poniedziałek, 30 marca 2026

Poniedziałek #2266

     Tak wiem, powinienem już gadać do kompa, a łon to powinien przerobić na tekst. Kilka razy już tak było, ale..., no właśnie. Mowa jest inna jak forma pisana. Inaczej buduję zdania waląc paluchami po klawie, inaczej jak gadam. By nie było to sprawa nie umarła, nawet bardziej ożywa, ze względu na zwiększające się zajęcia - (new-old) praca. Notka miała wyjść ze stacji wczoraj ale.... powtórka z rozrywki, 979 i drzwi babci, a jeszcze wcześniej wejście na stację 895 i tak zleciało 5h na stacji mac. Odnośnie pracy to....(i poniże notka, która miała wyjść wczoraj)
    W sumie to kiedyś musiało nastąpić. Nawet dobrze, że w sob. i to na linii, która na jednym końcu ma planowo 54 min postoju. Dostałem new elektryka ytonga. Widziałem to na zajezdni, ale tym nie powoziłem nigdy. Podjechałem więc kilka przystanków wcześniej, by jeszcze od kierowcy dostać niezbędne info co do obsługi. Okazało się, że zmieniałem takiego grubasa, chyba ze 130 kg jak nie więcej. Ledwo wyszedł z kabiny. Kierownica na szybie, bo inaczej by ją miał w brzuchu, ale wytłumaczył mi, że można ją wyregulować dopiero jak się autobus wyłączy. No pięknie. Połowę trasy jechałem wozem, którego w ogóle nie znałem z kierownicą na szybie. Ręce miałem jak orangutan. Efekt, przyjechałem na koniec +15, czyli właściwie na odjazd, a musiałem go jeszcze wyłączyć, wyregulować fotel, tą kierę, nadto nie opanowałem jeszcze tych knefli. Na szczęście, po pierwsze, miałem instrukcję od niego, bo z dyspozytorni, jak były wyłożone to jedną zawinąłem; po drugie w tym kursie miał wsiąść mikol, (nadałem mu numerek, bo i tak będzie się pojawiał często, a by nie było za dużego rozrzutu, to miałem wolny jeden wiyncyj za 254, to też dostał 255. Dla mnie też łatwiej. Dwa mikole pod rząd) 255, ten bardziej zmysłowy z czego się cieszyłem, bo wiedziałem, że z nim szybko wóz na końcówce rozpracujemy. Z początkowego odszedłem +7, a na trasie tylko się dodawało. Np. nie wiedziałem co z tym "ciepłym" guzikiem, bo ni uja nie działał więc trzaskałem wszystkim drzwiami z palca. Tzn. jak było mało ludzi to tylko tymi przy których stali. 255 jak wsiadał, jeszcze przed centrum to miałem już +20. Najwięcej w tym kursie było ponoć +25, bo 254 nas stalkował. Pewnie jak już było tyle to zadzwonił zapytać co dzieje na wozie, że takie opóźnienie. W domu u się dostawał sraczki, że go nie ma na wozie, a tyle atrakcji. Referował mu 255, bo powoziłem, a byłem zajęty jeszcze rozpracowywaniem wozu wraz z 255. Na końcowy doszedłem z +22. Jeszcze w trakcie jazdy zaczęliśmy rozkminiać knefle, które do czego i co jak działa, a na pętli to już pełne sprawdzenie co do czego. Jeszcze spierdolił się sterownik do tablic i jakoś nie chciał się resetnąć. Pierwsze przystanki jechaliśmy z tablicami w przeciwnym kierunku, następnie on w ogóle wyłączył tablice i jechaliśmy na ciemno. Przed centrum udało się go wyłączyć, a logowanie i wbijanie linii było już po stronie 255, bo powoziłem. On w swoim żywiole i dobrze, bo mnie by to zajęło wiyncyj czasu. Za te sterowniki też muszę się kiedyś z nimi zabrać jak będą, bo już pozapominałem. 
   Ale, jak to mówią, historia kołem się toczy. Pamiętam jak w ich wieku jeździłem tramwajami, tak jak oni, albo nawet więcej. Wtedy też byłem bardziej biegły w przełączaniu podwójnych stopiątek (105N, 105Na i inne wersje) jak motorowi, którzy nimi powozili. Zastanawiało mnie wtedy, jak to jest, że oni tym dziennie jeżdżą, a ja wiem więcej od nich. Dziś sytuacja się odwróciła, dlatego chętnie, podobnie jak dawniej motorowi, korzystam z ich pomocy. Samą sytuację im wytłumaczyłem więc oni info mają czemu tak się dzieje, mnie wtedy tego nie powiedzieli. 
   Sam ytong prowadziło się fajnie, zresztą to new wozy, za kilka lat może być inaczej. Elektrykami powozi się jak tramwajami, a ponieważ tymi jeździłem, to mam to opanowane. Płynność jazdy dochodziła do 95%. Wcześniej w elektrykach byłem tylko pasażerem i zdecydowana większość tymi wozami szarpała. Zastanawiałem się, one tak mają, czy oni tak kaleczą prowadzenie. Teraz już wiym. 
   Na przedostatni kurs wbił na wóz 825. Napisałem mu dzień wcześniej która linia, który wóz, to wiedział, ale nie powiedział, że będzie to też mnie zaskoczył. Prawie godzinny postój na pętli, to rozmawialiśmy głównie na tematy komunikacyjne i fajnie, bo w rozmowach tel. się z tym ogranicza. Np. powiedział, że dołożył "mi" jeden tram w stronę st. mac., bo przeciepł brygady miedzy zajezdniami i ten będzie zjeżdżał po 23:00. Wcześniej takiego kursu w ogóle nie było. Dla mnie w cipę, bo akurat wypełnił 45 min dziurę i to idealnie w połowie. I teraz 01-04-2026 od 22:30 do 23:30 mam co ok. 20 min połącznie w kier. st. mac. Rewelka. 
   Kończę pracę ostatnimi dniami tak, że do jakiegoś środka komunikacyjnego w stronę st. mac. mam ok. 5 min. W zasadzie od początku z zajki jogging z plecakiem ważącym ok. 8 kg. na dystansie ok. 600 m. Ja już chyba za stary na to jestem. 
   Zdjęcie. 
   Potrzebny wstęp. Pamiętacie zdj. tego modela z dziwnymi śładami na bokach pleców? Otóż jak był ostatnio na stacji 254 to, co pisałem, był w krótkich spodenkach. Kiedyś się chlastał i na udach ma ślady. Dokładnie takie same, albo b. zbliżone wyglądem. Jak je zobaczyłem to przypomniał mi się ten z tymi śladami na plecach. Ale na plecach się raczej nikt nie chlasta. To robi się, jak wioskowe mięśniaki-skurwiele, na przedramieniach, bicepsach, brzuchu, udach.   

Ten  ma takie na plecach, dlatego myślę, że do tych śladów przyczynił się ktoś inny i to niekoniecznie z jego aprobatą. 
  No cóż... nie wszyscy mają udane dzieciństwo. 
   Korekta na poziomie poziomów dotychczasowych, albo nawet poniżej średniej. 
   Narka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz