Na początku standardowa uwaga. Tekst poniższy je po pobieżnej korekcie. Mimo, wydawać by się mogło sporych jednostek czasu, wszak nie pracujemy na razie, to czas wybija tak, że strach się bać.
Ponieważ 254 ma (miał, notka jak zwykle przestała na torze bocznym) ferie, a, co zresztą zrozumiałe, z wyjazdami się rozkręca, to kolejnym celem był wrocek. I teraz dylemat, bo chyba to rozwalę na kilka notek, bo oprócz samego pobytu we wrocku, są jeszcze przemyślenia i działania dookólne.
Generalnie wrocek można by skrócić do tego co powiedziałem żonie od 979, do której pojechałem, bowiem awria instalacji elektrycznej. Zadzwonił 979, że nie ma prądu w części mieszkania, a bezpiecznik automatyczny, wkręcany nie puszcza w stanie załączonym (czarny grzybek wciśnięty) prądu (napięcia). Pojechałem. Na msc. ustaliłem, że mimo odłączonych (fizycznie) z gniazdek pożeraczy prądu coś i tak żre na tyle dużo, że wciśnięcie przycisku powoduje i tak rozłączenie w środku styków (te bezpieczniki mają dwustopniowe zabezpieczenie). Czyli dla laika, czarny przecisk wciśnięty, a prądu (napięcia) ni ma. Laicy nie wiedzą, że środku jest jeszcze jeden niezależny obwód zabezpieczający.
Wkręciłem próbny bezpiecznik zdrutowany cienkimi 0,1 mm2 4-ma drucikami (taki testowy). Szkoda wkręcać oryginalny 16A, by zaraz go wypierdoliło. Ale testowego nie wywaliło, natomiast mocno isktrzyło przy wkręcaniu. Poodłączałem co było jeszcze żerne, lodówki itp., ale nadal iskrzyło. Wobec tego przekazałem 979, jaka sytuacja i by se sam spr. pozostawiając wkręcony oryginalny bezpiecznik 16A, by w razie W 979 nie trzepał warami, że jakiś testowy zostawiłem i coś się porobiło. Automat, dobry, zostawiłem niewkręcony.
Tyle z elektryki. Później rozmawiałem z żoną od 979 i pytała się, co zwiedziliśmy we wrocku. No standardowe pytanie osoby, która usłyszy, że ktoś gdzieś był dalej. Na co jej odpowiedziałem - nic.
Wyszliśmy z dworca PKP, wsiedliśmy do busa 145. Jeździliśmy prawie cały dzień, oprócz przerwy na obiad, a następnie wyleźlismy z tram nr 2 przy dw. PKP i tyle nas było we wrocku. Fakt przeszliśmy trocę przez rynek, ale tylko dlatego, że mieliśmy czas do busa K, którym 254 się chciał przejechać.
Wiem, większość ludzi robi kwadratowe oczy - jak to!?
- nic żeście nie zwiedzili?
- no nic.
I ludzie nie rozumieją, że takie wyjazdy nie są w celu zwiadzania, tylko realizowania własnych zainteresowań.
Nawet matka od 254 nie wierzy, chyba dalej, że byłem z nim we wrocku pewnie uważając, że jak dorosły facet może cały dzień jeździć tramwajami i autobusami. Przecież to nienormalne.
Zaraz wrócę do wrocka (jak się uda, przy tym nawale innych wydarzeń) ale jeszcze sytuacja z 254.
254 jest w krytycznym dla rozwoju młodych samców okresie. Przemiany biologiczne, umysłowe są najbardziej dynamiczne w przedziale 16-18 i właśnie on je w tym. W związku z tym rodzice często nie nadążają za tymi zmianami, traktując nastki jeszcze jako 14 latków, a Ci są już po wielkich zmianach. Jeżeli starzy nie nadążąją za tymi zmianami zaczyna się robić rozziew w komunikacji, który po pewnym czasie osiąga pkt. krytyczny. Niemożność skomunikowania się np. 254 z matką, tkwienie jej w dawnych stereotypach, traktowanie go jak 14 latka powoduje rozczarowanie ze strony 254. Oni w tym wieku potrzebują bardziej rodzica jako partnera, a nie rodzica z wieku 14 lat. U 254 doszło do tego, że ostatnio napisał mi, że chce uciec z domu.
