niedziela, 1 listopada 2026

Niedziela #2357

     Jak widzieliście na zdjęciu w poprzedniej nocce, przede mną w kolejce stała blondynka z włosami na  kucyk z tyłu. Po kilku minutach podszedł do niej ładny synek, gdzieś około dziewiętnastu–dwudziestu lat, jak mu się przypatrywałem. Zaczęli ze sobą rozmawiać, a ponieważ byli tuż przede mną, no to słyszałem, o czym rozmawiali. Okazało się, że on jest studentem medycyny i tak mi się wydawało, że to dopiero pierwszy rok. Opowiadał z zaciekawieniem o zajęciach, o tym, że przerabiali akurat kolano, jakieś tam ścięgna w kolanie i że będą mieli sprawdzian z tego kolana. Kolejka bardzo wolno się przesuwała, więc oni rozmawiali, a ja cały czas się temu przysłuchiwałem. W końcu w którymś momencie nadarzyła się okazja, żeby włączyć się do ich rozmowy. Dzisiaj już nie pamiętam dokładnie, co było tym wyzwalaczem, ale ponieważ mamy wieloletnie doświadczenie w rozmawianiu z młodymi ludźmi, no to szybko poszło. Przez dziesięć minut dość treściwej rozmowy jeszcze w kolejce, gdy już brali dania, sami stwierdzili, że w takim razie mogę usiąść z nimi do stołu. Oczywiście przystałem na to, no bo chłopak bardzo ładny, to się na niego fajnie patrzało. Pociągła twarz, ładna budowa głowy, włosy proste, ciemne, lekki zarost, ale już się regularnie golił co było widać. W ogóle zarost na rękach miał mocny, bo jak podwinął rękawy, to byłem w lekkim szoku, że jeszcze ktoś z młodzieży może mieć tak silny zarost. Nosił już okulary. On trochę niższy ode mnie, jakieś 4-5 cm, szczupły. Czy mięśniak? Chyba jednak - nie.
    W trakcie rozmowy okazało się, że obydwoje są z Cieszyna. Jest tam jakieś liceum ogólnokształcące, które jest na bardzo wysokim poziomie i bierze nawet udział w konkursach, a w rankingach stoi wysoko. Dzięki temu i jej, i jemu udało się w miarę płynnie dostać na studia. Mieszkają w akademikach, studiują na różnych kierunkach, ona na prawie. Rozmawiało się rewelacyjnie, gdyby nie to, że laska miała jeszcze wykład przecznicę dalej na wydziale, to musieli się zwinąć. Szkoda, bo jeszcze parę minut i z synkiem bym wymienił kontakty. 
   Rozmawiając z nim od razu się rozmarzyłem. Taki i do przelecenia i do porozmawiania. Choć z tym przeleceniem, to później chyba było by jak z innymi w miarę inteligentnymi niby mięśniakami, że brakowało by tego skurwielowstwa u niego. 
    Po obiedzie polazłem dalej na m-to. Zupełnie inaczej by było, jakbym jednak wziął od niego kontakt i może się wieczorem dokleił do nich, jakby kajś wyłazili, tak musiałem się wałęsać sam bez ładu i składu. Częściowo pieszo, po rynku, częściowo w środkach masowego rażenia. Na szczęście dziś apki ułatwiają to podróżowanie, bo można podejrzeć kaj tram czy bus jedzie, co też robiłem, bym nie wylądował w jakieś dzielni, z której było by się trudno wydostać. Ponieważ nie było zbyt ciepło, wieczorem się ochłodziło (za dnia było ok. 15C), to nie chciało mi się marznąć długo na przystankach i polowałem na krótkie przesiadki. W większości kręciłem się k/centrum i na południowych dzielnicach. Pokój miałem wynajęty na płn. stronie wrocka, to tam i tak musiałem zajechać. 
   Po jakiś 20 min posiedzenia jeszcze na rynku wrocławskim na ławeczce, ok. 20:40 postanowiłem się zwijać do miejsca pobytu. Z dwoma przesiadkami, finalnie dotarłem ok. 21:40 na msc. Jakaś kolacyjka, na tel. jeszcze film na ntlx, oczywiście na przyśpieszonych obrotach i przed północą wyglebiłem. 
    Zdjęcie. 
  Cennik z baru mlecznego Miś. Można będzie za kilka lat porównać ceny. 
   Korekta jak zwykle. 
   Sobota z wyjazdu do wrocka, jak się domyślacie będzie w innej notce. Postaram się sprężyć, choć z tym w tyg. roboczym różnie bywa. 
    Narka.