Ja to mam oczywiście nasrane w głowie z popędem seksualnym. Wczoraj po spotlaniu (hmm, nie wiem jak to nazwać) ze 181, jak zasypiałem to już mnie rozszadzało, aby zrobić w.k., ale leżący nieopodal 979 mnie przed tym powstrzymał. No gdybym to tak robił przy nim dostał by chyba do gowy. Za to rano jak wyszedł to od razu, mało tego w ciągu niecałej godziny przerobiłem jeszcze 826 ze swoimi naprężonymi mięśniami, które moge w ograniczonym zakresie dotykać, ale za to jak są naprężone. To niestety, czy stety dość mocno oddziaływuje.
Tydzień w ogóle przeleciał tak szybko, że aż się dziwie - już piątek, a tyle nie zrobione. Wyjazd od 824 przełożony na jutro, bo dziś ma jeszcze przyjść 181 to coś tam jeszcze z nim zrobimy. Po za tym zaległe sprzątanie w domu, pranie i inne domowe sprawy, nie załatwione w tygodniu może uda się nadrobić. Teraz tyle, bo rozruch poranny trzeba kontynuować.
aktualizacja 15:30
Nie, no wymiękam. Zapasy z młodym mięśniakiem to jest to. Zaczęło się prozaicznie, bowiem wpierw spytałem się czy pamieta co mówił wczoraj. Mięśniaki-skurwiele mają to do siebie, że są dość słowne. Otóż na prawie sam koniec jak już był w masażu chciałem mu jednak ściągnąć koszulkę. Powiedział że jutro, jutro to nawet może przyjść bez niej, spytałem:
- jak to bez niej, przecież jest zimno
- w kurtce, ale bez koszulki,
- nie, no aż takiego poświęcenia nie wymagam.
Przypomniałem mu to, jednocześnie rozsuwając zamek błyskawiczny z bluzy. Potwierdził jej ściągnięcie, tylko teraz czy później. Pomyślałem później może kogoś nawiedzić i tu przylezie to teraz.
Rozebrał się z niej. Jak już to zrobiłem to wyglebiłem go na materac, na którym śpię i zaczęły się zapasy. Aż trudno je opisać, coś jak opisywanie seksu z uczuciem komuś, kto tego nigdy nie robił.
Można spróbować. Te naprężające się mięśnie, ta młoda skóra, ten bliski kontakt, ta możność chwycenia go mocno, mocno za prawie całe ciało, a zarazem za pojedyńcze naprężone mięśnie. W ogóle ciepło rozchodzące się od nagrzewającego się ciała, jednak trochę walczącego, w końcu lekkie spocenie i ślizganie się wzajemne, ach... musiałem to później przerobić (już 3-cie opróżnienie zbiorników dziś). Do tego jak leżę na nim, to mój organ, który oczywiście się pobudza, nawet już go nie chcę poskramiać, naprężony wbija się w jego brzuch. No nie wierze, że tego nie czuje. Zresztą wie, bo jakby inaczej, nawet wczoraj powiedział w czasie rozmowy o czymś tam, że "ja nie jestem taki" w domyśle branżowy,
- no przecież wiem (w domyśle - do cyca).
W ogóle to rozwija się w dobrą stronę, nie to co z 826, który mój dotyk trawi tylko w małym stopniu. Tu w ogóle można by napisać wywód psycholigiczny nt. zachowania się mięśniaków w stanach szczególnych. Co ciekawe część reaguje przychylnie, część nie, dając to do zrozumienia mową ciała. Np. taki 826, choć z powodu kultu ciała, a przed aktualizacją był i znowu rozebrał się z koszulki tym razem prezentujac swoje mięśnie 181, daje się tylko trochę dotykać, można by to nazwać dotykiem kontrolowanym. Bo chce, aby go dotykać np. po bicepsie czy barkach, ale gdzie indziej to już nie. Taka prezentacja tego co urosło bardziej dosłownie, jak innym, bo przed innymi tylko się rozbiera. Widok bardzo ładny, ale jak to ja, chciałbym znacznie więcej, np. takie zapasy jak ze 181. U niego to raczej nie nastąpi.
I tak w zasadzie miło przeleciał kolejny dzień tygodnia, bo popo to standardowa obróbka składów na torach głównych dodatkowych.
aktualizacja 22:00
Na polsacie jest emitowany wybór Miss Supranational 2015, a kto powienien zasiadać w jury? Pedały. Już dawno to mówię wszystkim rasowym heterykom, że każdy facet heteroseksualny jest skrzywiony popędem seksualnym i związanym z nim widełkami wyglądowymi. Podobnie, jak ja nie mógłbym zasiadać w jury wyboru mistera czegośtam, bo zawsze mój wybór byłby skrzywiony preferencjami seksualnymi. Że też przez tyle lat inni nie mogą tego zrozumieć, ale trudno, nie siedzę tam, nie wybieram i po chwili wyłączyłem, bo gdzieżby mnie tam dziurawce interesowały... co innego mięśniaki w filmie "Troja". Jak już jesteśmy przy filmach, to dziś emitowano film "Radioman". Film o bezdomnym, który od nastu lat kręci się w N.Y. przy produkcjach filmów. Dzieki temu zagrał w ponad 100 filmach, jako statysta, czy w nawet większych rolach. Oglądałem film i zastanawiałem się - ilu z nas chciało by być w roli Radiomana. Ilu chciało by na chwile móc porozmawiać z gwiazdami pierwszoplanowymi, ale jednocześnie nie prowadzić życia bezdomnego, żyjącego wśród karaluchów?
Właściwie pisząc blogi też chcemy być przez chwilę atrakcyjni, przez chwilę popularni. Część pisząc blogi, nie widząć popularności przestaje je pisać wpisy pojawiają się co raz rzadziej, aż po jakimś czasie zanikają. Być może formuła bloga, poprzeczka jest za wysoko postawiona i z czasem się nie nadąża. Na szczęście u mnie nie było i nie ma żadnej poprzeczki, żadnych postanowień co do formuły bloga, jest to zapis dnia codziennego, a ponieważ to takie prozaiczne, to też ciągle jakby się dzieje i ciągle jest co pisać.
Teraz np. za dużo żrę słodyczy, bo wypiłem trochę, ale chyba nie aż tyle, aby tekst był na czerwono. Zdarzyło się tak, bowiem 826 uprawia czynnie sport. Pomijam tu ćwiczenia u mnie sztangą i czymś tam jeszcze. Na koniec sezonu w drużynie, w której jest w pierwszym składzie zorganizowano imprezkę. Pierwszy skład opiewa na 11 samców, to już wiadomo o co chodzi. On jest w tym składzie, tzn. w tej jedenastce. Poszedł na tą imprezkę i Pan na bramce, jak w filmach mówi:
- nie ma Cb. na liście - wypierdalaj.
826 kupił flachę specjalnie na tą imprezkę, na którą zadłużył się u mnie, a tu takie coś. Nic, przyszedł z flachą do mnie i w zasadzie w dwóch opróżnilismy ją, po czym już trochę wstawiony dzwonił, bo dziś ta łączność taka prosta, do innnych zawodników, jak tam, a oni na niego czekają, to też pobiegł do lokalu, w którym ta imprezka się odbywa, bo pewnie już bramka tak nie sprawdza jak na początku, jeżeli w ogóle po kilku godz. imprezki cokolwiek sprawdza. Uspokajałem go tu, że to błąd organizacyjny, a nie że aż tak go nie lubią, iż nie wciągnęli go na listę. No bo nie wyobrażam sobie, aby zawodnika pierwszego składu pominąć. To poważny błąd organizacyjny.
Nic to, dzięki temu na stacji mamy luz o 22:00, bowiem 979 pojechał na koncert do m-ta odległego ze swoją... no coś a'la laską, bo ona ma innego mena, a 979 po prostu ma z nią dobre relacje, no i chyba tyle. Trochę to rozumiem, bo wśród facetów też byli tacy, których bym, mimo tego, iż mi się podobali, nie przeleciał, ale miałem tak dobre relacje, że je przekładałem nad potrzeby popędu seksualnego, co zreszta powiedziałem 979 w tym rozumieniu jego. Inni nie potrafią tego zrozumieć, może za młodzi. Wracając do sprawy, albo nawet i nie, to bytność 979 na imprezce oznacza budzenie w nocy i nieprzespaną noc. Jutro wyjazd (taki jest plan) do 824, nie wiem czy zrealizuję, ale może sie uda.
No to chyba tyle, oprócz tego, iż postanowiłem nie strofować 826 w jego rozbieraniu sie do klaty. Pomyślałem - co mnie to qrwa obchodzi, że mu coś wali na dekiel. Rozbiera się do klaty to należy się cieszyć z widoków, a nie dociekać przyczyn takiego widoku. I tyle, to też jak dziś wieczorem znowu się rozebrał tylko podziwialiśmy widok nie odzywając się, że to może być dla innych dziwne. Pierdolę to, mam co podziwiać, bo heterycy to nie, ale 826 wie o tym.
piątek, 4 grudnia 2015
czwartek, 3 grudnia 2015
Czwartek
Trochę wpiszę, bowiem lezie 181, a nie wiem jak będzie później, bo niby mamy flachę zrobić i jeszcze bieżące zajęcia to dzień jak zwykle zajęty.
Oprócz innych składów był wczoraj 826. Jak zwykle ćwiczył, ale, o czym rozmawiałem z 979, coś się z nim dzieje. Nie wiem czy pod wpływem tych energy-ciulstw, które pije, czy jakiś innych używek przy ćwiczeniach, ale rośnie u niego dość znacznie kult ciała. Fajnie wygląda, to fakt, jak się go złapie za naprężony biceps, to aż się miło robi, w sumie jego ręcę to chyba na obecną chwilę najladniejsze z tych co tu przychodzą, ale w głowie coś się tam zmienia. Wczoraj przy ćwiczeniach znowu się rozebrał, niby nic, ale ciągle jest zachwycony z efektów ćwiczeń i to jakby nadmiarowo. Chyba bardziej jest zadowolony z siebie jak efekty z innymi częściami ciała. Przez energy-ciulstwa wydaje się być ogólnie pobudzony, co przejawia się w jego zewnętrznym zachowaniu.
No i jeszcze wczoraj poruszyłem sprawę wchodzenia na stację innych składów. Oni prosto z pracy, jak 826 i jeszcze taki jeden przedwczoraj i wczoraj też (nie ma numerka), weszli na stację i do 22:00, o której ich wyprawiamy siedzieli ciągiem. Albo w domu się źle czują, albo ich tam nie lubią, albo jedno i drugie. Standardowo przed 20:00 wszedł 834 i też do końca siedział. Już wczoraj chciałem iść do 820 pogadać w ramach ich siedzenia tu, ale może dziś to uskutecznię.
No dobra. Był 181. Ciulnęliśmy flachę, tak dawno oczekiwanom i co... i nic do cyca. Tzn. na mnie chyba ten alko nie działa, bo do końca trybiłem, po całej flaszce 40% na dwóch, nawet 979, który przyszedł o 17:00 się nie kapnął, że coś łyknąłem. Dziwne... Za to dobrze, że zadzwonił, iż lezie, takie zrządzenie losu, bowiem drzwi były zamknięte na dolny zamek i pewnie by się dziwił co się w środku działo, a tak zadzwonił ze szlaku, że podchodzi pod wjazdowy, to od razu otworzyliśmy drzwi i zmieniliśmy klucze w zamkach, aby nie dociekał. Myślę, że się udało, bo pytań nie zadawał.
Ze 181 jak mu robiłem masaż to w trakcie rozmowy mówi do mnie:
- ale ja nie jestem taki,
- no przecież wiem do cyca.
A kto z tych co tu przychodza jest taki - se pomyślalem. Za to na koniec powiedział, bo chodziło o ściągnięcie koszulki w "niby" zapasach, że jutro to może przyjść nawet bez niej. Tak się teraz zastanawiam co to miało znaczyć? Oczywiście dla mnie jakby przyszedł bez niej to wyjebka. W ogóle najwięcej to udało się mu ściągnąć koszulkę z pleców, tak że na bicepsach miał ją jeszcze założoną. To też jest osiągnięcie, bo chyba pierwszy raz tak się stało. Dotychczas to podciągałem mu ją do szyi i tyle, choć w zasadzie to z koszulki na szyi pozostał tylko pasek, to teraz przełożyłem mu ją przez głowę i była z przodu, to też całe plecy w dyspozycji. W trakcie masażu nie obyło się bez dyskusji o sprawach bytowych, bo mięśniaki z tąd są skażone warunkami rodzinnymi, wszak u 181 odbył się przedwczoraj rozwód rodziców w 10 min na posiedzeniu sądu. No jakoś szybko, ale może i dobrze, nie ciągnie się to jak flaki z olejem (choć nie wiem skąd to powiedzenie). Komórek ogólnodostępnych nie włączyłem, aby nam nie przeszkadzali jak siedziałem na nim. Ach, za każdym razem jak siedzę na takim młodym mięśniaku, gdzieś tam w tle jawi się bycie z takim. Ułożenie sobie szczęśliwego życia, radosna kopulacja i w ogóle pełne szczęścia bytowanie. Życie jednak pokazuje nam w dużym stopniu iluzoryczność takich marzeń, bo życie bieżące potrafi zaskoczyć bardzo. Jego dziś moje zachowanie nie zaskoczyło, bo oprócz tego co już kiedyś robiłem nic nowego się nie odbyło, a szkoda, bo liczyłem, to jednak w czasie to było rozciągnięte i w moich rękach w zasadzie przebywał ponad 2h. Czy ta flacha była stracona? Nie wiem. Nie weszliśmy na wyższy pułap, na którym np. jestem ze 172, czy choćby z 975 członkiem jego rodziny. Brakło czasu, brakło alkoholu (no ten był jeszcze awaryjnie) nie wiem. To są takie stracone chwile. Niby umawiam się z nim prawie m-c na spotkanie przy flaszce, ono sie odbywa i jakby nie posuwam się do przodu z tematem większej jego dostępności. Zastanawia mnie tylko ta chęć jutro zdjęcia przez niego koszulki, a przynajmniej deklaracja pod wpływem. Czyżby trzeba było następna flachę zrobić?
To są właśnie te chwile, kiedy zostają niedopowiedzenia i kiedy nie przechodzi się o ten szczebel wyżej. To co kiedyś przechodziłem ze 172, też początek był ciężki. Choć to już było ponad 6 czy nawet więcej lat temu, dobrze pamietam, jak kiedyś po flaszce się dobierałem do niego, a on mi mówi:
- jak jestem po flaszcze to nie rób ze mną tych rzeczy, bo ci wyjebie. Po flaszcze mam agresje.
Mnie wtedy jakby odrzuciło od niego i to pamiętam, ale za to już znacznie słabiej jak to się stało, że jednak zaczęliśmy to robić. To chyba on się po flaszcze dobrał bardziej do mnie, jak ja do niego. Ach te mięśniaki-skurwiele.
181 ma przyjść jutro, się okaże jak z tą koszulką będzie. Tyle teraz, bo już zgłosili ze szkolnictwa zapotrzebowanie na pusty skład cystern. Tymczas (acha, tekst bez sprawdzenia, bo brak czasu, za ewentualne błędy przepraszam).
Oprócz innych składów był wczoraj 826. Jak zwykle ćwiczył, ale, o czym rozmawiałem z 979, coś się z nim dzieje. Nie wiem czy pod wpływem tych energy-ciulstw, które pije, czy jakiś innych używek przy ćwiczeniach, ale rośnie u niego dość znacznie kult ciała. Fajnie wygląda, to fakt, jak się go złapie za naprężony biceps, to aż się miło robi, w sumie jego ręcę to chyba na obecną chwilę najladniejsze z tych co tu przychodzą, ale w głowie coś się tam zmienia. Wczoraj przy ćwiczeniach znowu się rozebrał, niby nic, ale ciągle jest zachwycony z efektów ćwiczeń i to jakby nadmiarowo. Chyba bardziej jest zadowolony z siebie jak efekty z innymi częściami ciała. Przez energy-ciulstwa wydaje się być ogólnie pobudzony, co przejawia się w jego zewnętrznym zachowaniu.
No i jeszcze wczoraj poruszyłem sprawę wchodzenia na stację innych składów. Oni prosto z pracy, jak 826 i jeszcze taki jeden przedwczoraj i wczoraj też (nie ma numerka), weszli na stację i do 22:00, o której ich wyprawiamy siedzieli ciągiem. Albo w domu się źle czują, albo ich tam nie lubią, albo jedno i drugie. Standardowo przed 20:00 wszedł 834 i też do końca siedział. Już wczoraj chciałem iść do 820 pogadać w ramach ich siedzenia tu, ale może dziś to uskutecznię.
No dobra. Był 181. Ciulnęliśmy flachę, tak dawno oczekiwanom i co... i nic do cyca. Tzn. na mnie chyba ten alko nie działa, bo do końca trybiłem, po całej flaszce 40% na dwóch, nawet 979, który przyszedł o 17:00 się nie kapnął, że coś łyknąłem. Dziwne... Za to dobrze, że zadzwonił, iż lezie, takie zrządzenie losu, bowiem drzwi były zamknięte na dolny zamek i pewnie by się dziwił co się w środku działo, a tak zadzwonił ze szlaku, że podchodzi pod wjazdowy, to od razu otworzyliśmy drzwi i zmieniliśmy klucze w zamkach, aby nie dociekał. Myślę, że się udało, bo pytań nie zadawał.
Ze 181 jak mu robiłem masaż to w trakcie rozmowy mówi do mnie:
- ale ja nie jestem taki,
- no przecież wiem do cyca.
