też odjechałem + 2min. Na drugim przystanku wlazł starszy facet z chyba wnuczką, a do kogoś gadał przez telefon i nawija, że w święto i opóźniony. I tak do tego telefonu te wywody o tym opóźnieniu i o święcie, że to nie może tak być, a siedział na pierwszym miejscu przy drzwiach więc wszystko słyszałem i pewnie mówił na tyle głośno bym to słyszał. Jak tego słuchałem, to w końcu włączył się tryb żółwia. Skoro tak bardzo przeszkadzały te 2 min, które i tak bym nadgonił, to w trybie żółwia poszło w drugą stronę. Facet wysiadał w zasadzie w połowie trasy i na przystanku na którym wylazł miałem już +7. Chciałem ten tryb żółwia wyłączyć, ale szło nie tak. Z jakiś niewyjaśnionych przyczyn nie umiałem przejść w tryb nadganiania. Jazda nie była płynna, nadto, jak poprzednim kursem, co nadgoniłem, to coś mnie spowalniało. W końcu po paru przystankach trybu żółwia nie udało się wyłączyć. Przeżółwiłem już do końca kursów i... co kurs to przyjeżdżałem na końcowy jeszcze wiyncyj opóźniony. Zaczęło się od +11, później było +12, +13, +14 i ostatni kurs zjazdowy, który wszyscy gonią (ja w normalnym trybie też), by być planowo na zajezdni, na ostatnim byłem +15. Co ciekawe, z zajezdni na przystanek jakoś nie umiałem gonić, tylko szedłem normalnie, ale zdążyłem na autobus w stronę st. mac. Z przystanku też do st. mac. się wlokłem mimo lekko padającego deszczu. Szedłem i zastanawiałem się co ten mózg wykminił. No jakby ten tryb żółwia włączył się w dniu roboczym, to jadę min. +30. Na ostatnich 3-ch kursach nawet radio wyłączyłem, bo nie poprawiało nastroju i tak słuchając silnika i pasażerów przejeździłem do końca. A ponieważ święto, a moje opóźnienie w połowie trasy wynosiło już ok. +10 min. to uwagi niekoniecznie do mnie bezpośrednio, ale podobnie jak tamten facet w tonie - święto i 10 min opóźniony. Jak to możliwe? Kompletnie sie tym nie przejmowałem. Zwisało mi już to gadanie, bo i tak byłem w trybie żółwia. 
   A dziś jeździłem deską 700 (na zdj. inna 706). 700 bardzo fajnie utrzymana, zawieszenie nie wytrzaskane, dobrze sie jeździło, nawet w trybie żółwia.    
 Tym to jeździłem na tej linii wcześniej. 

  Niestety ta już tak dobrze nie jest utrzymana. Średnio mi się nią jeździło. Po 3-ch dniach od 657 miałem ją ponownie. Po zjeździe z 657 opisałem ją na hamowanie, bo fatalnie hamowała. Tylny lewy bliźniak nie hamował w ogóle (zimne kolo), a w przodzie gorąca tarcza z lewego koła, letnia z prawego i przy hamowaniu ściągało ją na lewo. Po 3-ch dniach poprawili tyle, że włączyli tylnego bliźniaka do hamowania, ale jak lekko się nacisło pedał hamulca, to ona stawała na sekundę dęba, po czym luzowała hamulec to stanu odpowiadającemu lekkiemu wciśnięciu pedała. Po 2 kółkach wymieniłem ją, bo tylko się denerwowałem tym hamowaniem. Resztę objeździłem przegubem. 
   Narka.

wtorek, 3 stycznia 2023

Wtorek #1959

  Sylwester trudno by było nie opisać. Pracowaliśmy, a plan był taki, by po pracy sobie samemu posiedzieć i obalić flaszkę szampana, tym bardziej, że na drugi dzień do pracy. Na szczęście na 15:00 więc z wyspaniem nie było, wstępnie w planach, problemu. Szampana zacząłem wcześniej, bo po 22:00, o której wróciłem na st. mac. po robocie. Jakoś po 23:00 miałem go już zrobionego, by do wyjazdu do pracy już zeszło, a tu pod wjazdowym stanął niezapowiedziany skład. Poszedłem zobaczyć, a to ten co kiedyś bytował na st. mac. na grupie D przez pół roku. Jak byłem w pracy, to dzwonił dopytując o nr do 826, to mu przesłałem sms-em. Nie wiedziałem, że oni sie po prostu umówili się na st. mac. na sylwestra po za mną. Po wpuszczeniu na stację kolegi, po kilku minutach pod wjazdowym stanął 826 z zestawem flach. Dwie kolejki z nimi łyknąłem, a następnie włączyłem hamulec, bowiem do pracy. Ok. 01:00 wyglebiłem, jednak wypadało się wyspać. Jakoś udało mi sie zasnąć, mimo tego, że oni dalej urzędowali. 

   W pracy w sylwestra mieliśmy linię 910. Taką krótką karuzelę po centrum Katowic. Jeden wyjazd trochę przywaliłem, bowiem nie miałem pieczywa w odpowiedniej ilości, to na końcowym poszedłem do auchana po bułki i odjechałem +7 min. W kolejce do kasy w auchanie i tak przeskoczyłem parę z załadowanym koszykiem na imprezkę. Akurat ten kurs przed 18:00 jeszcze był luźny na ulicach, choć w autobusie już się robiło pełniej niż poprzednimi kursami. Przepuścili mnie do kasy, bo inaczej jechały by dwa wozy razem. W autobusie w kursie głównie młodzież i ludzie na imprezki. Co ciekawe jechali w obie strony i do centrum i na paderew, pewnie na domówki. Następnym kursem ok. 20:00 miasto zaczynało się korkować, jak ok. 17:00 w dni robocze. Problemy z parkowaniami, przeto ulice dłużej zajęte stojącymi pojazdami i znowu jechałem +7. Do tego w centrum przyrost ludzi poruszających się pieszo. Czynnikiem sprawczym mogła być temp. termometry elektroniczne w mieście pokazywały +13C więc jak na tą porę roku sauna. Choć m-to nie organizowało nic w centrum, to tłumy sie tam przechadzały. Imprezka była organizowana w parku w Ch-wie na stadionie Śląskim. Współczułem zwierzętom w ZOO, bowiem to tuż obok zorganizowali. Dobrze, że nie w samym ZOO, choć imprezka za płotem, to prawie jakby wewnątrz. Huki strzałów i tak się przecież przeniosą. Najlepiej na tym wyszły chyba ryby, bo jednak akwaria trochę tłumią bezpośrednie dźwięki.
    Myślę, że Ci co przechadzali się po rynku Kato i tak się o północy zjednoczyli i jakoś tam se życzenia poskładali, podzielili się szampanem, tak nieszablonowo, tak niezobowiązująco, tak nie zorganizowanie przez m-to. I dobrze. Takie spontany świadczą jeszcze o jakiś tam instynktach stadnych działających w części społeczeństwa. 
   Wyspałem się średnio. Pyknąłem jakieś 6h, ale starczyło. Niestety do naszego opuszczenia st. mac. 826 i kolega stacjonowali, przeto musiałem uciszyć 826 by nie nadawał ciągle i bym skoncentrował i się spakował do pracy z wszystkim. Udało się nic nie zapomnieć.    
  
  Z racji niebytności w wiosce, pobyt ponad roczny na st. zwr., kontakt z lokalnymi mięśniakami-skurwielami się urwał. Jednak załatwiając sprawy dla 172 spotkałem wczoraj 222. Widać, że ząb starości go naruszył, zresztą jak większość. Co się dziwić magiczne 20-cia mają za sobą. 222 wygląda źle. Schudł chyba jeszcze bardziej jak był chudy (jego zdjęcia w jakiś tam poprzednich notkach, oczywiście w klacie). Widać zdrowo się nie prowadzi, jakieś ślady ma po pryszczach czy czymś takim po obu stronach szyi poniżej policzków. Widać nie leczone odpowiednio, bo blizny pozostały. Schudł, bo od jakiegoś czasu nie pracuje, a przynajmniej teraz. ostatnio pracował na dachach, ale w czasie zarazy czy w jej końcówce zrezygnował, a to już będzie wnet rok, przeto może być niedożywiony i tak trochę wygląda. Co innego się odchudzać, jak my, ale jeść normalnie tylko w mniejszych ilościach, przeto nikt nam nie mówi, że źle wyglądamy (ostatnio to powiedziałem 825, jak przyszedł mnie odwiedzić w pierwsze święto na autobus i jednocześnie pogadać. Wyglądał nie najlepiej). 
   222 chce iść do pracy, ale to takie mówienie jak u 303. Zresztą idąc przez wioskę w sprawach 172 w drodze szedłem w zasadzie obok innego, młodszego mięśniaka-skurwiela (od 222) i patrzałem nań, szedł przede mną, i właśnie myślałem, jak to życie potrafi być pokrętne. Część z nich nawet nie zdaje sobie sprawy, że w krótkim czasie ich życie może się diametralnie odmienić od tego zaplanowanego, a przynajmniej, tego w wyobrażeniach. Zdaje sobie sprawę, że krzywo na mnie patrzą, na zasadzie - a pedał sobie daje radę i wygląda nawet, ale to tyle. Nie, co pisałem tu wielokrotnie, by mi chcieli wpierdolić, ale porównawczo. Ci co mieli bezpośredni kontakt mogą mieć inne przemyślenia, bo przeca rozmowy jakieś się odbywały i mogą sobie, jak im te mózgi jeszcze działają, wspomnieć co było mówione. 
   I teraz szkoda - nie szkoda tego 222? A co jak za parę lat będzie to samo z 303? Pisałem, że on ma najbliżej do takiego stanu i nawet sobie z tego nie zdaje sprawy, a też nie ma go kto z tego, chwilowego, błogostanu, wyprowadzić. To jego odszczekiwanie, z czasem może być co raz cichsze, aż w końcu zaniknie, bo jak dołączy do grupy zmenelowaciałych, to jaki będzie jego wydźwięk społeczny?  
   Z 222 niedługo pogadałem. On wybitnie nie chciał. Nawet, jak go zobaczyłem, zawołałem (niegłośno) by poczekał i byśmy chwilę pogadali. Po tej krótkiej rozmowie uzmysłowiłem sobie, że on nie chciał, bo nie ma nic interesującego w mówieniu o swoich porażkach, czy niepowodzeniach, a przynajmniej o nieciekawym etapie życia. Presja otoczenia, zwłaszcza mediów społecznościowych na sukces jest olbrzymia i Ci co go nie osiągnęli są szybko z toru głównego zasadniczego przestawiani na tor boczny. I teraz zasadnicze pytanie, czy oni są w stanie sami z toru bocznego wyjechać, czy trza użyć lokomotywy ciągnącej, by ich stamtąd wyciągnąć? Patrząc po tych wioskowych mięśniakach-skurwielach, to bez lokomotywy się nie obejdzie. Jak już się w krzaki wstawią, to amba Fatima. 
 No i tera pierwszy w historii bloga filmik. Czemu go umieściłem? W kwestii porównania zachowań. Otóż, wiele jest osób pokazujących dziś intymne zachowania, ale niewiele zdaje sobie sprawę z potrzeb większości oglądających i skorelowania tego z domniemanymi zarobkami. 98% par występujących przed kamerami nie ma kompletnie rozeznania w potrzebach widzów, a przynajmniej nie są w stanie wyciągnąć wniosków. Co się zresztą dziwić, skoro część, to takie wioskowe mięśniaki-skurwiele, które w innych krajach zostały wciągnięte do zarabiania w ten sposób kasy, bowiem nie starcza im ze złomu lub z innych niecnych zachowań. I teraz ktoś im powiedział, że tu można zarobić kasę, praktycznie za nic i oni w to wchodzą, bo jeżeli za nic, to czemu nie. 
  Ale to nie takie proste, bo oni nie mają o tym pojęcia. Oglądam czasem te kanały i tylko jedna para (żałuję, że ich nie nagrałem. W ogóle to mój mózg zbyt późno zajarzył, że można ich w ogóle nagrywać.) potrafiła sprostać moim oczekiwaniom i jednocześnie innych widzów. Oni mieli mniej więcej te same godziny nadawania, to po pierwsze. Po drugie, byli w sobie zakochani, a przynajmniej na tym etapie, co było widać na ekranie dla wprawnego oka, a to ważne. Po trzecie - oszczędzali czas. Żadne tam 3h gry wstępnej, tylko rozpoczynali transmisje i w ciągu 15 min zaczynała się "jazda'. Po czwarte - nie było nic w tym udawanego. Żadnych niepotrzebnych stękań, robionych pod publikę, przejmowania się tym, co akurat dzieje się na ekranie (info zwrotne od oglądających). Po piąte - lubili eksperymentować. Dokładnie to co ja z mięśniakami-skurwielami. Po szóste - w krótkim czasie od rozpoczęcia transmisji mili ponad 1,5 k oglądających, co jest wyczynem w tak krótkim czasie. Po siódme - po rozwinięciu kanału robili pokazy zamknięte (opłata 100 żetonów, za odblokowanie kamery), na które, w krótkim czasie, zwalało się naście osób lub wiyncyj. Czyli to co inni, czasem, osiągają po paru godzinach, oni mieli w godzinę lub mniej! Niestety już nie nadają, bo może bym jakiś materiał z nimi opublikował. 
 
    Sztuczne stękania tego po lewej są aż rażące. Po co? Ten po prawej zajęty informacjami zwrotnymi z ekranu nawet nie włączył funkcji sztucznego stękania. 
    I teraz kto ma tym mięśniakom-głuptakom powiedzieć, podpowiedzieć, że jak zrobią to trochę inaczej, to zarobią w krótszym czasie wiyncyj, niż w ciągu tych przeciągających się (np.) 4h. Może przez kontakt z mięśniakami-skurwielami jestem zwichrowany, ale przeca większość nie może sie mylić, a odbiór materiałów [tych, o których pisałem wyżej (nie tych na filmie)] był nie tylko dla mnie widoczny. 
    No cóż... Żyjemy w czasach bylejakości i tego nie zmienimy. Gorsza, że ta bylejakość zaczyna nas otaczać co raz bardziej i czasem (przynajmniej ja) jesteśmy już zmęczeni reagowaniem nań. 
   Za zdjęcia dziś robią filmy powyżej, więc narka.

piątek, 30 grudnia 2022

Piątek #1958

    My (jako społeczeństwo) jesteśmy już przegrani. Jeżeli jakiś celebryta (niech będzie, o nim mowa - Marcin Myszka) mówi u innego prowadzącego, że warto słuchać wiadomości radiowych bo tam są (uwaga!) ciekawe informacje, to mnie położyło na łopatki. 

   Przez długi czas nie słuchałem w ogóle wiadomości radiowych, bowiem przeważnie puszczam muzę z kompa, by się jeszcze bardziej nie ogłupiać. Ostatnio jednak, z racji pracy, słucham, co pisałem już wcześniej, różnych stacji radiowych. Tych głównego nurtu - RMF, radio ZET, jedynki PR i tych lokalnych. Generalnie tam mówią o bzdurach. Jeszcze w godz. do 15:00 może ruszą jakiś polityczny temat, ale zdawkowo, ogólnikowo, odbyło się i tyle. Reszta to od dekad info typu - wnuczek zabił w Pcimiu Dolnym, babcię 16-ma pchnięciami noża; na trasie S8 zdarzył się wypadek, matka z 3-ką dzieci wpieprzyła sie w drzewo. Dzieci zginęły na msc. (z podkreśleniem na dzieci) i na koniec coś humorystycznego, Pan Czesław poślizgnął się na trawie, a na twarzy wylądowały mu jajka, które akurat niósł w papierowej jednorazówce. I tyle. I tyle. To są, w/g mediów, najważniejsze informacje dla 30-to milionowego kraju.  
   Sorry Marcinie Myszko, ale bredzicie. Szkoda tylko, że reszta też bredzi, a głupia tłuszcza to łyka jak głodne pelikany. Jeszcze jak Marcin dodał, że dla niego może nie, ale w ogóle w wiadomościach są ważne informacje o korkach na drogach, to zastanawiałem się czy go dalej słuchać. No sorry qrwa - NIE! W danym korku stoi może 200 ludzi, ale kraj żyje dalej wieloma innymi ciekawszymi sprawami. Sprawami dot. głównie naszej kasy i tym powinniśmy żyć. Bzdurnych rozwiązań na drogach, a teraz jeżdżę prawie dziennie, jest pełno. Jednym z nich jest przejście ze światłami w Zgierzu w... lesie. No sorry, ale może przed każdym przejściem dla pieszych będziemy robić światła. 
   To zresztą małe piwa. Wałki, nie małe, a chyba wręcz jeszcze wiynksze, dzieją się od czasów Leppera, który mówiąc o nich z ambony sejmowej przypieczętował swój wyrok. Coś się zmieniło? Nic. Nepotyzm, korupcja w spółkach państwowych jest, takie można odnieść wrażenie, jeszcze wiynksza niż kiedyś, bowiem społeczeństwo przez dwie dekady jeszcze bardziej zgłupiało, choćby przez mielenie im w gowach wiadomościami jak w/n. Pokolenie Leppera jeszcze było jakoś umysłowo rozwinięte. Dzisiejsze przewijające kciukiem po ekranie telefonów ma wyebane na to co się dzieje, choć utrzymują to z własnej kasy, czego w większości nie są świadomi. 
   Światła w lesie..., a... Marsjanie za to zapłacą. 
   Jest jeszcze jedna kwestia. Po co Marcin Myszka bredzi? Proste. Dla kasy. Wywód jak w matematyce jest w zasadzie prosty, więc c.b.d.u. To tak samo jak u nas w firmie dali mundurki, a przynajmniej dają je. Część już w nich jeździ i to są tacy Marcinowie M. By  nie stracić premii, to nawet obciągną kierownikowi. Na dobrą sprawę, to, jakby to był warunek, to tam pewnie kolejka by się ustawiła. I takie mamy społeczeństwo. Dokładnie jak oglądam tych Wenezuelczyków, którzy za kasę robią różne rzeczy seksualne przed kamerą. Gość wpłacił kasę (ich była 4-ka w pokoju) i napisał, że tego jednego ma reszta przelecieć. I reszta go przeleciała od tyłu w różnych pozycjach. Chcesz premie? Trza kierownikowi obciągnąć. 
- spoko, już biegnę. 
   Jakby teraz ogłoszono, że z powodu 169 fali zarazy trza ubrać sie w maseczki, to Marcin M. jako jeden z pierwszych by ją ubrał i głosił, że to jest właściwe dla naszego dobra i bezpieczeństwa. Choć wiemy dziś, że to jest b. mało skuteczne, a chyba nawet bardziej szkodliwe. 
   Idą ciężkie czasy. Zmiany, o których nawet nie mamy pojęcia, a tym bardziej o skutkach jakie przyniosą. Na razie my jak to "milczenie owiec". 
  Bez zdjęcia, bo za chwilę wylatuję i z małą korektą. 
  Narka.

niedziela, 25 grudnia 2022

Niedziela #1957

 Pierwotnie w wigilię miałem mieć wolne, ale czułem w kościach, że to tak nie bydzie. Za długo w tym siedzę, by nie wiedzieć, że zawsze są braki, zwłaszcza w popołudniówkach. Tak też się stało. Planista zadzwonił dzień wcześniej podając linie do wyboru, którę mogę wziąć. Wybrałem jedną M-kę przelatującą przez wioskę, bo jeździłem nią przez dwa ostatnie dni, to znałem wszelkie dziury w nawierzchni. W tym dniu też miałem tą M-kę. Zadzwonił do mnie kierowca z niej, pewnie dostał nr od dyspozytora, że zjedzie na garaż, bo mu się śpieszy. Powiedziałem mu, że nie musi, bo wsiądę w wiosce i możemy się zmienić wcześniej. Ta linia przebiega obok zajezdni z drugiej strony. Już wewnątrz w wozie okazało się, że jutro mam go zmieniać. On za tel. do dyspozytora, bo niby mu mówił, że może to całe zrobić od rana do wieczora. W końcu sie dodzwonił, to wybrałem 674 na wigilijny wieczór.  
   Tak po 17:00 w wigilię zauważyłem przyrost prędkości samochodów osobowych. To zapewne Ci spóźnialscy na kolację. Dało się to odczuć, bo ruch samochodów już malał, za to wzrastała średnia prędkość z jaką mnie mijali lub omijali.   
Wracam w wigilię z pracy na rowerze (pojechałem nim, bo niemiałbym powrotu, a dziecko zwinęło mi akumulator z auta, bo jego padł), a tu mijam ok. 21:00 dwie laski, ok. 19 lat, które lezą z hotdogami ze stacji benzynowej shell. Mówiły po polsku. Prędzej bym zrozumiał położenie zagraniczniaków w obcym kraju, ale może im też się coś nie pykło i to była strawa wigilijna. 
  W ogóle ok. 21:00 ruch samochodów osobowych bardzo wzrósł. Robiło to wrażenie jakby była 18:00 dnia roboczego. Na niektórych odcinkach samochody sznurem jechały. No tak. Komunikacja publiczna w zasadzie już przestała jeździć, sam zdałem wóz na zajezdni, to auta najlepszym środkiem transportu. A w kursach w autobusie były odcinki puste już po 16:00, ale też i pełne na ostatnim kursie. Nawet na ostatnim już zjazdowym jechali, ale głownie młodzież, pewnie na imprezki do centrum kato. Był to ostatni autobus, za mną już nic nie jechało. 
  Po 16:00 czasami musiałem uskuteczniać, mimo odjazdu z początkowego przystanku 2 min później, a na 3-im miałem już 4 w plecy, polowanie na czerwone światło. No cóż, ruch wybitnie zmalał a tu czasy z dnia roboczego przejazdu przez centrum Katowic. W pracy słuchałem radia, ale im bliżej końca, tym częściej je ściszałem do zera. Ile można grać Georga Michaela, Shakina Stevensa i wiecznie te same nagrania świąteczne. Czy przez 2 dekady nikt nie nagrał nic sensownego? Mielą tymi nagraniami co 3h. Tak, co 3h te same nagrania od nich. Do pożygania. Co raz bliżej jestem rozszerzenia własnej playlisty, którą już wstępnie zrobiłem będąc na st. zwr. u 824. W autobusach są gniazda ładowarek samochodowych, będzie leciała muza z telefonu, bo albo w stacjach radiowych idą na łatwiznę, albo jest to jakieś głębsze sterowanie ludźmi, puszczając im w kółko to samo. Nie dot. to tylko nagrań świątecznych. Wspominałem o tym przy okazji oglądania mięśniaków z Ameryki Płd. Tam im puszczają dokładnie to samo + trochę rodzimych nagrań, by nie czuli się całkiem zignorowani (Ci niektórzy). Te sterowania nami widać dobrze choćby w kurortach wypoczynkowych, w których na filmach równo rozłożone leżaki, prawie jakby od linijki. Czy można tam zabrać ten leżak i iść 50 m dalej? Nie sądzę, bo przyleci obsługa i bydzie się ciepać. To również tasiemki kierujące ludzi na dworach kolejowych (tych większych) i lotniskach. Od razu przypomina mi się Shrek, który idzie prosto przez te tasiemki do wejścia do zamku Lorda Farquaada. W książce Tech, o której wspominałem autor wprost pisze, że za jakiś czas będą seks też kontrolować pod kątem ilości narodzin. Stąd część będzie sterylizowana, podobnie jak czipowana. 

   We wtorek patrzę rano na zdupa, a tu na wozie 632 stary wóz - dziadek, jakaś trzysetka. W pn. miałem 312 na 674, ale, co mnie zdziwiło, bardzo dobrze jeździła, choć była mułowata. No wiadomo dziadek na trasie. Widząc kolejną trzysetke na sześćsecie nie czułem sie komfortowo. To trudna linia i prawie wiecznie lata się opóźnionym, nadto trzysetki mają, choć to przeguby, tylko troje drzwi. No nic. Pojechałem. Na dworcu dobijałem się do innej trzysetki, kierowca zdziwiony, pokazuję mu przez okno, że zmiana. On nic, podszedłem do okna z drugiej strony i mówię, że go zmieniam. On zdziwiony, więc się pytam, czym ma sześćsetę? Nie. Chwilę jeszcze z nim pogadałem, zadzwoniłem do dyspozytora i okazało się, że tamta trzysetka się zdupiła i jedzie krótki nowy wóz. No ucieszyłem się. Wreszcie krótki wóz, po tym tułaniu sie przegubami. 
   Podjechał 631. To z nowych krótkich solarisów. Kierowca se jeszcze zjechał na garaż, pewnie auto tam miał i z garażu już z 2 min opóźnieniem. Ono rosło, bo K-ce dziwnym trafem były dość zakorkowane. Krótki wóz mnie zdziwił. Pierwsze to pedał hamulca bardzo ciężko chodził, nadto jakoś dziwnie hamował (mało skutecznie). Mózg od razu skorygował, że trza uważać, by w kimś przede mną nie zaparkować. Po 2 km, pomyślałem - pewnie go mają na stałe, ale do cyca, czemu sobie tego nie zrobią? Ale przyszła też myśl, że wóz mogą mieć jakieś dziadki, dostały go za staż, a nie z powodu, że dbają o wozy. Atutem było ciepło w wozie. W zasadzie to aż za duże, bo rozebrałem się do koszulki. No sauna. Drugim mankamentem była mułowatość wozu. Nówka wóz, a jechało się jak wczoraj tym dziadkiem solarisem. Wóz nie miał w ogóle kopa, tak jakby przegrzali silnik (przynajmniej w starych jelczach tak było, że jak przegrzali silnik, to wóz był już prawie do końca mułowaty). Przed świętami, to chyba jakaś część więcej wyległa z autami na drogi, bo do Ch-wa przyjechałem z +24. Mimo tego, że krótkim a w nim czułem się jak ryba w wodzie, to osobówek tyle, że wszędzie się stało, no i ta mułowatość tego wozu. Drugi kurs z Katowic o 14:57, ale ponieważ do katos też przyleciałem opóźniony, to z dworca +2, a z PKP już z +6. Kurs był ciekawy, bo chyba przede mną coś wypadło lub tym kursem zawsze tyle ludzi jeździ. Dowaliło tyle ludzi, że jak dawniej, był problem z zamknięciem drzwi. Na oś. Witosa musiałem iść do trzecich drzwi, bo ciągle był z nim problem, ale jakoś wysiedli i się normalnie zamknęły. Solarisa dogniotło do drogi i jechał trochę jak rozdepnieta żaba. Dobrze, że żadnej szyby nie wyciśli, bo w jelczu mu się raz zdarzyło. Po tej ilości ludzi już wiedziałem, że postoje do końca dnia to mam z gowy. Nadto, po 15:00 w katosach jest jak na "Truman Show", nagle wszyscy się włączają na drogi. Mikołowską (to główna wylotowa z centrum na duże osiedla miejskie oraz wylotówka na płd. regionu) przejechałem prawie cała z prędkością ok. 8 km/h. Za to, oprócz obsłużenia przystanku przy Pałacu Kultury i Nauki, całą Mikołowską przejechałem bez zatrzymania z powodu kolejki. Sunięcie miałem tak opanowane, że nigdzie od samego dw. PKP do wylotu nie stanąłem. Tak też nikt nie jeździ i pewnie jak ktoś jechał z garażu to też obgadają mnie.
    W tak obciążonym solarisie czułem się jak dawniej w jelczu, tylko wtedy takie kursy w szczycie były normą na prawie każdej linii. Dziś to na wybranych jest taki tłok no i np. jak miast przeguba jadę krótkim. Zluzowało się w wozie dopiero w Ch-wie Batorym. W trakcie jazdy od katowic przy pierwszych drzwiach jakaś młodzież ze szkoły, która raz skomentowała moją jazdę. No musiałem się wepchnać na styk między auta i od razu przeciąć pas do zatoki. Było faktycznie na styk, ale właściwie na tej linii to ciągle jeździ sie na styk. Tyle tylko, że krótkim to szybciej na skrzyżowaniach, bo nie łamie się, nie zachodzi. 
   No i to jest to, co kilkukrotnie już pisałem. Trza iść do pracy, którą się lubi. Mimo w zasadzie trudnej popołudniówki, wyszedłem z pracy nie zmęczony. Nawet czułem się trochę zrelaksowany, bo mogłem w końcu wyszaleć się krótkim wozem i nie wqrwiałem się drzwiami jak w MAN-ie. Jakby on jeszcze chodził jak np. 1361, którym kiedyś jeździłem to by była bajka. Tak trochę się męczyłem, zwłaszcza hamowaniem. W razie czego mózg zakodował ciągnięcie za ręczny. Trudno ludzie by polecieli do przodu, ale może dało by się uniknąć szkód. Na szczęście nie trzeba było po ręczny sięgać, jako hamowania awaryjnego. Po zjeździe na garaż opisałem hamowanie, może z tym coś zrobią. Dziwne, że zmiennik rano nie zwrócił na to uwagi, ale też zdaję sobie sprawę, że kierowców, którzy tam jeżdżą z pasją, z wyczuciem sytuacji, ruchu drogowego, szczególnego odnalezienia się w tym ruchu, dania o wozy, jest mało. No przecież opisywałem to kilkukrotnie przy okazji objazdów po aglomeracji w dniach, kiedy komunikacja była za darmo m.in. tu w notce. 

   Tyle, bo zaś zostanie na bocznych torach. 
Takim czymś się woziłem w czasie opadów tego białego gówna.

I ujęcie z drugiej strony. 
   Dziś krótki, w miarę nowy solaris. Może jak byda pamiętoł, to go sfoca. 
   Narka.

poniedziałek, 19 grudnia 2022

Poniedziałek #1956

  Z racji podjęcia nowej pracy włączyłem się ponownie, na szczęście trochę, w media. W autobusach są radia ustawione na różne stacje. Co da się zauważyć to medialna nagonka na święta. Słuchając, w zasadzie, ciągle tych samych kolend na różnych stacjach, mam już trochę dość. Mimo tego słuchając ich zastanawiałem się jakby wyglądały świeta bez tej nagonki. Ile ludzi olało by je sikiem prostym i w zasadzie niewiele więcej robiło niż w przedłużone weekendy. 
   Małą podpowiedzią mogą tu być wybory, te parlamentarne, te lokalne. Otóż, podobnie jak przed świętami, media robią nagonkę na mające się odbyć wybory. Efektem jest zwiększona frekwencja w nich. A jak to wygląda gdy tej nagonki m edialnej ni ma? Pewnym wykładnikiem mogą być nieterminowe wybory, które zdarzają się czasem w miastach. Tak było w Rudzi Śl. gdzie urządujące prezydent kopła w kalendarz i trza było zrobić nowe. Odbyły sie tylko przy lokalnej nagonce medialnej, bo stacje w innych miastach, wojewódzki, krajowe miały gdzieś wybory w Rudzie Śl. czasem tylko wspominjąc, że odbędą się. Odbyly się dwie tury. W pierwszej frekwa wyniosła 31%, a w drugiej 25%. Można więc przypuścić, że gdyby w ogóle na inne wybory nie było tej nagonki, to średnio polazło by do urn ok. 28% uprawnionych, czyli znajonych od znajomych i tych biznesowo powiązanych. Reszta miała by to totalnie w dupie. 
   Skoro zatem, w wyborach (tych z medialną nagonką) frekwa jest ok. 55% to można przyjąć iż połowa z tego, to są ci nagonieni medialnie, Ci sterowalni sztuczkami socjotechnicznymi, podatni na nie. Jak wyglądały by święta, gdyby tej nagonki medialnej nie było? Można przypuszczać, że dość spora część, podobnie jak wybory, olała by je sikiem prostym. Tylko, że biznes, koncerny i producenci różnych bardziewi byli by bardzo nie pocieszeni ze zmniejszonych wpływów. 
  Nic to. My tradycyjnie na wigilię żremy fasolkę po bretońsku. Może w tym roku nie będzie smakowała jak jakaś chemia jak w ub. roku. Co chyba opisałem po zarazie. 

 Będzie trochę nowych i starych, bo te notki muszę bocznych torów, z krzaków wyciągać.
Kolejny dzień szkolenia to linia 110. Tym razem, ponieważ dyspozytor powiedział, że kierowca przychodzi na styk i bym przygotował wóz, to chętnie poszedłem, wszak w styczniu mnie to będzie czekać, chyba że postanowię pozostać na popołudniówkach do wiosny. Paradoksalnie jak rano przygotować wóz, dowiedziałem się z filmików na yt., a nie od kierowców. Jest też w tym mój błąd, bo nie pytałem się o to. Jednak mózg z iluś tam filmów obejrzanych wyłapał co jest istotne i na co zwracać uwagę, nadto jak uruchamiać elektronikę, czy komputer pokładowy z komputerem nadzorującym przebieg trasy. W zasadzie większość niezbędnych rzeczy sprawdziłem, a umknęło mi sprawdzenie, czy wóz nie jest porysowany. Wóz to przegubowy solaris, 7 latek, więc rocznik w połowie tych dostępnych na zajezdni. Ani nie najstarszy, ani nie najnowszy. Niby wóz na stałe, ale np. manetka od kierunkowskazów, wycieraczek luźna, a mechanizm zatrzaskowy do kierunkowskaza lewego nie działający. Efekt - jak właczałem wycieraczki, to często włączałem przypadkowo lewy kierunkowskaz. Na prawym jeszcze zatrzask działał. Dziwiło mnie to, wóz na stale i sobie tego nie wymienili. Gorszą sprawą było działanie hamulca. Kierowca, który robił pierwsze kółko, bo było ciemno, mówił że hamulec działa jakoś dziwnie, ale odpowiedziałem mu:
- z pozycji pasażera nie wiem co robisz z pedałem, więc trudno mi coś stwierdzić. 
  Dopiero jak siadłem na drugim kółku za kółko to odczułem to działanie hamulca. Najprawdopodobniej luzował retarder. Efekt, był taki że naciskało się hamulec, wóz hamował, po czym przy zmniejszeniu prędkości, być może do jakiejś wartości, ale nie zarejestrowałem tego czy to przy konkretnej prędkości się działo, retarder puszczał i wóz nagle leciał bardziej do przodu. Trza było mocniej wcisnąć hamulec, by nadrobić braki retardera. W końcówce hamowania było to samo. Wciskam mu bardziej pedał hamulca, a on nie reagował. Było to poniżej 10 km/h., więc przeważnie działo się to w zatokach dla autobusów. Ja mu wciskam hamulec, a on leci kilka metrów nie reagując. Dopiero przy wciśnięciu znacznie bardziej zaczynał hamować. Ponieważ nie mam doświadczenia, to nie chciałem nagle wciskać go, by ludzie nie polecieli do przodu, ale musiałem brać poprawkę w zatokach na jego toczenie się, by z nich nie wyjeżdżać. To nie był wóz kierowcy, z którym jeździłem, bowiem jego stał na warsztacie na koła. Szkoda, bo on jeździ planowo mercedesem, a tym modelem nie jeździłem jeszcze. Kiedyś mi przyjdzie. Gorzej jak w początkowych dniach jazd już samemu, bo mimo dość szybkiego wdrożenia się do jazd po mieście, inny model autobusu to zawsze wyzwanie. Z tym kierowcą średnio mi się rozmawiało i jak jechałem to rzadko rozmawialiśmy, skupiałem się na jeździe, tym bardziej że ciągle zapoznaje linie, a ta (110) dość pokręcona i dobrze, bo pod nadzorem mogłem się wdrażać w jazdę przegubami po mieście, szczególnie wjazd na peron katowickiego dworca przy dw. PKP. jest tam ciasno i wjazd jest porysowany z dwu stron. Czyli niektórzy kierowcy nie mieszczą sie przodem lub tyłem. Opóźnienie ok. 10 min na końcu trasy to standard, ale w końcu "szkolę się". Na 110 zrobiłem 1,5 kółka, a później poszedłem zapoznać 674, bo w przebiegu na Giszowcu to trudna linia. Wąskie uliczki, ciasne zakręty. 

   No ok. Tyle, bo jak przeciągnę jeszcze bardziej, to zaś nie wyjdzie ze st. mac. 
   Zdjęcie, a właściwie screen z gry. 
  W grach to poc. mogą poruszać sie z kosmicznymi prędkościami. Tu lok., jeżdżący dalej po realnych torach do dziś, z prędkością 3208 km/h. (prawie jak teleportacja). 
   Narka.

czwartek, 15 grudnia 2022

Czwartek #1955

    No to zaczynamy wyciągać notki z torów bocznych na szlak. 
   W urpawnieniach rozmnożyli mi wszystko, w kwalifikacjach też. Efekt, mam to czego nie miałem. Fajnie, ale jest druga strona medalu. Np. wyszło na to, że pierwszą jazdę miałem przegubem, oczywiście z ludźmi kursem o 13:20 do tego na trudnej linii. Przebiega ona po wąskich uliczkach dwu dzielni tego samego m-ta i wiedziałem o tym, bo znam tą linią, przeto dzień wcześniej byłem cały wydygany, bowiem denerwowałem się przed jazdą. Nawet sobie myślałem, jak mnie nie posadzi za kółko to nie bydzie źle, bowiem może rozjeżdżę się krótkim. Kurs w jedną stronę zrobił kierowca, na końcówce rozmowa kto ma prowadzić i uzasadnienie czemu. Wyszło na to, że następne kółko będzie trudne, to siadłem za stery. Koronnym argumentem było, że jeszcze jest jasno, po następnym będzie już ciemno. 
   Pierwsze to trzymałem się za blisko prawej strony, prawie by lusterko poleciało. Nawyki po osobówce. Skorygowałem i już było dobrze. Następna wpadka to małe rondo. Chciałem je trochę przejechać jak trzeba, a kierowca:
- nie wyjedziemy! Kręc!. 
   No i zacząłem kręcić, ale jest max skręc, bowiem sa zabezpieczenia i jak za bardzo się złamie przeguba to odcina jazdę i nie da się już jechać. Musi przyjechać pogotowie techniczne szarpnąć. Uff, udało się.  To by było jajo, prawie centrum m-ta, a tu przegub ugrzązł. To jedno, a drugie - już by mnie obgadali na zajezdni i łatka była by przypięta i ciągnęła się miesiącami. Jak minął lusterkiem latarnie to zacząłem go prostować, w tym czasie cały czas budzał alarm ze zbyt dużego skrętu, następnie i tak by zaś tył nie naszedł na tą latarnię zająć lewy pas. Za jak już minął latarnie to znowu ostry skręt, bo za rondem zaraz przystanek na chodniku. Otrząsłem sie trochę i później już w zasadzie poszło dobrze. Kierowca jeszcze mówił uwagi n.t. szczególnych warunkach miejscowych, ale widziałem, że też zauważył, że się wdrożyłem i przed końcem już mniej zwracał uwagi na to jak prowadzę. Jeszcze bałem się wjazdu pod peron autobusowy pod galerią handlową przy dw. PKP w katosach, ale wziąłem prawidłowo jeszcze z luzem. Na szczęście przed końcówką na tej linii jest odcinek ok. 5 km jazdy po autostradzie A4 więc tam też trochę ochłonąłem, miałem trochę czasu nad zastanowiłem się nad błędami i uspokojenia się. Po za tym pochwalił za wypuszczanie się na zakrętach, bo, jak powiedział:
 - tył prowadzisz ładnie.
   Na końcowy przystanek przyjechałem +17 min. Co prawda on w początkowej fazie trasy naciskał lekko, że jesteśmy opóźnieni i gdzie powinniśmy być, ale jechałem z ograniczeniami własnymi, więc prowadziłem dalej jak poprzednio. Może testował jak się zachowam? Wyglądało to mniej więcej tak"
- już powinniśmy być na tamtym przystanku
- nie przejmuj się, dojedziemy, byle cało, na spokojnie. 
  Po jakimś czasie powtarzał się dialog, tak z 3 x później zaprzestał. Teraz też tak myślę, że zaczął napierać przed akurat wąską częścią m-ta. Może faktycznie chciał przetestować jak się zachowam. 
  Ogólnie nie było źle. Kilka drobnych wpadek, które skorygowałem w miarę szybko. 
  Dla mnie w ogóle było szokiem, że jechałem przegubem. Pierwszy raz nim na drodze, z wymianą pasażerów, to też dodawało adrenaliny. Na szczęście nie pada to białe gówno jeszcze, bo chcę się rozjeździć choć trochę do tego momentu, by nie było dramatu.  

   Następny dzień wypadło na linię 7, którą akurat w większości znam, jeżeli chodzi o przebieg, natomiast co do powierzchni asfaltu - to nie, więc bieżąco korygowałem by wóz nie wpadał w dziury. Kurs z Zabrza ok. 12:23 prowadziłem już ja, bo było jasno, a po za tym to luźniejszy kurs, mniej ludzi nie ma takiego natężenia ruchu. Kierowca młody, lekko starszy od 979. Na drugim przystanku za dworcem pyta się czy mam wykupione ubezpieczenie? No nie. Teoretycznie nie powinienem jechać, bowiem wśród kierowców jest niechęć sadzania kogoś "nowego" za kółko bez wykupionego ubezpieczenie. Ponieważ pracowałem dawno temu z jego ojcem, który dalej jeździ to pozostawił mnie za kółkiem. Wóz to MAN. Problem tych wozów, to by otworzyć drzwi trzeba umiejscowić wóz i poczekać sekundę, nim komputer zarejestruje ten stan i dopiero nacisnąć na otwieranie drzwi. Wcześniejsze naciśnięcie nie spowoduje zareagowanie przełączników. W niektórych modelach solarisach jest tak, że można je trzymać i jak stanie to otworzy drzwi, do czego lekko się przyzwyczaiłem. No jakoś dałem radę z drzwiami do Katowic. Po jakiś 3 km już rozjechałem się więc poszło gładko dalej. Szaleństwa nie było, bo własny kaganiec nałożony, przeto przyjechaliśmy ok. 12 min później. Zresztą to drugi kurs autobusem po dwu dekadach przerwy za kółkiem. Jechało się fajnie, bowiem wóz utrzymany i lekko go się prowadziło, nie wytrzaskany. W pn. wpisali mnie na linię 43. Tym razem na rano, to pierwsze kółko robił kierowca, bowiem w większości tej linii nie znałem. Drugie kółko jechałem już sam. Zrobiło się już jasno, ale kierowca podpowiadał, bo niekiedy nie byłem pewien gdzie jechać. Znowu MAN więc z tymi drzwiami opóźnione otwieranie to i opóźnienie rosło, bo nie zawsze wcelowałem się w to czy komputer już zarejestrował stanięcie. Linia spokojna, bo w części przez mało zurbanizowane tereny przebiega. Niestety nawierzchnia czasem straszna i było ciężko ominąć dziury, ale starałem sie jak mogłem. Z kierowca rewelacyjnie się rozmawiało. Jak to sie mówi nadawaliśmy na tych samych falach. Rzadko kiedy były momenty ciszy. Wynikało to też z tego, że trzeba mieć o czym rozmawiać, by ciągiem gadać przez ok. 6 godzin. Drugie kółko robiłem już bez jego uwag i tylko raz upewniłem sie gdzie jechać, po za tym trasa utkwiła mi w gowie. Tym razem z lekkim opóźnieniem leciałem i w sumie jedna prawie wpadka, bo tak zagadaliśmy się, ze prawie bym przejechał przystanek. Reszta rewelacyjnie jak dla mnie. Starałem się jak mogłem nie wpadać w dziury i było dobrze na tym polu. Żadnego najeżdżania na krawężniki, wpadania w duże dziury, szarpania wozem. Kierowca był zadowolony. Dla mnie to też dobrze, bo wieść się niesie. 

   To macie spisane początki jeżdżenia. To są kursy w ramach szkolenia pod nadzorem innego kierowcy. Takiego szkolenia miałem 7 dni. Teoretycznie jest to na zapoznanie się z trasami linii autobusowych. Dlatego też po kółku, dwu szedłem na inną linię zapoznać się głównie ze szczególnymi warunkami miejscowymi, czyli wystającymi drzewami, znakami drogowymi zbyt blisko jezdni, wiatami przystankowymi w skrajni taboru, bo nawet taka jedna stoi na linii 7, którą jechałem a kierowca mi o niej powiedział. To jeżdzenie się przydało, ale o tym później. 
   I tu powinny być zdjęcia autobusów, którymi jeździłem, ale.... No własnie, ale nie chciałem robić jakiś mikolskich zachowań i focić autobusu, którym jechałem. Faktycznie żadnego jeszcze nie sfociłem, dziś postaram sie to zrobić, bo na linii jeździ MAN. 
  To w takim razie kolejowe zdjęcie. 
Zdj. z tygo. przed imprezą, która miała być na kopalni Pokój w Rudzie Śl. Robiliśmy przewieszkę, by kasa, bo mniej więcej tam gdzie stoi auto, miał być pkt. kasowy, miała prąd. Po tych kablach miało lecieć 230V. 
   Jak to w PL, jak ni ma dutków lub znajomości, to niewiele da się zrobić. No trudno. Myśmy się jakoś odnaleźli, ale społeczeństwo jest trochę biedniejsze od nowe doznania. 
   Narka.

sobota, 10 grudnia 2022

Sobota #1954

   Jak zwykle na ostatnią chwilę, przeto bez większej korekty, ale puszczam, bo dziś później na pewno nie wyjdzie, pracujemy dziś indywidualnie pierwszy raz. Wcześniej szkolenia pod okiem innych pracowników (notki są w części napisane i jak przyjdzie stosowna chwila zostaną wyprawione). Jutro też do pracy więc nie chcę przetrzymywać. Gorzej bo to białe gówno zalega, co prawda na trawnikach, ulice są mokre, ale zawsze to stwarza jakieś dodatkowe utrudnienia. 
   826 ma jakąś tam kobietę, którą uczuciowo traktuje znacznie bardziej poważnie jak ona jego. Ona jego traktuje jako samca do przeruchania,, co bezpośrednio mu powiedział na pewno 2x 979. To się często zdarza i choć z otoczenia informacje, jak to wygląda u ludzi z innej strony, spływają do 826, to on jakby na nie nie zwracał uwagi. W części rozumiem go. Chce by ten stan, z tym jego podejściem, wyobrażeniem trwał wiecznie. Mimo tego co słyszę od niego zupełnie przypadkowo i nieświadomie wypowiadającego, to za chwilę sie może skończyć. Zastanawiam się co wtedy? To jest jeszcze związek jego z nią, który go podtrzymuje w jako takim funkcjonowaniu umysłowym. Jak się skończy to co on zrobi? Komu będzie opowiadał o swojej kobiecie? Jaki będzie wtedy sens jego życia?
   Czasem zadaję mięśniakom-głuptakom drażliwe pytania, ale takie bez ściemy. Pytam się 826, czy ta jego miłość powiedziała mu co ją podnieca w nim. On, po 4-ch latach niby związku, nie wie. Pytam się - jak to? W tym momencie zaczął na mnie najeżdżać, że znowu się montuję i zadaję niewygodne pytania. Nosz qrwa. Pytam się o prostą rzecz. Skoro na sobotę ona przyjeżdża do niego i mówi mu przez tel. (jego rozmowa odbyła sie na st. mac.), że to ostatnie spotkanie i kończy z nim, to może warto by wiedzieć, co jest nie tak. Nawet mu powiedziałem, że innym mięśniakom mówiłem co mnie w nich podnieca, by byli świadomi tego. To niby niewinna informacja, ale jednak pozwala na działania podtrzymujące. Jeżeli ktoś jest świadomy tego co mnie podnieca, a chce nadal "współpracować" to ma podane na tacy, co ma u się podtrzymywać, by to trwało dalej. Proste? Proste. Nie mając tej wiedzy, trudno jest działać podtrzymująco. 826 mówi mi, że ją wali (kopuluje) i tak się czasem zacina i to trwa, trwa, trwa, ona dochodzi, a on dalej to robi i nie dochodzi. Zakładam, że to przez te środki dobrego samopoczucia, którymi sie faszeruje.
   Że co qrwa?! Mniej więcej tak, jakbym z kimś to robił, a on przeglądał treści na komórce. I on w tym nie widzi nic nienormalnego. Ostatnio stwierdził też, że się nie całują, bo ona powiedziała, że nie popiera wymiany płynów ustrojowych. To akurat mogę u niej zrozumieć, bo sam z 826 bym się nie pocałował, nawet jakby zaproponował. Jak ktoś ma w ryju jak w śmietniku to sorry bardzo - nie. 
   No dobra, nie ma się co spuszczać, bo to nie moje życie. Chciało by się w tym momencie napisać, że szkoda go, ale... no właśnie nie wiem. Jak był czas na edukację, to on ciepał kamiorami w szkołę. Teraz  ma do otoczenia pretensje, że życie mu sie tak układa. A jak się ma qrwa układać? Mało tego, nawet nie ma prostej refleksji, że wynika to z jego poziomu umysłowego, ale co pisałem wcześniej - różnica między 303, a 826 polega na tym, że ten pierwszy jest świadomy swojej głupoty, ten drugi - nie. 
   W ogóle jak ta rozmowa 826 odbywała się z jego laską, to na st. mac. weszli wcześniej (jeszcze przed 826) 972 i 302. Ten pierwszy by porobić rachunki ze swojego konta (nawet mając aplikacje w telefonie nie umie tego robić) i posiedzieć przy piwie, a ten drugi niby po ubrania, które jeszcze zostały po 303, ale wziął tylko koszulkę, którą wyciągnąłem z szafy. Rozłożyłem ubrania 303 do szaf, bowiem leżały już przy pralce chyba z 7 tyg., w każdym razie od momentu ich wyprowadzki tam były i zaczęły się już kurzyć, nadto obawiałem się, że w końcu zlecą ze stosu i się zmaraszą i jeszcze by kretyn warami trzepał, że mu ubrania zmarasiłem. A będąc przy nim, to nadal nie pracuje. Czyli jak wstępnie przewidywałem do wiosny taki stan może się przeciągnąć. Na święta nie biorą. W zimie nieszczególnie chce się iść do roboty, bo w mieszkaniu w miarę ciepło więc się siedzi w nim. 
   Tyle, bo czas za chwilę na ewakuację. 
   Zdjecia. 
 Tor z Goleszowa do Ustronia i mostek ze zwolnieniem, jak pamiętam do 30 km/h. 

Tarcza ostrzegawcza do semafora wjazdowego do Ustronia Polany. Zdj. zrobione po obróceniu się w torze. 
W oddali semafor wjazdowy A do Ustronia Polany. 

Nastawnia dysponująca Ustronia Polany. Choć ruchu poc. od kilku m-cy nie było, bo remont torów, to nastawnia obsadzona. To dopiero była robota. Płacone za prowadzenie ruchu, którego w ogóle nie było. Ja rozumiem, że dyżurni ruchu robili w tym czasie jako stróże owej nastawni. 



Sie komuś o wysięgnik zahaczyło.

I widok na szlak w stronę Ustronia. z semaforami wyjazdowymi. 
   Narka.

środa, 7 grudnia 2022

Środa #1953

     Czasem na ntlx oglądam filmy. Ostatnio podsunęło mi film "Troll". Zaraz napiszę czemu akurat ten film służy za przykład, ale wcześniej pierwsza scena z filmu. 
  Z lotu śmigłowca widzimy góry, napis w filmie "Masyw Trolltindene, Dolina Romsdalen". Na wielkiej górze widzimy młoda kobietę wspinającą sie wzwyż, asekurowaną na linie. Wtem pod stopą obrywa jej się kamior i spada kilka metrów w dół, po czym zawisa na linie asekuracyjnej. No i teraz dialog ze scenariusza:
- (on) Mała. Idziesz? Czy będziesz próżnować cały dzień?
- (ona) Martw się o siebie stary grzybie.
   W następnej scenie dowiadujemy się, że to ojciec i córka. I teraz pierwsze co wyrzucił mózg. Co to do cyca za scenariusz? Serio?! Córka objechała na linie i on się nie pyta czy wszystko w porządku, jest cała itp. tylko takie coś wypowiada? Od razu zrównałem to z tekstem 303, który do innych graczy po kablu mówił:
- jebie ci matkę i rucham starego. 
  Ale dziś właśnie takimi scenariuszami wychowuje się młode pokolenie, by nie było wrażliwe na czyjąś krzywdę. Inną kwestią było, czy w ogóle warto ten film oglądać dalej, jeżeli scenariusz zaczyna się od "jebie ci matkę i rucham starego". Oglądałem dalej, ale głównie pod kątem schematów w kinematografii. No więc znowu straszenie ludzi, znowu, w ramach grozy, wykorzystano małe dzieci, znowu motywy przekalkowane z innych filmów, znowu militarne rozwiązania ponad logikę działania, znowu gloryfikowanie rządu, jako tego, który dba o nasze "dobro i bezpieczeństwo" nasyłając na nas wojsko, a my mamy się grzecznie dostosować. Coś mi się wydaje, że scenarzyści też muszą zawrzeć pewne motywy w scenariuszu, by to przeszło dalej. W końcu ta kinematografia też jest odpowiedzialna za jakieś tam rycie mózgów odbiorców. Sam film realizacyjnie dobrze był zrobiony, tylko raziła mnie ta sztampa. 

   To teraz, co kiedyś już opisywałem, ale nie dokładnie bo mi umknęło. Reklama na yt. atlasa (kleju). Zaczyna się od opisu pracy na budowlance:
* nie jest łatwo wstawać bladym świtem, by pracować przez kilkanaście godzin.
* nie jest lekko, kiedy trzeba wnieść toną materiału i sprzętu na czwarte piętro.
* ciężko się pracuje w trudnych warunkach, kiedy nagle zmienia się pogoda (na filmie widzimy deszcz), kiedy jest gorąco (widzimy pracę w wysokiej temperaturze), lub gdy z zimna drętwieją ręce (sceneria zimowa).
* wyobraź sobie w kość daje Ci wszechobecny pył, wilgoć przenika ubranie do ostatniej nitki, a brud towarzyszy Ci nawet po powrocie z pracy.
* no i ten hałas. Ten wszechogarniający hałas.
* to uciążliwe, gdy nie ma sensownych warunków, aby zjeść..., czy się umyć. 
* projektanci? Co to mają fantazję...
* i mimo, że cały czas się szkolisz, zawsze znajdzie się ktoś, kto wie lepiej, bo trochę poczytał.
* A inwestorzy? Szukają dziury w cały, by chociaż trochę zbić z ceny.
* Nie jest lekko, kiedy wszyscy dookoła się denerwują lub niecierpliwią. Wszystko jest na już, na wczoraj.
* Znasz to uczucie, kiedy coś ginie? Założę się, że tak.
* Albo kiedy nie idzie zgodnie z planem...., kiedy zawodzi. Najgorzej gdy zawodzą plecy, albo kolana. No i ręce. Te to dopiero dostają wycisk!
* Nie jest lekko, gdy robisz daleko, a to, co ważne przechodzi obok. Albo gdy jesteś blisko, ale nie masz na nic już siły.
* Gdy remontujesz u wszystkich wkoło, a na własny dom brakuje Ci czasu.
* Kiedy wyceny powinny cieszyć, a nie załamywać.
* Denerwuje Cię, gdy chcesz wreszcie odsapnąć, ale nie ma warunków.
* No i te telefony. Po pracy, w weekend..., w nocy..., w kółko.
* Wypadki. Wiadomo, zdarzają się.
* Ale jeśli wiesz, że masz na kim polegać, nie zamieniłbyś tej roboty na nic w świecie!
  Jak dla mnie to jest antyreklama budowlanki, bo po takim wyliczeniu negatywnych czynników w pracy, aż nie chce się tam iść robić i można tylko współczuć tym, którzy tam robią. Pierwszy raz oglądając to zastanawiałem co tu mają reklamować, bo chyba nie pracę na budowlance. Jakieś było moje zdziwienie na końcu, gdy okazało się, że jednak praca na budowlance z klejem attlas jest cool. Zresztą..., obejrzyjcie sobie sami 

   Równolegle płodzą się notki odnośnie startu w firmie, do której się przyjąłem. Nie chcę robić jakiegoś falstartu, przeto na razie notki odstawiam na boczne tory, jako wersje robocze. Myślę, że za ok. 2 tyg. zacznę je wypuszczać. 
   Nowa praca wyeliminuje ruch na st. mac. Wziąłem do końca roku same popołudniówki, bo zaczynam jak jest jeszcze jasno, a to ważny czynnik. Szczególnych miejsc na sieci jest sporo. Najgorsze to drzewa wchodzące w skrajnię taboru, które trzeba omijać, ale trza wiedzieć kaj one som. Oprócz atakujących drzew są znaki drogowe umieszczone za blisko jezdni inne budowle, a nawet wiaty przystankowe. Właśnie dlatego wziąłem same popołudniówki. Planista się nawet ucieszył, bowiem większy problem jest z ludźmi na popołudnie jak na rano. Widać nic się nie zmieniło od ponad dwu dekad. 
   Tyle. Za zdjęcie jest film reklamowy. Kończę na szybko, bowiem już zapowiedział się na szlak 826, to by nie zostało to zaś do jutra, pchamy dziś. 

piątek, 2 grudnia 2022

Piątek #1952

    Pojawiajją się problemy w spaniu. To naturalne, bowiem przeżywałem to już kilka razy. Minie kilka tygodni nim sie unormuje. Ale, co wiem, nie jestem w tym odosobniony. Wczoraj w autobusie słyszałem dokładnie taką samą rozmowę chłopaczka, który rozmawiał ze swoim kolegą odnośnie tych samych przeżyć. Tzn. przebudza się w nocy, bo nie chce zaspać, następnie dalej już nie zasypia, efektem czego po pracy jest totalnie przydupiony i odsypia. Też mnie to czeka, szczegolnie w przyszłym tyg. , kiedy to przyjdzie mi jechać już do pracy środkiem masowej komunikacji o (uwaga!) 02:40. To będzie dopiero szał macicy. 
   Byl u mnie kilka dni temu kolega, który kiedyś stacjonował na st. mac. kilka m-cy na grupie D. On nie ma numerka, bowiem w zasadzie to nic z nim nie robiłem. Owszem moje ręcę kilka razy, jak był w stanie odcięcia, wylądowały na nim, ale nic szczególnego się nie działo. Mimo tego, że nie ma najgorszej figury, to mózg zakwalifikował go w widełkach wyglądowych, ale w dolnym przedziale, tak na styk, przeto była mała ingerencja w jego sferę. Przebywał, a w tym czasie dość sporo przymował środków dobrego samopoczucia, tych mocniejszych. W ub. roku, w tym samym czasie kiedy siedział również na Wojkowicach 172, on tam też przebył tylko na półotwartym. Wtedy, jak wypuścili go z Wojkowic, to przewinął sie przez st. mac. i opowiadał, że w sumie to tam nie ma źle. Jedynie trza wstać rano na apel, a reszta dnia wolna, dają żarcie, opieka medyczna, ciepło itp. No i jak był te kilka dni temu, to był po spożyciu alko, więc ludzie wtedy bardziej mówią co myślą, i znowu opowiadał n.t. siedzenia tam, a bycia tu. Z porównania wynikało, że życie tu jest bardziej nieznośne jak tam. Ten temat był również poruszony w filmie "Skazani na Shawshank". Widać nie są to odosobnione przypadki. Tak trochę może być ze 172, co podkreślał kolega, bo rozmawiał ze 172 kiedy ten był jeszcze tu i przy okazji jakiejś tam imprezki skarżył sie na bytowanie tu. Może dlatego tak mało energii poświęcał na wykręcenie się od siedzenia tam. Zresztą pamiętacie, lub nie, wpis po jakiejś wizycie w Nysie u niego, kiedy chwalił się jak ma tam dobrze, a ja spytałem się czy w takim razie chce stamtąd wyjść?
    A ostatnio, jakoś często rano myślę o 172. Nie, nie zużyłem go jeszcze, ale pewnie to kiedyś nastąpi. No cóż, mamy dłuższą przerwę z mięśniakami. 
   Był ostatnio 826 na masaż, ale brakuje tego finału. Siedząc na nim, widząc jego plecy, mając w rękach jego mięśnie, organ się wzbudza, stoi naprężony i co... i nic więcej, z czego organ w ogóle nie jest zadowolony. No niestety powiedziałem sobie, że na więcej nie będę napierał bo 826 jest niestabilny emocjonalnie. 
   Oprócz tego on uważa się za myślącego i to tak właściwie, tylko nie wie czemu ma tak pod górę. Ostatnio jak go słuchałem to wpadłem na to, że jedną z różnic między 826 a 303 jest to, że ten drugi zdaje sobie sprawę, że jest głupi, ten pierwszy - nie. 
   Płodzą sie notki n.t. przyjęcia do pracy, pierwszych dni, ale na razie są w wersjach roboczych. 
   Teraz tyle, bo zaś się to przeciągnie na kolejny dzień. 
   Zdjęcie. 
  Szatnia drogówki na nastawni CS2 stacji Ch-ów Stary. Wnet budynek pójdzie do likwidacji. 

  A w szatni taki rarytas. Uratowana skądś ławeczka z wyrzeźbionym w drewnie napisem PKP. Pewnie ktoś na warsztacie zrobił taką w wolnej chwili, bo nie sądzę, że to była masowa produkcja. Szkoda, że wnet zostanie zniszczona, chyba że wyląduje jeszcze u jakiegoś kolejarza na ogródku działkowym. 

  Inwencja twórcza warsztatowców kolejowych jest czasem zabawna i oryginalna. To kaloryfer na klatce schodowej nastawni CS2. Nieprawdaż, że piękny.
  Narka.

wtorek, 29 listopada 2022

Wtorek #1951

     W ramach realizacji długofalowych planów, poszliśmy do pracy. Na razie jej jeszcze nie odczuwamy, bo dopiero pierwsze dni za nami. Na kryzys najlepsza państwówka, to też w pierwszym dniu - obiegówka. Z listy pomieszczeń, w których mieliśmy być, odhaczyliśmy dział finansowy. 
    Potrzebna drobna dygresja. Ta państwówka jest stara, pomieszczenia biurowe w większości jakby czas się w nich zatrzymał, coś jak na kolei. Drzwi do nich stare drewniane z odpowiednimi na tamte czasy klamkami. W dziale finansowym drzwi nie odstawały zasadniczo od reszty, ale tu był jeszcze jeden smaczek. Stara, drewniana podłoga, skrzypiąca pod butami. Choć przykryta czymś nowym, jak w tych biurach na PKP, to jednak wydawała charakterystyczne odgłosy. Pani była w lekkim szoku, jak jej powiedziałem, że tu sobie trochę pokroczę, bo te odgłosy, to chyba jedno z ostatnich biur jakie znam. Innym zaskoczeniem było, że wypłatę można brać jeszcze do ręki w kasie. Od razu wybraliśmy tą formę, by choć trochę opóźnić wejście elektronicznej gotówki eliminującej w całości walutę papierową. Inną sprawą jest, po jakim czasie kasa będzie napierać na odbiór gotówki. Zapewne jak na PKP się tam szybko nie pokażemy, to oni sami zaczną nas ścigać. 

    Książki czytamy sporadycznie, w sensie od deski do deski. Znacznie częściej sięgamy do kolejowych, tematycznych, ale to jest w ramach pozyskania jakiś informacji, które nie zawsze znajdują sie w necie, a w domowej biblioteczce i owszem. Ostatnio jednak 811 pożyczyła nam książkę "Tech" polskiego autora Jana B. Książka z 2017 r, ale im dalej w las, tym ciemniej i groźniej. Jestem w połowie, ale już w 1/3 mówiłem 811, że to pozycja bardzo dołująca. Konkluzja jest smutna. Po co zastanawiać się co będzie za 10 lat, skoro my nie wiemy, jakie scenariusze są już napisane i co faktycznie z planów jakie mają wprowadzą. To że część na pewno wejdzie do życia bieżącego to pewne, bo już widać po 5 latach od wydania pozycji, że dzieje się, a autor sugeruje, że dziać to się dopiero zacznie po 2025, tylko brakuje nam jeszcze odpowiedniego rozwoju technologii. Ale nie martwmy się, to się na naszych oczach dzieje. 

    Mój mózg czasem broni się przed nadmiarem głupoty docierającej z zewnątrz. Ostatnio, po załatwianiu jakiś tam spraw biurowych związanych z przyjęciem do pracy wracałem do wioski i wchodzę do lasku, w którym są dwie ścieżki, krótsza do moich bloków i dłuższa do innych, ale można przejść do moich okrężną. Wszedłem już na ścieżkę do mnie i widzę stoi dwóch typów. Jeden wyglądał mi z tyłu na podobnego do 826, ale nie byłem pewien. Stali tyłem do mnie coś na komórce oglądając. Dwa kroki do przodu i zaczął się śmiać. Od razu poznałem - 826. Wtem mózg zarządził odwróc, wycofałem się i wszedłem na ścieżkę okrężną. To stało się tak szybko i impulsywnie, że dopiero na drugiej ścieżce zastanawiałem się czemu taka reakcja, ale najwidoczniej mózg nie chciał już odbierać treści poniżej pewnego poziomu. 
    W ogóle to przedwczoraj był 826 na stacji. To chyba jedno z jego ostatnich wejść, bo praca się już zaczęła, a on też do jakiejś nowej lokalizacji poszedł w swojej dotychczasowej pracy. Znowu stękał, jakie to życie jest złe, jak mu się wszystko pieprzy itp. Niestety na to nakłada się kilka czynników, o których on nie ma pojęcia, bo jest za głupi. Jest niestabilny emocjonalnie i to w wysokim stopniu. Huśtawka nastrojów u niego to rzecz normalna. Z takimi umiejętnościami, to mógłby w filmach grać. Raz prawie płacze nad sobą, by za, dosłownie, 2 sek. mówić głośno do tych przedmiotów, tak jakby chciał im wpierdolić. Trudno jest to opisać, ale brzmi groźnie, dlatego mam do niego dystans. Te jego zachowanie powoduje u niego niekontrolowane odruchy destrukcyjne. Denerwuje się na coś j/w, jak to mówią "kory mu wyjebuje" i w przypływie chwili niszczy to co przed chwilą np. chciał zreanimować, albo czymś ciepie co ma pod ręką, np. telefonem. Ileż telefonów tak rozpierdolił... Zupełnie podobnie jak 303. Mimo dekady różnicy wiekowej pewne ugruntowane zachowania pozostają i myślę, że u 303 też pozostaną. Jak pisałem wcześniej 303 ma idealne zachowania jak 826 tylko jest młodszy. 

  Ok. bo dziś też do pracy, tylko popołudniówka. Tyle, acha... i zdjęcie jakieś jeszcze.
  Zdjęcie.
  Długo się zastanawiałem skąd to zdj. jest zrobione, a to Wolbrom i nastawnia dysponująca od strony Jeżówki. 

  Oczywiście to stare zdjęcia. Dziś ta stacja jest już przebudowana i wygląda zupełnie inaczej. 
  Narka.

wtorek, 22 listopada 2022

Wtorek #1950

  (rzadko się ostatnio zdarza notka za notką, dzień po dniu, ale jakbym tego nie spisał, to zaś by umknęło.    
 Znowu przyjdzie mi odpowiedzieć na komentarz, a właściwie zapytanie pod poprzednią notką w poście, bowiem sprawa, jak to bywa na st. mac. prosta nie jest. 
    Otóż w walce wręcz 303 wygrałby ze mną. Powodów jest kilka. Jego wiek, sprawność młodego 18 letniego ciała, nadto iluśletnie ciągłe napierdalanie się, co tu często opisywałem, z braćmi, a następnie z innymi wychowankami w zakładach opiekuńczych, do psychiatryka włącznie. Ma on więc doświadczenie w walkach, którego nie mam i mieć nie będę (nawet nie chcę). Oprócz obecnego wirtualnego, jest to dosłowne. A teraz to czego nie ma. Pomyślunku (można by na alledrogo wystawić jego mózg, mały przebieg, małe zużycie, prawie nówka nieśmigana), nie ma znajomości, kolegów, a już tym bardziej przyjaciół. Nie ma tego, w ich środowisku, "szacunku ludzi ulicy", wreszcie nie ma odwagi, mimo ujadania tego zrobić. Dobrze wie, że może se te bzdury pisać, że 979 mi nie pomoże, bo 979 by mu chyba te ręce połamał i on to wie. Tak samo jak opisywałem w tej notce #1687   kiedy byliśmy na plaży przy jeziorze i 979 przycinał tego mięśniaka ze zdjęcia. Wnioski są jedne, nie ma się co porywać z motyką na słońce i nawet taki debil jak 303 to jeszcze potrafi zrozumieć. Nadto, kiedyś, o czym dowiedziałem się później, choć pisałem o tym kiedy oboje byli na st. mac., miał mini sparing z 826 na grupie D. 826 był wtedy w klacie, a mnie dziwiło, że tak długo jest na grupie D. Nie wiedziałem to tym, dopiero kilka dni później 826 mi o tym powiedział przy okazji jakiejś tam flachy. 303 dobrze musiał pamiętać słowa 826, by se u mnie nie grabił, bo nie warto. No i możecie sobie porównać na zdjęciach, bo przeca obu tu foty wstawiałem wielokrotnie, jak wygląda 303, a jak np. 826. Osobiście bym nie ręczył za 826, jakby się dowiedział, że 303 podniósł na mnie rękę, podobnie jakby był na miejscu w wiosce 172. 
    Reasumując. Od pewnego wieku wiemy już, że wrażenie paluchów do kontaktu [z prądem (elektrycy się oburzą, z napięciem)] grozi porażeniem. Podobnie 303 wie, czy zdaje sobie z tego sprawę, że podniesienie na mnie ręki grozi wtórnym pobiciem, to też on se może ujadać i w zasadzie tyle. 
   Nikt, przez okres mojego bytowania na st. mac. w wiosce z tych co wchodzili na st. mac., nie podniósł na mnie ręki. Owszem zdarzały się zapędy innych, ale od razu takie info przekazywałem dalej, tzn. do tych którzy właśnie stacjonowali często na st. mac. Te zapędy były dość szybko pacyfikowane, stąd pisałem wielokrotnie, że nigdzie nie czuje się tak bezpiecznie jak w wiosce, nawet w nocy. A przecież, teraz rzadziej, ale nocami to chodziłem czy to do sklepu, czy wracałem skądś. 

    Z innej beczki. Przyjmuję się do pracy. Papierków tyle, że mam już uruchomiony segregator na to. Jak to się przez ostatnie lata zmieniło. Papierek na to, na owamto, na sramto itd. Ale z drugiej strony nie dziwię się, bo taka historia opowiedziana przez mięśniaka kolegę z wioski. 
    Przez lata pracuje przy kominach , wentylacjach, później przeniósł się do pracy przy piecach gazowych w firmie vaillant i tam prawie 3 lata pracował na serwisie i montażu, obecnie na własnej działalności dalej robi to samo. Ma odpowiednie uprawnienia, staż pracy. Tyle wstępem, teraz zbliżamy się do zdarzenia. 
    W ramach pracy zakładał klientce nowy piec vaillanta, a stary demontował. Stary do grzania wody nie miał nawet roku. Klientka stwierdziła, że go nie chce i mogą go sobie wziąć. Trudno było nie brać nawet nie rocznego, markowego pieca. Wziął go i wymienił starszy piec u siebie w mieszkaniu, gdzie mieszka z żoną i dzieckiem. Pozostał mu jego stary piec, ale sprawny, tylko nie taki młody. Zgadał się ze znajomą, która mieszka w kamienicy, i miała problem z piecykiem junkersa u siebie. Zaproponował, że za darmo jej wymieni, tzn. wstawi ten swój, bo musiałby z nim jechać na złom lub bawić się w wystawienie sprzedaży internetowej. Pojechał do niej w piątek (ten co był teraz) i wymienił. W trakcie wymiany, po zdemontowaniu starego junkersa stwierdził, że z rury odsysającej spaliny z pieca, która była wyciągnięta na czas jego wymiany wieje, choć nie powinno, bo to przecież szyb wyciągowy nie nawiewowy. Poinformował koleżankę, która w mieszkaniu mieszka sama z dzieckiem 8 letnim (bez chopa) o tym. Oprócz tego sprawdził szczelność instalacji gazowej miernikiem i nie stwierdził ulatniania się gazu. 
     Piec był używany w piątek po wymianie, bo się myły, w sobotę i niedzielę. Ale w niedziele zmieniła sie pogoda wieczorem. Był wyż z południa, przeto z komina zaczęło silniej napierać powietrze, a też cofać spaliny do mieszkania. Matka zaczęła sie źle czuć, dziecko też. Miast wpaść na to, że z powietrzem może być coś nie tak, tym bardziej, ze tyle się mówi o zaczadzeniach, to zadzwoniła do znajomego (tyle dobrze), że się źle czuje i by przyjechał, bo nie wie co dzieje. Ten po jakimś czasie przyjechał, ale już nie otwierała, mimo iż wewnątrz się świeciło. Mieszka na parterze, to też znajomy wskoczył na parapet, a przez (na szczęście) uchylone okno (może jednak w końcówce pomyślała i okno otwarła)  udało mu się dostać do wewnątrz. Wewnątrz była już nieprzytomna matka i jeszcze przytomne dziecko. Pogotowie, straż pożarna. One wpierw w jednym szpitalu, następnie na natlenianie przewiezione do drugiego bardziej specjalistycznego szpitala. Uruchomiła się sprawa dochodzenia kto winien. W pierwszej kolejności padlo na kolegę z wioski, bo ostatni tam łapy wraził do piecyka, no to pewnie on. To podobnie jak z tym wózkiem, który sie przewrócił w autobusie w Jeleniej Górze 3 lata temu. Winny kierowca, że na rondzie wózek się przewrócił z dzieckiem, ale nie matka, która wózka nie trzymała, a w tym czasie korzystała z komórki, co jest na nagraniu. Jej mięśniak robił dokładnie to samo, tylko na siedzeniu. Później pobił kierowcę, jako jedynego winnego tego zajścia. Tu podobnie, wpierw kolega od tej laski, który wszedł do mieszkania z ryjem na tego co wymieniał piecyk, bo jego wina. Wymienił i efektem tego one się zaczadziły. Tyle, że on ma podpisany protokół wymiany i zmierzenia szczelności układu gazowego. O kominie poinformował, a od tego jest kominiarz, nie on. Straż pożarna też do niego, że to jego wina i będzie odpowiadał, ale w sprawie są papiery na problemy z piecykiem gazowym, skierowane do administracji budynków mieszkalnych kilka m-cy wcześniej, nadto jest podpisany protokół kominiarski. Jak się wczoraj okazało, kominiarz protokół podpisał, ale na dachu przy kominie nie był, bo była założona kłódka na strych i nie umiał wejść. Po przecięciu kłódki i dostaniu się na dach (wczoraj) stwierdził częściowe zamurowanie przewodu kominowego, które nastąpiło najprawdopodobniej przy jakimś remoncie. Sprawa oczywiście w toku, ale pokazuje, że nawet w takich wydawało by się przysługach koleżeńskich trzeba być bacznym i wymagać podpisywania papierów, bo to w razie W ratuje dupę. 
   Zdjęcie.     
Nie wiedziałem co wstawić, to screen z wirtualnej stacji, którą buduję do gry. Głowica wjazdowa ze szlaku dwutorowego, jednotorowego i wlot z bocznicy zakładowej (to te trzy tory z lewej strony wchodzące do stacji prawym łukiem). 
   Narka.

poniedziałek, 21 listopada 2022

Poniedziałek #1949

    Nasze mózgi działają niby dziwnie, ale jak zauważyłem podobnie. Przy remoncie ścianki często, bo nie jestem budowlańcem, miałem zagwozdki, co i jak zrobić by było dobrze. Czasami proces decyzyjny zajmował wiele godzin, musiałem się z tematem zapoznać, przespać, by podjąć decyzję. Łapałem się na tym, że coś miałem zrobić, zastanawiałem się jak to zrobić by było ok, a tu nagle mózg wymyślał, by np. zamiatać plac budowy. Czynność kompletnie w danym momencie niepotrzebna, ale iluśkrotnie sie na tym łapałem, że zamiatam, miast podjąć decyzję i robić. 
   No właśnie. Z perspektywy czasu widzę, że chodziło o te decyzje. Mózg kierując organizm do prostych czynności dawał sobie czas na przemyślenie tematu, na rozważenie, wydłużenie procesu decyzyjnego. Może bym i na to nie wpadł, ale, co pisałem w którejś z poprzednich notek, pomagałem 979 rozkładać gumolit w mieszkaniu jego new laski. Ponieważ tam ściany, jak to w latach 80-ych nie miały kątów prostych, to gumolit należało przycinać na jego częściowym rozłożeniu. Otóż, dwa razy 979 podobnie ja ja, kiedy miał podjąć decyzję, jak rozwiązać jakiś problem z rozkładaniem gumolitu, on zabierał się za zamiatanie, co było kompletnie niepotrzebną czynnością w danej chwili. Dopiero na st. mac. zauważyłem zbieżność w jego działaniu i moim. To dobrze, bo myślałem, że mój mózg zgłupiał kierując mnie do zamiatania kiedy miałem robić coś innego. 
   Obecnie przed pójściem na etat, widzę, że mózg tez zaczyna działać jakby w swojej ochronie. Mam takie dni, że praktycznie mało co zrobię z listy rzeczy do zrobienia. One się przeplatają z dniami, kiedy z listy ładnie schodzi, ale zaraz po takim dniu następny to praktycznie przestój. Czyżby mózg dawał se fory przed tym co ma nastąpić? No pewnie wie, że łatwo na początku nie będzie. 
   Ostatnie dni na nadrobienie pewnych zaległych rzeczy, ale także już w kierunku wykonywanych za chwile czynności. M.in, przygotowanie roweru, a także zastępczego na dojazdy do pracy. I wszystko było by fajnie, jakby części do rowerów, te główne były kompatybilne. No nawet rurki do siodełek mają inną średnicę. Serio?! Nie szło tego unormować? Ach ten kapitalizm....

   W poprzedniej notce jest wpis mojego tekstu wysłanego do 303. Napisał odpowiedź i oto ona:
"Oj tam oj tam weź kurwa nie popłacz się. A za te gejowskie (i tak dobrze, że nie napisał pedalskie. przypis własny) zachowania to cie ulica rozliczy a 979 ci nie pomoże nawet więc jeśli masz coś jeszcze do powiedzenia to zatkaj się zanim tam przyjdę ci zajebać."
   303 nie ma świadomości, że żadna ulica mnie nie rozliczy. Pisałem to już w blogu kilkukrotnie, że nigdzie nie czuję się tak bezpiecznie jak w wiosce. Połowa, jak nie 2/3 mięśniaków-skurwieli przewinęła sie przez stację macierzystą, przeto ich znam bezpośrednio i 303 nawet nie jest świadomy tego, że własnie mam tu "szacunek ludzi ulicy", czego on sobie raczej nie wypracuje, ale niech se myśli. 
   Wczoraj przyszedł na st. mac, po ubrania. W obstawie lub z 302 i 304. Oczywiście wywiązała się kłótnia, bo nie chciałem go wpuścić, ale w końcu uległem. To już była chyba ostatnia jego wizyta na st. mac. To jest jednak prawda, że obecne pokolenie młodzieży, oczywiście nie całej, ale znaczna część jest tak debilna, że pobija wcześniejsze roczniki. 
   Ok, tyle, wypycham notkę ze stacji, bo zaś zaliczy kolejny dzień na torze bocznym. 
   Zdjęcie. 
To jest zrobione na stacji Kraków Prokocim, ale w który miejscu to nie pamiętam, bo byłem tam z ponad 5 lat temu. Oba zdjęcia są z tej samej głowicy rozjazdowej. W zasadzie dolne powinno być pierwsze, bo tam są semafory B, C, a na górnym D i E. 
Musiałbym sprawdzić na necie czy jest schemat stacji dostępny, a następnie po tabliczkach semaforów określić w którym to dokładnie msc. było, ale nie sądzę by ktoś, aż tak bardzo dociekał. Powyższe zdj. również ze stacji Kr-ów Prokocim. Dość rzadkie jest umieszczenie światła czerwonego na głowicy na drugiej pozycji od dołu, przeważnie w semaforach 4-ro komorowych św. czerwone jest w 3-ej komorze od dołu. 
   Narka.

