czwartek, 11 czerwca 2026

Czwartek #2299

    Wczoraj na stację macierzystą przed moją pracą wszedł 254, dlatego nie byłem w stanie popełnić notki. Już ostatnio pisałem o tym, że z powodu długiego braku bezpośredniego kontaktu relacje trochę przygasły. 254 wpierw wszedł na stację macierzystej, a następnie wraz ze mną pojechał do pracy. W pracy ze mną spędził trzy godziny. W trakcie tych trzech godzin trochę się otworzył, bo wcześniej mówił mi o wyjeździe na Mazury ze szkoły, gdzie byli 3 dni w Lidzbarku Warmińskim. Tam mieli dużo ruchu, bo to był taki wyjazd bardziej sportowy niż edukacyjny. Ale dopiero wczoraj powiedział mi, że laska na tym wyjeździe, pod wpływem jakiejś innej laski, kilkakrotnie mu powiedziała, że może lepiej, jak zostaną przyjaciółmi, jak parą. Nie powiem, trochę się ucieszyłem, bo może w końcu się odbiję od podłogi i zacznie coś robić. 254 jak to samiec rasowy, zaczął ratować związek, no bo co samiec zrobi bez dziury? Na razie nadal jest na tym etapie, że to on się chyba bardziej przejmuje nią, niż ona nim. Reasumując, nadal są ze sobą razem. Już wczoraj myślałem o tym, czy on jest jeszcze do uratowania, czy jest to kolejny mięśniak głuptak, który po prostu zaprzepaścił swoją szansę na lepsze życie, pomimo wszystkich informacji, jakie ode mnie na ten temat uzyskał. Pytałem się go wczoraj: „Ćwiczysz, robisz coś z sobą?”  
  No nie, bo na tym wyjeździe ćwiczyliśmy, a tak poza tym to nie, bo nie ma czasu. Edukacyjnie wiadomo, że się nie uczy, bo w szkole tylko żeby przetrwać. Więc tu, na tym polu, też nic nie robi. 
   Wczoraj miała miejsce taka sytuacja, że jechałem do pracy, ale w Katowicach był wypadek w tunelu. Autobusem, zamiast jechać 10 minut, jechałem 30. Dzwonię do zmiennika, że jestem w tym i w tym miejscu, i żeby podjechał przystanek dalej. Na tym przystanku się zmienimy. On do mnie z pretensjami, że trzeba wychodzić wcześniej z domu, żeby zdążyć. Przyjąłem, nie odzywałem się więcej, bo po co. Jeszcze byłem w tym autobusie, w którym dojeżdżałem do pracy i dzwoni dyspozytor, że ja na ulicy i podaje tam nazwę, że przytarłem jakąś osobówkę. Na to odpowiadam: „Jak to, przytarłem osobówkę, jak ja jeszcze nie zacząłem pracy?” Ugrzęzłem w autobusie linii... i jestem w nim dalej. Zmiennik jest po drugiej stronie ulicy w Zatoce, stoi, i czeka na mnie, to do niego zadzwońcie. Minęło jakieś 7 minut. Autobus w końcu dotarł do przystanku. Wysiedliśmy z 254, no i w miarę szybkim krokiem, trochę biegniemy na zmianę, żeby zmiennika zwolnić z tego autobusu. W czasie tego marszobiegu dzwoni dyspozytor. Ponownie - to nie zmieniaj go, przyjdź na bazę po inny autobus. No i teraz on przytarł tą osobówkę w części trasy, w której ja powinienem jechać, ale nie jechałem, bo był wypadek i droga była zatarasowana. Nie wiem, jak się dzisiaj do tego odniesie i czy będzie miał do mnie dalsze pretensje. Natomiast przejeździłem spalinowym starym Solarisem, i było lepiej jak na chińskim ytongu, a może to moje sampoczucie ostatnich dni.
Teraz, co do chińskich ytongów, nikt nie powiedział, że:
1. One są dłuższe o 75 cm niż standardowe solaris 18-metrowe. 
2. Mają mniejszy promień skrętu niż Solarisy. 
3. Zachodzą tyłem jak deskorolki. Dlatego dość spora część tych nowych etongów jest już z tyłu przytarta. No i zmiennik pewnie też tyłem przytarł osobówkę. 
   Notka chaotyczna, bo zaraz zwijam sie do roboty. 
   Zdjęcia nie bydzie, brak czasu na obróbkę i komentarz do nich. 
   Korekta poniżej poziomów dotychczasowych, narka. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz