wtorek, 24 lutego 2026

Wtorek #2249

    Ale się z tymi notkami zapuszczam, a by nie było czas jest. 
    Jedną z przyczyn są plecy i ból korzonków. Sob i nd to był kryzys. Najgorsza noc z nd/pn spania na 3 raty z powodu intensywnego bólu. To jest jakaś paranoja, by w nocy w łóżku się tak załatwić. Nwm, co się odwaliło, najprawdopodobniej musiałem się przypadkowo odkryć i wychłodziłem plecy. Nd praktycznie przesiedziałem przed kompem, bo przegiąłem w sob. Dość sporo, mimo bólu pleców robiłem wszak stacja mac. żyje niezależnie od tego w jakim stanie ja żyję. Do tego awaria układu elektrycznego dzwonka z pod wjazdowego. W sob. 5x bezpiecznik drutowałem, bo tyle razy się przepalił gdy grzebałem przy układzie. W końcu to zostawiłem na czas kiedy będę się lepiej czuł. Nadal czeka na zrobienie. W sumie drużyny trakcyjne mają dziś telefony.
   
    Z dobrymi filmami jest trochę jak z mięśniakami przed kamerkami. Znaleźć jakiegoś atrakcyjnego, jest co raz trudniej. Nowe roczniki to aż strach w ogóle wchodzić. Kloce co raz bardziej powszechne. Podobnie złapać dobry film, ale z rzadka da się taki ustrzelić. Zupełnym cufalem trafiłem na taki. Prod. Węgierska, "Duży zeszyt", 2013, na cda. Jak widać film nie nowy, ale scenariuszowo rewelacyjny. Akcja dzieje się w czasie drugiej wojny, na totalnej wsi gdzieś na Węgrzech. Bohaterami filmu są bracia (wyglądają na bliźniaków), którzy trafiają na czas wojny do swojej babci, o której wcześniej w ogóle nie wiedzieli. Już na samym początku dostajemy garść informacji, że między matką braci, a jej matką nie było dobrze. |Przytoczę (z gowy) część rozmowy, jak matka przyjechała z bliźniakami do swojej matki, a ta w potoku słów mówi:
- suka ma przeważnie pomiot 4,5-ciu, przyprowadziłaś dwu, gdzie reszta? Zakopałaś?
   Dalej w filmie jest podobnie. Mamy pokazanych braci zderzających się nagle z kompletnie inną rzeczywistością. Z otoczeniem, które jest w większości nieprzyjazne dla nich, a nawet wręcz wrogie (w końcu trwa wojna). I z takim oni muszą się mierzyć w wieku ok. 11 lat.
   Kanwą filmu "Duży zeszyt" jest właśnie on, w którym bracia mają zapisywać, co ich codziennie spotyka, co się u nich dziej itp. Ów zeszyt dostali od ojca, przed jego wyjazdem na wojnę, by po przyjeździe mógł przeczytać co się u nich działo. I właśnie jest to opowieść jakby czytana z tego zeszytu, a opowiadana obrazem. Przy okazji zeszyt jest dość ładnie prowadzony ilustrowany. 
   Od początku filmu oczami braci dostajemy informacje, z którymi oni muszą się zmierzyć, a są to b. często sytuacje, z którymi dorośli mieli by problem, a te muszą rozwiązać 12 latkowie. Tak czas leci do końcówki filmu, kiedy sytuacje zaskakują ich i jednocześnie nas (kończy się wojna). Oglądając zastanawiamy się, jak z tego wybrną. Radzą sobie z kolejnymi problemami na swój sposób, często odmienny niżbyśmy sobie myśleli. I to jest właśnie fajne w filmie. Niekonwencjonalne rozwiązania, niektórych problemów. Czasem do tych rozwiązań dostajemy później wyjaśnienie od ich samych, czemu tak zrobili. Częściowo musimy sami wyciągnąć wnioski, czemu tak się stało, bo nie jest to, jak w wielu produkcjach podane na tacy. 
   Film rewelacyjny. Nasz zarząd czekał na taką produkcję i być może kiedyś do niej wrócimy. 
   Nadmienię jeszcze, że podobała mi się praca kamery. Stabilna, żadnych dziwnych ruchów, jednocześnie umiejętnie kadrowane to co potrzeba. Casting też zrobił dobrą robotę. Bracia dobrani dobrze, tacy typowi Węgrzy w odpowiednim wieku, wyglądzie do odgrywanych ról. 

   Nic nowego, okresowo na staję wchodzi 172. Ja prd jak on ostatnio wygląda. Tak mam sfocone jego łapy, ale będą chyba w następnej notce. Wygląda tak, bo scenariusz jak poprzednimi razami realizuje się. Czyli wychodzi z miejsca odosobnienia, w którym regularnie dochodzi do wniosku, jak te inne mięśniaki-głuptaki, że chce być duży, cokolwiek to znaczy. No i wychodzi taki niby duży, ale mnie to nie biere. W czasie bieżącego funkcjonowania, życie weryfikuje, na szczęście, to jego - być duży, i wraca do poprzedniego wyglądu. To trochę trwa, ale na końcu efekt jest zawsze wow. I to takie mocne wow czyli 9/10. Jeden mniej, bo jednak ząb starości lekko go naruszył. I podobnie jak przy innych mięśniakach-głuptakach, trudno jest wytłumaczyć, że właśnie w swoim wyglądzie, jaki ma po paru miesiącach wygląda zajebiście. Nawet jakby pokazać wzorce na necie, że taki wygląd to właśnie jest wow, to ta ich wioskowe wzorce są trudne do podważenia. Na szczęście udało się podnieść własne notowania 254, ale łon nie wioskowy skurwiel, to łatwiej argumenty do niego trafiają. 
   Flachy dalej z 254 nie było, ale za to przeprowadzam rozmowy n.t. tego co z nim robię. Ostatnio mu powiedziałem o pasie, że używam go, by się trochę pospinał, bo to nie jest test na wytrzymałość, tylko potrzebuję jak te jego mięśnie pracują. No i następnym razem było lepiej. 
   Za to poprzednim razem jak był to urzędowaliśmy godzinę. Tak jedną godzinę. Co ciekawe, jemu stal bardziej organ od mojego, ale na przestrzeni lat wiem co zrobić, by się pobudził. Mnie jakoś z tymi plecami nie wyszło (może dlatego, że miałem je zawinięte, ale nie chciałem przechładzać ponownie), mało tego było to jeszcze przed rozmową o używaniu pasa. 
   W sumie te rozmowy to miały być po flaszce, której tradycyjnie jeszcze nie było. I tak zarząd, a zwłaszcza dział p.s. się cieszy, że mamy takiego mięśniaka przy sobie/pod sobą. 
   Zdjęcie (screeny).
   
 Powiedzmy, że taka normalność. 

 Ot normalny wygląd jak na ileś tam lat. 
 No właśnie, ale to było kiedyś. Dziś normalność = klocowatość. Nie daję tu klocy, choć kiedyś chyba ich dam, by było wiadomo o czym piszę. Najgorsze, że kloce, bo jakby ich ilościowo jest najwięcej, zalewają również stronkę z kamerkami. 
  Jak go zacząłem oglądać to był w spodniach dresowych. Wpłynęły tokeny, to powiedział let's go. Wyciągnął organ, by pewnie kiedyś tam opróżnić zbiorniki. Leciał w zasadzie pod innymi zakładkami, a co jakiś spr. co dzieje. Po 20 min bez zmian. Raczej stanął w miejscu, jak gdzieś doszedł, więc tylko dwa screeny, bo po 20 min był w tej samej pozycji. 
   Przedstawiciel Estonii -> pl.chaturbate.com/fin579309/
   Wypychamy notkę ze stacji, bo się naczekała, a za chwilę trza dokończyć rozruch poranny (fajnie to brzmi, biorąc pod uwagę, że jest 11:50. Śniadanie jeszcze przede mną.). Rozpoczął rozruch poranny 172, objawiając się pod wjazdowym, z czego oczywiście niezmiernie się ucieszyliśmy (zwłaszcza dział p.s., który po ostatnich dniach posuchy - te plecy - był jakiś wygłodzony). Przyniósł new gadżety ze śmietników. Jedną lampę ledową na czujkę do sprawdzenia i tradycyjnie coś mi tam zostawił. 
   Oprócz tego zauważyłem, że w ubraniach, które znajduje wygląda lepiej ode mnie, pomijając sam fakt wyglądu samego ciała. Że też ludzie wyciepują takie rzeczy. 
   Korekta jak zwykle. Narka. 

2 komentarze:

  1. A jak wygląda typowy Węgier? Bo dla mnie narody środkowej Europu (w tym Polacy) nie mają jakiegoś konkretnego, specyficznego wyglądu.
    Z filmem mnie zaciekawiłeś, jeśli gdzieś znajdę za darmo może obejrzę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oni mają karnację ciemniejszą od nas, bo bardziej południowe tereny. Tam też zaczynają dominować ciemne włosy, u nas sporo blondynów, co np. w Indiach jest rzadkością, a przynajmniej było.
      Już nawet Czesi, czy Słowacy mają częściej karnację (mówi się u nas) typu mulat.
      172 jest np. biały, co widać na zdj.

      Usuń