No i zrobiło się grubo. Ja rozumiem jego rozczarowanie, bo widziałem (jestem okresowo u 254 w mieszkaniu) matkę parę razy w akcji i nie jest dobrze. W związku z tym wystąpiłem w roli mediatora. Ponieważ 254 dzwonił do mnie, że nie będzie w domu na czas (do 20:00) to by matka nie trzepała znowu warami, to mam go odstawić. No ok. nie ma problemu, dla dalszych relacji czegoż się nie robi.
Umówilismy się w drugim mieście, przez które jechał na swoją st. mac. Wszedłem razem z 254 do mieszkania, matka trochę zdziwiona, że o tej porze pojawiłem się, bo widziałem jej wyraz twarzy. Na początku zrobiło się niezręcznie, bowiem 254 polazł do pokoju, w którym była matka i babka i zaczęli dyskusję, oboje płacząc. Standard. 254, że ona go ogranicza, matka, że robi to dla jego dobra.
254 przylazł do pokoju. Matka, jak ochłoneła to też przylazła do pok. 254. Na początku chciała sie chyba wykazać, iż je dobrą matką i pieprzyła farmazony o tym, że 254 się uczy sam dla siebie itp. Nie włączałem się do rozmowy, ale jak w tym pieprzeniu się zaczęła rozpędzać to włączyłem się. Z początku delikatnie, później już bardziej stanowczo tłumacząc jej błedy jej zachowań.
Np. na początku rozmowy mówiła o swoich minach (to wtedy kiedy się jeszcze przysłuchiwałem) i powiedziała, że miny które robi to jej miny i jej spawa. Ale na to 254 iż odbiera jej mimikę twarzy i reaguje na to.
To jak się rozkręciłem, to dałem jej dosadny przykład. Jak zamontowaliśmy ledy u 254 (miałem to opisać, ale tradycyjnie brakło czasu, to teraz) to on poszedł do niej pochwalić się nowym oświetleniem. Wcześniej (też tego nie opisałem) słyszałem rozmowę (przez mikrofon, pisałem o tym, że jak wchodzi do niego do pokoju, to nie je świadoma, że ja przez mikro słyszę co mówi) jak chciała wymóc na nim, by siedział przy oświetleniu, a nie po ciemku (tylko przy świetle monitorów). On do niej, że tak chce i tak mu dobrze i nie będzie świecił innego światła. Osobną kwestią jest, iż to inne światło jest chujowe. No i teraz jak pojawiły się ledy, to ją zaprosił do pokoju. Przyszła i jak myślicie, co powiedziała?
Na razie pozostawię Was w niepewności. Wracając do min, które robi i są niby jej sprawą, to powiedziałem, że nie do końca, bowiem 254 je widzi, reaguje na nie i dla niego jest to forma odpowiedzi, przeto to nie tylko jej sprawa.
W ogóle to 254 ma w tel. zainstalowany program szpiegujący. Tzn. ona wie, kaj łon je. Z tym, że jak to młodzi, 254 nauczył się już obejścia programu i wytłumaczył mi, że jak ściemnia iż je w interku, to blokuje program i łon pokazuje ostatnią lokalizację, czyli interek, a faktycznie jest na st. mac. Da się? Da się!
No i wracamy do tego co powiedziała jak wlazła badnąć te ledy. One są podklejone do półki na której stoją monitory i świecą w dół na biurko. Kolor mają ciepły 2700K, takie wybraliśmy, 60 sztuk na metr.
Stanęła w progu i mówi:
- jaki Ty masz burdel na biurku...., wstydziłbyś się.
Wtedy w pokoju, byłem ja i jeszcze drugi mikol.
Przy rozmowie wytłumaczyłem jej, że po pierwsze to 254 ją zawołał, by się pochwalić nowym oświetleniem, dzięki któremu nie będzie siedział po ciemku w pokoju, a nie po to by wysłuchiwać, że ma burdel na biurku. Jak dla mnie (co powiedziałem jej wprost) był do błąd wychowawczy.
Później mi 254 napisał, że jak jej to powiedziałem, to widział jej minę, że jej się głupio zrobiło. Wytknąłem jej jeszcze kilka spraw, dałem przykład 979 i zadałem pytanie otwarte, czy chce mieć z 254, jak łon bydzie mioł 22-23 lata kontakt?, bo jak tak dalej będzie postępować, to nie sądzę, że się będą komunikować na jakimś normalnym poziomie.
Zdjęcia (screeny)

Ten to już chyba był, albo mi się wydaje.
Nie mam czasu sprawdzać, ale nawet ładny.
Człowiek nie wielbłąd, napić się musi,
A jakby go ktoś chciał badnąć to -> chaturbate.com/jerry_lucky/
Narka.