sobota, 7 lutego 2026

Sobota #2242

   Na ntlx pojawił się film "10 dance". Film japoński, nowa produkcja 2025. Film mnie zaskoczył, głównie końcem. Takiego zakończenia się nie spodziewałem, aczkolwiek na pewno takie już opisywałem, ale do tego później. Motywem przewodnim w filmie jest taniec towarzyski, zarówno ten klasyczny, jak i latynoamerykański. Dwu zawodników z tych osobnych działów postanawia razem wystąpić w jednym turnieju 10 tańców. Zaczynają razem trenować i... (na opisach, jest - zbliżają się do siebie, ale napiszę) zaczynają się dziać dziwne rzeczy. Rozumiem, że film fabularny, to można w zasadzie nawet umieścić tańczących Marsjan, ale produkcja robi wrażenie dość poważnej i może nawet startującej do jakiś nagród, to scenariusz znowu wyszedł taki na siłę. Nieszczególnie wierzę w przemiany z heteryka w biseksa w wieku ok. 30 lat, a to nam się serwuje. Tym bardziej jest to mało wiarygodne u samca alfa, który, co w jednej scenie jest pokazane, budzi się rano wśród dwu kobiet. Nie jednej, ale obu na raz. No i teraz ten samiec, po pierwszym kontakcie w tańcu z drugim tancerzem, kiedy ten ociera się o niego swoim kutasem, to jest dosłownie ujęte w scenariuszu i prawie wychodzi poruszony z tego powodu z treningu, później zlewa to, zlewa pociąg do lasek i nagle czuje miętę do tego drugiego tancerza, krótego wcześniej nienawidził, co również jest w scenariuszu. To właśnie trochę tak, jakby w zawodach tanecznych umieścić Marsjanina. No dało by się, ale wtedy bliżej by było do komedii, jak do dramatu, jak opisuje się film. Dla mnie takie przekształcenie się w biseksa jest bardzo, bardzo naciągane i w zasadzie nie jestem w stanie uwierzyć. Drugi bohater, ten od tańców klasycznych już miał zajawki branżowe wcześniej, które w filmie są pokazane i tu jakby zauroczenie ładnym tancerzem, bo sam bym z tym drugim wiele zrobił (tym od tańców latynoamerykańskich), jest logiczne i spójne. 
   W filmie pojawia się kilkukrotnie tekst, że aby dostać się na szczyt, to para która tańczy, powinna być złączona miłością, bo to właśnie ta wyzwala uniesienie przy nim, które w połącznieu z techniką, ćwiczeniami daje pożądany efekt. Można w/g scenariusza sporo ćwiczyć, być bardzo dobrym, ale bez tego ostatecznego elementu, dostanie się na szczyt jest niemożliwe. 
   Odniosę się do tego. W życiu miałem dwa takie przypadki, że byłem na dyskach branżowych i tańczyłem z partnerami właśnie z takim uczuciem z obu stron. Raz w kato, co po zejściu z parkietu nawet koledzy branżowi mówili, że dałem czadu i była rewelka, dwa we wrocku, podobnie. Stąd zdaje sobie sprawę z tego, jak istotne w tańcu jest właśnie uczucie między partnerami.
   W filmie jest scena, kiedy po jakiś zawodach międzynarodowych tancerze (tak Ci dwaj) tańczą razem przed całą publiką i yury. No niestety to aktorzy i oni odtwarzają role na tyle ile mogą, ale miłości, tego zauroczenia drugą osobą nie da się odtworzyć sztucznie. No i tak było w filmie. W kilkuminutowej scenie tańca, tego zauroczenia nie widać. To co kiedyś opisywałem o porniolu Cadinota, ta jedna scena, info które czasem pod zdjęciami na końcu umieszczam (jak jest zdj. pary), że akurat ta para darzy się uczuciem, co jest dostrzegalne na ekranie, przynajmniej dla mnie. Nie muszę się wpatrywać 5 min by to zauważyć. No ale to podobnie jak często w filmach jest pokazywana jazda samochodem. Choć ona w większości odbywa się w studiu, to mamy myśleć, że jadą na prawdziwej drodze. Tu w filmie, też mamy se wyobrazić, że oni się specyficznie kochają. 
   I zakończenie. Ponieważ niczego nie zdradzę, jeżeli chodzi o treść, to napiszę. Film nagle się kończy i tyle. Wchodzą napisy końcowe i już. Przez pierwsze sek. byłem w lekkim szoku. Jak to? Nie ma ciągu dalszego?
   Ogólnie film dobry. Oprócz tego naciąganego scenariusza, trudno się do czegoś doczepić. Oczywiście nie tańczyli jak rasowi tancerze, ale w końcu to aktorzy z przyuczeniem. Reszta jakby zagrana dobrze. Czy warto obejrzeć? Tak. Film trwa 2h, więc na tyle się przygotujcie. 
Zdjęcie.



  Wspomnienie po stacji Ruda Czarny las. Nie ma już torów, semaforów, budynków. 

2 komentarze:

  1. Film musiał zrobić na tobie spore wrażenie, skoro się nad nim tak rozpisałeś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pewnym sensie tak. Zresztą lubię dać większą recenzję nad ciekawą produkcją. Oczywiście trafiają się jakieś gnioty, które zaczynam oglądać, a później strzałkuję, ale o takich raczej rzadko piszę.

      Usuń