A kto z tych co tu przychodza jest taki - se pomyślalem. Za to na koniec powiedział, bo chodziło o ściągnięcie koszulki w "niby" zapasach, że jutro to może przyjść nawet bez niej. Tak się teraz zastanawiam co to miało znaczyć? Oczywiście dla mnie jakby przyszedł bez niej to wyjebka. W ogóle najwięcej to udało się mu ściągnąć koszulkę z pleców, tak że na bicepsach miał ją jeszcze założoną. To też jest osiągnięcie, bo chyba pierwszy raz tak się stało. Dotychczas to podciągałem mu ją do szyi i tyle, choć w zasadzie to z koszulki na szyi pozostał tylko pasek, to teraz przełożyłem mu ją przez głowę i była z przodu, to też całe plecy w dyspozycji. W trakcie masażu nie obyło się bez dyskusji o sprawach bytowych, bo mięśniaki z tąd są skażone warunkami rodzinnymi, wszak u 181 odbył się przedwczoraj rozwód rodziców w 10 min na posiedzeniu sądu. No jakoś szybko, ale może i dobrze, nie ciągnie się to jak flaki z olejem (choć nie wiem skąd to powiedzenie). Komórek ogólnodostępnych nie włączyłem, aby nam nie przeszkadzali jak siedziałem na nim. Ach, za każdym razem jak siedzę na takim młodym mięśniaku, gdzieś tam w tle jawi się bycie z takim. Ułożenie sobie szczęśliwego życia, radosna kopulacja i w ogóle pełne szczęścia bytowanie. Życie jednak pokazuje nam w dużym stopniu iluzoryczność takich marzeń, bo życie bieżące potrafi zaskoczyć bardzo. Jego dziś moje zachowanie nie zaskoczyło, bo oprócz tego co już kiedyś robiłem nic nowego się nie odbyło, a szkoda, bo liczyłem, to jednak w czasie to było rozciągnięte i w moich rękach w zasadzie przebywał ponad 2h. Czy ta flacha była stracona? Nie wiem. Nie weszliśmy na wyższy pułap, na którym np. jestem ze 172, czy choćby z 975 członkiem jego rodziny. Brakło czasu, brakło alkoholu (no ten był jeszcze awaryjnie) nie wiem. To są takie stracone chwile. Niby umawiam się z nim prawie m-c na spotkanie przy flaszce, ono sie odbywa i jakby nie posuwam się do przodu z tematem większej jego dostępności. Zastanawia mnie tylko ta chęć jutro zdjęcia przez niego koszulki, a przynajmniej deklaracja pod wpływem. Czyżby trzeba było następna flachę zrobić?
To są właśnie te chwile, kiedy zostają niedopowiedzenia i kiedy nie przechodzi się o ten szczebel wyżej. To co kiedyś przechodziłem ze 172, też początek był ciężki. Choć to już było ponad 6 czy nawet więcej lat temu, dobrze pamietam, jak kiedyś po flaszce się dobierałem do niego, a on mi mówi:
- jak jestem po flaszcze to nie rób ze mną tych rzeczy, bo ci wyjebie. Po flaszcze mam agresje.
Mnie wtedy jakby odrzuciło od niego i to pamiętam, ale za to już znacznie słabiej jak to się stało, że jednak zaczęliśmy to robić. To chyba on się po flaszcze dobrał bardziej do mnie, jak ja do niego. Ach te mięśniaki-skurwiele.
181 ma przyjść jutro, się okaże jak z tą koszulką będzie. Tyle teraz, bo już zgłosili ze szkolnictwa zapotrzebowanie na pusty skład cystern. Tymczas (acha, tekst bez sprawdzenia, bo brak czasu, za ewentualne błędy przepraszam).
środa, 2 grudnia 2015
Środa
Ile razy siadam do "serwisu transakcyjnego" z mbanku i robię rzeczy ponadstandardowe to mnie chuj strzela. Gratuluję informatykom pomysłowości w tym jak coś prostego co było kiedyś można skomplikować do granic możliwości. Za każdym razem dźwiga mi się ciśnienie i mam dość. Coś tak prostego jak dodanie przelewu do listy odbiorców (aby nie chciało kodu to się nazywa - zaufany) to jest dramat. Mało tego na liście tych odbiorców można ich mieć tylko 10-ciu aktywnych, co w dobie komputeryzacji jest już mega osiągnięciem. Aby zrobić przelew do zdefioniowanego odb. będącego na liście, ale nie aktywnego, bo tylko 10-ciu może być, muszę kogoś unieaktywnić, aby aktywować tego następnego. No bajer jak nic. Trzymam się tam, bo jakby przelewy za darmo, konto za darmo, ale nerwy już nie. A stary "system" był taki prosty i komu to było ruszać. Ale nie, qrwa musi być nowe, wodotryski, fontanny, migające ciulstwa ogólnie przerost formy nad treścią, bo inni tak mają, bo taki trend - klikologia.
Z innych spraw to dla przeciwwagi był 172. Rozwiązanie z nim jak wchodzi robimy co robimy i wychodzi jest chyba najlepsze o czym chyba kiedyś tu pisałem. Nie zawraca mi wtedy głowy sobą, nie gada, nie absorbuje. Zastanawiam się nad spankingiem i tym jego męczeniem i czy nie jest to takie odreagowanie, częściowe lubienie tego, ale nie okazywanie innym, bo ciągle mnie to dziwi, że tyle można z nim zrobić. No oczywiście się cieszę, bo obecnie to z nim najwięcej robię.
Pogoda idealna na sprzątanie. Od nocy pada, w ciagu dnia też, niebo zasłonięte chmurami, ciemnawo na dworze do tego stopnia, że czasami trzeba świecić światło w mieszkaniu. Robiąc to ze 172 to on sam zaświecił światło. Wie, że wzrokowiec ze mnie.
Z innych spraw to dla przeciwwagi był 172. Rozwiązanie z nim jak wchodzi robimy co robimy i wychodzi jest chyba najlepsze o czym chyba kiedyś tu pisałem. Nie zawraca mi wtedy głowy sobą, nie gada, nie absorbuje. Zastanawiam się nad spankingiem i tym jego męczeniem i czy nie jest to takie odreagowanie, częściowe lubienie tego, ale nie okazywanie innym, bo ciągle mnie to dziwi, że tyle można z nim zrobić. No oczywiście się cieszę, bo obecnie to z nim najwięcej robię.
Pogoda idealna na sprzątanie. Od nocy pada, w ciagu dnia też, niebo zasłonięte chmurami, ciemnawo na dworze do tego stopnia, że czasami trzeba świecić światło w mieszkaniu. Robiąc to ze 172 to on sam zaświecił światło. Wie, że wzrokowiec ze mnie.
wtorek, 1 grudnia 2015
Wtorek
Pomijam już ruch na stacji, ale wrócę do przejazdu z żoną od 972 i problemem ewentualnego rozwodu. Rozmawiałem z nią, czy oddanie im dzieci przez sąd to nie jest tak, jak ze zbawieniem w wiarze katolickiej, że kiedyś tam, po czymś tam, coś tam będzie. Ona na to:
- oczywiście, że nie, to jest realne.
Ale tak sobie myślę, że to właśnie tak jest, ale ona tego tak nie odbiera. No bo ok. Teraz nie dostaną dzieci, bo nie spełniają warunków, niby jak się z nim rozwiedzie to ma szanse (ktoś jej tak powiedział), ale jakie to szanse, jak się rozejdzie z 972 i przyjmie na stan 3 skurwieli i jedną larwę? Przecież sąd nie jest pierdolnięty i zada pytanie, jak ich Pani utrzyma i jak ich pani wyżywi, i kto będzie się nimi opiekował? Ona, oczywiście w swoim rozwoju umysłowym tych prostych pytań nie bierze pod uwagę, bo to jakby oczywiste dla niej. Otrzymuje ich jak prezent pod choinkę i jest git, a co później, to się okaże. No nie wiem czy sąd też tak to widzi. Ze swojej pensji ich nie utrzyma, po za tym, kto się będzie nimi opiekował, jak polezie do pracy? Jej matka, która wcześniej miała rodzinę zastępczą jest już skreślona z ojcem, bowiem jak dostali za dwoje ich dzieci 3,600zł to zrobili taką imprezkę, że dwie kontrole z MOPS załapały sią na nią. To kto się ma jej larwami opiekować? Tego oczywiście nie bierze pod uwagę, ale zalecenia jakiegoś kretyna, czy idiotki realizują. Ach ten obecny system, który opiera się na głupocie ludzi jest rewelacyjny. Ci głupole tylko płacą i nawet się nie żachną, że tyle bulą za proste sprawy.
Dziś niby dzień dla siebie. Otwarłem flachę żołądkowej gorzkiej klasyk, ale jakie to niby samemu picie, jak mimo pory przedpołudniowej, ciągle coś. A to 374 jakieś przelewy, odbiór zupek ze szkolnictwa, rozliczenie się. To 979 w spr. koszulki na ćwiczenia na siłownie, bo ładnie musi wyglądać przed dziurawcami, to należy mu ją wyprasować, a to znowu ktoś z wioski przegrać systemy operacyjne, ale i tak siadły napędy, itd.
To kiedy qrwa mogę się najebać, aby mi nikt nie przeszkadzał do cyca?
Oczywiście teraz już spożywanie muszę kończyć, bowiem popo obieg z cysternami, to przecież nie mogę sie obalać na kole, a wieczorem składy na stacji. Jakiś dramat do cyca.
Byłem z 979 w stonce. Niby taka pierdoła, bo chodziło o tkanie na siłę na taśmę przesuwającą towar trójkątnej przekładki, bo Pani ma sobie ją przełożyć, bo jest w pracy. Zdejmowałem mu to dwa razy z taśmy, a on ponownie to kładł przed swoim towarem oddzielająć choć i tak była luka od poprzedniego towaru. Powstała dyskusja, w której dowodziłem, że "mądry" rząd tak zmanipulował społeczeństwo, że to walczy między sobą w klasach społecznych, a nie mędzy klasami. Tzn. Ci na niskim poziomie walczą między sobą, zamiast z tymi z klasy wyższej, którzy ich na każdym kroku ograbiają z kasy lub przez swoją głupotę powoduję podrożenie życia właśnie tych na dole. Ta trójkątna przekładka jest jak najbardziej dowodem na takie działania. Nigdy jej nie kładę przed swoimi produktami, mało tego jak kasjerka przesuwa je nad skanerem to kładę już przy niej kasę do wzięcia i wydawania. To przyśpiesza jej działania, a i skraca mój czas czekania.
- oczywiście, że nie, to jest realne.
Ale tak sobie myślę, że to właśnie tak jest, ale ona tego tak nie odbiera. No bo ok. Teraz nie dostaną dzieci, bo nie spełniają warunków, niby jak się z nim rozwiedzie to ma szanse (ktoś jej tak powiedział), ale jakie to szanse, jak się rozejdzie z 972 i przyjmie na stan 3 skurwieli i jedną larwę? Przecież sąd nie jest pierdolnięty i zada pytanie, jak ich Pani utrzyma i jak ich pani wyżywi, i kto będzie się nimi opiekował? Ona, oczywiście w swoim rozwoju umysłowym tych prostych pytań nie bierze pod uwagę, bo to jakby oczywiste dla niej. Otrzymuje ich jak prezent pod choinkę i jest git, a co później, to się okaże. No nie wiem czy sąd też tak to widzi. Ze swojej pensji ich nie utrzyma, po za tym, kto się będzie nimi opiekował, jak polezie do pracy? Jej matka, która wcześniej miała rodzinę zastępczą jest już skreślona z ojcem, bowiem jak dostali za dwoje ich dzieci 3,600zł to zrobili taką imprezkę, że dwie kontrole z MOPS załapały sią na nią. To kto się ma jej larwami opiekować? Tego oczywiście nie bierze pod uwagę, ale zalecenia jakiegoś kretyna, czy idiotki realizują. Ach ten obecny system, który opiera się na głupocie ludzi jest rewelacyjny. Ci głupole tylko płacą i nawet się nie żachną, że tyle bulą za proste sprawy.
Dziś niby dzień dla siebie. Otwarłem flachę żołądkowej gorzkiej klasyk, ale jakie to niby samemu picie, jak mimo pory przedpołudniowej, ciągle coś. A to 374 jakieś przelewy, odbiór zupek ze szkolnictwa, rozliczenie się. To 979 w spr. koszulki na ćwiczenia na siłownie, bo ładnie musi wyglądać przed dziurawcami, to należy mu ją wyprasować, a to znowu ktoś z wioski przegrać systemy operacyjne, ale i tak siadły napędy, itd.
To kiedy qrwa mogę się najebać, aby mi nikt nie przeszkadzał do cyca?
Oczywiście teraz już spożywanie muszę kończyć, bowiem popo obieg z cysternami, to przecież nie mogę sie obalać na kole, a wieczorem składy na stacji. Jakiś dramat do cyca.
Byłem z 979 w stonce. Niby taka pierdoła, bo chodziło o tkanie na siłę na taśmę przesuwającą towar trójkątnej przekładki, bo Pani ma sobie ją przełożyć, bo jest w pracy. Zdejmowałem mu to dwa razy z taśmy, a on ponownie to kładł przed swoim towarem oddzielająć choć i tak była luka od poprzedniego towaru. Powstała dyskusja, w której dowodziłem, że "mądry" rząd tak zmanipulował społeczeństwo, że to walczy między sobą w klasach społecznych, a nie mędzy klasami. Tzn. Ci na niskim poziomie walczą między sobą, zamiast z tymi z klasy wyższej, którzy ich na każdym kroku ograbiają z kasy lub przez swoją głupotę powoduję podrożenie życia właśnie tych na dole. Ta trójkątna przekładka jest jak najbardziej dowodem na takie działania. Nigdy jej nie kładę przed swoimi produktami, mało tego jak kasjerka przesuwa je nad skanerem to kładę już przy niej kasę do wzięcia i wydawania. To przyśpiesza jej działania, a i skraca mój czas czekania.
I wydawało by się, ze to taki daremny przykład z tą przekładką, ale to jest kwintesencja działania głupiego społeczeństwa, które samo sobie generuje koszty i to nie małe, a następnie stęka czemu to życie jest takie drogie. Przecież jakby sobie wyobrazić, że przed nami na taśmie jest 50 takich przekładek i pani pojedyńczo je przekłada, a my cierpliwie czekami, bo co możemy zrobić - wyjść ze sklepu - to ona jest w pracy i jej za to płacą, a to że głupole, które ponakładały tych przekładek tyle na taśmę stoją i stękają, że tyle się czeka to ją to jebie. Zawsze można zatrudnić następną, bo głupole tyle tych przekładek nakładają i podnieść cenę towarów. W prostej lini, można przejść do komunikacji miejskiej. Kolejny głupol, który tak układa światła dla tramwaji, że te przejeżdżają ostatnie, mało tego obligatoryjnie, bo tak są "inteligentne" światła skonstruowane, muszą stanąć przed każdym skrzyżowaniem to już głupoli nie obchodzi, bo oni za to nie płącą. Ale z drugiej strony są inni stękający, czemu te bilety są takie drogie? No bo do qrwy rozruch tramwaju z prędkości 0km/h do 25km/h kosztuje np. 15zł x ilość zatrzymań i mamy koszt. No ale kto by się tam z klasy wyższej tym przejmował, wszak oni jeżdżą wypasionymi brykami i ich to jebie, za to głupole na dole nie są nauczeni oddziaływania na takie bzdedy. Dziwnym, że nie zatrzymuje się tak samochodów osobowych przed skrzyżowaniami. No w sumie nie dziwne, bo prezes jeden z drugim by się wqrwił ciągłymi zatrzymaniami i zadzwonił do Zdzisia (odpowiedzielnego za organizacje ruchu ulicznego): - Zdzisiu, zrób z tym coś, bo się spóźniam do pracy, a tak być nie może. No i tak to się na każdym szczeblu w kraju raju dzieje. Jak to dobrze, iż nie pracuję. To by mnie dopiero rozwaliło po ścianach w związku ze stycznością takich relacji w pracy. Tak stykam się z tym, ale uspokajam, to nie z mojej kasy do cyca, nie przejmuj się tym.
poniedziałek, 30 listopada 2015
Poniedziałek #790
Dosłownie parę godz. dla siebie, bowiem dziś nie został zaplanowany żaden skład w godz. południowych, ale już jutro 181, a w środę 172. Się okaże jak będzie.
W ramach "wolnego czasu" (a to dobre - wolny czas...u mnie) zabieram się za realizację porządkowania mieszkania w tym również grupy C po pobycie 573. Ilekroć wchodzę tam to wyleczyłem się z brania kogoś jeszcze na dłużej do mieszkania. Co innego 979, który nadal tu jakby mieszka, ale relacje się poprawiają, do tego on jest traktowany szczególnie. Jeszcze kilka wejść na grupę C i będzie zdatna do dalszego użytku. Dziś posprzątałem za łóżkiem, co tam można było znaleźć. Istne wykopaliska, do tego przemyłem szyby w oknach, bo jakoś tak stale tam ciemno było, a nadto idą święta, to jakby na fali trzeba w ogóle szyby przetrzeć na innych grupach, tudzież zabrać się za pranie firan i zasłon. Jedna zasłona przedwczoraj do pok.A została już wyprana.
Odprawianie o 22:00 składów na swoje stacje macierzyste jest dobrym pomysłem. Jak pamiętam kiedyś to miało być już realizowane, ale zostało zaniechane. Teraz ostatnim jest 834, który wczoraj wyszedł planowo, ale moje procedury wyłączeniowe to i tak wyglebiam ok. 23:30.
Miałem opisać dalszy ciąg objazdu poc. po PL, ale to co napisałem na górze, brak wolnego czasu. Muszę zeżreć i za niedługo zbierać się do stomy, następnie obieg z cysternami, a popo już ruch składów na stacji do 22:00.
My to żyjemy jednak w pociesznym kraju. Otóż byłem u znajomej stomatolog. Wziąłem książkę do czytania, aby w poczekalni sie nie nudzić i bezwiednie nie omiatać wzrokiem ścian, ale w poczekalni pusto i po wejściu mówię:
- to ja tu księżkę zabrałem, a w poczekalni pusto
- puto, bo koniec m-ca i punkty się skończyły.
Czyli jest tak, zbyt mała ilość punktów do specjalistów co powoduje, że przez 1/3 m-ca lekarze siedzą i nic nie robią. Wycena tego co robią w ciągu 2/3 m-ca jest droższa o siedzenie i nic nie robienie przez 1/3 m-ca. No rewelka. Za to w poradniach specjalistycznych, jak ostatnio byłem to w ogóle na ten rok nie ma już zapisów, a na nowy od pocz. grudnia i pielęgniarka zapowiedziała, że lepiej się uzbroić w cierpliwość, bo kolejka może być na 3h. Już to kiedyś ktoś powiedział, aby chorować to trzeba mieć zdrowie. W ogóle co ma zrobić ktoś, kto zachorował na koniec listopada?
- przyjdź Pan na początku grudnia zapisać się na przyszły rok, ale zapisy sa na luty.
Dlatego starym nawykiem przed świętami się leczę co powychodziło, bo w grudniu to jedynie zostaje symulowanie, aby zatrzymali na oddziale w szpitalu. Innej formy leczenia nie ma. Zęby też robię, bo w okresie świątecznym kiedy służba zdrowia oprócz szpitali zamiera totalnie i budzi się w na początku stycznia, jakby mi się coś stało to kapa totalna. Zresztą dzisiejsza wizyta i tak poszła na konto grudnia, wpisana będzie jutro.
W ramach "wolnego czasu" (a to dobre - wolny czas...u mnie) zabieram się za realizację porządkowania mieszkania w tym również grupy C po pobycie 573. Ilekroć wchodzę tam to wyleczyłem się z brania kogoś jeszcze na dłużej do mieszkania. Co innego 979, który nadal tu jakby mieszka, ale relacje się poprawiają, do tego on jest traktowany szczególnie. Jeszcze kilka wejść na grupę C i będzie zdatna do dalszego użytku. Dziś posprzątałem za łóżkiem, co tam można było znaleźć. Istne wykopaliska, do tego przemyłem szyby w oknach, bo jakoś tak stale tam ciemno było, a nadto idą święta, to jakby na fali trzeba w ogóle szyby przetrzeć na innych grupach, tudzież zabrać się za pranie firan i zasłon. Jedna zasłona przedwczoraj do pok.A została już wyprana.
Odprawianie o 22:00 składów na swoje stacje macierzyste jest dobrym pomysłem. Jak pamiętam kiedyś to miało być już realizowane, ale zostało zaniechane. Teraz ostatnim jest 834, który wczoraj wyszedł planowo, ale moje procedury wyłączeniowe to i tak wyglebiam ok. 23:30.
Miałem opisać dalszy ciąg objazdu poc. po PL, ale to co napisałem na górze, brak wolnego czasu. Muszę zeżreć i za niedługo zbierać się do stomy, następnie obieg z cysternami, a popo już ruch składów na stacji do 22:00.
My to żyjemy jednak w pociesznym kraju. Otóż byłem u znajomej stomatolog. Wziąłem książkę do czytania, aby w poczekalni sie nie nudzić i bezwiednie nie omiatać wzrokiem ścian, ale w poczekalni pusto i po wejściu mówię:
- to ja tu księżkę zabrałem, a w poczekalni pusto
- puto, bo koniec m-ca i punkty się skończyły.
Czyli jest tak, zbyt mała ilość punktów do specjalistów co powoduje, że przez 1/3 m-ca lekarze siedzą i nic nie robią. Wycena tego co robią w ciągu 2/3 m-ca jest droższa o siedzenie i nic nie robienie przez 1/3 m-ca. No rewelka. Za to w poradniach specjalistycznych, jak ostatnio byłem to w ogóle na ten rok nie ma już zapisów, a na nowy od pocz. grudnia i pielęgniarka zapowiedziała, że lepiej się uzbroić w cierpliwość, bo kolejka może być na 3h. Już to kiedyś ktoś powiedział, aby chorować to trzeba mieć zdrowie. W ogóle co ma zrobić ktoś, kto zachorował na koniec listopada?
- przyjdź Pan na początku grudnia zapisać się na przyszły rok, ale zapisy sa na luty.
Dlatego starym nawykiem przed świętami się leczę co powychodziło, bo w grudniu to jedynie zostaje symulowanie, aby zatrzymali na oddziale w szpitalu. Innej formy leczenia nie ma. Zęby też robię, bo w okresie świątecznym kiedy służba zdrowia oprócz szpitali zamiera totalnie i budzi się w na początku stycznia, jakby mi się coś stało to kapa totalna. Zresztą dzisiejsza wizyta i tak poszła na konto grudnia, wpisana będzie jutro.
niedziela, 29 listopada 2015
Niedziela
Skoro się nie da bezpośrednio w blogu to zastępczo tu na @, a następnie przekopiuję. Niedziela jest trudnym dniem na stacji. Od rana składy na stacji do tego okupujące komputer więc swobodnie tam nie da się nic zrobić. Nagromadziło się trochę, bo jeszcze wczorajsza "niby" imprezka u 181 na ogródku. Nie wiem jak wyobrażali sobie imprezkę organizujący, czyli 181 siostra i jej men, ale to jakaś porażka wyszła, nawet men od siostry 181 stwierdził, że: tak to posiedzieć mogliśmy sobie w domu (w domyśle bez ceregieli i przygotowania oraz przenoszenia sprzętu. Na imprezkę, choć pierwotnie nie chciałem iść, polazłem ze 174, aby opróżnić stację. Niestety jak już tam polazłem to grzecznościowo musiałem posiedzieć i wyszło tak do 23:30. Jak wróciłem na stację to w pok.A zalegał 979 trochę nieżywy, nawet nie wciągnął się cały na łóżko, ale nie poprawiałem go wszak skurwiele dają sobie radę sami. Na "niby" imprezce były i browce i wódzia, ale nic nie łyknąłem, w domyśle mając ewakuację z tamtąd, to też po wejściu na stację uruchomiłem procedury wyłączeniowe. Trochę to trwa to wyłączenie nastąpiło ok. 01:00. Zastanawiałem się czy włączyć jeszcze kompa, ale walka pomiędzy tym czy tak, czy nie przeważyła na nie. Dzięki temu połozyłem się trochę wcześniej spać. A dziś od rana w staji 979, a następnie 826 z brate, później wszedł 897, 834 i tak to leciało do ok. 22:00, bo o tej godz. odprawiam już składy ze stacji, aby uruchomić procedury wyłączeniowe. Po za tym przed 17:00 opuściłem stację, aby, prawie już tradycyjnie, przewieźć larwy od 972 do swoich zastępczych domów. O ile w tym od młodszych nie byłem nigdy w środku tylko w a'la poczekalni, to u tego najstarszego dziś udało się wejść do środka, na drugie piętro do pokoju, w którym mieszka. Pokój rogowy, zimno w nim było mimo odkręconego kaloryfera, ale młode skurwiele pewnie to trawią. Pokój 4 osobowy, w którym trzy łóżka ułożone równolegle do siebie po lewej stronie od wejścia, a jedno na wprost od wejścia i na nim śpi nastarsze dziecko 972. Zgoniło z niego młodszego i znacznie mniejszego innego skurwiela. Pod łóżkami, jedna duża półka przesuwana na dokręconych małych stałych (nieobrotowych) kółkach. Mimo komody czteroszufladowej w pokoju, nikt w niej nic nie trzyma, każdy wszystko ma pod swoim łóżkiem, aby nie zniknęło. Oprócz wymienionych żadnych innych mebli nie było, więc wygląd to robiło jak cela 4 osobowa tylko z większymi oknami i w związku z tym z widokiem na zewnątrz. Jakoś nie mam możliwości swobodnego rozmawiania z nim to o relacjach w ośrodku nie wiem. W pierwszym ośrodku od dwu tyg. ten najmłodszy z tych trzech nie jeździ do domu, bowiem 972 pobił go, więc ten zrezygnował z jeżdżenia do domu. Jadąc zarówno z nimi wszystkimi, jak i po rozwozie larw z żoną od 972 spytałem się czemu nie wezmą rozwodu? Na te kłótnie w domu, ta atmosfera jakoś dziwnie się oboje zgadzają i trwają razem niewiedzieć po co, skoro dzieci i tak im odebrano. W rozmowie żona od 972 jakby się wybielała, jak rozmawia sie z 972 to znowu on robi się idealny zwalając winę na nią. W tej wojnie dzieci stają się narzędziami określając się, po którejś ze stron. Podziały już widać. Najstarszy po stronie mamy, młodszy po stronie ojca, najmłodszy nie wiem, po ktorej, bowiem z przyczyn w/w. nie jeździ do domu. Mało tego oprócz standardowego wożenia larw od 972 przyszedł kolega, jeden z pierwszych mięśniaków zarywanych w wiosce i opowiadał jak rozchodzi się z żoną i walczy o dziecko. Powinienem chyba otowrzyć gabinet psychologiczny, bo chyba za dużo ludzi ostatnio mi się zwierza ze swoich problemów, dochodzi jeszcze 979 również ze swoimi.
sobota, 28 listopada 2015
Sobota
Fajnie tak zacząć wpis od koloru czerwonego, ale jak przewidywałem na stację o 01:00 wszedł 979 i 897. Z alko to tylko piwa wnieśli, nie łykaliśmy, bo jakby byliśmy po jednoosobowej impezce, to też piwa zostawiliśmy im. 979 w ramach głodu, zeżarł, wcześniej odgrzewając, kapuśniak ze szkolnictwa i zagryzł bułką z pracy. W rozmowie z 897 dało się wyczuć skurwiałe odpowiedzi. Jednak to czego się nauczyłem w towarzystwie skurwieli to odróżnianie ich od innych osobników zachowujących się nie skurwiale. Czasami nawet krótkie spojrzenie, wysłuchanie jednego dwu zdań i mogę rozróżnić odpowiednią kategorię człowieka męskiego.
Chyba z racji przebywania w ich towarzystwie czuję się w nim dobrze i pewnie. I to co opisywałem tu, na byłej kop. Mysłowice, kiedy spotkałem złomiarzy-skurwieli, to bardzo łatwo nawiązałem z nimi kontakt, mało tego, wynieśli z terenu kop., nastawni dysponującej to co chciałem. To się nazywa organizacja i odpowiednie podejście. Po za tym nie ma co ukrywać, to właśnie skurwiele przyciągają w większości swoim wyglądem. Tych dwu z kop. Mysłowice to nic tylko od razu przelecieć. Takie typy, a jednocześnie ta skurwielowatość... To jest to co mnie podnieca u 172 i innych lokalnych skurwieli. To co działa również na mózg. Bytność wraz z takimi przejebanymi fighterami-skurwielami, nadto możność zrobienia z nimi coś więcej, a czasami i dużo. Chyba mogę napisać, że to jakieś zrządzenie losu, które pozwoliło mi wkręcić się w takie towarzystwo, bez szkody dla siebie. Tzn. nikt mnie tu z nich nie zajebał, choć z zewnątrz taką osobę to chyba by rozszarpali.
Tyle wynurzeń, bo trza spać, tymbardziej, że 979 już nieczynny na łóżku w pok.A, a tradycyjnie wyglebiam na materac również w A. Tak jakoś sie parę tyg. wcześniej utarło, że on "zgonił" mnie z łóżka, a ja wylądowałem na materacu, na którym on wcześniej spał przez kilka tyg.
Zarówno 979 jak i ja spaliśmy z przerwą ok. 08:00 półgodzinną do 11:30. Znowu dzień w połowie już przeleciał, a zajęcia jak zwykle stoją na torach bocznych i czekają na wyciągnięcie i rozrząd tudzież zestawienie i załatwienie. Młyn codzienny za chwilę się zacznie, na razie po śniadaniu, choć 13:00 i po śniadaniu to chyba już coś z obiadem czasowo w realizacji.
Również dziś realizują andrzejki. Imprezka odbywa się też na ogródku u 181, na którą mam zapro, ale nie wiem czy skorzystam, może dla usunięcia zalegających składów na stacji, na zasadzie "zamykam post. dla czynności tech-ruchowych" i składy muszą odejść, po czym po godz. wracam i stacja pusta. Czasami trzeba jakieś myki robić jak się nie jest asertywnym.
Wczoraj 979 na swoim konce fb puścił filmik o osobach, która najpierw trochę się w "makijażu" ubrzydzały i wyglądały odstraszająco, po czym było ujęcie jak wyglądają normalnie, czyli bardzo ładnie. Chłopcy cos jak z Backstreet Boys. W połowie filmiku powiedziałem do siedzących 979 i 897:
- ale w drugą stronę to nie działa.
Nie wiem czy zrozumieli, bo nie widziałem reakcji na ich twarzach. To podobnie jak na skeczu TV kabaretu paranienormalni - śląskie wojny link -> http://www.cda.pl/video/207046a kiedy widać publiczność, która w części nie rozumie gwary śląskiej i klaszcze jak reszta, ale nie wie czemu.
Zabieram się za pracę, bo przesiedzę cały dzień i zaś nic nie zrobione.
Chyba z racji przebywania w ich towarzystwie czuję się w nim dobrze i pewnie. I to co opisywałem tu, na byłej kop. Mysłowice, kiedy spotkałem złomiarzy-skurwieli, to bardzo łatwo nawiązałem z nimi kontakt, mało tego, wynieśli z terenu kop., nastawni dysponującej to co chciałem. To się nazywa organizacja i odpowiednie podejście. Po za tym nie ma co ukrywać, to właśnie skurwiele przyciągają w większości swoim wyglądem. Tych dwu z kop. Mysłowice to nic tylko od razu przelecieć. Takie typy, a jednocześnie ta skurwielowatość... To jest to co mnie podnieca u 172 i innych lokalnych skurwieli. To co działa również na mózg. Bytność wraz z takimi przejebanymi fighterami-skurwielami, nadto możność zrobienia z nimi coś więcej, a czasami i dużo. Chyba mogę napisać, że to jakieś zrządzenie losu, które pozwoliło mi wkręcić się w takie towarzystwo, bez szkody dla siebie. Tzn. nikt mnie tu z nich nie zajebał, choć z zewnątrz taką osobę to chyba by rozszarpali.
Tyle wynurzeń, bo trza spać, tymbardziej, że 979 już nieczynny na łóżku w pok.A, a tradycyjnie wyglebiam na materac również w A. Tak jakoś sie parę tyg. wcześniej utarło, że on "zgonił" mnie z łóżka, a ja wylądowałem na materacu, na którym on wcześniej spał przez kilka tyg.
Zarówno 979 jak i ja spaliśmy z przerwą ok. 08:00 półgodzinną do 11:30. Znowu dzień w połowie już przeleciał, a zajęcia jak zwykle stoją na torach bocznych i czekają na wyciągnięcie i rozrząd tudzież zestawienie i załatwienie. Młyn codzienny za chwilę się zacznie, na razie po śniadaniu, choć 13:00 i po śniadaniu to chyba już coś z obiadem czasowo w realizacji.
Również dziś realizują andrzejki. Imprezka odbywa się też na ogródku u 181, na którą mam zapro, ale nie wiem czy skorzystam, może dla usunięcia zalegających składów na stacji, na zasadzie "zamykam post. dla czynności tech-ruchowych" i składy muszą odejść, po czym po godz. wracam i stacja pusta. Czasami trzeba jakieś myki robić jak się nie jest asertywnym.
Wczoraj 979 na swoim konce fb puścił filmik o osobach, która najpierw trochę się w "makijażu" ubrzydzały i wyglądały odstraszająco, po czym było ujęcie jak wyglądają normalnie, czyli bardzo ładnie. Chłopcy cos jak z Backstreet Boys. W połowie filmiku powiedziałem do siedzących 979 i 897:
- ale w drugą stronę to nie działa.
Nie wiem czy zrozumieli, bo nie widziałem reakcji na ich twarzach. To podobnie jak na skeczu TV kabaretu paranienormalni - śląskie wojny link -> http://www.cda.pl/video/207046a kiedy widać publiczność, która w części nie rozumie gwary śląskiej i klaszcze jak reszta, ale nie wie czemu.
Zabieram się za pracę, bo przesiedzę cały dzień i zaś nic nie zrobione.
piątek, 27 listopada 2015
Piątek
181 się obudził o 11:30,ale funkcjonuje i ma wbić z kolumną z głośnikami do przelutowania. Trzeba będzie jeszcze do kaufla skoczyć po flachę i przy okazji zawieźć tam butelki z piwa, bo się mnożą w domu.
