środa, 2 kwietnia 2025

Środa #2129

   Życie czasami toczy się nie po naszej myśli, choć staram się znajdować pozytywy w negatywach. W zasadzie jak już na st. mac. porządki na grupie A doszły do stanu prawie końcowego, na ościennych grupach też, nie, na tych dalszych, to rozdupcyłem się na schodach. Gdybym nie był w stanie ładownym (wiadro w jednej ręce, spożywka w drugiej) i to pod górę, to zniszczenia były by mniejsze. Nie, wiadro zostało całe, choć część cieczy z niego się wylała, spożywka też została cała. W związku z tym, że miałem zajęte górne kończyny, to utrzymanie się na schodach pozostało na dolnych. Te bez pomocy górnych w początkowej fazie robiły co mogły, by nie doszło do zsunięcia, czy runięcia w dół. Jak już wiadro posadowiłem z resztą cieczy na jakimś stopniu to jedna ręka mi się zwolniła, przeto zatrzymała destrukcję. W jej wyniku uszkodzeniu w przegubie (stawie kolanowym) uległ prawy silnik trakcyjny. Odnowiła się dawna usterka z przed roku, źle zreperowana. Mało tego, po pozbieraniu się ze schodów, trochę w wolniejszym tempie plan dnia był realizowany, w tym wyjazd kom. miejską do dentysty i dalej do kato zamówić przejściówkę do kompa. Wiecie jak to je. Jak się obciąży uszkodzony silnik trakcyjny, to pod wpływem ruchu impulsy defektowe nie są przekazywane sprawnie do centrali, a sama jednostka jakoś porusza się do przodu. Tek też i było. Do wieczora, już po zjeżdzie z kato funkcjonowałem trochę wolniej, ale jakoś się toczyło. Poszedłem spać. W nocy, co się przebudziłem to czułem prawy silnik trakcyjny. Zastanawiałem się co będzie rano. Po każdym przebudzeniu umiejscawiałem go tak, by móc dalej zasnąć i by on miał, odpowiednią w/g mnie, pozycję. 
   Rano b. delikatnie usiłowałem uruchomić prawy silnik trakcyjny, niestety bezskutecznie. Tzn. po pierwszej próbie już wiedziałem, że dziś pracować nie bydzie, w zasadzie przez następne dni też. W związku z powyższym uruchomiłem w pierwszej kolejności awaryjne drezyny ręczne do przemieszczania się, a zaraz za nimi wózek roboczy, do przemieszczania jednostki. Ręczne drezyny, to jest jakaś porażka nowych dizajnerów, czy projektantów. Ile raz z nich korzystam (poprzednio w ub. roku), to mnie uj strzela, jak można było taki badziew skonstruować. Moje poprzednie (stare) pożyczyłem staremu od 172 i nie wróciły (chyba się o nie upomnę), to też muszę się męczyć z obecnymi. Nowszymi, ale....
   Za to wózek roboczy sprawdzony, tylko wymagał kompleksowego umycia, napompowania głównych kół i już po jakiś 30 min operacji, mogłem nań popylać po st. mac. Teraz przyjdzie mi, poruszać się nim przez najbliższe 2 tyg. przynajmniej tak zakładam. 
   No cóż. Dobre w tym jest uprzątnięcie grupy A, tak że mamy drożne szlaki. To samo powiedziałem 979, bo ściągnąłem go do spisania liczników, bowiem pocz. m-ca, a nie zanosi się, bym w najbliższych dniach mógł to sam zrobić. No więc teraz wiyncyj czasu spędzamy przy kompie z przymusu. 
   Zdjęcie - bez zdj. bo jakoś nie mam weny, a nie chcę znowu przetrzymać tej notki na torze bocznym. 
   Narka.

poniedziałek, 31 marca 2025

Poniedziałek #2128

 Wczoraj przygotowałem sobie, zupełnie nieświadomie, tak się złożyło, mieszankę wybuchową na noc. Tzn. kompletnie wbrew higienie snu czy zasypiania, zrobiłem na odwrót. Mózg załadowałem dwoma tematami odwiecznie na mnie oddziaływującymi. Wpierw poleciała kolej. Ta indyjska.
Obejrzałem film na yt z podróży kogoś tam w Indiach w pociągu, który miał trasę rozkładową z Dibrugarh do Kanniyakumari na dystansie 4155 km. No takie coś to bym chętnie zaliczył. Po 3150 km trasy poc. nabrał 240 min opóźnienia, i z trochę mniejszym dojechał praktycznie do końca. Pociągi w Indiach mają po 21 lub 22  wagony, perony na dworcach są długości 500 m. Na niektórych magistralach ex. latały co 10 min 21 wagonowe. Tam dopiero jest przepustowość. To nie dziwi mnie, że jak w drugą noc wypadł z obiegu , to nabierał opóźnienia. Jeszcze trafił im się (tym nagrywającym) wagon z płaskimi miejscami na obręczach kół. Dodatkowa atrakcja. Wagony z otwieranymi oknami, tory stykowe jak u nas dawniej, że wagonem czasem mocno ciepie, no czegóż wiyncyj potrzebować. Przejazd realizowany w części na loku spalinowym, reszta na elektryku. Do tego akceptowalne dla percepcji oka prędkości, max do 130 km/h, wiync większość trasy można podziwiać bez jakiegoś oczopląsu. Sporo zwolnień na mostach, przed stacjami co jeszcze b. uatrakcyjnia jazdę. Bez problemu można stać w otwartych drzwiach wagonu, bo tam to norma i nikt sie nie czepia. Zastanawiam się poważnie nad czymś takim, by się przejechać. 4 dni w pociągu dla mnie to nie nowość o tyle, że jeden dzień dłużej, bo u nas po PL kiedyś latałem 3 dni. Na początku wszystko objeżdżałem, tzn. od wejścia w pt. wieczorem do wyjścia w nd. wieczorem. Później wstawiałem tam jeden nocleg, przeważnie z sob/nd, bo w poc. nie zawsze dało się wyspać. 
   Szkoda tylko, że materiał robiły osoby średnio pasjonujące się koleją. Wstawki "pięknych" gór są, przynajmniej dla mnie, kompletnie niepotrzebne, podobnie zachodzącego słońca. Ono od 10, jak nie wyncyj, wieków zachodzi podobnie, nie wiem czym się tu podniecać, natomiast torowiska się zmieniają, tabor się zmienia itp. Natomiast nie ma dokładnie pokazanej np. wymiany loka, wodowania składu, bo on na niektórych stacjach jest wodowany i innych technicznych rozwiązań dla składu będącego 4 dni w trasie. Nie ma też w ogóle, przynajmniej na materiałach nie widziałem, przyczyn zwiększającego się nagle opóźnienia, kiedy np. na dystansie 150 km, poc. dodaje 5o min w plecy. Aaa, i jeszcze jedno. Oni tam stale, ze względu na ciągle krążących wokół torowisk ludzi, wszak mieszka ich tam 2 mld., jeżdżą na trąbie. 
  Drugim tematem było natrafienie, po b. długiej przerwie (nie natrafiania na jakieś, dla mnie, ciekawe porniole) na ciekawy materiał. Obejrzałem go z dwa razy, ani razu do końca, bo zbiorniki opróżniałem już wcześniej i w ogóle muszę go ściągnąć na dysk, bo tam to się gubią po jakimś czasie. 
   Jak już k/północy wyglebiłem, to oczywiście nim zasnąłem, po mieszance kolei i porniolem, to trwało jakieś 1,5 h. Mózg nie mógł się uspokoić po tym co wchłonął. 
   Zdj. Za zdj. dziś będzie robił link kolei w Indiach.
Kolei Indie 
Narka.

środa, 26 marca 2025

Środa #2127

   Po wizycie u lekarza rozmawiałem z 811. W rozmowie powiedziała, że jej stary (mąż) oglądał serial "Dojrzewanie" i by obejrzała, ale by się przygotowała... Spytała się, czy chcę oglądać?
  Odpowiedziałem, że jakoś średnio, bo po pierwsze nachalnie reklamują, po drugie czym mają mnie w tym serialu zaskoczyć. 
  Ale tak się złożyło, że częściowo pod wpływem opinii starego, postanowiłem zapuścić. Ponieważ wiem już kiedy na serialach używać strzałek, to bez straty dla treści mogę poprzewijać część scen wydlużających film. 
  No i teraz o filmie. Dziś by produkcja wywołała określoną reakcję zarówno dorosłych, jak i dzieci, choć bardziej ten film jest skierowany do rodziców, trza trochę w scenariuszu naciągnąć. Więc nie zdziwiło mnie, gdy tego użyto w tym filmie. Pokazanie dwubiegunowości u głównego bohatera, jest dla mnie właśnie takie naciągane. Zrobiono z niego z jednej strony lekko strachliwe dziecko, trochę zaszczute, z drugiej skrajnego skurwiela. To, przynajmniej mnie, raziło mocno. Gdyby nie kontakt z mięśniakami-skurwielami, to może bym to, jak stary (mąż) od 811 łyknął jak głodny pelikan. Ale to tak nie działa i raczej nie jest. Tzn. może 1/stoileś przypadków, ale akurat w tym przypadku... za mało było na to dowodów. Nadto, w filmie w jednej scenie takiego rasowego skurwiela (choć miał 13 lat) pokazano, ale nie był to główny bohater. Po za tym głównemu bohaterowi bardziej było z życia bieżącego (po za filmem) bliżej do skurwiela, jak do płochliwego dziecka. Pisałem o tym przy okazji filmów branżowych. Scen branżowych żaden heteryk nie odegra tak jak branżowiec. Są chyba sporadyczne przypadki, że to się udaje. To tu podobnie. Na castingu chyba bardziej zależało im na takim małym skurwielu, niż na płochliwym dziecku. Sceny kiedy jest skurwielem, były przez niego bardzo dobrze odegrane, w porównaniu do tych kiedy był łagodnym, grzecznym dzieckiem. I choć scen, w których był małym skurwielem było 1/4 wszystkich, to jednak ta 1/4 robiła robotę za tą resztę. 
  Pokazano również odwieczny problem wychowywania lub nie, dzieci i wpływania na ich przyszłość. Tu zawarto, choć ramy czasowe ze względu na serial były spore, to tylko w scenariuszu (bohater opowiada o tym), ale np. w "Billy Eliot" większość filmu była temu poświęcona, podobnie w filmie "Obdarowani", a sprawa stara jak świat. Sam film B. E. jest z 2000 r. Ale by nie było, że to nie jest aktualne, to 811 robi dokładnie jak na filmie, 979 już zapowiada swoje działania w tym zakresie. Wyszło to, jak powiedziałem, że odbieram, bo jechałem po 254, od kosmetyczki. 979 jako rasowy skurwiel oburzył się i powiedział tonem skurwiela, mój nigdy nie będzie chodził do kosmetyczki. 
  Trochę go wyłagodziłem, mówiąc, że dziś nie jest niczym nadzwyczajnym, że synki mają pomalowane paznokcie, choć chyba ta moda już odchodzi, ale stroje z akcentami żeńskimi, w dużych miastach są zauważalne. Po za tym już kiedyś mówiłem mu, a co, jak na filmie B. E. on będzie chciał tańczyć w balecie?
  Można napisać, że mocny jest odc. 3-ci. W zasadzie w całości to rozmowa psycholog z bohaterem. To z niej dowiadujemy się, jaki jest bohater, co przezywał, co odczuwał. Ale również, a nie wiem ile osób to wychwyci, brak komunikacji dzieci z rodzicami, autorytetami. To co przechodziłem i trwa dalej z 254. Oni potrzebują się wygadać, a że się dzieje w relacjach domowych jak się dzieje, nie mają tego wentyla bezpieczeństwa. Z drugiej strony usprawiedliwieniem rodziców, prawie w każdej produkcji, jest praca, jako czynnik, który zajmuje im znaczną część dnia, uniemożliwiająca komunikację z dzieckiem. Zmęczenie po niej, gonitwa za pieniędzmi, a też brak czasu na poznawanie nowinek technologicznych, a co za tym idzie utrata platformy komunikacji z dzieckiem/ćmi. To czego nie zaniedbuje u się. Czyli kontakt z ludźmi młodymi, chłonięcie ich komunikowania się, przysłuchiwania się, wyciągania wniosków, a w końcu wdrażanie do swojego języka ich specyficznego, którym się posługują. B. ułatwia to dziś discord. To tam oni swobodnie rozmawiają i mogę ich słuchać, ale pod warunkiem, że nadążam za nimi, potrafię okresowo użyć ich słownictwa w odpowiednim czasie i ogólnie chodzi o to, ze czują sie przy mnie swobodnie, a to ważne, by byli sobą, bez ściemniania. To jest właśnie to, co mówiłem 811, że co w filmie ma mnie zaskoczyć?
  Przekazałem też 811, że właśnie przysłuchując sie na dsc rozmowie 14 latek, mówi do 254, bo rozmowa była właśnie o dziewczynach, że on już miał tyle (wiadomo, tu trochę naciągnął), że nie chce już mieć kolejnej, bo same problemy. Tzn. zraził się w dotychczasowych relacjach, powiedzmy, że dwu i niepowodzenie zamknęło go na jakiś czas w dalszych działaniach w tym kierunku. 
  Zresztą o nienadążaniu za technologiami, za komunikacją dzieci opisywałem na przykładzie 972, który w pewnym momencie totalnie stracił łączność ze swoimi skurwielami serii 300. 
  W filmie jest jeszcze jedna naciągnięta rzecz. Otóż gł. bohater nie jest brzydki, a jednym z głównych motywów jego działania jest niby jego brzydota piętnowana przez najbliższe otoczenie. Ja rozumiem, że jak Milly Vanilli, w materiałach lepiej jest obsadzić kogoś ładnego, bo na to się lepiej patrzy, no ale bez przesady, że później nań się najeżdża, że jest brzydki. Brzydki, to był właśnie na boisku ten rasowy mały skurwiel. Gdyby on grał główną rolę, i mówiono by, że wygląda jak wygląda, to nie było by nic dziwnego. 
   Reasumując, jak ktoś chce obejrzeć, a nie ma kontaktu bieżącego z młodzieżą, to polecam. 
   Dziś bez zdj., narka.

niedziela, 23 marca 2025

Niedziela #2126

   Jak był na st. mac. 254 to na necie gdzieś mi mignęło, że otwarli kajś tam muzeum PRL-u. Z ciekawości zajrzałem, by badnąć zdj. bo lubię porównywać, co oni mają, a co je na st. mac. Jak oglądaliśmy z 254 zdj. to mówiłem mu - to mam, to też mam, tamto też mam, i to mam, i to także mam. Generalnie 80% zbiorów, które tam są wystawione jako muzealne, bieżąco są użytkowane na st. mac. Oczywiście nadrabiam takimi perełkami, których oni ni mają, ale to już, jak większość, trudne do osiągnięcia przedmioty. 
   Mówiłem później młodemu. Tam masz muzeum, za które musisz zabulić (wstęp), a tu nie dość, że wchodzisz za darmo to jeszcze mieszkasz w czynnym, eksploatowanym muzeum. To jest dopiero atrakcja. 

   Kobieta dostała rachunek za en. el. 9 tysi, za pół roku. Nie było by w tym nic dziwnego, bo przeca takie rzeczy się zdarzają, ale... no właśnie. Zawsze jest to ale. Czemu ta głupia (bo jest głupia) tłuszcza nie umie się nauczyć, że co m-c się spisuje liczniki. I w ogóle by sprawy nie było, gdyby ona to robiła. Prostej matematyki uczą w szkole. Dziś do pomocy ma dawne kalkulatory, komórki, komputery. 
  Mało tego, oczywiście w art., bo pismaki dziś też są jebnięte, nie ma podstawowych danych. Ile kWh jej naliczono, w jakim okresie i czy w ogóle jej instalacja jest w stanie, przy zabezpieczeniach jakie ma, taki prąd przepuścić. 
   No ale lepiej oglądać seriale, głupie filmiki na tik-toku i inne tego typu badziewia, niż pomyśleć nad zapobiegawczymi rozwiązaniami na życie. 
https://wiadomosci.onet.pl/krakow/emerytka-dostala-ogromny-rachunek-za-prad-zrezygnuje-z-lekow/rpq71p4
   Wolne jak najbardziej się przydało na tym etapie życia. Porządki na st. mac. w niektórych rejonach sięgają 5 lat wstecz (tzn, są rejony st. mac, które od takiego czasu nie były doglądane, czy porządkowane. Czasami znajduję ciekawe rzeczy, o kierych już totalnie zapomniałem. Miłe zaskoczenia. Jutro kolejny ważny dzień. Wizyta, być może przedłużające dalej wolne. Muszę sie nań przygotować. 

  W weekend nie było 254 na st. mac., za to my byliśmy na jego st. mac. Już jakiś czas temu był plan, by z routera do kompa pociągnąć mu bezpośrednio kabel, bo miał to dotychczas na reepeterze (nwm. czy dobrze napisałem). Ponieważ z ciągnięciem druta mamy doświadczenie, to sprawnie mu pociągnęliśmy druta (druty) to new kompa. No i po podłaczeniu stała się światłość, w sensie 254 prawie dostał orgazmu, że net może tak sprawnie działać. 
   Btw. Jak nie ma 254 na st. mac. to mam zylion tematów, o których z nim chcę rozmawiać. No wiecie, przed "lusterm" ćwiczę te mowy. Jak już 254 się zjawi na st. mac., to te tematy, z drobnymi wyjątkami nie są poruszane. To taka nasza przypadłość, czy tylko ja tak mam? Hmm, myślę, że kiedyś z nim jeszcze zagadam o poważnych sprawach, choć z drugiej strony wiem przeca, że on ma niepoważny wiek do takich spraw (sam taki miałem i trochę, na szczęście, pamiętam). 
   Zrobił się późno, to notkę wypycham ze st. mac. Miała już wyjść wczoraj, no ale... wiecie jak to ze mną je. 
Zdjęcia (screeny) 
 Wiem, wiem, dziś to on je wiynkszą atrakcją, jak notka.
Kolejny z gatunku wymiarających mięśniaków, choć w Am. Płd. widzę, jakoś formę trzymają.
Pięknie zbudowany.
Ale to ileś czasu trza było poświęcić na taki wygląd. Widać, on tego nie zmarnował.
Tylko czy to się przełoży, na jego lepsze życie, cokolwiek to dla czytających znaczy.
Swoją drogą, patrzę na te ich materiały i kwestia tych pomieszczeń, w których to nagrywają, przeca to są takie pustki. W sensie łóźko i pustawe ściany z ledami. 
Z drugiej strony, ileż takich mięśniaków już tu było.... i co po nich pozostało....
Mimo tego ma piękne żyły na rękach.
   A jakby go ktoś chciał... to -> chaturbate.com/oliver_thompsson/
   Narka.

