sobota, 9 maja 2020

Sobota #1671

  Wczoraj chciałem notkę spłodzić, ale spotkanie z Tedem, to się jakoś nie udało. Spotkanie takie lajtowe, nawet fajnie było, mózg został zaspokojony.
   Dziś wrócę ponownie do drzew. Pisałem o tym, że jak dla mnie, to jednym z głównych powodów niepadających deszczy nad środkowym kontynentem jest postępujący brak drzew. Pewnie w setkach dziennie są wycinane, a nie zastępuje się ich następnymi, bo zresztą gdzie, jak pod budowy dróg, autostrad, osiedli, zakładów, hurtowni wycina się kolejne lasy.
  Coś tam w TV przebąkuje się, by nie cementować wszystkiego wokół, co mówią hydrolodzy, ale do kogo to dociera. Za to mówi się już dobitniej o oszczędzaniu wody, ale czy qrwa od mojego oszczędzania wody spadnie wiyncyj deszczy? No qrwa - nie. To czy nie jest to jak z obecną zarazą? Kiedy ponoć w listopadzie, w grudniu pojawiały się wzmianki, że (jak to mówił o. Natanek) jak w Wuhan chorują, to wiedz..., że coś... się dzieje...
  No i co z ta wiedzą zrobiliśmy - nic. Zresztą co my na dole możemy z tym zrobić - nic. To oni rządzą i to w ich rękach są działania odnośnie zarazy, odnośnie suszy.
  O ile przy zarazie udało się postraszyć ludność i utrzymać ją w domach, to jestem ciekaw, co zrobią w dalej postępującej suszy.
   Co to w ogóle są za kretyńskie wypowiedzi w TV, by oszczędzać wodę, okraszone informacją, że nie chodzi o to, że Cię stać na wodę, ale oszczędzaj ją. Nosz qrwa, podnieść m3 wody do ceny 100zł i już będą oszczędzać, czy to takie trudne. Czy trzeba czekać, aż w kolejnym mieście zabraknie wody. To nie jest tak, że wody gruntowe są niewyczerpalne. Są. Już w jakimś komentarzu odnośnie art. dot. suszy, kiedy ktoś napisał, że przecież woda w kranie leci, to odpowiedź była od kogoś z wodociągów, że leci, ale poziom wód w studniach głębinowych obniżył się o 2 m w przeciągu ostatniego roku. Przeglądam czasem komentarze bo można wyłapać dość ciekawe informacje.
  Wracają do suszy, w wiosce, gość niedaleko kupił domek z działką na której było ok. 20 starych drzew, coś ponad 35 letnich. I co? I gość wyciął w pień wszystkie drzewa. Nie liczmy, że będzie więcej deszczy. Obserwuję zdjęcia sat. i doskonale widać, że przy zbiornikach wodnych, morzach, oceanach tworzą się chmury, ale wejdą na ląd, to po 100, 200 km zanikają. Wypada się i już, i tyle. I dalej już nic nie pada, bo..., bo nie ma drzew, które by odparowały wodę, która na nie spadła.
   Już nie wspomnę o przepisie, który chyba z 3 lata temu obowiązywał przez pół roku (opisywałem to na blogu), gdzie umożliwiono na swoich działkach wycięcia wszystkiego w pień bez wymaganych zgód. Oczywiście wioski też nie ominęło i kilkadziesiąt ok. 60 letnich drzew poległo.
   Rżnijmy dalej, jak popadnie, gdzie popadnie, bo jak kiedyś pisałem, na dziś drzewo jest wrogiem człowieka. Te mordercze drzewa stoją wszędzie, przy drogach, na których się rozbijają umiejętnie jadący kierowcy - trza wyciąć, na cmentarzach, na których atakują morderczymi gałęziami - trza wyciąć, przy liniach kolejowych, na których atakują swoimi gałęziami sieć trakcyjną - trza wyciąć, w miastach, gdzie trzeba pod nimi co roku sprzątać liście - trza wyciąć i tak rżniemy je, a następnie, nawet nie zastanawiamy się, czemu nie pada. Ot tak po prostu nie pada i jest fajnie. Mało tego jak po 2 czy nawet 3 m-cach bez opadu 3 dni temu zaczęło padać, to wioskowe mięśniaki, ale chujnia, pada, a było tak fajnie. No z takim podejściem to jeszcze dwa lata i będziemy mieli pustynne tereny.
   Rząd oczywiście ma kasę na zbiorniki retencyjne, czyli paradoksalnie, polecą kolejne drzewa, bo przecież zbiorników na terenach miejskich nie zrobią. Paranoja.
   Przyjdzie nam patrzeć na znikające rzeki, obszary bagienne i proces, w miarę wysychania kolejnych terenów będzie postępował jeszcze szybciej, bo z czego deszcze, jak nie ma z czego odparować. To oni nam zrobili psikusa.
Stacja Toruń Główny, jeszcze z żurawiami wodnymi. Widok od strony grupy towarowej i wyjazdów na Bydgoszcz i Inowrocław.
 Widok właśnie na grupę towarową i dalej na Bydgoszcz i Inowrocław.
Tory odstawcze kiedyś chyba dla składów wagonowych, jeżdżących po okolicach lub EZT, bo tory zelektryfikowane. To cały czas kierunek na grupę towarową. Zdjęcia z przed około 6 lat.
   Dobra, tyle bo dziś mam chęć do pracy. Ładna pogoda, bezchmurnie, słonecznie, bez opadowo, ludzie się cieszą (do czasu).
   Narka.

wtorek, 5 maja 2020

Wtorek #1670

  Mięśniak z rana jak śmietana. Dziś obudził mnie o 10:30, chyba odsypiałem zaległości, 172. Rozbudziłem się o tyle, o ile i już byłem na nim. Z racji jeszcze nie obudzenia kompletnego, gra wstępna dłużej trwała, a jemu, jak widziałem i czułem po czasie się podobało. Pała mu tak stanęła, że prawie by mnie na niej dźwignął. Było miło, jak zwykle trochę go pomęczyłem, po czym jeszcze posiedział chwile i poszedł. I tak mógłbym zaczynać prawie każdy dzień. Zresztą to już pisałem, że, na szczęście, takich przypadków trochę już było.
  Po ostatniej nocy z porniolami, następnej szybko nie będzie. Dwa filmy, które zassałem starczą na długie miesiące. Na razie się nimi "katuję", ale materiał rewelacyjny. Wysłałem do archiwum pocztowego, jakby się coś z kompem stało, bo na stronach filmy są, a następnie ich nie ma i tak już zostaje, wiec dobrym zwyczajem archiwizuję na poczcie w razie "W". Oczywiście jak mają do 100MB, bo taki załącznik mogę wysłać.
  Remont u 979 stanął na weekend, bo spotkania z dawną niby laską. Wczoraj miał jechać do jakiejś laski za kasę, bo mu się ruchać chce, ale wieczorem, jak się dowiedziałem, nie pojechał do niej, tylko do kato. Auto trza robić, bo mu się przegląd zbliża, a z nim tak średnio, a on nim cały czas jeździ, w związku z tym, to ja muszę planować najbliższe dni pod kątem napraw auta, a nie 979, przynajmniej nic o tym nie wiem.
   Dziś inauguracja herbaty z miętą z ogródka i pokrzywą. Z pazerności zrobiłem i z miętą i z pokrzywą, ale taki dziwny smak. Jednak trza robić, albo z tym, albo z tym. Ach - świeża mięta do herbaty - rewelka.
   Na szczęście z zębami nic mi się nie dzieje, ale moja dentystka odeszła na emeryturę, zaraza to przyśpieszyła. Szkoda, bo proste rzeczy robiłem u niej, a po znajomości dostawałem światłoutwardzalne plomby. Teraz pozostanie jej syn, do którego chodziłem z cięższymi przypadkami. Teraz trza bydzie tam latać ze wszystkim.
   Przy okazji zarazy, jak zwykle społeczeństwo się straszy. Tym razem oprócz problemów finansowych, czyli część zdechnie z braku kasy, to jeszcze problemem bezrobocia.
   Przy okazji tych co mają zdechnąć z braku kasy, rozmawiałem z 979 i prawie ścięliśmy się, aczkolwiek mamy zupełnie inne zdania. Powiedziałem mu - mnie Ci ludzie, którzy zeżerają wszystko co zarobią jebią. Ja mam rezerwę finansową i mogą mi naskoczyć.
   Zresztą, dzięki mnie 979 też dorobił się skromnej, ale zawsze rezerwy.
   Oczywiście 979, że nie wszyscy chcą żyć tak jak ja, na co mu - to teraz se tak pożyją. Zabawa się, qrwa, skończyła. Chuj mnie obchodzą Ci co ulegają zakupoholizmowi. Teraz się będą mogli wykazać zaradnością i ekonomią.
   Albo Janusze biznesu, którzy prowadzą od dekady interesy, a teraz nie potrafią dwu miesięcy przeżyć, bo nie mają. Tak, mówią, ale de facto merole, beemy i inne suwy to mają, odpierdolone chaty, ale za chwile, niby, zdechną, bo dwa m-ce przestoju i już dramat.
   Miałem firmę, to był początkowy okres, że było na styk, ale po kilku latach to już był zysk i coś odłożone na godz. W. Ale teraz wychodzi na to, że to ja jestem pierdolnięty, bo nie żyję jak inni, w sensie nie wypierdalam na bieżąco tego co zarobię, a jeszcze, o zgrozo, odkładam. Przecież to dla większości niedopuszczalne działania.
   Wracając do bezrobocia, to też takie pierdolenie o Szopenie. Wystarczy spojrzeć na pierwszą lepszą statystykę demograficzną by zobaczyć, że roczniki odchodzące na emeryturę są dwa razy większe od tych wchodzących na rynek pracy.
  To skąd niby to bezrobocie ma się wziąć? Tym bardziej, że wyjechali Ukraińcy i zwolnili msc. pracy. Mieli ocieplać blok na wiosce, to postawili rusztowanie i tyle, bo robotnicy wyjechali i budowa stoi. Są msc. pracy - są, i będą. Te roczniki co kończą szkoły tego nie pokryją, ale jak zwykle pracodawcom marzy się powrót do lat 90-ych i 5-ciu na jedno miejsce.
   Ale jakby to było, gdyby nie straszyć społeczeństwa, tłuszczy, nie trzymać jej pod butem. Źle by się rządziło, oj źle. A tak, głupia tłuszcza, oczywiście boi się bezrobocia i łyka jak głodne pelikany, wszystko co Ci ciepną medialnie.
   Kończę, bo dziś 979 do 15:00 to wnet będzie. W ramach zdjęć wykres demograficzny.
   Narka.