Był jeszcze przed 10:00 172, ale rano zrobiłem przed wstaniem w.k., a następnie zeżarłem śniadanie i w końcówce tego żarcia przylazł on. Pomimo trzech figur zrobionych nie umiałem dojść to go uwolniłem. Za 10 min było by już ok, bo czułem to, ale jemu się śpieszyło to polazł dalej. Ma wbić później lub jutro. No spox. Wstępnie, sam zaproponował, umówiliśmy się na flachę na przyszły tydz., który już teraz mi się zapełnia. Pn. w zasadzie zajęty, wtorek też, to pierwszy termin z flachą - środa, czyli też zajęta. Następne zapisy ze spr. to czwartek, choć też nie wiem, bo do odbioru mają być końcówki do anteny radiotelefonu w Bytomiu, to wyjazd popołudniowy, pozostaje przedpołudnie. I tak to leci cały czas. Ciągle coś się dzieje, ciągle coś trzeba robić, nie ma jednego dnia wytchnienia. Wczoraj o 13:30 otwarłem orzechówkę - soplicę i 1/3 sam łyknąłem do tego uruchamiając symka kolejowego. Ależ mi się fajnie grało do tego zrobiła się usterka rozjazdu nr 7 i pół głowicy stacyjnej poleciało. No zajebiście, nadto nikt nie przeszkadzał to ponad godzinę grania. O 15:30 skończyłem łykać, bo ewentualny obieg z cysternami. (obiegu nie było, nie zgłoszono zapotrzebowania na skład pustych cystern) O łykaniu flachy, graniu w symka powiedziałem 979, jak przylazł po pracy, spytał się tylko dla upewnienia ile łyknąłem, potwierdziłem i tyle. Wytłumaczyłem, że godz. południowe to jedyny rozsądne, bo od popo składy na stacji i drużyny trakcyjne by się śliniły na łykanie flachy, do tego oni do łykania alko nie sa mi potrzebni, co innego mięśniaki, z którymi faktycznie "coś" robię.
aktualizacja 20:00
Poszli po browary to jest chwila wolnego. Flachy ze 181 nie było, przeniesiona na wtorek, bowiem dziś idzie na 18-kę jakiejś laski do lokalu to jeszcze przygotowania więc teoretycznie nie było by czasu, nadto późno wstał. No cóż, może w przyszłym tyg. będą dwie flachy.
Dziś obieg z cysternami zrobiony, wczoraj nie było, bo dzieci miały zabawę w szkole. Już się zastanawiałem co z żarciem na weekend, może coś czego długo nie jadłem, ale tak jesteśmy zaprowiantowani do pn., a i załapał się 979, bo też głodny i wreszcie przełamuje się do żarcia. Wcześniej nie wiem czemu stronił.
Tyle, bo jak przyjdą to szykuje się imprezka, a jeszcze muszę historię usunąć. Do jutra, narka (chyba, że coś na czerwono wpiszę).
aktualizacja 22:45
Teoretycznie powinienem iść spać, bowiem 979 poszedł na imprezkę z innymi mięśniakami-skurwielami i w nocy będzie budzenie, to nie powinienem już pisać, za to wyglebić na materacu, aby mieć zajęte msc., bo w nocy przylezie i jak zwykle będzie trzepał warami.
Z drugiej strony to jakby standardowa pora iścia spać, to jeszcze funkcjonuję.
Zastanawiam się, co jest w tym popędzie seksualnym, że cały czas działa. To coś jak u Korwina, że w wieku 70 lat został ojcem. Ile jeszcze będe się musiał zmagać z nim, i ile jeszcze będzie on decydował w jakimś stopniu za życie bieżące? Czemu mnie akurat pokarało takim popędem. Czy nie mogło by to być tak jak u 672, czy 222, aby raz na tydzień i ok, lub raz na ½ m-ca i ok, tylko codziennie new mięśniak lub ten sam, ale codzienne opróżnianie zbiorników? Natura nie jest sprawiedliwa, a przynajmniej w dobie gadżetów i elektroniki takie prymitywne popędy seksualne powinny zejść na plan dalszy, a u mnie niestety na pierwszym planie. Fuck. Dziś byłem w stonce i wraz ze mną wchodził taki ok. 20-tu lat z twarzy zajebisty koleś. Nie wiem czy go nie znam z wioski, ale jakoś nie kojarzę, za to on równie bacznie, jak ja jemu się przyglądał. Podczas tego przyglądania wszedł do stony 897 i przywitaliśmy się żółwikiem, to ten co mnie, i ja jego obserwowałem tak się popatrzał dziwnie... Ale ta twarz, taka ładna, że chuj. To są te osobniki, że twarzą nadrabiają tą resztę. Choć szczupły, co bylo widać, to ta zniewalająca twarz mnie powalała. Ponieważ w marketach jest to tak ułożone, że idzie się w tą samą stronę przeto szliśmy i ja, i on patrzeliśmy się na siebie. Ja szedłem z 897, on z jakąś laską, wydawało mi się, że siostrą, bo jakoś mało był nią zainteresowany, a więcej patrzał się na mnie, jak na nią. Wiem to takie dziecinne, ale mimo wieku to qrwa ciągle działa i na innych też. Będąc w sklepie pomyślałem ile jeszcze mięśniaków mogę poznać. Już tyle mam znajomych, część z nich jest obłapiana, to jeszcze new się, może nie garną, ale zdradzają jakieś zainteresowania. Przecież jakby nie ta laska z nim i ze mną, czy dołączający do mnie, 897 to już bym do niego nawijał. Taka twarz, ja pierdolę... Zrobie flachę ze 172 i go zmęczę w pozycjach...
181 to się chyba domyśla co było z 975. Dziś pożyczył kasę na tą 18-kę laski, ale jadąc w obiegu z cysteranami zastanawiałem się, że pewnie już czai ocb. No bo na ile trzeba być tępym aby nie zczaić? On co prawda chce iść do pracy do jakiejś hurtowni, ale do new roku chcemy mu to wybić z głowy, korzystając z jego dobrodziejstw, tj. możliwości obłapiania go. Ach. piękny, może z twarzy nie tak jak ten ze stonki, ale w rękach wychodzi rewelacyjnie.
I zapomniałbym napisać - głaskanie 181. Na początku takie instytucjonalne, czy nazywając to - standardowo. Po jakimś czasie już indywidualne, dostosowane do danego mięśniaka. To delikatne muskanie skóry, powodowanie dreszczy na niej pod wpływem przesuwania po niej opuszkami palców. To co prawda nie to co w stosunku do 222, kiedy jego skóra, mój dotyk, jego reakcja to było coś. Teraz chciałbym to mieć już, zaraz i może dlatego inaczej do tego pochodzę, a powinno się tak jak przy 222, powoli, skutecznie, sukcesywnie, ze szczególnym efektem dla nas obu, co dawało się odczuć. Tu na razie tego nie ma. Może już kolejnym podrywaniem jestem zmęczony.
Tyle, bo pora zamknąć stację dla ruchu, przynajmniej teraz, bo później to wejdzie na nią 979 i nas obudzi ponownie. Tymczas.
Był jeszcze przed 10:00 172, ale rano zrobiłem przed wstaniem w.k., a następnie zeżarłem śniadanie i w końcówce tego żarcia przylazł on. Pomimo trzech figur zrobionych nie umiałem dojść to go uwolniłem. Za 10 min było by już ok, bo czułem to, ale jemu się śpieszyło to polazł dalej. Ma wbić później lub jutro. No spox. Wstępnie, sam zaproponował, umówiliśmy się na flachę na przyszły tydz., który już teraz mi się zapełnia. Pn. w zasadzie zajęty, wtorek też, to pierwszy termin z flachą - środa, czyli też zajęta. Następne zapisy ze spr. to czwartek, choć też nie wiem, bo do odbioru mają być końcówki do anteny radiotelefonu w Bytomiu, to wyjazd popołudniowy, pozostaje przedpołudnie. I tak to leci cały czas. Ciągle coś się dzieje, ciągle coś trzeba robić, nie ma jednego dnia wytchnienia. Wczoraj o 13:30 otwarłem orzechówkę - soplicę i 1/3 sam łyknąłem do tego uruchamiając symka kolejowego. Ależ mi się fajnie grało do tego zrobiła się usterka rozjazdu nr 7 i pół głowicy stacyjnej poleciało. No zajebiście, nadto nikt nie przeszkadzał to ponad godzinę grania. O 15:30 skończyłem łykać, bo ewentualny obieg z cysternami. (obiegu nie było, nie zgłoszono zapotrzebowania na skład pustych cystern) O łykaniu flachy, graniu w symka powiedziałem 979, jak przylazł po pracy, spytał się tylko dla upewnienia ile łyknąłem, potwierdziłem i tyle. Wytłumaczyłem, że godz. południowe to jedyny rozsądne, bo od popo składy na stacji i drużyny trakcyjne by się śliniły na łykanie flachy, do tego oni do łykania alko nie sa mi potrzebni, co innego mięśniaki, z którymi faktycznie "coś" robię.
aktualizacja 20:00
Poszli po browary to jest chwila wolnego. Flachy ze 181 nie było, przeniesiona na wtorek, bowiem dziś idzie na 18-kę jakiejś laski do lokalu to jeszcze przygotowania więc teoretycznie nie było by czasu, nadto późno wstał. No cóż, może w przyszłym tyg. będą dwie flachy.
Dziś obieg z cysternami zrobiony, wczoraj nie było, bo dzieci miały zabawę w szkole. Już się zastanawiałem co z żarciem na weekend, może coś czego długo nie jadłem, ale tak jesteśmy zaprowiantowani do pn., a i załapał się 979, bo też głodny i wreszcie przełamuje się do żarcia. Wcześniej nie wiem czemu stronił.
Tyle, bo jak przyjdą to szykuje się imprezka, a jeszcze muszę historię usunąć. Do jutra, narka (chyba, że coś na czerwono wpiszę).
aktualizacja 22:45
Teoretycznie powinienem iść spać, bowiem 979 poszedł na imprezkę z innymi mięśniakami-skurwielami i w nocy będzie budzenie, to nie powinienem już pisać, za to wyglebić na materacu, aby mieć zajęte msc., bo w nocy przylezie i jak zwykle będzie trzepał warami.
Z drugiej strony to jakby standardowa pora iścia spać, to jeszcze funkcjonuję.
Zastanawiam się, co jest w tym popędzie seksualnym, że cały czas działa. To coś jak u Korwina, że w wieku 70 lat został ojcem. Ile jeszcze będe się musiał zmagać z nim, i ile jeszcze będzie on decydował w jakimś stopniu za życie bieżące? Czemu mnie akurat pokarało takim popędem. Czy nie mogło by to być tak jak u 672, czy 222, aby raz na tydzień i ok, lub raz na ½ m-ca i ok, tylko codziennie new mięśniak lub ten sam, ale codzienne opróżnianie zbiorników? Natura nie jest sprawiedliwa, a przynajmniej w dobie gadżetów i elektroniki takie prymitywne popędy seksualne powinny zejść na plan dalszy, a u mnie niestety na pierwszym planie. Fuck. Dziś byłem w stonce i wraz ze mną wchodził taki ok. 20-tu lat z twarzy zajebisty koleś. Nie wiem czy go nie znam z wioski, ale jakoś nie kojarzę, za to on równie bacznie, jak ja jemu się przyglądał. Podczas tego przyglądania wszedł do stony 897 i przywitaliśmy się żółwikiem, to ten co mnie, i ja jego obserwowałem tak się popatrzał dziwnie... Ale ta twarz, taka ładna, że chuj. To są te osobniki, że twarzą nadrabiają tą resztę. Choć szczupły, co bylo widać, to ta zniewalająca twarz mnie powalała. Ponieważ w marketach jest to tak ułożone, że idzie się w tą samą stronę przeto szliśmy i ja, i on patrzeliśmy się na siebie. Ja szedłem z 897, on z jakąś laską, wydawało mi się, że siostrą, bo jakoś mało był nią zainteresowany, a więcej patrzał się na mnie, jak na nią. Wiem to takie dziecinne, ale mimo wieku to qrwa ciągle działa i na innych też. Będąc w sklepie pomyślałem ile jeszcze mięśniaków mogę poznać. Już tyle mam znajomych, część z nich jest obłapiana, to jeszcze new się, może nie garną, ale zdradzają jakieś zainteresowania. Przecież jakby nie ta laska z nim i ze mną, czy dołączający do mnie, 897 to już bym do niego nawijał. Taka twarz, ja pierdolę... Zrobie flachę ze 172 i go zmęczę w pozycjach...
181 to się chyba domyśla co było z 975. Dziś pożyczył kasę na tą 18-kę laski, ale jadąc w obiegu z cysteranami zastanawiałem się, że pewnie już czai ocb. No bo na ile trzeba być tępym aby nie zczaić? On co prawda chce iść do pracy do jakiejś hurtowni, ale do new roku chcemy mu to wybić z głowy, korzystając z jego dobrodziejstw, tj. możliwości obłapiania go. Ach. piękny, może z twarzy nie tak jak ten ze stonki, ale w rękach wychodzi rewelacyjnie.
I zapomniałbym napisać - głaskanie 181. Na początku takie instytucjonalne, czy nazywając to - standardowo. Po jakimś czasie już indywidualne, dostosowane do danego mięśniaka. To delikatne muskanie skóry, powodowanie dreszczy na niej pod wpływem przesuwania po niej opuszkami palców. To co prawda nie to co w stosunku do 222, kiedy jego skóra, mój dotyk, jego reakcja to było coś. Teraz chciałbym to mieć już, zaraz i może dlatego inaczej do tego pochodzę, a powinno się tak jak przy 222, powoli, skutecznie, sukcesywnie, ze szczególnym efektem dla nas obu, co dawało się odczuć. Tu na razie tego nie ma. Może już kolejnym podrywaniem jestem zmęczony.
Tyle, bo pora zamknąć stację dla ruchu, przynajmniej teraz, bo później to wejdzie na nią 979 i nas obudzi ponownie. Tymczas.
czwartek, 26 listopada 2015
Czwartek
Jak zwykle totalny brak czasu, przynajmniej z rana, bo dzień lekarzy. Tzn. ja do nich dziś wędruję. Za to wczoraj 30km na rowerze, ale oczywiście nie rekreacyjnie tylko w załatwianiach spraw. Wyjazdy rekreacyjne to jakieś 5% wszystkich wyjazdów. Można i tak. Gorzej, bo zimno na dworze i z tego powodu prędkość przejazdów ograniczona, jak będzie jeszcze zimniej, to dalsze ograniczenie, abyśmy na stawy kiedyś nie stękali.
Do poczekalni tradycyjnie bierzemy książkę do czytania, chyba będziemy znowu jedynymi czytającymi w poczekalni.
Wizyta u 373 trochę mnie zdziwiła. Jest to kolejna osoba mająca problemy, ale może nie z pracą w dosłownym znaczeniu, ale z tym co jest otoczką niej, w niej. 373 ma wiedzę zdobytą na krótkiej przestrzeni czasu, zwiedzając kilka firm, a zaczynając od mojej. Dość szybko piął się po szczebelkach drabiny i teraz, choć dostał podwyżkę to z podowu wiedzy, pracuje w firmie za kilka osób, a na pewno z tego co powiedział za dwie. Nadto czasem jeszcze pracę wykonuje w domu. To go niepokoi, bo mało kto chce pracować za kilka osób, które nie robią, bo nie umią, a z drugiej strony sam pracować nie może, w sensie wykonywania tego we własnej działalności gospodarczej, bo bycie serwerowcem to raczej u kogoś. Problemy w domu, przenoszą się na problemy w domu, po "ciężkim" dniu nie mówi z laską, a laska ma o to pretensje i jakby dociepuje się do już napiętej sytuacji.
Tera tyle, bo muszę mknąć do przychodni.
aktualizacja 12:30
Najlepiej jak się jedzie do lekarza, a lekarz mówi:
- nie dziś, nie dziś, w pn. niech pan przyjdzie.
I godz. cennego czasu szlag trafił. W poczekalni tradycyjnie byliśmy jedynymi czytającymi cokolwiek, nie licząć sms-ów na komórkach u innych.
Wczoraj 373 stękał o swoich warunkach, że czasami nie wyrabia, ale ja też przestaję już wyrabiać. Pilnie potrzebuję dnia wolnego, a takiego na razie nie widać. Do tego okres zimowy i jazda na rowerze wolniej to już mnie w ogóle biere... Mijam czasami ludzi o jakiś krykach wolno sunących do przodu i zastanawiam się jak oni załatwiają sprawy. Przecież takie wyjście dokądś tam z sunięciem po chodniku to dniówka. Tak jak dziś ogarnąć dwu lekarzy, w krótkim terminie to nierealne.
Chwila czasu to wróce od objazdu po PL poc.
W Częstochowie Osobowej mieliśmy 12min postoju to też wylazłem z wagonu połazić po dworcu. 374 w tym czasie już spał, 824 siedział w przedziale. Czytałem kiedyś na rynku-kolejowym o przebudowie częstochowskiego dworca i zastanawiałem się co robią na w miarę nowym dworcu. Otóż na peronie drugim wymieniana jest nawierzchnia z kostki takiej czerwonawej, na nawierzchnię z kostki szarej, do tego wymieniane są płyty przykrawędziowe. Zaciekawiło mnie to, bowiem kostki na innych peronach miały się dobrze, w tym ta na pierwszym, przy którym stał nasz skład - też. Zresztą po peronach nie jeżdżą auta to i zużycie powierzchniowe takiej kostki jest niewielkie, a nawet mniejsze jak chodników w mieście, które sa intensywniej eksploatowane, mało tego są nieosłonięte od opadów, a na peronie jest stałe zadaszenie. Co więc mogło być motorem czy bodźcem do wymiany - nic tylko koperty i łapówki. Tak, jak kiedyś pracowałem na nastawni i wymienili nam poszycie dachowe z dachówek po remoncie, które nie ciekły nawet w czasie intensywnej burzy na poszycie z dachówek. Akutat jak był odbiór to przyszedł Pan i pyta się mnie jak dach. No jak przedtem, oprócz wymiany nic się nie zmieniło, bo z poprzednim się nic nie działo. Pan się zmieszał i odszedł. A czemu wymieniali dach, bo znowu ktoś dostał do łapy. Zresztą znajomy dekarz pracujący naście lat w zawodzie, kierujący brygadą powiedział, że za taki dach jak u nas na nastawni to 5 tysi w kopercie poszło jak nic. Przy każdej takiej obserwacji cieszę się z niepracowania, bowiem ta "zabawa" nie z mojej kasy. Moje podatki tam są śladowe, natomiast współczuję tym co pracują i na te "zabawy" łożą.
Jak pisałem od Łodzi Kaliskiej, w której jakaś impra była "antyradia", skład został zapełniony młodymi ludźmi w melonikach z napisami antyradio. Część z nich wysiadła w Toruniu Głównym, następna część w Bydgoszczy Głównej, po czym skład zrobił się trochę luźny. Kolejna większa partia ludzi wylazła w trójmieście, a dalej pojechaliśmy już w miarę pustym 6 wagonowym, w tym dwie sypialki, składem. Linia do Białogardu wyremontowana, mijanki planowo, nic szczególnego na trasie się nie działo. W czasie jazdy nasłuchiwałem na radiu co dzieje kolejowego w eterze, ale też nic szczególnego. W Białogardzie dylemat - zdjęcia, czy ładowanie sprzętu, bowiem w poczekalni były dwa gniazda, a poc. którym jechaliśmy miał gniazdka nawet w ubikacjach nieczynne. Swoją drogą nie wiem czy w XXI w. jest wyczynem, aby przynajmniej w ubikacjach było 220V. W poczekalni oba gniazda zająłem. Jeden radiotelefonem, drugi komórką. Zdjęć nie zrobiłem. Poc. 38112 rel. Kołobrzeg - Kraków Główny planowo. Skład tym razem złożony z 8 wagonów w tym jedna jedynka. Widocznie do Kołobrzegu jechało sporo ludzi, że taki "długi", choć dzisiejsze składy nawet 8 wagnowe to połowa z tych, które kiedyś jeździły. Napełnienie od Białogardu ok. 20%. Gdy poc. ruszył powstał kolejny proces decyzyjny. W nocy bowiem nic nie spałem, nie udało się, bo w przedziale było suche powietrze, a od trójmiasta się przeniosłem do innego, ale w tamtym na hamowaniu się drzwi do przedziału otwierały to znowu kapa. RJ ułożyłem tak, aby koniecznie przejechać się jeszcze nie wyremontowaną linią na odcinku Białogard - Poznań Strzeszyn. Jest to klasyczna kiedyś linia, tutaj - jednotorówka, na szynach S49 ze stykami, na których wagony miarowo podskakują i własnie owe odgłosy stukotu kół, to podskakiwanie na stykach to jest to co lubię najbardziej. Część podróży stałem nawet w przejściu międzywagonowym nagrywając odgłosy przejazdu wagonów przez kolejne styki z różnymi dźwiękami na nich. Szkoda, że padał deszcz, bo tłumił część odgłosów. Jakiś odcinek nagrałem też na nową zabawkę - czyli kamerę 373. To już któraś w jego rękach. Ale co z tego, skoro on nie ma ani ręki, ani pomysłu co nagrać, ani też samokrytycyzmu tego co już nagrał i obejrzał. Kamery kupuje co raz droższe, pobawi się nimi, po czym sprzedaje i w sumie tyle. Produkcji jakiejś z tego nie ma. Na razie jeszcze odgłosów stukotu z kamery nie dostałem - czyli tego filmiku, ma go przywieźć przy odbiorze cystern. Przez ten odcinek prawie cały czas byłem w ruchu, to w innym przedziale otwierając okno i słuchając ruszającej 7-ki ze stacji, to znowu jak wolno jechał wystawiałem głowę za okno, to stałem w korytarzu i chłonąłem odgłosy starając się je jak najbardziej zapamiętać. Linia ta w przyszłym roku ma iść do remontu i najprawdopodobniej, jak wszędzie zrobią bezstyk. Tak, dość intensywnie funkcjonując na tym fragmencie dojechaliśmy do Poznania. To duże m-to i obawiałem się wygenerowania ruchu na nasz poc. jednak godz. 13:30 nie była atrakcyjną do powrótów i z drugiej strony myślałem właśnie o tym, że będzie nadal luźno i się wyśpię. Tak też się stało. Znalazłem pusty przedział i poszedłem spać. Udało się jakąś godzinę, po czym trochę wyspany poszedłem do "naszego" przedziału i korzystając z pustego wagonu zabrałem się za żarcie. Linia od Po-nia do Wr-wia Głównego po remoncie, ale od czasu do czasu, bezstyk gdzieś się tam rozłaził i dawało się odczuć silne boczne rzuty wagonu. "My" tak dziarsko remontujemy tory, a ciekawi mnie, kto je będzie utrzymywał za kilka lat jak zaczną się rozłazić. Drogówki już prawie nie ma w PLK, co na wyremontowanych widać, bo takie okresowe rzuty boczne to na innych przez, ktore jechaliśmy też były i na razie tego jak widać nie robią, a pierwsze co będzie to miejscowe ograniczenie prędkości.
Do poczekalni tradycyjnie bierzemy książkę do czytania, chyba będziemy znowu jedynymi czytającymi w poczekalni.
Wizyta u 373 trochę mnie zdziwiła. Jest to kolejna osoba mająca problemy, ale może nie z pracą w dosłownym znaczeniu, ale z tym co jest otoczką niej, w niej. 373 ma wiedzę zdobytą na krótkiej przestrzeni czasu, zwiedzając kilka firm, a zaczynając od mojej. Dość szybko piął się po szczebelkach drabiny i teraz, choć dostał podwyżkę to z podowu wiedzy, pracuje w firmie za kilka osób, a na pewno z tego co powiedział za dwie. Nadto czasem jeszcze pracę wykonuje w domu. To go niepokoi, bo mało kto chce pracować za kilka osób, które nie robią, bo nie umią, a z drugiej strony sam pracować nie może, w sensie wykonywania tego we własnej działalności gospodarczej, bo bycie serwerowcem to raczej u kogoś. Problemy w domu, przenoszą się na problemy w domu, po "ciężkim" dniu nie mówi z laską, a laska ma o to pretensje i jakby dociepuje się do już napiętej sytuacji.
Tera tyle, bo muszę mknąć do przychodni.
aktualizacja 12:30
Najlepiej jak się jedzie do lekarza, a lekarz mówi:
- nie dziś, nie dziś, w pn. niech pan przyjdzie.
I godz. cennego czasu szlag trafił. W poczekalni tradycyjnie byliśmy jedynymi czytającymi cokolwiek, nie licząć sms-ów na komórkach u innych.
Wczoraj 373 stękał o swoich warunkach, że czasami nie wyrabia, ale ja też przestaję już wyrabiać. Pilnie potrzebuję dnia wolnego, a takiego na razie nie widać. Do tego okres zimowy i jazda na rowerze wolniej to już mnie w ogóle biere... Mijam czasami ludzi o jakiś krykach wolno sunących do przodu i zastanawiam się jak oni załatwiają sprawy. Przecież takie wyjście dokądś tam z sunięciem po chodniku to dniówka. Tak jak dziś ogarnąć dwu lekarzy, w krótkim terminie to nierealne.
Chwila czasu to wróce od objazdu po PL poc.
W Częstochowie Osobowej mieliśmy 12min postoju to też wylazłem z wagonu połazić po dworcu. 374 w tym czasie już spał, 824 siedział w przedziale. Czytałem kiedyś na rynku-kolejowym o przebudowie częstochowskiego dworca i zastanawiałem się co robią na w miarę nowym dworcu. Otóż na peronie drugim wymieniana jest nawierzchnia z kostki takiej czerwonawej, na nawierzchnię z kostki szarej, do tego wymieniane są płyty przykrawędziowe. Zaciekawiło mnie to, bowiem kostki na innych peronach miały się dobrze, w tym ta na pierwszym, przy którym stał nasz skład - też. Zresztą po peronach nie jeżdżą auta to i zużycie powierzchniowe takiej kostki jest niewielkie, a nawet mniejsze jak chodników w mieście, które sa intensywniej eksploatowane, mało tego są nieosłonięte od opadów, a na peronie jest stałe zadaszenie. Co więc mogło być motorem czy bodźcem do wymiany - nic tylko koperty i łapówki. Tak, jak kiedyś pracowałem na nastawni i wymienili nam poszycie dachowe z dachówek po remoncie, które nie ciekły nawet w czasie intensywnej burzy na poszycie z dachówek. Akutat jak był odbiór to przyszedł Pan i pyta się mnie jak dach. No jak przedtem, oprócz wymiany nic się nie zmieniło, bo z poprzednim się nic nie działo. Pan się zmieszał i odszedł. A czemu wymieniali dach, bo znowu ktoś dostał do łapy. Zresztą znajomy dekarz pracujący naście lat w zawodzie, kierujący brygadą powiedział, że za taki dach jak u nas na nastawni to 5 tysi w kopercie poszło jak nic. Przy każdej takiej obserwacji cieszę się z niepracowania, bowiem ta "zabawa" nie z mojej kasy. Moje podatki tam są śladowe, natomiast współczuję tym co pracują i na te "zabawy" łożą.
Jak pisałem od Łodzi Kaliskiej, w której jakaś impra była "antyradia", skład został zapełniony młodymi ludźmi w melonikach z napisami antyradio. Część z nich wysiadła w Toruniu Głównym, następna część w Bydgoszczy Głównej, po czym skład zrobił się trochę luźny. Kolejna większa partia ludzi wylazła w trójmieście, a dalej pojechaliśmy już w miarę pustym 6 wagonowym, w tym dwie sypialki, składem. Linia do Białogardu wyremontowana, mijanki planowo, nic szczególnego na trasie się nie działo. W czasie jazdy nasłuchiwałem na radiu co dzieje kolejowego w eterze, ale też nic szczególnego. W Białogardzie dylemat - zdjęcia, czy ładowanie sprzętu, bowiem w poczekalni były dwa gniazda, a poc. którym jechaliśmy miał gniazdka nawet w ubikacjach nieczynne. Swoją drogą nie wiem czy w XXI w. jest wyczynem, aby przynajmniej w ubikacjach było 220V. W poczekalni oba gniazda zająłem. Jeden radiotelefonem, drugi komórką. Zdjęć nie zrobiłem. Poc. 38112 rel. Kołobrzeg - Kraków Główny planowo. Skład tym razem złożony z 8 wagonów w tym jedna jedynka. Widocznie do Kołobrzegu jechało sporo ludzi, że taki "długi", choć dzisiejsze składy nawet 8 wagnowe to połowa z tych, które kiedyś jeździły. Napełnienie od Białogardu ok. 20%. Gdy poc. ruszył powstał kolejny proces decyzyjny. W nocy bowiem nic nie spałem, nie udało się, bo w przedziale było suche powietrze, a od trójmiasta się przeniosłem do innego, ale w tamtym na hamowaniu się drzwi do przedziału otwierały to znowu kapa. RJ ułożyłem tak, aby koniecznie przejechać się jeszcze nie wyremontowaną linią na odcinku Białogard - Poznań Strzeszyn. Jest to klasyczna kiedyś linia, tutaj - jednotorówka, na szynach S49 ze stykami, na których wagony miarowo podskakują i własnie owe odgłosy stukotu kół, to podskakiwanie na stykach to jest to co lubię najbardziej. Część podróży stałem nawet w przejściu międzywagonowym nagrywając odgłosy przejazdu wagonów przez kolejne styki z różnymi dźwiękami na nich. Szkoda, że padał deszcz, bo tłumił część odgłosów. Jakiś odcinek nagrałem też na nową zabawkę - czyli kamerę 373. To już któraś w jego rękach. Ale co z tego, skoro on nie ma ani ręki, ani pomysłu co nagrać, ani też samokrytycyzmu tego co już nagrał i obejrzał. Kamery kupuje co raz droższe, pobawi się nimi, po czym sprzedaje i w sumie tyle. Produkcji jakiejś z tego nie ma. Na razie jeszcze odgłosów stukotu z kamery nie dostałem - czyli tego filmiku, ma go przywieźć przy odbiorze cystern. Przez ten odcinek prawie cały czas byłem w ruchu, to w innym przedziale otwierając okno i słuchając ruszającej 7-ki ze stacji, to znowu jak wolno jechał wystawiałem głowę za okno, to stałem w korytarzu i chłonąłem odgłosy starając się je jak najbardziej zapamiętać. Linia ta w przyszłym roku ma iść do remontu i najprawdopodobniej, jak wszędzie zrobią bezstyk. Tak, dość intensywnie funkcjonując na tym fragmencie dojechaliśmy do Poznania. To duże m-to i obawiałem się wygenerowania ruchu na nasz poc. jednak godz. 13:30 nie była atrakcyjną do powrótów i z drugiej strony myślałem właśnie o tym, że będzie nadal luźno i się wyśpię. Tak też się stało. Znalazłem pusty przedział i poszedłem spać. Udało się jakąś godzinę, po czym trochę wyspany poszedłem do "naszego" przedziału i korzystając z pustego wagonu zabrałem się za żarcie. Linia od Po-nia do Wr-wia Głównego po remoncie, ale od czasu do czasu, bezstyk gdzieś się tam rozłaził i dawało się odczuć silne boczne rzuty wagonu. "My" tak dziarsko remontujemy tory, a ciekawi mnie, kto je będzie utrzymywał za kilka lat jak zaczną się rozłazić. Drogówki już prawie nie ma w PLK, co na wyremontowanych widać, bo takie okresowe rzuty boczne to na innych przez, ktore jechaliśmy też były i na razie tego jak widać nie robią, a pierwsze co będzie to miejscowe ograniczenie prędkości.
środa, 25 listopada 2015
Środa #785
Nie wiem kiedy skończę opisywać podróż poc. po PL, ale może kiedyś się uda. Teraz na szybko, bo później nie wiem czy w ogóle uda się coś wpisać. Jest 181 i zaakceptował flachę w pt. No to się będzie działo. Po za tym dzień wyjazdowy i pracujący, za chwilę prace w pok.A ze 181, po nich żarcie i wyjazd od 373, następnie od niego obieg z cysternami i to już będzie wieczór.
Oprócz tego był 172 i oczywiście akt się odbył. Tak myślałem już nad tym kiedyś, aby to nagrać na ukrytą kamerą.Może to w oglądaniu wyszło by normalnie, a nie tak jak niektóre porniole, w których jeszcze trochę, a aktorzy zasnęli by na planie. A filmik byłby do tego ze spankingiem. Gorzej, bo nie mamy kamery, a pożyczenia na nagrywanie porniola, to by się dopiero zdziwili i pewnie dziwowali by się jeszcze przez długi czas.
aktualizacja 15:20
181 odgrzewa zupkę ze szkolnictwa, to chwila jest. Zatwierdzono RJ na przejazd do 373 w drodze do kupienia bedą przejściówki na kabel antenowy do 824. Na razie jak jadę tam to biorę ze stacji macierzystej tutejsze, przez co nie są polutowane, choć odbiór i tak jest dobry, ale chciałbym mieć to już polutowane bez jakiś styków na styk. A tylko w drodze do 373 udało nam się kiedyś kupić owe, po przejechaniu już kilku elektroników w aglomeracji.
Dziś 181 nie do chwycenia za bicepsy - zakwasy po wczorajszym pobycie na siłowni. No to mu brzuch z klatą trochę wymasowaliśmy. Mam słabość do płaskich brzuchów z niezawalonym tłuszczem pępkiem. Śliczny taki widok. A tu taki dostępny i pewnie przez jakiś czas jeszcze tak będzie. 181 nie ma tendencji do tycia, nadto okresowo ćwiczy to sylwetkę powinien zachować.
Zbieram się do wyjazdu, nie wiem czy jeszcze dziś coś wpiszę, bo po przyjeździe to na stacji będą już składy w torach głównych dodtakowych.
Oprócz tego był 172 i oczywiście akt się odbył. Tak myślałem już nad tym kiedyś, aby to nagrać na ukrytą kamerą.Może to w oglądaniu wyszło by normalnie, a nie tak jak niektóre porniole, w których jeszcze trochę, a aktorzy zasnęli by na planie. A filmik byłby do tego ze spankingiem. Gorzej, bo nie mamy kamery, a pożyczenia na nagrywanie porniola, to by się dopiero zdziwili i pewnie dziwowali by się jeszcze przez długi czas.
aktualizacja 15:20
181 odgrzewa zupkę ze szkolnictwa, to chwila jest. Zatwierdzono RJ na przejazd do 373 w drodze do kupienia bedą przejściówki na kabel antenowy do 824. Na razie jak jadę tam to biorę ze stacji macierzystej tutejsze, przez co nie są polutowane, choć odbiór i tak jest dobry, ale chciałbym mieć to już polutowane bez jakiś styków na styk. A tylko w drodze do 373 udało nam się kiedyś kupić owe, po przejechaniu już kilku elektroników w aglomeracji.
Dziś 181 nie do chwycenia za bicepsy - zakwasy po wczorajszym pobycie na siłowni. No to mu brzuch z klatą trochę wymasowaliśmy. Mam słabość do płaskich brzuchów z niezawalonym tłuszczem pępkiem. Śliczny taki widok. A tu taki dostępny i pewnie przez jakiś czas jeszcze tak będzie. 181 nie ma tendencji do tycia, nadto okresowo ćwiczy to sylwetkę powinien zachować.