czwartek, 20 marca 2025

Czwartek #2125

     Kolejny weekend 254 na st. mac. Początek odbył się standardowo. Czyli pojechałem po niego środkami masowego rażenia. Na st. mac. byliśmy szybko, bo tym razem nie musiałem oczekiwać w rejonie jego szkoły. 
    Na st. mac. w ramach żarcia były zaplanowane frytki, ale zadzwonił wcześniej 374, że ma padliny (w w sensie wędliny), to po odb. 254 od kosmetyczki, wjechaliśmy na st. mac. 374 je odebrać. W związku z powyższym, frytki były już z padliną i z cebulą. W czasie robienia frytek zadzwonił 897, że wbije z płynem złocistym. No ok, Ale po wejściu 897 okazało się, że jeszcze kolega z wyspy wejdzie na st. mac. To się porobiło pełno, bo już 4 składy i DR. Nadto później jeszcze wszedł 826 i już zaczynało brakować msc. postojowych. 
   Skoro tyle składów, z 895 i kolegą z wyspy przyszli z płynami, do tego sam miałem swoje, to trochę tego było. Mimo obfitości sam spożyłem tylko 3, 254 też. Ja w takiej ilości, bo jednak ktoś za ruch na st. mac. odpowiada i ktoś ją musi na koniec zamknąć, sprawdzając czy wszystko jest jak ma być. 
   Na szczęście imprezka zakończyła się w miarę szybko, bo rano mieliśmy zaplanowany przejazd wsiobusem, dlatego musieliśmy wstać 06:50 (no horror dla mnie). Udało się, Podjechaliśmy do By-mia skąd 24 do Będzina. Wcześniej jeszcze 254 idąc na przystanek pomylił drogę. Nie widząc go przed sobą dzwonię, kaj je, a łon, że lezie (wiedziałem w drugą) stronę. Na ostatnią chwilę udało mu się dobiec do tram. Ile biegł, czy 300, czy 400 m nwm, ale też musiałem kawałek podbiec. Dla 254 taki bieg to rewelacja, ruch mu się przyda. Dziś młodzież ma niewielkie ilości ruchu. Przy mnie to w ogóle musi zapierdalać, bo b. szybko chodzę. 
Jadąc 24 we wioskach wsiadły kobuchy, aż byliśmy zaskoczeni, tym bardziej przy sobocie. W Będzinie mieliśmy ok. 14 min, to zaszliśmy na p.o. Będzin M-to, a z niego torami kolejowymi do dw. autobusowego, skąd linią 97 okrężną po okolicznych wioskach. No taką linią to można do emerytury dojeździć. Totalne wiochy, kilku ludzi, a ostatni kurs zjazdowy pewnie od połowy pusty. 
   Z Będzina polecieliśmy na Kato z przesiadkami. Od Sosnowca jechaliśmy Ikarusem 280, bowiem w So-cu była wystawa makiet kolejowych, na którą była darmowa podwózka starymi Ikarusami. Byliśmy w przodzie wozu i trochę przypomniało mi się, jak kiedyś Ikarusami grasowałem po ulicach. 
  Na st. mac. w planie do żarcia były szczególne naleśniki. Otóż, stary robił kiedyś naleśniki na piwie (zamiast wody i mleka), a do tego farsz, tzn. zapiekana cebulka z kiełbą. To jak się już zrobiło, to naleśniki z tym farszem się rolowało i lądowało do piekarnika w naczyniu żaroodpornym posypane żółtym serem. Do tego dziś 2 napoje złociste, ale młody pił oranżadę. 
   Jutro (tzn. nd.) w planie był przejazd Helmutem, bo je ściągają już z linii. Pierwotny plan zakładał wejście doń w Zabrzu o 09:47. Dopiero jak myłem siekacze, to kapłem się, że po co tak wczas i zaś trza wstawać o 07:00. Przesunąłem więc, dzwoniąc do drugiego mikola na kurs późniejszy o 11:47. To dało nam 1,5 h dodatkowego snu. Jak to przy nd. okazało się, że skomunikowania u nas (co mnie już nie dziwi) nie funkcjonują od dekad. Dlatego coś z innego, dość ruchliwego kierunku przychodzi, a (jak na PKP) na inny ruchliwy kierunek odchodzi np. 3 min wcześniej. Wiync to Zabrze mieliśmy atakować przez Bytom. Tym razem na przystanek doszliśmy w zapasem czasowym. Za to w Bytomiu (to mój błąd, bo ja sprawdzałem), tram którym mieliśmy jechać okazało się, że o tej godz. je w sob. nie nd. Polecieliśmy na dw. autobusowy. Znowu bieg z rana jakieś 500m i na styk zdążyliśmy do busa 15. Tylko że ten bus, co spr. w środku niego, do Zabrza przychodził 2 min po tram linii 3, na który mieliśmy się przesiąść. W Mikulczycach patrzymy, a tram przed nami. Jak na Kilerze, mówię do 254 - no i misterny plan poszedł w pizdu. 
   Ale wiecie, co pisałem. Ja to mam szczęście, wiync okazało się, że przed mijanką roboty torowe i 3-kę zatrzymali, przeto mogliśmy się na Gdańskiej przesiąść. W Helmucie niezwykle wygodne siedzenia, dziś, z powodu oszczędności i mania ludzi w dupie, są w zasadzie plastiki oklejone materiałem. Czasami nawet nie siadam, bo lepiej stać. Natomiast w Helmucie ok. 8 cm gąbki, więc pełna wygoda.  
 Helmut na pętli w Zabrzu Makoszowach.

  Tu z wiynkszom panoramą pętli.

  Z pętli na Makoszowach, poszliśmy na st. kolejową. Stacja jakby zamarła w czasie. Zrobiłem tylko kilka zdj.  
  Na stacji jakby czas się zatrzymał.
  Choć, co ciekawe, tam som wysokie perony. 
 
  Wiata przystankowa. No kiedyś to robili normalne wiaty, z niskim, dużym dachem, pod którym się zmieści sporo osób, w miarę osłonięte, choć te przewiewy na górze niepotrzebne. Niestety zdj. nie robiłem, choć sugerowałem zrobienie go, ale robił mikol pod słońce, czego się raczej nie robi, a jeżeli już to lekko z góry, a nie z pozycji gowy. No cóż, oni tylko cykają foty. 
    Później, ja zjechałem na st. mac., a 254 pojechał do innego kierowcy z naszej firmy, by z nim pojeździć busem. Powiedziałem mu, iż nie będę się pokazywał, bo jestem na zwolnieniu i w razie W nie wytłumaczę sensownie swojej obecności na wozie z nd. 
   Ok. 17:00 odwiozłem 254 do interku. 

   Ostatnio Darek obchodził okrągłe (jak na Misiu) 21 ur. bloga. No i tu je problem, bo nie pamiętam, kiedy zacząłem swoje prowadzić, ale dekada już minęła. No trochę tego poszło. 

   Odrobiłem zad. domowe i znalazłem - Pierwszy wpis. 2013.09.12 22:29. Ale to były wpisy na Interii, później je przenosiłem tu.
   Tyle, narka.

wtorek, 18 marca 2025

Wtorek #2124

   Jak podnieść cenę czegoś w kraju? Powołać experta, który powie, że cena na dany art. jest absurdalnie niska
  I to jest już wystarczająca przesłanka by podnieść cenę takiego wyrobu. Mało tego pismaki to mają pojęcie o tym co piszą... Koszty społeczno-ekonomiczne to [(tu pada kwota), ale dalej czytamy] na tę kwotę złożyły się koszty przedwczesnej śmiertelności. 
   Hmm, mnie się wydaje, że państwo się zawsze cieszy z przedwczesnych zgonów, bo nie musi wypłać absurdalnie niskich emerytur. Sytuacja docelowa to, kiedy państwo by w ogóle nie musiało wypłacać emerytur, jednocześnie pobierając waloryzowane co rok składki na ten cel. Np. obowiązek pracy do 85 roku życia dla wszystkich. No jakże by to uzdrowiło finanse państwa.

   Niespodziewane dodatkowe wolne niesamowicie się przydało. St. mac. odżywa. Porządki nadal się robią, a jestem z tego b. zadowolony. Nie będę tu ściemniał, że jednym z bodźców jest wchodzenie na st. mac. 254, bo przeca biorę to pod uwagę i częściowo dla jego lepszego samopoczucia część z tych prac jest robiona. Wiem, wiem, weekend z 254 na st. mac. się pisze. Jak się napisze, to się ukaże. Też nie zawsze mam dzień radosny, entuzjastyczny itp. Czasem, jak wczoraj dzień je z dupy, bo inni się do tego przyczyniają. Znowu był kolega z wyspy i dupił przez 4.5 h efektywnego czasu mojej pracy, przez co dzień zamknąłem w nieszczególnym nastroju. 
   Za to skończyłem książkę/pamiętnik - Czarne lustra. W zasadzie to już po połowie chciałem trwale zakończyć czytanie, ale pisanie tutaj (czegoś co jest jak pamiętnik) mnie przytrzymało by to skończyć. Po połowie już chciałem tym ciepnąć, bo nie lubię ściemniania. Jeżeli to miały być pamiętniki, to zakładałem, że na podst. autentycznych pamiętników coś powstało, a to robiło wrażenie, że było pisane jak pamiętnik. Podobnie jak w filmach niby branżowych. Podstawia się aktorów, którzy tylko udają, bo widać, ze nie są branżowcami. Wiem, może za dużo wymagam, ale mogli by się do ról trochę przygotować. Później takie gnioty wychodzą, które trochę odstraszają. Nieliczne perełki, w których grają faktycznie branżowcy mają kompletnie inny odbiór. No cóż... Książka trochę mnie rozczarowała, a zakończenie to już nawet nie trochę. Na szczęście to taka broszurka w zasadzie. 
   Tyle, bo zajęć sporo, a nie chcę przedłużać niewyprawiania notek. 
   Zdj./screeny.  
 Z tego co widzę, rynek obecnie zawojowała Am. Płd. 