sobota, 2 maja 2020

Sobota #1669

  Wczoraj wieczorem, czy nawet późnym popołudniem 979 pojechał do niby laski, spać u niej. Zapowiadał się spokojny wieczór na stacji bez składów, to też postanowiłem ruszyć flachę. 979 mówił, że spać na st. mac. nie będzie, więc nie piję przy nim, czyli go nie wqrwiam piciem przy nim, bo on przecież na odwyku.
   Zasiadłem do symka, z flachą, ale po jakiś 40 min wypierdoliło w kosmos serwer i zabawa się skończyła. Postanowiłem więc zrobić wieczór przy porniolach.3h przeglądanie filmików na gayforit przyniosło efekt, że już na sam koniec, a już chciałem skończyć wcześniej, trafiłem na film roku. Mimo, iż do końca roku jeszcze trochę to już wiem, że to będzie film roku.
  Dziś rano zastanawiałem się, po co w zasadzie jest ten cały przemysł pornograficzny, skoro, co już kiedyś pisałem, wygrywają filmy amatorskie. Takie bez ściemy, bez grania aktorów, autentyki, trochę fatalnie kamerowane, tzn. przeważnie to kamera na statywie lub na czymś postawiona, do tego źle, pod światło, abo za ciemno, ale co zrobić, skoro nagrywający o tym mają małe pojęcie. Mimo tych niedociągnięć są to filmy robiące wrażenie. To podobnie jak moje spotkania z mięśniakami. No przecież to nie jest tak, że jak go dwa razy klepnę, to on już stęka, tylko bierze to na klatę i tyle. Dopiero po jakimś czasie widać grymas na twarzy, że jednak oddziaływuje, ale to nie jest jakieś tam sztuczne stękania wyginania się itp. Już przy poprzednich maratonach porno, przeważnie to właśnie filmy amatorskie okazywały się tymi działającymi na mózg. Po co więc ten przemysł porno. Czy to już jego schyłek?
   W dobie łatwości nagrywania, wciepowania do sieci, chęci zaistnienia na szklanym ekranie, takich pozycji jest co raz więcej i dobrze, bo przynajmniej robią konkurencję, czy nawet wypierają przemysł porno, który został jakoś w tyle. W zasadzie te same schematy od lat, nagrywane ze sztucznie grającymi aktorami, z których jeden leżący, patrzy na tego obciągającego jakby to krowa robiła.
   Oczywiście zdarzają się amatorszczyzny, które może i by wypadły dobrze, gdyby kamerujący miał jakiekolwiek pojecie o sprzęcie który trzyma w rękach i wiedział co chce nagrać. Buble w tym dziale zdarzają się często, to u tych, którzy na siłę chcą zaistnieć, a nie mają nawet odrobiny wiedzy, jak kamerować. Lepiej by to wypadło, gdyby zamiast tego z kamerą stał statyw. To coś podobnego jak 374. Jak się nauczył źle kamerować, to do dziś to u niego jest. Utrwaliło się, na nic były moje uwagi, nie wiem czy innych, ale filmy z pod jego ręki to żenada. I być może takie osoby kręcą czasem te porniole, nie reagując na uwagi innych, nie będąc zdolnymi dokonać autokorekty, poprawić kamerowania.
   Dobra, zostawmy temat, stary jak świat. Należy się cieszyć, że dotarliśmy do takiego rozwoju cywilizacji, że mamy do tego dostęp, darmowy o każdej godzinie w ciągu dnia.
   Remont u 979 trwa, ale nabrał tempa. Zmobilizowałem się i robię już konkrety, wcześniej to tam się snułem niewiele robiąc, a w zasadzie będąc jedynie towarzystwem dla 979, który sam też niewiele robił. Teraz oboje nabraliśmy chęci do pracy, może moja chęć udzieliła się i jemu. Oczywiście robię nowe rzeczy w życiu, jak osadzanie i obmurowywanie ramy drzwi do łazienki, po wcześniejszym zwaleniu części muru. Do tego prowadzenie kabli i osadzanie puszek do wyłaczników i gniazdka. Postanowiłem obmurować te puszki, a nie jak to się robi standardowo, że wpierw mur, następnie się go kuje pod owe puszki. Elektryka to już leci normalnie, w sumie to już 5-ta instalacja którą robię kompleksowo.
  W przyszłym tyg. chce się zabrać do kończenia remontu u siebie. Czas najwyższy, a jeszcze w kolejce stoi auto od 979, które w tym miesiącu ma mieć przegląd.
  No i trochę o zarazie. Czemu mam nieodparte wrażenie, że znowu poszła koperta od marketów, by je odmrozili wcześniej jak później. Przy obecnym przepisie, sklepy mają w zasadzie max, przepustowość i nie wiedzę już żadnych kolejek. Czyli znowu markety wygrały, bo w małych sklepach obostrzenia jak były, tak są. W pobliskim mieście w brico ciulstwo może przebywać wewnątrz, jednocześnie 240. W normalnych warunkach tam tylu ludzi nigdy nie widziałem. To jakie to obostrzenia, jeżeli w sklepie może być tyle osób.
   Rząd się teraz zachowuje tak, jakby kto da wiyncyj, ten dostanie ulgi.
   Miało nas zalać deszczami, walić nimi przez całą majówkę, a na razie łącznie padało i to słabo 3h, a na zdjęciach sat przejaśnienia. Oj w tym roku z wodą będą problemy.
   Tyle, bo dzwonił z kato 979, że za chwilę będzie wracał, a ja jeszcze w czasie rozruchu porannego. Trochę opóźnionego, bo śniadanie w kolejce. Wieczorem po flaszce wzięło mnie na żarcie, to z rana nie byłem głodny.
  Dziś ze zdjęć stacja Chełmek.
Semafory wyjazdowe, uwagę zwraca b. rzadko stosowany w takich warunkach sem. niski N2m po prawej stronie. Przeważnie niskie semafory są spotykane na peronach, np. w Ch-wie Batorym, Lesznie i innych stacjach, ale na peronach. Na gruncie to rzadkość. Głowica wyjazdowa w stronę Oświęcimia (powyżej).

Powyżej semafory wyjazdowe w stronę Libiążą i nastawnia dysponująca po lewej nad wagonami ciągniętymi przez Czeską lokomotywę.
  Tyle, bo mnie tu jeszcze 979 zaskoczy. Narka.

środa, 29 kwietnia 2020

Środa #1668

   Tak widzę, ze zszedłem do dwu notek na tydzień. Fakt, przez zarazę mniej się dzieje, a może nastąpiła stabilizacja...
   Pojechałem do 824 i jest gorzej niż było. Tzn. z mózgiem. Przestaje już pamiętać info z tego samego dnia. Pyta się o remont u 979 odpowiadam mu, po czym po godzinie znowu pyta się o remont u 979.
   W lodówce jak zwykle, a może nawet jak dawniej. Znowu jest pełna, przy czym połowa rzeczy nadaje się do natychmiastowego wywalenia. Biały ser wywaliłem, ale nie wiem czy go nie wyciągnie ponownie.
  Znowu ta sama rozmowa, choć krótka, bo nie drążyłem tematu, czemu lodówka jest pełna, że nie da się tam wrazić nawet dwu bułek, skoro on chce się odchudzać?
  Oczywiście jak zapytałem się czemu kupuje tyle białego sera, a go nie żre, to ta sama odpowiedź od lat - myślałem, że zeżrę. I tak ze wszystkim, co jest w lodówce, a co się psuje. Jak powiedziałem, by zamiast 30 dkg. kupował 10 dkg to mnie wyśmiał. No jasne, lepiej to wywalić do śmietnika i inne rzeczy też. Od 10 lat to samo. Już naprawdę hamuję się z dyskusjami n.t., ale jednak to później przeżywam. Tam by się jeszcze dwie osoby spokojnie wyżywiły, a tych przyzwyczajeń nie idzie pozbyć się od lat. Musiałbym tam chyba zamieszkać na tydzień i chodzić z nim na zakupy. 
      Autobus do miasta 824 w zasadzie pusty. Nadal zastanawia mnie, kto za to zabuli. Za to z powrotem jak jechałem, to myślałem o tym marnotrawstwie u niego i jechałem innym nr niż zwykle i wysiadłem za wczesniej. Tzn. tam gdzie bym wysiadł jadąc tym drugim, a pierwszym mogłem podjechać bliżej wioski. Wqrwiłem się, bo tram tez nie było, już pocięte, bo brak kasy, to lazłem 3,5km pieszo, to mi wqrwienie przeszło w drodze. 
   W całym tym objeździe widziałem tylko jednego ładnego mięśniaka, to kurier z dpd, bowiem jak lazłem do wioski skrótami, to trzy auta z dpd stały i przeładowywali przesyłki. Reszta widziana w trasie, w mieście to średniactwo. Ach, gdzie te mięśniaki?
   Recesje w pobliskim mieście już widać. Ta miejska firma, która kupiła śmieciarkę nie nadającą się do wywozu kubłów za pół bańki, która stoi 3 m-ce, teraz utraciła prace w mieście, choć jest miejska. Przyszedł inspektor z miasta i powiedział że jedynie dwie inwestycje, które robią będą kontynuowane, a reszta idzie w pizdu. Lepsze, że firma miała tyle robót z m-ta zaplnowanych, że wzięła podwykonawców, a teraz nie wiadomo jak z tego wyjdzie bo umowy z podwykonawcami już spisane. Oczywiście nie wiadomo co z pracownikami, bo info dopiero przyszło do firmy, to też pracownicy w niepewności.
   No i ostatnio, znaczy się w nd. zmęczyłem 172. Tym razem jego plecy. Pod koniec już miał trochę dość, co widziałem, ale dzielnie znosił moje wyczyny. Wcześniej, jak to rasowy CS, przez tel. z kimś tam gadał, że mu połamie nogi, bo mu wisi kasę. Co za ironia losu.

  Zdjęcie wnętrza klasycznego, starego, EN57, jeszcze z krótkimi uchwytami, nad siedzeniami. Późniejsze wersje miały już rurkę wzdłuż całego siedzenia.
Charakterystyczne jeszcze dla starych siedzeń były krzywo przykręcane nóżki od nich. Praktycznie każda była pod innym kątem, wygięte do przodu, tyłu, w lewo, w prawo.

 A skoro takie, oryginalne stare siedzenia, to i jednostka stara. To ta poniżej.

 Jeszcze w 2011 grasowała po sieci PKP. Dziś to pewnie już z niej zrobili inne rzeczy, po spotkaniu z hutą.
  I na koniec, notka później, bo właśnie był 172. Ja prd te jego plecy, bo dziś znów one, to przejebane. A co ciekawe, po niedzielnym zmęczeniu go, dość ochoczo przystał, że znów na plecach. Mięśniaki mnie ciągle i nieustająco zaskakują.
   Narka.

piątek, 24 kwietnia 2020

Piątek #1667

   W ramach zarazy, dostępu do netfixa, HBO-go, oglądamy różne filmy. W większości z nich, niestety, tych amerykańskich, jest przekaż, że Ci na górze są nienaruszalni. Wadźcie się między sobą na dole, ale tych na górze nie ruszajcie, dlatego że ich ochrona w postaci niebieskich Was zgnoi. Oni są tacy dobrzy, działają na Waszą rzecz, dbają o Was itp. bzdety, a jak coś się tam spierdoli, to ot taka drobna wpadka. To nic, że będziecie musieli się na to ściepnąć, ale, przecież, cały czas o Was dbają.
   No i te teksty poruszane w wielu filmach. Jak nie będziesz grzeczny to przelecę Twoją matkę, córkę i może starego, jak się zastanowię. Do partnera (którego niby się ceni) gada się: jesteś porąbany, jebnięty, walnięty, pierdolnięty ipt.
   Co to za jakiś shit? Oczywiście, to głupie społeczeństwo, odbiera to jako normę zachowania, a po za tym myśli tylko o wypłacie od 1-go, do 1-go i tyle. I tyle ich zaspokaja. Takie marionetki. Cokolwiek stanie się na górze, to ich jebie. Mają to totalnie w dupie i oni, od wieków, wiedzą o tym. Jedyne co ich interesuje to kasa, ale dla siebie, i tyle. Jak już mają tyle, że im starczy, to to, co dzieje się na górze ich totalnie wali. Smutny ten przekaz z filmów, jeszcze smutniejsze zachowanie się ludzi.
   No cóż, takie czasy, a będzie jeszcze gorzej, wszak w ub. roku strajk nauczycieli, w tym zaraza, jeszcze w przyszłym coś wyjdzie i edukacja kilku roczników pójdzie w pizdu. Do tego przekaz z TV o średnicy, mnożeniu i innych działaniach...
   Uszyłem sobie maseczkę, taką lajtową, by można było w niej dychać. Pracę wykonałem w czasie odchudzania się wczoraj, a dziś drobna poprawka i już zajebista maseczka jest do użytku i za darmo, ze staroużytecznych materiałów.
   Remont u 979 trwa, ale wczoraj i przedwczoraj wolne. Tak wyszło przedwczoraj, a wczoraj byłem u 820 na połówce flaszki koniaku. Tak siedzieliśmy u niego w ogródku i gadaliśmy, a po 3h byłem już poważnie zmarznięty. Dobrze, że u mnie nagrzane to jakoś doszedłem do siebie.
   Trochę pogadaliśmy o starości, trochę o rynku pracy, o samotności ludzi starszych, on na przykładzie swojego ojca, ja na przykładzie 824, o bieżącej sytuacji z zarazą - mało, ale to też temat oklepany, to po co jeszcze o tym gadać.
   Po za tym siedzę w symku kolejowym, ale nie udzielam się tam w ogóle. Robię scenerię, może uda się ją wydać za 3 m-ce, jak dobrze pójdzie, bowiem robi się ciepło i zajęcia z kolejki cisną się do realizacji, a po jakiejś zimowej stagnacji nabieram energii do pracy, co bardzo pozytywnie odbieram.
   172 był ostatnio oczywiście wqrwiony, bo laska go przejechała po ręce nożem. Tam to dopiero są jazdy. Mówię mu, by się rozeszli, ale widać taki styl życia obojgu pasuje. On stęka, a jednak nie chce się jej pozbyć z mieszkania, a po kłótni, choć z udziałem narzędzia ostrego, romantycznie przechadzają się po wiosce.
No i zdjęcia.
Tak wygląda z zewnątrz, i jeszcze jedno ujęcie od frontu.
A poniżej jak wygląda w środku.
nastawnia wykonawcza CH-1 stacji Chrzanów. Nie wiem czemu H w nazwie nastawni jest z dużej, powinno być z małej, ale nomenklatura kolejowa w tym względzie jest dowolna przez zamawiających tabliczki.
  Narka.

poniedziałek, 20 kwietnia 2020

Poniedziałek #1667

   Wczoraj w wiadomościach TVN ukazał się materiał nt. suszy w kraju. Już ostatnio na necie czytałem, że niski poziom wód po zimie w tym roku odnotowano w 49 badających poziomy stacjach, w ub. roku było to analogicznie w 10-ciu.
   Podsumowaniem owego materiały o suszy, było że my mamy (UWAGA!) oszczędzać wodę. Nosz qrwa - znowu my. Gdzie nie popatrzeć, to formuła z filmów Zelgeist jest cały czas aktualna (zyski się prywatyzuje, a koszty uspołecznia). Teraz oni wyrżneli lasy, zerwali łańcuch tworzenia się deszczy, przycięli na tym niezłą kasę, a my mamy za to bulić. Oczywiście w materiale nieśmiało hydrolodzy powiedzieli, że betonujemy okolice. Ale co znaczy my betonujemy okolicę. Ja qrwa ją betonuję, mój sąsiad idzie i wyżyna lasy pod zabudowę jednorodzinną? Ja wydaje na to pozwolenia, 979, 230, 972, czy inni? Nie qrwa, więc czemu teraz my mamy bulić, za to co oni zrobili.
  Jak byłem na objeździe autobusami po aglo, to w Sosnowcu nawet części lasu sprzedali pod budowę domków. No jaja normalne. Oprócz tego w każdym mieście gdzieś zniknęły zielone tereny na rzecz magazynów, sklepów, oczywiście stawianych na mapach na zielonych terenach, które dla urzędników są chyba tylko przeszkadzającymi lub tymi, na których można zarobić.Następnie się dziwią, że deszcze nie padają. W wiosce też co chwile coś wyżynają, gdzie nie popatrzeć, to coś jest wyrżnięte. PKP też w całej PL wycięła drzewa w pasach przy torach  bo może. Przekop mierzei, ależ czemu nie. Tunel do Świnoujścia i kolejne lasy, ależ czemu nie, stadion w Dąbrowie górniczej w lesie, ależ czemu nie.
   I tak można by w całej PL wymieniać ile w ostatnich latach straciliśmy drzewostanu, terenów zielonych. Nikt się tym nie przejmuje, dopóki ktoś nie powie wprost - stop wycince drzew gdziekolwiek. Paradoksalnie jest nas co raz mniej, a co raz więcej terenów niszczymy. No i ostatnia moda na zabudowę jednorodzinną. Teraz zamiast drzew są lasy domków jednorodzinnych.
   Ok. Ceny wody już poszły do góry, pewnie je jeszcze dźwigną, jak w kolejnych miastach w lecie zacznie jej brakować, a w Skierniewicach, w których brakło wody, to obok wybudowali największy w PL park wodny. No debile. I teraz taka wielka ssawka w postaci Mszczonowskiego parku wodnego zasysa hektolitry wody. Katastrofa już się zaczęła. Nie demograficzna, ta na szczęście idzie w odwrotnym kierunku, tzn. ubywa nas, ale w przyrodzie ruszyło. Łańcuch został zerwany i za nim, polecą gatunki zwierząt, ryb, owadów itp. dla których woda jest nieodzowna do życia. Myślałem, że ta rzeź nastąpi po moim zgonie, ale widzę, że to jeszcze za mojego życia może być fatalnie.
   Najgorsze w tym, że tego nie da się szybko naprawić, mało tego nikt się do tego nie zabiera i na razie zabrać nie chce. Bezwiednie patrzymy jak susza nadciąga wielkimi krokami i nic. I totalnie nic się nie dzieje, oprócz stałej wycinki drzewostanów. Jak widać góry już nie wystarczą do odnowienia deszczy, a na wyżynach i równinach skutecznie wyrżnęliśmy, wyżynamy kolejne połacie lasów, by postawić lasy domków jednorodzinnych. No brawo.
   W tym wszystkim optymistyczne jest przychodzenie 172. On i jego mięśnie to wentyl bezpieczeństwa dla mnie. Paradoksalnie mam więcej seksu jak 979, który nie umie się otrząsnąć po rozstaniu z niby laską. Przy jego wyglądzie to dopiero bym zwojował świat. Najlepsze jest to, że nadal, mimo mojego wieloletniego sączenia mu do mózgu, uważa, że jest brzydki. No jakaś paranoja. Widać to co za młodu słyszał to utkwiło bardzo głęboko i nie da się tego wymazać.
  Głowica rozjazdowa przy nastawni KMO, stacji Zabrze Makoszowy Kopalnia. Widok na kopalnię ze stacji. Nastawnia KMO jest po lewej stronie, a ZMK po prawej stronie. To rzadki przypadek stacji w, którym dwie nastawnie dysponujące są na przeciw siebie. W sumie to nie znam takiego drugiego przypadku w PL. Nastawni nie widać, ale może następnym razem je obie pokaże.
   Tyle, i dziś bez cenzury. Narka.

piątek, 17 kwietnia 2020

Piątek #1666

   Wczoraj wybrałem się na objazd po aglomeracji, bowiem siedzenie w domu to już tragedia, nie wiadomo, czy będzie industriada, to postanowiłem pojechać. Objazd krótki, bo od 10:30 do 17:00. Normalnie to od 09:00-22:00. Mimo tego picia wziąłem tyle co zawsze, żarcie, w ramach słodkiego czeko z orzechami.
   Przesiadki 10 min przeważnie na siku, gdzieś tam, jakby była potrzeba, choć korzystałem. Jedynie w ostatnim przesiadaniu było 5 min więc już bez przerwy na siku. W ramach objazdu byłem na dw. kolejowym, teraz to w zasadzie p.o. Dąbrowa Górnicza Ząbkowice oraz Sosnowiec Maczki. Ta pierwsza dawna stacja ma jeszcze budynek stacyjny, ale mocno zdewastowany, z zamurowanymi oknami i zabitymi płytami, tam gdzie mur został wywalony, bo plądrujący mogli wejść do środka. Przykry widok niszczejącego budynku. Peron zrobiony z takich samych płyt od torowiska, jak peron na Warszawie Odolanach. To już chyba nieliczne perony takie stare uchowały się w PL.
   Drugi dworzec Sosnowiec Maczki, historyczny, bo przecież graniczny, też po dewastacji w środku, zabity dechami, z jakimiś, choć niedawno zrobionymi instalacjami odgromowymi, zerwanymi, mimo tego, że w płd. głowicy na peronie ma budkę ochrona. To nietypowe zjawisko, że dworca nieczynnego (w sensie budynku) pilnuje całodobowo ochrona. Nie wiem jak to będzie wyglądało za 10 lat. Nadal ochrona będzie pilnowała budynku, w którym miasto nie ma żadnej koncepcji zrobienia czegokolwiek? Może zrobić tam wydział dróg i mostów UM, i wtedy budynek będzie spełniał jakąś funkcję, przy okazji będzie się sam jakby pilnował. Dziwna sytuacja. Z jednej strony zrozumiała, miasto pod naciskami chroni (nie wiem czy to nie kolej, ochroniarza się nie pytałem) budynek, w którym nic nie ma. Przy okazji remontu, czy malowania elewacji, pozbyto się zabytkowych wiat które po obu stronach budynku były. Zdjęcia nie będę dawał, można znaleźć na necie, a swoje mam gdzieś ale musiałbym poszukać.
   W autobusach z napełnieniami różnie. Od pełnych, tzn. tych połowę miejsc siedzących, do pustego autobusu w którym sam jechałem z dworca w Maczkach linii 220. Dopiero po 5 km zaczął nabierać ludzi. Zasadniczo, co zrozumiałe, jedni kierowcy się ciepią o byle co, nawet o siadanie nie na tych miejscach, na których  nie POWINNO się siadać, drudzy mają to gdzieś ile jedzie. Pewnie zaliczałbym się do tych drugich. Wszak niektóre linie jeżdżą co 40 min i wyciepowanie kogoś z pojazdu jest słabe, a już, to co było w mieście 824, jak te stare babcie wywalał, już w ogóle beznadziejne. Cóż, do niektórych doszło trochę władzy, to z niej korzystają jak mogą. Teraz mogą się wykazać, jacy to ważni są. O chaotycznym rozmieszczaniu siedzeń dozwolonych i mniej dozwolonych do siedzenia nie będę się wypowiadał, bo robiły to osoby, których mózg jest w dużej części wyłączony z działania.
   To podobnie jak projektantów dróg, tych z miast, którzy to aprobują. Średnicówka, choć jest nową drogą (902) w aglomeracji, już w dwu miejscach ma być przebudowana, bowiem - nie mieści ruchu. Oczywistym jest, że ktoś za to odpowiada, ale jak zwykle nie ma winnych, albo totalnie nic im się nie robi.
   W pobliskim mieście jest MPGK, w którym zakupiono 3 m-ce temu śmieciarkę nowoczesną za 500.000 zł. Co z tego, jak w biurze ktoś podpisał papiery na rozmieszczenie chwytaków do kubłów, jakich w rejonie nie ma i owa śmieciarka stoi, bowiem nie podniesie żadnego kubła. Teraz trwają negocjacje z producentem, który jasno mówi, takie zatwierdziliście, takie zrobiliśmy.
   Głupota, co kiedyś pisałem, jest co raz bardziej widoczna w otaczającej nas rzeczywistości. Trudno, dożyliśmy takich czasów.
  Zdjęcie porzuconych, do złomowania semaforów po przebudowie stacji Gliwice, z których kiedyś pozyskiwałem układy optyczne z daszkami. Dziś niektóre świecą na st. mac. jako wystrój wnętrz. Jakby pykła kopalnia, to takie semafory mógłbym pozyskiwać legalnie i umiejscawiać przy torach. Tak niestety świecą w domu.
   Narka i do zaś.

wtorek, 14 kwietnia 2020

Wtorek #1665

   Zaraza nadal panuje, ale jakby się z nią oswoiliśmy i rząd również. Tym bardziej się z nią rząd oswoił, że pewnie jak policzyli, to im kasy braknie, to też już przebąkują o luzowaniu restrykcji, mimo iż tempo przyrostu zdiagnozowanych jest 3x takie, jak w dniach, kiedy te restrykcje wprowadzali, czyli miesiąc temu, bo 12-03 byłem w kaufie, kiedy wykupywali co się da i jak się da.. Skoro miesiąc temu dzienny przyrost był na poziomie 50 nowych zdiagnozowanych (od 16 marca), a ich łączna liczba 19 marca wynosiła 355, to zastanawia, czemu teraz skoro przybywa dziennie ok. 250 nadal, zarażonych jest 7049, już luzują restrykcje.
  Kasa, jak nic kasa i to co pisałem przy okazji świńskiej grypy w 2009. Wtedy też zaważyła kasa, bo byliśmy po kryzysie, a teraz za chwilę się wpędzimy w poważny kryzys, o czym Ci na górze wiedzą, to idźcie się zarażajcie, bo kasa jest najważniejsza. Wiem trochę wyolbrzymiłem, ale nie rozumiem tych działań. Szczyt zachorowań, o czym wszyscy mówią jeszcze przed nami, a tu luzowanie. To mnie się coś pochrzaniło, czy ta kasa jest najważniejsza?
  Mało tego, to pokazuje stan finansów państwa. Po 5 latach wzrostu gospodarczego nie mamy kasy, bo całą rozdaliśmy i teraz nie jesteśmy w stanie, dla bezpieczeństwa rodaków, utrzymać restrykcji, bo kasy brak. Czyli jak brak kasy, to bezpieczeństwo, o którym tak chętnie i często ujadają, oni mają w dupie, ale wybory tak, bo koryto najważniejsze. Dźwiga mi się, jak do tego wejrzę głębiej.