Zbieram się do wyjazdu, nie wiem czy jeszcze dziś coś wpiszę, bo po przyjeździe to na stacji będą już składy w torach głównych dodtakowych.
wtorek, 24 listopada 2015
Wtorek
Ja to mam spanie. Z trzema przerwami obudziłem się o 10:55. Biedny 979 ostatnio niedosypia, a mnie takie spanie bierze. Te trzy przerwy to wyjście 979 do pracy, ale nawet na końcówce zasnąłem i nie słyszałem jak ostatecznie po kręceniu się po mieszkaniu wyszedł, dwie to w trakcie dosypiania. Między przerwami to sniły mi się pierdoły. Jedna w pierwszej części spania o kontekście erotycznym, wszak zbiorniki nie opróżniane od 3 dni to parcie się robi. Następna coś ze ślubem, do którego przygotowania trwały w szkole średniej, miałem ubrane czerwone buty ze skórki, bez skarpet, bo niby taka moda była, i za czymś tam do szkoły organizacyjnie biegałem. Trzeci to już nie pamiętam gdzie był umiejscowiony i co robiłem.
Znowu wpis na szybko, bo zmierza 181, jeszcze się umyć muszę i przygotować. Chętnie jakieś zapasy, ale ostatnio się coś wypiera. Trzeba będzie bardziej napierać.
Ponieważ nie ma 181, a zupka ze szkolnictwa jeszcze zamrożona mimo przełożenia jej wczoraj z zamrażalnika do lodówki to może częściowo uda się zrobić wpis dot. chyba ostatniego przejazdu poc. na bilet weekendowy. Pierwszy poc. jakim jechaliśmy to 48202 relacji Bielsko B. - Szczecin Gł. zestawiony z 4 wagonów w tym jednej jedynki, więc na całą trasę jechały trzy dwójki. Tak trochę mało to też napełnienie sięgało 80% czyli dobre dla analityków. Jak to na nocnych poc. wagony stare po modernizacji też już dawno przeprowadzonej. Roczniki dwójek to 83, 84, 85, a jedynka 86. Co ciekawe jeżdżąc poc. w objazdach, bardzo rzadko można spotkać wag. wyprodukowane po 86 r. Nie wiem czy tak szybko je wyeksploatowano i skasowano, a ciągle jakby jeżdżą te z początku lat 80-ych.
System sprzedaży biletów jakoś przeważnie upycha ludzi w pierwszych numerowanych wagonach, a ostatnie są przeważnie puste, to też, ponieważ w naszym przedziale siedzieli, przeszliśmy do ostatniego wagonu nr 19 pierwszego przedziału, w którym grzejniki jeszcze pod kanapami, były włączone na stałe - termostat nie działał. 374 chciał usiąść w 9 przedziale, ale tam było chłodno, a tu ciągle grzały to zarządziłem zajęcie tego przedziału. I dobrze, ani razu nie wymarzliśmy w podróży, nadto uchylałem drzwi do przedziału, aby trochę schłodzić przedział. Jednak grzejniki pod kanapami w starych wagonach to mają moc (muszę spr. jaką, ale coś ok. 3kW jeden co na przedział daje 6kW). Mimo dosiadania się ludzi, "naszego" przedziału nie atakowali, co mnie dziwiło, bo nie mieliśmy do niego biletów, nadto w innych przedziałach w tym wagonie były od Łodzi Kaliskiej komplety po 8 osób. Przy okazji grzejników przypomniała mi się dawno temu podróż na przysięgę do kolegi do Poznania. Podobnie w przedziale jechaliśmy z włączonymi na stałe grzejnikami, nie dało się ich wyłączyć. Kpl. osiem młodych osób wszyscy ok. 20 lat w tym ja. W miarę upływu czasu i rozmów, a także nagrzewania się przedziału chłopcy zaczęli się rozbierać. Do koszulek poszło sprawnie, że tak to dziś można nazwać, ale nie pamiętam kto pierwszy pobawił się jej. Po tym pierwszym, pewnie jakiś skurwiel, poszło już dalej, sam też się rozebrałem z niej. Widok, był rewelacyjny. 7 młodych niezapasionych, bo w dziesiejszych czasach to już inaczej, młodych, dobrze zbudowanych i ja. Pamiętam b. dobrze ile wysiłku kosztowało mnie utrzymanie na wodzy organu, który pod wpływem tego co widział mózg chętnie by się pobudził i trochę się wzbudził, ale na szczęście był w stanie jeszcze do ogarnięcia. Niektórzy poszli nawet dalej i oprócz ściągnięcia koszulek, ściągnęli też spodnie. Z przyczyn oczywistych nie ściągnąłem ich. W ogóle atmosfera była taka, że jakby któryś zaczął jakieś inklinacje seksualne robić to nie wiem czy reszta by się nie dołączyła.
Przyszedł 181. To jest ciekawe, że mimo jakiś odczuć naszych, czy nie wiem jak to nazwać, mózg zapamietuje dla siebie inne. Tzn. widząc mięśniaka rozebranego mam doznania wzrokowe i jako wzrokowiec zapamiętuje, ale mózg zapamiętuje też dotyk, zapach, rodzaj skóry itp. Po ostatnim spotkaniu ze 181 mózg zapamiętał sytuacje kiedy trzymałem go oburącz za klatę z boku. 181 jest chudziutki, tak że wkomponowuje się w ręce. I to właśnie ten uchwyt i doznania związane z taki trzymaniem zapamietał mózg, a następnie przypominał mi o tym kiedy myślałem o 181. Dziś powtórzyłem więc owe trzymanie kilkukrotnie, aby mózg się nasycił i również on miał coś dla siebie.
W ogóle jak przylazł 181 to rozebrał się do koszulki - znak zapasy mogą być (ostatnio siedział w bluzie). No i były, choć on wiecej leżał jak walczył, ale za to wymasowałem mu klatę i naprężone bicepsy w czasie jak niby chciał mnie podnieść. Ach piękny wiek mieć tyle lat, ale chciałbym mieć tyle, nadto ze swoim mózgiem na obecnym etapie rozwoju. To by się dopiero zawojowało "świat". Przypomniałem 181 o flasze, ale ponieważ ten tydz. mam w zasadzie zajęty to wstępnie na przyszły tydz. choć tak teraz myślę jeszcze pt. został wolny i to może być dobre rozwiązanie, bowiem w przyszłym tyg. idzie na jakąś fuchę.
A dziś mózg z sytuacji na razie zarejestrował naprężonego prawego bicepsa i widoczne na nim małe żyły. Taki obraz najczęściej jest odtwarzany z zapisu historii.
Znowu wpis na szybko, bo zmierza 181, jeszcze się umyć muszę i przygotować. Chętnie jakieś zapasy, ale ostatnio się coś wypiera. Trzeba będzie bardziej napierać.
Ponieważ nie ma 181, a zupka ze szkolnictwa jeszcze zamrożona mimo przełożenia jej wczoraj z zamrażalnika do lodówki to może częściowo uda się zrobić wpis dot. chyba ostatniego przejazdu poc. na bilet weekendowy. Pierwszy poc. jakim jechaliśmy to 48202 relacji Bielsko B. - Szczecin Gł. zestawiony z 4 wagonów w tym jednej jedynki, więc na całą trasę jechały trzy dwójki. Tak trochę mało to też napełnienie sięgało 80% czyli dobre dla analityków. Jak to na nocnych poc. wagony stare po modernizacji też już dawno przeprowadzonej. Roczniki dwójek to 83, 84, 85, a jedynka 86. Co ciekawe jeżdżąc poc. w objazdach, bardzo rzadko można spotkać wag. wyprodukowane po 86 r. Nie wiem czy tak szybko je wyeksploatowano i skasowano, a ciągle jakby jeżdżą te z początku lat 80-ych.
System sprzedaży biletów jakoś przeważnie upycha ludzi w pierwszych numerowanych wagonach, a ostatnie są przeważnie puste, to też, ponieważ w naszym przedziale siedzieli, przeszliśmy do ostatniego wagonu nr 19 pierwszego przedziału, w którym grzejniki jeszcze pod kanapami, były włączone na stałe - termostat nie działał. 374 chciał usiąść w 9 przedziale, ale tam było chłodno, a tu ciągle grzały to zarządziłem zajęcie tego przedziału. I dobrze, ani razu nie wymarzliśmy w podróży, nadto uchylałem drzwi do przedziału, aby trochę schłodzić przedział. Jednak grzejniki pod kanapami w starych wagonach to mają moc (muszę spr. jaką, ale coś ok. 3kW jeden co na przedział daje 6kW). Mimo dosiadania się ludzi, "naszego" przedziału nie atakowali, co mnie dziwiło, bo nie mieliśmy do niego biletów, nadto w innych przedziałach w tym wagonie były od Łodzi Kaliskiej komplety po 8 osób. Przy okazji grzejników przypomniała mi się dawno temu podróż na przysięgę do kolegi do Poznania. Podobnie w przedziale jechaliśmy z włączonymi na stałe grzejnikami, nie dało się ich wyłączyć. Kpl. osiem młodych osób wszyscy ok. 20 lat w tym ja. W miarę upływu czasu i rozmów, a także nagrzewania się przedziału chłopcy zaczęli się rozbierać. Do koszulek poszło sprawnie, że tak to dziś można nazwać, ale nie pamiętam kto pierwszy pobawił się jej. Po tym pierwszym, pewnie jakiś skurwiel, poszło już dalej, sam też się rozebrałem z niej. Widok, był rewelacyjny. 7 młodych niezapasionych, bo w dziesiejszych czasach to już inaczej, młodych, dobrze zbudowanych i ja. Pamiętam b. dobrze ile wysiłku kosztowało mnie utrzymanie na wodzy organu, który pod wpływem tego co widział mózg chętnie by się pobudził i trochę się wzbudził, ale na szczęście był w stanie jeszcze do ogarnięcia. Niektórzy poszli nawet dalej i oprócz ściągnięcia koszulek, ściągnęli też spodnie. Z przyczyn oczywistych nie ściągnąłem ich. W ogóle atmosfera była taka, że jakby któryś zaczął jakieś inklinacje seksualne robić to nie wiem czy reszta by się nie dołączyła.
Przyszedł 181. To jest ciekawe, że mimo jakiś odczuć naszych, czy nie wiem jak to nazwać, mózg zapamietuje dla siebie inne. Tzn. widząc mięśniaka rozebranego mam doznania wzrokowe i jako wzrokowiec zapamiętuje, ale mózg zapamiętuje też dotyk, zapach, rodzaj skóry itp. Po ostatnim spotkaniu ze 181 mózg zapamiętał sytuacje kiedy trzymałem go oburącz za klatę z boku. 181 jest chudziutki, tak że wkomponowuje się w ręce. I to właśnie ten uchwyt i doznania związane z taki trzymaniem zapamietał mózg, a następnie przypominał mi o tym kiedy myślałem o 181. Dziś powtórzyłem więc owe trzymanie kilkukrotnie, aby mózg się nasycił i również on miał coś dla siebie.
W ogóle jak przylazł 181 to rozebrał się do koszulki - znak zapasy mogą być (ostatnio siedział w bluzie). No i były, choć on wiecej leżał jak walczył, ale za to wymasowałem mu klatę i naprężone bicepsy w czasie jak niby chciał mnie podnieść. Ach piękny wiek mieć tyle lat, ale chciałbym mieć tyle, nadto ze swoim mózgiem na obecnym etapie rozwoju. To by się dopiero zawojowało "świat". Przypomniałem 181 o flasze, ale ponieważ ten tydz. mam w zasadzie zajęty to wstępnie na przyszły tydz. choć tak teraz myślę jeszcze pt. został wolny i to może być dobre rozwiązanie, bowiem w przyszłym tyg. idzie na jakąś fuchę.
A dziś mózg z sytuacji na razie zarejestrował naprężonego prawego bicepsa i widoczne na nim małe żyły. Taki obraz najczęściej jest odtwarzany z zapisu historii.
poniedziałek, 23 listopada 2015
Poniedziałek
Może bym i zrobił wpis wcześniej, ale jak się obudziłem o 10:00 to w 30min później na stację wszedł 979. Zdziwiło mnie, bo powinien być w pracy, nawet ode mnie odszedł jakby planowo do niej. Okazało się (w/g jego wyjaśnień), że w nocy nie umiał zasnąć, dlatego wziął wolne w pracy, bo nie wyrobił by w niej. No spox. Rozruch poranny jak zwykle 1,5h, a po 2h, czyli krótko po 12:00 stanął pod wjazdowym 834. Powiedziałem do leżącego i usiłującego zasnąć 979, że to on i że najprawdopodobniej zajmie tor stacyjny na kilka godzin, jak to on. Tak też się stało, organizując wspólne odejście z 979 musiał i odejść 834 o 15:20. Na niedługi czas będę się mógł upajać samotnością. Wiem Ci co są samotni teraz stękają, jaki to jestem szczęśliwy z obecnym ruchem na stacji. No niby tak. I własnie z takimi, u których ruch zamarł i szyny pokryły się warstwą korozji byłem na słuchawce niecałe 2h. Dobrze, że bateria komóry wytrzymała. Wpierw na linii był dawny kolega z czasów, można napisać młodości, który zajął ponad godzinę, następnie po 22:30 zestawiło się połączenie z 825, z którym wisiałem jakieś 45min. mimo porannego (u niego) wstawania do pracy. Może był wyspany z dnia, nie sprawdzałem. "Chłopcy" nie mając się do kogo sensownego odezwać wybrali mnie, a ten pierwszy zaproponował, ponieważ ze swoim obecnym się rozchodzi, spanie u mnie tak raz na 2 lub 3 tyg. jakieś 2-3 dni, po czym będzie znowu jechał w delegacje. Jeszcze dobrze nie posprzątałem grupy C po postoju półrocznym 573, a już następny skład się tam ciśnie. Po latach okazuje się, że całkiem nieźle ułożyliśmy życie na naszej stacji i w porównaniu do innych nie mamy co narzekać, zresztą nie narzekam, a nawet większości mówię, iż to jeden z lepszych okresów mojego życia.
Opis podróży poc. po kraju to chyba jutro, bo za niedługo stacja zapełni się składami popołudniowymi, to nie będzie możliwości wklepania. Jutro miałem ściągnać 181, ale plan pracy jeszcze przede mną
Opis podróży poc. po kraju to chyba jutro, bo za niedługo stacja zapełni się składami popołudniowymi, to nie będzie możliwości wklepania. Jutro miałem ściągnać 181, ale plan pracy jeszcze przede mną
niedziela, 22 listopada 2015
Niedziela
Może by i powstał wpis z terenu z soboty, gdyby nie "system", który po wpisaniu log. i passwd do poczty stwierdził, że to nie ja i mam wypierdalać. To też skazany jestem na pisanie notek z kompów stacjonarnych. Nie wiem, po co log. i passwd skoro nawet po ich poprawnym wpisaniu owy "system" stwierdza, że to nie ja.
Druga szybka refleksja z wyjazdu - jak się stworzy w mieszkaniu w miarę komfortowe warunki, to następnie jest trudno w terenie. Chodzi o wilgotność powietrza. Przed spaniem w okresie grzewczym zawsze polewam wodą kafelki w przedpokoju i trochę przy wejściu do pokoju. To powoduje zwiększenie wilgotności i znacznie lepsze, przynajmniej dla mnie, bo nie wiem jak 979, który jednak tu śpi, zasypianie. W starych wagonach, które w większości królują na nocnych poc. jest moc w grzejnikach, ale jednocześnie suche powietrze. To znacząco utrudniło zaśnięcie pierszej nocy, do tego stopnia, że w ogóle nie zasnąłem. Dopiero później się udało, ale nie będę uprzedzał faktów, teraz taka krótka inicjacja, bo 01:30 to pora spać po przyjeździe, a w ciągu dnia relacja z wyjazdu, chyba ostatniego, poc. PKP po kraju.
aktualizacja 14:15
Spałem właśnie do tej godz. piszę korzystając z jeszcze pustej stacji.
174 chodzi już na chorej nodze, powiedziałem mu w rozmowie tel.:
- pogratulować decyzji,
bo co innego można powiedzieć, chyba tylko tyle: to są bezmuzgi, za to skurwiele.
Przy okazji skurwielowstwa przypomniała mi się scenka jak odbierałem najstarszego z ośrodka zamkniętego socjoterapii i na boisku w kosza grało troje "dzieci" (dzieci w cudzysłowiu, bo to termin wiekowy). W tym czasie rozmawialem z 972, ale dwoje z nich się oddaliło, przeskoczyło przez drzwi w płocie wchodząc wpierw na schody (płot na skarpie) i zaczęli się oddalać. Jeden mniejszy, blondyn trzymał za fraki większego czarnego ubranego w zieloną bluzę. Ten zielony był większy tak o pół od tego malego. Szli chodnikiem i było widać, że mniejszy - skurwiel, napierdala większego. Nawet w jakiejś już odległości od boiska, mimo, że mniejszy załadował mu kopa w ryja wywijając noga na wysokość jego twarzy. Zniknęli za innym budynkiem szkoły. Widząc od początku co dzieje pomyślałem, rasowy skurwiel i taki już będzie, nic go nie zresocjalizuje, a nawet w takim ośrodku wzmocni swoją pozycję ćwicząc na słabszych psychicznie.
Czasami słyszy się, że (powiedzmy) Edziu się powiesił. Edziu był dobrym dzieckiem, grzecznym, uczącym się, stroniącym od imprezek, nie pił, nie palił itp., co często można usłyszeć w mediach już po, ale miał pecha. Bo Edziu, jak zielony, był ofiarą rasowych skurwieli, którzy go wykończyli i psychicznie, i fizycznie, i się był powiesił. Skurwiele za to poszukają sobie nowej ofiary, którą będą zmuszać do różnych rzeczy i albo ta wytrzyma do okresu dorosłości, albo następny zawiśnie lub zrobi sobie coś innego. Zielony po przyjściu ze skurwielem został oskarżony, że chciał uciec i ten mały skurwiel poszedł go łapać, taką wersję nauczycielowi przedstawił trzeci, który grał z nimi na boisku. Najlepsze, że nauczyciel, który też był na placu przyjął tą wersję bezzasadnie. Współczuję temu od 972, bo mimo napierdalania się z braćmi, jakoś u niego 100% skurwielostwa nie widzę, już bardziej u najmłodszego z tych trzech. (dobra, bo dzwoni 374, to muszę skończyć pisać i powylogowawać jakby ktoś przylazł)
Druga szybka refleksja z wyjazdu - jak się stworzy w mieszkaniu w miarę komfortowe warunki, to następnie jest trudno w terenie. Chodzi o wilgotność powietrza. Przed spaniem w okresie grzewczym zawsze polewam wodą kafelki w przedpokoju i trochę przy wejściu do pokoju. To powoduje zwiększenie wilgotności i znacznie lepsze, przynajmniej dla mnie, bo nie wiem jak 979, który jednak tu śpi, zasypianie. W starych wagonach, które w większości królują na nocnych poc. jest moc w grzejnikach, ale jednocześnie suche powietrze. To znacząco utrudniło zaśnięcie pierszej nocy, do tego stopnia, że w ogóle nie zasnąłem. Dopiero później się udało, ale nie będę uprzedzał faktów, teraz taka krótka inicjacja, bo 01:30 to pora spać po przyjeździe, a w ciągu dnia relacja z wyjazdu, chyba ostatniego, poc. PKP po kraju.
aktualizacja 14:15
Spałem właśnie do tej godz. piszę korzystając z jeszcze pustej stacji.
174 chodzi już na chorej nodze, powiedziałem mu w rozmowie tel.:
- pogratulować decyzji,
bo co innego można powiedzieć, chyba tylko tyle: to są bezmuzgi, za to skurwiele.
Przy okazji skurwielowstwa przypomniała mi się scenka jak odbierałem najstarszego z ośrodka zamkniętego socjoterapii i na boisku w kosza grało troje "dzieci" (dzieci w cudzysłowiu, bo to termin wiekowy). W tym czasie rozmawialem z 972, ale dwoje z nich się oddaliło, przeskoczyło przez drzwi w płocie wchodząc wpierw na schody (płot na skarpie) i zaczęli się oddalać. Jeden mniejszy, blondyn trzymał za fraki większego czarnego ubranego w zieloną bluzę. Ten zielony był większy tak o pół od tego malego. Szli chodnikiem i było widać, że mniejszy - skurwiel, napierdala większego. Nawet w jakiejś już odległości od boiska, mimo, że mniejszy załadował mu kopa w ryja wywijając noga na wysokość jego twarzy. Zniknęli za innym budynkiem szkoły. Widząc od początku co dzieje pomyślałem, rasowy skurwiel i taki już będzie, nic go nie zresocjalizuje, a nawet w takim ośrodku wzmocni swoją pozycję ćwicząc na słabszych psychicznie.
Czasami słyszy się, że (powiedzmy) Edziu się powiesił. Edziu był dobrym dzieckiem, grzecznym, uczącym się, stroniącym od imprezek, nie pił, nie palił itp., co często można usłyszeć w mediach już po, ale miał pecha. Bo Edziu, jak zielony, był ofiarą rasowych skurwieli, którzy go wykończyli i psychicznie, i fizycznie, i się był powiesił. Skurwiele za to poszukają sobie nowej ofiary, którą będą zmuszać do różnych rzeczy i albo ta wytrzyma do okresu dorosłości, albo następny zawiśnie lub zrobi sobie coś innego. Zielony po przyjściu ze skurwielem został oskarżony, że chciał uciec i ten mały skurwiel poszedł go łapać, taką wersję nauczycielowi przedstawił trzeci, który grał z nimi na boisku. Najlepsze, że nauczyciel, który też był na placu przyjął tą wersję bezzasadnie. Współczuję temu od 972, bo mimo napierdalania się z braćmi, jakoś u niego 100% skurwielostwa nie widzę, już bardziej u najmłodszego z tych trzech. (dobra, bo dzwoni 374, to muszę skończyć pisać i powylogowawać jakby ktoś przylazł)
piątek, 20 listopada 2015
Piątek
Jak zwykle totalny kataklizm przed wyjazdem więc na razie inicjacja, jak się uda wpisać więcej przed odejściem to dodam.
10 min to wpiszę. Spałem do 11:10 z przerwami. Miedzy przebudzeniami sny dot. głównie kolei i jakiś spr. związanych własnie z przejazdami pociągami wszak jadę na objazd to mózg już się podniecił. W trakcie rozruchu porannego przylazł 181. Dziś udało się zrobić masaż od pasa w górę całości, ach taki drobny mięśniaczek w rękach...
(nagle musiałem skończyć, bowiem usłyszałem ruch przy drzwiach, to znak, że wchodzi 979, to musiałem nagle wylogować, usunąć historię i już nie udało się więcej napisać. To gwoli wyjaśnienia, reszta w następnym wpisie.)
10 min to wpiszę. Spałem do 11:10 z przerwami. Miedzy przebudzeniami sny dot. głównie kolei i jakiś spr. związanych własnie z przejazdami pociągami wszak jadę na objazd to mózg już się podniecił. W trakcie rozruchu porannego przylazł 181. Dziś udało się zrobić masaż od pasa w górę całości, ach taki drobny mięśniaczek w rękach...
(nagle musiałem skończyć, bowiem usłyszałem ruch przy drzwiach, to znak, że wchodzi 979, to musiałem nagle wylogować, usunąć historię i już nie udało się więcej napisać. To gwoli wyjaśnienia, reszta w następnym wpisie.)
czwartek, 19 listopada 2015
Czwartek #780
Jutro mam jechać na objazd poc. po kraju z przejechaniem linii Poznań - Koszalin, a tu RJ nie ułożony, ewentualny nocleg nie załatwiony z powodu braku RJ, mało tego dziś jeszcze do lekarza, a zmierza tu już 181. I jak mam się wyrabiać do cyca?
Aby nie było, że ten seks gdzieś umyka to dwa dni temu, (właśnie tak sprawnie opisuję) ok. 17:00 zadzwonił 972. Ponieważ zbliżała się godz. obiegu z cysternami te puste dopiałem do konia i pojechałem do wioski 972 z myślą, że jak zadzwonią z zapotrzebowaniem na skład pustych cystern, to od 972 skieruję się na stację zwrotną. Tak też się stało. Już przed wioską 972 telefonicznie zgłoszono zapatrzebowanie. Cóż, wizyta u 972 jak zwykle będzie musiała być skrócona. Na msc. okazało się, że mimo chęci rozwodu zabrali się za malowanie dużego pokoju na zielono, to też powiedziałem 972:
- zielony to uspokajający kolor, choć czy to u Was działa - nie sądzę.
W przerwie malowania zacząłem się do niego dobierać. Na C+ emitowali film o "domu wariatów" z dobrą obsadą. Akcja filmu na początku ub. wieku i metody leczenia bardzo eksperymentalne jak na ten okres. Jak już 972 sam się wyłożył na łóżku, to na kanwie tego filmu mózg zaczął tworzyć historyjkę o tym, jak to w ramach leczenia jest posuwany od tyłu, mocno, aby został wyleczony przez dr. "cudotyłeczka". Przyszło mi to do głowy, bo jest taki blog. Trochę go (972) wymęczyłem, przynajmniej mnie się tak wydawało, ale może jemu było właśnie dobrze. Tego to nigdy nie wiem, bo w swojej prostocie 972 nigdy o tym nie mówi. Jest człowiekiem czynu, a nie gadania.
Od 972 wyjechałem ze składem cystern, ale jak to w wioskach odcinek łączący linię, po której jadę ze stacji macierzystej do zwrotnej, biegnie przez las jakieś 1,5km. Jako, że rower mamy bez oświetlenia, tylko z odblaskami przeto jazda przez las odbywała się z ograniczeniem prędkości ze względu na brak widoczności. Mało tego, umówiłem się z 972, że po wymianie cystern na pełne jeszcze wejdę do niego na stację w drodze powrotnej znowu jazda 1,5km przez las. Wszystko to wydłużyło cały przejazd tak, że na stacji macierzystej byłem po 4h.
Z L4, na którym jest 174 po wypadku korzysta 979. Nie musi się zajmować larwą, bowiem tatuś jest przy niej cały czas, to korzysta i chodzi na siłownię. Bardzo dobrze, jak mu się poprawi wygląd to i mnie się polepszy patrząc na niego. Za to z moimi ćwiczeniami do dupy. W pt. ćwiczyłem i w kolejnych dnia, a dziś też na pewno nie, nie ćwiczyłem. Następny teoretycznie dostępny dla ćwiczeń dzień to poniedziałek po przyjeździe z objazdu. No rewelka do cyca.
aktualizacja 14:20
Aby jeszcze było mniej czasu, to oczywiście zachodzi potrzeba rozrządu składów stałych przechodzących przez stację. Po odejściu 181, który dziś nie miał humoru, to też tylko pogłaskałem go po rękach i plecach, szybkie wyjście do lekarza. Faktycznie było to najszybsze jakie chyba znam, czy pamiętam. Po odejściu z domu 10 min w plecy, szybkim krokiem do poradni. Wejście równie szybkie na piętro. Przez oszklone drzwi widzę jak kolega z dawnej pracy wychodzi od lekarki to też przez jedne drzwi, przez drugie do poczekalni i wpadłem w trzecie od gabinetu. Tu krótka wizyta i po jakiś 2min wyjście przez drugie i pierwsze drzwi. Wychodząc spotkałem ponownie tego kolegę z dawnej pracy, skarżącego się na dotkliwy ból pleców. W drodze do domu zadzwoniłem do 172, bowiem wcześniej pytał się czy może przyjść. Wygląda ostatnio zajebiście, to też dziś jak kiedyś, zaproponowałem zrobienie tego na podłodze z wodą i mydłem. Podobnie jak w pingwinach z Madagaskaru, jak skipera namaślili w odcinku z wężem Savio, podobnie działa woda i mydło. Namydliłem 172 i ślizgałem się na nim. Ręcę miał przywiązane do nogi od stołu. W tej pozycji też spanking na klatę, która zaczęła się robić czerwona. Jakoś tak mam ostatnio, że zmieniam pozycje w trakcie to też po iluś tam minutach siedzenia na nim i obłapiania jego mięśni, odwiązałem go i kazałem mu się ustawić na czworakach. Teraz namoczyłem i namydliłem plecy. Spanking na nie, zaczęły się robić czerwone, do tego on jeszcze odpowiednio się wygiął i już w ogóle odleciałem. Te mięśniaki wiedzą co lubię. To podobnie jak 826, którego czasem macam po rękach, jak chwytam za biceps to on go napręża na maxa, a mnie się robi słabo w tym momencie. Ale to dobrze, trzeba korzystać póki jeszcze przychodzą.
Aby nie było, że ten seks gdzieś umyka to dwa dni temu, (właśnie tak sprawnie opisuję) ok. 17:00 zadzwonił 972. Ponieważ zbliżała się godz. obiegu z cysternami te puste dopiałem do konia i pojechałem do wioski 972 z myślą, że jak zadzwonią z zapotrzebowaniem na skład pustych cystern, to od 972 skieruję się na stację zwrotną. Tak też się stało. Już przed wioską 972 telefonicznie zgłoszono zapatrzebowanie. Cóż, wizyta u 972 jak zwykle będzie musiała być skrócona. Na msc. okazało się, że mimo chęci rozwodu zabrali się za malowanie dużego pokoju na zielono, to też powiedziałem 972:
- zielony to uspokajający kolor, choć czy to u Was działa - nie sądzę.
W przerwie malowania zacząłem się do niego dobierać. Na C+ emitowali film o "domu wariatów" z dobrą obsadą. Akcja filmu na początku ub. wieku i metody leczenia bardzo eksperymentalne jak na ten okres. Jak już 972 sam się wyłożył na łóżku, to na kanwie tego filmu mózg zaczął tworzyć historyjkę o tym, jak to w ramach leczenia jest posuwany od tyłu, mocno, aby został wyleczony przez dr. "cudotyłeczka". Przyszło mi to do głowy, bo jest taki blog. Trochę go (972) wymęczyłem, przynajmniej mnie się tak wydawało, ale może jemu było właśnie dobrze. Tego to nigdy nie wiem, bo w swojej prostocie 972 nigdy o tym nie mówi. Jest człowiekiem czynu, a nie gadania.
Od 972 wyjechałem ze składem cystern, ale jak to w wioskach odcinek łączący linię, po której jadę ze stacji macierzystej do zwrotnej, biegnie przez las jakieś 1,5km. Jako, że rower mamy bez oświetlenia, tylko z odblaskami przeto jazda przez las odbywała się z ograniczeniem prędkości ze względu na brak widoczności. Mało tego, umówiłem się z 972, że po wymianie cystern na pełne jeszcze wejdę do niego na stację w drodze powrotnej znowu jazda 1,5km przez las. Wszystko to wydłużyło cały przejazd tak, że na stacji macierzystej byłem po 4h.
Z L4, na którym jest 174 po wypadku korzysta 979. Nie musi się zajmować larwą, bowiem tatuś jest przy niej cały czas, to korzysta i chodzi na siłownię. Bardzo dobrze, jak mu się poprawi wygląd to i mnie się polepszy patrząc na niego. Za to z moimi ćwiczeniami do dupy. W pt. ćwiczyłem i w kolejnych dnia, a dziś też na pewno nie, nie ćwiczyłem. Następny teoretycznie dostępny dla ćwiczeń dzień to poniedziałek po przyjeździe z objazdu. No rewelka do cyca.
aktualizacja 14:20
Aby jeszcze było mniej czasu, to oczywiście zachodzi potrzeba rozrządu składów stałych przechodzących przez stację. Po odejściu 181, który dziś nie miał humoru, to też tylko pogłaskałem go po rękach i plecach, szybkie wyjście do lekarza. Faktycznie było to najszybsze jakie chyba znam, czy pamiętam. Po odejściu z domu 10 min w plecy, szybkim krokiem do poradni. Wejście równie szybkie na piętro. Przez oszklone drzwi widzę jak kolega z dawnej pracy wychodzi od lekarki to też przez jedne drzwi, przez drugie do poczekalni i wpadłem w trzecie od gabinetu. Tu krótka wizyta i po jakiś 2min wyjście przez drugie i pierwsze drzwi. Wychodząc spotkałem ponownie tego kolegę z dawnej pracy, skarżącego się na dotkliwy ból pleców. W drodze do domu zadzwoniłem do 172, bowiem wcześniej pytał się czy może przyjść. Wygląda ostatnio zajebiście, to też dziś jak kiedyś, zaproponowałem zrobienie tego na podłodze z wodą i mydłem. Podobnie jak w pingwinach z Madagaskaru, jak skipera namaślili w odcinku z wężem Savio, podobnie działa woda i mydło. Namydliłem 172 i ślizgałem się na nim. Ręcę miał przywiązane do nogi od stołu. W tej pozycji też spanking na klatę, która zaczęła się robić czerwona. Jakoś tak mam ostatnio, że zmieniam pozycje w trakcie to też po iluś tam minutach siedzenia na nim i obłapiania jego mięśni, odwiązałem go i kazałem mu się ustawić na czworakach. Teraz namoczyłem i namydliłem plecy. Spanking na nie, zaczęły się robić czerwone, do tego on jeszcze odpowiednio się wygiął i już w ogóle odleciałem. Te mięśniaki wiedzą co lubię. To podobnie jak 826, którego czasem macam po rękach, jak chwytam za biceps to on go napręża na maxa, a mnie się robi słabo w tym momencie. Ale to dobrze, trzeba korzystać póki jeszcze przychodzą.
środa, 18 listopada 2015
Środa
To jest tak jak się zajmę mieśniakami, to nawet o blogu zapominam. Ściągnąłem do pomocy 181. Fakt trochę przyśpieszyło z pracami zaległymi, ale też macanko się odbyło. Młody mięśniak to jest to co w rękach trzyma się wybitnie dobrze. Przypomniałem mu o flasze, nadto skorygowałem jego godziny w domyśle, bo zakładał, zresztą jak ok. 90% ludzi, że imprezka będzie popo lub na wieczór. Wstawiłem go na właściwe tory, że imprezki indywidualne na stacji są do godz. popołudniowych i w takich należy ją zrobić. To i tak na przyszły tydz. bo jak zwykle czasu jest niewiele i pełno zajęć. Na weekend szykuje się objazd z 374 poc. po kraju. Ostatni w tym roku i chyba ostatni w ogóle, bo nowe poc. a'la tramwaje (darty i flirty, które wprowadzi do obiegów IC) mnie nie interesują, podobnie proste gładkie szyny.
Obiegu z cysternami dziś nie ma na razie, za to wyjście w teren z 979 za chwilę zanieść naprawionego laptopa wraz z naprawionym zasilaczem. Pozostanie ułożenie później RJ na objazd, w którym obowiązkowo musi się znaleźć linia Poznań - Piła - Koszalin, bowiem jeszcze na starych szynach S49 z klasycznym mocowaniem i stykami.
Obiegu z cysternami dziś nie ma na razie, za to wyjście w teren z 979 za chwilę zanieść naprawionego laptopa wraz z naprawionym zasilaczem. Pozostanie ułożenie później RJ na objazd, w którym obowiązkowo musi się znaleźć linia Poznań - Piła - Koszalin, bowiem jeszcze na starych szynach S49 z klasycznym mocowaniem i stykami.
wtorek, 17 listopada 2015
Wtorek
Wczoraj zajmowałem się 174 to dziś zajęcie się sobą i mieszkaniem, które okresowo wymagają też nakładów czasowych. Te wymogi są odmienne, ale w części są wspólne.