I z tego co widzę, to im to tam na razie nieźle idzie. 
Naszym miastowym flaczkom daleko do nich.
No cóż, zmiany cywilizacyjne mają swój skutek.
A jakby go ktoś to -> chaturbate.com/santiceballo/
   A... i korekta pobieżna - sorry.
   A... i jeszcze jedno. Niby koniec marca, a rano dziś było na placu -7C. No na górze kogoś chyba pogięło. Już mogli by skończyć z tym mrożeniem. A tak realnie, to niestety wieje z płn., choć to dla porządków nawet lepiej, bo nie wychodzę ze st. mac., a jak już to b. rzadko. 
   Narka.

czwartek, 13 marca 2025

Czwartek #2123

    Jest jakiś szał remontowy w PL infrastruktury kolejowej. Mnie zastanawia tylko czy nie jest to w wielu przypadkach przerost formy nad treścią. Nie kwestionuje potrzeby samych remontów starej infrastruktury kolejowej, ale rozmachu z jakim się to robi. Co pisałem, u nas na odcinku Ch-ów Batory, Ch-ów M-to pociągnięto 3 tory, jak tam przed remontem jeździło tyle poc., że w zasadzie starczyłby jeden. Wiync na uj te 3. Ach zapomniałbym - Im ten miś droższy tym nasze 20% wiynksze. Czy to je do powstrzymania? Przeca za chwilę przyjdą koszty utrzymania tej infrastruktury. Bieżące przeglądy ktoś musi zrobić i nie robi tego za darmo. A ile faktycznie ludzi, towarów tą koleją się będzie przemieszczać? 
   W tym hurra optymizmie nie widzę osób, które podchodzą do tego rozsądnie. To podobnie jak w dyskusjach o CPK. Tylko jedną słyszałem, gdzie po drugiej stronie, i nie, ten facet nie był przeciwny budowaniu portu, tylko zadawał logiczne pytania, czy nam się to ogólnie zepnie. We wszystkich innych dyskursach niby byli przeciwnicy, ale jak się wsłuchało, to oni też byli na tak. Podejrzewam, że podobnie z remontami linii kolejowych, dworcami, przebudowami całych stacji, w zasadzie budowania ich od podstaw na nowo. Czy to faktycznie jest potrzebne w perspektywie naszego wyludniania się, które przybiera na sile. Za kilka lat będziemy już w dzietności poniżej 1, bo za ub. rok oparliśmy się czasowo na 1,11. No i teraz najważniejsze pytanie. Czy podaje się następnie po wybudowaniu tego, koszty utrzymania? Nie słyszałem o czymś takim. 
   Na Mazurach u Hebiusa elektryfikują linie Korsze - Ełk. Wszystko fajnie, tylko za (tej złej, ohydnej komuny) w zasadzie większość policzono matematycznie i wyszło co wyszło stąd do pewnych rzeczy już nie wracano. Dziś przy masowym drukowaniu papierków, na co chcemy, to se drukujemy. Ale to drukujemy na budowę, a na utrzymanie? Ooo, tu się już tak nie da drukować. 
   No i dochodzimy do tego, że celowo pewne sprawy ekonomiczne ukrywa, bo jakby wypłynęły, to już tak radośnie by nie było. Np. elektryfikuje się linie, po których ileś poc. na dobę musi przelecieć, by ta elektryfikacja była "opłacalna". Prościej, nie elektryfikuje się linii, jeżeli w dobie jeździ nią 10 poc. (zaniżyłem tu ilość, tylko dlatego, byście mieli świadomość o co chodzi). Zamiast takich informacji dostajemy taką, że z pkt. A do B. dojedziemy szybciej niż dotychczas, bo robimy nową i elektryfikujemy. Ale ktoś to policzył? 
    To podobnie jak na Mazury głupki se wymyśliły KDP. Jedynie A. Furgalski powiedział, że można robić, ale by to się spięło, w każdej dobie musi tym jeździć 2.5 tysi gadów. Rozumiecie, z Mazur do Wawki dziennie wysyłacie 2.5 tysi. Czyli pakujecie rano i kilkoma rannymi poc. do Wawki wysyłacie tyle gadów. Wieczorem oni wszyscy muszą wrócić, przy cenach wyższych jak obecne pierdolino. Serio, Mazury wygenerują takie potoki ludzi. Nie wydaje mi się. 
  Oczywiście są efekty tych bzdurnych decyzji. Co roku, co kiedyś już pisałem, we wiosce wszystkim podnoszą (mnie też) podatek w max wartości 25%. Mimo, iż inflacja jest na poziomie 5% (oficjalnie) lub niech będzie 10%, to wioska, by utrzymać te głupie inwestycje, które powstały musi niejako obciążać wszystkich mieszkańców max wzrostem podatku, Czyli ja się składam na puste tramwaje, autobusy, pociągi, bo ktoś wziął do łapy, a ja muszę za to bulić. Nie idzie tego później zamknąć, bo w projektach unijnych radośnie przyjęto, że to jest niezmiernie potrzebne, wręcz kluczowe dla komunikacji regionu, bo inaczej grozi zapaść komunikacyjna itp. bzdety. 
   A jak to wygląda na gruncie... Taki tram nr 1, który wozi kilku ludzi w nd. jeździ co godz. (rzadziej się nie da, bo by nas wyśmiali w UE) by tylko przetrzeć główki szyn, w tyg. co 30 min, ale to też na siłę, bo już go chcieli zlikwidować, bo praktycznie mało kogo wozi. No ale nie da się zlikwidować, bo poszła kasa z UE.

   Nic nowego, że rządza nami głupki. Otóż, pewnie by zakryć swoją niekompetencję na innych polach stwierdzili, że zabłysną w UE zakopanym obecnie projektem. Otóż, ogłosili, że zajmą się dyrektywą, by nie przesuwać już czasu 2x w roku. Tym razem, by nie wzburzyć głupiej tłuszczy w komunikacie, jacy to oni są zajebiści, że się tym przestarzałym, archaicznym zabobonem przesuwania czasu zajmą, nie raczyli wspomnieć, jak już dopną swego (oby nie, choć nie liczę, że głupia tłuszcza ich powstrzyma), to w jakim czasie pozostaniemy. Letnim czy zimowym. No i teraz pytanie do czytających. W jakim czasie, jak te głupki dopną swego, pozostaniemy?
   254 obwieścił, iż na ten weekend wbije na moją st. mac. Zarząd się cieszy, ale te głupki z działu p.s. już kombinują, co tu zrobić z 254, skoro on tak radośnie tu wbija. No wiecie. Na poprzednim weekendzie zarząd powstrzymał dział p.s. to tera on stawia warunki i się wybija. Sytuacja je trudna, co z tego wyniknie....
   No i przy okazji. Opisywałem ostatnio. iż 254 się słaniał jak łykaliśmy płyn złocisty (piszę tak, by to durne AI może tego nie zrozumiało). W tym słanianiu był moment, kiedy chwyciłem go, przyciągnąłem do się (bo by się osunął) i praktycznie razem wyglebiliśmy. Jak już to się odbyło, to odebrałem, że on nie je bierny. Tzn. leżał na mnie i po trochu był aktywny. 
  Pierwotnie to zlekceważyłem, bo jakby takie mini zapasy, ale jak się nad tym później zastanowiłem, to odebrałem to jako jakąś tam inicjatywę z jego strony. 
  Nie by zarząd dopuścił do iścia na całość, ale takie posuwanie się do przodu jest po trochu fajne. No przeca przez większość życia tego nie miałem. 
   Wiem, napisałem w notce na czerwono, że kolejne dziecko. Darek się do tego odniósł. Nwm. jak bydzie. Może to będzie szczególna relacja? Czy ona już taka nie je?
Zdj. (screeny).
No dobra, jakiś tam niby mięsniak, początkujący.
No wiecie, oni z tych biedniejszych krajów zarabiają.
No i niech zarabiają....
Zapomniałbym, to on -> chaturbate.com/jason__stackhouse/
Narka.