  Święta i po świętach. Ruch na stacji w zasadzie był w normie, trochę więcej gadałem z 979 bo były warunki, a on coś ostatnio zrobił się rozmowny, czego wcześniej jakoś nie obserwowałem. Fajnie, bo do takiego stanu chciałem doprowadzić, że rozmowy będą się odbywały i będziemy wymieniać myśli i poglądy.
  979 jest naładowany zarazą. Może dlatego, że bombarduje się, czy jego bombardują informacjami, choć sam zaczął szukać drugiego dnia w zarazie, bo jak mówi:
 - ludzie nawet jak srają robią foty, a nie ma żadnych fot w sieci ze szpitali, przynajmniej do niego nie docierają i nie są rozsyłane. Może w tym coś jest.
   W nd. pojechałem na wąskotorówkę do Bytomia Karbia. Chodząc tam po torach zastanawiałem się, jakby to było, jakby kopalnia pykła i dostałbym ten układ torowy, znacznie bardziej rozbudowany jak ten na wąskotorówce. Nastawnia BKW nie ma ani jednego sprawnego rozjazdu sterowanego z niej. Wszystkie przekłada się ręcznie. Są semafory świetlne, ale dopiero je podłączają pod przekaźniki. Jakiś obwód torowy zrobili przy samej nastawni i w zasadzie z automatyki tyle.
   Generalnie tory są zaniedbane. Robią nowe torowiska, ale przy starych nic się nie dzieje, a przecież konserwacja jest potrzebna, choćby smarowanie rozjazdów, a tam wszystko suche. Jak miała być impreza w kwietniu 2 lata temu, to przy RCL wszystkie rozjazdy zostały przesmarowane (teraz ich już nie ma). Co ciekawe nastawnia BKW jest wpisana do szlaków zabytków techniki, a nie jest sprawna. W takim razie wpisanie sprawnej RCL nie powinno stanowić problemu, ale koperty, łapówki inicjatywę położyły. Ja też ślepo zawierzyłem miastu, a sprawę trza było wyprowadzić po za miasto i nagłośnić. Tak, oni se po cichu sprawę zamknęli i tyle.
  Pod wieloma względami na RCL było by łatwiej, bo choćby przebudowa, rozbudowa torowisk. Nie musiałbym robić wszystkich pod nacisk lokomotywy, a oni muszą. Mnie wystarczyło by utrzymanie kilku torów na ewentualny wjazd jakiegoś loka z wagonami, czy parowozu, bo Pyskowice chciały przyjechać parowozem. Resztę mógłbym przebudowywać na tyle na ile były by to korzystne, a materiały z PLK staroużyteczne można by były pozyskać bez problemów, jak również z likwidowanej obecnie kop. Śląsk, gdzie torowiska też idą na złom.
   Dobra, bo zaś popłynąłem w coś co już nie będzie. Dlatego jak się zmobilizuję to głosowanie na Biedronia i nikogo więcej. I jak nie przejdzie, to będą chyba ostatnie wybory w życiu.
  W ramach wspomnień Stacja Ruda Wschodnia, przez którą drezynami mieliśmy jeździć do Chebzia.
Semafor wyjazdowy H (po prawej) i zamienione z semaforów tarcze zaporowe F i G. Wyjazd w kierunku RCL. W tle widoczne rogatki przejazdowe, zlikwidowane jeszcze w trakcie negocjacji z miastem. Ich likwidacja była nam na rękę.
   Narka.

piątek, 10 kwietnia 2020

Piątek #1664

 Pisałem kiedyś, że 824 ma bezsenność, a przynajmniej krótko śpi w nocy, ale zauważayłem, że przysypia w ciągu dnia. To by tłumaczyło, krótkie spanie w nocy, bowiem za dnia jest wyspany.
   Jechałem do niego autobusem. Wsiadam w połowie trasy, ale tym razem autobus był pusty i przez jeden przystanek jechałem sam, a od następnego już dwie osoby (razem ze mną, bo dosiadła się jedna). Do pierwszego dużego m-ta przyjechało nas 4 osoby, a do drugiego 5 osób. Tu musiałem się przesiąść na następny autobus. Na drugim przystanku już było pełno w autobusie, to ten idiotyczny pomysł by jechała połowa msc. siedzących w nim. Nowe autobusy, podobnie jak tramwaje przystosowane są do szybkiej wymiany, więc mają mało msc. siedzących,a w części środkowej przestrzeń do stania, dość przestronną, by zmieściły się np. dwa wózki, to też od 3-go przystanku kierowca się ciepał o za duża ilość osób w autobusie i nie pojedzie. Problem w tym, że średnia wieku to było jakieś 65 lat (godz. dla geriatrionu), więc dla babć o laskach mógłby sobie dać spokój, tym bardziej, że autobusy jeżdżą na niektórych liniach w/g sobotniego RJ. No i jeszcze jedno. Niby tak dbają o nas w tej komunikacji miejskiej, ale w autobusach są, przeważnie na tylnych nadkolach, siedzenia zwrócone tyłem do siebie, przeważnie przyklejone tyłami. Na tych 4 siedzeniach mogą siedzieć dwie osoby zwrócone tyłem do siebie. No ale, ale. Przecież jak siedzą tyłem do siebie, to osoby siedzące są w odległości 30 cm od siebie. No i co? Czyli stać w odległości 2 m od innych osób nie można, ale siedzieć 30 centów od drugiej to już można. Znowu kolejny głupi pomysł, którego nikt dotychczas nie zweryfikował, to też na kilku liniach w aglomeracji jeżdżą podwójne autobusy. Za pierwszym jedzie zaraz drugi, by mogli pojechać. Nieprawdaż, że fajny przepis. Ale, oczywiście, ten co go wymyślił nie będzie płacił za te dodatkowe kursy, za w ogóle puste kursy, tylko to my będziemy za to płacić. 
   No i w sukurs deficytom przyjdą nowe podatki wymyślone przez rząd. Brakuje jeszcze 10% od wypłaty podatku zad oddychanie i budżet dla nich zasilimy ponownie. To tylko rząd, ale jeszcze pozostały samorządy i ich nowe, jeszcze nie ogłoszone podatki. Bo przecież i na tym polu trza wyrównać niedobory, o których co raz głośniej krzyczy prezydent wawki. 
   Notka miała iść wczoraj, ale u 979 zrobili półetat, to jak kończę rozruch poranny, to on akurat jest po pracy no i nie da się pisać, bo jest, następnie co drugi dzień lezę do niego na remont, a popo jak zwykle ruch na stacji. 
   Z wczoraj na dziś 979 spał u niby laski, ponownie jakoś się z nią widuje, bo, jak mówi, dupić mu się chce. Teoretycznie stacja powinna mieć tory wolne w nocy, ale 230 w związku z tym stwierdził, że zostaje, bo mu się nie chce jechać do domu. 
   Teraz piszę kiedy on jeszcze śpi. 
   Wizyty w biurze pracy telefoniczne, to też ponieważ budynek zamknięty, to przesunięto mi termin na koniec maja. Bardzo się z tego cieszę, bo jak jeszcze będzie panowała zaraza to osiągniemy już lato, nadto zaczną się rejestrować nowi bezrobotni z działów zamkniętych przez państwo, to myślę, że zostanę ułaskawiony na dłużej (będą mieli komu wciskać oferty).
   Tyle, bo wnet wejdzie na stację 979 i już nic nie napiszę, a dziś lezę do niego na remont. 
   Narka.
  

wtorek, 7 kwietnia 2020

Wtorek #1663

   No to się pomału zaczyna kryzys u ludzi, którzy tracą pracę. Na razie jest to tylko utrata pracy, bo jeszcze jakieś finanse są, ale niewielkie, za to za m-c będzie już mini dramat, jeżeli to jeszcze miesiąc potrwa.
   Staje też budowlanka. 840 dopiero co założył firmę i robi jako podwykonawca na budowie domków, które teraz przestały się sprzedawać, po tym jak banki przestały dawać. 840 z kolegą robią dachy, więc jeszcze mają kilka domków do zrobienia, ale z następnych murarzy, głównie Ukraińców już wysłali do domów, wiec kolejnych dachów nie będzie, a tu dopiero co załatwiła się dotacja z Urzędu pracy w wysokości 21 tysi. W tej sytuacji, w ogóle bym tej dotacji nie brał, bo czy on się rok utrzyma na rynku?
   My na szczęście możemy spać spokojnie, a dzięki moim działaniom i 979, choć u niego trochę krócej, bowiem już się pojawiają problemy przez jakiś czas przeżyjemy. Od pn. on na półetat i tylko podstawa, czyli minimalna krajowa.
   Dziś jedziemy do 824. Pewnie to ostatni wyjazd nim zaraza się rozwlecze również w wiosce. W końcu ktoś ją tu kiedyś przywlecze, wszak ludzie do pracy jeżdżą normalnie, więc spotykają się w miastach z innymi.
   W nd. byłem u 972. Standard w relacjach rodzinnych. Żona chce go pozwać o alimenty, bowiem nic nie płaci na nią, tak twierdzi, a z nim na osobności nie rozmawiałem, bo była ona i najstarszy skurwiel, który teraz ma złoty okres, bowiem nie można wychodzić i cały dzień gra w gry, w tym Call of Duty. 972 już kiedyś mi mówił, że się wqrwia z tego powodu, bo go musi utrzymywać go w domu, a on nic nie robi. Mimowolnie na relacje rodziców młody patrzy i pewnie część z nich przeniesie na swoje poletko domowe. Na szczęście myślę, że 979 przejął ode mnie te dobre nawyki, które w życiu mu się przysłużą.
   Zbieram się do 824, u którego z pamięcią coraz gorzej.
  
  Sem wyjazdowy K10 2/m w stacji Chorzów Stary. Tej roślinności już nie ma. Kolej jak zaczęła siec, to poleciały nawet starodrzewy przy torach, choć mogli je jakoś zostawić.
  Przy okazji, co kiedyś pisałem, uważam, że za suszę odpowiada właśnie masowa wycinka lasów, roślinności. Wczoraj widziałem film z przekopu mierzei wiślanej. Już pomijam fakt, że hydrolodzy stwierdzili, że przekopanie nie będzie miało znaczenia dla ekosystemu, jak dobrze wiemy, z lekcji fizyki w podstawówce, że będzie miało, to znowu pod piły trafiła cała połać lasów. Tylko po to, by do Elbląga wpływały statki.
   Nie ma na świecie spójnych działań dot. przyrody i sami ją niszczymy, oprócz tego że mini zaraza nas teraz niszczy w niewielkiej ilości. Do 500 000 ludzi, które położyła świńska grypa w 2009, jeszcze nam bardzo daleko.
    Tyle, do następnego.

sobota, 4 kwietnia 2020

Sobota #1662

   W dobie zarazy, jeszcze nie takiej jak w 2009 roku, co raz bardziej nas ograniczają. Niby dobrze, dbają o nas, ale z drugiej strony szkoda, że tylko po wzrostach gospodarczych. Jak była recesja 2009 to olali nas całkowicie i pozwolono na świecie kopnąć w kalendarz ponad 500 000 ludzi. Ktoś ich wtedy za te zaniechania rozliczył?
   A teraz? Pęd do koryta jest niezaburzony, byle tylko zostać na tych stołkach. Aż mi się robi, dlatego może się przełamię i polezę na Biedronia głosować. I nie chodzi tu o to co mówi, ale o to, podobnie jak było kiedyś ze Stanem Tymińskim, ktoś jeszcze pamięta?, że jest spoza układu i to jest najważniejsze. Wypierdolić ich stamtąd z hukiem, ale... Mało realne, bo nasze społeczeństwo...
   Przejdźmy do komunikacji miejskiej. Nowe tramwaje solarisy, które jeżdżą po aglo górnośląskiej, były tak skonstruowane, by dużo ludzi się szybko wymieniało, to też mają mało msc. siedzących. Jakiś mądry, oczywiście tam na górze, gdzie teraz stamtąd radośnie kształcą naszą młodzież liczbami parzystymi i średnicą, wymyślił, że w pojazdach może być liczba osób, jak połowa msc. siedzących. Tak najprościej, najłatwiej, bo po co się zagłębiać w to jakie typy, jakie modele jeżdżą i jak to zrobić sprawniej. No tak, należało by znać średnicę lub podstawy matematyki (w tym msc. chciałem owe filmy tu dać, ale TVPiS już je usunęła z yt, w końcu na coś te 2 mld dostali), ale jak się nie zna, to może połowa wyjdzie. (jeszcze wtrącę, bo nie mogę się powstrzymać. W/g pani w TVP jak mnożymy liczbę ujemną przez dodatnią, to wynik ZAWSZE jest dodatni. Czyli w/g niej -5x2=10. Brawo! i tak uczą w TVPiS) No i wyszło, że tramwaj pojemnościowy, 30 metrowy, może zabrać tylko 14 pasażerów, a krótsze 2x105Na biorą ich 20. W tym długim wychodzi, bo to też już obliczono 5,36m2 na osobę. Fajnie, tylko to nie wszystko. Co pisałem już kiedyś (dane z ub. roku) km jazdy tram u nas kosztuje 30zł niezależnie od zarazy. Czyli teraz tram jeżdżą puste, a kasę trza bulić. I jak myślicie kto to zabuli? My, my! A jak nie zabulimy, to po tym wszystkim oni nam zmniejszą ilość kursów, bo kasa musi się zgadzać. Mało tego, na niektórych liniach miast pojedynczych 105Na jeżdżą podwójne, by tram nie wiózł tylko 5 osób, więc to jest 2x30zł za km, co łatwo obliczyć równa się (nie mogę się powstrzymać - szesnaście to w TVPiS było działanie 11+4 i pani obok "szesnaście") 60zł. To jest tylko jeden dział, a teraz należy brać pod uwagę brak wpływów miast z gastronomii i innych działów, które państwo zatrzymało, co w takim np. Krakowie, może położyć budżet miasta.
   Na razie o kasie się głośno nie mówi, ale wyjdzie to nam bokiem, bowiem, o ile nie zatrzymali świata w 2009 w czasie świńskiej grypy, bo zdawali sobie sprawę, że po kryzysie 2008 już byśmy się długo nie podnieśli, to teraz po wzrostach powinniśmy mieć rezerwy finansowe. No właśnie, powinniśmy, ale czy my mamy?
   Rozdawnictwo państwa, rozdawnictwo województw, rozdawnictwo samorządów i kto na jakim poziomie ma nadwyżki, duże rezerwy finansowe?
   Oczywiście przeżyjemy, tzn. tu na stacji na pewno, bo my rezerwę to se uzbieraliśmy, więc mnie to tam, ale ci co tracą pracę i żyli jak nasze wzorowe państwo...
   979 też się martwi, bo u niego w firmie od pn już półetat, na szczęście przy mnie przeżyje to jest spokojniejszy, ale z kasą za 2 m-ce może być krucho u niego. Kolegę, ten który miał wraz z żoną 10 tysi na m-c (kiedyś o nim pisałem) też traci pracę, wypowiedzenie już ma, ale przy jego wydatkach, zejść z poziomu, to będzie trudno.
   A drezyny na kopalni by przeżyły. Najwyżej by jeździli po jednej osobie na drezynie, ale by mogli, a tak te gupie chuje to zaorały i teraz nie mają kasy, którą by mogli mieć.
   Tyle na dziś, a jeszcze zdjęcie.
  Zdjęcie na stacji Ruda Czarny Las, najprawdopodobniej zrobione z Tm (tarczy manewrowej). Widok na nastawnię RCL (po lewej) zburzoną. Tych drzew po lewej też nie ma, bo jak weszła maszyna, to zaorała wszystko. Torów, też nie ma. To jakby się ktoś wybierał na wybory, to warto pamiętać, że oni nas mają w dupie, totalnie w dupie.
   Nie wiem ile trzeba obejrzeć filmów by dojść do takich wniosków, a ostatnia frekwencja w wyborach mnie zszokowała. Ale co zrobić. Naród ma taką władzę na jaką zasługuje.
   Dobra, nie wqrwiam się. Narka.

poniedziałek, 30 marca 2020

Poniedziałek #1661

   Jednak wioskowe mięśniaki przydają się nie tylko mięśniami, ale też znajomościami. Od 230 mamy netflixa, a dwa dni temu, 979, zorganizował od laski z Katowic, HBO GO i teraz mamy full pakiet na stacji, za który oczywiście nie płacimy. Oczywiście mamy tez bieżące HBO 1, 2, 3. Tak przy okazji, to fajny film na netflixie widziałem - "Pralnia" z Meryl Streep w roli głównej.
   Oglądamy więc marwella, mangi, bo to w pierwszej kolejności dla 979. Niby moglibyśmy w ciągu dnia coś przycinać, ale bieżące zajęcia na stacji jakoś z tym kolidują. Nadto problemy z zasypianiem. Dziś zasnąłem dopiero ok. 03:00, choć godz. wcześniej spałem, ale się przebudziłem. 979 oglądał TV i też z tym spaniem nie najlepiej. Tzn. oglądał jeszcze mangę, ale jak sie przebudziłem i skończył się odcinek, to przełączył na błąda 007, bo akurat leciał na 1-ce.
   Po za tym ruch w czasie zarazy na stacji jak dawniej. Okresowo jest wiyncyj składów jak zakłada to min. zdrowia, ale co zrobić...
   Przychodzi też 172 więc w czasie zarazy nie mamy co narzekać. Niby do 11 kwietnia ma być stan zagrożenia, ale coś mi się widzi, że w związku z nagłym przyrostem, to się wydłuży do maja. Na razie znowu zimno, teraz na placu 1C, ale za 4 dni będzie z powrotem ciepło, to ludzi wyjdą, bo generalnie już słyszę od drużyn trakcyjnych, ze mają siedzenia w mieszkaniach dość. My też byliśmy w sobotę, bo ostatni dzień ciepła, na rowerze po okolicach. Świetny wyjazd, trochę pochodziłem po stacjach Ch-ów M-to oraz Ch-ów Stary. Na tej drugiej to w torach byłem jakieś 30 min. Dawno tyle nie chodziłem po torach, a dyżurny chyba oglądał jakiś film, bo kompletnie nie zwracał na mnie uwagi, mimo, że lazłem po torach głównych zasadniczych.
  Skoro o Ch-wie Starym to zdjęcie z paru lat stacji.
   Na pierwszym planie powtarzacz do semafora wyjazdowego J. Po prawej tej zieleni już nie ma, kosiarze wykosili wszystko, a było tak fajnie zielono. Zdjęcie ok. 2010.
   Tyle, to narka.
   

środa, 25 marca 2020

Środa #1660

   Zaraza trochę inaczej. Będzie trochę dziwna notka, ale z pn/wt nie mogłem zasnąć i intensywnie myślałem o zarazie pod kątem finansowym, ale nie nas, tzn. tych na dole, tylko ich, tych ns górze finansjery.
    Trza się cofnąć do historii, ale nie tej z XV, czy XVI w, tylko tej bliższej początku tego stulecia. Pamiętacie WTC (11-09)? No pewnie, że tak. A pamiętacie co się stało na giełdzie nowojorskiej 9 i 10 września? No pewnie, że nie. Jak już ten kurz i pył po wieżach opadł to się okazało, że w tych dniach zostały sprzedane duże wolumeny akcji różnych firm, z tego co pamiętam, to jeden lotniczej też. Do czego zmierzam? Ktoś wiedział i to jest najważniejsza dla obecnej zarazy informacja.
   Przechodzimy prawię dekadę później, jest 2009 rok i co wtedy było w PL? Też zaraza tym razem świńskiej grypy AH1N1. Pewnie myślicie co to ma wspólnego z obecną zarazą? Ano dużo, czy b. dużo. Otóż ile ludzi mogło się u nas w PL zarazić tą świńską grypą. 5 tysi, 10 tysi, 20 tysi. Chwila, dziś mamy 900 zarażonych i zatrzymaliśmy 1/5 kraju, a to wtedy miało by być 20 tysi i ja nie pamiętam, by kraj zatrzymano. Jeździłem do pacy na kolej, pociągiem który był pełny ludzi, zestawiony z 5 bohunów i trudno było do niego wejść z rowerem. No i tak se pewnie myślicie - nie, to niemożliwe by było 20 tysi zarażonych w kraju i wszystko funkcjonowało normalnie, bary, restauracje, komunikacja miejska, turystyka itp. To się teraz zdziwicie. Było w 2009 roku 133 970 zarażonych, a z powodu tej grypy kopnęły w kalendarz 182 osoby. Teraz se myślicie, że ściemniam - nie. Dane są na wikipedii, można se sprawdzić. Jeszcze jedna dana z wikipedii - średnia dziennej zapadalności 43,91/100 000 mieszkańców. (oczywiście to tylko u nas w kraju) Szacuje się, bowiem WHO nie obligowało państwa do rejestracji przypadków, że łącznie na świecie padło 500-600 tysi ludzi.
   Pewnie się zastanawiacie - jak to możliwe, że kraj nie stanął, Europa też i wszystko funkcjonowało normalnie, a nas nie pozamykano w domach skoro kopnęły w kalendarz 182 osoby, a teraz tylko 10. Przecież jakby dziś były takie wyniki, to mamy stan wyjątkowy w kraju i tu bym się mógł założyć o kobel, że taki by zrobili. No i mnie to też nurtowało, czemu w takim razie w 2009 roku nie zrobili kwarantanny, stanu wyjątkowego etc. No i wymyśliłem. Trza się znowu cofnąć ale już nie tak bardzo, a o niecałe 2 lata wstecz. Mamy 2008 rok. I co się wtedy wydarzyło, co się działo? Kryzys finansowy, który zaczął się w listopadzie 2007. Ludzie szturmowali banki by wypłacić kasę. Kraje europejskie ratowały banki niebotycznymi dopłatami państwowymi, by te tylko nie zbankrutowały, co oczywiście ludzie w krajach musieli później odpracować. Nie wiem czy pamiętacie, ale w Hiszpanii, bo to zapamiętałem, zostawiono tylko w jednym roku pokryzysowym, 2 święta państwowe, a resztą na czas odrabiania tej kasy co rządy wpierdoliły do banków, trza było pracować. I znowu tłuszcza musiała robić na to co spierdolili na górze.
   W 2007 roku jak pracowałem na stacji to przychodziły do nas 4, 5 poc. z Niemiec, i tyleż odchodziło próżnych. Głównie wagony do Opla i innych firm. W kryzysie czyli 2008 przychodził już jeden skład, raz dziennie, albo raz na dwa dni. Kraj odbudowywał się i inne też po kryzysie i 2009 też to jeszcze trwało. I teraz sobie wyobrażacie, że wstajemy z kolan powoli, a tu nagle przychodzi zaraza i z nakłady nam na klatę i ponownie leżymy? Nie, to miało by b. długofalowe konsekwencje, więc co zrobiono? Nic. 
   Teraz wróćmy do giełdy papierów wartościowych. Tu uzyskamy odpowiedź czemu w 2009 nic nie zrobiono. Jest coś takiego na necie jak rocznik giełdowy. Za każdy rok, się ukazuje. Obejrzałem za 2008,  czyli rok 2007, a także 2009, 2010 i co tam widać. Od listopada 2007, kiedy krach zaczął wychodzić na jaw, giełda pikowała w dół, w grudniu się na trochę podniosła, pewnie sztuczne działania, by w całym 2008 roku spadać, aż do lutego 2009 roku. Dopiero od marca 2009 zaczęła się podnosić, ale do końca roku nie odrobiła strat z 2007 roku. I teraz wyobraźcie sobie, że 2009 roku rząd ogłasza zarazę i giełda zaś pikuje w dół gospodarka zaś dostaje po łbie. No przecież pogrążyło by to nas na lata, dlatego nic nie zrobiono w 2009 i tam na górze dobrze o tym wiedzieli. 
   Teraz przenosimy się do dziś. 2020 i wystarczy obejrzeć na pierwszej lepszej stronie wykres giełdowy, a w innych krajach pewnie jest podobnie, na to nałożyć wykres walutowy i już mamy odpowiedź co się dzieje. Żałuję teraz, że w lutym nie poleciałem, jak się ta zaraza zaczęła i nie kupiłem np. 1000 eurosów. A teraz wyobraźcie sobie kogoś kto wie podobnie jak przy WTC. W lutym sprzedaje akcje. Za tę kasę lezie kupić walutę dolki lub eurosy i teraz je właśnie sprzedaje, by za chwilę, bowiem giełda jest na samym dole, kupić ponownie akcje tym razem w zdwojonej ilości, bo nie dość że tańsze, to jeszcze zarobił właśnie na walucie. Niemożliwe? Niestety - nie. Wystarczy tylko wiedzieć, a tam na górze są tacy co zawsze wiedzą. 
   Smutne jest to, że w zależności od sytuacji gospodarczej, finansowej państwa mają nas w dupie bardziej lub mniej. Dziś mogą nas pozamykać w domach, bo jesteśmy po wzroście gospodarczym, to niby nas stać, a nawet jak nas nie stać, to jak Hiszpanie kiedyś, będziemy pracowali na okrągło na rozdawnictwo rządu. W 2009 nam i na świecie pozwolono się zarażać i umierać w imię wyższych celów... finansowych.
   Wiem, że to nietypowy głos, ale mam bardzo ostrożny stosunek do rządzących wszędzie i z założenia im nie wierzę.  
   Posterunek dróżnika przejazdowego przed Charsznicą. Pewnie już zlikwidowany. Pierwszy tor przy jego budzie to tor szeroki 1524 mm prowadzący z Rosji do Sławkowa. Zdj. ok. 2010.

poniedziałek, 23 marca 2020

Poniedziałek #1659

Zaraza w kraju i nie tylko panuje, a my tu nic nie piszemy. Przy zarazie to jeszcze gorzej z wolnym czasem na st. mac. bowiem, może nie tłok, ale przeważnie jakieś tory są zajęte, bo już nie mają co z sobą zrobić.
  979 i 230 grają w Mario Bross. Pościągali z neta i przechodzą jakieś misje, ja, skoro TV zajęty, ugrzęzłem w symku, w którym jeszcze się nie kapli, że to ja.
  Zastanawiam się czy jeszcze raz nie pojechać do 824 bo liczba zarażonych zarazą rośnie ostatnio o 100 dziennie, a w ogóle pewnie jest wyższą, tylko mało testów robimy. W takich Czechach jest 1000 zarażonych na 10 mln, a u nas 600 na 30 mln. Nie chciałbym czegoś do niego przywieźć, ale też realnie patrząc za 2 tyg. to mogą nas pozamykać, bo na razie środki ostrożności są takie sobie. Podwyższono higienę, ale ludzie nadal się kontaktują ze sobą w pracach, na dworze, a w kolejkach itp.
  Przyszła ponownie zima, w nocy po -3C, za dnia 2C więc wiosnę odsunęło w czasie. I dobrze, bo jakby taki atak przyszedł pod koniec kwietnia to kapa z owocami.
  W ogóle to jak poszedłem w ub. tyg. do lekarki do przychodni, to wchodzę tam, a pielęgniarka:
- tu nie wolno wchodzić, co Pan tu robi?
- przyszedłem na wizytę
- czy Pan zwariował? Przychodnia zamknięta.
- ale jestem umówiony na wizytę
- jak to?
- tak to, z Panią doktor.
- proszę tu usiąść (wskazała najbardziej odległe krzesło od nich) i poczekać. Sprawdzę.
   Z Panią doktor już się normalnie rozmawiało, ale też jest zdania, że realna liczba zarażonych zarazą jest większa, tylko tych testów mało robimy i dopiero wyjdzie ile ich faktycznie jest za jakiś czas. Powiedziała, że kobel to lekko przekroczy.
   Dziś widać, że jednak idzie w tą stronę i to dość szybko.
   Zastanawiałem się też i rozmawiałem o tym z 979, że jakby tak faktycznie kiedyś nas pozamykali w domach, mieszkaniach, to część w nich zgłupieje. To co pisałem kiedyś, że u 811 jak jestem to po paru godzinach już czuję dyskomfort siedzenia a małym mieszkaniu, u 824, jak jeszcze nie było szczurów i jeździłem na 3 dni, to w trzecim to już był ten czas by wypierdalać stamtąd bo, może nie klaustrofobia, brak przestrzeni. Na stacji na szczęście mamy dobrze, bo przestrzeń jest no i na wiosce tak nie kontrolują jak w miastach.
   Ale Ci ludzie mieszkając w tak małych mieszkaniach sami mają potrzebę wychodzenia z nich codziennie. Tu na stacji, jak były srogie zimy, to jak się zatowarowałem, to nawet 3 dni nie wychodziłem marznąć, bo po co?
   824, 811 i pewnie inni, mają potrzebę dziennie wyjść z mieszkania, a to jak nas pozamykają, to może dla niektórych być kiepsko. Zresztą na filmikach na necie widać czasem, bo mi pokazują, jak w rejonach gdzie jest ścisła kwarantanna, ludzie uciekają i goni ich albo wojsko, albo policja.
   No i po tym wszystkim szykuje nam się kryzys ekonomiczny. Turystyka stanęła, gastronomia, transport publiczny (PKP IC odwołało 174 krajowe pociągi), fryzjerstwo, szkolnictwo. Teraz ile czasu tych ludzi można utrzymywać i płacić im wypłaty za nierobienie? W gastronomii, hotelarstwie już zwalniają, we fryzjerstwie za jakiś czas pewnie też, bo urlop 20 dni, a co dalej? I teraz rzesza ludzi zostanie bez kasy do życia nagle, bo nie byli na to przygotowani, z kredytami, z ratami... Oj wesoło nie będzie.
  Wnętrze nastawni na stacji Gliwice Port i widok na zarośnięte tory prowadzące do kanałów w Gliwickim porcie. Po lewej stronie stoi jeszcze skład kubłów na węgiel. W głębi zabudowania Gliwickiego Portu.
  Tyle na razie, może uda się częściej pisać. Narka. (poszło bez korekty, to sorka za błędy)

środa, 18 marca 2020

Środa #1658

  Wirus w kraju, a tu nic nie piszemy. To nadrabiamy.
   W pn. pojechałem do 824, bowiem tak sobie myślałem, nim nas zamkną to jeszcze do niego pojadę. Z przystanku, na którym wsiadam, jechały oprócz mnie jeszcze dwie osoby, więc autobus prawie pusty. Okna pootwierane, choć nie było zbyt ciepło, to część w tyle zamknąłem. Widocznie kierowca spanikowany lub jakiś pasażer je otwarł. Tylko jak kierowca otwarł to powinien uchylić przednią pierwszą połowkę drzwi, a nie okno k/siebie. Przy takim rozwiązaniu (z tym oknem) to wszystko z autobusu przelatuje przez jego kabinę. I co tego, że we wszystkich autobusach wydzielono przednią część tasiemkami z napisem "Strefa wydzielona", jak oni otwierają okna w kabinie. W stanach kiedy były ataki grypy, zawsze otwierałem, czy uchylałem połówkę drzwi, a nie okno, no ale nie wszyscy myślą. Co zrobić....?  Teraz się mści, podobnie jak w aptekach, zrezygnowanie z pełnego odgrodzenia. Kiedyś kabiny w autobusach były pełne, jak w tramwajach. Później frontem do pasażera i kabiny zaczęli likwidować. Teraz strefy, by tam nie stać, ale co to daje jak powietrza się nie zatrzyma. W tramwajach mają pełne kabiny, to mają wyjebane, a w autobusach to kiepsko.
  824 w ogóle myśli, że to jeszcze dwa tygodnie i się skończy. Z jego pamięcią krótkotrwałą jest co raz gorzej. Teraz to już nie pamieta bieżąco co się dzieje. Domokrążcy wciśli mu ostatnio książkę, w zasadzie album formatu A4 o malarstwie. Oczywiście gdzież by się tam przyznał, że kupił to za absurdalnie wysoką cenę, ale jego wymówka jest, że sąsiadka mu dała. Kiedyś się wqurwie i do niej polezę się spytać przy nim, czy faktycznie mu wszystko daje. Bo czego jest za dużo u niego w domu, to sąsiadka mu daje. Widać odjebało jej na starość, bo jak tam jeżdżę to w poprzedniej dekadzie nie dawała mu. Czasami się lepiej nie denerwować.
   Jak oglądał te programy o zwierzątkach z komentarzem jak dla przedszkolaków, to założyłem słuchawki na uszy by tego nie słyszeć. Niech się tym ogłupia kiedy mnie tam nie ma, a nie na siłę włącza te programy z tym scenariuszem dla dzieci.
   W drodze powrotnej już więcej ludzi, ale część jak zwykle wraca z pracy, to jakoś się muszą dostać. Jednak nie było takiego tłoku jak zwykle, że msc. stojące są zajęte.
    Przychodnie zamknięte, szpitale nie przyjmują, oddziały onkologiczne również, operacje częściowo wstrzymane. Ciekawe ile ludzi zejdzie ze względu na brak bieżącej pomocy. Przecież w leczeniu liczy się szybkie zdiagnozowanie, a teraz jest trudno się gdzieś dostać, a co dopiero mówić o leczeniu. Oj, współczuje ludziom starszym. Ciężkie czasy dla nich przyszły. Na wizyty czeka się czasem pół roku, rok, a tu odwołano i nie wiadomo na kiedy przełożą.
   Ruch na stacji w normie. Wirusa w wiosce nie obawiają się tak jak w dużych miastach, co zresztą zrozumiałe, to też życie towarzyskie w normie.
   Tyle, bo mnie się jednak udało po "wizycie" telefonicznej jednak dostać do lekarza, to zara do niego lezę.