środa, 16 listopada 2022

Środa #1948

    303 to do pracy chyba szybko nie pójdzie. Życiowa nieudolność powoduje, że trzeba z nim za rączkę prawie wszędzie iść, oprócz jakiegoś napierdalania się, jakby takie gdzieś wyszło. Matka musiała z nim jechać do biura pracy tylko po to, by oboje się przekonali, choć ona się tam rejestrowała kiedyś, że potrzebne są papiery z firm, w których się pracowało, nadto dowód osobisty. Oczywiście któż by sobie gowę zawracał tymi szczegółami, najważniejsze, że pojedzie się do biura może uda się jakoś załatwić sprawę mimo oczywistych braków. Tak się jednak nie stało, co było do przewidzenia, tylko nie dla nich. Efekt - 303 się wypiął, on to pierdoli i nic już nie bydzie robił, by albo się zarejestrować, albo iść do jakieś pracy. Oczywiście wypiął sie na starych, którzy równie nieudolnie jak załatwienie sprawy w biurze pracy, podchodzą do wypchnięcia 303 na rynek pracy. Myślę, że jak tak dojdzie do wiosny, to później może być ciężko 303 iść do roboty. 
   303 przewinął się ostatnio 3x na st. mac. wraz z 304. Dwa razy to jakieś drobne naprawy przy rowerze 304. No to jeszcze zrozumiałe, bo 304 ma 10 lat, więc trudno wymagać, by se sam robił, ale raz 303 przyjechał z nim i też przy jego rowerze miałem zrobić regulację hamulcy. Zrobiłem ją trochę na odpierdol, bo - no sorry, ale takie rzeczy już powinien umieć w wieku 18 lat. W pn. wszedł z 304 na st. mac, Chyba głównym powodem była chęć pożyczenia laptopa, ale po ostatnich zachowaniach stwierdziłem, że ni chuja, nie pożyczę mu. To nie jest tak, że on będzie wszystko zlewał, a ja, jak jego starzy, jeszcze będę się nadstawiał. Niech spierdala na drzewo. To też jak na początku zaczął zadawać pytania odnośnie częstotliwości uruchamiania laptopa, to po trzecim pytaniu dot. jego używania, odpowiedziałem wprost, że mu go nie pożyczę. Poprzednim razem jak był, to rozmawiałem z nim czy mi pomoże przy ostatnim oknie, w sensie zamontowania w nim wkładu szybowego. Ten wymiarów 105x148 więc sam go poprawnie nie umieszczę w otworze ramy. Na prośbę o pomoc odpowiedział - "nie, bo teraz jeżdżę załatwiać papiery i dziennie jestem po 18:00 w domu". Więc j/w też go zlałem. Wobec tego ruchem manewrowym przeniósł sie na grupę D, by uruchomić tam kompa i pozabijać na ekranie przez ok. 1,5 h. 
   979 w przeciwieństwie do mnie przybiera, kiedy mnie ubyło na wadze. Ostatnio pomagałem mu z jego mieszkania wynosić rozmontowane szafy, by je przewiózł do mieszkania swojej new laski. Jego mieszkanie jest na 4 piętrze. Jeszcze rok temu, to on praktycznie wbiegał na ten sztok, a ja musiałem się wciągać, by za nim nadążyć. Teraz wbiegam na 4 sztok, kiedy on się tam wciąga. Praca w biurze, do tego nadmiar żarcia w mieszkaniu u laski robią swoje. Jak pomagałem mu przy składaniu szafy, takiej dużej z rozsuwanymi drzwiami, to jakby po, jego new laska zrobiła kolację. Ta wystawna jak na jakimś przyjęciu. Żarcia tyle, że na drugi dzień dopiero pierwszy posiłek zeżarłem po 13:00, bo organizm najzwyczajniej nie zgłaszał potrzeby kolejnego wciepowania żarcia do wora. Pochłaniając kolejne przygotowane przez nią potrawy myślałem - jak on ma tak codziennie to nie dziwi mnie, że nawet w biurze wypominają mu, że zaczyna wyglądać jak w ciąży. A z tego jest niestety trudno wyjść, tym bardziej jak się egzystuje w rodzinie (ich tam jest obecnie czworo). Samemu jest łatwiej, bo ograniczę posiłki, zmniejszę racje żywnościowe, mniej będę kupował, a w rodzinie obiad, kolację robi się dla wszystkich i trudno jest nagle nie żreć, kiedy to żarcie i tak je. Zresztą gołym okiem widać nadmiar żarcia, bo ono, podobnie jak u 824, nawet zalega na balkonie, a w kuchni dwie lodówki i zamrażarka. 
    
    Wstawiałem kiedyś 1-kę górną prawą. Teraz znowu jej nie mam, bowiem, jak to określił dentysta, odcementowała się od podstawy. Efektem tego pojechała na reklamację, a na kilka dni jestem bez niej. Za to zauważyłem, że lepiej wymawia sie niektóre angielskie słowa, bowiem nie trzeba szczególnie układać języka, za to robotę robi szpara między zębami, choćby proste "this". 
    Z innych spraw. Pozostało mi ok. 1,5 tyg. wolności. Następnie wracamy na rynek pracy. Wiemy już gdzie, na jakie stanowisko. Odnowiliśmy uprawnienia, obecnie czekamy na stosowny dokument. Trochę się boję, po takiej przerwie wracać do pracy etatowej. Nie wiem ile potrwa aklimatyzacja, a i też zmieniły się stosunki międzyludzkie w zakładach. Przyjdzie nam sie z tym zmierzyć. Wybraliśmy państwówkę, bo na kryzys to najlepsze stanowiska. Się kiedyś zastanawiałem, że np. na PKP ludzie którzy przepracowali tam ciągiem od lat 80-ych do np. 2010 to o kryzysach które miały miejsce, wiedzieli ze słyszenia, bo ich to w małym stopniu dotyczyło. Stała praca, stałe zarobki więc problemów większych nie było. 
    Przebudowa ścianki okazała się strzałem w 10-kę. Temperatury schodzą już w nocy na placu do 1C, a mimo lekkiego grzania na grupie A mamy tu ciepło (22C). Jesteśmy z tego bardzo zadowoleni, tym bardziej biorąc pod uwagę ceny nośników energii obecne i te przyszłe. Zajmujemy się też w końcówce wolności ostatnimi czasem drobnymi rzeczami na st. mac. by zdążyć przed. Później obawiam się zastoju w pracach przynajmniej na 2 m-ce. Energie pochłonie new praca i nie wiem czy mi się będzie chciało. Niestety równolegle nakładają sie na to potrzeby innych ludzi wokół, którzy wybijają z dni cenne godziny. Np. w sobotę sąsiadowi spawałem płot przez 2,5 h, oczywiście na najlepszych godz. do pracy (11:00 - 13:30). No i j/w potrzeby 303, 979 do tego załatwianie spraw terenowych, wyjazdy związane z odnawianiem uprawnień, techniczne własne i tak czas umyka. 
   Wczoraj wpierw na st. mac., akurat jak robiłem liva wszedł 826 z rowerem, bo chciał przy nim coś porobić, po czym po niecałej godzinie weszły składy 302 i 303. 302 chciał by na alledrogo kupić mu ładowarkę do telefonu, a 303 przetoczył się na grupę D, by zabijać na ekranie. Po zakupie owej ładowarki 302 przetoczył się również na grupę D, ale po ok. 30 min wrócił na A z pytaniem, czy pożyczę 303 laptopa. 
   Po pierwsze to nie przylazł 303, bo mu ostatnio powiedziałem, że nie, to wysłał 302, po drugie nagadałem na 303 302, że szcza na wszystkich dookoła ciepłym moczem i myśli, że jest ok. Matce pluje w twarz (przenośnia), ta włącza wycieraczki i jeszcze do niego - ależ oczywiście, że możesz wrócić kochany do domu. Mogę to w części zrozumieć bo matka, ale chyba bez przesady. Po iluś jeszcze zdaniach odnośnie jego odmowy pomocy przy oknie na grupę A wszedł 303 trzepiąc warami, ze co to za obgadywanie jego za plecami. Jak chcę to mam mu to powiedzieć w ryj, a jak będę go obgadywał za jego plecami to on strzeli mi w ryj. W tym momencie powiedziałem mu:
- ale to Ty przychodzisz do mnie. Nie podoba się to tu nie przyłaź. 
   Coś tam jeszcze trzepał warami, ale 302 mu to samo powtórzył, nie chcesz to nie przyłaź. 
   Dziś na mess wysłalem do 303 info:
- Po wczorajszym, problem Twojego przychodzenia do mnie się rozwiązał. I bardzo dobrze, też się cieszę. Nie stanowiłeś wartości dodanej więc dobrze się stało. Być może kiedyś się gdzieś tam spotkamy na neutralnym gruncie, tymczasem udział wzięli... i powodzenia w życiu.
   Na razie tego nie przeczytał, bo zapewne śpi po oglądaniu wyspy miłości, to nie ma odpowiedzi, ale też nie wiem czy w ogóle będzie. Udało się natomiast odebrać, na razie jeden klucz od 302, bowiem otwarli sobie wjazd do stacji, więc 302 nie mógł już powiedzieć, iż nie ma klucza przy sobie. Ściemnił, że drugi klucz ma w pracy w szafce. Od razu pewniej się czuję, bowiem kiedyś 303, kiedy nie było mnie na st. mac., wszedł se na st. mac., a ponieważ nie jestem pewien za niego, to lepiej jak tu nie będzie wchodził, zresztą nie ma takiej potrzeby aby którykolwiek z nich wchodził se sam na st. mac.
   I jeszcze jedna sprawa z wioski serii 300. W lecie, jak czytaliście, przy kuciu balkonu, pomagali mi 303 i jego kolega K. K. miał kolegę Z. Kiedyś z nim stanął pod wjazdowym wyjaśniać jakąś kwestię sporną dot. 303 i jego. Ponieważ było lato, to Z. był ubrany w koszulkę z krótkim rękawkiem i krótkie spodenki. Krótki rzut oka nań pozwolił od razu stwierdzić, iż mieści się w widełkach wyglądowych w ich górnej granicy. Z. był po prostu ładny. Może nie tyle z twarzy, ta średnia, ale za to reszta piękna. Przedramienia umięśnione, ładne łydki, charakterystyczna dla mięśniaków prosta szyja.  Wczoraj 302 mi powiedział, że Z. nie zyje. 26 lat, w ub. czwartek był pogrzeb. Przedawkował, jednocześnie z alko i go pozamiatało. Ci ludzie się co raz wcześniej wykańczają. Dopiero co zszedł 174 (34 lata), a tu kolejny mięśniak jeszcze młodszy. 
   Po wyjściu 302 i 303 pozostał na stacji 826. Po dość krótkim czasie rozebrał się do klaty. Oczywiście moje ręce również w krótkim czasie spoczęły na jego plecach kiedy naprawiał coś przy rowerze. On w półzgięciu, więc plecy wygięte, mięśnie ładnie napięte, aż miło sie gładziło go po skórze, pod którą te mięśnie. Nie męczyłem go długo, bo północ sie zrobiła i, raz że chciałem się wyspać, by dziś jeszcze coś zrobić, bo jakiś atak zimy nadchodzi, dwa powiedziałem oficjalnie 826, że kusi mnie, a mój mózg sie potrafi rozpędzić, więc nie chcę przypału i ewentualnego jego odruchu pozbawiającego mnie części uzębienia. 826, że nigdy by mi nie wyjebał (słyszał tą rozmowę z 303) i powiedział by mi, gdybym się za daleko posunął. Wypowiedział to w sposób jakby jeszcze kuszący mnie. Ach te mięśniaki. 
   Ok. kończę, bo to miało iść wczoraj, ale ruch na st. mac. to zaś stało na bocznym torze. 
   Zdjęcie.
Semafor wjazdowy A1/2 do Krakowa Płaszowa od grupy towarowej Krakowa Prokocimia.
  Narka.