niedziela, 9 marca 2025

Niedziela #2121

  (na wstępie napiszę, że na czerwono to z b. pobieżną korektą tekstu)    
No i się porobiło. Nie tyle w relacjach z 254, co w moim postrzeganiu jej (tej relacji). Otóż, dawno nie było na czerwono, ale by nie było, to jedna (by tylko jedna) notka na czerwono stoi na torze bocznym i czeka na wyprawienie. To kolejna, może jej się uda opuścić st. mac.
   Pobyt 254 na st. mac., a w tym przygotowaliśmy się na rozmowę z nim. W tej rozmowie m.in. pytanie na ile mam się wczuć w rolę rodzica, a na ile - nie. Tzn. na ilę mam go cisnąć na naukę, na rozwój, a na ile to olać sikiem prostym i mieć na to wyjebane. 
  Z jednej strony widzę u niego zaangażowanie w relacje, z drugiej rozdwojenie, co robić. Otóż za tydz. ma również (on) weekend pracujący na interku. Jeszcze przed opuszczeniem st. mac. miał dysonans co robić? Wbić na st. mac. (w sensie do mnie) czy na swoją st. mac. (w sensie do się). 
   Ja go rozumieć. Tu na st. mac. (u mnie) jest zajefajnie. Nikt nie krzyczy, nikt w zasadzie nie wymaga, czas leci przyjaźnie, przyjemnie itp. U niego na st. mac. niekoniecznie, bo matka, do tego babka i jeszcze komp za 12k., który się jakby marnuje. Tu wspólne przygotowywanie potraw, wspólne bytowanie, takie fajne, w sensie można się wyspać do południa i nikt z tego powodu nie stęka (też bym tak chciał w jego wieku). Nikt nie budzi bezsensownie, tylko z tego powodu, że już nie śpi ipt. Rozumiecie (albo i nie) jak chcecie spać do 13:00 to nie ma problemu. Kaj tak macie? A tu to wdrożyłem z 254 (wdrożone było znacznie wcześniej). Mimo tego, że budzi się godz. wcześniej ode mnie, to nie budzi mnie, bo po chuj? (czyli moje wartości przejął). Obudzę się, to zaczynam funkcjonować, normalne relacje. Gdzie tak qrwa jest? W większości, ktoś się budzi, to od razu budzi innych, bo on tak chce. Chuj z tym, że oni jeszcze śpia, chcą spać. On wstał to budzi innych. 
  Na st. mac. tak ni ma, bo pilnuję tego. Jakby mnie ktoś tak zbudził, na zasadzie, że on nie śpi i jemu się nudzi i mnie budzi, to w ryja od razu, albo zjebki totalne. Wiync st. mac. działa niejako na innych zasadach, na tych normalnych. I tego uczę innych. Nie wqrwiaj innych. Myśl o nich pozytywnie. 
   I teraz 254 mam dysonans. Z jednej strony, widzę, chcę wbić na st. mac., z drugiej chciałby zużyć kompa za 12k, bo go fizycznie nie zużywa o czym, qrwa, wie. 
   No ok,  bo je na czerwono, to zakochuję się w 254. Że co qrwa? No przeca to naturalne. Kolejne dziecko na st. mac. Rodziny mają kilkoro dzieci, nawet 979. Ma ich 4-kę. To ja nie mogę mieć 2-kę? No to mam. 
  No ok. To jak był 254 na st. mac. to depilowaliśmy go. Sami też się, ale wcześniej. I jak on siedział przede mną, to ja te jego nogi, w krótkich spodenkach miałem między swoimi nogami, a też miałem krótkie. I ten sam styk powodował wzbudzenie organu. Takie fest wzbudzenie. Niby nic, ale jednak... Rozumiecie, to ciepło przepływające między jego nogami, a moimi. Oprócz tego co mu robiłem, to ten styk... Ach czemu to tak działa...? 
  I teraz, co z tym zrobić (z tą relacją)? Jego się  pytałem, ale sam nwm, co z nią. Na ile się angażować, na ile się wycofywać z niej. Nie chcę nikogo (tu 254) krzywdzić, ale też nie jestem nieczułym głazem. Nwm, to je wszystko trudne. 
  Rozumiecie, albo i nie. W moim wieku takie relacje i co z nią zrobić. 
  Dobra, pcham to, bo jak inne zostanie na torze bocznym na wieki wieków....
  No to narka. 
   Ja wiem, hasztag zakochuję się w 254, ale tak inaczej, tak specyficznie....
   Dobra, qrwa, zdupiam. 
   Narka 
A jexzcze bym zapomniał o zdjęciach (screenach). No to kolejny szczurek...
  
Jak to szczurek...
taki sobie.....
No i to w zasadzie tyle z tego szczurka....
  No i teraz już Narka.

piątek, 7 marca 2025

Piątek #2120

   Dziś net łączy ludzi niebywale sprawnie. W czasie rzeczywistym można gadać przez komunikatory jak np. DSC z człekiem w Anglii i idzie to nadzwyczaj płynnie. Otóż ostatnio właśnie gadałem z kolegą z wyspy i on się mnie pyta, co sądzę o tym co dzieje się w polityce międzynarodowej teraz. 
  No i tu mnie zaskoczył. Jednak wytłumaczyłem mu czemu. Przekazałem mu, że teraz jesteśmy profilowani przez algorytmy, które sprawdzają co czytamy. Ponieważ art. politycznych w ogóle nie czytam przeto AI podciepuje mi art. komunikacyjne i faktycznie głownie te czytam. Jestem wiync pozbawiony politycznych spraw i nie bym je sam celowo wyciął, natomiast zrobiły to za mnie algorytmy. I teraz dochodzimy do ciekawych konstatacji. Ile mamy dziś wolności. Przeca skoro to co czytam jest filtrowane, tzn. że nie mam jakby wolności wyboru, bo mam już treści przefiltrowane. Dochodzi do nawet absurdalnych zdarzeń kiedy 172 na kom. pokazuje mi aukcję na alledrogo, przepisuję to co on mi pokazuje, a u mnie na liście przedmiotów tego ni ma. Co nie, że ciekawe. I tak by można wymieniać i wymieniać. Czy zatem mamy jeszcze wolność wyboru, czy jesteśmy szufladkowani i z tej szufladki jest trudno się wydobyć. 
   Czytam książkę, a właściwie pamiętnik tego 16-latka z dawnych czasów. Kiedyś jak miałem tyle lat też robiłem zapiski co dzieje się w bieżącym życiu. Niestety mój pierwszy partner, ponieważ był tam opisywany, a powiedziałem mu gdzie przechowuję zeszyty spalił to kiedyś bez moje wiedzy. Ale do czego zmierzam. Otóż kiedyś było to na papierze. Jeżeli się nie spaliło pozostawało na lata. Dziś mamy to w necie, ale blogowanie zanika, jak czytelnictwo. Młodzi dziś w ogóle nie piszę co robią, tylko jak już robią filmiki. Kiedyś te blogi mogą zniknąć. Przeca pierwsze wpisy, to przeniesione zostały z interii, która z bloków zrezygnowała. No i teraz co pozostało po tamtych pokoleniach, co pozostanie po naszym pokoleniu, co pozostanie po pokoleniu dziś młodych ludzi. Przeca mój blog, jak się kiedyś komuś nie spodoba to wduszą ENTER i po nim. Skasowany bydzie szybciej jakby się miał spalić, a przeca tyle info jest tu zawartych. 
   Porządki na st. mac. przybrały rozmiary dotąd nie spotykane. Dobieram się do szaf, w których, co ostatnio powiedziałem 979 nie było mnie od ponad 15 lat. Tak, dobrze czytacie. Są szafy, jest ich co raz mniej, do których nie zaglądałem przez taki okres. Otwarcie ich, jak ostatnio jedną otwarłem, to szok. 
   No i zaczynam padać na ryj. Intensywne, kompleksowe podejście, mnie wykańcza. Łapię się na tym, że głównie późnym popołudniem coś porobię, tracę energię. Siądę do kompa na chwilę, po czym regeneruje się i znowu zaczynam robić. Wieczorem jestem max padnięty, bo te prace to codziennie, ale efekty mnie samego zaskakują. Wolne nieplanowane się jednak w tym okresie b. przydało.

  Aaa, bo wgl nie pisałem, a minął przeca tłusty czwartek. My w tym dniu nie kupujemy, a przeważnie i tak nam ktoś podciepnie. W tym roku był to 172. Pewnie też dostał od kogoś 4 takie z różnymi polewami. Sam zeżarł 1, a reszta przypadła dla mnie. Ostatniego wchłonąłem w sob. Jeszcze się nadawał do wciągnięcia. 
   Z porządków się cieszę, bo 254 wejdzie na st. mac. i jestem ciekaw reakcji. Zdaje sobie sprawę, iż jej może nie być, bo przeca żyjemy odtwórczo, a młodzi uczą się przez naśladowanie innych, w tym rodziców, a wiemy, bo pisałem, że matka raczej nie chwali, to czemużby on miał tak robić. Mimo tego i tak zauważy zmiany. 
   Zdjęcia, ani screenów nie bydzie, bo w zasadzie ta notka też miała iść później, ale nawet wrocka do końca nie opisałem, a już weekend z 254 się zaczyna, wiync wypycham ze stacji, co nie nastąpi zbytnie spiętrzenie na torach bocznych. 
   Narka.

czwartek, 6 marca 2025

Czwartek #2119

    Ponieważ mamy wolne długotrwałe, a nam się przybrało, jakieś 5-6 kg, to wdrożyliśmy, jak kiedyś procedury by się tego pozbyć. Wolne dni sprzyjają ustabilizowaniu godz. żarcia, a co za tym idzie, zmniejszeniu racji żywnościowych, co już osiągnęliśmy. Efekt, pierwsze 2 kg. się trwale straciły. Dodatkowym bodźcem je 254, który  na ten weekend wejdzie (dla niego) na st. zwrotną. Już ustalamy co bydziemy przyrządzać do żarcia. Padło na zapiekankę w naczyniu żaroodpornym. On pierwotnie napisał, bo pytałem się co chce, zapiekankę, ale dopytałem jaką. No to wybrał tą poważniejszą, a myślał o takiej na bagietce, takiej prostej. Dobrze, że wybrał tą bardziej pracochłonną, bo się trochę stęskniłem za żarciem wspólnie przygotowywanym z nim, za nim. 

   W przestrzeni publicznej co raz częściej pojawiają się, jak dla mnie, głupkowate teksty. Kilka przykładów - Po-ń m-to doznań (to jeszcze jest fajne), ale na busach elektrycznych we wrocku - elektryzujemy Wrocław; Katowice - pozytywna energia; Zabrze – najbardziej śląskie z miast śląskich; Chorzów wprawia w ruch; Bytom - zamieszkaj w wielkim stylu; Sosnowiec łączy;  Dąbrowa Górnicza dla aktywnych (inaczej - geriatrion wypierdalać!). Takich głupich tekstów jest co raz więcej. Mnie to irytuje, ale zakładam, że młodzież to chłonie, podobnie jak określenia filmów na stronach - przemoc, wulgarny język, sex; miłość, sex, wyroby tytoniowe; atrakcyjny, thriller, nagłe zwroty akcji; mroczny, trzymający w napięciu, detektywistyczny; wzruszający, romantyczny, dramat; mocny, osobisty, thriller; błyskotliwy, nietypowy, komedia; komedie slapstickowe, zwariowany, satyra. 
   To niektóre przykłady wzięte z ntlx. No i tera młode pokolenie tak określa filmy, co już pisałem w jakiejś notce. Skoro oni tak działają, to dla mnie oznaka, że te durne teksty w miastach też na nich działają, bo czemużby nie. 

   Państwo (jako instytucja) działa chyba wszędzie tak samo. Tzn. jak tu najwięcej wydoić tłuszczę, by mieć wiyncyj dla się. Otóż już kilka lat temu wpadło na pomysł, że PIT-y będzie rozliczać samo, niejako robiąc nam dobrze. Czy faktycznie? 
   Z jednej strony tak. Jeżeli nic nie zrobimy w tej kwestii, komputery nas 2-go maja rozliczą same. Z drugiej strony przy tej operacji jak zwykle instytucja przytuliła dla się niemałą kasę. Otóż wcześniej jak robiliśmy to na papierze to nie było wlk. dodatkiem wypełnić na końcu KRS fundacji, której przekazujemy ten 1% naszych podatków. Przy wypełnieniu 4 stron, ten jeden wpis nie robił wlk. różnicy. 
   Z drugiej strony, jak teraz chcemy przekazać ten 1% to musimy się już wysilić, bowiem potrzeba samemu cały PIT wypełnić i na końcu wpisać ten KRS. Efekt. Mnie się w tamtym roku nie chciało, w tym też nie wiem czy się za to zabiorę. Fundacje są ewidentnie stratne, bo ileż jest takich osób jak ja, które nie chcą w to wchodzić. Nawet nie wiem, czy za ub. rok miałem zwrot czy nie. Na razie nikt mnie nie ściga o zapłacenie, a jak był zwrot, to pewnie to już łyknęli dla siebie. Chyba w tym roku się tym zainteresuje. 

   Płatki owsiane na mleku. Od wielu osób słyszę, że to się szybko robi, a u mnie to zawsze trwa godzinę. Kupujemy te zwykłe, nie blyskawiczne wiync one muszą się namoczyć 20 min. Ponieważ jestem sam, to porcja jest mała wiync pół szklanki płatków. Trza je opłukać kilka razy. Następnie namaczamy w 1/2 szklanki wody (te 20 min). Później gotujemy wodę lekko osoloną i do płatków wlewamy 1/2 szklanki osolonej wody. Wodę gotuję w czajniku ele. bo jest szybciej. Następnie wlewam tą 1/2 szklanki gorącej wody i gotuję płatki ok. 20 min. PO tym czasie dolewam 2 szklanki mleka i całość zagotowuję. W momencie kiedy łone są już gotowe do żarcia, to akurat mija godzina, ale za to są zajebiste. Lekko jeszcze je na koniec słodzę. 

   Demografia. Ona jest fajna, bo świetnie mi się patrzy na zawsze mega optymistycznie opisywane działania rządu (od prawie dekady), jak on to sprawnie działa dla naszego dobra, tylko to niedobre społeczeństwo nie chce się mnożyć. I pewnie wzorem innych dziedzin chcieli by nałożyć na nas jakąś karę, ale jak karać społeczeństwo, które się nie chce mnożyć? Zakazać seksu - no nie bardzo, kary finansowe - no też nie bardzo, inne kary - też nie bardzo. Podoba mi się ta niemożność rządu. On by tak chciał, a nie może. 
   Jeszcze jedna rzecz mnie drażni przy tym kurczącym się społeczeństwie. Jak czytam art. o tym, to jest tylko wydźwięk negatywny, a przeca wiemy, że zawsze są plusy i minusy. Jakoś, podobnie jak przy KDP, o plusach się w ogóle nie mówi. Czemu?! A przeca one są widoczne gołym okiem. No i tu dochodzimy po raz kolejny do sterowania przekazami medialnymi. Znowu wtrącę, że nie chodzę na wybory, bo one właśnie są wypaczone fałszywymi przekazami medialnymi. Przy demografii stosuje się te same sztuczki, co przy innych przekazach, które chce się wcisnąć społeczeństwu. Nacisk kładzie się tylko na jedną stronę kompletnie pomijając drugą. 
   To teraz pytanie do czytających. Czy czytając art. o wyludnianiu się przeczytaliście choć jeden pozytyw tego stanu?

    No i na koniec. jak każdy reaguję na info dochodzące do mnie z zewnątrz. Ostatnio u Hebiusa było o czytelnictwie, to przy porządkach w ręce mi wpadła pozycja przywieziona od 824 tj. "Czarne okna" Stanisława Kowalewskiego. Jest to w zasadzie pamiętnik 16-latka, ale (jestem na stronie 41) podejrzewam, że dziejący się w latach 60. O tym co tam je, może kiedyś później, a może nigdy się nie ukaże, bo wiem jak to u mnie je z czasem. I jak wyżej, minusem czytania, jest wybicie cerowania. W sraczu, albo czytam, albo ceruję. No nie da się dwu na raz robić. 
       Tyle, bo jutro na st. mac. wchodzi 254 na weekend, to następna notka najszybciej w pn. 
     Zdjęcia (screeny).
  Aaa właśnie, bo może słyszeliście. Nasz ulubiony rząd szykuje ustawię porniolową. Już se nie bydziemy oglądać jak teraz. 
 Oczywiście wszystko dla naszego (te działania rządu) dobra i bezpieczeństwa. Nawet rodzice nie zadbają o nas tak jak oni.
  To pewnie te działania, byśmy się więcej kopulowali. Czyli jak za PRL-u, sterujemy społeczeństwem. Coś się w ogóle zmieniło? 
  Jakby ktoś go chciał badnąć to -> chaturbate.com/ryan_cooper_1/
  (jak zwykle korekta pobieżna - brak czasu)
   Narka.


poniedziałek, 3 marca 2025

Poniedziałek #2118

  Na początku standardowa uwaga. Tekst poniższy je po pobieżnej  korekcie. Mimo, wydawać by się mogło sporych jednostek czasu, wszak nie pracujemy na razie, to czas wybija tak, że strach się bać. 
   