  Rozjazd angielski na st. Gliwice Port. Nastawni parterowej w prawym górnym rogu już nie ma. Numeru rozjazdu też nie wiem, musiałbym sięgnąć do planu stacji, ale teraz nie mam czasu. Po lewej wagony z tzw. kubłami. Przewożono w nich węgiel na barki.
   To narka.

sobota, 14 marca 2020

Sobota #1657

  Wirus w PL. Tyle się dzieje, a tu nic nie piszemy. To zaczniemy od humorystycznego tekstu, którego w necie pełno, ale jeden mi się spodobał:
- te zapasy, które zrobiliśmy, to można już jeść, czy na coś czekamy?
  Znajoma w stonce powiedziała mi i 979, że takiej premii to jeszcze nie mieli, bo mają premie od obrotu, a to co się teraz dzieje to przewyższa święta bożonarodzeniowe. Wczoraj akurat myła lodówki, bo całe mięso wykupili i było wietrzenie lodówek.
  Widać, że jednak są branże, które na wirusie zarobią, jak spożywka no i oczywiście państwo dostanie zastrzyk kasy, ale chwilowy, bo już staje garmażerka, czyli restauracje, lokale, puby itp., więc strumień kasy się zmniejszy. Co zrobią w takim Krakowie, kiedy zamkną cały rynek, bo wszystkie lokale nieczynne i jak m-to domknie budżet?
  My też się zatowarowaliśmy, ale na szczęście wcześniej, bowiem po komunie mamy taki zmysł gromadzenie, bo a nuż za chwile nie będzie. I tak zgromadziliśmy pancerniki, mydło w płynie i inne potrzebne art. do bieżącego życia.
  Na spotkaniach mówi się głównie o wirusie, a zamykanie galerii handlowych spowodowało jeszcze większy impuls do robienia zakupów u tych, którzy jeszcze powstrzymywali zakupowe szaleństwo na wodzy.
   Bredzenie rządu też nie pociesza, skoro słyszę w radiu wypowiedź jakiegoś ministra, który mówi:
- nie planujemy zamykania sklepow spożywczych dużych, po czym w tym samym dniu wieczorem ogłaszają zamkniecie galerii. Przecież następne będą sklepy wielkopowierzchniowe.
   Na prawdę powinna być jakaś forma pozbywania się takich ludzi, ale nie w pseudo wyborach, tylko tak na żywca. Bredzisz - to cię żegnamy, na trwałe. Narka.
  A tak to oni bredzą i tyle. No bo po co on mówi, że nie mają planów. Lepiej jakby powiedział, że nie wie, czy będą zamykać. A co jak liczba chorych wzrośnie do 1,500 tys., to nadal nie będą mieli planów. Sęk w tym, że je mają, tylko o nich nie mówią, a tak jest od dawna. Jakby ktoś myślał, że polityka jest taka transparentna, czysta i w ogóle, to wystarczy się zastanowić po co w takim razie w krajach działają tajne służby, skoro wszystko jest takie czyste, jak nam się wmawia.
  Głupi rząd, głupia znaczna cześć społeczeństwa.
  W pn. chcę jechać do 824. Może jeszcze miast nie zamkną, to pojadę, bo nie wiadomo.
  Zastanawia mnie jednak jedna rzecz. Przemieszczanie się lub przenoszenie wirusa. Otóż w mediach podano, że w wawce jest chory nauczyciel, który był z wycieczką w Hiszpanii. Autokarem jedzie się tam z Wawki ok. 28h. To zamknięte miejsce, a nauczyciel nie wiedział, że jest zarażony to też w czasie wycieczki normalnie kontaktował się z uczniami i innymi nauczycielami, kierowcami. Jak to się stało, skoro wirus się tak (niby) mocno przemieszcza, że na (zakładam) 45 osób, które przed dobę przebywały z nim w autokarze nikt tego jeszcze nie chycił? Tylko mnie to wydaje się dziwne? Z drugiej strony mamy się trzymać od siebie o metr czy więcej, a tu w zamkniętym autobusie nikt się od niego nie zaraził, mimo tak długiej ekspozycji na wirusa. Czyli jest jakaś naturalna odporność na niego, a panika, którą się sieje ma jakiś wyższy cel? W Anglii, chyba, że się na interii pomylili, ale pierwszy przypadek był w styczniu. No i? Co przez 2 m-ce się stało? Nic. Nagle ukazał się on w Chinach. A co z Anglią?
"Pierwsze dwa zakażenia w Wielkiej Brytanii wykryto 31 stycznia, natomiast pierwszy zgon miał miejsce 5 marca"
Mało tego:
-" (13.03.2020, 16:44) Liczba potwierdzonych przypadków koronawirusa w Wielkiej Brytanii zwiększyła się w ciągu ostatnich 24 godzin z 590 do 798".
  No ok, ale to co, od stycznie się nie infekowali i nagle, w marcu, taki przyrost. Tj. 42 dni na rozwiezienie tego po kraju. To ten jeden jeździł po kraju i infekował? Na prawdę jak się przyjrzeć rozprzestrzenianiu tego wirusa, to jest to jakieś dziwne. Ja rozumiem, że w tym czasie wracali z zagranicy samolotami, autokarami, ale jak widać na przykładzie PL autokaru z Hiszpanii, to tak nie działa.
  Dobra, dość spekulacji, bo takie zawsze będą, mnie jednak najbardziej dziwi przenoszenie się tego i zarażanie. Może kiedyś to ktoś wytłumaczy, że pełen autobus ludzi, zamknięty przez dobę, nie zaraził się, a w sklepie w ciągu kilku sekund mam się już zarazić od kolesia stojącego 0,5m ode mnie.
   Oprócz zajmowania się i słuchania, czasem czytania o wirusie, remont u 979 oraz symek, choć mnie zaczyna już trochę denerwować, bo układnie RJ jest tam ewidentnie spierdolone.
  Tyle, bo zara będzie z powrotem, bo pojechał po materiały budowlane, 979 i 230.
 Dawna grupa odstawcza dla składów PR, w Gliwicach. Tor, na którym jest jednostka prowadzi do Zabrza, tor po lewej do Maciejowa Północnego i dalej na Zabrze Biskupice, a z płytami betonowymi tory odstawcze dla zespołów EN57.
  Narka.

czwartek, 12 marca 2020

Czwartek #1656

   No i się porobiło. W stonce byłem wczoraj wieczorem nie dość, że pełno ludzi, to jeszcze wszyscy z pełnymi koszykami - makaronu taniego, średnio cenowego - brak; masło tanie - wykupione, żółte sery, tańsze i średniocenowe - wykupione; padliny tanie i średniocenowe - wykupione; ryżu - brak. Kiedy oni to wszystko chcą zeżreć i ile z tego wyciepną?
   Wczoraj jak jechałem z 979 do brico ciulstwo (bo 979 ma remont), to na każdym parkingu przy jakimś markecie pełno samochodów, jak przed świętami.
   Co ciekawe to - szkoły pozamykali, uczelnie pozamykali, kluby seniora pozamykali, złote rączki odwołali, kina, opery, imprezy masowe odwołali, a kościoły, gdzie jest największe skupisko geriatrionu, czynne całą dobę. No rewelka.
   A ruch na stacji w normie, na razie wirus niczego nie spowodował w wiosce, oprócz ataku na okoliczne sklepy. W zasadzie jestem zatowarowany, bo mamy puszki, które gromadziliśmy już jakiś czas, a chleb, myślę, będą wypiekali normalnie, to jakoś przeżyjemy. Po za tym w wioskach to mało dochodzi. Głównie w dużych miastach, gdzie mobilność ludzi jest znacznie większa. Do wioski to ktoś musi przywieźć, a rzadko ktoś z wioski jedzie za granicę. Ludzie się też rzadziej spotykają, w dobie internetu za chwilę, kontakt możemy utrzymywąc przez neta, to służby będą prawie wszystko wiedziały. 
  Co do samego wirusa, to widać napylanie nie pomogły, to rozprowadzono, świadomie, czy nieświadomie, droga lądową. Jak nic społeczeństwa się przerzedzą, strumień kasy miast na rozrywkę został już przekierowany na żarcie, ale z podatków strumień bieżący jest nawet większy, bo sklepy oblegane jak w grudniu, to budżet państwa się cieszy, a że część wyląduje na śmietniku, to już mniejsza, budżet będzie i tak syty. Mimo tego pewien kryzys się szykuje, bo np. firma gdzie pracuje 979, jeżeli zamkną miasta, ona też będzie zamknięta, bo działa wysyłkowo. Już teraz, mimo że to sprzęt budowlany, firmy towarują sie jak głupie, jak powiedział 979, przez co roboty f chuj.
   Znowu nie dokończę notki, bo lezie 815, która se wzięła wolne w robocie i zaś tu bydzie siedzieć i gadać o pierdołach. Ach...
   Może jutro coś jeszcze spłodzimy, to narka, a no i bez zdjęcia, bo czas nagli.

poniedziałek, 9 marca 2020

Poniedziałek #1655

   Trochę się uspokoiłem po zejściu szczurów, ale następna szczurzyca w przyszłym tyg. będzie musiała iść do weterynarza, bowiem ma guza, a przynajmniej tak mi się wydaje. To ta półtoraroczna.
   Po za tym 824 ma najprawdopodobniej coś z nerkami. Oczywiście czai się z tym, jakby to było prawidłowe i normalne. Wyniki, które mi ostatnio pokazał są niedobre. Był u lekarki, a ta wysłała go na specjalistyczne badanie i pisze mi o tym, jednocześnie dodając, że nic mu nie ma. To po cholere wysyłała go na specjalistyczne badania, skoro mu nic nie jest?
   Był w piątek 172. Wczoraj, jak powiedział, napierdalał w robocie młotem 10 kilowym (pyrlikiem). Dziś jak go chwyciłem za barki to prawie odpłynąłem. No i z czym do ludu chce startować 372 po zmianie wyglądowej? A tak, w dotyku barki od 172 i bicepsy rozwalały mój mózg. Chciałem dłużej, ale..., no co zrobić. Przy tym jego wyglądzie jest trudno.
   Weekend zleciał jak inne. W zasadzie nic ciekawego się nie wydarzyło, a ruch na stacji jak w weekendy.
   Dziś rano, ten co też chciał mi ostatnio obciągnąć (nie ma numerka) wyciągnął mnie jako kierowcę do swojej firmy. Pisał już o tym wczoraj. Nie ma kierowców, bo - mało płaci. 15zł/h na lewca, przy czym jeździ się 3 lub 4h. To mała stawka, na budowlance tyle dają, albo nawet więcej na lewca, przy zerowych umiejętnościach. 826 kiedyś dostawał 20 zyla/h za ciągnięcie druta.
   Na początku jak dał ogłoszenie, to chwalił się, że ma naście rozmów kwalifikacyjnych. Z tych nastu, ostatni który u niego jeździł, do tego "lekko" było od niego czuć, w sobotę napisał mu sms-a, że rezygnuje z roboty. I on miast pomyśleć, że skoro nikt nie chce jeździć, to coś musi być nie tak, dalej trzyma się tych 15 zyla. Niektórzy są niereformowalni.
   181 napisał ostatnio, że chce oddać psa, owczarzyce niemiecką (uwaga) 7 letnią z powodu dzieci, które ma. Co z tymi ludźmi jest nie tak? Przeca jak ma się 18 lat i bierze psa, to chyba logiczne, że za jego życia będzie się miało, na 90%, larwę. To tak trudno pomyśleć mózgiem (jeżeli się go ma sprawnie działającego), że to może następnie być skonfliktowane. Ach te mięśniaki wioskowe... Nie przestaną mnie zadziwiać.
  Jutro instalacja u 979, to nie wiem czy coś spłodzę.
  Dziś bez zdjęcia, bo nie chce mi się przeszukiwać poczty za archiwalnymi.
  To narka.

czwartek, 5 marca 2020

Czwartek #1654

  Musiałem się trochę otrząsnąć po ostatnich zejściach szczurzyc. Dziś nie będzie ich zdjęć, ale może w następnej notce jeszcze ostatnie zdjęcia za życia ostatniej albinoski, która przeżyła prawie 3 lata. Do dużo jak na szczury.
   Wiadomo, że w społeczeństwie w populacji samców jest ok. 10% naszych, a coś ok, 25% biseksów. Niektórym mięśniakom wioskowym, na starość (ja to tak ująłem, ale oni ok. 30-ki) włącza się popęd do drugiego samca, a wśród takich z którymi mogli by to zrobić i nie być gdzieś rozpoznani, jestem ja. No problem w tym, że np. taki 372 ostatnio przylazł na odwiedziny, ale strasznie zgrubł. Nawet w kurtce nie dało się tego ukryć co potwierdził 230 bo też był na stacji.  No i jak mam np. iść z nim coś zrobić, skoro on przeszedł transformację. Kiedyś, to jasne, nawet wylądowaliśmy w łóżku, co tu opisywałem, ale dziś, jak tak przytył, to nie, niestety nie. A najlepsze jest to, że oni tego w ogóle nie rozumieją, że ja nie potrzebuję wszystkiego co nie ucieka na drzewa, ale konkretną figurę. Nawet sms od 372, którego wczoraj wysłał, bo zdawkowej romowie tel. bowiem na stacji były 230 i 979 - "Obciągnąłbym Ci." niewiele zmieni. Zapraszał mnie nawet do siebie, choć nie wiem gdzie teraz mieszka, ale ok. Jakby wyglądał jak kiedyś, to jasne, ale dziś... A jak kiedyś mieszkał u mnie to nie chciał. Nawet dobieranie się do niego niekiedy odpierał, a teraz..., teraz jest za późno.
  
  Teraz wpis, który miał być w ub. tyg. ale zejścia szczurzyc spowodowały jego stanie na torze bocznym.
  "Był w ub. tyg. 972. Pisałem kiedyś, że w grudniu wyszedł najstarszy młody skurwiel od 972. Nawet sam nie przewidywałem, że to tak szybko się potoczy. Mieszkał z nim dwa m-ce po czym wyprowadził się do swojej laski, bowiem matka zaczęła od niego wymagać zajmowanie się najmniejszym skurwielem, którego państwo oddało do domu, w którym nic się nie zmieniło. To tak by ratować budżet. Taniej wychodzi dać 500+, jak 3100+. Wystarczy zwolnić do domów 100 małych skurwieli i budżet już odżyje. Ile faktycznie zwolniono, oddano do domów, tego nie wiemy.
   Wracając do najstarszego, to odmówił odprowadzania i odbieranie ze szkoły najmniejszego oraz zajmowaniem się nim w czasie niebytu starych w domu. Efekt. Żona od 972 zwolniła się z pracy i teraz znów na karku 972 będzie utrzymanie całej rodziny. Na razie 972 pracuje, daje sobie radę, ale ciągła praca na dwa etaty, może zakończyć się porażką jak u 971. Powiedziałem mu to jak był ostatnio, ale, to podobnie jak u 971 nie dociera. Oni nie wiedzą, nie chcą wiedzieć, że mają jedno życie do tego już zdupione.
  No cóż. Żona mogła to inaczej rozwiązać, ale czego wymagać od niezbyt rozgarniętej kobiety. Przecież najprościej jest zwalić zarabianie kasy na faceta, który i tak już jedzie nz dwa etaty. 500+ nie utrzyma i małego skurwiela i matki, więc 972 będzie musiał wiyncyj napierdalać. Smutny jest los lokalnych mięśniaków-głuptaków."
   Wczoraj wracając od 824 pojechałem do 972, bowiem dzwonił, by do niego przyjechać. On też chce ciągle by go przelecieć i choć może czasem bym chciał, to jakoś ostatnio, jak przy 971, nie mogę się przemóc.  Wczoraj dopomógł czas, bowiem on do drugiej pracy, a ja wcześniej nie mogłem przyjechać.
    972 wygląda na zmarnowanego. Co zrobić jak dwa etaty i ciągle na nie napierdala od iluś już lat. On sam twierdzi, że dobrze wygląda, ale niestety jest inaczej. Powiedziałem mu, bowiem ma urlop, by poszedł do lekarza na podstawowe badania krwi i moczu. Ciekawe czy polezie? Miał też rozwiązać umowę z t-mobilem, bowiem płaci absurdalny abonament 70zł, też ciekawe czy to załatwi, bo w tym m-cu mu się kończy stara umowa, choć przypominałem mu o tym w styczniu i nawet pod koniec jeszcze wysłałem sms-a przypominającego. Auto na parkingu dalej stoi nie opłacone, choć już raz spłacał komornika za nie (OC).
  I teraz najlepsze. Po dwu tygodniach wrócił do domu najstarszy skurwiel. Do pracy nie chodzi, a by do nie j nie iść mami starych teraz, że pójdzie do szkoły (uwaga!) we wrześniu, a oni to łykają jak głodne pelikany. W domu mięśniak śpi, gra na telefonie i w zasadzie tyle. Od laski wyszedł bo niby go wqrwiała. Ale mogło być tak, że laska mieszka z matką sama, a tu nagle zwala się 18 letni żarłacz i trza go utrzymywać, a nie dorzuca się do życia, więc... wypad (tak mogło być), a starym przedstawił inną wersję.
   Tyle, bo wstałem o 10:45. Nie wiem co się ostatnio dzieje, bo mam problemy z zasypianiem. Długo nie mogę zasnąć, a następnie długo rano śpię. Jakiś dramat, bo zawala mi to harmonogram dnia.
  No cóż, jeszcze zdjęcie kolejowe.
Dwie ST44 przy podg. Trzebionka.
  Narka.

poniedziałek, 2 marca 2020

Poniedziałek #1653

   Dopiero co pożegnałem się z albinoską, a tu druga zachorowała. Do dziś nie wiem czy to jej siostra, czy z innego miotu. Jak ich tu było dużo na stacji, w szczytowym okresie coś ok. 150 sztuk, to trudno było je rozróżniać, nawet kiedyś omyłkowo myszyn została by wywieziona, bo już była w klatce, ale jak pamiętam nie uciekała w niej ode mnie, tylko stała i patrzała. Dopiero bliższe oględziny i wzięcie jej na rękę dowiodło, że zrobiłbym niewybaczalny błąd. 
  Po zejściu w czwartek jednej z kiwaczek, druga w piątek wieczorem zaczęła trudno oddychać. W sobotę stan się pogorszył, ale jeszcze nie było to takie uciążliwe dla niej, jak mi sie wydawało. Popołudniu w sobotę się nasiliło, ale weterynarz był już zamknięty. Zaczęła oddychać trudno, prawie jak myszak, jak był w swoich ostatnich dniach. 
   Zaniepokoiłem sie w sobotę, jak wlazła do fotela, z którego już dwie wyciągnąłem, jednak wieczorem przemieściła się do swojej norki, więc sie uspokoiłem. Trudno mi się też było nią zajmować, bowiem na stacji składy, więc wyciąganie jej przy nich też było by głupim pomysłem, bowiem ona nieoswojona ze mną, a co dopiero z innymi drużynami trakcyjnymi. Dopiero by sie denerwowała. 
  W niedzielę znalazłem ją na podłodze w kuchni przy ich przejściu z jedne strony kuchni do drugiej. Postanowiłem iść z nią do weterynarza, bowiem, jak pamiętam, w nd. ma dyżur godzinny w lecznicy. Zadzwoniłem do niego, o której będzie i po procedurach porannych złapałem ja, z tym nie było problemu, bo wystarczyło nasłuchiwać gdzie jest, do pojemnika i do weterynarza.Była 12:05.
   Mimo iż była słaba, to generowała jeszcze dość siły, by z pojemnika się wydostać. Może dlatego, że ciężko oddychała, to nie chciała zamkniętej przestrzeni, może taki odruch, bo przecież one nieklatkowe. 
   Jak wszedłem do weterynarza, to znowu się poryczałem. Coś puściło, no i do tego kolejna szczurzyca chora, a w ub. tyg. już dwie zeszły. 
   Weterynarz ją zbadał, guzów nie miała, choć kiedyś wydawało mi się, że widziałem u niej i nawet mu mówiłem, że kiedyś przylezę z nią na operację. Podał jej dwa zastrzyki, podskórny i domięśniowy. 
   W drodze do domu, ponieważ znowu nie chciała być w pojemniku, to zdjąłem wieko i zostawiłem ją bez niego. Siadła w pojemniku, tak że głowę miała na zewnątrz i zasnęła, albo przysypiała. Nie chciała się wydostać z siatki na zewnątrz. 
   Na stacji wpierw dałem ją przy jej gnieździe. Weszła do niego więc się trochę uspokoiłem, ale po chwili z niego wylazła i ślamazarnie szła w stronę spiżarki. Widziałem, że była słaba, to też zdecydowałem ją dać do swojego łóżka, tym bardziej, że podłoga w kuchni niezbyt ciepła, a ona nie jadła dzień wczesniej, bo nie widziałem tego. Łapki miał zimne, to też przeniesienie do łóżka wydawało się najrozsądniejsze. Położyłem ją na poduszki, a resztę łóżka odgrodziłem, by nie spadła kołdrą. Mogłem się wreszcie rozebrać w ubranie domowe, ale co chwilę patrzałem co robi, czy czasem nie zamierza się gdzieś przenieść. Nadal ciężko oddychała, choć już tak nie charczała jak poprzednio. Oddech ciężki, ale już bardziej płynny. 
   Po przebraniu się w ubranie domowe siadłem na łóżko i wpierw jedną rękę położyłem przy niej, następnie w zasadzie sama weszła mi na ręcę. Nadal ciężko oddychała, ale przynajmniej było jej ciepło od moich rąk. Problem w tym, że nadal trochę płakałem, a ręce miałem zablokowane nią i dostęp do chusteczki niemożliwy. Po kilku minutach wyswobodziłem jedną rękę i mogłem już sięgnąć po chusteczkę. Widziałem, że ma co raz większe problemy z oddychaniem, to też postanowiłem z nią być ileś czasu, tym bardziej, że na stacji 979 to jakby ktoś stanął pod wjazdowym, to wpuściłby na stację. Mijały minuty, a ona co raz ciężej oddychała. Była chyba 13:20 kiedy wiedziałem, że do jutra już nie dociągnie, dlatego siedziałem z nią cały czas. Będąc na moich rękach, czułem że trochę chłodnie, nie ma już takiego ciepła jak wcześniej, oddech zaczął jej się spłycać, choć organizm nie poddawał się, i co jakiś czas jakby się zrywała, by wziąć większy haust powietrza, po czym znowu co raz ciężęj oddychała. Kilka razy miała takie zrywy by zaczerpnąc więcej powietrza, ale po każdym już słabiej oddychała, widocznie to były resztki energii, które miała. 
  O 13:35 przestała oddychać na moich rękach. Nie mogłem w to uwierzyć, a jednocześnie nie chciałem się z nią rozstać. Trzymałem ją dalej na rękach. Dwie minuty później widziałem kilka rozrpężeń klatki piersiowej jakby chciała jeszcze oddychać, ale to trwało może 3 sek, po czym znowu przestała oddychać. Do 13:45 miałem ją jeszcze na rękach. Wyglądała, jakby zasnęła. Tak jak kiedyś inne szczurki zasypiały na moich rękach, tylko żywe. 
   Za dużo tych odejść szczurzyc. Cała niedzielę do wieczora byłym przymulony, choć przy popołudnowym ruchu na stacji nie chciałem dawać po sobie znać. O 16:30 pojechałem z 230 na pizzę, bo musiałem ze stacji się wyrwać. Tak zleciały kolejne godziny, choc wewnętrznie byłem osłabiony tymi odejściami. 
   Wieczorem przed pora karmienia przy gnieździe poprzedniej albinoski przewinęła się inna szzurzyca. Widać one się co noc musiały odwiedzać, że się następnie szukają. Już to kiedyś pisałem, jak żyrafka odeszła, to też do łóżka weszła nieoswojona szczurzyca pod kołdrę, czym mnie zadziwiła, by ją znaleść. Podobnie było jak myszak zszedł, też myszyn i żyrafka szukały go w łóżku. Widać są stadnymi zwierzętami i zapamiętują ilość i gdzie, które urzędują. Jak pisałem, tylko albinoski nie chodziły na grupę A, reszta się wymieniała i wzajemnie odwiedzała. 
   Teraz zostały już tylko trzy szczurzyce. Nie wiem co będzie z nimi, tzn. jak dalej będą żyły. Z mojej strony nic sie nie zmieni, żarcie i picie będą dostawać normalnie.  
   Na koniec kolejnej smutnej wiadomości zdj. poprzedniej albinoski (kiwaczki). W poprzedniej notce były już zdjęcia niestety po, tym razem jeszcze za jej życia.


   Przedostatni jej posiłek.
Widoczny jest guz przy przedniej prawej łapce, ale ze względu na jej ciężki stan na drugą operację już nie zdecydowałem się.
  Zdj. robił 230, oczywiście bez lampy błyskowej, dlatego trochę ciemne.
  Narka. (notka bez korekty więc mogą być błędy)