Czas leci jak popierdolony. Już wtorek, dopiero było wszystkich świętych, a tu ciągle się coś dzieje i końca nie widać, a lista spr. do załatwienia - nie kończąca się. Wczoraj 174 powiedziano na ortopedi w m-cie ościennym, że zasadniczo nic mu nie ma, żadnego usztywnienia nie dostał, czyli teoretycznie może chodzić na nodze, na której z powodu bólu chodzić nie może. Czyżby poziom lekarzy także rósł wraz z poziomem ogólnej edukacji? W zasadzie powinno to być tożsame, bo rozłączne nie jest. Czyli co? Przyszłe pokolenie 979, 826, 834 idt. będzie się leczyć samo, bo lekarze też cofną się o wiek umysłowo. To jakiś paradoks naszych czasów, że poziomem edukacji zbliżamy się do początku ubiegłego wieku.
Obserwuję niektórych mięśniaków, którzy poszli do pracy i jak im się wydawało mogą robić wszystko i do wszystkiego są stworzeni to czas to jednak weryfikuje.
374 po kilku m-cach pracy już narzeka na ilość godz. jakie musi autem przejeździć. Inna sprawa widoczności nawet z zewnątrz, z tego co mówi, złego poukładnia tras dla kierowców, kiedy jedni jeżdżą po 7h, inni po 12h, a trasy można by było trochę przerobić, aby wyrównać. Czy wszędzie musi wchodzić Magda G. ze swoją rewolucją, czy pracodawcy sami nie widzą możliwości reorganizacji?
826, który wylądował na słuchawce i twierdził, że "zajebista" praca, bo może se pogadać i dostanie, i tak swoje, teraz stęka, że obcięli mu godziny o połowę, bo nie ma wyników i jeździ obecnie na 4h dziennie.
811 będąca na kierowniczym stanowisku ostatnio powiedziała, że jeżeli z jej działu odejdzie choć jedna osoba to dział się wysypie, w związku z tym wywalczyła podwyżkę 200zł na osobę, sama też otrzymała. Czyli to co mówiłem jakiś czas temu zaczyna się dziać. Wraz z ubytkiem rąk do pracy, rosną płace. A skąd się bierze kasa na podwyżki? Ze zmniejszenia zysku pracodawców. Może za kilka lat, te, tak u nas rozwarte, nożece płacowe trochę się zewrą. 374 też u siebie wywalczył dzień wolny - pt., bowiem pn. i wt. jest co tydz. w delegacji, ale godziny ma płacone normalne bez dodatków, jedynie pokrywany koszt noclegu. Czyli w 4 dni trzaska godz. jak za 5 dni, a nawet więcej, ale piątek ma wolny. Gdzie w latach 90-ych pracodawca na coś takiego by poszedł? Nie podoba się - won!, albo na "Twoje msc. jest 10-ciu innych". Dlatego żyją w fajnych czasach, bo wolnych msc. pracy jest co raz więcej i mogą wybierać, i może w końcu dostaną się na stanowiska, na których będą czerpać satysfakcję z jej wykonywania z pożytkiem dla drugiej strony
Czas leci jak popierdolony. Już wtorek, dopiero było wszystkich świętych, a tu ciągle się coś dzieje i końca nie widać, a lista spr. do załatwienia - nie kończąca się. Wczoraj 174 powiedziano na ortopedi w m-cie ościennym, że zasadniczo nic mu nie ma, żadnego usztywnienia nie dostał, czyli teoretycznie może chodzić na nodze, na której z powodu bólu chodzić nie może. Czyżby poziom lekarzy także rósł wraz z poziomem ogólnej edukacji? W zasadzie powinno to być tożsame, bo rozłączne nie jest. Czyli co? Przyszłe pokolenie 979, 826, 834 idt. będzie się leczyć samo, bo lekarze też cofną się o wiek umysłowo. To jakiś paradoks naszych czasów, że poziomem edukacji zbliżamy się do początku ubiegłego wieku.
Obserwuję niektórych mięśniaków, którzy poszli do pracy i jak im się wydawało mogą robić wszystko i do wszystkiego są stworzeni to czas to jednak weryfikuje.
374 po kilku m-cach pracy już narzeka na ilość godz. jakie musi autem przejeździć. Inna sprawa widoczności nawet z zewnątrz, z tego co mówi, złego poukładnia tras dla kierowców, kiedy jedni jeżdżą po 7h, inni po 12h, a trasy można by było trochę przerobić, aby wyrównać. Czy wszędzie musi wchodzić Magda G. ze swoją rewolucją, czy pracodawcy sami nie widzą możliwości reorganizacji?
826, który wylądował na słuchawce i twierdził, że "zajebista" praca, bo może se pogadać i dostanie, i tak swoje, teraz stęka, że obcięli mu godziny o połowę, bo nie ma wyników i jeździ obecnie na 4h dziennie.
811 będąca na kierowniczym stanowisku ostatnio powiedziała, że jeżeli z jej działu odejdzie choć jedna osoba to dział się wysypie, w związku z tym wywalczyła podwyżkę 200zł na osobę, sama też otrzymała. Czyli to co mówiłem jakiś czas temu zaczyna się dziać. Wraz z ubytkiem rąk do pracy, rosną płace. A skąd się bierze kasa na podwyżki? Ze zmniejszenia zysku pracodawców. Może za kilka lat, te, tak u nas rozwarte, nożece płacowe trochę się zewrą. 374 też u siebie wywalczył dzień wolny - pt., bowiem pn. i wt. jest co tydz. w delegacji, ale godziny ma płacone normalne bez dodatków, jedynie pokrywany koszt noclegu. Czyli w 4 dni trzaska godz. jak za 5 dni, a nawet więcej, ale piątek ma wolny. Gdzie w latach 90-ych pracodawca na coś takiego by poszedł? Nie podoba się - won!, albo na "Twoje msc. jest 10-ciu innych". Dlatego żyją w fajnych czasach, bo wolnych msc. pracy jest co raz więcej i mogą wybierać, i może w końcu dostaną się na stanowiska, na których będą czerpać satysfakcję z jej wykonywania z pożytkiem dla drugiej strony
poniedziałek, 16 listopada 2015
Poniedziałek
Wczoraj wieczorem 174 miał wypadek drogowy. Wysiadając z tramwaju w mieście ościennym, przystanek zlokalizowany w pasie jezdni, po wyjściu z tramwaju został potrącony przez sam osobowy. Na chwilę stracił przytomność. Powiadomiono pogotowie ratunkowe i policję. 174 po wstępnych oględzinach przewieziono do szpitala w mieście ościennym. Tam zrobiono badania tomografem, zdjęcie RTG nogi, po czym karetką odwieziono do wioski. Dotarł do mnie wieczorem. Do zaistnienia wypadku mógł przyczynić się deszcz padający przez prawie cały dzień. Już u mnie 979 od razu zrobił mu wyrzuty, że po co w ogóle tam jechał, po co pił, jakby nie robił czegoś tam to w łańcuchu zdarzeń nie doszło by do wypadku.
W części nastawienie 979 rozumiem, co zresztą wczoraj tu opisałem jeszcze przed wypadkiem. Teraz 174 mieszka z larwą w mieszkaniu 979 i z tego powodu może go mniej tolerować. Nadto kolejne problemy 174 spadną w linii prostej na 979, a i pewnie mnie się dostanie. Już dziś od rana opiekowałem się 174, czyli zaopatrzenie go w moje kule, wędrówka do przychodni, następnie do ortopedy, ale okazało się, iż na urlopie to do następnego w inny mieście trzeba było już uruchomić kolegę z autem. Chcieli mnie zabrać, ale mam prace do wykonania w domu, zresztą tu ciągle coś jest do zrobienia. Tak, na jakiś czas, bowiem po wizycie u ortopedy 174 przywiozą do mnie z powrotem, mam niby wolne, a przynajmniej jestem sam.
Dziś 979 ma kolejne podejście do egzaminu na prawko, w pracy wziął wolne, w tej samej pracy jego starszy brat też ma wolne, trochę im się przerzedziło.
W części nastawienie 979 rozumiem, co zresztą wczoraj tu opisałem jeszcze przed wypadkiem. Teraz 174 mieszka z larwą w mieszkaniu 979 i z tego powodu może go mniej tolerować. Nadto kolejne problemy 174 spadną w linii prostej na 979, a i pewnie mnie się dostanie. Już dziś od rana opiekowałem się 174, czyli zaopatrzenie go w moje kule, wędrówka do przychodni, następnie do ortopedy, ale okazało się, iż na urlopie to do następnego w inny mieście trzeba było już uruchomić kolegę z autem. Chcieli mnie zabrać, ale mam prace do wykonania w domu, zresztą tu ciągle coś jest do zrobienia. Tak, na jakiś czas, bowiem po wizycie u ortopedy 174 przywiozą do mnie z powrotem, mam niby wolne, a przynajmniej jestem sam.
Dziś 979 ma kolejne podejście do egzaminu na prawko, w pracy wziął wolne, w tej samej pracy jego starszy brat też ma wolne, trochę im się przerzedziło.
niedziela, 15 listopada 2015
Niedziela
Wczoraj 979 po dłuższej przerwie polazł w teren do jakiegoś lokalu na imprezkę z ludźmi z wioski. No i b. dobrze, niech chodzi. Informacja miała jeszcze jedno znaczenie - w nocy będę budzony. To w nocy wypadło o 03:10 kiedy w składzie 979, 826 i inicjator wyjścia czyli kolega od 979, znany mi, który rozszedł się z laską, zostawiając ją i dwie larwy, a teraz potrzebował odreagować. Na szczęście inicjator po jakiś 10min poszedł, a ponieważ 979 też już wyglebiał to za nim 826. Na grupie A zrobiło się pełno, bowiem po odejściu 572 i 172 grupy B i C nadal niegotowe na przyjmowanie składów.
Przy okazji wyjścia 979 w teren słyszałem jego rozmowę ze 174. Otóz 174 informował go przez tel., iż chce sprowadzić jakąś laskę aby zrobić z nią to i owo, na co 979, że owszem, ale tylko w małym pokoju, bowiem jak on wróci do mieszkania to chce mieć duży pokój wolny. Od razu pomyślałem - co on pieprzy? Przecież ponad 4 tyg. śpi wyłącznie u mnie, a tak na dobrą sprawę to od paru lat z małymi przerwami, to skad taki nagly przypływ nostalgii? Można to jeszcze wytłumaczyć średnim lubieniem 174, bo jak już 979 dostał własne mieszkanie i teoretycznie może tam mieszkać, to najmniej w nim mieszka właśnie on. Wcześniej matka, teraz 174.
W związku z wyjściem w teren 979, o 22:30 odprawiłem ze stacji 834, ale jeszcze procedury wyłączeniowe to i tak wyglebiłem 23:30, czyli planowo jak na ostatnie dni. Jeszcze krótko przed zaśnięciem zastanawiałem się czy zrobić aktualizację wpisu tutaj, ale wybrałem położenie się, z perspektywą funkcjonowania w nocy.
Kolejowych spraw fajnie się na radiostacji słucha. Jedzie mechanik ze składem pociągu i na stacji A zgłasza dyżurnemu ruchu:
- "wychodzą" mi godziny i na następnej stacji B chcę zamknąć skład (nagle musiałem przestać pisać, bowiem z zamka usłyszałem odgłosy jego otwierania, to niechybnie 979, a więc musiałem bloga wylogować i z historii usunąć ślady).
aktualizacja 23:20
Po minucie dyżurny ruchu zgłasza:
- na stacji B nie może Pan zamknąć bo brak wolnych torów, na następnej stacji C też brak wolnych torów, podobnie na D, dopiero na E będzie Pan mógł to zrobić
- a jak z jazdą?
- kiepsko, jeździmy po jednym torze tu i do C również
- ja zgłosiłem, to tam gdzie wyjdzie mi 12h tam zamknę.
O ile kolej ostatnio zajmuje się głównymi ciągami, to z tego co widzę boczne są pozostawione w stanie opłakanym, a na stacjach kolejne tory się zamyka z powodu nadmiernego zużycia i nie trzymania parametrów.
Za to ruch na własnej stacji utrzymuje się na poziomie poziomów dotychczasowych. Dziś na noc w torach stacyjnych na grupie A pozostają 979, 174 no i ja. 174 miał wypadek, o którym napiszę już jutro, bo tradycyjnie szykuje się kolejny zajęty dzień to wypadało by się wyspać.
Przy okazji wyjścia 979 w teren słyszałem jego rozmowę ze 174. Otóz 174 informował go przez tel., iż chce sprowadzić jakąś laskę aby zrobić z nią to i owo, na co 979, że owszem, ale tylko w małym pokoju, bowiem jak on wróci do mieszkania to chce mieć duży pokój wolny. Od razu pomyślałem - co on pieprzy? Przecież ponad 4 tyg. śpi wyłącznie u mnie, a tak na dobrą sprawę to od paru lat z małymi przerwami, to skad taki nagly przypływ nostalgii? Można to jeszcze wytłumaczyć średnim lubieniem 174, bo jak już 979 dostał własne mieszkanie i teoretycznie może tam mieszkać, to najmniej w nim mieszka właśnie on. Wcześniej matka, teraz 174.
W związku z wyjściem w teren 979, o 22:30 odprawiłem ze stacji 834, ale jeszcze procedury wyłączeniowe to i tak wyglebiłem 23:30, czyli planowo jak na ostatnie dni. Jeszcze krótko przed zaśnięciem zastanawiałem się czy zrobić aktualizację wpisu tutaj, ale wybrałem położenie się, z perspektywą funkcjonowania w nocy.
Kolejowych spraw fajnie się na radiostacji słucha. Jedzie mechanik ze składem pociągu i na stacji A zgłasza dyżurnemu ruchu:
- "wychodzą" mi godziny i na następnej stacji B chcę zamknąć skład (nagle musiałem przestać pisać, bowiem z zamka usłyszałem odgłosy jego otwierania, to niechybnie 979, a więc musiałem bloga wylogować i z historii usunąć ślady).
aktualizacja 23:20
Po minucie dyżurny ruchu zgłasza:
- na stacji B nie może Pan zamknąć bo brak wolnych torów, na następnej stacji C też brak wolnych torów, podobnie na D, dopiero na E będzie Pan mógł to zrobić
- a jak z jazdą?
- kiepsko, jeździmy po jednym torze tu i do C również
- ja zgłosiłem, to tam gdzie wyjdzie mi 12h tam zamknę.
O ile kolej ostatnio zajmuje się głównymi ciągami, to z tego co widzę boczne są pozostawione w stanie opłakanym, a na stacjach kolejne tory się zamyka z powodu nadmiernego zużycia i nie trzymania parametrów.
Za to ruch na własnej stacji utrzymuje się na poziomie poziomów dotychczasowych. Dziś na noc w torach stacyjnych na grupie A pozostają 979, 174 no i ja. 174 miał wypadek, o którym napiszę już jutro, bo tradycyjnie szykuje się kolejny zajęty dzień to wypadało by się wyspać.
sobota, 14 listopada 2015
Sobota #775
Coś jakby zainicjuję, bo jak wpadnę w wir zajęć zaplanowanych na dziś, to szybko nie siądę do klawy.
Nieustająco wraz z nami na grupie A nocuje 979. Nawet dziś 174 się pytał, czy była wczoraj jakaś imprezka, a jak odpowiedziałem przecząco to zdziwił się czemu nie spał w domu. Odpowiedziałem, że być może z powodu budzącej się w nocy larwy. Od razu dał nowe dane o spaniu larwy przez całą noc, bez przebudzeń. Czyżby 174, pomijajac larwę czuł się tam samotny? Wszak to tu na stacji ruch odbywa się nieustająco i nadal jest jakby centrum spotkań pewnej grupy z wioski, nawet niektórzy w łączności telefonicznej (bo często z drugiej strony pytają się: - gdzie jesteś?) odpowiadają na centrum lub na bazie. A tam 174 z larwą i nikim innym do pogadania, nadto w TV zazwyczaj lecą bajeczki, bo co innego można oglądać przy larwie?
W miarę jak na stacji w pewnych obszarach robi się wreszcie czysto, wewnętrzne taki widok mobilizuje do oczyszczania kolejnych stąd dość abmitne plany na dziś. Się okaże jak z realizacją na koniec dnia.
Tyle teraz, bo czas nas gniecie, a kolejka do zrobienia jak była, tak jest.
Nieustająco wraz z nami na grupie A nocuje 979. Nawet dziś 174 się pytał, czy była wczoraj jakaś imprezka, a jak odpowiedziałem przecząco to zdziwił się czemu nie spał w domu. Odpowiedziałem, że być może z powodu budzącej się w nocy larwy. Od razu dał nowe dane o spaniu larwy przez całą noc, bez przebudzeń. Czyżby 174, pomijajac larwę czuł się tam samotny? Wszak to tu na stacji ruch odbywa się nieustająco i nadal jest jakby centrum spotkań pewnej grupy z wioski, nawet niektórzy w łączności telefonicznej (bo często z drugiej strony pytają się: - gdzie jesteś?) odpowiadają na centrum lub na bazie. A tam 174 z larwą i nikim innym do pogadania, nadto w TV zazwyczaj lecą bajeczki, bo co innego można oglądać przy larwie?
W miarę jak na stacji w pewnych obszarach robi się wreszcie czysto, wewnętrzne taki widok mobilizuje do oczyszczania kolejnych stąd dość abmitne plany na dziś. Się okaże jak z realizacją na koniec dnia.
Tyle teraz, bo czas nas gniecie, a kolejka do zrobienia jak była, tak jest.
Subskrybuj:
Posty (Atom)