Ja prd. qrwa *ać. Kolejny dzień na warsztacie. Nie było by w tym nic strasznego, jakby nie to, że sam spowodowałem, iż cały dzień - 8h pracy poszło w pizdu. Otóż do przykręcenia 16 śrub. Uj z tym, że połowa to 10-ki (na klucz 10), połowa na 13-kę, jakby tego nie mogli ujednolicić. 8 do kolektora ssącego, 8 do wydechowego. Pod to new uszczelki. Kolektor wydechowy był planowany. Kręcę z tym młodym (oczywiście z tym ładniejszym) i 15-ą śrubę przekręciłem. Rozumiecie, zostały dwie i przedostatnią przekręciłem. Może jakieś zmęczenie śruby, może użyłem za dużo siły, ale poleciała. No to cofamy się w pracy teoretycznie do pkt. zero, choć nawet tego na koniec nie osiągnęliśmy. Ostatnia godzina to wydłubywanie części ukręconej w głowicy silnika. Pkt. zero, to jakbyśmy jutro mogli to już skręcać, ale trza jeszcze ten otwór przygotować pod jakąś śrubę, która tam bydzie wkręcona.
No i jeszcze jedno. To wszystko robi się w mega wygodnych pozycjach. Przy wydobywaniu ukręconej śruby, w pewnym momencie ścięgna za kolanami, jak się wyprostowałem tak mnie napierdalały, iż myślałem, że się obalę. Ani siąść, bo nie ma kaj, stać źle, położyć się też do dupy, bo warsztat, to wiecie jak wygląda podłoga. No uj by to strzelił. Teraz ja mam się przyjąć do pracy do kato. Plan wstępny był - warsztat pn., wt., śr. (ostatecznie czwartek). Kolejne dni miałem poświęcić na ostatnie prace na stacji, bowiem jak polezę do roboty, to wiele już nie zrobię. Nadplanowo spędziłem piątek (dziś), jutro, następny dzień, poniedziałek. Wtorek polezę na badania wstępne. Środa pewnie jeszcze na warsztacie, a później to wlk. niewiadoma.
Rozumiecie, oni mnie chcą przyjąć do pracy, a ja zwlekam i przeciągam. To je dopiero hit.
Jeszcze jedno. Mam zajawkę kolejową, co jakby wiadomo. Otóż ostatnio trochę z pomocą AI wynajduję dłuższe materiały przejazdów pociągami, które ktoś kiedyś nagrał. Trafiłem na nagranie (uwaga, uwaga, uwaga), które ma 11 h i 41 min. No na dłuższe nigdy w życiu nie trafiłem, choć ono ma już 6 lat. Jak dla mnie jest zajebiste. To przejazd koleją w Rosji z Moskwy do Adler. Rewelacyjnie nagrany, bowiem kamera przymocowana do burty wagonu i dźwięki z mikrofonu nie zakłócone przepływem powietrza, przy np. 120 km/h. A tu ów film –>
youtube.com/watch?v=TUp754Ug6c8
I jak był ten z wyspy, to robiłem tą instalację do lampy a'la kolejowej, przedziałowej i w tle leciał ten właśnie film i dźwięki z niego. Na filmie w większości jeszcze jest tor klasyczny czyli stykowy i słychać ten charakterystyczny stukot kół. No na mnie to działa bardzo pozytywnie,. Ten z wyspy po jakimś czasie, bym puścił muzyczkę jakąś, bo czuje się jak w pociągu. Se pomyślałem - właśnie o to, qrwa, chodzi. No ale puściłem mu tą muzyczkę. Niech ma.
Zdjęcia mi się nie chce dodawać, bo za chwilę pewnie wyglebię, a na pewno już przy notce nie chce mi się dłubać. Za zdj. robi dziś link do filmu.
I bym zapomniał. Ponieważ film ma ponad 11h to dopiero jestem na 4 godzinie, a i tak efekty dla mnie wow.
Korekta jak zwykle, narka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz