Życie czasami toczy się nie po naszej myśli, choć staram się znajdować pozytywy w negatywach. W zasadzie jak już na st. mac. porządki na grupie A doszły do stanu prawie końcowego, na ościennych grupach też, nie, na tych dalszych, to rozdupcyłem się na schodach. Gdybym nie był w stanie ładownym (wiadro w jednej ręce, spożywka w drugiej) i to pod górę, to zniszczenia były by mniejsze. Nie, wiadro zostało całe, choć część cieczy z niego się wylała, spożywka też została cała. W związku z tym, że miałem zajęte górne kończyny, to utrzymanie się na schodach pozostało na dolnych. Te bez pomocy górnych w początkowej fazie robiły co mogły, by nie doszło do zsunięcia, czy runięcia w dół. Jak już wiadro posadowiłem z resztą cieczy na jakimś stopniu to jedna ręka mi się zwolniła, przeto zatrzymała destrukcję. W jej wyniku uszkodzeniu w przegubie (stawie kolanowym) uległ prawy silnik trakcyjny. Odnowiła się dawna usterka z przed roku, źle zreperowana. Mało tego, po pozbieraniu się ze schodów, trochę w wolniejszym tempie plan dnia był realizowany, w tym wyjazd kom. miejską do dentysty i dalej do kato zamówić przejściówkę do kompa. Wiecie jak to je. Jak się obciąży uszkodzony silnik trakcyjny, to pod wpływem ruchu impulsy defektowe nie są przekazywane sprawnie do centrali, a sama jednostka jakoś porusza się do przodu. Tek też i było. Do wieczora, już po zjeżdzie z kato funkcjonowałem trochę wolniej, ale jakoś się toczyło. Poszedłem spać. W nocy, co się przebudziłem to czułem prawy silnik trakcyjny. Zastanawiałem się co będzie rano. Po każdym przebudzeniu umiejscawiałem go tak, by móc dalej zasnąć i by on miał, odpowiednią w/g mnie, pozycję.
Rano b. delikatnie usiłowałem uruchomić prawy silnik trakcyjny, niestety bezskutecznie. Tzn. po pierwszej próbie już wiedziałem, że dziś pracować nie bydzie, w zasadzie przez następne dni też. W związku z powyższym uruchomiłem w pierwszej kolejności awaryjne drezyny ręczne do przemieszczania się, a zaraz za nimi wózek roboczy, do przemieszczania jednostki. Ręczne drezyny, to jest jakaś porażka nowych dizajnerów, czy projektantów. Ile raz z nich korzystam (poprzednio w ub. roku), to mnie uj strzela, jak można było taki badziew skonstruować. Moje poprzednie (stare) pożyczyłem staremu od 172 i nie wróciły (chyba się o nie upomnę), to też muszę się męczyć z obecnymi. Nowszymi, ale....Za to wózek roboczy sprawdzony, tylko wymagał kompleksowego umycia, napompowania głównych kół i już po jakiś 30 min operacji, mogłem nań popylać po st. mac. Teraz przyjdzie mi, poruszać się nim przez najbliższe 2 tyg. przynajmniej tak zakładam.
No cóż. Dobre w tym jest uprzątnięcie grupy A, tak że mamy drożne szlaki. To samo powiedziałem 979, bo ściągnąłem go do spisania liczników, bowiem pocz. m-ca, a nie zanosi się, bym w najbliższych dniach mógł to sam zrobić. No więc teraz wiyncyj czasu spędzamy przy kompie z przymusu.
Zdjęcie - bez zdj. bo jakoś nie mam weny, a nie chcę znowu przetrzymać tej notki na torze bocznym.
Narka.
Ale do lekarza chyba się z tym też wybierzesz?
OdpowiedzUsuńNie. W zasadzie to jest to samo co rok temu. Rozmawiałem o wyjściu do lekarza z 979 i 373 i zrezygnowałem. Leki mam po poprzedniej usterce, a jechanie do szpitala, to nadwyrężanie nogi, co już zrobiłem w pierwszym dniu. Tam trzeba się z tą nogą przemieszczać i to dość sporo. Opisywałem pewnie rok temu, jak na zdj. RTG musiałem przez piwnice przechodzić do innego budynku. Ta noga cały czas pracuje, bo muszę ją utrzymywać na odpowiedniej pozycji w zgięciu, więc ścięgna kolanowe działają. Na st. mac. siedzę i noga swobodnie leży. Nadto i tak mam L4 do końca kwietnia, więc nie wiem czy nakładanie drugiego jest warte nadwyrężania nogi. Nie chcę zaś się z tym bujać przez najbliższe m-ce, choć nwm jak będzie.
Usuń