  Ponieważ 254 ma (miał, notka jak zwykle przestała na torze bocznym) ferie, a, co zresztą zrozumiałe, z wyjazdami się rozkręca, to kolejnym celem był wrocek. I teraz dylemat, bo chyba to rozwalę na kilka notek, bo oprócz samego pobytu we wrocku, są jeszcze przemyślenia i działania dookólne. 
   Generalnie wrocek można by skrócić do tego co powiedziałem żonie od 979, do której pojechałem, bowiem awria instalacji elektrycznej. Zadzwonił 979, że nie ma prądu w części mieszkania, a bezpiecznik automatyczny, wkręcany nie puszcza w stanie załączonym (czarny grzybek wciśnięty) prądu (napięcia). Pojechałem. Na msc. ustaliłem, że mimo odłączonych (fizycznie) z gniazdek pożeraczy prądu coś i tak żre na tyle dużo, że wciśnięcie przycisku powoduje i tak rozłączenie w środku styków (te bezpieczniki mają dwustopniowe zabezpieczenie). Czyli dla laika, czarny przecisk wciśnięty, a prądu (napięcia) ni ma. Laicy nie wiedzą, że środku jest jeszcze jeden niezależny obwód zabezpieczający. 
   Wkręciłem próbny bezpiecznik zdrutowany cienkimi 0,1 mm2 4-ma drucikami (taki testowy). Szkoda wkręcać oryginalny 16A, by zaraz go wypierdoliło. Ale testowego nie wywaliło, natomiast mocno isktrzyło przy wkręcaniu. Poodłączałem co było jeszcze żerne, lodówki itp., ale nadal iskrzyło. Wobec tego przekazałem 979, jaka sytuacja i by se sam spr. pozostawiając wkręcony oryginalny bezpiecznik 16A, by w razie W 979 nie trzepał warami, że jakiś testowy zostawiłem i coś się porobiło. Automat, dobry, zostawiłem niewkręcony. 
   Tyle z elektryki. Później rozmawiałem z żoną od 979 i pytała się, co zwiedziliśmy we wrocku. No standardowe pytanie osoby, która usłyszy, że ktoś gdzieś był dalej. Na co jej odpowiedziałem - nic. 
   Wyszliśmy z dworca PKP, wsiedliśmy do busa 145. Jeździliśmy prawie cały dzień, oprócz przerwy na obiad, a następnie wyleźlismy z tram nr 2 przy dw. PKP i tyle nas było we wrocku. Fakt przeszliśmy trocę przez rynek, ale tylko dlatego, że mieliśmy czas do busa K, którym 254 się chciał przejechać. 
   Wiem, większość ludzi robi kwadratowe oczy - jak to!?
- nic żeście nie zwiedzili?
- no nic.
 I ludzie nie rozumieją, że takie wyjazdy nie są w celu zwiadzania, tylko realizowania własnych zainteresowań. 
  Nawet matka od 254 nie wierzy, chyba dalej, że byłem z nim we wrocku pewnie uważając, że jak dorosły facet może cały dzień jeździć tramwajami i autobusami. Przecież to nienormalne. 
   Zaraz wrócę do wrocka (jak się uda, przy tym nawale innych wydarzeń) ale jeszcze sytuacja z 254. 
   254 jest w krytycznym dla rozwoju młodych samców okresie. Przemiany biologiczne, umysłowe są najbardziej dynamiczne w przedziale 16-18 i właśnie on je w tym. W związku z tym rodzice często nie nadążają za tymi zmianami, traktując nastki jeszcze jako 14 latków, a Ci są już po wielkich zmianach. Jeżeli starzy nie nadążąją za tymi zmianami zaczyna się robić rozziew w komunikacji, który po pewnym czasie osiąga pkt. krytyczny. Niemożność skomunikowania się np. 254 z matką, tkwienie jej w dawnych stereotypach, traktowanie go jak 14 latka powoduje rozczarowanie ze strony 254. Oni w tym wieku potrzebują bardziej rodzica jako partnera, a nie rodzica z wieku 14 lat. U 254 doszło do tego, że ostatnio napisał mi, że chce uciec z domu. 
   No i zrobiło się grubo. Ja rozumiem jego rozczarowanie, bo widziałem (jestem okresowo u 254 w mieszkaniu) matkę parę razy w akcji i nie jest dobrze. W związku z tym wystąpiłem w roli mediatora. Ponieważ 254 dzwonił do mnie, że nie będzie w domu na czas (do 20:00) to by matka nie trzepała znowu warami, to mam go odstawić. No ok. nie ma problemu, dla dalszych relacji czegoż się nie robi. 
   Umówilismy się w drugim mieście, przez które jechał na swoją st. mac. Wszedłem razem z 254 do mieszkania, matka trochę zdziwiona, że o tej porze pojawiłem się, bo widziałem jej wyraz twarzy. Na początku zrobiło się niezręcznie, bowiem 254 polazł do pokoju, w którym była matka i babka i zaczęli dyskusję, oboje płacząc. Standard. 254, że ona go ogranicza, matka, że robi to dla jego dobra. 
   254 przylazł do pokoju. Matka, jak ochłoneła to też przylazła do pok. 254. Na początku chciała sie chyba wykazać, iż je dobrą matką i pieprzyła farmazony o tym, że 254 się uczy sam dla siebie itp. Nie włączałem się do rozmowy, ale jak w tym pieprzeniu się zaczęła rozpędzać to włączyłem się. Z początku delikatnie, później już bardziej stanowczo tłumacząc jej błedy jej zachowań. 
   Np. na początku rozmowy mówiła o swoich minach (to wtedy kiedy się jeszcze przysłuchiwałem) i powiedziała, że miny które robi to jej miny i jej spawa. Ale na to 254 iż odbiera jej mimikę twarzy i reaguje na to. 
   To jak się rozkręciłem, to dałem jej dosadny przykład. Jak zamontowaliśmy ledy u 254 (miałem to opisać, ale tradycyjnie brakło czasu, to teraz) to on poszedł do niej pochwalić się nowym oświetleniem.    Wcześniej (też tego nie opisałem) słyszałem rozmowę (przez mikrofon, pisałem o tym, że jak wchodzi do niego do pokoju, to nie je świadoma, że ja przez mikro słyszę co mówi) jak chciała wymóc na nim, by siedział przy oświetleniu, a nie po ciemku (tylko przy świetle monitorów). On do niej, że tak chce i tak mu dobrze i nie będzie świecił innego światła. Osobną kwestią jest, iż to inne światło jest chujowe. No i teraz jak pojawiły się ledy, to ją zaprosił do pokoju. Przyszła i jak myślicie, co powiedziała? 
   Na razie pozostawię Was w niepewności. Wracając do min, które robi i są niby jej sprawą, to powiedziałem, że nie do końca, bowiem 254 je widzi, reaguje na nie i dla niego jest to forma odpowiedzi, przeto to nie tylko jej sprawa. 
   W ogóle to 254 ma w tel. zainstalowany program szpiegujący. Tzn. ona wie, kaj łon je. Z tym, że jak to młodzi, 254 nauczył się już obejścia programu i wytłumaczył mi, że jak ściemnia iż je w interku, to blokuje program i łon pokazuje ostatnią lokalizację, czyli interek, a faktycznie jest na st. mac. Da się? Da się! 
  No i wracamy do tego co powiedziała jak wlazła badnąć te ledy. One są podklejone do półki na której stoją monitory i świecą w dół na biurko. Kolor mają ciepły 2700K, takie wybraliśmy, 60 sztuk na metr. 
  Stanęła w progu i mówi:
- jaki Ty masz burdel na biurku...., wstydziłbyś się. 
   Wtedy w pokoju, byłem ja i jeszcze drugi mikol. 
  Przy rozmowie wytłumaczyłem jej, że po pierwsze to 254 ją zawołał, by się pochwalić nowym oświetleniem, dzięki któremu nie będzie siedział po ciemku w pokoju, a nie po to by wysłuchiwać, że ma burdel na biurku. Jak dla mnie (co powiedziałem jej wprost) był do błąd wychowawczy. 
   Później mi 254 napisał, że jak jej to powiedziałem, to widział jej minę, że jej się głupio zrobiło. Wytknąłem jej jeszcze kilka spraw, dałem przykład 979 i zadałem pytanie otwarte, czy chce mieć z 254, jak łon bydzie mioł 22-23 lata kontakt?, bo jak tak dalej będzie postępować, to nie sądzę, że się będą komunikować na jakimś normalnym poziomie. 
  Zdjęcia (screeny)


Ten to już chyba był, albo mi się wydaje. 
Nie mam czasu sprawdzać, ale nawet ładny.
Człowiek nie wielbłąd, napić się musi,
  A jakby go ktoś chciał badnąć to -> chaturbate.com/jerry_lucky/
   Narka.

środa, 26 lutego 2025

Środa #2117

   Oczywiście myślałem, że to wyszło ok. 14:30, a tera na koniec dnia patrzę, że to nadal (notka) stoi pod wyjazdowym. Kiedyś się spóźnię na własny pogrzeb...     
   W pn., jak było w planach atak na krk. Z kato poc. 09:00 planowo, ale jak to prawie u mnie, odszedł +8. Jechałem z 254 i drugim mikolem, który wpadał tez czasem do mnie na wóz. Ponieważ do krk na cały dzień, to nie robiło nam to różnicy. Jak poprzednio bilety do Bronowic, a stamtąd do centrum tramwajem. Następnie przesiedliśmy się na 52 na trójskład 105Na. No klasyk. Czułem się jak w latach 80-ch kiedy prowadziłem 105-ki u nas. Choć w krk są te najnowsze, ale nie po rremontach, to mimo tego wspomnienia wracały. Mlaskanie styczników, czasem szarpanie na sprzęgach, nierówne hamowanie na rozrusznikach itp. Trzaskające drzwi, odgłosy... młodzi tego nie ogarniają, bo wychowują się w innych czasach, ale też opowieściami ich nie zanudzałem jak staruch, bo po co. Dziś młodzież mało żyje historią. Później zaliczyliśmy jeszcze antycznego Austriaka [czerwony tramwaj w krk (krk ma niebieski tabor)]. W nim też nagrałem krótki filmik z kabiny. Jak kiedyś go ściągnę od młodego, to go tu umieszczę. Ze starego taboru zaliczyliśmy jeszcze duvaga z przyczepką. Z autobusów przejechaliśmy się Ursusem (autobusem z uśmiechem), manem, ale u nas takie są, krótkim autosanem [(taką a'la wstrząsarką) u nas wstrząsarki to są Scanie przegubowe z Gliwic. Są już na wykończeniu to je plan by jeszcze się nimi przejechać].
   Ponieważ na tym wyjeździe było nas trzech to jednak coś się odwaliło. Otóż jechaliśmy tram 50 wozem RY838. Mieliśmy wjechać pod tunel pod centrum krk i dw. PKP, ale za tunelem, na towarowym było wykolejenie, to też 50-ka skręciła przed tunelem w lewo i dość szybko wysiedliśmy. Plan był taki, że 50-ką jedziemy do dw. PKP, kupujemy bilety z Płaszowa do kato i na Płaszów jedziemy znowu kom miejską, a jeszcze w galerii mieliśmy zahaczyć o wucety. Skręt tej 50-ki spowodował, że misterny plan poszoł w pizdu. Wobec tego przesieliśmy się na rondzie Mogilskim na 75 do dworca i w nim... nagle okazało się, że 254 zostawił w 838 plecak. No to teraz po raz kolejny plany poszły w pizdu. Drugi mikol zadzwonił na linię awaryjną, by przekazali motorowemu iż został plecak. Ale ponieważ my mikole, to od razu zaczęliśmy stalkować 838, błyskawicznie pojechaliśmy w kierunku pętli, gdzie stała odstawiona 50-ka, ale przed samą pętlą okazało się, że ruszyła. Wysiedliśmy wiync przystanek wcześniej. Jako mikole pamiętaliśmy gdzie siedzieliśmy. Podczas wjazdu tram z pętli na drugi przystanek (on nie był na swojej trasie) ustawiliśmy się akurat by wejść kaj siedzieliśmy. Patrzymy, jedzie wóz i jak mijały nas kolejne drzwi i pojawiły się te przy siedzeniach na których siedzieliśmy, to patrzymy do wewnątrz, a tam jedzie na zicu plecak 254. Na mój wniosek, zrobiliśmy zdj. tego plecaka, bo taka historia...



   Skoro podziało się, jak się podziało, to już 50-ką pojechaliśmy do Płaszowa na poc. Niestety wucety musiały poczekać do składu poc. na kato. No i tera dochodzimy do taryf w poc. Otóż 254 ma N-kę, czy li niepełnosprawność. Na tą N-kę przysługuje mu "pies przewodnik". W tej roli występuję ja. 
   Z kato do krk konduktor wcisnął nam taryfę, że mody jako uczeń jechoł za zyla (1 zł, bo ferie), ale w związku z tym nie byłem już psem przewodnikiem, a rodziną i jechałem za 19 zyla. Z powrotem już w kasie wyraźnie, ponieważ kasjer też chciał wcisnąć młodego za zyla, powiedziałem - nie, nie, nie. Młody na zniżce na N-kę, a ja na psa przewodnika. No i tera wracałem na psie przewodniku z Płaszowa na kato za 01,07 zł, a 254 na N-ce za 13,54 zł. Tak mogę podróżować. W trakcie podróży powrotnej rozegrałem dwie partie szachów. No niestety 254 przegrał dwa razy, ale duga partia bardzo ciekawa. Jeszcze trochę i się wyrobi. 
   Generalnie wyjazd udany. Dla mnie, bo kontakt z 254 i taborem kom. miejskiej., dla mikoli kontakt z taborem kom. miejskiej. 
   Jadąc poc. do krk, jak to u nich już w standardzie, na początku nieustająco gadali, wymieniali się info nt. taboru, rozkładów, przewoźników itp. Dokładnie tak samo było wielokrotnie na busie. Jechali w kabinie i nie musiałem się odzywać, bo wymieniali się info. Po jakiś 2h tematy były wyczerpane i naturalnie robiły się co raz dłuższe okresy ciszy. 

   W tych czasach młodzi to mają prawie wiecznie słuchawki w uszach i podłączone mikrofony. W mieszkaniu 254 jest babcia 94 letnia. Jak wchodzi do pokoju 254 to gada i nie je świadoma, że ktoś po drugiej stronie ją słyszy. Mało tego, wchodzi tam też do niego matka, i łona podobnie nie jest świadoma, że ktoś ją słyszy (w sensie ja). Ona nawija, czy napieprza na 254, a ja to słyszę. Nie odzywam się wtedy, tylko słucham relacji i później czasem do tego nawiązuje, a inaczej po prostu wyciągam wnioski dla siebie jak postępować przy 254, by podobne sceny się nie odgrywały. 
   Ok. Tyle, bo czas jak zwykle ucieka niesamowicie, a jeszcze zajęcia porządkowe na st. mac. do zrobienia. 
   Narka.

niedziela, 23 lutego 2025

Niedziela #2116

  Niby mamy syst. kapitalistyczny, a czasem nadal mam wrażenie, że działa syst. nakazowo-rozdzielczy. Sprawa nie nowa, obserwowana w stonie, ale pewnie w innych marketach podobnie. Otóż mamy różne upodobania kulinarne, ale pewne są do określenia, zbadania, do dowiedzenia się. No i teraz jak z tym badaniem tego w marketach, które mają narzędzia do tego, wygląda. Ostatnio w promce w stonce były filety śledziowe w śmietanie i w sosie musztardowym. I teraz jak myślicie, które znikają pierwsze. Które tłuszcza żre chętniej? 
   Pewnie większość zgadła, te w sosie musztardowym i te znikają pierwsze, a to ważna informacja, która jest w dzisiejszych czasach łatwa do wyłapania. Ktoś pomyśli, że w dostawach do stony jest 1/2 na 1/2, bo to było by w zasadzie logiczne. Otóż qrwa - nie. Na paletce (tym tekturowym opakowaniu jest 12 sztuk w dwu piętrach i (uwaga) tych musztardowych jest 2 (tak dwie sztuki). 10 je śmietanowych. Podobnie kiedyś było z lodami. Przychodziły śmietanowe i czekoladowe. Pierwsze znikały, jak zwykle, te czekoladowe. I tu podobnie ktoś by mógł pomyśleć, że przychodzą przynajmniej 1/2 na 1/2. Tak samo - otóż qrwa - nie. Tak samo z ciastkami do busa i innymi art. Tak by można wymieniać i wymieniać. 
   Rozmawiałem kiedyś z 811 n.t., bo ona w tych strukturach stony była wysoko i powiedziała, że to po to się robi, by ludziom nie obrzydł jakiś smak. Ale rozumiem jakby było 1/2 na 1/2, ale jak z jakiś przyczyn ktoś ogranicza dostawę tych co schodzą pierwsze, to można to nazwać (jak w dawnych czasach) sabotażem. Idąc za łańcuchem dostaw to:
- stonie powinno zależeć na szybszym obrocie art., 
- producentowi na większym zbycie, by wiyncyj zarobić,
- ludziom na zeżarciu tego co chcą. 
  A tak lezę do stony, patrzę nie ma tego co chcę, to lezę dalej i nie biorę tych śmietanowych, czy ciastek maślanych, tylko czekam aż będą w sosie musztardowym, ciastka czekoladowe, lody czekoladowe. Na uj mam żreć jakieś badziewia, których nie chcę. Jak w XXI w. przy komputerach oraz AI dalej mamy turbulencje w łańcuchu dostaw. 
   
   Na trasie jednej linii na której jeździłem, we wiosce 254 otwarli lokal. Przed dwa m-ce były w nim pełno, to też powiedziałem kiedyś 254 iż poleziemy tam spr. co ciepią do żarcia. Z racji wolnego u mnie i u 254 w końcu wybraliśmy się. Byliśmy ok. 14:00 więc stolik z widokiem, bo inne jakoś ciulato ustawione, jeszcze był, bo na później już były rezerwacje. 
   Mało co chodzę po lokalach wiync ceny mnie trochę zaskoczyły. Pizza ok. 33 cm 45 zyla, napoje on-lemon 0,33 - 14 ziko. Chyba trochę przegięli, ale trudno, raz na jakiś czas wytrzymam. Wzięliśmy jedną pizzę na pół i dwa napoje, jeszcze doliczyli przystawke i wyszło 75 zyla + 5 zyla napiwku. No zaszalałem. 
   Ok. Jak wchodziliśmy do lokalu, to przy barze siedział taki dawny mięśniak ze wioski. Kiedyś nawet przez jakiś czas piłkarz w jakiś ligach. Poznałem go po twarzy, nie po figurze, bo jak zwykle u takich co chcieli być kiedyś duzi (cokolwiek to dla nich znaczy), ten też się stał duży. Jak dla mnie nawet za duży i to znacznie za duży. A kiedyś miał taką ładną figurę. 
   Tu drobna historyjka. Byłem u niego w domu kiedyś w lecie jak miał chyba z 19 lat. On wtedy w klacie. Urosło mu się znacznie w stosunku do tego jakim go zapamiętałem rok wcześniej, czyli jak miał 18-cie. Ale patrzę na jego plecy, a tam pojawiły się pryszcze, w górnej części, czego rok temu nie miał. Od razu się kapłem, że coś żere, bo mięśniaki ze wioski to głuptaki, to żarły różne ciulstwa. Ten pewnie też. Ponieważ jesteśmy bezpośredni, a znaliśmy się od kilku lat, pytam się go wprost - żeresz coś? On - nie, nie, nic nie żrę. Od razu mu powiedziałem ściemniać to możesz matce, ale nie mnie, widzę co masz na plecach, a to pewnie taka przypadłość po pobycie na Marsie....
   Nie drążyłem dalej tematu, bo po co. 
   No i jak go teraz zobaczyłem, to już przy stoliku mówiłem 254, żeby czasem nie wpadł na głupi pomysł bycia dużym, bo tak kończą Ci z tymi durnymi pomysłami. 
   Już później w tym samym dniu dowiedziałem się od 826, który był na st. mac. wraz ze 172, że on waży (ten z tego lokalu) 103 kg. To mnie przybrało się 4 kg na przestrzeni pół roku i już wdrożyłem procedury naprawcze, a ten się buja z taką wagą i nie sądzę, by chciał z tym coś zrobić. 
   I jeszcze jedna sprawa. Jak wchodziliśmy to mówię mu cześć i - a Ty co tu robisz? On - przyszedłem coś zjeźć,
- ja też. 
   W czasie żarcia, bo akurat kątem oka widziałem bo przy barze, coś mi nie pasowało. Siedział z laptopem, czasem zakładał słuchawki na uszy, a goście raczej nei przychodzą do lokali z laptopami. Jak już zeżarliśmy, to okazało się, bo podszedł do stolika, że jest współwłaścicielem lokalu. Pytał się czy jedzenie było ok, choć do pizzy miałem zastrzeżenie, bo ciasto było za cienkie w stosunku do tego co było na nim i trochę za mokre, przeto wyginało się, jak organ w stanie uśpienia. Powiedziałem mu, że było ok. Natomiast byłem w ubikacji, 254 też, ale przede mną. W ubikacji jako umywalki były połówki beczek metalowych 200 ltr., nad którymi była wylewka na desce. Ta wylewka całkiem luźna, deska zresztą też. Lokal ma 2 m-ce, wiync trochę słabo. Ręczniki papierowe leżały przy beczcie na następnej desce w kupce, nie w dozowniku wiync słabo. Drzwi do ubikacji, do przedsionka, do kabin pomalowane na ciemno-zielony kolor z odchodzącą farbą (poodbijaną). Po 2 m-cach eksploatacji, to tylko jeden wniosek, farba została nałożona na nieprzygotowane podłoże. Mało tego kosz na papierowe ręczniku z klapka do podnoszenia, miast wrzutowy. Zacząłem o tym mu mówić, skoro jest  współwłaścicielem, ale w połowie mi przerwał, bo najważniejsze jest żarcie. Później jak wyszliśmy z lokalu to rozmawiałem z 254 o zachowaniu współwłaściciela. Przecież takie uwagi były by dla mnie cenne skoro bym prowadził lokal, ale później se pomyślałem - on nigdy muzgowcem nie był wszak piłkarz. Miast się uczyć, biegał za przedmiotem kulistym, na podłożu trawiastym. Jeszcze później się okazało na st. mac., że przy remoncie wymiernie pomagał im 826, to już wiedziałem czemu jest tak niska jakość wykonania. Aaa i jeszcze jedno. Lokal ma ok. 2 m-ce, a w krzesłach czy takich fotelikach na nogach, te nogi już się ruszają znacznie. 
   Ale może to ja jestem pierdolnięty i takie rzeczy są kompletnie bez znaczenia przy żarciu, podobnie jak z tym omijaniem dziur przeze mnie busem. Przeca 95% w nie wpada, to chyba też tak powinienem robić...
   Dziś bez zdj. bo to już wczoraj miało wyjść ze stacji, a jak zwykle poślizg. 
   Narka.