Nie rodzą się dzieci. To dobrze, czy źle? Przejdziemy do tego chyba później.
A teraz, czemu one się nie rodzą? Otóż rozwiązanie tego, czemu się nie rodzą w wielu rejonach świata, jest takie samo jak rozwiązanie tego, dlaczego ludzie w różnych rejonach świata chodzą ubrani dokładnie w to samo, mają takie same fryzury i, między innymi, właśnie podobne zachowania. Skoro, jeżeli ja oglądam na kamerkach ludzi z Kolumbii, którzy są na innym kontynencie, ok. 10 tysi km stąd, to jak to się dzieje, że u nich w głośnikach leci ta sama muzyka co u nas?
Teraz, za co odpowiedzialne są korporacje? Już wiemy, że za to, czego słuchamy, za to, w co się ubieramy, oraz za to, w co wystrajamy swoje mieszkania. No, i co najważniejsze, tutaj za to, jak się zachowujemy. Co pisałem ostatnio, oglądałem japoński mini serial, w którym w jednym z odcinków, gdzie żyje dwóch branżowców z laską, dziecko jest przedstawione jako nieustające pasmo problemów. I teraz można by się zastanowić, czemu zostało tak przedstawione. Rozwiązanie jest banalnie proste. Dlatego że korporacje, czyli ludzie, którzy zarządzają tym światem, tam znacznie powyżej, stwierdzili już kiedyś, co w jakichś tam produkcjach kinematograficznych się przewija, że ludzi na świecie jest za dużo. A na pewno, jak się będziemy w tym tempie rozwijali, to niestety braknie czegoś na tej Ziemi i ten brak, jak kula śnieżna, po prostu nas pozabija w jakiejś perspektywie czasowej. Przez to ci, co zarządzają tym światem, na górze wiedzą, że z tymi głupkami na dole, którzy myślą lokalnie, czasem bardzo lokalnie, na poziomie np. jednego miasta, się nie dogadają. To też myślę, że wdrożyli misterny plan, po to żeby społeczeństwa na różnych kontynentach, a głównie młodzież, uczulić na to, żeby nie mieli dzieci. Przecież film, o którym wyżej wspomniałem, nie został zrealizowany przez lokalny samorząd w Japonii, ani przez rząd w Japonii, tylko przez korporację. To ona przedstawiła dziecko jako nieustające pasmo problemów. I ci na samej górze zdają sobie sprawę, że niezależnie od tego, co te głupki na dole zrobią, czyli ile kasy będą transferowali od jednych ludzi, dla tych, którzy zechcą mieć dzieci, nic nie zmieni, przy ich wpływie na pojedyncze jednostki. Nigdzie w badaniach demograficznych nie słyszałem o tym, żeby ktoś na przykład zbadał, czy ludzie się kopulują, czy nie. Jest tylko to, że nie potrafią założyć trwałych relacji, nie potrafią ze sobą rozmawiać, spotykać się i tak dalej. Ale czy ci ludzie się kopulują? Bo jeżeli to robią, a nie ma efektów tej kopulacji, czyli nie ma dzieci, to znaczy, że świadomie ich nie chcą mieć. I teraz, pomoc finansowa to i tak ma małe znaczenie przy tym, że korporacje nam wciskają jak mamy być ubrani, jaki mamy mieć wygląd, strój w jakim chodzimy, a także wpajają nam wzorce zachowań. Tego lokalne samorządy po prostu nie zmienią, bo nie mają na to wpływu. A sam problem przeludnienia oraz przenosin ludzi z miejsc, w którym za niedługo nie będzie się dało żyć, jest tematem znanym i gdzieś miejsce dla tych ludzi trzeba zrobić.
Reasumując. Szukałem współnego mianownika między bardzo różnymi krajami. Bo co w utracie dzietności łączy nas, Szwecję, Włochy, USA, wspomnianą Kolumbię, choć tam jeszcze się mnożą jak króliki, Japonię, Koreę Płd.? Odpowiem. Media społecznościowe i przekaz jaki jest w nich kreowany. I tyle. I nie ma się co głowić lokalnie nad tym, jak zwiększyć dzietność, bo nic z tym nie zrobimy. Jeżeli pojedyncze osoby są dzisiaj tunelowane, czyli dostają informacje wybrane dla siebie przez tych na górze, to w otoczeniu ich nawet jak się cokolwiek zmieni, to oni dalej dostają na komórki te informacje. No i teraz odpowiedź na to pytanie: czy to dobrze, że nie rodzą się dzieci? Moja odpowiedź Was zdziwi, ale uważam, że dobrze, że dzieci nie rodzą się w takich ilościach jak kiedyś. To po pierwsze, a po drugie, jest to chyba jedyny nieinwazyjny czy bezpieczny sposób na to, żeby zmniejszyć populację.
Z nami, ludźmi, to tak jest, że przyzwyczajamy się stopniowo do gorszych warunków, a znacznie szybciej do lepszych. Podobnie jest u mnie. Stopniowo zaczynam przywykać do tego, że niestety spadłem z samej górki drabiny w liniach autobusowych, praktycznie na sam dół, i na tym dole będę się musiał odnaleźć przez, myślę, jakieś dwa miesiące. Tyle w tym dobrego, że mamy nowy chiński autobus na stałe, i to jakoś jest pozytyw w tym negatywnym wydarzeniu. Jeszcze jedna prosta nauka z tego płynie. Trza się liczyć często z tym, że dobre chwile nie trwają wiecznie i po nich, dla równowagi przychodzą te złe. W tym temacie niestety rozjechałem się z Brucem Willisem (chodzi mi o ten film), ale liczę, że on jednak po jakimś czasie powróci.
Jak większość spraw, Które mają plusy i minusy, ta również ma plusy i minusy. Linie na stałe mają te plusy, że pasażerów można wyszkolić, czy wytresować, jak ja to mówię, i oni się odpowiednio zachowują do stylu jazdy, do tego, jak pracujemy. Z drugiej strony, na linii na stałe, trzeba jakiś poziom pokazywać, po to by ich tam jakoś wytresować i żeby z nimi współdziałać, W ramach tego trzeba być dla nich, w miarę dobrym, w miarę powiedzmy punktualnym, nawet biorąc pod uwagę opóźnienia. No i jakoś tam ogólnie o nich dbać, jak oni jadą tym autobusem. Teraz, jak nie ma linii na stałe i jesteśmy na gościnnych występach na innych liniach, to teoretycznie, totalnie możemy mieć wyjebane na to, co się dzieje. Jesteśmy tu jeden dzień, na drugi dzień jesteśmy gdzie indziej. Ludzie się do nas nie przywiązują, my się nie przywiązujemy do nich. I jakoś to leci. Minusem, oczywiście, jest to, że jak chcemy gdzieś tam pogonić i coś zrobić, to nie znamy za bardzo terenu, nie znamy ludzi, którzy wsiadają i wysiadają, a oni też nie wiedzą, jak się mają zachować w tym autobusie i czasami zachowują się z muła. To trochę inne spojrzenie na tą pracę.
Zdjęcia (screeny).
Czy tylko mnie się wydaje, że on wygląda jak wampires.Zdjęcia (screeny).
W nocy przy świetle fluorescencyjnym mógłbym się wystraszyć.
Niezależnie jakie ujęcie, to i tak ma czym kąsać.
I tym nieoptymistycznym akcentem kończymy. Korekta jak zwykle, narka.



Z perspektywy prowincji w wyludnianiu się nie ma nic dobrego. Ale chuj z tym.
OdpowiedzUsuń